.

czwartek, 15 listopada 2018

  Istnieją książki, które latami widnieją na liście książek do kupienia. Takie na które patrzysz i bez zaglądania do środka wiesz, że ta książka to jest właśnie to. Dokładnie tak było z książeczką "Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham", dlatego kiedy zobaczyłam ją w dziale książek dla dzieci ,wiedziałam, że prędzej czy później przeczytam.

  Być może wielu z Was od razu na myśl przyszło opowiadanie o Małym i Dużym Brązowym Zającu które można znaleźć w internecie. Autorem tego opowiadania jest Sam McBratney a dzięki wydawnictwu Egmont od jakiegoś czasu jest ono dostępne również w wersji papierowej - to jest właśnie ta książeczka.

  To bardzo krótkie opowiadania napisane sporej wielkości czcionką - do przeczytania w kilka chwil. Jednak jak w wielu przypadkach tak i tu o wiele większe znaczenie ma to co niosą ze sobą słowa. Według mnie tak też jest z tą opowieścią. Nie wiem czy zdziecinniałam na stare lata, czy to moja wrażliwość (od zawsze byłam wrażliwa) ale za każdym razem kiedy po nią sięgałam czułam się wzruszona. Za każdym razem kiedy czytałam opowiadanie w oryginale płakałam.

  Choć treści jest tutaj niewiele, to ma ona wiele do przekazania. Mały Brązowy Zajączek z całego serca chce pokazać Dużemu Brązowemu Zającowi jak bardzo ważny jest dla niego. Jak wiele znaczy w jego życiu, jak Go ceni, szanuje, kocha... no właśnie.... Kocha. Miłość. Mały Zajączek opowiada Dużemu Zającowi o tym co trudno jest wytłumaczyć: miłości, zrozumieniu, przywiązaniu - tym co kryje jego małe zajęcze serduszko. Przy okazji dowiaduje się jak sam jest ważny i drogi drugiej osobie.

  Kilka zdań.
  Prosta historia.
  Urocze ilustracje.
  A ile piękna, mądrości i przesłania... łez wzruszenia.
  Magia, która tkwi w prostocie.
  Piękny obraz miłości i jej istoty. Obraz, który pomaga zrozumieć potęgę tego uczucia i uświadamia jak ważni są ludzie, którzy nas otaczają. Jak ważne jest to aby mówić im, że są dla nas ważni.



"kocham Cię tak bardzo, jak stąd do księżyca". 

Tytuł: Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham | Autor: Sam McBratney | Wydawnictwo: Egmont | Okładka: twarda

Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam prosty w przygotowaniu wegański i bezglutenowy jabłecznik/szarlotkę przygotowywany z połówek jabłek - w moim wydaniu tych z Dziadkowego mini sadku. Smak jesieni, której jako taki prawdziwej u nas jeszcze nie było ;)

I chociaż moja Mama nigdy nie piekła takiego ani podobnego jabłecznika, to zawsze w sobotę w całym mieszkaniu unosił się aromat pieczonych jabłek... szarlotki na kruchym cieście - "Królewskiej" pieczonej z miłością.
 Obowiązkowo dwie bo jedna znikała jeszcze w dniu upieczenia. Czasem były to dwa kruche ciasta z wiśniami z kompotu lub murzynek, ale chyba jednak częściej szarlotka.....

Kruche ciasto z wiśniami w nieco zmienionej ale nadal smacznej wersji już pojawiło się na blogu. Kiedyś przyjdzie czas na murzynka - nie wiem czy w wersji "Maminej", czy zweganizowanej. Będzie również i szarlotka - od Mamy... ale to za jakiś czas. Dzisiaj pozostańmy przy jabłeczniku.


Składniki (na standardową blachę do ciasta 21x32 cm)
1/2 szklanki mąki gryczanej pełnoziarnistej
1/2 szklanki mąki jaglanej
1 szklanka mąki kukurydzianej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
2-3 łyżki ksylitolu (lub do smaku)
szczypta soli
2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
ok. 1/3 szklanki zimnej wody (lub mniej)

dodatkowo:
6 dużych, soczystych jabłek
cukier puder
łyżka otrąb/bułki tartej

ewentualnie:
płatki migdałów
posiekane orzechy
masło orzechowe (u mnie miazga laskowa Orzechownia)
cynamon

 Jeśli nie macie mąk bezglutenowych, możecie zastąpić je mąką pszenną

 Jabłka obieramy, kroimy na pół i wycinamy gniazda nasienne (środki można wypełnić rodzynkami, orzechami, masłem orzechowym, czekoladą lub migdałami).

 Mąki przesiewamy z proszkiem do pieczenia, dodajemy olej, cukier i zagniatamy elastyczne, miękkie ciasto. Dzielimy na dwie części i chłodzimy w lodówce ok. 30 minut.

Wyjmujemy z lodówki jedną część ciasta i wylepiamy nim dno blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Podpiekamy około 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 °C

Na podpieczonym cieście wykładamy jabłka do góry zaokrągloną częścią, posypujemy łyżką otrąb lub bułki tartej oraz ew. cynamonem.
Drugą część ciasta wałkujemy na prostokąt wielkości formy (stolnicę delikatnie posypujemy mąką) i układamy na jabłkach. (najłatwiej rozwałkować na papierze, przełożyć ciasto papierem do góry, a następnie zdjąć papier). Dociskamy delikatnie brzegi.

Pieczemy ok. 60 minut w 180 stopniach

 Po upieczeniu ciasto posypujemy cukrem pudrem.
 Smacznego

środa, 14 listopada 2018

  Wiele razy wspominałam o tym, że od dziecka lubiłam i nadal lubię baśnie. To opowieści z przesłaniem, nauką. morałem - takie, które warto znać. Dlatego ostatnio dość często pojawiają się na blogu - uważam, że o takich książkach trzeba mówić.
  Najbardziej znanymi baśniami najprawdopodobniej są baśnie Braci Grimm oraz Hansa Chrystiana Andersena. I jedne i drugie znajdują się w mojej domowej biblioteczce a te pierwsze darzę szczególnym sentymentem. Na książce czas odcisnął swoje piętno, jednak nadal ona zachwyca. Baśnie w niej opisane są różne: jedne zbliżone do oryginału (np. Kopciuszek - motyw uciętego palca, piety i krwi, która sączyła się z pantofelka), natomiast inne ułagodzone (np. Śnieżka - w oryginale Zła Królowa kazała myśliwemu przynieść serce oraz wątrobę Śnieżki, które potem ugotowała i zjadła, natomiast w ułagodzonej jest to serce).


Mój egzemplarz baśni najprawdopodobniej z 1992 roku z wydawnictwa Nasza Księgarnia (zamiast Roszpunki jest Jagódka :P)

  Nie przypominam sobie abym ja lub moja siostra kiedykolwiek bałyśmy się tych brutalnych opowieści. Dla nas były one zupełnie normalne - śmiem nawet stwierdzić, że podobało nam się to iż nie są cukierkowate i przesłodzone.
  Według mnie to upływ czasu i przeróżni tłumacze sprawili, że wydźwięk baśni i ludowych opowieści krążących przez wieki po miastach, wsiach i wioskach praktycznie całkowicie utracił swój pierwotny wydźwięk i sens. Niejednokrotnie baśnie te zostały tak zmienione, że dorosła osoba nie wie o jaką baśń lub bajkę chodzi.

 


Dziewczynka bez rąk Philipp Grot Johann

 Teraz rynek zalewają kucyki Ponny, różowe księżniczki, jest słodko, zgrabnie, wesoło i nie realnie. A przecież w życiu nie jest jak w bajcie. Powinniśmy oswajać dzieci z brutalnością świata, pokazywać im, że jest na nim również zło, choroby, kłótnie, zwady, nieporozumienia. Dzieci nie są głupie - nie wystraszą się byle czego a na pewne sytuacje opisane w tego typu historiach w ogóle nie zwrócą uwagi. Oczywiście i takie lektury należy umiejętnie wybierać i dawkować - nie widzę dziecka czytającego Grey'a. Tutaj nadal mówimy i baśniach.


Jaś i Małgosia, Philipp Grot Johann, Robert Leinweber 

  Ostatnio w moje ręce trafiło kolekcjonerskie wydanie baśni braci Grimm wydawnictwa REA w którym umieszczono 200 baśni legendy autorstwa Grimmów. Wszystkie ozdobione rycinami Filipa Grot-Johana i Roberta Leinwebera zamieszczanonymi w dziewiętnastowiecznych edycjach baśni braci Grimm . Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Śnieżka, Roszpunka, magiczne zwierzęta i wiele, wiele więcej. Bo to nie tylko znane wszystkim baśnie ale również te które będą obce jak np. Brat Łata, Dzieciątko Maryi, Gałązka leszczyny... To wszystko w jednym tomie. Wielkim, grubym, ciężkim, porządnym...

  Nie ma sensu ich analizować - przesłanie każdej odczytamy indywidualnie. Wszystkie pokazują często brutalny i srogi jakim był ówczesny świat. Wówczas rolą baśni było między innymi wychowywanie i ostrzeganie ich.
  Dzisiaj baśnie nie tylko uczą ale są furtką do świata wyobraźni - pewnie dlatego zostały ułagodzone. Choć gdyby tak dobrze się zastanowić świat nadal jest surowy i brutalny. Dookoła nas tyle jest jadu, zła i nienawiści... najprawdopodobniej dlatego wielu nie chce dodatkowo dostarczać ich jeszcze w baśniach. Wszystko zależy zarówno od rodzica jak i dziecka - tego jak dużo rozumie i jak jest wrażliwe...
  Tak na prawdę to temat rzeka. Opinie będą podzielone. Pewne jest jedno. Baśnie niosą (a przynajmniej powinny nieść) ze sobą przesłanie i morał aktualne mimo upływu lat, tylko należy dobrze ustosunkować je do odpowiednich czasów.


Kopciuszek Philip Grot Johann i Anton Robert Leinweber

 Zebrane w tej księdze baśnie to nie przekład z oryginału, czyli języka niemieckiego a przekład przekładu (z języka rosyjskiego) w tłum. Rozalii Skiba. Jednak to nie zmienia faktu, że jest to dobra i ciekawa pozycja jako prezent np. mikołajkowy lub pod choinkę. 

wtorek, 13 listopada 2018

Ciasto już pojawiło się na blogu - teraz odświeżam przepis, ponieważ w związku z awarią, zdjęcie przepadło. Jest to bezglutenowa i wegańska wersja mojego ulubionego kruchego placka z wiśniami, który piekła moja mama. Wyszło równie smacznie a do tego zdrowo :)

Składniki zazwyczaj daję na oko, więc to nie są w 100% dokładnie ilości
Ciasto:
1/2 szklanki mąki gryczanej pełnoziarnistej
1/2 szklanki mąki jaglanej
1 szklanka mąki kukurydzianej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
 mniej niż 1/2 szklanki oleju rzepakowego lub 130g margaryny bezmlecznej (dla wegan)
2-3 łyżki ksylitolu (lub do smaku)
szczypta soli
 2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
ok. 1/3 szklanki zimnej wody (lub mniej)

Dopiero po fakcie pomyślałam, że do ciasta można by było dodać dojrzałego, rozgniecionego banana, który na pewno świetnie wpłynąłby na smak - wówczas należy dodać mniej lub w ogóle pominąć substancję słodzącą a także wykluczyć lub ograniczyć wodę

Nadzienie
drylowane wiśnie
ksylitol do smaku

Jeśli używamy wiśni mrożonych należy je rozmrozić, odsączyć i wymieszać z ksylitolem do smaku.
Jeśli wiśnie są z kompotu można pominąć substancje słodzącą - My zawsze pomijamy


Mąki przesiewamy do miski, dodajemy ksylitol, szczyptę soli, proszek do pieczenia oraz olej lub posiekaną margarynę. Zagniatamy jednolite ciasto. Gdyby była taka potrzeba dodajemy zimną wodę. Ciasto dzielimy na dwie części i chłodzimy w lodówce przez ok. godzinę. Po tym czasie jedną połowę wykładamy w natłuszczonej i wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o śr. ok 22cm. Podpiekamy w 180 stopniach przez 10 minut i studzimy. Na podpieczony i ostudzony spód wykładamy wiśnie, przykrywamy drugą częścią ciasta. Pieczemy w 180 stopniach przez ok 45-50 minut.
Smacznego

 Istnieją nazwiska i postacie, które nie tyle wypadałoby co należy znać. Dlatego cieszę się, że na rynku czytelniczym pojawiają się książki kierowane do młodego czytelnika, które w przystępny i lekki sposób przedstawiają sylwetki tych wybitnych osób. Jednocześnie podchodzę do nich z lekką rezerwą i dystansem.

  Ola i Eryk to rodzeństwo, które wakacje zawsze spędza u babci i dziadka. Mogą bawić się w całym domu z wyjątkiem gabinetu dziadka w którym mieści się wielka biblioteka pełna ciekawych książek. Dzieci już raz ten zakaz złamały, co nie obeszło się echem, dzieci zostały ukarane ale w "niezwykły sposób".
  Wkrótce żelazna zasada dziadka zostanie złamana po raz drugi. Kiedy Eryk wyjeżdża z rodzicami do Paryża a Ola na ten czas zostaje u dziadków, postanawia wybrać się w to samo miejsce co brat – ale inną drogą. W gabinecie dziadka odnajduje książkę na której okładce widnieje kobietą z probówką w ręce. Kiedy przykłada palce do ilustracji znika w książce. I to dosłownie!

  Mania Skłodowska Jakuba Skworza to fabularyzowana opowieść o wybitej postaci jaką była Maria Skłodowska - Curie. Choć książka adresowana jest do dzieci, została napisana tak ciekawie i mądrze, że spodoba się się również starszym i niejednemu dorosłemu. Autor z lekkością i swobodą przedstawia autentyczne fakty z życia polskiej chemiczki wplatając w nie akcję oraz przygodę. Bo nie jest to sucha i nudna notatka z encyklopedii lub szkolnego zeszytu o której szybko się zapomina, ani też nazwisko od czasu do czasu słyszane w mediach. Jakub Skworz przestawia tę kobietę jako człowieka takiego jakim jest każdy z nas. Osobę, która kiedyś też była dzieckiem, miała swoje marzenia, plany, pasje ale również problemy, dylematy i przykre historie. Tym samym Maria staje się nam bliska - taką Marysią.

  Książka nie ukazuje całego życia chemiczki a najważniejsze i zdaniem autora najciekawsze wydarzenia. Ponadto jest w niej kilka naciąganych rzeczy, jak język, który nie pasuje do czasów w których żyła Maria Skłodowska-Curie. Jednak to nie ujmuje książce. W końcu została napisana z myślą o dzieciach aby poprzez zabawę-uczyć. Kolejna publikacja pełna archaizmów i skomplikowanego słownictwa byłaby po prostu nudna jak młodszym pokoleniom nudna wydaje się lekcja języka polskiego, fizyki, historii czy też encyklopedia.

  Muszę wspomnieć jeszcze o pomyśle, który uważam za rewelacyjny a mianowicie przejście do innego świata po przez książkę. Jej dotknięcie sprawia, że osoba przenosi się do opisanego w jej świata. Coś niezwykłego i bajecznego. Bierzecie książkę do ręki i po chwili widzicie swoich ulubionych bohaterów, rozmawiacie z nimi, przeżywacie to co oni... Jednocześnie musicie zachować dużą ostrożność. Nie możecie zostać zdemaskowani ani wpłynąć na rozwój wydarzeń, które mogłyby zmienić przebieg wydarzeń, treść książki a tym samym bieg historii, bo to dotyczy każdej książki również tej historycznej. Coś niezwykłego i magicznego.
  Od razu przypomniał mi się jeden z moich ulubionych seriali "W świecie mitów" w którym bohaterowie po dotknięciu przedmiotu z cybermuzeum przenosili się do mitu z którym dany przedmiot był związany.
 
   Mania Skłodowska to książka nie tylko dla dzieci. Posiada zalety jak i drobne wady, które dla niektórych będą nieistotne ale jednocześnie została napisana w taki sposób że zainteresuje również niektórych dorosłych. Bo my dorośli również dowiemy się z niej kilku a może wielu interesujących faktów i ciekawostek o których być może nie mieliśmy pojęcia. A to wszystko przedstawione w bardzo lekki sposób, bez moralizatorskiego tonu. Jednocześnie nie traktowałabym tej książki jako głównego a tym bardziej jedynego źródła wiedzy o polskiej fizyczce i chemiczce. Mimo iż przedstawia nam ona wiedzę i fakty, to nadal opowieść fabularyzowana i "lekko naciągana" - dostosowana do współczesnego czytelnika.

Tytuł: Mania Skłodowska | Autor: Jakb Skworz | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: twarda

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 309


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny