.

wtorek, 31 stycznia 2017


Fasola biała, czarna, czerwona... fasolka szparagowa, soczewica, ciecierzyca, groch.... Warzywa strączkowe - smaczne, zdrowe i dające wiele możliwości kulinarnych, jednak przez wielu niedoceniane i omijane przez ewentualne późniejsze problemy gastryczne. Niesłusznie - prawidłowo przygotowane nie sprawiają żadnych dolegliwości a odżywiają nasz organizm. To bogactwo witamin a także doskonałe źródło białka i błonnika.

O AUTORCE
Maria Banach - zdobywczyni pierwszego w Polsce tytułu BlogerChef, a także autorka popularnego bloga Gruszkazfartuszka.pl. Świetna kucharka i utalentowany fotograf kulinarny - osoba z której postów bije prawdzie ciepło. "Strączki" to jej debiut pisarski w którym zabiera nas w fascynującą podróż po gatunkach i odmianach roślin strączkowych, udowadniając, że przygotowane z nich potrawy są smaczne i zadowolą każde - nawet te najbardziej wybredne podniebienia (nie wywołując żadnych dolegliwości żołądkowych).

"STRĄCZKI" - CO W KSIĄŻCE
Książka posiada przepiękne i staranne wykonanie: twarda oprawa, piękne fotografie i dobrej jakości, gruby papier na którym umieszczono 88 autorskich przepisów opatrzonych kolorowymi fotografiami wykonanymi przez Marysię.

Na początku książki Autorka opowiada dlaczego warto jeść strączki, obala mity związane ze strączkami i daje kilka cennych rad na temat jak je kupować, przechowywać oraz jak obchodzić się z produktami świeżymi, suszonymi, tymi w puszce, czy mrożonymi.
Następnie znajdziemy Spis Treści a w dalszej kolejności Przepisy, które podzielono na rozdziały według nazwy rośliny strączkowej, która w danym rozdziale będzie głównym bohaterem:
SOCZEWICA
GROCH I GROSZEK
CIECIERZYCA
FASOLA i FASOLKA
BÓB
SOJA

Na samym końcu znajdziemy BIBLIOGRAFIE z której dowiemy się z jakich źródeł Maria Banach pozyskiwała wszystkie informacje odnośnie roślin strączkowych.

Każdy rozdział zaczyna się charakterystyki danej rośliny. Autorka dokładnie opisuje odmiany roślin strączkowych (np. soczewica czerwona, zielona, żółta, zielona, brązowa i czarna) oraz ich właściwości (kalorie, zawartość białka, tłuszczów i węglowodanów). Dowiadujemy się również m.in. jak długo je gotować a także poznajemy wartość energetyczną rośliny surowej, jak również - po ugotowaniu.

Znajdziemy tutaj wiele ciekawych, niebanalnych i smakowitych dań, które umilą nie tylko rodzinne lub przyjacielskie spotkania, obiady i inne uroczystości, ale również sprawdzą się na co dzień np. Lody z czerwonej soczewicy i karmelizowanych orzechów laskowych, piernikowe brownie z czerwonej fasoli, Krokieciki z grochu i ziemniaków na ostro, Popcorn z ciecierzycy, Spaghetti z soczewicą i sosem pomidorowo-marchewkowym czy Orientalne pierożki na parze z soją i szpinakiem.

Potrawy nim pojawiły się w książce przechodziły test smaku: jeśli nie robiła tego autorka, to pomagała rodzina i przyjaciele. Przepisy są różne: mniej i bardziej skomplikowane, wegańskie, wegetariańskie, mięsne  - wytrawne i słodkie. Dzięki temu trafi w gusta wielu odbiorców

Każdy przepis oprócz podanej ilości składników opatrzony jest krótkim wstępem o danej potrawie. Zawiera również informacje o ilości porcji, czasie i trudność przygotowania a także informacją, czy jest to danie wegetariańskie, mięsne, czy może jest to deser. Niektóre z nich mimo iż są wegańskie, posiadają oznaczenie wegetariańskiego. Każda potrawa jest opatrzona zdjęciem wykonanym przez samą Marię Banach.

Fotografie są bardzo ładne i nie przekoloryzowane, dzięki czemu dają wrażenie naturalności, zachęcając do przygotowania danej potrawy. Autorka sama podkreślała, iż przedstawiają one potrawy takimi jakie są na prawdę - nie były specjalnie upiększane. Tutaj raczej nie spotkamy się z niemiłym rozczarowaniem, kiedy przygotowana przez nas potrawa nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina tej, którą widzimy na zdjęciu.

PODSUMOWANIE
"Strączki" to takie kompendium wiedzy i przepisów na temat roślin strączkowych dla mniej i bardziej zaawansowanych w kuchni. Mimo iż nie wszystkie przepisy są wegetariańskie, czy wegańskie, roślinożercy również znajdą w niej mnóstwo inspiracji dla siebie. Znajdziemy tu zarówno wariacje na temat kuchni polskiej (Kapusta z grochem i kurkami, Kotleciki z kaszy gryczanej i fasoli mung), receptury inspirowane kuchniami świata (Burgery z ciecierzycy w stylu pad thai, Sloppy Joe z czarną soczewicą, Falafel z soczewicy z sosem jogurtowo-mietowym) jak i autorskie pomysły Marysi (Tort z ciasta waniliowo-groszkowego przekładany cytrynowym kremem maślanym, Czekoladowe ciasteczka z soczewicy, czy Zupa krem z grochu i kalafiora).
Pomysły oryginalne, ciekawe i nietuzinkowe... pomysły, których nie znajdziecie na blogu na Gruszkazfartuszka.pl tylko w książce Autorki.

DLA KOGO KSIĄŻKA
Książkę mogę polecić każdemu a w szczególności osobom, które nie są przekonane do strączków, obawiają się ich lub nie wiedzą jak smacznie je przyrządzać. Znajdziecie w niej wiele ciekawych pomysłów dzięki którym poznacie nowe oblicze tych roślin - ja już odhaczyłam kilka przepisów do wypróbowania, moja mama również znalazła coś dla siebie. Przepisy, które nie są wegetariańskie, czy wegańskie z łatwością można zweganizować. Maria Banach udowadnia, że potrawy bazujące na strączkach wcale nie muszą być niesmaczne, ciężkie i nudne.

"Mam nadzieję, że 88 przepisami zawartymi w tej książce udam mi się przywrócić roślinom strączkowym zainteresowanie i należne im miejsce na Waszych stołach. Gotujcie więc, pieczcie, smażcie, duście, mielcie i panierujcie. Eksperymentujcie śmiało i na nowo odkrywajcie ich smaki.
Pokochajcie strączki, tak jak pokochałam je ja!"
Marysia Banach

Autor: Maria Banach
Tytuł: Strączki
Wydawnictwo: Samo-Sedno
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 216
Oprawa: twarda

sobota, 28 stycznia 2017

RECENZJA ZOSTAŁA NAPISANA WE WRZEŚNIU - OD TEGO CZASU MOJE KUBKI SMAKOWE ULEGŁY ZMIANIE. NIE WIEM JAK TERAZ OCENIŁABYM PRALINY.

Skład: daktyle*, żurawina (20%)*, surowe kakao* (*certyfikowany składnik ekologiczny)
Wyprodukowano w zakładzie, gdzie przetwarzane są orzechy i sezam. Bez glutenu, bez mleka. Zawiera tylko naturalnie występujące cukry.
Opakowanie: deklarowane 110g - u mnie 116g/15 sztuk
Rodzaje: Żurawina na czarnym lądzie, Łatwy orzech do zgryzienia, Migdały pod palmą, Figa z makiem, Orzechowy sen o cynamonie

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 8g Węglowodany 43g w tym cukry 35g Tłuszcz 37g kw. tł. nas. 28g Sól 0,02g

Opinia: Firma Raw and Happy w swojej ofercie posiada chrupki chlebek, gryczanki, surowe batoniki Yummy a także praliny w pięciu smakach. Ze wszystkich pralin najbardziej chciałam spróbować Żurawiny na czarnym lądzie... najbardziej i chyba jako jedynej.
Dlaczego właśnie te praliny a nie np. Migdały pod palmą?
 Naturalnie słodkie daktyle, lekko kwaskowata żurawina i surowe kakao. Czyż to nie brzmi apetycznie i zachęcająco? Dzięki wygranej w konkursie na blogu Candy Pandas w końcu miałam możliwość spróbować tych pralinek.

A czym są praliny Rawnello?
To pyszne kuleczki w których została połączona naturalna słodycz daktyli ze świeżą i kwaskowatą nutą żurawiny i chrupkimi ziarnami kakao. Całość oprószona delikatnie cierpką warstwą surowego kakao, które delikatnie sypie się i otula praliny niczym puch.
 Pralinki są bez dodatku cukru i mogą być spożywane przez alergików, ponieważ są wolne od glutenu i laktozy, a także osoby borykające się z nadciśnieniem, nadwagą, cukrzycą i innymi dolegliwościami. Wytwarzane z poszanowaniem zasad SLOW FOOD, PALEO oraz RAW FOOD a do tego w niskiej temperaturze do 42 stopni, zachowują wszystkie właściwości odżywcze a także wyjątkowy smak.

Pralinki zostały zapakowane w folię a następnie umieszczone w eleganckim kartonowym pudełeczku. Wszystkie ważyły nieco więcej niż deklarowane 110g, bo 116g - w moim kartoniku piętnaście sztuk.
Sprawiają wrażenie mocno twardych i zbitych, co może niektórych przerazić utratą zębów, jednak należy pamiętać, że w przypadku produktów RAW najczęściej to tylko złudzenie (spróbowałam już sporo tego typu produktów i jeszcze nie spotkałam z takim twardym jak kamień - wszystkie ulegają pod naciskiem zębów).
Praliny są nieregularne (nie znajdziecie pralinki idealnie okrągłej) i różnej wielkości, jednak w moim pudełeczku przeważnie znalazły się te małe - może trzy były nieco większe. Wszystkie obtoczone w wytrawnym kakao, które pozostaje na palcach i delikatnie sypie się niczym puch, ew. kurz, jednocześnie dodając im uroku.

Całość wyraźnie i przyjemnie pachnie gorzkim kakao wymieszanym z delikatną słodką nutą daktyli i delikatnie owocowym, lekko kwaskowatym aromatem żurawiny wyczuwalnym na samym końcu. W skrócie: jest wyraźnie gorzko, delikatnie słodko z kwaskowatą nutą.
W pierwszej kolejności postanowiłam spróbować kakao, którym praliny zostały oprószone - było gorzkie jak to kakao :P Następnie wzięłam pralinkę do ust, ugryzłam a ta od razu rozpadła się pod naciskiem zębów uwalniając swój smak. Słodycz daktyli została tutaj wymieszana z lekko kwaskowatą nutą żurawiną (żurawina wykorzystana w pralinkach posiada słodko-kwaskowaty smak) i goryczką kakao, tworząc zgraną kompozycję.

Dodatkowych walorów nadają ukryte w daktylowej masie ziarna surowego kakao - nie tylko bardzo przyjemnie chrupią pod zębami, dzięki czemu całość nie jest "mazista" i jednolita, ale również pozostawiają po sobie charakterystyczny (lekko ziemny i kawowy) dla nich smak. Szczerze? To go uwielbiam i uwielbiam te chrupanie :D
Jego ziarna, lekko kwaskowata żurawina i "pierzynka" z kakao nieco hamują słodycz daktyli, dzięki czemu całość nie jest aż tak słodka jak większość daktylowych batonów, ale nadal pozostaje słodka. Według mnie takie 3 kulki potrafią już z lekka zasłodzić, ale chyba tylko osoby z niskim stopniem tolerancji słodkości :P Mimo tego pralinki posmakowały nie tylko mi, ale również mojej mamie i siostrze :)

Wartośćenergetyczna w 100g - 551 kcal
Ocena - 5/6
Zakupione - Nagroda w konkursie (Cena ok. 10zł)

środa, 25 stycznia 2017

Nie jestem słodyczocholikiem. Tak na dobrą sprawę ciasta i ciasteczka mogłoby dla mnie nie istnieć - umiem się bez nich obejść. Zdecydowanie wolę świeże owoce ewentualnie surowe batony, od czasu do czasu gorzką czekoladę. Nie oznacza to, że czasem nie skuszę się na jakiś wypiek... nie stoi również na przeszkodzie w upieczeniu zdrowych ciasteczek, które można podarować bliskiej osobie w prezencie :)

(przepis inspirowany kilkoma przepisami z internetu)
Składniki (ok. 24 sztuk)
100g mąki pszennej zwykłej (u mnie typ 650)
100g mąki pszennej pełnoziarnistej
120g chałwy (u mnie słonecznikowa)
100 ml oleju rzepakowego
1 łyżka cukru pudru w wersji mało słodkiej lub 2-3 nieco słodszej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
ok. 2 łyżki zimnej wody
szczypta soli

Do posypania:
ziarenka 

Mąki z sodą i proszkiem do pieczenia przesiewamy do miski. Dodajemy cukier puder, pokruszoną chałwę, szczyptę soli oraz olej. Zagniatamy jednolite ciasto w razie potrzeby dolewając zimną wodę. Ciasto wkładamy na 30-60 minut do lodówki. Następnie formujemy kulki wielkości sporego orzecha włoskiego. Każdą spłaszczamy, formując płaskie, okrągłe ciastko, które z jednej strony obtaczamy w ziarnach a następnie układamy w odstępach na blaszy wyłożonej papierem do pieczenia.
Pieczemy w 180 stopni C przez ok. 12-15 min. Studzimy na kratce

UWAGI:
Od razu po upieczeniu ciasteczka są bardzo delikatne, jednak po chwili tężeją i stają się idealnie kruche ;)


Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia - robiłam je ok. godziny 15-16 i aparat nie chciał ze mną współpracować ;/

 
1 , 2 , 3 , 4



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi