.

sobota, 29 lipca 2017


Sięgam po książki o różnej tematyce i poruszające różne tematy. Czasem w moje oko wpadną takie niepozorne na które z jakiś powodów warto zwrócić uwagę. Dzisiaj chciałabym pokazać kilka takich pozycji książkowych. Pierwsza dla młodszego czytelnika, druga nieco starszego a nawet i dorosłego oraz trzecia "niezwykła" i nieco "inna od wszystkich" - według mnie dla każdego. Książki świetne na prezent. Jesteście ciekawi? ^_^

Sarolta Szulyovszky "Wdzięczny kwiat"

 Książki z przesłaniem wcale nie muszą mieć wiele stron - czasem wystarczy kilka kartek aby pięknymi słowami przekazać to co najważniejsze. Książeczka, którą znalazłam w internetowej księgarni Szymelka.pl do takich książek należy - cieszę się, że będę mogła podarować ją pewnej Osóbce. "Wdzięczny kwiat" węgierskiej autorki i ilustratorki Sarolty Szulyovszky rozpoczyna dedykacja dla prababci pisarki. Opowiada prawdziwą historię, która przytrafiła się prababci autorki urodzonej na Słowacji.

 Autorka przenosi nas w niej do małego kwiatowego ogrodu pielęgnowanego przez parę staruszków - dziadka Gezo oraz babci Kato. Dziadek pieli, podlewa i troszczy się o rośliny, jego żona spaceruje po nim podziwiając piękne kwiaty, natomiast wnuczka "wesoło biega pośród grządek, wącha kwiaty i mówi do nich". Pewnego dnia w ogrodzie wśród rabatek pojawia się nowy, piękny, czerwony kwiat o zupełnie niespotykanym wyglądzie. Babcia zachwycona jego niesamowitym urokiem, każdego ranka przychodzi do ogródka i przygląda się jego płatkom, które nie opadają mimo upływu czasu i zmieniających się pór roku.
 Nadchodzi jesień a potem zima. Babcia staje się coraz słabsza a chodzenie sprawia jej coraz większą trudność. Mimo tego nadal odwiedza swój ogródek, podziwiając znajdującym się w nim czerwony kwiat. Do czasu... Pewnego dnia babcia Kato nie przychodzi do ogródka - znika tak jak i kwiat, którego nikt już więcej nie zobaczył. Nikt nie wiedział co stało się z ukochanym kwiatkiem babci, jednak wiosną w miejscu "starego" kwiatka pojawia się nowy, maleńki kwiatuszek.

 Po "Wdzięczny kwiat" warto sięgnąć. To niezwykła i nastrojowa opowieść o istocie życia, chęci i sile do życia a także powolnym odchodzeniu i odradzaniu się. Mówi o przemijaniu, jednak nie wiąże się to z bólem, cierpieniem i przerażeniem. Opowieść wyjaśnia i pokazuje, że jest to zjawisko naturalne i nieuchronne. Ludzie rodzą się, dorastają, żyją robiąc to co sprawia im przyjemność... żyją ale to życie nie trwa wiecznie. Mija czas - zmieniają się pory roku, zmieniają się również ludzie - dojrzewają i odchodzą. W miejsce starego, przychodzi nowe... Niewiele jest pozycji, które w tak piękny sposób mówią o tak poważnych tematach.

 Książeczka ma niewielki format i twardą okładkę. Kompozycja jest bardzo prosta: po jednej stronie mamy tekst, natomiast po drugiej ilustracje, które wykonała autorka książki. Wszystkie są przepiękne - nastrojowe, klimatyczne, subtelne... Odgrywają bardzo ważną rolę i stanowią nieodłączną część książki - bez niej książeczka nie mogła by istnieć. Równie ważna jest treść jak i każde zdanie umieszczone pod każdą ilustracją. Jest to jeden wers wiersza Luci Morandin, który również opowiada tę historię, ale innymi słowami. To tak jakby autorka chciała nam ją przedstawić ale w inny - równie piękny sposób. Bardzo dobra pozycja na prezent.
 ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Wdzięczny kwiat
 Autor: Sarolta Szulyovszky
 Ilustracje: Sarolta Szulyovszky
 Wydawnictwo: Namas 2011
 Ilość stron: 24
 Okładka: Twarda

 

Małgorzata Sobczak "Mali, Boli i Królowa Mrozu"

 Bardzo lubię baśnie i często do nich wracam. Lubię też historie i powieści z motywem baśniowym, chociaż z nim bywa różnie. Jakiś czas temu najpierw na portalu lubimyczytac.pl moją uwagę zwróciła baśń oparta na wszystkim znanej baśni Hansa Christiana Andersena pt "Królowa Lodu". Przyznam się Wam, że nigdy jakoś specjalnie nie pałałam uwielbieniem to tej baśni, jednak ta miała w sobie coś co mnie do niej przyciągnęło. Mowa o opowieści "Mali, Boli i Królowa Mrozu" Małgorzaty Sobczak.

 Mali i Boli żyją szczęśliwie w stworzonym przez siebie ogrodzie otoczone wzajemną miłością i szacunkiem. Pewnego dnia w ich życiu pojawia się zła i nieczuła Królowa Mrozu, która niszczy owe sielankowe życie. Jej lodowe serce nie jest skłonne do obdarzenia kogokolwiek choćby skrawkiem jakiegoś dobrego uczucia. Nie jest w stanie znieść szczęścia głównych bohaterek i postanawia zrobić wszystko aby je zniszczyć.

 Całość została napisana płynnie - zmiana narracji nie sprawia problemu i książkę czyta się dobrze. Zarówno klimat jak i język utrzymane są w baśniowym klimacie. Jednocześnie przez treść przebija realizm a to za sprawą tematów, które porusza. Książka jest niewielkich rozmiarów (liczy 46 stron), jednak nie ilość a jakość ma znaczenie a ta jest godna uwagi. To historia o szczęściu, miłości i jej utracie. Opowieść o rozstaniu, tym jak poradzić sobie z życiem, kiedy raptem wywraca się ono do góry nogami a także o ważnych wartościach i uniwersalnych prawdach, które można odnieść do każdej epoki i wieku. Zakończenie nie jest szczęśliwe - jest realistyczne, takie życiowe. Powiedziałabym, że to uniwersalna książka dla ludzi w każdym wieku.

 ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Mali, Boli i Królowa Mrozu
 Autor: Agnieszka Sobczak
 Ilustracje: Paulina Kozicka
 Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 2015
 Ilość stron: 46
 Okładka: miękka



Jezioro łabędzie na podstawie baletu Piotra Czajkowskiego, ilustracje Charlotte Gastaut wyd. Mamania

 Kiedy przeglądając książkowe tagi na instagramie przypadkiem trafiłam na zdjęcia tej książki moje oczy od razu się zaświeciły. Według mnie nie sposób było nie zwrócić na nie uwagi, gdyż na prawdę rzucały się w oko. Od razu zaczęłam szukać informacji co to za książka, gdyż jej wnętrze nie za wiele mi mówiło i znalazłam... "Jezioro Łabędzie".

 Ten kultowy balet Piotra Czajkowskiego można obejrzeć w teatrze, można wysłuchać na nagraniu a dzięki Charlotte Gastaut również podziwiać na papierze. Francuska artystka i ilustratorka pochodząca z Marsylii postanowiła tę jedną z najpiękniejszych historii miłosnych, przestawić w całkiem innej - ilustrowanej i wyjątkowej odsłonie. Wystylizowaną w nocne pejzaże w kolorze czerni, bieli i złota. Bogate w szczegóły, niejednokrotnie starannie wycięte w papierze misternym szlaczkiem niczym wycinanki z papieru, które wykonywało się na zajęciach w przedszkolu (kiedy to wycinało się płatki śniegu). Każda strona to oddzielne dzieło sztuki. Pod każdą ilustracją kryje się kolejna, która nie tylko stanowi przepiękny obraz, ale jednocześnie jest tłem do poprzedniej. Kiedy je obracamy obrazy ożywają i pobudzają wyobraźnię. W książce znajdują się również akapity tekstu, który ma za zadanie nakreślić do opowiadają obrazy, bo to one są tutaj najważniejsze.

 Jezioro łabędzie Charlotty Gastaut wyd. Mamania to jedna z najpiękniejszych książek jaką w życiu widziałam. Urzekająca, dokładnie przemyślana, przepięknie i starannie wykonana - prawdziwe dzieło sztuki. W twardej złoto – turkusowej oprawie i dość dużym formacie (300x330), prezentuje się na prawdę wspaniale... niczym ekskluzywna wycinanka. Idealna propozycja na prezent dla kogoś lub siebie. W takim wydaniu i takiej prezentacji klasyka nabiera innych barw. UWAGA!!! Jest to edycja limitowana, więc najprawdopodobniej za jakiś czas zniknie z rynku.

 ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Jezioro łabędzie
 Autor: Charlotte Gastaut
 Tłumacz: Justyna Gorce-Bałut
 Ilustracje: Paulina Kozicka
 Wydawnictwo: Mamania 2016
 Ilość stron: 38
 Okładka: Twarda


To wszystkie książki o których być może nie słyszeliście. Pierwsze dwie wyróżniają się treścią z przesłaniem a ostatnia kunsztownym wykonaniem i niezwykłą prezentacją. Książki idealne na prezent dla młodszego i nieco starszego rodzeństwa a nawet dla samego siebie, jeśli lubimy pięknie wykonane książki. Dzisiaj to by było na tyle - tym czasem wracam do poważniejszych lektur ^_^

poniedziałek, 24 lipca 2017

Kolejna odsłona wegańskiej lasagne z selerem zamiast makaronu. Wcześniejsze zapiekanki jakie Wam proponowałam to: Lasagne z tofu, Warzywnej lasagne z pieczarkami oraz Warzywnej lasagne z zielonym groszkiem. Zachęcam do zapoznania się z przepisami a dzisiaj zapraszam na nową - równie smaczną :)

Składniki na foremkę 20x20 cm
(2-4 porcje jako samodzielne danie)

Sos pomidorowy:
1/2 cebuli
ew. 1-2 ząbki czosnku
200g gęstego koncentratu pomidorowego
2/3 szklanki wody
pieprz ziołowy (wg. mnie najlepszy jest z Prymat)
pieprz cayenne
dużo posiekanego koperku

Koncentrat pomidorowy mieszamy z wodą.
Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy drobno posiekaną cebulę oraz czosnek. Kiedy cebula się zeszkli wlewamy rozcieńczony koncentrat pomidorowy, dodajemy koperek i doprawiamy do smaku.

Lasagne
korzeń selera (ok. 350g)
250g brokuła
1/2 cebuli
trochę oleju
1 mała marchew ok. 70g
1 korzeń pasternaku ok. 100g
ok. 150g pieczarek

Brokuł myjemy, dzielimy na różyczki i gotujemy na parze by był al dante. Przelewamy zimną wodą aby zatrzymać proces gotowania i drobno siekamy.
Marchew i pasternak myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Cebulę kroimy w drobną kostkę, natomiast pieczarki w plasterki lub półksiężyce.
Na patelni rozgrzewamy olej i szklimy na nim cebulę. Następnie wrzucamy resztę warzyw i dusimy na małym ogniu tak długo aby warzywa były al dante (3-5 minut).

Seler myjemy, obieramy, kroimy na pół lub ćwiartki (w zależności od wielkości) a następnie na cienkie plastry o grubości ok 1-2 mm NIE GRUBSZE! (najłatwiej zrobić to przy użyciu krajalnicy mandolina, ale ostrym nożem również się da).

Układamy warstwy w następującej kolejności:
sos pomidorowy
seler
brokuł
seler
sos pomidorowy
warzywa z pieczarkami
seler
sos pomidorowy

Całość przykrywamy pokrywą lub szczelnie owijamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na ok. 50-60 minut. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze przez 15-20 minut do zrumienienia.
Podajemy od razu (na ciepło) lub na zimno (jak kto woli). To co zostanie przechowujemy w zafoliowanym naczyniu w lodówce do 3 dni.
Wartość odżywcza 1 z 3 porcji:


piątek, 21 lipca 2017

RECENZJA NAPISANA DOŚĆ DAWNO
.
Skład: orzechy ziemne, biała czekolada, sól.
Opakowanie: słoiczek 210g
Rodzaje: tahini, masło orzechowe naturalne, masło orzechowe chrupiące, manna kokosowa, masło migdałowe

 Opinia: Jakiś czas temu pisałam Wam o tahini a także maśle orzechowym naturalnym oraz maśle orzechowym chrupiącym marki Basia Basia. Produkty bardzo mi posmakowały i szczerze mogę je Wam polecić. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o kolejnym maśle tego producenta - maśle orzechowym z białą czekoladą. Niespotykane połączenie jeśli chodzi o tak zwane "gotowce" prawda?;)

 Skład masła przestawia się bardzo ładnie. Wyraźnie pachnie orzeszkami ziemnymi ze słodkim akcentem w tle. Ma dość gęstą konsystencję z maciupeńskimi drobinkami nie do końca zmielonych orzeszków i nie tylko nimi... Czekolada w większości występuje tu w postaci rozpuszczonej. Dlaczego w większości? Otóż miejscami zauważyłam malutkie grudki, które rozpadały się kiedy przycisnąć je nożem lub palcem, jednak nie mam stu procentowej pewności, czy to było masło, czy czekolada.

 Po spróbowaniu od razu poczułam słodycz w połączeniu z wyraźnym, naturalnym smakiem świeżych orzeszków ziemnych i lekkim mlecznym akcentem w tle. W związku z tym, że biała czekolada występuje tu w postaci rozpuszczonej, nie czuć jej samej w sobie. Nawet jeśli wcześniej wspomniane grudki były nie do końca rozpuszczoną czekoladą, to na ich podstawie nie da się ocenić jej jakości. Jednak nie czuć tutaj nieprzyjemnych nut w postaci margaryny, bądź też zjełczałego tłuszczu jak to czasem bywa nie tylko w przypadku tabliczek ale również maseł orzechowych. .
 Sama czekolada tak jak już pisałam nadaje masłu lekkiego mlecznego posmaku i tyle. Dodatkowo na języku da się wyczuć malutkie drobinki orzeszków ziemnych, które według mnie dodają walorów smakowych. To takie prawdziwe masło orzechowe, tylko w wersji słodkiej i z mlecznym akcentem. Ale czy z białą czekoladą? No niekoniecznie - tak na dobrą sprawę, gdyby nie znać składu to ciężko byłoby domyślić się, że jest to produkt z jej dodatkiem.

 Całość jest smaczna, jednak dla mnie za zdecydowanie słodka - choć i tak ta słodycz w porównaniu np. do nutelli nie jest aż tak wysoka. Mimo wszystko osobiście wolę masła orzechowe bez słodkich dodatków, jednak miłośnicy słodszych kremów mogą być zadowoleni. Masło można potraktować jako taką alternatywę dla kremów czekoladowych itp. Świetnie sprawdzi się również do ciast, ciasteczek, wypieków i deserów.

Wartość energetyczna w 100g - 582 kcal
Ocena - 4/6
Cena - prezent
Lista sklepów znajduje się TUTAJ w zakładce Gdzie jesteśmy oraz miedzy innymi TUTAJ i TUTAJ

 
1 , 2 , 3 , 4


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny