.

wtorek, 31 lipca 2018

"Ale wreszcie nadeszła wiosna. Można było biegać boso po trawie i nie martwić się o buty. Zbliżał się koniec wojny i zaczęło się wielkie czekanie na rodziców. Ci rodzice, którzy przeżyli wojnę i Powstanie, przychodzili po swoje dzieci, nieraz z bardzo dalekich stron. I któregoś dnia przyszedł także nasz tato."


  "Mój tato szczęściarz" to druga książka Joanny Papuzińskiej, którą przeczytałam dopiero tego roku. Gwoli ścisłości: od dawna nie zaliczam się do przedziału wiekowego, z myślą o którym powstała ta książka, ale zawsze interesowałam się historią (może nie współczesną) a z książkami z nią związanymi od wydawnictwa Literatura mam pozytywne wspomnienia. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po tę pozycję.

  Można powiedzieć, że „Mój tato szczęściarz” to kontynuacja książki „Asiunia”. Słowami małej bohaterki dowiadujemy się co nieco o losach ojca Asiuni - Stanisława Papuzińskiego - w ostatnim roku wojny. Całą historię poznajemy towarzysząc dziewczynce, jej bratu Tomkowi i ich tacie podczas spaceru po warszawskim Starym Mieście. Dalej prowadzi nas przez plac Krasińskich, gdzie stoi Pomnik Powstańców Warszawy, ulicą Miodową, Krakowskim Przedmieściem z Pałacem Prezydenckim i bramą Uniwersytetu Warszawskiego a także Nowym Światem, aż do rogu ulicy Wareckiej. Jednak to wędrówka nie tylko po ulicach, bowiem schodzimy głębiej, do kanałów a opowiedziana historia zabiera nas w przeszłość do wydarzeń, które kiedyś miały miejsce w okolicach wymienionych obiektów podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku.

  Tato opowiada dzieciom o Powstaniu Warszawskim, głodzie, bombardowaniu, tym jak pomagał cywilom wydostać się kanałami z zajętej przez Niemców części miasta, jak został zasypany pod gruzami trafionej bombą kamienicy, postrzelony i trafił w zatłoczonym szpitalu pod stołem, który zawalił się na niego, kiedy na budynek spadła bomba, wskutek czego stół złamał mu rękę i miednicę ale jednocześnie uratował życie. Tego typu wzmianek jest tutaj więcej, ale nie chce odbierać potencjalnym czytelnikom przyjemności z lektury

  Opowiadanie napisane jest bardzo prostym i lekkim językiem, zrozumiałym dla dziecka, przy jednoczesnym oddaniu ówczesnych realiów. Porusza tematy trudne i smutne, ale dzięki wykorzystaniu elementów humoru ("Czy tam bardzo śmierdziało? - pytam, spoglądając podejrzliwie na metalowy krąg. - No! - odpowiada ojciec – jak w starym nocniku") i skupieniu się na tym co pozytywne (Tato Asiuni wychodzi cało z opresji), nie wzbudza lęku. Tym samym razem z "Zaklęciem na W" Michala Rusinka, może stanowić dobrą lekturę do tego aby zacząć mówić o wojnie. Dopełnieniem przedstawionej w książce historii są zamieszczone w posłowiu zdjęcia taty Asiuni.

  Jednak "Mój tato szczęściarz" to nie tylko książka opowiadająca o Powstaniu Warszawskim i jego szarej rzeczywistości jakimi są: brud, smród, rany, naloty, brak broni, szpital powstańczy, Harcerska Poczta Polowa, samochód bojowy Kubuś.
  To nie tylko cenna lekcja historii, ale również pozycja, która doskonale przedstawia najważniejsze punkty stolicy wymienione w tekście i umieszczone na dołączonej ilustracji mapy (swoją drogą bardzo dobrej i czytelnej).
  To również opowieść o zwyczajnych ludziach, którym przyszło zmierzyć się i żyć w trudnych czasach. Opowieść o ich bohaterstwie i niezwykłej odwadze.
  Taka która mówi o szczęściu i nieszczęściu oraz dostrzeganiu tego, co naprawdę ważne. Uczy, wzrusza i składnia do refleksji.

Tytuł: Mój tato szczęściarz | Autor: Joanna Papuzińska | Ilustracje: Maciej Szymanowicz | Wydawnictwo: Literatura | Okładka: Twarda | Liczba stron: 47


W ramach kulinarnych inspiracji chciałabym pokazać Wam mój ostatni wypiek - pełnoziarniste tureckie bajgle simit. Chcecie aby przepis pojawił się na blogu?  :)




poniedziałek, 30 lipca 2018

 Dzisiaj obiecany przepis na pełnoziarniste pierogi ze szpinakiem :)

Ciasto (ok 38 małych pierogów)

* 250g mąki pszennej pełnoziarnistej
3/4 ciepłej wody
1/2 łyżeczki soli

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy. Powoli wlewając wodę zaczynamy mieszać ciasto łyżką, potem zagniatamy rękoma gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto wyrabiamy przez kilka minut.

*Nie mylić z razową. Mąka razowa jest grubiej mielona i ciasto z niej wykonane automatycznie jest sztywniejsze i nie uzyskamy elastyczności.

Farsz
200-250g ugotowanych ziemniaków
800g świeżego szpinaku baby
1 większa cebula
ew. 1-2 ząbki czosnku
świeże zmielony czarny pieprz
ew. sól
pieprz ziołowy

Ugotowane ziemniaki rozgniatamy tłuczkiem lub przeciskamy przez praskę do ziemniaków razem z pieprzem ziołowym lub przyprawą do ziemniaków.

Liście szpinaku myjemy, oddzielamy od grubych łodyżek po czym wilgotny wrzucamy na suchą patelnię. Podgrzewamy do czasu aż zmniejszy swoją objętość, następnie przekładamy na sito a kiedy ostygnie dokładnie odsączamy i siekamy (nie za drobno, małe listki pozostawiamy w całości).

Na maśle lub oleju przesmażamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek oraz szpinak. Całość przesmażamy przez kilka sekund po czym doprawiamy do smaku. Tak przygotowany szpinak łączymy z wcześniej ugotowanymi i rozgniecionymi ziemniakami. Mieszamy, próbujemy i jeśli jest taka potrzeba doprawiamy.

Pierogi
Ciasto najlepiej przygotować kiedy mamy już zrobiony farsz.

Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy. Rozwałkowujemy na grubość ok 2-3 mm i przy pomocy szklanki wycinamy kółka. Na środku każdego wykładamy porcję farszu, składamy na pół i dokładnie zlepiamy brzegi formują pieroga. Gotowe pierogi przed ugotowaniem układamy na czystej bawełnianej ściereczce.

Surowe pierogi delikatnie wrzucamy partiami do osolonej, gotującej się wody. Delikatnie mieszamy drewnianą łyżką aby nie przywarły do dna garnka. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia na powierzchnie. 


  Dzisiaj pokażę Wam trzecią nowość z książek i książeczek dla dzieci autorstwa Beatrix Potter jaką jest Pani Mrugalińska/Mrugalska i inne historyjki. To zbiór   opowiadań, których bohaterką jest sympatyczna pani Jeżyca, pracująca jako praczka. I nie tylko bo spotkamy tutaj również inne stworzonka.
  Beatrix Potter stworzyła tę postać w 1905 roku przekonana, że historyjki z jej udziałem spodobają się dziewczynkom i podobnie jak większość książek dla dziewczynek z tamtego okresu, jest ustawiana w domu z naciskiem na prace domowe. Historia została zainspirowana przez szkocką praczkę - Kitty MacDonald.

  Nie opiszę treści i nie podam zarysu fabuły, ponieważ powiedziałabym za dużo i odebrała ewentualną radość z czytania. chyba nikt nie lubi kiedy recenzja zdradza ponad połowę treści. Ja nie lubię.  Mogę zdradzić tylko tyle, że sporo tutaj przygód. Raz dzielna i sprytna myszka wywiodła w pole polującą na nią kotkę, innym razem mała dziewczynka spotkała jeża. Niby nic nadzwyczajnego, jednak w świecie Betrix Potter owszem. Nie brakuje również zabawnych wierszyków i rymowanek...

   Jest ciepło i wesoło, czasem powiewa dziecięcą grozą, ale muszę przyznać, że z trzech recenzowanych zbiorów, ten najmniej przypadł mi do gustu. Nie oznacza, że nie jest wart tego aby do niego zajrzeć i przeczytać. Betarix Potter nadal ujmuje swoją prostotą a zarazem ciepłem, wrażliwością i uwagą na otaczający świat. Nadal można doszukać się w niej wielu walorów, przekazu i mądrości a ilustracje nadal zachwycają.


  Polecam. Nawet dla samych ilustracji, choć nie wykluczam, ze będziecie czerpać radość z czytania. Choć te opowieści mają już 114 lat , wciąż czytane są na całym świecie i zachwycają całe pokolenia.:)

UWAGA
 Ilustracje w książce nie są oryginalnymi ilustracjami autorki a zostały wykonane na podstawie jej rysunków (Studio ScarletD Solution). Mimo tego według mnie są ładne i uzupełniają treść opowieści. Jednak nie będę ukrywa, że zdecydowanie wolę pierwowzory a także przekład Małgorzaty Musierowicz. Z drugiej strony za cenę 15-20zł (okładkowa) nie ma co narzekać - nawet nie wypada ;)

Tytuł: Pani Mrugalińska i inne historyjki | Autor: Beatrix Potter | Przekład: Agnieszka Płudowska | Wydawnictwo: Olesiejuk | Okładka: Twarda | Ilość stron: 272

sobota, 28 lipca 2018


  Kilkukrotnie wspominałam o tym że warto zapisywać swoje myśli, uczucia, wspomnienia i przeżycia. O tym, że warto prowadzić dziennik, pamiętniki, notatki i zapiski. Pisałam o nauce celebrowania wdzięczności i zalet, które ze sobą przynosi a także w jakiej formie można to robić.

  Ostatnio pisałam dlaczego warto prowadzić dzienniki, pamiętniki i własne zapiski. Dlaczego warto notować. Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tego wpisu zachęcam do zapoznania się z nim. 
  Dzisiaj napiszę własne obserwacje odnośnie tego jak można prowadzić pamiętnik  

 1. ZNAJDŹ ZESZYT LUB NOTES, KTÓRY CI SIĘ PODOBA - TAKI W KTÓRYM CHCIAŁABYŚ PISAĆ A TAKŻE WYGODNY DŁUGOPIS LUB PIÓRO.
 W ładnym zeszycie przyjemniej się pisze. Według mnie nie powinien być gruby. Zdaję sobie sprawę z tego, że grubsze zeszyty lub notatniki często są tańsze od tych cieńszych (chociaż nie ma reguły). Z własnego doświadczenia wiem, że taki gruby zeszyt za jakiś czas się znudzi. Zapał do pisania minie.
  Ja swój idealny notes znalazłam. Nie za gruby i nie cienki. Staranne wykonany z dbałością o każdy szczegół. Do tego z piękną okładką, że nie tylko mam ochotę na niego patrzeć i sięgać ale również zapisywać w nim swoje myśli i czucia.
  Za jakiś czas opiszę go dokładniej, jednak już dziś możecie zamówić go na stronie Lubię Planować lub poprzez instagram - to tam zauważyłam go w najbardziej potrzebnym dla mnie momencie.

  2. PAMIĘTNIK W ŚRODKU NIE MUSI WYGLĄDAĆ JAK DZIEŁO SZTUKI.
 W erze BUJO i notesów, które zwracają na siebie swoją uwagę licznymi kolorowymi rysunkami, wklejkami, ozdobnikami i im podobnymi wykonanymi przez autora notesu w głowie może pojawić się myśl "też bym tak chciała, ale nie potrafię", "mój pamiętnik nie będzie taki ładny, więc nie będę go pisać". Mnie również podobają się te wszystkie notesy i zeszyty. Chciałabym aby mój również tak wyglądał, lecz nie ma we mnie za grosz talentu plastycznego i nie mam możliwości wydrukowania lub stacjonarnego kupienia tego typu "ozdobników". Ale piszę, bo sprawia mi radość.
zdjęcie
  Prowadzenie pamiętnika nie wymaga nie wiadomo jakich zdolności manualnych. Faktycznie przyjemnie kiedy w środku jest barwnie i kolorowo ale nie musi tak być. To Wasz zeszyt. Możecie w nim bazgrolić do woli. Takie ozdabianie i malowanie zajmuje sporo czasu. Nasze myśli, uczucia i wspomnienia nie będą pytać, czy go mamy. Przyjdą i odejdą kiedy będą chciały. Najczęściej szybko wylatują z naszej głowy. Niekiedy trzeba coś zapisać w biegu i na szybko np. w trakcie spaceru lub wycieczki. Wówczas nie ma czasu na kaligrafowanie i ozdabianie.

  Nie ma nic złego w tym, że jednego dnia pismo równe i staranne a innego dnia pisane "na kolanie". Według mnie to tylko dodaje uroku naszemu pamiętnikowi - w charakterze pisma widać emocje piszącego. Wraz z upływem lat nawet tłustą plamę lub kleksa będziemy darzyć sentymentem, ponieważ przywoła on nam na myśl jakieś wspomnienie. 
  Pomyślcie też, czy Babcie, Dziadkowie i dzisiaj znani ludzie, który prowadzili takie zapiski, przejmowali się kleksem i plamką? Chyba nie :) Niech to nie odbiera Wam możliwości notowania wspomnień. A jeśli już koniecznie chce się ozdabiać to tak jak się potrafi, bo to również cząstka nas :)

  3. NOTATKI PROWADŹ W WYGODNEJ DLA SIEBIE FORMIE
 Notując masz dowolność odnośnie tego jak będą wyglądały Twoje zapiski. Możesz pisać w formie opowiadania - opisując to co Ciebie spotkało, co czujesz, co myślisz. Możesz w formie strzępków myśli jak i krótkich rzeczowych zdań np. "Jestem szczęśliwa", "Byłam w kinie". Mogą to być rysunki, dymki i chmurki jak w komiksach. A jeśli chcesz możesz te wszystkie formy ze sobą wymieszać.
NIE MUSISZ PISAĆ! Możesz również rysować i wklejać.. papierki po słodyczach, bilety z teatru, zdjęcia, wycinki z gazet... wszystko to co ma dla Ciebie znaczne.
 To Twój zeszyt i Tobie sprawiać ma przyjemność z notowania :)
zdjęcie
  4. NIE MAM O CZYM PISAĆ
 Jedna z "wymówek" osób, które chciałby zacząć pisać pamiętnik, jednak jeszcze tego nie zrobiły. Kilka razy przez myśl przeszły mi podobne myśli. Jednak prawda jest inna. Każdego dnia w naszym życiu ma miejsce "coś" za co możemy a nawet powinniśmy dziękować. Cieszyć się tym, doceniać, pielęgnować.. Zazwyczaj tego nie dostrzegamy lub nie chcemy widzieć. Patrzymy na to co wyraźne, oczekujemy spektakularnych przeżyć i niezwykłych doświadczeń, zamiast spojrzeć nieco dalej i głębiej. Nie trzeba opisywać tylko i wyłącznie wycieczek - można zapisywać wdzięczności, swoje pomysły, refleksje odnośnie przeczytanej książki lub filmu. Za kilka lat i o tym miło będzie przeczytać. Zobaczyć jak zmieniło się nasze postrzeganie filmu lub książki ;)

 5. NIE MUSISZ PISAĆ. RYSUJ, WKLEJAJ, WYCINAJ
  Tak jak wspominałam w punkcie 3 w swoich zeszytach nie musicie pisać. Możecie również wklejać to wszystko co ma dla Was jakieś znaczenie - jest związane z Waszymi miłymi wspomnieniami, wyjazdami, wypadami albo po prostu spodobało się. To Wasze miejsce. Wyraźcie w nim siebie. Otwórzcie i uwolnijcie umysł. Odkryjcie chociaż rąbka Waszej duszy i serca. Zobaczycie, zę poczujecie się lepiej. Lżej. A za kilka lat z wielką przyjemnością będziecie przeglądać własne zapiski. To jak album...
  zdjecie

  6. BRAK CZASU? NIE MUSISZ PISAĆ CODZIENNIE. PISZ O TYM CO JEST DLA CIEBIE WAŻNE
 Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy z nas ma na głowie wiele spraw. Zdarza się, że nie mamy chwili aby usiąść, nie mówiąc o odpoczynku. Warto zastanowić się, czy ten brak czasu nie jest wyimaginowany (o czym pisałam tutaj). Czy to nie jest tak, że świadomie sami sobie ten czas odbieramy. Tak na prawdę wystarczy chwila by coś napisać - 2-5 minut to niewiele.
  Poza tym nie musimy notować codziennie i po kilkanaście stron.
To zupełnie normalne, że jednego dnia poczujemy taką potrzebę a kolejnego lub przez kilka kolejnych dni już nie. Raz zapiszemy jedno zdanie a innym kilka lub całą stronę.
  W pamiętniku uwieczniajmy te momenty, które są dla nas ważne. To o czym chcemy pamiętać.

  7. NIE ZNIECHĘCAJ SIĘ
 Pisz nawet po jednym zdaniu. A jeśli nie pisanie to rysowanie. Znajdź wygodną dla siebie formę, Uwieczniaj wspomnienia. Przyjemnie będzie wrócić do nich za jakiś czas. Powspominać, pośmiać się a może nawet i wzruszyć :)


Mogłabym jeszcze podać kilka przykładów, jednak nie chcę zanudzać Was moimi "wypocinami". Wydaje mi się, że ze swojego punktu napisałam wszystko to co najważniejsze po za jednym: 

NIC NA SIŁĘ
NIE RÓBCIE CZEGOŚ WBREW SOBIE
Pisanie, uwiecznianie wspomnień czy to w formie pisemnej, zdjęć bądź innej dowolnej ma sprawiać Wam radość, dawać satysfakcję, ulgę.......
To co tworzycie powinno być dla Was ważne i mieć znaczenie.
Pisanie na siłę, pisanie codziennie mimo iż nie macie ochoty lub o czym z czasem może przybrać formę "przykrego obowiązku", wywodów rodem "Pamiętników księżniczki" a nawet wiecznego narzekania

Musicie czuć potrzebę pisania i przelewania uczuć a także wspomnień na papier bo tylko wtedy odniesie to należyty efekt

Za jakiś czas tak jak obiecałam podzielę się z Wami moją przygodą z poszukiwaniem notesu "idealnego". Gdzie i jak udało mi się go odnaleźć oraz to jak prezentuje się w całości.
A jeśli chcecie przeczytać trochę więcej zapraszam to wcześniejszego wpisu, gdzie wymieniłam zalety prowadzenia pamiętników i własnych zapisków
Do usłyszenia :)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny