.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Witam się z Wami w jeszcze kwietniowy słoneczny poranek. Jak Wasze nastroje? Humorki dopisują, wyspaliście się w nocy, zaplanowaliście majówkę?
Ja o majówce nie myślałam i nie myślę. Zbyt wiele się dzieje - co innego mam na głowie. Ten weekend będzie jak każdy inny z tą różnicą, że dłuższy. Jeśli będę w stanie się skupić najprawdopodobniej spędzę go z nosem w książkach i rozmyślaniu... ale nie powiem o czym.
A jeśli już o książkach mowa...  Chyba zanudzę Was recenzjami, które na blogu pojawiają się bardzo często. Jednak co poradzić jeśli co rusz pojawia się lub kiedyś pojawiły się pozycje godne polecenia i tego aby zwrócić na nie uwagę?
Jeśli nie jesteście ciekawi, możecie nie czytać - nie obrażę się. Nie będę Was do niczego zmuszać. Być może część z Was zagląda tu tylko i wyłącznie ze względu na przepisy. Dzisiaj znalazło się miejsce również na część kulinarną.
A może przeczytacie wpis w całości? Będzie mi miło :)Publikując przepis na ciecierzycę ze szpinakiem i pieczarkami wspominałam, że podam przykład na wykorzystanie tej "potrawki". Dotrzymuję słowa i zapraszam na banalną w przygotowaniu pitę zapiekaną z tą potrawką. Wiem, że nie jest to danie na miano Master Chefa, ale smaczne. Jeśli nie macie chlebków pita, możecie wykorzystać tortille, omlet, naleśniki lub zwykłą bułkę, którą wypełnicie tym farszem (po wyjęciu miąższu)

Składniki:
chlebek pita (u mnie domowy - postaram się o przepis)
ciecierzyca ze szpinakiem i pieczarkami

Chlebek pita kroimy. Środek ewentualnie smarujemy jakimś sosem, wypełniamy ciecierzycą ze szpinakiem i podpiekamy w opiekaczu lub piekarniku. Podajemy z surówkami
Smacznego


 Od najmłodszych lat kocham książki i nie wyobrażam sobie aby mogło ich w moim życiu zabraknąć. Z czasem bardzo polubiłam pisać o książkach dlatego poszerzyłam blog o kącik książkowy. Zaczęłam zasypywać Was kolejnymi opisami książek, jednocześnie pamiętając, że jest to również blog kulinarny. Nie będę owijać w bawełnę - pojawi się tutaj jeszcze nie jedna książka ale przeplatana lub w połączeniu z przepisem, tak by zarówno książkocholik jak i osoba poszukująca inspiracji kulinarnych znalazła coś dla siebie.

 Dzisiejsza książka jest nietypowa. Z jednej strony słownik, z drugiej nie koniecznie, bowiem słów w niej umieszczonych najprawdopodobniej ciężko szukać w słowniku i być może nie wszystkie wyświetlą się Wam w "wujku google", kiedy będziecie chcieli wyszukać je w internecie.
 Słowa te są ulotne i nietypowe a zarazem niezwykłe, "wyjątkowe", choć mogą wydać się również i "dziwaczne".  A zetknąć się z nimi można najczęściej osobiście, usłyszawszy gdzieś przelotem.

 Potraficie jednym słowem nazwać czas spędzony z rodziną lub przyjaciółmi przy jednym stole, ten czas radości ze wspólnego celebrowania posiłku, chwili i więzi, która Was łączy?
 Wiecie jak nazwać światło słoneczne przenikające przez liście drzew w ogrodach, parkach, sadach i lasach lub jak powiedzieć na wiatr hulający między drzewami?
 A może zastanawialiście się jak kulturalniej określić nieudolny, lecz radosny taniec lub chęć do potajemnego zaglądania przez okna cudzych domów? Inaczej niż "pokraczny", "ślamazarny" bądź też "podglądacz".
 Wiedzieliście, że istnieje określenie na kupowanie książek i nieczytanie ich - takie gromadzenie na półkach, szafkach nocnych lub podłodze? I to nie jest "kleptomiania". Można nazwać nawet skakanie po kałużach, osobę "bujającą w chmurach" (i nie jest to marzyciel) a także wyjaśnić znaczenie "tam gdzie rosną poziomki". To wszystko przy użyciu tylko jednego słowa - wyjątkowego słowa.

 „Innymi słowy. Niezwykłe słowa z różnych stron świata” to barwnie ilustrowany zbiór słów z różnych zakątków ziemi. Tak jak wspominałam: z jednej strony słownik a z drugiej nie koniecznie. Powstała z miłości autorki do słów a także jej ciekawości do poszukiwania nazw na coś co znamy, ale ciężko określić je słowami np. tęsknota za kimś lub za czymś ukochanym, lecz utraconym. Yee-Lum Mak postanowiła je wszystkie odszukać a swoje spostrzeżenia zapisać.

 Dzięki tej książce poznamy wyjątkowe słowa których brakuje nam do określenia rzeczy pięknych, niezwykłych, niespodziewanych, ulotnych, czasem dziwnych i wieloznacznych. Tych wszystkich na które być może najczęściej nie zwracamy szczególnej uwagi, ale które są nieodłączną częścią naszego życia. A to wszystko w lekki i przyjemny sposób. Nie są to drętwe definicje ze słownika języka polskiego a ciekawa opowieść - podróż do świata słów i do krajów świata.

  Z zainteresowaniem i uważnie czytałam kolejne słowa, czasem łamiąc sobie język aby je wymówić i zastanawiając się, czy poprawnie je wymówiłam. Niestety Michał Rusinek, który współpracując z czteroletnim synem, Kubą (czyżby konsultacja? ^_^) przygotował przekład tekstu, nie umieścił ani transkrypcji jak poprawnie wymówić dane słowa, ani informacji, czy ich zapis jest właśnie poprawną wymową. Ponadto tych słów mogłoby być nieco więcej - 64 pozostawia lekki niedosyt. Nie wydaje mi się aby była to książka, która obowiązkowo musi znaleźć się w domowej biblioteczce, ale jest całkiem miłym dodatkiem.
 Jakby nie było książeczka jest również ciekawa a do tego pięknie zilustrowana. Według mnie to ciekawy prezent dla wielbicieli odkrywania nowych wyrazów i ich znaczeń a także miłośników i kolekcjonerów niezwykłych słów i nie tylko. Wszyscy Ci, którzy lubią trochę "poszpanować" nowym słownictwem również powinni być zadowoleni.

Więcej informacji o książce na: EGMONT.pl

 
 Z zainteresowaniem i ciekawością sięgam po klasykę i literaturę dziecięcą między innymi ze względu na ich przesłanie. Wiele takich publikacji jest nie tylko piękna swoją treścią ale również uczy i skłania do refleksji również dorosłego. Do książki "Hortensja i cień" Natalii O'Hara podeszłam z zainteresowaniem.

 O czym jest książka?
Hortensja jest odważna, miła uprzejma i życzliwa a wszystkie zwierzęta w dzikim lesie to jej przyjaciele. Powinna być szczęśliwa, jednak nie może zaznać pełni szczęścia. Jej cień ciągle się czai za nią i rośnie z każdą minutą. Hortensja postanawia się go pozbyć. Ale później, kiedy znajduje się sama w lesie, odkrywa, że bez cienia wydaje się dużo mniejsza i nie może sobie ze wszystkim sama poradzić…

 Opowieść jest bardzo krótka - liczy zaledwie 32 strony w czym dużą i znaczącą część zajmują ilustracje. Wydawać by się mogło, że prosta i banalna, jednak tak na prawdę mądra i z przesłaniem. Mówi o dziecięcych lękach i obawach - tym, że niektóre dzieci boją się tego co dla nas dorosłych wydaje się oczywiste i naturalne. One nie zawsze to rozumieją i na swój sposób starają się zwalczyć, pokonać, przeciwstawić się...
 Z drugiej strony pokazuje, że to co na pierwszy rzut oka wydaje się przerażające z perspektywy czasu okazuje się nie takie straszne jak to widzimy - jak widzi to dziecko. Mało tego - najczęściej okazuje się to przyjazne, pomocne, całkiem normalne... To książka o radzeniu sobie ze swoimi lękami i oswajaniu się z nimi.

ilustracje pochodzą ze strony autorki 

piątek, 27 kwietnia 2018


O pojęciu picturebooks dowiedziałam się dopiero w marcu tego roku i dopiero w tym roku tak na dobre zaczęłam "zaznajamiać się" z tego typu literaturą. Wydają mi się one ciekawe i oryginalne. Opowiadają daną historię w dość "nietypowy" sposób - słowami, gdzie tego tekstu jest niewiele i obrazami.... przede wszystkim obrazami. To ilustracje najbardziej wpływają na wyobraźnię czytelnika, pobudzając i rozwijając ją. To one wywołują w czytelniku przeróżne - całkiem skrajne emocje poprzez radość, wzruszenie, smutek, zaskoczenie.... to one dopowiadają to czego nie mogą wyrazić słowa. Książki z tej kategorii na prawdę są oryginalne i ciekawe. Dzisiaj pokażę Wam dwie z nich.

"Pamiętnik Blumki" - Iwona Chmielewska

 Zastanawiałam się od czego zacząć opowiadając o tej książce. Co powinnam powiedzieć? Co pokazać? Nie jest to pozycja łatwa ale piękna i momentami bardzo wzruszająca. Książka niezwykła do czytania, oglądania, a przede wszystkim do zatrzymania się przy niej na dłużej i przemyślenia.
 Autorka tekstu i ilustracji, Iwona Chmielewska stworzyła historię o warszawskim Domu Sierot założonym przez Janusza Korczaka - człowieku pełnym ciepła, wrażliwości o złotym sercu, który kochał dzieci do samego końca. Została ona napisana w formie pamiętnika napisanego przez jedną z wychowanek Doktora - tytułową Blumkę. Dziewczynka najpierw przedstawia czytelnikowi dwanaścioro innych dzieci z sierocińca, a następnie opowiada o najważniejszych zasadach, jakie stosował Doktor i jakie obowiązywały w tamtym miejscu. Pisze o swoich kolegach, koleżankach, wzajemnych relacjach i tym jak spędzają czas. O rozmowach z Doktorem, wakacjach, zainteresowaniach, pasjach i wspólnych troskach.... o sprawach błahych jak i tych poważnych. Pisze o życiu - tak po prostu.

 Mimo iż pamiętnik jest pisany w ciężkich i brutalnych czasach nie ma w nim strachu, bólu, cierpienia i nienawiści. Ze słów wyłania się poważny, spokojny i wrażliwy charakter narratorki - jej dobre serce, wrażliwa dusza i uczciwość. Dla dziewczynki ważni są inni ludzie, nie ona sama a jej największym marzeniem jest, zostać wychowawczynią w Domu Sierot i opiekowanie się innymi dziećmi. Piękne prawda?
 Nie ma tutaj wojny, chociaż wiemy co jest potem.... Tutaj najważniejsze są dzieci i zasady jakie wpajał im Doktor: nie wolno bić dzieci, dziewczynki i chłopcy mają równe prawa, mali są tak samo ważni jak dorośli, trzeba szanować zwierzęta, można hałasować i szaleć do woli...  Doktor uczył miłości, poczucia własnej godności i wartości, tego, że warto i należy być dobrym i lepiej jest przebaczać niż karać.

 Dom o którym pisze Blumka istniał na prawdę - mieścił się w Warszawie przy ulicy Krochmalnej 92. Postać samego Doktora jak i niektórych wychowanków jego domu również są prawdziwe np. Staś, którego za dobre zachowanie doktor wziął na wycieczkę samolotem, jednak pozostałe - wymyślone przez autorkę wydają się bardzo realne. Jednak z pewnością dom sierot zamieszkiwały podobne dzieci do tych opisanych w książce.
 Sam Doktor był niezwykłą Osobą w której wiele było dobra, zrozumienia i miłości do tych najmniejszych i bezbronnych. Nie tylko posiadał dar zrozumienia i empatii ale również potrafił uleczyć każdą dziecięcą duszyczkę a także sprowadzić ją na właściwą ścieżkę. A w czym tkwił ten sekret? Doktor słuchał - słuchał uważnie, cierpliwie i tak długo jak trzeba... Słuchał i rozmawiał - prawdziwie i szczerze.

"Pan Doktor jej do niczego nie zmuszał, tylko dużo z nią rozmawiał, ale tak, żebyśmy nie słyszeli. I Hanna się zmieniła".

 Książka jest wzorowana na stary zeszyt - taki w jakim pisała Blumka. Pożółkłe kartki w linie, zdjęcie dzieci, narysowane postaci, wycinki z gazet, żurnala modowego... pojawia się kałamarz, temperówka na żyletkę, stary kufer, wedlowskie cukierki, kufer na bieliznę, drewniane klamerki do bielizny i zabawki, symbole Judaizmu.... Ukryte symbole, które same w sobie dopowiadają całą historię, to czego nie wyraziły słowa. Symbole, które pobudzają wyobraźnię, skłaniają do refleksji i zadania sobie kilku ważnych pytań. Elementy, które wymagają aby samemu coś dopowiedzieć, doszukać się drugiego dnia.

 Książka objętościowo nie jest gruba ale jak mawiał Doktor "Czasem z cienkiej książki człowiek może się więcej dowiedzieć niż z grubej". To czego Blumka nie wyraziła słowami, uzupełniła ilustracjami. Nie jest to mój styl ale w połączeniu z treścią nabierają innego znaczenia.
 Każda ze stron stanowi otwartą furtkę dla nas. To my uważnie śledząc tekst i każdą z ilustracji i dostrzegając ukryte w nich symbole takie jak np. żydowskie imiona (Aron, Chaimek, Ryfka), menora, czy Gwiazda Dawida dopowiemy zakończenie, to czego nie wyraziła Blumka.
 To nie jest jakaś tam opowieść o Doktorze, garstce dzieciaków mieszkających w geccie i ich opiekunce. Kiedy przyjrzymy się jej dokładnie dostrzeżemy, że to piękna metafora - opowieść o życiu, zgrozie śmierci i zagłady. Jednocześnie

 "pamiętnik jest po to, żeby nie zapomnieć"


 Ostatnie przedstawienie panny Esterki - Adam Jaromir, ilustracje Gabriela Cichowska

 Książka nie należy do łatwych i błahych. Na jej treść składają się fragmenty pamiętników Janusza Korczaka przeplatające się z napisaną przez Adama Jaromira opowieścią dwunastoletniej Geni. Dziewczynka prostymi słowami opowiada o życiu w Domu Sierot założonym przez Janusza Korczaka w geccie warszawskim. O głodzie, innych dzieciach, o ich radościach, marzeniach ale również żalach i smutkach.... o dobrej pannie Esterce, chorobach, obawach i okropnościach II wojny światowej.

"W czasach, kiedy dzień daje tyle wrogich i ponurych wrażeń i doznań, dobre sny są na wagę złota."


 To historia ostatnich miesięcy działalności Domu Sierot doktora Korczaka, jego wielkim, dobrym i wspaniałomyślnym sercu. Opowieść o tym jak on i jego współpracownicy wkładali wiele pracy i wysiłku w to, aby odizolować i uchronić bezbronne dzieci od koszmarów wojny i życia w geccie. Czytając wspomnienia samego doktora (te prawdziwe z Jego pamiętników) jak i zapisków sierot zdajemy sobie sprawę z tego jak trudne było życie w tamtejszych czasach. Brakowało w zasadzie wszystkiego - lekarstw, ubrań, jedzenia, ubrań. Ludzie w tym dzieci umierali z głodu i chorób, w tym tych, które w dzisiejszych czasach uważamy za lekkie. Jednak w tym wszystkim najmłodsi dostrzegały co innego -  że brakuje kolorów i śpiewu ptaków, że nie można wyjść aby się pobawić... nie można po prostu żyć i cieszyć się tym życiem, bo nie ma czym. To sprawia, że dzieci chodzą smutne, apatyczne i przygnębione. Ogromną radość sprawia tutaj chociażby możliwości pielęgnowania kwiatów.


 Tytułowa panna Esterka, czyli Estera Winogronówna była wychowanką Domu Sierot, stara się dodać życiu dzieci koloru - dzięki literaturze pragnie pomóc im zrozumieć rzeczywistość oraz odwrócić uwagę od wojennej rzeczywistości. Zachęca je do wystawienia sztuki teatralnej
na podstawie Poczty indyjskiego poety Rabindranatha Tagorego. Dzięki niej dzieci zajęte przygotowaniami choć na chwilę odrywają się od szarej i brutalnej rzeczywistości. Zapominają o głodzie, chorobach, zagrożeniu i zmartwieniach. Po raz pierwszy od bardzo dawna czują się szczęśliwe. W tym samym czasie Janusz Korczak walczy o to, by znaleźć dla nich choć odrobinę jedzenia, czy pieniądze na utrzymanie sierocińca.

"Ojcze nasz, któryś jest w niebiosach
Modlitwę tę wyrzeźbiły głód i niedola.
Chleba naszego. Chleba..."


 Szata graficzna książki stylizowana jest na stary i zużyty dziennik. Postacie są szkicowane ołówkiem, do tego pojawiają się wklejone kartki z kalendarza, fragmenty gazet, ogłoszeń, kartki na żywność, pocztówki.... realne, autentyczne, PRAWDZIWE.
 Dominują kolory: szary, brązowy i czarny - barwy smutne i mroczne, tak jak mroczne były tamte czasy. Tylko od czasu pojawia się jakiś inny stonowany kolor jak kwiaty pelargonii, jakby miały one symbolizować nadzieję i wiarę w to, że mimo okropieństw i całego zła wojny, jest  "światełko w tunelu" na to, że kiedyś będzie lepiej.

"Pewien chłopiec powiedział mi na pożegnanie:
-Gdyby nie ten dom, nie wiedziałbym, że są na świecie ludzie uczciwi...
Nie wiedziałbym, że można mówić prawdę.
Nie wiedziałbym, że są na świecie sprawiedliwe prawa."


 Zarówno Janusz Korczak jak i Estera Winogronówna to postacie prawdziwe o ogromnym sercu, wrażliwości i miłości do dzieci. Gotowi to największych poświęceń, wszystkimi możliwymi na tamtejsze czasy i środki sposoby starali się ułatwić dzieciom, życie w wojennych gettach, sprawić aby w jak najmniejszym stopniu odczuły skutki i piętno wojny. Janusz Korczak dzieciom poświęcił całe swoje życie. Nie zostawił ich także, gdy przyszła godzina najcięższej, ostatecznej próby. Poszedł z nimi na śmierć, choć proponowano mu możliwość ratunku. Był z nimi do samego końca.

 ”O tym, co działo się na ulicach i w domu, co dzieci tam widziały, słyszały i o czym myślały, zanim wczesnym rankiem piątego sierpnia 1942 roku do ich drzwi zapukał Anioł Śmierci, opowie Wam dwoje jego mieszkańców”.




  Nie są to książki tylko i wyłącznie dla dzieci, to książki dla wszystkich. Każdy odkryje w nich co innego - inaczej spojrzy na nie dziecko, inaczej młodzież, dorosły i ten kto sam przeżył wojnę lub przeżyli ją jego najbliżsi. Inaczej spojrzymy na nie na różnych etapach naszego życia i inne wywołają w nas emocje. Mnie bardzo one poruszyły i wzruszyły - ściska w gardle i chwyta za serce.
 To książki ważne ze względu na przekaz, ale i piękne... po prostu niezwykłe. To wielka historii, odpowiedzialności i empatii. 

Kiedyś, kiedyś przygotowałam wegańską pełnoziarnistą pizzę z patleni wykorzystując warzywa na patelnię :)

środa, 25 kwietnia 2018

  Pogoda za oknem coraz piękniejsza, ale to wcale nie stoi na przeszkodzie aby nie sięgać po dobrą literaturę - wszakże można połączyć obcowanie z przyrodą i relaks z książką. Na blogu sporo pojawia się baśniowych pozycji a także tych, które "rzekomo" kierowane do młodszego czytelnika, mogą a nawet powinni przeczytać również dorośli.
 Dzisiaj wrócimy do klasyki i trochę pogotujemy :)

 Pamiętam, że już jako mała dziewczynka lubiłam oglądać nieco "poważniejsze" filmy, ekranizacje słynnych powieści i nie tylko. Fascynowały mnie, ciekawiły, wciągały... Do niektórych wracałam i nadal wracam po latach, gdyż ich sens ciągle sprawia mi przyjemność. Jedną z takich ekranizacji jest Hrabia Monte Christo. Bardzo lubię ten film i wiedziałam, że kiedyś przeczytam również książkę a nawet wzbogacę moją domową biblioteczkę o własne egzemplarze. Tak też się stało.

 Książki opowiadają dzieje losów oficera marynarki, Edmunda Dantesa. Akcja utworu rozpoczyna się w końcu lutego 1815 roku w Marsylii. Dziewiętnastoletni wówczas Edmund Dantès ma zostać kapitanem okrętu handlowego „Faraon” i ożenić się z ukochaną Katalonką Mercedes. Niestety za sprawą zmowy zawistnych ludzi, którzy zazdrościli mu jego sukcesów, Edmund zostaje oskarżony o  bonapartyzm, następnie aresztowany w czasie własnego przyjęcia zaręczynowego i niesłusznie wtrącony do więzienia, gdzie spędza czternaście lat. Odebrano mu wszystko co miał: miłość, wolność, radość z życia. Osoby, których uważał za prawdziwych przyjaciół wykorzystali go, skrzywdzili i oszukali.Kiedy Edmundowi udaje się wydostać na wolność, zaczyna wprowadzać w życie perfekcyjnie ułożony plan zemsty na wszystkich, którzy przyczynili się do jego cierpienia. Od tej chwili już nie ma Edmunda Dantesa - jest hrabia Monte Christo, który wkracza do kręgu swoich wrogów aby zawalczyć o sprawiedliwość.

Póki Bóg nie raczy odsłonić przyszłości ludzkiej, cała ludzka mądrość będzie się mieścić w tych paru słowach: Czekać i nie tracić nadziei!

 Tyle jeśli chodzi o treść. Więcej Wam nie zdradzę choćbyście mnie prosili. Nie chcę odbierać Wam radości i przyjemności z tej lektury. ;) A wiedzcie, że na prawdę da się ją odczuć. Ta powieść udowadnia, że  pogoń za literackimi nowościami nie ma sensu. Na świecie jest cale mnóstwo fantastycznych powieści, których nie znamy lub po które z jakiś powodów obawiamy się lub nie chcemy sięgnąć. I nie słusznie, bo czekają na nas nie tylko niesamowite przygody, wartka akcja i ciekawi bohaterowie ale również wiele prawd życiowych.

(…) dopóki zła myśl nie zrodzi się w spaczonym organizmie, natura ludzka wzdryga się przed zbrodnią. A jednak cywilizacja narzuciła nam pewne potrzeby, przywary, żądze, które wiodąc nas ku złu wywierają na nas niekiedy wpływ tak silny, że milkną nasze dobre instynkty. Na tym opiera się następująca maksyma: „Jeśli chcesz wykryć winowajcę, odszukaj najpierw tego, komu popełniona zbrodnia mogła przynieść korzyść”. 

 Aleksander Dumas w swojej powieści świetnie wykreował świat i bohaterów. Rewelacyjnie buduje napięcie, które rośnie kartka po kartce, dzięki czemu nie ma czasu na nudę. Zagadki, spiski, knucia, intrygi, tajemnice... to wszystko wpływa na wartką akcję w rezultacie czego książkę czyta się bardzo szybko. Nie można zapomnieć o bohaterach. W mało której powieści przygodowej jest aż tyle różnorodnych postaci. Mamy biednych, bogatych, średnio zamężnych, prawych, zawistnych, nieuczciwych, bezlitosnych i wrażliwych...
 Każdy z nich wykazuje się innymi cechami i wzbudza inne emocje niekoniecznie tylko te pozytywne. Weźmy dla przykładu głównego bohatera. Współczujemy mu z powodu losu jaki go spotkał, może nawet trochę podziwiamy, że się nie poddawał i dążył do swojego celu. Jednocześnie czujemy pewne obawy i zastanawiamy się, czy słusznie postępuje pragnąc zemsty. W głowie rodzi się pytanie: Sami możemy wymierzać sprawiedliwość, mścić się, czy zostawić to siłom wyższym? Przecież dobro zawsze zwycięża a za złe prędzej czy później spotka nas zasłużona kara.

Nienawiść zaślepia, gniew ogłusza, a ten kto pragnie zaspokoić żądzę zemsty, może przypadkiem napić się goryczy. 

 Aleksander Dumas stworzył na prawdę świetną i wciągającą powieść do której co jakiś czas można wracać i za każdym razem czerpać z jej treści tyle samo przyjemności. Trochę to trwało nim postanowiłam ją kupić i przeczytać, jednak cieszę się, że udało mi się zrealizować te postanowienia - zarówno pierwszy jak i drugi tom znalazł swoje miejsce u mnie w domu, tylko nie koniecznie na półce :)

Nienawiść zaślepia, gniew ogłusza, a ten kto pragnie zaspokoić żądzę zemsty, może przypadkiem napić się goryczy. 

UWAGA UWAGA
Mam dla Was niespodziankę - 10% rabatu na zakupy w księgarni internetowej albertus.pl
Wystarczy tylko wybrane książki umieścić w koszyku a w polu z miejscem na kod rabatowy wpisać MagicznyKociolek

 Nigdy nie lubiłam i nadal nie lubię ziemniaków, chociaż nie ukrywam, że czasem mam ochotę na te młode z koperkiem lub zwykłe w wersji pieczonej. Kiedy byłam mała młode ziemniaczki z koperkiem plus mizeria z cebulką to był jeden z najsmaczniejszych wegetariańskich obiadów - takie odstępstwo od mięsnych potraw. Coś innego, coś co nie było mięsem.
 Zazwyczaj jem kasze, jednak ostatnio potrzebowałam jakiegoś urozmaicenia - zmiany. Postanowiłam upiec ziemniaki. I wiecie co? Nie jadłam ich tak długo, że mi posmakowały :) Podałam je z wcześniej ugotowaną białą kapustą z dodatkiem fasoli, jednak jeśli ktoś woli może takie ziemniaki zjeść bez niczego (tylko wówczas aby się najeść, trzeba zjeść ich więcej).

Składniki
ziemniaki
bigos lub ugotowana kapusta z włoszczyzną
zioła prowansalskie, pieprz cayenne

 Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy na kawałki następnie zalewamy wodą na ok 30-60 minut. Po tym czasie wodę odlewamy, ziemniaki obtaczamy w przyprawach i układamy na blaszy wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200 stopniach z termoobiegiem aż ziemniaki się przyrumienią i ich skórka stanie się chrupiąca.
 Pod koniec pieczenia ziemniaki mieszamy z bigosem/kapustą, umieszczamy w żaroodpornym naczyniu i zapiekamy jeszcze przez chwilkę
 Można też upiec ziemniaki osobno a następnie podać z podgrzaną kapustą.
Smacznego

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny