.

środa, 23 maja 2018

Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za ryżem - zawsze wolałam kasze. Tak naprawdę to nie spodziewałam się, że jakiś przepis z jego udziałem pojawi się tutaj na blogu. Jednak musiałam wysprzątać szafki i lodówkę i oto jest - lekkie risotto pomidorowe

Składniki
1/2 woreczka ryżu
1  papryka (u mnie zielona)
2-3 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne (dajcie mniej jeśli nie lubicie mocno pikantnych)
pieprz ziołowy
ew. wędzona czerwona papryka
koperek

Paprykę myjemy, oczyszczamy i kroimy w kostkę.
Ryż gotujemy w osolonej wodzie 5 minut krócej niż jest to napisane na opakowaniu, po czym wrzucamy paprykę, ew. uzupełniamy odrobiny wody i gotujemy jeszcze przez 5 minut.
Na końcu (cały czas trzymając garnek na gazie) dodajemy koncentrat pomidorowy oraz przyprawy do smaku i dokładnie mieszamy aż koncentrat się rozpuści (zawsze dolewam trochę wody by łatwiej było rozmieszać koncentrat).
Gotowe danie przekładamy na talerze i ew. posypujemy koperkiem.
Smacznego


  Zdaję sobie sprawę, że z tą książką nie wpisałam się w przepiękną, wiosenną, majową pogodę za oknem ale poczułam, że muszę o niej napisać. Ilustracje, które kojarzą mi się z czasami moich prababć i babć, przypominają mi stare pocztówki świąteczne oglądane w internecie, ilustracje książek z antykwariatów mają w sobie wyjątkowy klimat... są niezwykłe, pełne przepięknych szczegółów i na swój sposób magiczne - przepiękne. 
  Chciałam je Wam pokazać a przy okazji opowiedzieć o tej niepozornej książeczce. Być może dla niektórych z Was będzie to powrót do dzieciństwa lub powrócą Wasze wspomnienia z dzieciństwa.

 „Przygoda Marlenki” to pierwsza (napisana w 1905 r.) książka Sibylle von Olfers,której twórczość trafia w ręce polskiego czytelnika dzięki wydawnictwu Przygotowalnia i takim książeczkom jak „Dzieci korzeni” oraz „Wietrzyk”.  
  Opowiada o Marlence, która wyruszyła z roztańczonymi śnieżynkami do  krainy i lodowego zamku Królowej Zimy. Tam razem ze śnieżynkami przechadza się błyszczącym ogrodzie iskrzących krzewów i przezroczystych kwiatów a także bierze udział w urodzinowej uczcie małej księżniczki. A  musicie wiedzieć, że to dość "niezwykła" impreza. W menu lodowe tabliczki białej czekolady i herbata a w roli kelnerów - bałwanki. Jednak tańce i dobra zabawa sprawiają, że dziewczynka opada z sił i z utęsknieniem wraca do domu, do stęsknionej mamy.

  To bardzo prosta, lekka lecz przyjemna wierszowana opowieść kierowana do dzieci, jednak chwyci za serducho również niejednego dorosłego. Autorce udało się nie tylko ukazać moc dziecięcej wyobraźni ale również przedstawić piękno świata i zimowego krajobrazu:  błyszczących płatków śniegu, połyskujących sopli, skrzącego szronu na gałęziach drzew  a także małego, wesołego wietrzyka.
 Przepiękne i klimatyczne ilustracje dodają całości magicznego wyrazu a także klimatu. Odcienie błękitu, niebieskiego i bieli... sople lodu, tańczące na wietrze małe śnieżynki, chrzęszczący pod stopami śnieg... Najprawdopodobniej to widziała i tak czuła się Marlenka... Przez chwilę ja również tak się poczułam.

„Opowiada Marlenka o płatkach – jak żywych,
o Królowej Zimy i małej królewnie…
Myślisz, że to bajka? Że to niemożliwe?
Sam do śnieżnej krainy trafisz kiedyś pewnie!”


  Wietrzyk to opowieść Sibylle von Olfers napisana ponad 100 lat temu bo w 1910 roku. Opowieść o niezwykłej przyjaźni Janka i... Wietrzyka. Wietrzyk jak to wietrzyk - nie może usiedzieć na miejscu i ciągle pędzi przed siebie. A Janek? Razem z nim pędzi przez zbliżającą się jesień i korzysta, że ten jest taki żywy i ruchliwy. Bo Wietrzyk mimo iż ma towarzysza nie zamierza zwolnić choć na chwilę - a to zrzuci jabłko w sadzie, swoim podmuchem pchnie papierową łódkę na jeziorze, porozwiewa liście w lesie tak, że tańczą niczym zaczarowane...
Wspaniała i niezapomniana przygoda i doświadczenie... Piękna wizja jesieni, jej uroków i tego jak wraz z nią świat stopniowo się zmienia.

  Książka otwiera przed czytelnikiem cudowny, magiczny i baśniowy świat przyrody i obcującego z nią dziecka. Przy pomocy prostych symboli i uczłowieczenia zjawisk a także części przyrody (wiatr jako osoba, owoce dzikiej róży i liście przedstawione jako dzieci) nie tylko lepiej zaznajamia dzieci z jesienią i wszystkim co z nią związane. Pokazuje również istotę wiatru, którego mimo iż nie dostrzegamy, czujemy. A właściwie to czujemy i słyszymy jego skutki: spadające liście i uginające się gałęzie drzew, unoszące się w powietrzu pyłki, płatki kwiatów, "buczenie"...
  Pokazuje również to, że można świetnie spędzać czas bez tych wszystkich gadżetów XXI wieku: telefonów komórkowych, laptopów, smartofnów, gier komputerowych.... Nie w domu a na świeżym powietrzu. Wystarczą tylko chęci i wyobraźnia.

  Zarówno "Marlenka" jak i "Wietrzyk" zostały bardzo starannie wydane.  Płócienne grzbiety ze srebrnymi literami, twarde i aksamitne w dotyku okładki a do tego dobrej jakości papier oraz piękne i klimatyczne akwarelowe ilustracje. Obrazy delikatne, baśniowe, pełne motywów florystycznych, z wyraźnym odbiciem epoki... Wyjątkowe i niezwykłe - uruchamiające wyobraźnię. 
  A Sibylle von Olfers? Można powiedzieć, że to taka nasza-polska Maria Konopnicka. Nie tylko pisała z miłości i pasji ale również ilustrowała swoje książki (była pisarką po ojcu i dziadkach a malarką z wykształcenia).

  Polecam nie tylko jako prezent dla młodszego rodzeństwa, kuzynostwa, małego "szkraba" w rodzinie ale również samego siebie. To cudowna podróż do beztroskiego świata dzieciństwa, kiedy czas najlepiej spędzało się na świeżym powietrzu.
  Świata wyobraźni w którym wszystko jest możliwe, takiego kiedy do zabawy wystarczyła wyobraźnia... W takim świecie zwykły kijek, czy patyk znaleziony na podwórku, łące, czy w parku nabierał zupełnie innego znaczenia.

poniedziałek, 21 maja 2018


źródło

Nosiłaś mnie pod sercem przez 9 miesięcy - mówiłaś, opowiadałaś historię, głaskałaś, mimo iż nie było mnie jeszcze na świecie.
Rodziłaś mnie w bólu i ze łzami w oczach a kiedy usłyszałaś pierwszy płacz, łzy te stawały się łzami szczęścia.
Czule tuliłaś mnie do snu a kiedy w nocy płakałam zawsze wstawałaś...
Karmiłaś, kołysałaś, przytulałaś, przewijałaś... byłaś na każdy jęk, nawet najmniejsze kwilenie. Zawsze z miłością, sercem, radością i niekiedy uśmiechem.
Kiedy zachorowałam przy moim boku czuwałaś - nie opuściłaś mnie na krok... 
Zawsze czujna, gotowa do działania, tego by jak lwica stanąć w obronie tego co najcenniejsze.

To Twoje ręce przyniosły mnie na świat, to Twoje ręce układały w kołysce, tuliły, przewijały, doglądały...
To Twoje ręce uczyły chodzić, siadać, poprawnie trzymać łyżkę w dłoni, jeść...
To Ty nauczyłaś rozróżniać co dobre jest a co złe, przekazałaś całą swoją wiedzę, prawdy życiowe
Uczyłaś życia, tego jak żyć a jak nie
Tyle ciepła i miłości podarowałaś, znosiłaś humorki i nic nie powiedziałaś - po prostu milczałaś.
To kim jestem i gdzie teraz jestem zawdzięczam między innymi Tobie Mamo..
Kochałaś i kochasz zawsze, w każdej sytuacji i o każdej porze... bezwarunkowo, bez względu na wszystko, całym sercem, zawsze...
tekst własny

 
 Mama
. Osoba, która dała nam życie, obdarzyła ciepłem i opieką. Nauczyła jak odróżniać dobro od zła, podejmować słuszne decyzje, co to troska, szacunek, tolerancja, cierpliwość miłość bezinteresowna... 
 To Ona nigdy nie podcina skrzydeł. Całym sercem zaangażowana w kształtowanie naszego charakteru, tego kim jesteśmy teraz i co możemy osiągnąć.
Uczy`odwagi, niezależności i walki o swoje. Jak być całkowicie oddanym rodzinie i jaką ona stanowi wartość - jak jest cenna i ważna...
 W dorosłym życiu akceptuje nasze wybory ale i ostrzega dając możliwość popełniania własnych błędów.
Raz jest Wróżką zębuszką podkładającą grosik pod poduszkę, innym razem Świętym Mikołajem, czarodziejką, najwspanialszym bajarzem... Ale również najlepszym nauczycielem, mądrą bibliotekarką a kiedy przyjdzie taka potrzeba pielęgniarką i lekarzem.
 Jest zawsze, w każdej sytuacji i o każdej porze gotowa na to by zadziałaś, pomóc, doradzić, wesprzeć...
 Kocha, szanuje, doradza, wspiera... Jest... Mama
 Mama - życie, bezwarunkowa miłość, bezpieczeństwo, radość, troska, czułość, wsparcie ale również tęsknota...
 
 Nakładem Media Rodzina ukazała się publikacja niezwykła. Mama to książka Hélene Delforge z ilustracjami Quentin Gréban - kolekcja portretów matek z różnych epok i stron świata. Barwne, nostalgiczne a niekiedy i wzruszające obrazy Matek opatrzone poetyckimi tekstami, ukazują obrazy wspomnień z dzieciństwa takie jak niechęć do brokułów jak również refleksje mamy o poczęciu swojego dziecka, tego jak powoli "rosło" ono w jej brzuchu, jak stopniowo dorasta, zostaje wychowywane, co lubi a czego nie...  to również obawy matki odnośnie tego jak będzie wyglądała ich przyszłość w tym również ta w której nie ma ojca, jakie niebezpieczeństwa czyhają na jej nowo narodzone a także dorastające dziecko a także  miłość i ogromna nie rozerwalna więź, która łączy matkę i jej dziecko oraz ból i tęsknota po jego stracie...

Skarbie mój,
klejnocie,
mój cudzie.
Pozostań w cieple, w twierdzy moich ramion.
Choć przez kilka lat
niech ci nie grozi ten świat.

    
 Teksty piękne, nostalgiczne i wzruszające. Niby proste i banalne ale jednocześnie mądre, chwytające ze serce i mogące wywołać łzy wzruszenia... Nie jestem Matką i nieprędko nią zostanę, ale czytając umieszczone w książce słowa, które są niczym poezja (bez rymów ale piękna, głęboka, urzekająca) i oglądając towarzyszące im ilustracje niejednokrotnie ściskało mnie za serce a w oczach pojawiły się łzy.
 Nawet teraz czuję wyjątkowość tej książki i mimo iż przeczytałam ją już jakiś czas temu, do tej pory jestem pod wrażeniem jej przesłania. Ciężko jest mi zebrać myśli, napisać coś więcej i z sensem, ponieważ myśli ugrzęzły mi w głowie a słowa w gardle. Ciężko wyrazić ile w tej książce jest mądrości, ciepła, wzruszenia... Jaka jest wyjątkowa mimo iż to tylko 64 strony. Niewielka rozmiarem ale przeogromna treścią. Piękna w swojej prostocie - niezwykła.... piszę szczerze i prosto z serca.
  
  "Mama" to wspaniała i wzruszająca książka, która idealnie sprawdzi się jako prezent nie tylko z okazji Dnia Mamy. To piękna książka dla każdej kobiety bez względu na to, czy jest mamą, dopiero nią będzie, czy chciałaby zostać. Prawdziwe arcydzieło.

sobota, 19 maja 2018

Ostatnio naleśniki jadłam... Nie pamiętam kiedy ale zdecydowanie zbyt dawno jeśli jakiś czas temu przez głowę przyszła mi myśl aby je przygotować. Miałam na nie ochotę, tak samo jak na połączenie szpinaku z pieczarkami, które bardzo mi smakuje. Przy okazji wykorzystałam resztki, które znalazłam w lodówce - gdybym miała farszu dałabym więcej :) Kiedyś, kiedyś... kiedy w kuchni używałam jeszcze odrobinkę soli, dorzucałam do niego suszone pomidory, które wzbogacały smak, jednak teraz są one dla mnie zdecydowanie przesolone. Was zachęcam do spróbowania tego połączenia, chociaż według mnie i bez nich jest smacznie :) W wersji niewegańskiej do farszu możecie dodać żółty ser lub mozzarellę.

Składniki:

naleśniki z ulubionego przepisu (ciasto zrobiłam z połowy porcji z tego przepisu, ale na wodzie i bez jajka)
250-300g świeżego szpinaku/opłukanego
ok. 150g pieczarek
kilka prążków z białej części pora lub cebuli
ew. kilka posiekanych suszonych pomidorów (polecam) pieprz czarny, ziołowy

  Od świeżego szpinaku odcinamy grubsze ogonki, następnie sparzamy go wrzątkiem (by zmniejszył swoją objętość). Odkładamy na bok a kiedy ostygnie dokładnie odciskamy i ew. siekamy na mniejsze kawałki.
 W między czasie pieczarki myjemy i kroimy w półplasterki, natomiast pora w prążki.
 Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pora oraz pieczarki i przesmażamy na dość wysokim ogniu do czasu aż pieczarki się przyrumienią (chodzi o to aby nie puściły soku).
 Pieczarki łączymy ze szpinakiem oraz ew. suszonymi pomidorami i doprawiamy do smaku.

 Farsz rozsmarowujemy na naleśnikach (w wersji nie wegańskiej można posypać żółtym serem lub mozzarellą) i zawijamy lub składamy wedle uznania. Przed podaniem każdy podgrzewamy na suchej patelni by naleśniki stały się chrupiące.


 Dzisiaj opowiem o książce niezwykłej. Przygotowanej z miłością i pasją przez ludzi z miłością do książek. Tych, którzy nie wydają hurtowo książka za książką tylko po to aby zarobić a przykładają wszelkich starań aby pozycje, które proponują nie tylko dotarły do czytelnika ale jednocześnie w pozytywny sposób na niego wpłynęły, na dłużej zostały w jego sercu i pamięci.
 I od razu uprzedzam aby nie było... to nie jest reklama, ani czcze gadanie a opinia szczera i prawdziwa. Zawsze piszę prawdę. Kiedy coś mi się nie spodoba krytykuje. Nie nabijam ludzi w przysłowiową butelkę - wyrażam swoje zdanie z którym możecie się zgodzić lub nie.
 Jednak koniec tego gadania - przejdę do sedna sprawy :)

  Urzekła mnie - urzekła a nawet zachwyciła. Według mnie można powiedzieć o niej "książka niezwykła - wyjątkowa"... jedna z tych, które mogą a niejednokrotnie zmieniają życie.
  Bo niektóre książki właśnie takie są - wyjątkowe. Naprawdę potrafią zmieniać nasze życie - otwierają serca na świat i życie, uczą, uwrażliwiają, wzbudzają przeróżne emocje, wzruszają, sprawiają, że w naszych oczach pojawią się łzy... Łzy - no właśnie... te ostatnie towarzyszyły mi w trakcie i po skończeniu lektury tej książki a nie jest to żadna banalna historia o nieszczęśliwej miłości - takich książek nie czytam.
  To piękna biografia pewnego znanego pisarza, który kochał słowo pisane i tworzył przede wszystkim z miłości a dopiero potem pasji. Biografia kierowana do młodszego czytelnika, ale napisana tak, że z przyjemnością przeczyta ją nie jeden dorosły.

  "Słońcem na papierze..." to książka Anny Czerwińskiej-Rydel wydana nakładem wydawnictwa Przygotowalnia, która prostymi słowami przybliża postać Kornela Makuszyńskiego (tego Pana od "Szatana z siódmej klasy" i "Awantury o Basię"). 
  Biografia może brzmieć strasznie, jednak spokojnie. Lektura tej książki nie ma nic wspólnego ze studiowaniem nudnych szkolnych podręczników bądź też encyklopedii. To swego rodzaju podróż poprzez życie pisarza.  
  Razem z małym Kornelem dorastamy, przeżywamy nagłą śmierć ojca, chodzimy do szkoły, w wieku szkolnym piszemy pierwsze wiersze a w dorosłym opłakujemy śmierć pierwszej żony, decydujemy się na kolejne małżeństwo, przyglądamy się rozwojowi kariery...
  Czujemy jakbyśmy byli tuż obok Makuszyńskiego, jakby pisarz stał na wyciągnięcie naszej ręki a my moglibyśmy go dotknąć. Strona po stronie, stopniowo i powoli poznajemy Go i Jego życie, czując tę niezwykłą atmosferę, którą wokół siebie roztaczał.

"To ciężka praca pisać takie książki. Łgać nie można. Słowa trzeba dzierżyć na smyczy. Bardzo jest trudno pisać dla tych baszybuzuków, co wglądają łajdackim wzrokiem w każde słowo i kontrolują duszę autorską jak komornik wnętrze kasy. Ale wiesz … Za jednego takiego czytelnika oddałbym dwóch dorosłych.".
Tak pisał o swojej twórczości


  To nie tylko fakty (przedstawione w lekkiej i ciekawej formie) ale również cytaty z gazet, skany kilku listów od dzieci do pisarza, wiersze i cytaty, Kalendarium czy też archiwalne fotografie życia pisarza. To ciekawa akcja, która w połączeniu wszystkim wymienionym wcześniej tworzy barwną, ciepłą, słoneczną opowieść o życiu Kornela Makuszyńskiego... nie tylko pisarza ale również syna, brata sześciu sióstr, ucznia z problemami z przedmiotami ścisłymi ("głowę tępą w matematyce, fizyce, logice, chemii..."), wielbiciela teatru i bułek z kiełbasą otrzymywanych za pisanie innym wypracowań... 
  Człowieka, który kochał dzieci, często im pomagał, mówił, że należy czytam (dzieciom i samym sobie)... 
  Człowieka niezwykłego i o wielkim sercu.

"Sto razy już mówiłem, gadałem bez końca
i wciąż będę wszystkim smutnym przypominał,
że dom, w którym jest książka, jest przybytkiem słońca.
A dom, w którym jej nie ma, to mroczny kryminał…”
Kornel Makuszyński

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny