.

niedziela, 22 lipca 2018


Słyszysz to?
Bzzz...
Blisko, co?
Coraz bliżej...
Podlatuje,
pomrukuje,
pobzykuje...

  Tworzą rodziny i mieszkają w domach.
  Bardzo ciężko pracują.
  Każda z nich dźwiga na swoich malutkich plecach odpowiedzialność za resztę rodziny.
  Czują, myślą, rozumieją.
  Pszczoły.

  Ich rodziną są kolonie, mieszkaniem ule.
  Buczą, brzęczą, bzyczą, tańczą, sączą nektar i zbierają pyłek.
  To nie bezlitosne bestie, które czyhają na człowieka aby go użądlić.
  Fakt. Czasem użądlą, ale tylko ze strachu lub w swojej obronie.
  Pszczoły są potrzebne. Pszczoły są cudowne.
  To  nie tylko miodek, który ludzie chętnie zjadają z pszenną bułeczką i masełkiem na śniadanie.
  To nie tylko propolis, którym leczą przeróżne schorzenia.
  To nie tylko odżywczy pyłek pszczeli, który od jakiegoś czasu bije rekordy popularności.
   Pszczoły to coś o wiele, wiele więcej.

  Pszczoły zawsze były, są i będą ważną i nieodłączną częścią ekosystemu. Bez nich nie byłoby nasion, roślin, kwiatów i owoców. Nie moglibyśmy cieszyć się ich wyglądem, zapachem, smakiem. Bez roślin nie było by również wielu zwierząt, które są ściśle związanie z roślinami. Opustoszałby by łąki, lasy, polany... Świat stałby się nie tylko szary i monotonny, ale przede również trudny do zniesienia: dla ludzi i zwierząt.
  Chyba od zawsze nie doceniało się pszczół i nie mówiło o ich roli w życiu człowieka. Chyba do tej pory nie jesteśmy tego świadomi. Świadomi tego, że bez nich z czasem nie było by również człowieka.

„Kiedy pszczoły zbieraczki lądują w kwiatowym kielichu, na ich ciałach osadza się kwiatowy pyłek. Przenoszą go z rośliny na roślinę i w ten sposób doprowadzają do powstania nasion i owoców. A dzięki roślinom, które z tych nasion wyrastają, my mamy jedzenie bądź ubrania”

  Najnowszy picturebook od Kultury Gniewu powstał z miłości do a także w trosce o los pszczół. Jego autorka - Kristen Hall stworzyła go gdyż los tych niezwykłych owadów nie jest jej obojętny. Chciała pokazać nie tylko dzieciakom, jak ważne są pszczoły. Nauczyć, że ten owad to skarb. Poprosić abyśmy zrobili coś dobrego dla niego.

Ale jak zrobić to tak, by by jak najlepiej trafić do czytelnika, w szczególności tego młodego? 

  Wystarczy oddać im w ręce słoneczną i słodką książeczkę. Taką z uroczymi i ciepłymi ilustracjami a także chwytliwym tekstem.

  Tekst, który towarzyszy ilustracjom autorstwa Isabelle Arsenadult to wierszyk - rymowanka, który prostymi słowami opisuje życie i jaką rolę odgrywa pszczoła. Jest mowa o tym jak pszczółka zwabiona słodkim zapachem, lata od jednego kwiatka do drugiego spijając z każdego nektar. Nie tylko się posila ale również zbiera nektar, który niesie do swojego ula. Tam zaczyna się proces żucia "Żujemy, żujemy - nektar przemieniamy: całkiem inny skład ma, gdy go wypluwamy". (....) Bo i plaster miodu dzisiaj wypełniamy. Aż nektarem szczelnie komórki się zlepią, a pszczele skrzydełka coraz szybciej trzepią...". A na końcu pszczółka zmęczona ciężką pracą zasypia, by obudzić się dopiero na wiosnę.
  Prosto, zrozumiale, bez komplikacji i udziwnień. Sama pszczela i bzycząca prawda, Bo tak najlepiej dotrzeć do czytelnika.

  Ilustracje Isabelle Arsenault są delikatne, słoneczne, ciepłe, wesołe. Takie miodne. Pszczółki bzykają "bzyku, zbyku, zbyk" i fikają "fiku, miku, mik", spijają nektar, latają  i machają szybko skrzydełkami. Czuć ten ruch w powietrzu, słychać łąkowe pobzykiwanie, można poczuć woń kwiatów na łące i słodycz spijanego nektaru a potem plastrów miodu. Ładnie został przedstawiony pszczeli żywot a same pszczoły są tutaj takie miłe, słodkie i wesołe.... Aż chce się je dotknąć i przytulić. Tylko nie można, bo wiemy jak mogłoby się to skończyć ;)

  Album był niespodzianką od wydawnictwa Kultura Gniewu. Przyznam, że bardzo miłą - nie spodziewałam się, że go otrzymam. Jednak kiedy tylko zobaczyłam okładkę od razu się uśmiechnęłam. Czuć tutaj ciepło, tę pszczelość: pszczele zabieganie, fruwanie i trud. Pszczeli żywot.
  To na prawdę przyjemna książka. Żółta i słodka tak jak żółciutki i słodki jest miód. Chociaż dla mnie - osoby dorosłej chyba trochę za słodka. Jak dla mnie za dużo tutaj zdrobnień: te wszystkie słoneczka, gromadka, chmurki, zwierzątka, pszczółka w pocie czółka. A dla kontrastu odwłoki i plucie.

   A może właśnie taki był zamiar? 

  Przecież taka jest prawda (z tym przeżuwaniem i pluciem). Poza tym dzieci lubią chwytliwe rymowanki (niektórzy dorośli również). Czasem nieświadomie zostają one zakodowane w ich umysłach i potem dziecko zaczyna recytować je z pamięć.
  Dlatego tych wszystkich zdrobnień nie uznałabym za wadę. To taki pszczeli i słodki urok tego picturebook, po przejrzeniu i przeczytaniu którego słodycz w sercu rośnie a czytelnikowi udziela się rymowanie xD.
  Jeśli po zetknięciu się z tym albumem chociaż minimalnie nie polubicie pszczółek, to nie wiem, czy cokolwiek Wam pomoże :P

  Na ostatniej stronie autorka opisała jak cudowne są pszczoły oraz jak wyglądałby świat bez tych "bzyczących" owadów. Umieściła również kilka cennych wskazówek jak my - ludzie możemy im pomóc.
   I tak jestem świadoma tego, że ten album stanowi indoktrynację, jednak w moim odczuciu nie nachalną i w obecnych czasach potrzebną. Pszczoły giną każdego dnia. Z każdym dniem jest ich coraz mniej.

"Książkę dedykujemy wszystkim, którzy kochają te cudowne i zagrożone owady"

Autor: Kristen Hall | Ilustracje: Isabelle Arsendault | Tytuł: Pszczółka | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Okładka: Twarda | Seria: Krótkie Gatki

czwartek, 19 lipca 2018


  Shaun Taun australijski ilustrator książek, głównie dla dzieci i młodzieży, którego prace możecie podziwiać w takich albumach jak: "Przybysza", Regulamin na Lato a także Opowieści z najdalszych przedmieść. Dwukrotny laureat Nagrody World Fantasy dla najlepszego ilustratora (między innymi za Przybysza, uznanego przez The New York Times za najlepszą ilustrowaną książkę 2007 roku) a także laureat nagrody im. Astrid Lindgren. W czerwcu zawitał do nas ze swoją najnowszą książką stworzoną z myślą o dzieciach i młodzieży (i nie tylko), której bohaterem jest dość nietypowy bohater.

  To historia pracownika biurowego, którego nikt nie ceni. Wspominałam, że występuje tu "dość nietypowy" bohater. Otóż pracownikiem tym jest owad a dokładnie cykada. Każdego dnia pracuje w biurowcu wśród ludzi sumiennie wykonując swoją nudną i rutynową pracę - wprowadzanie danych. Poświęca tej pracy wiele czasu, jednak zamiast wdzięczności od szefostwa otrzymuje wzgardę. Współpracownicy nie darzą go sympatią i prześladują.
Do czasu...
  Pewnego dnia postanawia coś zmienić w swoim życiu. Udaje się na dach wysokiego budynku, gdzie ma miejsce coś niezwykłego.

  Shaun Taun stworzył minimalistyczną w słowach ale jednocześnie głęboką opowieść (w zamierzeniu miała być dłuższa). Zdania są krótkie, proste i napisane tak jakby wypowiadał je ktoś, kto nie zna języka. Weźmy dla przykładu "Cykada pracuje w wysoki budynek. Wprowadza dane. Siedemnaście roków. Bez chorobowe. Bez pomyłka. Tok, tok, tok!" Nie jest to nasza piękna polska mowa. To trochę tak jakby ktoś dopiero się jej uczył. Emigrant? Jeśli czytaliście moją recenzję "Przybysza", wiecie, że Shaun Taun już poruszył ten temat z tą różnicą, że nie używając słów a przy pomocy obrazów. Można iść tym tropem.

  Ilustracje również są nieskomplikowane w szczególności biorąc pod uwagę możliwości artysty co udowodnił w Przybyszu lub Regulaminie na lato. Ale jakaś głębia i przesłanie jest.

  Autor pokazuje świat wielkich korporacji. Świat ponury, surowy, zakłamany. Takim w którym w zasadzie jest się nikim, bez wyrazu, bez twarzy... to jak wygląda praca w takim miejscu, jak bardzo często ludzie są traktowani i jak mogą się czuć. Opowiada o tym o czym rzadko lub praktycznie w ogóle się nie mówi ze strachu lub jakiś innych powodów.
  Pokazuje kogoś kto czuje się "inny", "wyobcowany", wykorzystywany, gnębiony... Kogoś kto czuje się samotny i opuszczony.

Czy tak nie czuło lub nie czuje się wielu z nas?

  Nie tylko w pracy ale w szkole, na studiach, w gronie tak zwanych znajomych... W życiu...
  Dzięki temu "zabiegowi" książka jest uniwersalna.
  Taką Cykadą może być każdy z nas..
  I na końcu pojawia się nadzieja. Tylko dla kogo bo cykady wyraźnie śmieją się z ludzi..

  Zauważyłam, że Shaun Tan w swoich albumach porusza ważne i zarazem trudne tematy: emigracja i migracja, poczucie wyobcowania i inności, dziecięca wyobraźnia, miłość, przyjaźń... .
 Mówi o tym o czym wielu również usiłuje opowiadać ale nie potrafi lub nie chce mówić. Robi to w sposób subtelny - przy pomocy obrazów i niewielkiej ilości słów (bo przecież słowa niekiedy są zbędne), przy czym nie wypowiada się wprost i dosłownie. Posługuje się metaforą, ukrytymi symbolami... W taki sposób, że jego prace można interpretować różnorodnie. W zależności od naszych poglądów, sytuacji w życiu, nastroju i tego kim jesteśmy, możemy zrozumieć je inaczej i to za każdym razem kiedy po nie sięgniemy.

Tytuł: Cykada | Autor: Shaun Tan | Ilustracje: Shaun Tan | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Okładka: Twarda | Ilość stron: 36 |


KOMUNIKAT
Na kilka dni odpoczniecie ode mnie i moich wpisów. Dzisiaj popołudniu zostanę odcięta od internetu i pozbawiona komputera na kilka dni (spokojnie - staruszek żyje xD).
Powinnam wrócić do Was w poniedziałek. Wówczas zacznę odpowiadać na Wasze komentarze, e-maile i nadrobię zaległości na blogach. Chyba, ze jakim trafem w miedzy czasie uda mi się to wcześniej ale nie obiecuję.
Do usłyszenia w poniedziałek (mam nadzieję) ;)

środa, 18 lipca 2018

Dzisiaj pomysł na błyskawiczną w przygotowaniu pomidorową zupę jarzynową z czerwoną soczewicą. Do przygotowania kiedy raptownie dopadnie nas głód a my mamy gotową mrożonkę w zamrażarce (wiem, że jest lato ale i taką mieszankę warto mieć w zapasie, zwłaszcza, kiedy nie można kupić korzenia pietruszki;/)

Składniki (1 porcja)
1/2 małej cebuli
250g mieszanki jarzyn (u mnie mrożonka z Biedronki)
40g czerwonej soczewicy
wrzątek
łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/3 łyżeczki wędzonej papryki
szczypta chilli
czarny pieprz

W garnku o grubym dnie rumienimy drobno posiekaną cebulę z wędzoną papryką.
Wlewamy wrzątek, dodajemy koncentrat pomidorowy i mieszamy.
Kiedy woda zacznie się gotować wsypujemy mieszankę warzywną i czerwona soczewicę.
Gotujemy 10-15 minut w zależności od tego ile czasu wymaga tego soczewica
Doprawiamy do smaku
Smacznego
  Wojna i pokój, powieść rosyjskiego pisarza Lwa Tołstoja, pisana w latach 1863–1869, często uznawana za rosyjską epopeję narodową.
Jej tytuł związany jest z fabułą i podziałem na części pokojową (tomy I–II) i wojenną (tomy III–IV).
  O powieści pisałam już TUTAJ, dlatego nie chcę się powtarzać. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii zapraszam to wcześniejszego wpisu. Dzisiaj wspomnę tylko o perełce wydawniczej, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk S-ka.

  W lipcu swoją premierę miał drugi pięknie wydany tom tejże powieści, zawierający dwie ostatnie części dzieła Tołstoja: część III oraz IV, czyli tak zwaną część wojenną.
W tej części wojska Napoleona nieubłaganie zbliżają się do Moskwy. W końcu Francuzi wkraczają do Moskwy i dochodzi do starcia między armiami. Jaki będzie jej finisz?
  Już z samej nazwy można domyślić się, że te części obfitują w opisy walk oraz bitew np. pod Borodino. To również spiski, zdrady i zamachy a także .finały historii miłosnych..

  Książka od Zysk S-ka została utrzymana w takim samym stylu co poprzedni tom. Okładka jest twarda w czarnej obwolucie z ornamentem kwietnym. Kiedy ją ściągniemy zauważymy, że okładka przypomina półpłócienną niczym stare wolumina sprzed lat. Papier jest gruby a całość szyta co zapobiegnie rozpadnięciu się książki na części. Prawdziwa perełka kolekcjonerska.
Polecam. Tak pięknie wydaną klasykę warto mieć u siebie na półce ;) 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny