.

czwartek, 17 maja 2018

Bardzo lubię masło orzechowe. Z tych, które dotychczas spróbowałam (nie ze wszystkich orzechów) moim ulubionym jest to z orzechów włoskich (masełko domowej roboty z dodatkiem serca i miłości), laskowych, sezamu oraz pestek słonecznika na tym samym miejscu. Masło z orzechów nerkowca nie należy do moich ulubionych. Śmiało mogę powiedzieć, że za nim nie przepadam, mimo iż spróbowałam te gorsze i lepsze (TerraSana).

 Masło z nerkowców robiłam kilka lat temu - dzisiejsze przygotowała dla mnie bliska Osoba. Znając moje preferencje smakowe nie dodała do niego soli, cukru ani innych dodatków. Wie, że lubię, kiedy jest naturalne i neutralne w smaku. Niestety nie trafiła z wyborem orzechów, ponieważ nerkowce nie należą do grup produktów, które lubię. Niemniej doceniam chęci oraz gest i masło zjadłam z przyjemnością. Takie naturalne masło według mnie jest najlepsze a poza tym pasuje zarówno do potraw wytrawnych jak i słodkich.


Składniki
orzechy nerkowca (wcześniej można je lekko podprażyć na suchej patelni)
 ew. sól, cynamon, kakao

Odkładamy garść orzechów i siekamy na grube kawałki.
Resztę siekamy nożem lub przepuszczamy przez maszynkę do bakalii (dzięki temu trochę odciążymy blender).
Orzechy partiami przekładamy do blendera i miksujemy pulsacyjnie na najwyższych obrotach przez kilka minut. Orzechy najpierw zamienią się w proszek, a potem zacznie powstawać z nich masło. Wymaga to czasu i cierpliwości.
 Co jakiś czas zatrzymujemy blender aby zebrać ze ścianek pojemnika orzechowy pyłek i przemieszać masło. Miksujemy do czasu aż masło uzyska gładką i kremową konsystencję.
PAMIĘTAMY aby co jakiś robić przerwy aby nie przegrzać blendera.
Na końcu dodajemy posiekane orzechy i mieszamy. Gotowe masło przekładamy do do czystego słoiczka.
Jeżeli chcecie, orzechy przed zblendowaniem możecie uprażyć na suchej patelni, aż się zarumienią. Masło będzie miało zupełnie inny smak.
Smacznego

 "Istnieje ciemność, która obleka wszystko. Wywołuje najbardziej przerażający z zachwytów..."

 Tom Hazard choć wygląda na 41-latka, tak na prawdę jest o wiele starszy... Liczy przeszło ponad czterysta lat, jednak nie jest nieśmiertelny. Starzeje się jak każdy inny i z pewnością kiedyś umrze, jednak to nie nadarzy się tak szybko. Gdzie tkwi sekret? Mężczyzna cierpi na anagerie - przypadłość, która sprawia, że starzeje się o wiele wolniej a jego organizm jest odporniejszy niż u zwykłego mężczyzny. Jeden rok życia normalnego człowieka to u niego około piętnastu lat.
 To co dla jednych byłoby wybawieniem, dla Toma jest przekleństwem. Faktycznie dzięki temu "darowi" mężczyzna mógł zobaczyć i poznać wiele ważnych i wybitnych postaci jak np. Szekspira. Mógł pływać po morzu razem z Cookiem i był świadkiem wielu historycznych wydarzeń, ale to nie sprawiało mu radości. Zawsze był szykanowany ze względu na swą przypadłość a on sam tułał się po świecie. Ponadto był zmuszony wyrzec się wielu ważnych rzeczy jak np. kochania. 

 "(...) Miłość jest tam, gdzie odnajdujesz znaczenie."

 Tom pokochał tylko raz ale odcisnęło to na nim bolesne piętno, dlatego podjął taką decyzję. Zakochujesz się, na początku jesteś szczęśliwy ale wraz z upływem czasu widzisz jak ukochana osoba starzeje się, choruje, powoli odchodzi a córka jest starsza od Ciebie. W końcu wszyscy odchodzą a Ty zostajesz sam - samotny, zraniony i z bolesnymi wspomnieniami. Ich ilość po takim czasie okazuje się  zbyt przytłaczająca co przywołuje na myśl przeróżne rzeczy... Jednak życie bez ludzi na których nam zależy i którym zależy na nas również nie jest kolorowe. Co zrobić? Jak znaleźć korzystne rozwiązanie?

  "Ludzie których kochasz, nigdy nie umierają.(...). Oni nie umierają. Przynajmniej nie całkowicie. Żyją w twoim umyśle, tak jak zawsze żyli w tobie. Utrzymujesz ich światło przy życiu. Jeśli pamiętasz ich wystarczająco dobrze, mogą cię prowadzić,
tak jak blask dawno zgasłych gwiazd może prowadzić statki na nieznanych wodach.
Jeśli przestaniesz ich opłakiwać, a zaczniesz słuchać, wciąż będą mieli moc, by zmienić twoje życie. Krótko mówiąc, mogą być dla ciebie zbawieniem."

 Kiedy zaczęłam czytać tę powieść na początku nie wiedziałam czego się spodziewać i czego od niej oczekiwać, jednocześnie nie miałam żadnych uprzedzeń. Narracja jest powolna i prowadzona w  pierwszej osobie z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu czytelnik ma możliwość lepiej wczuć się w jego postać, zobaczyć a także zrozumieć punkt widzenia. Widzimy jak zmienia się ona na przestrzeni lat i jak zmienia się bohater a także widzimy motywy, którymi się kierował i kieruje w życiu, to dlaczego podejmuje właśnie takie a nie inne decyzje.
 Wątki rodem z fantastyki naukowej łączą się z elementami powieści obyczajowej. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Przemierzamy przeróżne zakątki świata, spotykamy różnych ludzi i jesteśmy świadkiem przeróżnych wydarzeń. Jednocześnie w jakimś stopniu to również lekcja historii, gdyż mamy możliwość poznać czasy końca XVI wieku. Jednak przede wszystkim oddajemy się refleksjom nad tym jak świat i rzeczywistość ulegają zmianie na naszych oczach i to jakie zmiany zachodzą w głównej postaci.

 "O to właśnie chodzi z przyszłością. Nic o niej nie wiesz. W pewnym momencie musisz zaakceptować to, czego nie wiesz. Musisz przestać przerzucać kartki do przodu i po prostu skoncentrować się na stronie, na której jesteś."

 "Jak zatrzymać czas" nie tylko ukazuje zgubne skutki długowieczności. To przede wszystkim opowieść o przemijaniu, nieuchronności zmian, życiu i tym co w życiu człowieka jest najważniejsze. Wielu uważa, że długowieczność byłaby fajna a mając zdrowie i pieniądze, można wszystko i ma się wszystko. Z czasem rodzina, ludzie, przyjaciele, odchodzą na dalszy plan - liczą się kariera i życie. Ale czy takie trwanie w miałoby sens? Czym jest życie bez miłości i ludzi których kochamy? Przecież tak naprawdę każdy pragnie kochać i być kochanym, chociaż niekiedy ta miłość przynosi ze sobą i sprawia ból oraz rozczarowanie. Bo przecież jednocześnie ona uskrzydla i nadaje sens naszemu życiu. Dlatego to opowieść również o tym gdzie i jak odnaleźć prawdziwe szczęście oraz być szczęśliwym... Po prostu...

 "Czasami musisz popatrzeć na to, co, jak wiesz, znajduje się przed tobą,
a następnie na nowo to coś odkryć.
Tak jest z ludźmi, których kochasz."

 Słyszałam, że powieść przywołuje na myśl film "Wiek Adeline". Nie pamiętam tego filmu, ale rzeczywiście podejmuje ten sam temat - długowieczność, sens życia, miłość, prawdziwego  szczęścia. Okładka być może przywoła Wam na myśl naiwną i ckliwą powiastkę dla młodzieży, jednak jak mówią "Nie ocenia się książki po okładce". Nie każdy nastolatek dostrzeże i zrozumie przesłanie oraz sens tej powieści. Nie dostrzeże tego również nie jeden dorosły. Według mnie to pozycja dla ludzi dojrzałych, taka na którą musi przyjść odpowiedni czas, miejsce i pora i która wymaga czasu.
 Najprawdopodobniej nie przeczytamy jej w jeden wieczór, gdyż treść wymaga czasu, skupienia a nawet miejscami może nieco nużyć (sporo w niej refleksji). Wówczas najlepiej odłożyć ją na półkę, przeczekać i za jakiś czas czas wrócić.
 Wszystko jest niby pięknie i ładnie ale pojawia się jedno "ale". Doceniam mądrość i przesłanie powieści, ale jednocześnie nie poczułam żadnego zachwytu. Nie mam ochoty rozpamiętywać, czy też wracać do jej treści, co nie oznacza, że uważam ją za złą, bo tak nie jest.

"Zadziwiające, jak blisko jest przeszłość, nawet jeśli wyobrażasz sobie, że jest tak odległa.
Zadziwiające, jak potrafi wyskakiwać z pojedynczego zdania i cię trafiać.
Zadziwiające, jak każdy przedmiot bądź słowo potrafi przywołać ducha."

Autor: Matt Haig | Tytuł: Jak zatrzymać czas | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Ilość stron: 426

środa, 16 maja 2018

Dzień dobry
Jak mijają Wam majowe dni, weekendy i tygodnie? Korzystacie z piękniej pogody i słoneczka, czy kisicie się w domu jak ogórki? ;) Jak najbardziej powinniśmy korzystać i suplementować witaminę D. Pogoda taka piękna, że nie wypada przesiadywać w domu :)
Czasem można zerknąć do internetu. W tej wolnej chwili zapraszam Was do kącika książkowego, gdzie chciałabym opowiedzieć o książce, która w zamierzeniu autora jest książką dla dzieci, jednak w moich oczach nie do końca. Następnie do kuchni po propozycje na smaczne i pożywne śniadanie, obiad lub kolację.


 Nashville wykluł się z jajka. Jego rodzice znaleźli go porzuconego na chodniku pod wiciokrzewem i postanowili się zaopiekować. Chłopiec czuł się wybrykiem natury. Wyglądał prawie jak ptak, ale nie miał skrzydeł i nie potrafił latać. Rodzice od początku zaakceptowali fakt, że ich syn różni się od innych dzieci - jest pół chłopcem, pół ptakiem. Kochali go z całego serca i pielęgnowali jego wyjątkowość.
 Niestety w szkole rówieśnicy na każdym kroku dawali mu odczuć, że jest dziwadłem. Jeśli nie wyśmiewali jego odmienności - piór zamiast włosów i dzioba zamiast nosa i ust, to w najlepszym wypadku ignorowali. Nashville czuł się bardzo samotny. Czuł, że gdyby tylko miał skrzydła wszystko uległoby zmianie. Jego największym marzeniem było wzbić się w powietrze i polecieć... Wysoko do nieba i szybować z ptakami.

 Tak na prawdę pisząc recenzję tej książki miałam lekki problem. Nie chodzi o to, że mi się nie spodobała - nie mogłam zebrać myśli i poukładać ich sobie w głowie... Nie wiedziałam co mogłabym napisać, dlatego wybaczcie jeśli gdzieś się w tym wszystkim pogubię.
 Książkę czytałam z dużą przyjemnością i lekkością. Żywy, prosty język, ciekawa i jednocześnie mądra historia a także nieco baśniowy klimat sprawiają, że powieść powinna zainteresować zarówno młodszego czytelnika jak i dorosłego. Na stronie wydawcy widnieje informacja, że to lektura w przedziale wiekowym 6-14 lata, jednak według mnie należałoby tę granicę rozszerzyć do 99 lat. Jej przesłanie jest piękne, uniwersalne i piękne i powinien poznać je każdy.

 Książka opowiada o inności i o tym co wydaje się nieprawdopodobne. Pokazuje, że "inność" nie jest zła, dziwna i nie należy jej się obawiać, czy wyśmiewać. To coś zupełnie normalnego, obecnego na co dzień a na swój sposób również uroczego, pięknego i dobrego.
 Uświadamia, że nie należy ograniczać się do utartych w świecie poglądów - rezygnować z planów, postawionych sobie celów, dążenia do szczęścia... Należy być odważnym i otworzyć się na to co nowe - podążać za marzeniami, działać... Marzenia, które wydają się absurdalne, nierealne i nie do spełnienia, mogą stać się jawą. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych, bowiem graniczenia istnieją tylko w naszej głowie, jednak nie zawsze o tym pamiętamy.

"- Powiedział pan, że to niemożliwe. Nic nie jest niemożliwe. Są rzeczy, któreś pan widział, i takie, których pan nie widziałeś, ale nie ma takich, które są niemożliwe, złociutki."

 Nie skłamię pisząc, że pod względem treści "Na roześmianym niebie" to jedna z piękniejszych książek jakie przeczytałam. Książka wzruszająca i mądra. O miłości, dojrzewaniu, nauce tolerancji i akceptacji... O szacunku, pragnieniach, marzeniach, pokonywaniu przeszkód, determinacji, dążeniu do celu, tym, że wszyscy jesteśmy wobec siebie równi.... O poszukiwaniu szczęścia, własnej ścieżki, o rodzinie, tym, że niemożliwe staje się możliwe. O tym co w życiu jest najważniejsze i najpiękniejsze.



 Dzisiaj przepis bez przepisu a inspiracja na śniadanie lub lekki obiad. Na talerzu znalazł się bakłażan faszerowany ugotowaną czerwoną soczewicą wymieszaną z podduszoną al dante pietruszką, marchewką, selerem oraz przesmażoną cebulką z pieczarkami. Całość zapiekałam w prodiżu przez ok. 30 minut - najprawdopodobniej to 180 stopni.
Obok sałatka z brokułów i pomidorków papryczkowych

poniedziałek, 14 maja 2018

Na sklepowych półkach można znaleźć wiele niewegańskich i wegańskich gotowców: kotletów, naleśników, pierogów, placków... Dla niektórych to wygodna opcja, kiedy nie mają czasu lub ochoty na przygotowanie ich samemu w domu, natomiast drudzy nie zwracają na nich uwagi. Nie kupuje gotowców. Przygotowanie własnych naleśników, czy kotletów nie jest skomplikowane i wymaga tyle czasu jak mogłoby się wydawać. Potrawy przygotowane przez nas samych nie tylko są zdrowsze ale również smakują lepiej. Lepiej przygotować więcej i pomrozić aby mieć na zapas niż potem głodować lub żywić się kiepskiej jakości gotowcami. Chociaż i te zjedzone od święta wielkiej krzywdy nam nie zrobią. Jednak ja chciałabym Wam pokazać, że przygotowanie wegańskich kotlecików nie jest skomplikowane, przy czym takie kotleciki mogą być na prawdę smaczne :)

Inspiracja
Składniki (ok. 12 kotlecików)
1-2 łyżki oleju
260g ugotowanej czerwonej fasolki lub puszka
500g pieczarek
2 cebule
1/2 pęczka natki pietruszki
1/3 szklanki prażonego sezamu
ew. 1-2 ząbki czosnku
łyżka mielonego siemienia lnianego
5 pełnych łyżek otrąb owsianych lub mąka do odpowiedniej konsystencji
ulubione przyprawy (pieprz czarny, ziołowy, cayenne i inne)

 Cebulę siekamy i przesmażamy na oleju. Gdy się zeszkli dodajemy wcześniej umyte, oczyszczone i drobno pokrojone pieczarki. Od razu solimy i dusimy aż pieczarki zmiękną, po czym odsączamy z nadmiaru wody, przekładamy do miski i studzimy.  Dodajemy odsączoną z zalewy fasolkę, posiekaną natkę pietruszki oraz ew. czosnek i blendujemy lub przepuszczamy przez maszynkę do mięsa.
 Sezam prażymy na suchej i rozgrzanej patelni po czym przekładamy do masy pieczarkowo-fasolowej. Doprawiamy do smaku, dodajemy mielone siemię lniane oraz otręby owsiane. Mieszamy (masa powinna wyraźnie zgęstnieć) i odstawiamy na ok. 30 minut.
 Kiedy masa odpocznie a otręby spęcznieją w dłoniach formujemy kotlety (moje były wielkości damskiej dłoni bez palców i lekko spłaszczone) lub burgery (wtedy będą idealnie pasować do bułki) i podsmażamy na małym ogniu z obu stron (zrobiłam to na tej samej patelni, na której przygotowałam pieczarki).

 Kotlety możemy również poukładać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec w temp. 200 stopni po 15 minut z każdej strony (wówczas do ciasta dodajemy jeszcze 2-3 łyżki oleju)

Książka o której dzisiaj opowiem zwróciła moją uwagę już jakiś czas temu. Chwytliwy i intrygujący tytuł, śliczna - klimatyczna okładka, która rzeczywiście na myśl przywołała mi stare pamiętniki do zobaczenia w muzeach a na końcu fragment znaleziony w internecie. To wszystko sprawiło, że od razu zaczęłam szukać jej w bibliotekach i księgarniach stacjonarnych.... Na próżno. Książki nie znalazłam, ale cały czas o niej pamiętałam - kilka razy w grupach czytelniczych wspomniałam o tej książce.
 Życie jednak lubi zaskakiwać i to nie koniecznie negatywnie. Pod koniec kwietnia książkę trzymałam w rękach a to wszystko dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat, które zaproponowało, że książkę mi wyśle. To tylko i wyłącznie dzięki Pani Ewelinie miałam przyjemność najpierw powieść przeczytać a następnie zrecenzować ją na blogu. Serdecznie dziękuję :)

 Tajemnica sekretarzyka, czyli z Pamiętnika Poznanianki to fabularyzowana powieść historyczna w konwencji pamiętnikarskiej autorstwa Donaty Dominik-Stawickiej, która przenosi czytelnika do XIX-wiecznej Polski a dokładnie Poznania. Całą historię poznajemy oczami głównej bohaterki - Anny Miśkiewicz, która należy do wielkopolskiego rodu szlacheckiego. Jednak o tym za chwilę.
 Tak na prawdę akcja toczy się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza bardzo krótka i okraszona pięknymi zdjęciami (przedstawiają one zabytki), to czasy współczesne. W 2001 roku młoda kobieta Anna oddaje stary sekretarzyk z wizerunkiem Napoleona do odnowienia. Przedmiot ten w jej rodzinie od pokoleń był przekazywany najstarszej z córek. Pewnego dnia stolarz, który specjalizował się w renowacji mebli, odnalazł w nim skrytkę wypełnioną prawdziwymi skarbami. Anna z fascynacją przegląda rodzinne pamiątki ukryte w sekretarzyku od pokoleń. Wśród nich były dokumenty, jakiś rękopis, biżuteria a także pamiętnik Anny Miśkiewicz (1815-1905), która jest główną narratorką powieści. Dzięki jej zapiskom zarówno Anna jak i czytelnik mają możliwość poznać XIX stulecie, kiedy Poznań był Wielkim Księstwem Poznańskim - to druga płaszczyzna powieści.

 Z jednej strony oczami Anny widzimy współczesny Poznań - spacerujemy po mieście podziwiając miejsca i zabytki minionej epoki (co podkreślają umieszczone w książce zdjęcia). Z drugiej poznajemy tło obyczajowe XIX stulecia, wydarzenia a także postacie historyczne z nim związane. Uczestniczymy między innymi w otwarciu Biblioteki Raczyńskich a także w powstaniach: listopadowym, styczniowym a także Wiośnie Ludów. Słuchamy koncertu Paganiniego, widzimy Fryderyka Chopina, poznajemy Edwarda Raczyńskiego, Emilię Szczaniecką, Juliusza Słowackiego... Widzimy jak zmieniał się Poznań, jak wyglądało życie codzienne, kultywowanie tradycji, wystrój mieszkań, przygotowania do świąt... Dowiadujemy się jak wygląda nauka na poznańskiej pensji dla panien Tekli Herwigowej przy ulicy Wodnej, w męskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny a także jak w tamtejszych czasach wyglądała propozycja ślubu jak i sam dzień ślubu...

 Czytamy o tym jak w XIX - wiecznym Poznaniu rozwijały się nowe kierunki medyczne. Jest mowa o chorobach, sposobie ich leczenia a także działalności doktora Karola Marcinkowskiego, który, ratował życie uczestnikom powstań a także odniósł wielkie zasługi w dziedzinie medycyny i higieny, organizacji szpitalnictwa. Był również nauczycielem, u którego Anna marząc o tym aby zostać lekarzem, zgłębiała tajniki medycyny. Niestety w tamtych czasach kobietom zabroniono uczyć się i studiować. Kobieta lekarz to był absurd - co najwyżej mogła zostać pielęgniarką. Mimo tego to właśnie tutaj po raz pierwszy kobieta została lekarzem. Od tego czasu zaczęto zwracać większą uwagę na dbanie o higienę osobistą, stosować wyjazdy do uzdrowisk a nawet używać pierwszych szczoteczek do zębów.

 Nie brakuje również przeróżnych perypetii a także mniejszych i większych skandali w których Anna brała udział. Jednym z nich jest wcześniej wspomniany pomysł na pobieranie lekcji medycyny u doktora Karola Marcinowskiego - Anna robiła to w przebraniu szarytki (podjęła się wówczas pracy w szpitalu miejskim dla ubogich) a także jej ucieczka z domu aby opiekować się rannymi podczas powstania listopadowego. Anna nie zgadzała się ze wszystkimi "wymogami" epoki i swojej warstwy społecznej. Nie bała się wyłamać poza ustalone z góry normy. Miała swoje priorytety, postawione cele, które starała się realizować.

 Jak to bywa w powieściach historycznych, powieść łączy w sobie fakty z fikcją literacką, jednak nie ma w tym nic złego - ten duet sprawia, że całość czyta się na prawdę bardzo dobrze a co najważniejsze zostaje ukazana historia. Dzięki formie pamiętnika dodatkowo mamy możliwość zobaczyć jaki wpływ na Annę miały kolejne wydarzenia z jej życia  - to jak zmieniało się jej wnętrze i ona sama. Mamy czas na własną chwilę refleksji i zadumy, jednocześnie nie odczuwając znużenia.

 Powieść mimo iż strasznie krótka a czasem zbyt ogólnikowa, stanowi ciekawą i wciągającą lekturę. Autorka umiejętnie - w piękny i nostalgiczny sposób oddała klimat i realia IIX wiecznej Polski i to nie tylko za sprawą treści, ale również zamieszczonych w niej zdjęć. Nie są to przypadkowe zdjęcia - wszystkie pochodzą z rodzinnego albumu pisarki a wspomniane w książce pamiątki rodzinne autorka odziedziczyła po przodkach. Dodatkowo można tutaj znaleźć drzewa genealogiczna a także indeks postaci historycznych.
Zdecydowanie warto przeczytać.
 .



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny