.

poniedziałek, 14 stycznia 2019


  Nie chcę zbytnio wypowiadać się na temat czekolady i jej miłośników ale przypuszczam, że większość z Was ją lubi a niektórzy wręcz uwielbiają. Mnie osobiście do niej nie ciągnie, bo wolę czyste kakao ale z przyjemnością wybrałabym się do takiej fabryki czekolady, zwłaszcza wyjątkowej i magicznej jaką jest Fabryka Willy'ego Wonky (jeszcze 2-3 lata temu nie wiedziałam, że takowa czekolada istnieje).
  Jednak nie myślałam o tym od zawsze, wszakże nigdy nie pałałam miłością do czekolady. Owa myśl zrodziła się w głowie po obejrzeniu filmy Charlie i Fabryka Czekolady, bo książkę poznałam kilka lat potem.

Jest w mroźnej pogodzie coś, co wzmaga apetyt. Większość z nas zaczyna w takich okolicznościach marzyć o gęstych, dymiących gulaszach i szarlotkach prosto z pieca oraz o całej masie innych gorących pychotek; a ponieważ jesteśmy dużo większymi szczęściarzami, niż to sobie wyobrażamy, więc zwykle, a przynajmniej dość często, dostajemy to, cośmy sobie wymarzyli.


  Charlie Bucket, chłopiec mieszkający z rodziną w małym domku na przedmieściach dużego miasta marzył o czekoladzie. Niestety jego rodzina była bardzo biedna i nie stać ich było na taki smakołyk. Wyjątek stanowił dzień urodzin chłopca w którym to w prezencie urodzinowym otrzymywał tabliczkę upragnionej czekolady. I w jednej z takich tabliczek Charlie odnajduje złoty kupon, który jest przepustką do największej fabryki czekolady na świecie - fabryki Willy'ego Wonky. Taki sam kupon znalazło pięcioro innych dzieci z których każde może zabrać ze sobą jednego dorosłego. Czeka na nich fantastyczna przygoda w miejscu gdzie rzeką płynie czekolada a wszystkie rośliny zrobione są ze słodyczy....

"Śmietana nigdy nie będzie ubita, jeśli się jej nie potraktuje biczami. Podobnie jak nie zrobisz jajek sadzonych bez stołka do posadzenia."


  Co mogę powiedzieć o tej książce? To ciepła, przesympatyczna opowieść, która spodobała mi się tak samo jak wtedy kiedy czytałam ją po raz pierwszy i kiedy oglądałam film (3-4 razy). Nie wiem czy to ze względu na magiczny klimat i czekoladę, czy czas emisji filmu w telewizji, podobnie jak "Opowieści z Narnii" kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia ale właśnie tak jest (choć nie ukrywam, że za pierwszym razem czytałam ją latem a teraz wczesną jesienią).
  Jakby nie było książka dostarczyła mi wiele frajdy mimo iż lata dziecięce już dawno mam za sobą a czekolada mogłaby dla mnie nie istnieć (co innego kakao). Bo czego tutaj nie ma....
  Rzeka i wodospad z płynącej czekolady, chmury z waty cukrowej, guma do żucia o smaku trzydaniowego obiadu... Małe ludziki pracują w pocie czoła, wiewiórki siedzą na małych niebieskich stołeczkach i sumiennie przebierają orzeszki, wodospad miesza i ubija czekoladę, wszystko dookoła było jadalne (nawet trawa) a w powietrzu unosiły się najpiękniejsze zapachy świata: czekolada, kawa, orzechy, fiołki, skórka pomarańczowa.

 "Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw."



  Jest dziecięca fantazja, magia i wyobraźnia. Są też marzenia i dobra zabawa. A to wszystko bez wampirów, wilkołaków i czarownic. Bez przemocy, agresji i wulgaryzmu.
  Prosta fabuła i proste słowa a jaki wielki wydźwięk i przekaz. I jest on jeszcze mocniejszy bo ta opowiastka niesie ze sobą piękny morał i przesłanie. Dla każdego - małego i dużego.
  Pokazuje jak istotną rolę w wychowaniu i dorastaniu dziecka pełnią rodzice. W historii mamy czwórkę dzieci - każde zadufane w sobie i z jakimś "uzależnieniem", bo mają wszystko. I każde z tych dzieci za nieodpowiedni los spotyka kara. Jedynie Charlie jako biedy chłopiec wykazuje się skromnością - nie został rozpieszczony.
  A co najważniejsze pokazuje, że nie można rezygnować z marzeń, bo one mogą się spełnić. I kiedyś się spełnią ale w najmniej oczekiwanym dla nas momencie. To piękna, mądra i pouczająca opowieść o marzeniach i sile rodziny.

"(..) nic nie jest niemożliwe"



  I na koniec mała ciekawostka. Inspiracją do napisania tej książki były wspomnienia Roalda Dahla z dzieciństwa. Jego szkołę odwiedziła delegacja z fabryki czekolady i uczniowie mieli możliwość degustować jej wyroby. Całość powstała w 1964 roku w niewielkiej murowanej chatce, którą pisarz kazał zbudować w swoim sadzie. Można powiedzieć, że to był taki "warsztat pracy", gdzie powstawały wszystkie powieści autora i nikt poza nim nie miał tam wstępu. Dziś to miejsce jest udostępnione dla zwiedzających, którzy mogą zobaczyć między innymi biurko przy którym tworzył pisarz. 

 „[…] większość z nas ma więcej szczęścia, niż podejrzewa, więc najczęściej dostajemy to, czego pragniemy, albo przynajmniej coś zbliżonego.”

A jeśli interesują Was ciekawostki ze świata Roalda Dahla zapraszam na poświęcony jemu fanpage :)

I teraz obiecany przepis na wegańskie, bezglutenowe ciasteczka owsiano-gryczane z powidłami i czekoladą

(przepis inspirowany przepisem z mojego zeszytu)
Składniki:
szklanka płatków owsianych (u mnie bezglutenowe)
szklanka mąki gryczanej
3 łyżki bezglutenowej mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)
1-2 łyżki kakao - takie z górką (dałam dwie)
*1/2 szklanki ksylitolu
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
220g powideł śliwkowych (u mnie domowe, bez cukru)
**80ml oleju rzepakowego/kokosowego
100g gorzkiej czekolady (u mnie 90% kakao)
100g posiekanych orzechów włoskich
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
ew kilka łyżek wody (gdyby masa nie chciała się lepić)

*ilość zależy od stopnia słodkości powideł śliwkowych i czekolady. Ich dodatek wpłynie na końcowy smak ciasteczek - zmniejszy ich słodkość. Najlepiej spróbować gotowej masy i ewentualnie ją dosłodzić
**może być rzepakowy jak również rozpuszczony kokosowy


Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy kakao, siemię lniane, ksylitol, sodę, sól oraz posiekane orzechy włoskie i mieszamy. Następnie dodajemy powidła, wlewamy olej i ponownie mieszamy - masa powinna być zwarta. W razie potrzeby dolewamy kilka łyżek wody.
Na końcu dodajemy posiekaną czekoladę i jeszcze raz delikatnie mieszamy.
Z masy formujemy kulki, które wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i delikatnie spłaszczamy. Najlepiej by masa długo nie miała styczności z ciepłymi dłońmi, gdyż czekolada zacznie się rozpuszczać.
Pieczemy w 180 stopniach ok 20-25 minut. Jednak należy to sprawdzać, gdyż każdy piekarnik jest inny. Studzimy na kratce.
Smacznego

piątek, 11 stycznia 2019


pinterest
Pomysł na ten wpis zrodził się w mojej głowie jakiś czas temu. Pomyślałam "Dlaczego nie?". Może być ciekawie. Usiadłam, przemyślałam i napisałam. I w ten oto sposób powstała TOP 5-tka - najlepszych maseł orzechowych, których spróbowałam do tej pory a także komiksów, które przeczytałam do tej pory (wydanych na przestrzeni lat)
Dlaczego tylko 5?
Postawiłam sobie takie ograniczenie, bo w innym wypadku lista byłaby znacznie dłuższa :)

NAJLEPSZE MASŁA ORZECHOWE, KTÓRE DO TEJ PORY JADŁAM - MOJE TOP 5 (kolejność przypadkowa)

Orzechownia Miazga z Orzecha Laskowego

 W swoim życiu zjadłam tylko dwa kremy z orzechów leszczyny: marki Fodds by Ann a także Orzechownia i przyznam, że Orzechownia zmiażdżyła konkurencję. Pasta od Anny Lewandowskiej to średniak, natomiast w tej drugiej poczułam przyjemną nutę nugatu. Więcej o tych kremach pisałam w recenzjach RECENZJA

TerraSana mix 4 orzechy

 Świetnie skomponowany krem z czterech orzechów: ziemnych (55%) a także laskowych, nerkowca i migdałów.  RECENZJA

Naturalne Masło Fistaszkowe Orzechownia a także masło z orzechów laskowych

 Jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsze) past orzechowych z fistaszków. Naturalna w smaku, bez cukru, soli a także niepożądanych nut oleju i zjełczałego tłuszczu. Smakuje jak domowa. RECENZJA.

TerraSana pasta z pestek słonecznika

 Spróbowałam i pokochałam. Według mnie w smaku trochę przypomina niesłodkie tahini. Idealna na słodko i wytrawnie.  RECENZJA

Manna kokosowa BASIA BASIA

 Bardzo smaczny, lekko słodkawy a dla niektórych może i nieco mdły krem/pasta z miąższu z kokosa. Za kokosem samym w sobie nie przepadam, jednak ten krem zdobył moje serducho (mimo iż jadłam go bardzo dawno) i chciałabym do niego wrócić. UWAGA! Taką mannę/mus przed spożyciem należy podgrzać i dokładnie wymieszać - na wierzchu gromadzi się olej kokosowy, który w smaku jest "mydlany". Dopiero po dokładnym wymieszaniu i zastygnięciu otrzymacie właściwy smak musu ;)  RECENZJA


depositphotos
Czas na drugą część wpisu, czyli komiksy. Jak już wielokrotnie wspominałam nigdy nie przepadałam za tego typu literaturą. Czytałam, kiedy poprosiła mnie o to moja siostra - tak dla towarzystwa, chociaż nie ukrywam, że wcielanie się w przeróżne role i podstawianie im głosów sprawiało mi przyjemność. Dopiero stosunkowo niedawno zaczęłam zwracać na nie większą uwagę - poznawać je i zagłębiać w ich treść. Wiadomo - trafiałam na lepsze i słabsze pozycje ale większość z nich utwierdzała mnie w przekonaniu, że komiksy również są mądre i mają ważne treści do przekonania. To nie jest bezwartościowa lektura. Mimo iż preferuje powieści pisane, nadal będę zwracać uwagę na komiksy.

SĄ TO KOMIKSY, KTÓRE PRZECZYTAŁAM DO TEJ PORY A NIE KTÓRE ZOSTAŁY WYDANE W 2018 ROKU

TOP 5 + 1 czyli komiksy, które zapadły mi w pamięci.
 Kolejność jest przypadkowa
UWAGA
NA LIŚCIE ZNALAZŁY SIĘ TYLKO KOMIKSY. NIE MYLIĆ Z PICTUREBOOK - TYM POŚWIĘCIŁAM OSOBNY WPIS.


Bartnik Ignat i skarb puszczy, Tomasz Samolik | Wydawnictwo Centralka

  Do tego komiksu nie będzie odnośnika. Niestety post z recenzją zniknął z bloga i nie wiem jak do tego doszło. Nie jest to komiks z tych wszystkim dobrze znanych. Faktycznie mamy tutaj kadry, chmurki, krótkie dialogi i rysunki ale nabierają one większego znaczenia.


  Autorowi udało się dokonać tego, czego wielu pisarzy nie potrafi. Połączyć ciekawą i wciągającą opowieść z faktami i ciekawostkami historycznymi oraz przyrodniczymi. To nie tylko historia Polski znana wszystkim z podręczników i encyklopedii szkolnych, ale również ta miejscowa - lokalna najczęściej przekazywana z ust do ust. Taka, która powoli jest zapominana i zupełnie nieznana (np. ciekawostki o dawnych zawodach na ziemiach Polski, tym czym zajmuje się bartnik, jak wytapiano cegły bądź też rozbiorach Polski). Nie ma tutaj widocznego, drętwego i surowego dydaktyzmu. Samojlik przekazuje wszystkie te fakty w tak lekki sposób, że czytelnik odczuwa prawdziwą radość z "obcowaniem" z tym komiksem. Tym samym doskonale wpisuje się w słowa "nauka przez zabawę"

  To przede wszystkim opowieść obrazkowa dostarczająca rozrywki a poprzez zabawę - przy okazji - ucząca i zwracająca uwagę na piękno przyrody i istotę jej ochrony.

Obiecanki, Agnieszka Świętek | Kultura Gniewu


  Komiks, który na przykładzie rodziny szopów porusza trudny i bolesny ale zarazem aktualny temat rozwodu w rodzinie. Mądry, poruszający i wzruszający. Ważne są tutaj nie tylko słowa i poszczególne kadry ale również barwy - większość to odcienie szarości, jednak miejscami (pewne sytuacje) pojawia się żółty i jego odcienie. Nadzieja... 
RECENZJA

"Hotel Dziwny. Przez zimę do wiosny", "Hotel Dziwny. Śpiew Skrzekowyjca" | Kultura Gniewu

Albumy dedykowane do młodszego odbiorcy - nieskomplikowane i bez udziwnień. Jest prostota, zabawa, baśniowość, klimat ale również morał i nauka, jednak bez usilnego dedykowania. Trochę z życia, trochę z Muminków, trochę z baśni. A swoisty klimat, który czuć tylko i wyłącznie w trakcie przeglądania komiksu może udzielić się również dorosłym. Taka sentymentalna podróż do dzieciństwa a także możliwość oderwania się od szarej codzienności.. oczywiście jeśli mają w sobie jeszcze coś z dziecka

  Mnie udzielił się klimat tych opowieści. Moja Bratanica również była zadowolona, dlatego komiks znalazł się na liście.
  RECENZJA

Łauma, Karol Kalinowski, Łauma | Kultura Gniewu

 Ludowy folklor, słowiańskie wierzenia, legendy, lokalne podania i baśnie ale również i naturalizm. Autor zabiera czytelnika w podróż do świata głęboko zakorzenionego w folklorze północno-wschodniego terytorium Polski. Snując swoistą opowieść przedstawia nam historię jednego z najbardziej wojowniczych i najpotężniejszych ludów bałtyjskich - Jaćwingów, jednocześnie poruszając ludzie dylematy

Od wczesnych lat dzieciństwa interesują mnie mitologia, podania, legendy, baśnie. Stąd też taki wybór. 
RECENZJA

Lżejsza od swojego cienia, Katie Green | Timof i Cisi wspólnicy

Powieść graficzna będąca swego rodzaju spowiedzą z życia a także rozliczeniem się z przeszłością. O braku akceptacji własnego ciała, zmianach jakie w nim zachodzą, smutku, wyniszczeniu, wewnętrznych demonach.... Mocna i zapadająca w pamięci. 
RECENZJA

I teraz bonus. Seria komiksów o których pamiętam i którą postanowiłam na tej liście umieścić a mianowicie "Bajka na końcu świata 1, 2 oraz 3" Marcina Podolca od Kultury Gniewu


  To seria postapokaliptycznych komiksów kierowana do dzieci i młodzieży ale napisana w taki sposób, że mogą sięgnąć po nie również dorośli. W komiksie ciekawy wydał mi się sam pomysł na fabułę oraz to w jaki sposób została poprowadzona. Wiadomo - jak w przypadku każdej serii poszczególne tomy mają różny poziom, ale w moim odczuciu go trzymają.
 Spodobał mi się w nich miedzy fakt iż bohaterowie nie są idealni, zarówno z wyglądu jak i charakteru. Nie zostali wystylizowani na modeli i laleczki barbie (w przypadku psiego bohatera trudno o tym mówić) a są po prostu zwyczajni. Tacy jak ja, Ty, każdy z nas. Mają swoje zalety ale również wady i to sprawia, że zaczynamy ich lubić.

  Całość może wydać się błaha i może brakuje większej dramaturgii, ale nie można powiedzieć, że jest denna. Już sam pomysł zasługuje na uznanie. Wizualnie również jest bardzo dobrze. Ilustracje dopowiadają to czego nie wypowiedziały słowa a mnogość detali i symboli w tym tych ukrytych nie tylko pobudza wyobraźnię ale również daje szerokie pole do interpretacji.
  Z kolei treść opowiada o prawdziwej przyjaźni, pokonywaniu własnych słabości, walce z przeciwnościami losu, sile walki i dążeniu do celu.
Przestrzega przed ludzką głupotą, bezmyślnością w postępowaniu i konsekwencjami jakie ze sobą one niosą i uczy szacunku dla naszej planety i przyrody - świata roślin i zwierząt. Doceniania tego co mamy i jakie piękno nas otacza.   RECENZJA



źródło
Na tym kończę moje zestawienie. Jak już pewnie zauważyliście ranking kremów orzechowych zdominowała marka Terra Sana a wraz z nią Orzechownia. chociaż jeśli chodzi o masła fistaszkowe to z całego serca polecam Orzechownię.

Z kolei komiksy to Kultura Gniewu - to od albumów tego wydawnictwa a dokładnie jednego z picturebooków rozpoczęła się moja przygoda z książkami z tej kategorii. Sentyment jest a także ciekawość odnośnie nowych tytułów. Zobaczymy co przyniosą kolejne miesiące :)

Na dzisiaj to by było na tyle. Jak podoba się Wam taki rodzaj wpisów? Chcielibyście aby pojawiły się kolejne? ;)

środa, 09 stycznia 2019

  Wystarczyła tylko chwila - pierwsze zerknięcie na okładkę i tytuł by zakochać się w tej książce. Nawet nie musiałam zaglądać do środka by wiedzieć, że mnie zauroczy. Mowa o  książce "O Szczurku – Krokodylku. Dla szczurów i nie – szczurów od lat 7 do 77. Wybór wierszy dla dzieci" Marii Gorzechowskiej, która pod koniec 2018 roku ukazała się nakładem wydawnictwa Marruda.


  Historia tej książki choć krótka jest ciekawa. Maria Gorzechowska (1883-1961) aktywistka, nauczycielka, bibliotekarka i poetka kochała książki. Dużo czasu poświęcała na zakładanie bibliotek, wspieranie czytelnictwa, naukę a także pisanie wierszy. Kobieta tworzyła dla najmłodszych jednak tylko do szuflady. Jej rękopis przeleżał przez ponad 70 lat w szufladzie jej ucznia - pana Mirosława. Mężczyzna rok temu uznał, że w końcu powinien ujrzeć światło dzienne i przyniósł go na spotkanie z Anną Rudnicką-Litwinek – pisarką, ilustratorką i właścicielką Wydawnictwa Marruda.
  W ten oto sposób z okazji 100-lecia Niepodległości Polski w 2018 roku w księgarniach ukazało się  pierwsze wydanie napisanych w 1945 roku wierszy dla dzieci zilustrowanych przez Annę Litwinek.


  Pierwsze co rzuca się w oczy po wzięciu książki do rąk to jej staranne wykonanie - twarda okładka, dobrej jakości papier i subtelne, które mnie osobiście zauroczyły (jeśli nie powiedzieć zachwyciły). Niczym akwarele, obrazy na ścianie... pobudzające wyobraźnię i pozwalające przenieść się w miejsca, których w tej chwili nie jesteśmy w stanie zobaczyć.

 Ilustracje to jedno - tekst swoją drogą. A ten? Kiedy czytałam kolejne wiersze - opowieści, które snuła autorka poczułam się jak dziecko, które spędza wakacje u Babci i Dziadka lub odwiedzające prababcie wysłuchując Ich opowieści. Zgadza się... to kolejna pozycja w moim życiu (ale pierwsza tego roku), która przywołała mi wspomnienia. Wspomnienia wakacji na wsi u Babci i Dziadka.

  Poetka opowiada o wsi, której obecnie daremno szukać. Takiej, gdzie trzymano kilka zwierząt gospodarskich dla własnych potrzeb a nie masowej produkcji, obowiązkach domowych, ciężkiej pracy w polu od samego rana aż do pory obiadowej, kiedy ludzie wracali do domu na posiłek, by potem ponownie wrócić do pracy. O pracy w ogrodzie, czystym powietrzu, skowronkach nad łąką, zmianach pór roku.
  O złotych kłosach zboża, czerwonych makach, polach pełnych snopów siana. O życiu na wsi - ubogiej ale szczęśliwej. Pięknej, naszej, Polskiej.
  To wiersze w których sporo nie tylko historii ale przede wszystkim miłości i serca. Do tego co było, do skromności, spokoju, prawdziwego szczęścia. Do przyrody, tradycji i tego co zanika. Aby pamiętać. 



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia (u mnie do 31 grudnia) na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)

tekst alternatywny