.

sobota, 07 października 2017

Jakiś czas temu gotowałam białą kapustę do obiadu. Niedawno zobaczyłam, że w lodówce zostało mi jej trochę, obok w pojemniczku widniał zielony groszek a na stole dorodne pomidory. Z powyższych składników postanowiłam przygotować prostą potrawkę, która stanowiła bardzo dobry dodatek do obiadu.

Składniki
ugotowana biała kapusta z marchewką
kilka pomidorów lub 1/2 puszki
ok. 1/2 szklanki zielonego groszku
cebula
pieprz czarny, ziołowy, ostra i słodka papryka oraz ew. wędzona

Pomidory parzymy, obieramy ze skórki i kroimy w kostkę.
Na patelni przesmażamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli dorzucamy pomidory wraz z sokiem oraz ugotowaną kapustę. Dusimy przez kilka minut do czasu aż sos nieco zgęstnieje. Pod koniec dodajemy ugotowany zielony groszek i doprawiamy do smaku. Jeśli używamy surowej kapusty po wrzuceniu na patelnię należy ją podlać wodą i dusić do miękkości.


środa, 04 października 2017

"Jeśli żeglarskie szanty i gawędy.,
Burze, przygody, upały i chłody,
Szkunery, wyspy i nieznane lądy,
Ukryte skarby, bitwy i korsarze,
Chytre podstępy, śmiałe abordaże,
Co mnie jak ogniś za serce chwytały,
Kiem je chłoną jako chłopiec mały,
Dziś spodobają się zacnej młodzieży,
Która w te morskie przygody uwierzy -

To niech tak będzie! (...)" 
 

R. L. S. - Do wahającego się czytelnika

 Marzyliście kiedyś o tym aby odnaleźć gdzieś ukryty skarb? Będąc dziećmi tworzyliście własne mapy i wyobrażaliście sobie, że jesteście poszukiwaczami tego co ukryte? Pamiętam, że kiedy byłam młodsza razem z siostrą kilka razy narysowałyśmy taką mapę, ale raczej niczego nie zakopywałyśmy w obawie przed tym aby "nie podpaść" mamie. Wszelkie "skarby" były zagrzebywane w krzakach, krzaczkach i ogrodzie, ale zabawa i tak była przyjemna ;)
 zdjęcie
  A jeśli już o skarbach mowa, to dzisiaj opowiem Wam o mojej ostatniej przygodzie i wyspie, gdzie ukryto skarb.
 "Wyspa skarbów to powieść przygodowa autorstwa szkockiego pisarza Roberta Louisa Stevensona opowiadająca o losach piratów, poszukujących ukrytego skarbu. Pomysł na  powieść zrodził się, kiedy Stevenson narysował swojemu dwunastoletniemu siostrzeńcowi mapę prowadzącą do ukrytego skarbu. Po jakimś czasie do mapy dopisał fabułę a następnie zaczął publikować w odcinkach w magazynie dla chłopców „Young Folks” w latach 1881-1882. Rok później w 1882 roku zostały one wydane jako powieść od razu zyskując duże powodzenie wśród czytelników a Stevensonowi przynosząc sławę.

  Historię najprawdopodobniej zna większość - jeśli nie z książek to z filmów lub gier np. planszowych. Nie była to moja lektura szkolna. Sama sięgnęłam po nią dość późno (chyba w gimnazjum) i gdyby nie samozaparcie, to „starcie” z książką skończyłoby się moją klęską. Nie wiem dokładnie w czym rzecz, ale lektura nie należała do przyjemnych. Może to fabuła, może język? Nie wiem...
 Po latach postanowiłam podjąć się próby przeczytania "Wyspy skarbów" po raz kolejny. Skłoniło mnie do tego przede wszystkim nowe wydanie tej powieści z ilustracjami Roberto Innocenti – światowej sławy ilustratora, który swoimi pracami ozdobił między innymi takie powieści jak "Dom" czy "Pinokio". Kolejnym powodem był nowy przekład pana Andrzeja Polkowskiego znanego między innymi z serii książek o Harry Potterze, czy Opowieści z Narnii. Byłam ciekawa, czy tłumacz podołał zadaniu, którego się podjął. Jednak o wiele bardziej interesowały mnie ilustracje - nie mogłam się doczekać, kiedy je zobaczę ^_^

  Najnowsze tłumaczenie "Wyspy Skarbów" jest przyjemne w odbiorze. W moim odczuciu Polkowski nadał powieści dużo świeżości. Nie oznacza to jednak, że tłumacz poszedł na skróty. Raczej nie uwspółcześnił na siłę tekstu i zadbał o charakterystyczny klimat towarzyszący lekturze tej książki - pozostawił w niej sporo starzyzny, określeń, dialogi a także żargon charakterystyczne dla świata piratów. Zrobił to jednak w taki sposób aby powieść stała się lżejsza i bardziej zrozumiała dla młodego czytelnika a lektura szła płynnie - tak jak statek płynie po morzu.
 Książkę czyta się dobrze przy czym jej przekaz oraz sens pozostał ten sam a my czujemy, że obcujemy z klasyką. Chociaż przyznam, że nie zawsze to właśnie Jego przekład uważam za lepszy np. w przypadku tłumaczenia piosenki o "Umrzyka Skrzyni", pierwotne "Jo-ho-ho" (w tłumaczeniu Birkenmajera) brzmi lepiej niż "Hej ho!", czy też "Ju-hu-hu".
 To tylko jeden z przykładów, gdzie powieści odebrano uroku - innych już nie będę podawać. A jakie jest Wasze zdanie?

"Piętnastu chłopów na Umrzyka Skrzyni —
Jo-ho-ho! I butelka rumu!
Diabli i trunek resztę bandy wzięli.
Jo-ho-ho! I butelka rumu!"
Józef Birkenmajer wyd. GREG

"Piętnastu Ludzi na Truposza Skrzyni
 Hej, ho!  I flaszeczka rumu!
Picie i diabeł resztę załatwili -
Hej, ho! I flaszeczka rumu!"
Michał Filipczuk Wydawnictwo Zielona Sowa 2003

"Piętnastu chłopa na Truposza Skrzyni -
Ju – hu -hu! I butelka rumu!
Trunek i diabli resztę wykończyli –
Ju – hu – hu, i butelka rumu!"
Andrzej Polkowski wyd. Media Rodzina

A tutaj porównanie jednego z fragmentów powieści:

"- Morgan stanął jak wryty, lecz wśród innych wszczęło się głuche szermanie.
- Tom ma słuszność - rzekł jeden.
- Już dość długo gnębił mnie jeden tyran - dodał drugi. Niech mnie powieszą, jeżeli ty masz mnie jeszcze gnębić, Johnie Silverze.
- Czy któryś z was, mości panowie, życzy sobie mieć ze mną do czynienia? - ryknął Silver wychylając się daleko w przód ze swej beczki i trzymając w prawej ręce jeszcze żarzącą fajkę. - Powiedzcie wyraźnie, o co wam idzie, nie jesteście chyba niemi, jak sądzę. Ten, który czegoś żąda, dostanie, co mu się należy.Tyle lat żyję na świecie, a jakaś tam kufa rumu będzie mi pod koniec życia stawać okoniem? Znacie na to sposób; jesteście przecie, jak się wam wydaje "panami szczęścia". Dobrze, jestem gotów! Kto się ośmiela, niech weźmie kordelas do ręki, a zobaczę kolor jego gnatów i bebechów, zanim ta fajka będzie próżna"
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Józef Birkenmajer wyd. GREG

"- Morgan przystanął, ale wśród innych rozległy się głuche pomruki.
- Tom ma rację - powiedział ktoś
- Już raz harowałem dla jednego takiego - dodał inny - i niech mnie diabli, jeśli będę harował dla ciebie, Johnie Sliver.
- Czy ktoś z was, panowie, chce mi coś wygarnąć?! - ryknął siedząc na beczce Silver, wychylając się do przodu z fajką wciąż dymiącą w prawej ręce. - Gadajcie, o co wam idzie! Zdaje mi się, że nie jesteście niemowy. Który się postawi, ten oberwie. Czy po to żyję tyle lat, żeby mi teraz podskakiwał jakiś zapijacony chłystek? Wiecie jak to się robi, jesteście wszak korsarze, wedle waszych własnych słów. Cóż, jestem gotów. Niech ten. co ma odwagę bierze kordelas, a mimo mojej kuli zobaczę kolor jego bebechów, zanim ta fajka się wypali".
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Michał Filipczuk Wydawnictwo Zielona Sowa 2003

"Tom znieruchomiał, ale reszta zaczęła szermać.
- Tom dobrze mówi - odezwał się jeden.
- Taki jeden już długo mną rządził - dodał inny - Niech mnie powieszą Silver, jeśli, dam Ci sobą rządzić.
- Co z wami?! - ryknął Silver wychylając się do przodu, z wciąż dymiącą fajką w prawej ręce. - Może któryś z was, wielmożni panowie, ma ochotę mi wygarnąć? Gadajcie, co macie na wątrobie, przecież co jak co, ale gadać chyba umiecie, nie? Kto czegoś chce, to i dostanie! Po to żyję tyle lat na tym świecie, żeby mi pod koniec życia podskakiwał byle moczymorda. Dobrze wiecie jakie, jak takie sprawy się załatwia, przecież podobno jesteście poszukiwaczami szczęścia,nie? Ja jestem gotowy. Znajdzie się odważny? To niech weźmie do ręki kordelas, a nim dopali się ta fajka, zobaczę jaki kolor mają jego bebechy. Z tym szczudłem pod pachą!
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Andrzej Polkowski Wydawnictwo Media Rodzina

 Treść wzbogacono kolorowymi ilustracjami Roberto Innocentiego. I tutaj pojawia się moje małe "ale". Prace artysty umieszczone w "Pinokiu" zachwyciły nie tylko mnie, ale również moją mamę i obie uważamy je za małe dzieła sztuki, które można by powieści jako obrazy na ścianie. Spodziewałam się, że tym razem również tak będzie ale...
 Wszystkie obrazy są bardzo ładne, staranne i przyjemnie na nie spoglądać, jednak nie zrobiły na nas większego wrażenia .
 Nie można odmówić artyście talentu, bo ewidentnie go posiada, jednak nie poczułam tego "czegoś" co towarzyszyło mi w trakcie lektury i przeglądania "Pinokia" - tej magii, klimatu, niezwykłości i nutki niepewności. Zabrakło mi zabaw perspektywą, mnogości szczegółów i ukrytych elementów, które mogły wypatrzeć tylko czujne oczy - czyli tego, czym wyróżniają się tamte prace, czyniąc je jeszcze bardziej "wyjątkowymi" i niepowtarzalnymi. Według mnie jest ich tutaj jakoś mało: 12 ilustracji, 3 szkice jakby ołówkiem plus mapa na pierwszej stronie i mapy na odwrocie okładek.

 I tutaj zaznaczam NIE KRYTYKUJE, tylko opisuje własne doznania. Na uznanie z pewnością zasługuje fakt, że Innocenti przedstawił świat piratów bez łagodności rodem bajek z Disneya.
 Piraci mają tutaj twarze porośnięte brodą i garbate nosy, w ich uszach niejednokrotnie widnieją kolczyki, w ustach brakuje zębów, zamiast ręki widnieje hak, noga bywa drewniana, czasem pojawia się również krew. Ubrania są podarte - sprawiają wrażenie brudnych i cuchnących. A twarze? Czasem wykrzywione, złowrogie, nieprzyjemne - nie jeden po chłopsku nazwał by je "parszywymi". Obraz prawdziwego pirata ^_^

 Całościowo jest ładnie i przyjemnie dla oka a w szczególności, kiedy połączyć to z twardą okładką, dobrej jakości grubym, śliskim papierem i czerwoną tasiemką. Przypuszczam, że nie jednemu książka bardzo się spodoba, jednak osobiście pod względem graficznym poczułam "niedosyt". W tym przypadku artyście nie udało się ani przebić, ani dorównać swojej wizji "Pinokia" - książki, którą okrzyknięto najpiękniejszą edycją, jaką kiedykolwiek widział świat. Wyszło ładnie ale jednocześnie przewidywalnie. Obrazy trzymają poziom i klasę, ale w mojej ocenie nieco niższą niż te w "Pinokiu".

  Podsumowując. Jeśli do tej pory ze względu na ciężki dla Was język wzbranialiście się lub mieliście problem z przeczytaniem "Wyspy Skarbów" a chcielibyście poznać jej treść, uważam, że powinniście zwrócić uwagę na przekład Andrzeja Polkowskiego. Tekst czyta się dobrze a sama książka od strony wizualnej prezentuje się bardzo ładnie (co może ułatwić lekturę). Coś czuję, że nie jedna osoba dłużej zawiesi na niej swoje oko a "miłośnik" tej historii zechce aby znalazła się ona w jego domowej biblioteczce ^_^

 "Wyspa skarbów" to niesamowita podróż w nieznane w poszukiwaniu nieznanych lądów i ukrytych skarbów... podróż nie tylko dla chłopców. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od rysunku mapy.... A co ciekawe taka Wyspa Skarbów istnieje na prawdę... Kto wie? Może gdzieś na niej został ukryty prawdziwy skarb? ^_^

"Mówi się, że tchórzostwo jest zaraźliwe. Z drugiej jednak strony kłótnia bardzo ośmiela."

  ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Wyspa Skarbów
 Autor: Roberto Louis Stevenson
 Przekład: Andrzej Polkowski
 Ilustracje: Roberto Innocenti,
 Wydawnictwo: Media Rodzina, Poznań 2014.
 Okładka: twarda
 Ilość stron: 312


czwartek, 28 września 2017


Skład: daktyle, wiórki kokosowe 13%, orzechy nerkowca 7%, masło kakaowe, marchewka
Opakowanie: 50g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 4,2g Węglowodany 54g w tym cukry 54g Tłuszcz 14g kw.tł.nas. 10g Błonnik 12,4g Sól 0,04g

Wartość energetyczna w porcji (50g)
Białko 2,1g Węglowodany 27g w tym cukry 27g Tłuszcz 7g kw.tł.nas. 5g Błonnik 6,2g Sól 0,02g

Opinia: Dzisiejszy baton to urodzinowy prezent - niespodzianka od Ady za co z całego serca chciałabym Jej podziękować. Na prawdę to było dla mnie ogromne zaskoczenie. Dopóki sama mi nie napisałaś, nie wiedziałam jakie masz konszakty i skąd uzyskałaś tę informacje - teraz już wiem. Jeszcze raz dziękuję :)

 Raw Paleo Bar Cashew & Coconut to jak sama nazwa wskazuje baton z dodatkiem orzechów nerkowców oraz kokosa. Jego główną bazę stanowią suszone daktyle (nie została podana ilość), następnie mamy wcześniej wspomniane wiórki kokosowe (13%) oraz nerkowce (7%). Ciekawym dodatkiem jest masło kakaowe oraz marchew - w prawdzie na ostatnich miejscach w składzie, więc przypuszczam, że w granicach 0,5%, ale jednak.
  Baton, który dostałam jest po zmianie składu. We wcześniejszej wersji zamiast masła kakaowego oraz marchwi, występował olej kokosowy - batona przed zmianą składu nie widziałam i nie jadłam.

 Baton jest prostokątny o karmelowej barwie z widocznymi kawałkami nerkowców i wiórkami kokosa. W konsystencji okazał się twardy i zwarty - nie odkształcał się i stawiał opór zarówno pod naciskiem noża jak i palców. Kiedy w niego zastukałam, tak jak stuka się do drzwi, usłyszałam głuchy odgłos - takie drewienko xD
 Jego zapach jest bardzo delikatny - należy zbliżyć do batona nos aby coś poczuć. Wyraźnie dominuje tutaj słodycz i karmelowość daktyli z subtelną nutą kokosa, który jedynie podkręca całość. Nie był to nieprzyjemny aromat, ale też nie sprawił, że jak najszybciej chciałam spróbować batona - spotkałam się z przyjemniejszymi dla mnie zapachami.

 Aby przekroić baton należało to zrobić ze znacznym naciskiem, jego przełamanie było już trudniejsze z kolei zęby z wchodziły w niego nieco lżej. Początkowo zatrzymywały się na batonie, jednak po lekkim zaciśnięciu powoli wchodziły w jego strukturę. Jednocześnie nie była to najtwardsza słodycz którą miałam okazję jeść.
 W ustach baton rozpadał się na suche kawałki, po chwili miękł do tego stopnia, że można było go po przeżuwać. Jednak i bez przeżuwania rozpuszczał się tworząc gęste i kremowe "bagienko" nieco oblepiające zęby. Swoją konsystencją skojarzył mi się z kruchą krówką.
Baton-Raw-Paleo-Cashew-Coconut-7
 Po pierwszym kęsie, kiedy baton nieco się rozpuścił od razu zalała mnie wysoka fala słodyczy, ale nie daktylowej tylko kajmakowej lub karmelowej (nie jestem w stanie dokładnie określić). Na myśl ponownie przyszła mi krówka - miałam wrażenie, że jem właśnie krówki. Po przeżuciu doszedł do tego kokos - wyczuwalny, ale nie nachalny i bez oznak zjełczałego tłuszczu.

 Wiórki jakoś specjalnie nie chrzęściły pod zębami, dopiero kiedy ugryziony kawałek praktycznie całkowicie rozpuścił się w ustach, dało się wyczuć ich konsystencję. Nerkowce, które występują w składzie, w zasadzie były tutaj nie wyczuwalne (zarówno w smaku jak i strukturze), tak samo jak marchewka. Nie wiem czy mam cieszyć się z braku obecności smaku marchwi - z jednej strony jej nuta mogłaby być ciekawa, ale z drugiej strony dodałaby słodyczy a baton i tak był bardzo słodki.

  Raw Bar Paleo Cashew Coconut okazał się przede wszystkim wyraźnie aczkolwiek przyjemne słodki. Dla mnie zdecydowanie za słodki. Zjedzenie jego do połowy było dla mnie nie możliwe.. Mniej więcej po 1/3 poczułam zasłodzenie - tej kajmakowej słodyczy było dla mnie za wiele. Smak kokosa nie jest tutaj nachalny, przy czym czuć, że jest on dobrej jakości (nie tak jak w przypadku batona Raw Energy coconut&maracuja).
 Ciekawy okazał się tutaj smak krówki - na prawdę miałam wrażenie, że jem kruchą, kokosową krówkę a nie RAW batona. Mimo iż nie należę do miłośników krówek, baton na swój sposób mnie urzekł. Zdecydowanie był dla mnie zdecydowanie za słodki i swoim smakiem nie powalił mnie na kolana, ale nie mogę powiedzieć, że był nie smaczny. Z drugiej strony raczej do niego bym nie wróciła.

Wartość energetyczna w 100g - 390 kcal
Wartość energetyczna w batonie 50g - 195 kcal
Cena - 5-6zł Rossman, Tesco
Ocena - 4/6



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny