.

środa, 29 listopada 2017

Tarty nie jadłam już spory kawałek czasu. Jeśli mnie pamięć nie myli to od ostatniego pojawienia się jej na blogu, czyli grudnia ubiegłego roku. Postanowiłam to zmienić, zwłaszcza, że ostatnio jako urozmaicenie dla kasz nabrałam ochoty na taką tartę.

Ciasto śr. 27 cm (ok. 5 porcji obiadowych)
150g mąki pełnoziarnistej
3 łyżki oleju (u mnie sezamowy)
2 łyżeczki czarnuszki
zimna woda
szczypta soli

Mąkę z solą przesiewamy do miski i mieszamy z olejem. Następnie wlewamy tyle wody aby otrzymać ciasto o konsystencji plasteliny. Formujemy kulkę i odstawiamy do lodówki na ok. 30 minut.

Po tym czasie ciasto wykładamy na natłuszczony spód tarty pamiętając o tym, by troszkę z niej wystawało. Zawijamy boki a spód nakłuwamy widelcem. Podpiekamy przez ok.10- 15 minut w 190 stopniach po czym studzimy.

Farsz:
120g czerwonej soczewicy
600g pasternaku lub pietruszki
200g marchwi
200g pieczarek
kilka krążków pora
1 czubata łyżka mielonego siemienia lnianego
posiekane orzechy włoskie (wedle uznania).
1-2 łyżki koncentratu pomidorowego (lub do smaku)

pieprz czarny, ziołowy
słodka, ostra wędzona papryka

Marchew myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Pieczarki oczyszczamy i kroimy w półplasterki
Pieczarki wrzucamy na patelnię podlaną odrobiną wody. Dusimy na małym ogniu do czasu aż zmniejszą najpierw swoją objętość i puszczą "sok" a następnie do momentu aż woda odparuje. Wówczas wlewamy olej oraz prążki pora i przesmażamy aż pieczarki lekko się zarumienią. Przekładamy do miski.
Na tej samej patelni podduszamy startą marchew oraz pasternak tak by były al dante. Łączymy z porem i pieczarkami.

Czerwoną soczewicę przepłukujemy wodą, następnie gotujemy na sypko zgodnie z przepisem na opakowaniu. WAŻNE ABY DOKŁADNIE ODPAROWAĆ WODĘ - w razie potrzeby odsączamy soczewice na sicie.
Czerwoną soczewicę łączymy z warzywami oraz ew. koncentratem pomidorowym i doprawiamy do smaku. Do jeszcze ciepłej masy dodajemy mielone siemię lniane i dokładnie mieszamy. Na końcu dosypujemy posiekane orzechy.

Farsz wykładamy na podpieczony spód tarty, dokładnie dociskając farsz. Całość zapiekamy jeszcze przez w 190 stopniach ok. 30-40 minut aż farsz się zetnie a wierch tarty przyrumieni.

1/5 całości


poniedziałek, 27 listopada 2017


Skład: 100% miąższ z kokosa.
Opakowanie: słoiczek 270g

Opinia: Jakiś czas temu na blogu pojawiła się recenzja Manny kokosowej Basia Basia ze sklepu ze zdrową żywnością Stragan Zdrowia. Produkt bardzo mi posmakował, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po podobny - Bio Mus kokosowy Fodds by Ann.
 W składzie musu nie znajdziemy wzmacniaczy, wypełniaczy, dodatkowego tłuszczu a także cukru - to tylko i wyłącznie miąższ z filipińskiego kokosa. Mus jest produktem wegańskim oraz bez laktozy.

 Po otworzeniu słoiczka zauważyłam, że na powierzchni zgromadziła się zastygnięta warstwa oleju kokosowego (smakowała jak mydło). Na kilka minut umieściłam słoiczek w piekarniku (rozgrzałam do 50 stopni, ale można też w wodzie) a kiedy mus zagrzał się i zyskał płynniejszą konsystencje, dokładnie wymieszałam jego zawartość, tak aby konsystencja była jednolita. Potem mus zastygł mając już jednolitą konsystencję.
 ZALECAM ABY ZROBIĆ TO OD RAZU W INNYM WYPADKU ŹLE OCENICIE SMAK PRODUKTU. W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI ZJECIE OLEJ KOKOSOWY, KTÓRY ZGROMADZIŁ SIĘ NA POWIERZCHNI PRZEZ CO MUS WYDA SIĘ WAM MYDLANY I BEZ SMAKU.

 
Zaraz po wyjęciu z lodówki mus jest twardy i zbity do tego stopnia, że nie da się nabrać go na łyżeczkę bądź nożyk - można go zeskrobać a następnie ewentualnie posypać nim deser lub placuszki. Po kilku godzinach spędzonych w temperaturze pokojowej mus mięknie na tyle, że nałożenie na łyżeczkę jest już możliwe, jednak nadal pozostaje on twardawy.
 Konsystencja jest gładka i gęsta - zbliżona do manny kokosowej Basia Basia, choć chwilami miałam wrażenie, że dostrzegam w niej jeszcze nie do końca zmielone wiórki kokosowe. Mus podgrzany do wyższej temperatury staje się płynny.
 Całość przyjemnie i apetycznie, choć delikatnie pachnie kokosem.

 Smak musu kokosowego jest zbliżony do smaku manny Basia Basia - kokos z jego naturalną, wyraźną słodyczą i nutą tłustości. Gdyby nie skład można by pomyśleć, że mus jest słodzony, jednak to naturalnie występujące cukry. Różnica polega na tym, że mus wydał mi się tłustszy, nieco bardziej mdły i mniej kokosowy - odniosłam wrażenie, że naturalnego oleju kokosowego jest tutaj więcej. Jedzony łyżeczką w większej ilości może nieco zemdlić, gdyż jednocześnie jest również nieco mdły - dodany do deserów w odpowiedniej ilości dodaje i podkręca smak.

 Jeśli miałabym podsumować ten produkt, to posmakował mi ale nie tak bardzo jak Manna kokosową Basia Basia. Tak jak wspomniałam smakiem jest zbliżony do manny (skład jest identyczny) z tą różnicą, że mus jest tłustszy i bardziej mdły, "mydlany" w smaku. Przez tę mydlaność wydał mi się również mniej kokosowy a tym samym "hierarchii smaku" mus znalazł się stopień niżej. Jednak jak wiadomo wszystko to kwestia gustu.
 Jakby nie było nadaje się on nie tylko jako składnik ciast, ciasteczek i deserów ale również dodatek do owsianek, jaglanek, budyniu, smarowidło do naleśników i placuszków, a nawet do kubka gorącego kakao (u mnie na wodzie) lub czekolady. Można go również wyjadać łyżeczką prosto ze słoiczka, tylko w tym przypadku nie da się go zjeść w większej ilości, gdyż może zemdlić. Mimo iż nie ma w nim ani grama cukru, w moim odczuciu jest wyraźnie słodki ;)

Wartość energetyczna w 100g - 691 kcal
Ocena - 5/6
Cena - sklepy ze zdrową żywnością np. Stragan Zdrowia.pl (cena ok. 19,99zł/270g)

sobota, 25 listopada 2017

  Zdjęcie
  Dobre uczynki... spełniamy je na co dzień? Pomagamy, wspieramy innych, dzielimy się naszym dobrem, czy tylko opowiadamy jacy to jesteśmy wspaniałomyślni, hojni i ile w nas empatii? Działamy, czy tylko na myśleniu i gadaniu się kończy? Jak to tak na prawdę jest z nami?
  Czy śpiesząc się do pracy zauważymy siedzącego pod sklepem lub gdzieś "w kącie" żebrzącego człowieka? Zatrzymamy się na chwilę i podzielimy się z nim swoim drugim śniadaniem lub kupimy mu je w sklepie? Czy zwrócimy na taką osobę uwagę spacerując po parku w towarzystwie znajomych? A może udamy, że go nie widzimy, bo to wstyd i "zepsuje" naszą reputację?
  Widząc nieprzytomnego człowieka zatrzymamy się aby sprawdzić co się stało i zadzwonimy na pogotowie, czy go ominiemy, bo przecież to pijak.
  Podzielimy się nadmiarem jedzenia z potrzebującymi, czy wyrzucimy je na śmietnik lub najpierw poczekamy aż samo się zepsuje i dopiero potem to uczynimy?
  Ubrania w których już nie chodzimy - oddamy tym, którzy ich nie mają, czy będziemy trzymać aż zostaną zjedzone przez mole.

  Będziemy użalać się nad losem biednych piesków i kotków w schronisku, czy zaczniemy działać? Nikt nie mówi, że należy adoptować kilka piesków, kotków, królika, szynszylę i jeszcze inne, tworząc ze swojego mieszkania mini zoo... Wystarczy od czasu do czasu zajść do takiego schroniska i poudzielać się jako wolontariusz - pomóc wykąpać i nakarmić mieszkające tam zwierzęta, wysprzątać boksy, zanieść trochę karmy, ciepłe koce....
 Zamiast opowiadać jak jest nam szkoda ludzi bezdomnych i biednych, dzieci w domu dziecka lub w szpitalach, jeśli mamy taką możliwość zajdźmy do takich placówek i pomóżmy na tyle na ile możemy...
Zdjęcie
 Nie zapominajmy o zorganizowanych przez różne instytucje lub osoby akcjach: zbieranie nakrętek po butelkach, paragonów ze sklepów, WOŚP, Caritas, Akcja Mikołajki dla dzieci z ubogich rodzin, zbiórka żywności... to również jedna z form udzielania pomocy. Jeśli mamy możliwość weźmy w takiej akcji udział. Pomóżmy razem z innymi - idea jest wielka a wartość udzielanej pomocy taka sama jak wtedy gdybyśmy robili to indywidualnie.
Zdjęcie
  Aby pomagać nie trzeba szukać daleko. Być tuż obok nas są ludzie, którzy potrzebują pomocy. Może sąsiad z bolącym kręgosłupem musi sam znosi węgiel do piwnicy, zapracowana sąsiadka nie ma czasu na to aby zająć się dziećmi a staruszka ma problem aby zejść ze schodów lub zanieść zakupy do domu. Wystarczy tylko wyciągnąć pomocną dłoń. Z pozoru taki mały gest znaczy na prawdę wiele. Często zwykły ale szczery uśmiech lub słowa "miłego dnia", mogą sprawić, że na plechach urosną małe skrzydełka.
Zdjęcie
  Jest pewna książka, która pozwala spojrzeć na pewne sprawy nieco inaczej. Jednak nim opowiem o książce, najpierw wspomnę o jej narratorze siostrze Małgorzacie Chmielewskiej. Nie wiem, czy powinnam się tego wstydzić, czy też nie, ale na prawdę nigdy nie słyszałam o tej kobiecie - być może dlatego, że praktycznie nie oglądam telewizji.
 Małgorzata Chmielewska urodziła się 20 marca 1951 roku w Poznaniu i jest polską siostrą zakonną a także przełożoną Wspólnoty „Chleb Życia”. W młodości pracowała jako katechetka z niewidomymi dziećmi w Laskach i w duszpasterstwie niewidomych u ks. Stanisława Hoinki a także organizowała pomoc dla kobiet jednego z więzień w Warszawie.
 Obecnie prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn. Z troską i szacunkiem wypowiada się o tak zwanych "osobach z marginesu" a ludziom, którzy w życiu zbłądzili i zostali wykluczeni przez społeczeństwo pomaga się podnieść, tworząc dla nich miejsca pracy.
 Zakonnica dodatkowo pisze bloga. Adoptowała również kilkoro dzieci, prowadzi domy dla bezdomnych i chorych a także głosi rekolekcje w całej Polsce. Wydawać by się mogło, że nie sposób Jej nie znać. A jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą kobietą.
Zdjęcie
 "Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego" jak nazwa sugeruje, zachęca do tego aby zrobić jakiś dobry uczynek. Jej treść podzielono na dwie części do której przypisanych jest kilka rozdziałów.
 Część pierwsza - "Sposób na dobre życie" ma formę dialogu/wywiadu z siostrą i traktuje on o modlitwie, poście oraz jałmużnie. Siostra Małgorzata prosto i bez umoralniania, zwraca uwagę na to, że ludzie rzadko kiedy zastanawiają się nad znaczeniem słów wypowiadanych modlitw. Nie obrażając i nie krytykując pisze o tym jaki czuje rozdźwięk między słowami  modlitw, które  wypowiadamy, a praktyką życiową. Czasem modlimy się o pokarm i dach nad głową dla bezdomnych, ale kiedy na ulicy dostrzeżemy żebrzą, omijamy go albo z pogardą, albo z obojętnością. Jak pisze siostra "zmarnowaliśmy szansę, żeby tę modlitwę wprowadzić w życie". To Bóg postawił na naszej drodze tego człowieka abyśmy mogli mu pomóc i naszą modlitwę wprowadzić w życie. Człowiek musi wykonać jakieś zadanie, aby Pan Bóg mógł działać, tym samym Stwórca zaprasza nas do współpracy ze sobą. 

 Według te słowa można odnieść do życia każdego człowieka, również ateisty. Jeśli chcemy "ulepszyć" świat, sprawić by ludziom żyło się lepiej i lżej, nie możemy czekać aż samo coś się stanie - musimy sami zacząć działać. Sam to może wyskoczyć pryszcz na czole...
Zdjęcie
  O poście mówi, że musi być świadomy. W poście nie chodzi o ograniczanie jedzenia, czy nie jedzenie mięsa w piątek. To rezygnacja z rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Mamy z nich zrezygnować po to aby poczuć smak miłości i trudu.
  Jednak post to nie tylko wyrzeczenia - możemy zamienić to na coś innego, co jest miłością np. oddanie czegoś co lubię, ale niekoniecznie mi to służy lub tego nie używam, człowiekowi, który tego potrzebuje. Tak więc pościć można nie tylko w odniesieniu do naszej wiary i Boga, ale dla samych siebie (aby siebie wzmacniać) oraz innych ludzi.
 Najważniejsze w poście jest to aby stał się on narzędziem do uporządkowania siebie i ułożenia właściwej hierarchii wartości. Jeśli post sprawia, że jesteśmy źli, smutni i niezadowoleni, to oznacza, że wewnętrznie nie jesteśmy uporządkowani i na ten post gotowi. Mamy pościć nie tylko po to aby się samemu doskonalić - mamy robić to w imię miłości i dobra... aby stawać się lepszym człowiekiem.

  Owe słowa i zasady powinny obowiązywać w życiu każdego z nas. Człowiek powinien rozwijać się, posiadać swoją hierarchię wartości, robić coś nie tylko dla siebie ale i dla innych ludzi. Każdy bez względu na wyznanie, to czy wierzy, czy nie powinien kochać i postępować w imię miłości. Nienawiść rodzi nienawiść, zło i zniszczenie... nienawidząc człowiek dąży do samozagłady.

  Jałmużna.... ważne jest to aby dzielić się z innymi tym co mamy i co możemy komuś ofiarować. Dawanie może być przyjemne - uszczęśliwić człowieka. Siostra zwraca również uwagę na to, że jeśli człowiek jest nastawiony wyłącznie na konsumowaniu, pewnego dnia może stracić to co ma teraz a czego być może nie dostrzega. Zamiast brać, powinniśmy dawać coś od siebie - nie można myśleć tylko i wyłącznie o sobie i swoich dobrach.
Zdjęcie
 W drugiej części siostra wypowiada się o wspólnocie, pojednaniu ze sobą i z innymi ludźmi, przebaczaniu, nadziei a także miłości - niejednokrotnie w odniesieniu do codziennego życia a także wiary i chrześcijaństwa, jednak bez umoralniania.

 Siostra Chmielewska nie owija w bawełnę a mówi prosto od serca. Nie umoralnia, nie poucza, nie zakazuje i nie nakazuje a opowiada tak jak postrzega świat, życie i do tego do czego została powołana. Tak jak już wspomniałam jej słowa są uniwersalne i aktualne, bez względu na wyznanie. Mogą przypomnieć to o czym dobrze wiemy, jednak na co dzień nie pamiętamy a także sprawić, że na pewne sprawy spojrzymy zupełnie inaczej.

NIKOMU NIC NIE NARZUCAM I NIE MAM ZAMIARU NIKOGO POUCZAĆ. TO TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJE ZDANIE

 ~~~~~~~~
 Tytuł: Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego
 Autor: s. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka
 Wydawnictwo: WAM 2017
  Liczba stron: 192
  Oprawa: twarda
  Link do książki: https://wydawnictwowam.pl/prod.odloz-te-ksiazke-i-zrob-cos-dobrego.10592.htm?sku=77498

 
1 , 2 , 3 , 4


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny