.

wtorek, 18 września 2018

 Dzień dobry
Witam wszystkich we wrześniowy poranek. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam mały stosik książkowy a także opowiedzieć o książkach, które się w nim znalazły. Bez przedłużania zapraszam do lektury :)



  To moja babcia.
Jest najukochańsza i najmądrzejsza na świecie.
Tyle mnie nauczyła!

 
   Są takie książki, które mimo iż mają kilka stron zapadają w pamięci na zawsze. Zostawiają po sobie ślad - w głowie a przede wszystkim w sercu. Takie, które są proste. Proste i piękne zarazem...

  Główna bohaterka "Niezapominajki" uwielbia spędzać czas ze swoją babcią. Bawią się razem, uczą, pieką ciasteczka, chodzą na spacery... Jednak z babcią zaczyna dziać się coś niepokojącego - wydaje się jakaś taka nieobecna, jakby żyła w swoim świecie. Co gorsze co chwile czegoś zapomina w tym raz drogi do domu. Dziewczynka boi się, że babcia zapomni również o niej...

  Nie będę pisać dużo o tej książce, chociaż mogłabym napisać wiele. Słowa nie są w stanie wyrazić tego jaka w rzeczywistości jest ta książka a jest ona niezwykła i wyjątkowa. Pokazuje, że mimo różnic wieku jakie mogą i jakie dzielą ludzi, nić porozumienia jest możliwa. Mało tego... między takimi osobami może wytworzyć się silna więź - przyjaźń a nawet miłość. Wówczas wiek nie ma znaczenia a spędzone ze sobą chwile dają wiele szczęścia. Bo jest się razem z ludźmi, na którym nam zależy i których się kocha - całym sercem.

  Jednak i taka przyjaźń międzypokoleniowa z czasem zostaje naznaczona smutkiem. Starość... ta z czasem może wiązać się z przeróżnymi zmianami i to nie tylko w samopoczuciu i wyglądzie. Może przynieść znacznie więcej: choroby, zaniki pamięci, z czasem jej utrara i znacznie, znacznie więcej...
  To są smutne i przykre zmiany ale nieuniknione - takie, które są nieodłączną częścią naszego życia ale też i takie, które dla najmłodszych mogą być dziwne, niezrozumiałe, być może straszne...

  Wspominałam, że książka jest wyjątkowa. W czym tkwi jej wyjątkowość?
W jej treści.
Jest wyjątkowa bo pozwala spojrzeć na Dziadków, Babcie a nawet i Rodziców z całkiem innej perspektywy. Docenić ich, kiedy są pełni sił i zdrowi ale również zrozumieć kiedy zaczynają niedomagać i postępującą chorobą.
Wyjątkowa bo pomaga zrozumieć i uporządkować własne przemyślenia, myśli i uczucia.
Wyjątkowa bo odpowiada na pytania rodzące się w głowie.
Wyjątkowa bo opowiada o tym co ważne ale i trudne.
Mówi o tym co dla dzieci może być obce i niezrozumiałe.
Wyjątkowa bo w prosty i wzruszający sposób mówi o bliskości wnuczki z babcią (tudzież dziadkiem). Maluje obraz ich relacji przeplatanych chorobą.
Bo wzrusza i zapada w pamięci. Nie przygnębia a rodzi w sercu nadzieję.

A tytułowa niezapominajka?

  To nie tylko ulubiony kwiat babci i wnuczki ale również symbol.

Czego? 

  Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami...
  Nie zapomnieć....

Tytuł: Niezapominajka | Autor: Agnieszka Świętek | Wydawnictwo: Widnokrag | Okładka: Twarda




  Kolejna książka z serii 8+2 jaką miałam przyjemność przeczytać to 8+2 i Anton z Ameryki. Po przeczytaniu wcześniejszego, jak dotąd ostataniego ukazanego w Polsce tomu - 8+2 i promenada Babci, chciałam przekonać się, czy w tej książce również odnajdę tyle ciepła i uroku.

  Mamy wielodzietną rodzinę z małego domku w norweskim lesie. W jej skład wchodzą: ósemka dzieciaków, rodzice oraz pełna energii babcia, Mućka i pies Rurek. Tata to kierowca ciężarówki obdarzonej świadomością a dodatkowo gra w orkiestrze kierowców ciężarówek. Babcia z kolei była kiedyś pasterką. Podczas nieobecności rodziców, którzy bawią się na 25-leciu orkiestry dętej kierowców ciężarówek, późnym wieczorem, przed domkiem w lesie pojawia się obcy mężczyzna. Jednak szybko okaże się, że niepotrzebnie a informacja o tym kim jest ów przybysz nie tylko zadziwi wszystkich ale również znacznie wpłynie na ich życie... i przeżyte Święta. Tak samo jak prezent, który nieznajomy podaruje całej familii.

  Na dobrą sprawę niby nic się tutaj nie dzieje - normalne życie, wielodzietnej rodziny w której panuje miłość, zaufanie, wzajemna akceptacja i troska. Radość, troski dnia codziennego, czasem jakieś zwady i kłótnie ale zawsze w rezultacie pojednanie. Wydawać by się mogło, że to błahostki - rodzina, która nie istnieje i nie mogłaby istnieć. A jednak autorce z tak prostego pomysłu udało stworzyć się coś ciekawego, ciepłego i na swój sposób wyjątkowego przyprawionego subtelnym humorem.

  Przykładem takiego humoru mogą być chociażby dialogi babci z ojcem dzieci - bezpośrednie, czasem złośliwe jakby jedno drugiemu wbijało szpilę, ale zawsze sporo w nich szacunku i wzajemnej sympatii. Takie droczenie się ale nie na zasadzie aby kogoś krzywdzić i zranić - powiedziałabym, że wynikające z charakteru i stylu bycia.
  Bo każdy w tej rodzinie jest inny. Jest w czymś lepszy lub gorszy, posiada inne cechy charakteru, zalety, wady i jest w innym wieku... Ale to co ich różni, jednocześnie łączy ze sobą - bez względu na różnice i pułapy wieku, zawsze ładnie dogadują się ze sobą i współpracują. Jest między nimi nić porozumienia, silna więź, której nikt i nic nie jest w stanie rozerwać.

 Tytuł: 8+2 i wuj Anton z Ameryki | Autor: Anne-Cath. Vestly | Ilustracje: Marianna Oklejak | Tłumaczenie: Milena Skoczko | Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2018 | Liczba stron: 184 | Okładka: twarda




  Mikołaja wychowywała babcia - osoba, która była jemu najbliższa. Pewnego dnia mężczyzna odnajduje na strychu szkatułkę pełną starych listów i skrywanych tajemnic. Emilia (babcia Mikołaja) wie, że przez lata skrywane rodzinne sekrety, w końcu muszą ujrzeć światło dzienne. To jej historia - Jej a także tysiąca innych ludzi. Historia naznaczona wojną, bólem, cierpieniem.

     „Każdy z nas ma jakąś historię. Musisz poznać przeszłość swojej rodziny, aby zrozumieć teraźniejszość i dać szansę przyszłości”. 

  W cieniu tamtych dni autorstwa Magdalena Majcher to książka o której dowiedziałam się u Agnieszki z bloga kocie-czytanie. Po przeczytaniu Jej recenzji, wiedziałam, że sama muszę sięgnąć po te książkę. I nie zawiodłam się...
  Lubię książki, które mają w sobie pierwiastek historyczny.
  Lubię książki, które poruszają ważne tematy - nie mówią o sprawach błahych a wymagają myślenia i wczucia się.
  Lubię książki, które wzruszają, skłaniają do refleksji, zadumy.
  Lubię książki wartościowe.
  Według mnie na tę książkę zdecydowanie warto zwrócić uwagę i przeczytać. Czyta się szybko, przyjemnie a co ważniejsze wciąga... od początku do końca. Mnie wciągnęła.

A treść?

  To opowieść o tym jak wydarzenia z przeszłości odciskają w nas ślad i jakie pozostawiają piętno.
  O tym, że nie da się żyć bez rozliczenia się z przeszłością.
  Opowieść podszyta historią, którą najczęściej znamy pobieżnie.
  Historią i wydarzeniami ważnymi, cennymi - takimi o których trzeba pamiętać.

 „Są rany, których nie jest w stanie zabliźnić czas”.

  Książka w moim odczuciu może nie należy do wybitnych, ale nie pozostawia czytelnika z niczym. Wzrusza, niekiedy do łez i skłania do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i tym co jest w nim ważne.
  Główna bohaterka ma imię mojej zmarłej Babci, która widziała i przeżyła wojnę... opowiadała o niej. Skrót Jej imienia był taki jak mówiono i nadal mówi się na na moją Babcię. Wojny już nie ma, mojej Babci również. Zostały wspomnienia....
  Mocniej przeżywałam tę lekturę. Polecam i zachęcam do przeczytania....

Tytuł: W cieniu tamtych dni | Autor: Magdalena Majcher |Wydawnictwo: Pascal | Ilość stron: 368 

Jedna z tych książek jednym zdaniem wzruszyła mnie do łez a także zapisała się w sercu na zawsze.
Druga na dłużej zapadła w pamięci.
Trzecia rozbawiła i sprawiła, że miło spędziłam przy niej czas.
Być może domyślicie się która z książek jaki miała na mnie wpływ i sami je dopasujecie.
Z przyjemnością poznam Wasze zdanie i refleksje o tych tytułach. Może któryś z nich znacie lub czytaliście?
Zapraszam do dyskusji :)

poniedziałek, 17 września 2018


 Na niektóre nowości czeka się z większą bądź mniejszą niecierpliwością. Kiedy na przełomie lipca i sierpnia w zapowiedziach zobaczyłam książkę Parzyziółko, czekałam aż pojawi się w ksiegarniach - chciałam ją przejrzeć i przeczytać.

Dlaczego?

  Jest to książka, która idealnie wpasowuje się w zainteresowania mojej Mamy a w części również i mnie.
  Książka pięknie wydana, która sprawia, że czytelnik chce dłużej zawiesić na niej swoje oko.
  Książka, która wydawała mi się mądra i ciekawa.

O czym jest Parzyziółko?
A raczej kim jest Parzyziółko?

  To profesor, który zaprasza do tajemniczego świata ziół.
  Oto sekretny dziennik profesora w którym skrupulatnie przez lata zapisywał własne obserwacje odnośnie roślin i ziół.

  Książkę podzielono na 6 części: pożegnanie, powitanie a także rozdziały: ,,Zielnik”, ,,Zastosowanie ziół”, ,,Domowe mikstury” a także rozdział poświęcony wysiewowi roślin i pielęgnacji własnego ogrodu.
  W rozdziale "Zielnik" autorka opisała 20 różnych okazów roślin np. czosnek, bazylię, goździki a także mięte. Teksty są krótkie ale konkretne: poznajemy ich historię, niekiedy zakorzenienie w medycynie ludowej a także wierzeniach słowiańskich oraz zastosowanie w lecznictwie. Każdy został opatrzony rysunkiem (niczym malowanym odręcznie) a także nazwą rośliny jak i również jej łacińską nazwą.
  Dzięki specjalnemu oznaczeniu jakie stosuje autorka dowiemy się, gdzie możemy odnaleźć dane zioło (4 symbole oznaczające dom, las, ogród i łąkę).

  Zapiski profesora Parzyziółko to również przeróżne ciekawostki: z treści dowiadujemy się między innymi co wspólnego bazyliszek ma z bazylią, po co starożytni rzymianie nosili liście laurowe na głowie i czego najbardziej boją się komary (przydatne w szczególności latem). To również przeróżne sekrety zawodu lekarza i to co misie lubią najbardziej, czyli przepisy na słodkości np. cynamonki.
  To również krótkie ale konkretne rady jak założyć, pielęgnowac i prowadzić własny ogórdek.

  Nie da się nie zauważyć i nie poczuć, że książka powstała z pasji i miłości do roślin i ziół. Miłości, którą można zarazić każdego. Język jest bardzo prosty a informacje umieszczone w książce przedstawione w tak przystępny sposób, że swoją treścią powinna zainteresować dzieci już w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Zainteresuje ziołami i przyrodą, skłoni do obserwowania jej a przede wszystkim szacunku i docenienia tego co nam daje. A daje nam na prawdę wiele, tylko my ludzie tego nie dostrzegamy i nie doceniamy.

Tytuł: Parzyziółko | Autor: Dorota Wojciechowska-Danek | Wydawnictwo: TADAM | Okładka: Twarda | Ilość stron: 84

Przepis na podobny kalafior od dawna mam zapisany na kartce. Nie pamiętam z jakiej strony lub bloga go zaczerpnęłam ale pamiętam, że po moich "poprawkach" potrawa smakowała nie tylko mi ale również mojej rodzinie, która za kalafiorem nie przepada.
Ponownie postanowiłam go z modyfikować dodając nie tylko wędzoną słodką paprykę ale również masło orzechowe, które idealnie skomponowało się z domową passatą i przyprawami. Oczywiście jeśli boicie się takich połączeń, możecie je pominąć - bez jego dodatku danie również wyjdzie smaczne, ale inne :)

Składniki (na 2-3 porcje)
średniej wielkości kalafior
2 małe papryki (mogą być czerwone, żółte lub kolorowe)
szklanka ugotowanej ciecierzycy lub puszka
1-2 łyżki naturalnego masła orzechowego (polecam TerraSana)

1-2 cebule
ew. 2-3 ząbki czosnku
500ml passaty pomidorowej (u mnie domowa)
pieprz czarny
pieprz ziołowy
wędzona słodka papryka
pieprz cayenne
ewentualnie mieszanka curry (dodam następnym razem jeśli kupię taką bez dodtaku soli)
2-3 łyżki ziaren sezamu
natka pietruszki

Na patelni rozgrzewamy olej i przesmażamy na nim drobno posiekaną cebulę, paprykę pokrojoną w kostkę oraz ewentualnie czosnek. Kiedy cebula zeszkli się dodajemy przyprawy. Smażymy przez kilka sekund po czym wlewamy passatę pomidorową i mieszamy.
Kalafior dzielimy na małe różyczki i płuczemy. Wrzucamy na patelnię, przykrywamy i dusimy około 20 minut. Następnie dodajemy masło orzechowe, mieszamy po czym dorzucamy ugotowaną ciecierzycę ziarna sezamu oraz posiekaną natkę pietruszki.
Mieszamy i dusimy jeszcze przez chwilę aby wszystkie smaki przegryzły się ze sobą.
W tej wersji kalafior jest chrupiący, nie rozgotowany ale też nie surowy. Jeśli lubicie miękki kalafior to albo podgotujcie go wcześniej na parze albo duście w sosie nieco dłużej kontrolując ilość płynu (w razie potrzeby dolać). Jednak uważajcie aby nie rozgotować kalafiora, bo taki jest niesmaczny.
Potrawkę podajemy z ziemniakami, kaszą, ryżem, pieczywem lub jako samodzielne danie
Smacznego
.

sobota, 15 września 2018


~ Informacje ~
Nazwa: Moje na górze
Liczba graczy: 3-6
Wiek graczy: od 8 lat
Czas trwania jednej rozgrywki:
Wydawca: Alexander

~ Zawartość pudełka ~
plansza
klepsydra
pionki - 6 sztuk
łapki - 6 sztuk
karty pytań - 165
1 kolorowa karta losująca
podkładka
instrukcja

~ Wygląd ~
W tekturowym pudełku umieszczono wszystkie wyżej wspomniane elementy gry - są one dobrej jakości. Szata graficzna jest utrzymana przede wszystkim w odcieniach niebieskiego i granatu.

~ Cel gry ~
Celem gry jest dotarcie pionkiem na pole meta. Gracze przesuwają swój pionek tylko po wygraniu swojej rundy. Rundę wygyrwa gracz, której łapka znajdowała się na górze stosu w momencie, gdy skończył się czas na odpowiedź.

~ Przygotowania do gry ~
Plansze układamy po środku stołu, natomiast podkładkę (okrągłe kółko) tak aby gracze siedzieli dookoła niej i mieli do niej równy dostęp. Pionki i łapki rozdzielamy pomiędzy graczy, tak by każdy miał pare tego samego koloru (różowy pionek - różowa łapka). Pionki stawiamy na polu START. Karty tasujemy i układamy w stosie obok planszy rewersem do góry.

~ Przebieg gry ~
Gra posiada tak zwanego gracza prowadzącego. jest to funkcja tymczasowa i zmienna. W pierwszej rundzie zostanie nim osoba o najjaśniejszych włosach, natomiast kolejnych zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Gracz prowadzący rzuca kolorową kostką, bierze pierwszą z góry kartę i czyta na głos pytanie z pola znajdującego się na wylosowanym kolorze. Po jego przeczytaniu odwraca klepsydrę i zasłania ją przed innymi graczami, tak aby nie widzieli upływającego czasu. Od tego momentu pozostali gracze na wyścigi udzielają odpowiedzi na pytanie, kładąc swoją łapkę na podkładce. W pierwszej kolejności odpowiada ten, którego łapka jest na górze. Jeżeli łapka gracza leży pod innymi łapkami, ten podając odpowiedź wyciąga ją na wierzch i kładzie na górze.

Jeden gracz może udzielić wielu odpowiedzi, ale muszą być one logiczne i nie mogą powtarzać się z już udzielonymi, także tymi, które podali pozostali. Jeśli gracz spostrzeże, że dana odpowiedź już wcześniej padła lub jest nielogiczna powinien to zgłosić. Osoba odpowiadająca błędnie zabiera swoją łapkę ze stołu. Może położyć ją ponownie dopiero gdy udzieli prawidłowej odpowiedzi.
Aby odpowiedź została uznana, łapka musi znajdować się w polu podkładki.

Kiedy piasek w klepsydrze przesypie się, gracz prowadzący oznajmia koniec czasu a tym samym koniec odpowiadania.
Zawodnik, którego łapka znajduje się na górze przesuwa swój pionek po planszy.
Wygrywa ten, który pierwszy dotrze do mety

~ Podsumowanie ~
Moje na górze to  prosta i szybka w rozgrywce gra w której liczy się refleks a także także sprawność umiejętnego i logicznego myślenia w celu udzielania prawidłowych odpowiedzi.
Pytania umieszczone na kartach trochę skojarzyły mi się z teleturniejem Familiada ewentualnie Milionerzy - nie są banalne ale też wybitnie trudne również nie. Wymagają zastanowienia się chociaż mając na uwadze upływający czas (którego dodatkowo nie znamy), może namieszać w głowie :) Sama niejednokrotnie byłam w kropce... "W jakich filmach grał Tome Cruise?" kilka filmów z Jego udziałem kiedyś widziałam, ale zapamiętaj tytuł jeśli było to wieki temu :P.

Przyznam bez bicia, że po pierwszym spotkaniu i ocenie po wyglądzie nie spodziewałam się po grze zbyt wiele. "Ot taka gra dla dzieciaków", jednak kiedy przyszło do rozgrywki okazało się, że zostałam pozytywnie zaskoczona. Zresztą nie tylko ja - moi bliscy również. Trochę irytowały nas łapki przypominające packi na muchy, ale ogólnie miło spędziliśmy przy niej czas (dzieci na pewno będą zachwycone łapkami). A pytania niejednokrotnie zaskoczyły a co jeszcze fajniejsze nawet kiedy gramy już któryś raz z kolei i ponownie udzielamy odpowiedzi na to samo pytanie, odpowiedzi mogą być różne.

Wadą tej gry jest wygląd planszy - na średniej wielkości kartonie umieszczono tylko 8 pól, tak więc czas trwania rozgrywki jest dość krótki (szybko dochodzimy do mety). Według mnie powinno być ich więcej i kiedy graliśmy rodzinnie sami "wydłużyliśmy" sobie drogę do mety. Jakby nie było to jedna z gier, które integrują a także uczą i dobrze wpływają na rozwój mózgu. Wydaje mi się, że młodsi gracze (ale też nie tacy najmłodsi bo skąd przedszkolak może znać tytuły niektórych filmów - tutaj radziłabym zamienić na jakąś bajkę np. "Jakie zwierzęta pojawiły się w animacji "Król Lew") powinni być z niej zadowoleni :)

Plusy:
♦ proste zasady
♦ pytania skłaniają do myślenia i zastanowienia się
♦ jest to też gra na refleks
♦ pytania są o różnym poziomie trudności
♦ gra bez limitu wiekowego.
♦ łapki z pewnością zachwycą dzieciaki 

Minusy:
♦ łapki mogłyby być stabilniejsze.
♦ klepsydra nie jest najlepszej jakości
♦ zbyt mało pól na planszy

Ocena: 4/6




AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny