środa, 31 października 2018

  Książka zwróciła na mnie swoją uwagę okładką... Oczarowała mnie i wzbudziła spore zainteresowanie. Odcienie czerni, szarości, zimna zieleń - smutne barwy. W tle drzewa a prawym dolnym rogu biały królik - klapnięte uszy, smutny pyszczek, smutek w oczach, ból, cierpienie. I tak smutno się zrobiło. Dołująco i przygnębiająco. Intrygujący tytuł i jedno proste. krótkie zdanie sprawiły, że zostałam z nią na dłużej

"Przyszedłem na świat pewnego wiosennego dnia trzynaście lat temu. Prawie natychmiast tego pożałowałem"

  Mogłoby się wydawać, że jest to pozycja do przeczytania w kilka minut - nie więcej. Wszakże tekstu jest tutaj nie wiele (zaledwie 60 stron) a większość miejsca zajmują ilustracje. Jednak to tak nie działa. Nie znajdziecie w niej błogiej sielanki. Nie będzie tak łatwo i lekko. Nie przekartkujecie tej książki ot tak sobie. Tutaj każde słowo, każdy przecinek, kropka a nawet litera mają ogromne znaczenie. Trzeba zatrzymać się przy nich na dłużej - przemyśleć, wchłonąć, poczuć całym sobą... Spojrzeć na ilustracje, trochę niczym wyjęte z filmu "Done Darko"
   Niepokojące i mroczne.
   Ciężka atmosfera.
   Przemyśleć, przemilczeć, zrozumieć....


  Bohater opowieści czuje się zagubiony i wyobcowany - inny od ludzi, którzy go otaczają.
  Szuka swojego miejsca, ale ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje.
  Pragnie zrozumienia, jednak go nie otrzymuje.
  Chciałby aby ktoś go przytulił, ale tego nie dostaje.
  Marzy o bliskości - tej nie ma.
  Zamiast tego wszyscy bagatelizują jego posępne zachowanie. Aż w końcu zapominają.
  A on coraz bardziej zamyka się w sobie. Oddala od rodziny i przyjaciół. Chce zniknąć. Tu i teraz. Na zawsze.
  Zamęt w głowie, tysiąc myśli na raz. Samotność, pustka, smutek, cierpienie.
  Czy kiedykolwiek był tak na prawdę szczęśliwy? Czy wie co to prawdziwe szczęście?
  Strzępy wspomnień, obrazy tego jak powinno wyglądać normalne życie.

„Są dni, kiedy w brzuch mam wbity widelec, który obraca się i nawija moje wnętrzności jak spaghetti”

  Z tyłu książki przeczytamy, że jest to książka przede wszystkich dla nastolatków. Według mnie wybiega znacznie dalej..
  To opowieść dla osób wrażliwych, wszystkich, którzy kiedyś czuli lub czują się wyobcowani, nierozumiani, samotni, zastraszeni. Szukali odpowiedzi na pytania rodzące się w ich głowie. Sami tak do końca nie rozumieli siebie, bliskich i otaczającego ich świata a także próbowali się w nim odnaleźć.
  Odczuwali strach - paniczny, paraliżujący. Pragnęli wyjść z kokonu, lub króliczej nory, która ich blokuje.
   O byciu człowiekiem. Sobą.

   Bo kto z nas chociaż raz tak się nie czuł?
   Kto nie rozumiał tego co się z nim i wkoło niego dzieje?.
  Kto nie potrzebował zrozumienia, wsparcia i akceptacji a otrzymywał obojętność?.
   Kto z nas nie szukał własnego miejsca na świecie, własnego ja? Kto nie trwał w miejscu?.
   Kto nigdy się nie bał?
Autorka trafia w samo sedno. Mówi o tym czego doświadczył każdy z nas, ale odczuł w mniejszym, bądź większym stopniu.
   Życie, bez owijania w bawełnę, słodzenia i lukrowania.
   Tyle emocji.
    Szczera prawda. Bolesna i dosadna.

"- Nie bądź taki wrażliwy – mówi mama.
Łatwo jej mówić.
Czy ona myśli, że jestem taki z własnej woli?
Czy jej się wydaje, ze to się wybiera?"

   Anna Höglund maluje słowem i obrazem. Obrazem niczym z filmu ,,Donnie Darko” lub sennych koszmarów. Smutnym, przejmującym, mrocznym i niepokojącym. Mocnym i dosadnym. Nie do końca w moim stylu ale pobudzającym wyobraźnię i mówiącym więcej niż tekst.
  Obrazem, który w połączeniu ze słowami posiada wielką moc i siłę przekazu. oto czytelnik dostaje ogrom smutku, bólu i cierpienia.
   To chwyta za serca, wzrusza, wydusza łzy.
   Bo wracają wspomnienia.
   Moje i z pewnością nie jednego człowieka....


  Tylko koniec wywołuje u mnie mieszane uczucia. Cała książka to ogrom smutku i cierpienia - raptem następuje koniec tego wszystkiego. Jest już dobrze.
  Tak szybko? Jakim cudem? Jak do tego doszło?
Odpowiedzi na te pytanie nie dostaniemy. Trochę tak jakby zostało to pominięte. A wystarczyłoby kilka słów - niewiele.
   A może my sami mamy na to odpowiedzieć?
  Mimo tego całość wypada bardzo dobrze. Zapada w pamięci. Ma siłę przekazu i ... kończy się dobrze. To daje siłę. Siłę i wiarę, że wszystko się ułoży.

Tytuł: O tym można rozmawiać tylko z królikami | Autor: Anna Höglund | Przekład: Katarzyna Skalska | Wydawnictwo: Zakamarki | Okładka: twarda | Ilość stron: 60

Domowe masło orzechowe uważam za najsmaczniejsze, jednak ze względu na brak blendera nie przygotowuje go zbyt często. Jednak kiedy mam dostęp do wymaganego sprzętu kręcę taką pastę bez dodatku soli, cukru i bez wcześniejszego prażenia orzeszków. Oczywiście jeśli ktoś lubi, może to zrobić - wszakże upodobania są różne a prażenie wydobywa aromat orzechów, jednak ja wolę bez prażenia. Tutaj mamy dowolność :)

Składniki
fistaszki
ewentualnie sól/cukier

Fistaszki kupuję na wagę w łupinkach, ponieważ mam pewność, że będą świeże.
Obieram je i siekam nożem. Następnie umieszczam w blenderze i miksuje pulsacyjnie do uzyskania gładkiej i kremowej konsystencji. Na sam koniec dodaje trochę posiekanych fistaszków. Przekładam do słoiczka i gotowe. Przechowuje w lodówce

UWAGI
Przed zmiksowaniem orzeszki można podpiec na rozgrzanej i suchej patelni lub na blaszce w piekarniku rozgrzanym do 170ºC, mieszając od czasu do czasu. Prażenie wydobywa aromat orzechów. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny

tekst alternatywny