.

piątek, 30 marca 2018

 Każdy kraj ma swoje ludowe klechy, legendy, baśnie, bajki i opowiadania, które przekazywane są z dziada na pradziada (jak ładnie się zrymowało ^_^). Na blogu pisałam już o podaniach indiańskich, baśniach chińskich, węgierskich i celtyckich. Dzisiaj nie powędrujemy aż tak daleko - pozostaniemy na terenach Europy.

 O Śpiewającej Lipce dowiedziałam się ze strony wydawnictwa Media Rodzina. Jest to wznowienie popularnego i potężnego tomiszcza bajek wydanego po raz pierwszy w latach 70-tych w krajach Słowian Zachodnich. Tomiszcza, które w bardzo krótkim czasie zdobyło uznanie oraz serce czytelników, stając się bestsellerem PRL-u a także ukochaną lekturą nie tylko dzieci ale również dorosłych. Znajdziemy w nim 62 utwory pochodzące z ziem polskich, czeskich, łużyckich, słowackich (stąd też tytuł: Bajki Słowian ZACHODNICH), mających swoje korzenie w ludowej mądrości oraz tradycji.

 Od lat 70-tych, kiedy zbiór ukazał się po raz pierwszy, co jakiś czas jest wznawiany. Najnowsze wydanie, które pojawiło się nakładem wydawnictwa Media Rodzina posiada tę samą szatę graficzną co te sprzed lat (sprawdzałam w internecie) co z pewnością dorosłym przywoła wspomnienia z dzieciństwa. Zaciekawiona spytałam swojej mamy, czy pamięta "Śpiewającą lipkę". Bez zastanowienia dowiedziała, że tak, ale zbiór nie znajdował się w jej domu - wypożyczała go z biblioteki. Obie ucieszyłyśmy się z faktu, że zbiór tych baśni trafił w nasze ręce. Co ważne!!! Rzeczywiście jest to ten sam zbiór co sprzed lat, tylko w nowszej odsłonie. Przeszukałam internet w poszukiwaniu informacji o pierwszych wydaniach i to najnowsze w żadnym wypadku nie zostało skrócone - zawiera wszystkie baśnie co te sprzed lat. Ilustracje również są te same, ale o nich za chwilę.

 O ile książka jest dla mojej mamy powrotem do czasów dzieciństwa, o tyle dla mnie to coś nowego. W zbiorze znalazłam baśnie, które najprawdopodobniej słyszał każdy z Was, ale w nieco "innej" formie np. "O rybaku i złotej rybce", jednak znaczna część to takie o których nigdy nie słyszałam. Jakie to baśnie? Chociażby baśń polska "O złotym rysiu", łużycka "Skarb w piwnicy", czy też słowcacka "O Synu Bzdęczyku i o lisach". Oczywiście obok każdej baśni znajdziemy informację z jakiego kraju pochodzi, co pozwala poznać tamtejszą kulturę.

 Bajki te nie są skomplikowane i zawiłe. Wszystko jest tutaj jasne i wyraźne - czarne lub białe, dobre albo złe. Nie leje się krew, nie ma przemocy, strachów, zbyt długich opisów akcji czy też przyrody a dobro i piękno zawsze zwyciężają. Ich treść jest krótka i to jedyne co można im zarzucić. Zaczynamy bajkę, wchodzimy w jej świat a tutaj za chwilę mamy koniec. Dla jednych to będzie plus, bo nie ma kiedy się znudzić, lecz dla innych niekoniecznie - poczują niedosyt.
 Z drugiej strony może właśnie w tym tkwi ich urok? W tej prostocie i braku zawiłości? Wszakże przesłanie i mądrość ludowa w nich pozostaje. Poza tym należy tutaj wziąć pod lupę znaczenia słowa "baśń" i "bajka" - tutaj widać różnicę.

 Książka posiada twardą okładkę i dobrej jakości, gruby papier zszywany białymi nićmi. Zdobiącym elementem jest tutaj zielona wstążeczka, która służy za zakładkę i dodaje uroku całości. Ilustracje wykonała Helena Zmatlíkova. Osobiście nie mam im nic do zarzucenia. Prosta kreska, bujne włosy, duże głowy oraz oczy, sporej wielkości, świńskie nosy parobków, noski młodych dziewcząt i chłopców, nochale babć i inne...  i właśnie w tej prostocie tkwi ich urok. Poza tym według mnie swoją formą nawiązują do ludowości.
Ilustracji nie ma tutaj za wiele. Nie wiem, czy w porównaniu do pierwszych wydań jest ich tutaj mniej, czy też nie, ale ale uzupełniają całość i dodają uroku zbiorowi.

Recenzje pozostałych baśni:
               

środa, 28 marca 2018


 Starożytność, legendy i mitologia interesowały mnie od najmłodszych lat. Z przyjemnością oglądałam przeróżne programy, w bibliotekach sięgałam po książki a lekcje historii o Starożytności były moimi ulubionymi.
  Czytałam o Grecji, Rzymie, Egipcie, Mezopotamii, Majach... ale nie zagłębiałam się w kulturę Słowian. Kiedy tak pomyślę to nie przypominam sobie aby na lekcjach historii jakoś szczególnie i dokładnie omawiało się te tematy a w bibliotekach były jakieś publikacje o tym. Tutaj sprawdza się przysłowie "Cudze chwalicie a swego nie znacie". Kultura słowiańska z jednej strony jest nam bliska - bo nasza, ale jednocześnie jaka odległa i obca - nieznana.
 Ilustracja
 Bestiariusz słowiański część pierwsza i druga to nowość na rynku księgarskim - książka w której zebrano dwie wcześniejsze części „Bestiariuszy" - "Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach” oraz „Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach”. Książka mimo iż znajduje się w grupie książek dla dzieci zaliczana jest również do Legend i podań, tak więc jej tematyka teoretycznie powinna wpasować się w moje zainteresowania. Jednak wszystko po kolei.

 Książka to leksykon-album przeróżnych stworzeń o których można usłyszeć w baśniach, podaniach, legendach a także horrorach i innych filmach bądź książkach fantastycznych.
 Stworzenia zostały ułożone w kolejności alfabetycznej, natomiast na końcu umieszczono Indeks, który ułatwia ich wyszukiwanie. Spotkamy tutaj istoty znane takie jak m.in. duchy, zjawy, gryf, krasnoludki, bazyliszek, czy syreny, bobo - inaczej buka (znacie Muminki?), jak i te "obce" np. trusia (wielki, kilkunastometrowy wąż, występujący w górach i lasach całego dorzecza Raby), mrucek (niegroźny domowy stworek, który szczególnie upodobał sobie najcieplejsze i najprzytulniejsze miejsce w wiejskiej chacie: zapiecek. Potrafił wylegiwać się tam całymi dniami, strasząc najmłodszych domowników głośnymi pomrukami), srala (demon wiru powietrznego) bądź też bełt (złośliwy polny lub leśny demon, występujący w tradycji Małopolski wschodniej; mylił podróżnym drogę i sprowadzał na błędne szlaki). Jedne były łagodne, życzliwe i pomagały a nawet opiekowały się ludźmi, z kolei drugie mimo iż czasem śmieszne nazwą, okazywały się groźne, nieprzyjemne, szkodliwe i uprzykrzające a nawet skracające czyjeś życie.
 Ilustracja
 Z reguły tekstu jest niewiele - większość miejsca zajmują ilustracje. Jedne są szczegółowe i dokładne, natomiast inne bardziej pobieżne i przypominające szkice. Mogą się podobać lub niekoniecznie. Osobiście nie byłam nimi zauroczona. Wiem, że to wizja autora i najprawdopodobniej w rzeczywistości nasi przodkowie inaczej wyobrażali sobie te wszystkie stworzenia, ale nie jestem do nich przekonana. W moim odczuciu z nielicznymi wyjątkami są one karykaturalne, nieco groteksowe a niektóre nawet "demoniczne" i przerażające. Nie mówię, że powinny być słodkie, kolorowe i wesołe bajeczek dla dzieci, ale według mnie brakuje im estetyki.
Ilustracja 
 Każdy rysunek opatrzony jest jasnym i krótkim komentarzem opisującym dane stworzenie, niejednokrotnie humorystycznie. Czasem na dole strony pojawia się dodatkowa notatka w postaci skróconej wersji legendy, podania, miejscowej plotki lub fragmentu wiersza. Wydawać by się mogło, że to dużo, jednak tak na prawdę to tylko taki zarys, ogólniki. Całość została znacznie uproszczona i spłycona do granic możliwości. Dla przykładu Rokita to nie tylko imię  jednego z diabłów, występującego w polskich podaniach ludowych. Rokity to również nazwa gatunkowa diabłów, które siedzą w spróchniałych wierzbach i straszą wracających do domów późnym wieczorem wędrowców.
Ilustracja
 Osoba, która interesuje się tematem najprawdopodobniej chciałaby dowiedzieć się czegoś więcej. Z drugiej strony autorzy w jednym z udzielonych udzielonych przez siebie wywiadów wspominają, że To nie jest encyklopedia, podręcznik akademicki czy też kompletne i wyczerpujące wypracowanie. Należy traktować je jako kompendium, album-leksykon napisany w lekko humorystyczny sposób w którym najważniejszą rolę odgrywają ilustracje a nie tekst (chociaż i ten powinien mieć znaczenie). Autorom zależało aby czytelnikowi przybliżyć a nie dokładnie opisać świat słowiańskich wierzeń i stworzeń. W książce wspominają również o tym, że wszystkie kwestie, które nie zostały poruszone w książce, zostały na stronie Legendarz.pl. Chociaż i tutaj mam zastrzeżenia.
 Ilustracja
 Część słowiańskich wierzeń już dawno odeszła w zapomnienie a nasi przodkowie całą swoją wiedzę i wiarę przekazywali sobie przede wszystkim w opowieściach. Jak wiadomo z opowieściami ustnymi różnie bywa - niejednokrotnie bywają zmyślone i nie ma skąd dowiedzieć się prawdy, czegoś więcej. Wiele postaci występujących w staropolskich wierzeniach zostało wymyślonych na różne potrzeby. Wydaje mi się, że w książce również mamy z tym do czynienia. Mieszają się tutaj istoty nadprzyrodzone - te rodem z pogańskich wierzeń z tymi typowo ludowymi i zapożyczonymi z innych mitologii.
 Niestety nie zawsze uzyskujemy informacje, które z tych istot pochodzą z wierzeń ludowych a które typowo pogańskich. Tylko w niektórych przypadkach mamy takie adnotacje a także z jakiego regionu pochodzi dany "stwór". Autorzy równie dobrze mogli nazmyślać (nawet wszechwiedzący "wujek" google nic nie podpowiada). Na końcu mamy podane źródła (bibliografia) z jakich korzystali autorzy - niejednokrotnie są to baśnie i legendy. Jednak ja odniosłam wrażenie jakby były to informacje z internetu (zasada kopiuj-wklej) skrócone do granic możliwości i wykorzystane w książce - niejednokrotnie opisy są do siebie bardzo podobne.
 Ilustracja 
 Całość raczej do oglądania niż czytania. Z pewnością nie jest to lektura na jeden, czy dwa wieczory, gdyż może zacząć nudzić i mimo iż pod względem tekstu może zostawić niedosyt, jakąś dawką informacji jest, choć według mnie nie rzetelną (ale co ja tam wiem - jestem laikiem). Tak jak już wspomniałam widać, że autorzy największą uwagę skupili na ilustracjach i tym jak owe istoty mogły wyglądać a nie samym tekście. Chociaż z drugiej strony według mnie ilustracje mogłyby być ładniejsze - te mi się nie podobały. Zdecydowanie nie jest to mój styl.
 Lekka forma sugeruje, że jest ona kierowana do dzieci, jednak zastanowiłabym się nad tym czy pokazać ją dziecku. Być może niektóre opisy a także ilustracje mogą wydać się zabawne, jednak na widok pozostałych nawet dorosłego może wzdrygać (stwory wyglądają demonicznie i niekiedy odstraszająco).
 Ilustracja   
 Nie chcę abyście źle mnie zrozumieli... nie odradzam, ani nie zachęcam do sięgnięcia po tę publikacje - sami o tym zdecydujcie. Wydaje mi się, że zaciekawi ona przede wszystkim te osoby, które nigdy wcześniej nie interesowały się mitologią słowiańską a chciałyby co nieco się o niej dowiedzieć. Powiedziałabym, że to taki wstęp do jej poznania, gdyż publikacja wszystkie zagadnienia traktuje pobieżnie i ogólnikowo - może zachęcać do samodzielnego szukania informacji w internecie bądź bibliotece. To taki punkt wyjścia do zagłębiania się w ten temat. Nie traktowałabym jej jednak z naukowego punktu widzenia a z przymrużeniem oka.

UWAGA
1. W książce jest wymieniony bobo - inaczej bobak, bebok, bobok lub buka. Jest też matocha zwana bobo, bubakiem, matolicą lub kościejem. Są to dwa różne stwory a ich nazwa się powtarza. Przypadek a może niedopatrzenie autorów? 
2. Dla przykładu inne ilustracje z tego samego tematu.
3. Jeśli będę miała możliwość, to postaram się porównać besiariusz z inną-naukową publikacją na ten sam temat aby porównać umieszczone w nich informacje

poniedziałek, 26 marca 2018


Agent Copper
Kawa, bardzo dużo kawy w batonie (1 baton = 1 espresso / 44 mg kofeiny) Naturalny baton bakaliowy(71%) z kawą (5%).
Skład:
rodzynki, daktyle, słonecznik, migdały, kawa (5%)
Opakowanie: 70g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko
11g Węglowodany 39,9g w tym cukier 35,7g Tłuszcz 22,9g Kw. tł. 2,4g Sól 0,04g

Wartość odżywcza w porcji 70g:
Białko
7,7g Węglowodany 27,9g w tym cukier 35g Tłuszcz 16g Kw. tł. 1,1g Sól 0,03g

Opinia: Batony Zmiany Zmiany
były pierwszymi RAW batonami, które miałam przyjemność spróbować i dzięki którym polubiłam tego typu przekąski. Już po pierwszym kęsie czuć, że jest to firma z pasją - taka która swoje produkty robi z miłością i szacunkiem do produktów, których używa a także konsumenta. Ich batony charakteryzuje dokładny wybór składników co przekłada się na smak gotowych już przekąsek. Kiedy dowiedziałam się, ze do asortymentu firmy dołączył nowy baton, ucieszyłam się a jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, kiedy mogłam go spróbować.

 Baton wazy 70g. W swoim składzie
ma tylko i wyłącznie rodzynki, daktyle, słonecznik, migdały oraz kawę. Pachnie sypaną kawą z owocową nutą słodyczy ale naciskiem na kawę - taka posłodzona kawa. Jest prostokątny, twardawy i zbity w kolorze brązu z widocznymi połamanymi pestkami słonecznika, kawałeczkami migdałów a także czarnymi kropkami - ziarnami kawy. Tworzy lekko tłustą powłokę, bardzo delikatnie lepi się. W celu jego przekrojenia należy zrobić to z naciskiem, natomiast aby go przełamać trzeba użyć siły. Pod palcami jest on kruchy i łamliwy.

 Baton tylko pozornie wydał się być twardym - zęby wchodzą w jego strukturę z łatwością. Pod zębami od razu poczułam drobinki słonecznika a także kawałeczki nie do końca zmielonych ziaren kawy, które lekko chrupały pod zębami. Baton mimo iż z zewnątrz lekko lepki w środku okazał się być kruchy i nieco suchy. W trakcie rozpuszczania stawał się sypki i proszkowy. Pod sam koniec sprawiał wrażenie tak jakby wziąć łyżeczkę suchego proszku do ust i łyk wody - tak jakby ten proszek zaczął się rozpuszczać, tworząc bagienko. Na sam koniec w ustach na długo pozostawia smak kawy z lekką nutą słodyczy i naciskiem na kawę.

 W smaku na
pierwszy plan wysunął się intensywny smak czarnej kawy - sypanej. Po chwili doszła do tego słodycz tłumiona przez goryczkę kawy. Za jej sprawą baton wydał mi się nieco mniej słodki - z pewnością mniej od pozostałych batonów z serii. Kawa była tak intensywna i wyrazista, że "zabiła" również słonecznik a także migdały, które dawały o sobie znać jedynie w konsystencji - nie zdołały wybić się smakiem. Nie poczułam również abym jadła rodzynki, które stanowią bazę batona - znajdują się na pierwszym miejscu w składzie.

 Nie przepadam za kawą jak i słodyczami z jej dodatkiem - abym zjadła coś kawowego, to "coś" na prawdę musi być smaczne a takich łakoci to chyba ze świecą szukać. W batonie od Zmiany Zmiany smak kawy jest wyraźny i intensywny, jednak finalnie pozytywnie mnie on zaskoczył. Przyznaję - mniej więcej w połowie byłam przesycona kawą ale nie mogę powiedzieć, że baton był niesmaczny. Wręcz przeciwnie - posmakował mi. Dowodzi to tylko temu, że są wyjątki od reguły. Dlatego też według mnie nie poznawszy, nie należy od razu wystawiać oceny. Baton mogą spróbować zarówno Ci którzy lubią kawę, jak i osoby, które kawę piją od czasu do czasu lub za nią nie przepadają. Kto wie, może jego smak pozytywnie ich zaskoczy? Wszakże jedzenie lubi zaskakiwać. Z drugiej strony może nie przypaść do gustu kawoszom.
 Jakby nie było producent nie kłamie. Kawę czuć bardzo wyraźnie a po zjedzeniu takiego batona człowiek ma energię do działania (słodyczy i tym, czy na raz zjadłam go w całości, czy nie, nie chcę wspominać). Niestety smaku słonecznika bądź też migdałów nie uświadczycie - według mnie nic nie wniosły do kompozycji ale przecież tutaj głównie chodzi o kawę ;)

Wartość energetyczna w 100g -
422,8 kcal
Wartość energetyczna w batonie 70g -
296 kcal
Cena -
sklepy ze zdrową żywnością ok 6-7zł
Ocena -
5/6

 
1 , 2 , 3 , 4


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny