.

piątek, 30 listopada 2018

   Jednym z moich wspomnień z dzieciństwa są wakacje na wsi. U dziadka, który chodził przy nodze z Puszkiem (bez smyczy) i babcią, która ciągle nosiła fartuszek i chustkę na głowie. Babcią, która codziennie gotowała ziemniaki dla świnek, karmiła kurki wołając "cip, cip...", kazała spać w dzień, grubą pajdę chleba smarowała grubą warstwą masła i czasem piekła kichliki (kiłychki).
  A kiedy piekła po całym mieszkaniu roznosił się aromat cynamonu. I pomimo iż te bułeczki jakoś nigdy specjalnie mi nie smakowały, to je jadłam. Dla zapachu? Sentymentu? Miłości do Babci i by nie urazić Jej uczuć? A może to wszystko. I jeszcze tak po prostu. Bo miałam ochotę.


ze względu na prywatność nie wrzucam osobistych zdjęć | źródło

  Wakacje spędzone z młodszą siostrą na słuchaniu opowieści Dziadka, czasem historii Babci, karmieniu kurek i kaczek, pomaganiu w obrządkach, bieganiu, skakaniu, zrywaniu maków z pola, jedzeniu jabłek prosto z drzewa i jagód z rowu. I pamiętam jak Babcia kroiła pomidora na ćwiartki aby zagryzać nim pajdę chleba z masłem. Pamiętam jak mimo iż mówiła, że nie lubi dzieci, czasem nakrzyczała i zganiła, to kochała. Kochała całym sercem.

Pamiętam te wakacje.
Pamiętam Babcię.
Pamiętam, że Babcia była...

  Bohaterka książki, którą ostatnio przeczytałam - Natalia musi spędzić dwa wakacyjne dni u swojej Babci Anieli na wsi. To dobra okazja aby pobyć z babcią, którą widuje bardzo rzadko, jednak dziewczynka nie jest z tego powodu zadowolona. Wręcz przeciwnie. U babci nie ma telewizora, fajnych zabawek i dzieci z którymi mogłaby się bawić. Jest nudno a jedynym towarzyszem nie licząc babci jest czarny kot, który nie polubił Natalii i na jej widok ucieka. Na domiar złego okazuje się, że torba z zabawkami, które dziewczynka zabrała ze sobą odjechała z rodzicami.
 Co robić?

  Oj można robić wiele. Bo babcia Aniela nie jest nudna (robi przepyszne kakao, piecze drożdżowe bułeczki) a jej dom zwyczajny jakim się wydaje. Jej dom jest niezwykły - można powiedzieć, że magiczny. Tutaj na każdym roku czekają niespodzianki i tajemnice do odkrycia.
  Na przykład taka kuchnia - pełna butelek, słoików i słoiczków z nieznaną zawartością... Kominek, książki... i strych pełen starych zdjęć, kapeluszy i innych pamiątek z przeszłości. A wśród nich małe szkiełko z witrażowej lampy, które kiedy przez nie spojrzysz przenosi do zupełnie innego świata. Wyobraźnia płatająca figle? A może magia?

  "Kot kameleon" to nie tylko opowieść o Babci można by rzecz idealnej - wymarzonej a także relacjach z nią związanych. To również piękna i refleksyjna książka o potrzebie bliskości, której nie zastąpi telefon, telewizor i inne nowinki technologiczne. O miłości, przyjaźni, więzi.... i w końcu o sile wyobraźni i codziennej magii, która każdego dnia kryje się za rogiem. Wystarczy tylko ją odkryć. Dla starszych i dorosłych to również sentymentalna podróż w przeszłość...

  Książka jest pełna spokoju. Nie ma tu ani nagłych zwrotów akcji ani wydarzeń wywołujących dreszcze na plecach. Jest za to ciepło i nastrój, który sprawił, że byłam zauroczona i oczarowana. Nie byłam w stanie oderwać się od jej treść. Czytałam z uśmiecham na twarzy a po jakimś czasie również łzami w oczach.
  Nie dlatego, że mają tutaj miejsce jakieś przykre sytuacje. Po prostu wróciły wspomnienia. Wspomnienia z dzieciństwa i Babcia, której obraz pozostał tylko w sercu. Obraz, który zawsze mam przy sobie i przed sobą kiedy zamknę oczy. Obraz o którym chce pamiętać.

  I choć moja Babcia z pewnością dla wielu nie będzie Babcią idealną - specjalnie dla swoich wnucząt nie piekła bułeczek, ciasteczek i szarlotki. Nie opowiadała bajek, nie głaskała po główce, nie tuliła a czasem nakrzyczała - to dla mnie była Babcią IDEALNĄ. Najukochańszą. Niepowtarzalną. Jedyną w swoim rodzaju.

Była.
Jest.
Będzie.
Zawsze i na zawsze.

  I na końcu powinien być przepis na kichliki ale jego nie będzie.  Nikt nigdy nie upiecze takich kichlików jak Babcia, poza tym Babcia przepisu nigdzie nie zapisała, nie przekazała, nie tłumaczyła jak upiec. Recepturę przywiozła, kiedy pracowała za granicą a piekła z pamięci i... z serca. Bez odmierzania i wyliczania składników a tak jak jej serce podpowiedziało. Ciasto drożdżowe starannie wyrobione i powoli wyrośnięte (tutaj na pewno każdy ma sprawdzone). Potem je wałkowała, smarowała olejem i posypywała cynamonem wymieszanym z cukrem. Cynamon... ten zawsze pachniał, kiedy otworzyło się lodówkę.... w Babcinej lodówce zawsze pachniało cynamonem.


składanie zbliżone do tego, tylko nie na pół a w harmonijkę - zdjęcie z Ulubioneprzepisy

  Potem ciasto babcia kroiła na paski. Każdy pasek zawijała w harmonijkę, układała na balszy i piekła w kuchence kaflowej (z piecykiem). I w całym mieszkaniu pachniało cynamonem.
Po wyjęciu z pieca najczęściej były jedzone jeszcze ciepłe, lecz nie gorące - na zimno nie smakowały tak dobrze.


po upieczeniu wyglądem zbliżone do tego  z tą różnicą, że miały więcej złożeń i nie były ze sobą zlepione. zdj. dorodnepomidory.pl

  I mimo iż nigdy za kichlikami nie przepadałam to je jadłam. W sumie do końca nie wiem dlaczego. Może ze względu na zapach a może z miłości do Babci i by nie było Jej przykro - chociaż Babcia nigdy nie zachęcała i nie zmuszała do ich jedzenia. A może i to i to, tak po troszeczku. Nie wiem. Ale wiem jedno. Miałam i mam Babcię, której sekretem były właśnie kichliki. 

czwartek, 29 listopada 2018

Na blogu pojawia się coraz więcej przepisów na łakocie. Nie dlatego, że częściej piekę, bo tak nie jest. Jedynie wygrzebuję stare przepisy z kartek, które kiedyś gdzieś znalazłam i zmodyfikowałam, ale nie opublikowałam.
Ten tutaj jest zlepkiem kilku przepisów, ale w większości najprawdopodobniej z bloga Vegelicious (z moimi zmianami). Największy problem jest ze zdjęciami, bo te nie zawsze mam i nie mam okazji do pieczenia, ale jakoś daję radę.

Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam przepis, który jest ciekawą-słodką opcją na przemycenia nieco warzyw do naszej diety. Oczywiście najzdrowsze warzywa to te w nieprzetworzonej postaci - same w sobie, ale jeśli mamy okazję aby włączyć je do naszego jadłospisu w nieco innej postaci, to jak najbardziej warto to zrobić.
Jedną z takich "sztuczek" jest dodawanie warzyw do ciast. Na przykład taki niepozorny burak pasuje nie tylko do niedzielnego obiadu ale również łakoci np. brownies. I właśnie takie brownies chciałabym Wam dzisiaj zaproponować - buraczane a do tego z dodatkiem masła orzechowego i piernikową nutą, które według mnie idealnie pasują do tego połączenia. Taki brownie warto wzbogacić o posiekane orzechy np. włoskie.


zdjęcie

Składniki /forma o wymiarach ok 21x21/
ok. 400g surowych buraków
1 spory i bardzo dojrzały banan

1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki kakao (użyłam TAKIEGO z firmy Brat.pl)
opakowanie gotowej przyprawy do piernika (u mnie 20g) lub łyżka domowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
1/2 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta sody
150g gorzkiej czekolady
ew. 1/3 szklanki cukru

1/3 szk. płynnego  masła orzechowego (najlepiej z orzechów laskowych POLECAM) lub tahini
1 1/3 szkl. wody lub napoju roślinnego

dodatkowo:
posiekane orzechy włoskie

Buraki obieramy i ścieramy na tarce o najdrobniejszych oczkach. Dodajemy rozpaćkanego banana i miksujemy na gładko. Wlewamy olej oraz wodę/napój roślinny i dokładnie mieszamy.

Mąkę przesiewamy do miski razem z proszkiem do pieczenia, sodą i sodą. Dodajemy kakao, mąkę ziemniaczaną, cukier i siemię lniane. Mieszamy. Powoli wlewamy mokre składniki i dokładnie mieszamy do uzyskania gładkiej masy.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (pokruszoną umieszczamy w metalowej miseczce, którą stawiamy nad miską z gorącą wodą i mieszamy aż się rozpuści). Rozpuszczoną czekoladę wlewamy do ciasta. Mieszamy na gładką masę. Dodajemy orzechy i jeszcze raz mieszamy.

Ciasto przekładamy do blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 stopniach przez 30-40 minut. Najlepiej sprawdzić drewnianą wykałaczką, czy ciasto w środku nie jest surowe - nie powinno też być przesuszone.
Smacznego

 Literatura klasyczna. Lubiłam, lubię i wiem, że będę lubić. Czytać, pisać, pokazywać, opowiadać na blogu... Rok temu opowiadałam o zbiorze opowiadań Dickensa Opowieści wigilijne. Czym jest dla nas Boże Narodzenie. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam tom, który ukazał się nieco wcześniej a mianowicie "Opowieści wigilijne. Świerszcz za kominem" w którym znalazły się trzy dzieła Dickensa.

 Tom otwiera "Świerszcz za kominem", gdzie przenosimy się do mieszkania poczytliona Johna, który wydawać by się mogło wiedzie szczęśliwe życie. Jednak z czasem mężczyzna zaczyna podejrzewać swoją żonę wybrankę o nieszczere uczucie i tajemnice. Myśli o tym sprawiają, że stopniowo przestaje zauważać to, co ważne i zbacza na niewłaściwą drogę. Z pomocą śpieszy mu najmniejszy mieszkaniec domostwa, którego magiczna moc otwiera mu oczy na życie i przywracają wiarę w prawdziwą miłość.

 

  "Życiowa batalia" przedstawia doktora Jeddlera i jego dwie córki - Marion i Grace. Jedna z nich jest zaręczona z chłopakiem, w którym potajemnie podkochuje się druga. Kiedy obiekt miłości sióstr wyjeżdża, Marion przepada jak kamień w wodę. Nikt nie wie co się z nią stało i gdzie się znajduje. Sprawy całkowicie zmieniają obrót a Jeddler będzie zmuszony zmienić swoje podejście do życia.

  W "Sygnaturkach" przenosimy się do wiktoriańskiego Londynu, gdzie ubogi goniec Toby Veck całymi dniami wyczekuje zleceń marznąc pod drzwiami kościoła. Pewnego dnia daje sobie wmówić przez bogaczy, że ludzie biedni są nie tylko ubodzy, ale również źli do szpiku kości. W noc wigilijną podczas snu duchy dzwonów kościelnych zabierają go do przyszłości, w której on już nie żyje a osoby mu najbliższe zostają wystawione na próbę.

 Opowieści różnią się od siebie pod względem fabuły, ale zarazem jest coś co je łączy. I nie jest to motyw Świąt, bowiem tylko Sygnaturki odnoszą się do świątecznego okresu jakim jest Nowy Rok. Chodzi o coś zupełnie innego... Otóż we wszystkich historiach pojawia się motyw duchów, bądź innej magicznej siły, która odmienia życie ludzi nie wierzących w magię Świąt Bożego Narodzenia.

 Ponadto co według mnie jest najważniejsze, po przez opisanie często smutnych sytuacji, skłaniają do refleksji nad życiem, tym co nas spotyka, jacy jesteśmy... 
  Zwracają uwagę na to co tak na prawdę ważne: dobro, czyste serce, uczynność, wrażliwość, ludzie, którzy nas otaczają. To aby dzielić się z innymi swoimi radościami, smutkami, dawać coś od siebie. Nauczyć się słuchać, otworzyć na potrzeby innych i w razie potrzeby pomagać. Być dobrym dla bliźnich - nie tylko w Wigilię i Święta Bożego Narodzenia, ale każdego dnia - nieustannie. Bogactwo i sława szczęścia nie dają. To złudne szczęście, które szybko mija a zostawia po sobie pustkę, gorycz, łzy... Bo człowiek zamknięty na innych ludzi unieszczęśliwia sam siebie, tym samym nigdy nie będzie na prawdę szczęśliwy.

 I chociaż treść każdej z tych opowieści przez różnych ludzi zostanie zinterpretowana inaczej, to wszystkie pokazują ponadczasowe idee, które były, są i zawsze będą aktualne, nawet za 100 lat. W tym tkwi ich uniwersalizm. To jest sekretem twórczości Dickensa - jeśli się w niego wczytać, poczuć klimat, to zostaną poruszone nawet najtwardsze serca.

Tytuł: Opowieści wigilijne. Świerszcz za kominem | Autor: Charles Dickens | Wydawnictwo: Zysk i S-ka | Rok wydania: 2014 | Ilość stron: 267

środa, 28 listopada 2018


pixabay

Cześć
Jakiś czas temu pomyślałam, że o ile będzie to możliwe, to na blogu będą pojawiać się krótsze ale treściwe recenzje. Zauważyłam, że krótsze wpisy są chętniej czytane (np. takie wstawki na LC) a ja sama czasem w zasadzie pisze to samo ale innymi słowami. A chciałabym zachęcać do sięgania po książkę. Chciałabym aby Ktoś przeczytał to co napisałam a nie wszedł na bloga i skomentował tylko po to abym w ramach "wdzięczności" ja zajrzała do Niego i pozostawiła po sobie ślad. Niestety na wielu blogach właśnie w ten sposób to działa. Przykre, ale prawdziwe.

Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją 3 w 1. Co jakiś czas takie posty będą pojawiać się na blogu. Nie wiem, czy rzadko, czy często. Wszystko zależy od Was i tego, czy taka forma przypadnie Wam do gustu.


ART. Kobiety i nauka. One zmieniły świat, wyd Egmont

  Jest to książka zbliżona do książki Kobiety i sport o której pisałam jakiś czas temu. Autorką jest Rachel Ignotofsky, za ilustracje odpowiada Rachel Ignotofsky, natomiast polskie tłumaczenie Paulina Błaszczykiewicz.

  Książka to swoisty album przedstawiający sylwetki kobiet, które zasłynęły w dziedzinie nauki. Zostały one uporządkowane chronologicznie aż od Starożytnej Grecji, gdzie Hypatia z Aleksandrii (filozofka neoplatońska, matematyczka) całe życie poświęciła nauce a jej odkrycia często podważały nauki zawarte w Piśmie Świętym. Przeczytamy tutaj również fizyczce Lise Meiiner na której cześć nazwano pierwiastek Meitner, Cecylii Payne-Gaposchkin - pierwszej osobie, która prawidłowo określiła temperaturę gwiazdy, czy naszej rodaczce Marii Skłodowskiej-Curie.

  Każda bohaterka to ilustracja, notatka i najważniejsze informacje ujęte dosłownie w jednym zdaniu. Informacje są krótkie ale konkretne tak aby nie przynudzać, przy czym zostały napisane przystępnym i zrozumiałym językiem. W umieszczono również słowniczek pojęć a także bibliografię - źródła z których korzystała autorka pracując nad książką.
  To ciekawie i porządnie wydana pozycja nie tylko dla młodszych ale również dorosłych - wiele kobiet z pewnością będzie dla Was obca. Książka stanowi ciekawe i przyjemne źródło informacji.

Lost Kitties. Bezdatownik kociarza, wyd Egmont Polska


  Czy jestem kociarą? Chyba nie. Psiarą też nie. Nie istnieje podział na "lepsze i gorsze", "fajniejsze i mniej fajne". Kocham wszystkie zwierzęta. I nie zamierzam robić podziałów. Koty? Te murczki są urocze, puchate, przyjazne... no czasem mają swoje humorki ale my ludzie również :)
  Kiedy zobaczyłam tę książkę - kalendarz, uśmiechnęłam się. Urocze - pomyślałam.

  Bezdatownik Kociarza to kalendarz oparty zabawkach firmy Hasbro. Za polski przekład odpowiada Sabina Bauman, Karolina Marcinkowska oraz Klaudyna Cwynar. Konsultantem metodycznym był/jest.... MRUCZEK. Tadam!!! Panie i Panowie, czy jest gdzieś tutaj jakiś Murczek? Kto z Was takiego Mruczka posiada? :D

  No dobrze. Przejdźmy do sedna... Kalendarz podzielona na 52 tygodnie, jednak nie przypisano mu konkretnych dat. Dzięki temu jeśli zdecydujemy się w nim coś notować możemy rozpocząć od dowolnie wybranego dnia. Nie musi to być tak jak w przypadku tradycyjnego kalendarza 1 styczeń a np. 22 maj - wtedy możecie rozpocząć "swój rok".

  Ponadto jak przystało na prawdziwy terminarz umieszczono w nim miejsca na nasze zapiski a do tego kilka kocich psychotestów, informacji o kotach (np. instrukcja głaskania i odkurzania kota), życiowych kocich porad, trochę kocich złośliwości i całą masę rysunków przedstawiających Lost Kitties. A dla smaczku asortyment kocich świąt - od Dnia Sardynki po Święto Wychodzenia z Szelek. 

  Według mnie zainteresuje każdego kociarza i nie tylko :)

To zwierzę mnie bierze Adam Wajrak


  Cenię Adama Wajraka. Jego książki czyta mi się z ogromną przyjemnością jak również lekkością. Tak też było i tym razem. "To zwierze mnie bierze" to nie tylko cenna skarbnica wiedzy o przyrodzie (dowiemy się między innymi tego dlaczego tak wiele ptaków uderza w szyby naszych mieszkań przez co giną). To również hołd oddany światu przyrody.

  Adam Wajrak z taką lekkością opowiada o mniejszych i większych zwierzętach, że nim się obejrzymy docieramy do końca. W jego słowach jest tyle miłości i pasji... Jego sposób patrzenia na świat i na przyrodę pełen wrażliwości, współczucia ale również uwagi. Jego podejście, uważne oko, które widać nie tylko w słowach ale również umieszczonych fotografiach. Rzadko spotykane i wyjątkowe. Na prawdę ciężko jest wyrazić ten podziw słowami.
 
  Piękna i mądra książka. Taka którą trzeba przeczytać.

To mój dzisiejszy stosik. Któraś z tych pozycji wpadła Wam w oko? Zainteresowała? :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia (u mnie do 31 grudnia) na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)

tekst alternatywny