.

piątek, 11 sierpnia 2017

, Ławeczka w Opolu
 Piosenki Grechuty towarzyszyły mi od kiedy pamiętam. Z przyjemnością wsłuchiwałam się w Jego utwory najpierw emitowane w telewizji i radiu a kiedy w naszym domu pojawił się komputer - również na komputerze. Pamiętam jak razem z Panem Grechutą śpiewałam "Nie dokazuj miła nie dokazuj...", "Powiedz, kto mógł zasiać to dzikie wino! Może to zrobiłaś ty - ej, dziewczyno. Powiedz kto mógł zasiać to dzikie wino , kto je tutaj dał?" i inne. Niektóre z piosenek tego Artysty znałam na pamięć i podśpiewywałam w trakcie codziennych czynności. Twórczość Marka Grechuty w moich oczach nie zmieniła się od lat a jeśli się zmieniła to wzrosła na sile. Po dzień dzisiejszy z przyjemnością słucham Jego głosu, to jak śpiewa i co śpiewa. To teksty, które mimo upływu lat pozostają piękne, niezmienne, aktualne i ważne.
Kiedy przeglądając internet przypadkowo trafiłam na zdjęcie książki w której zebrano wszystkie wiersze oraz piosenki tego artysty, nie musiałam długo zastanawiać się nad tym, czy książka powinna znaleźć się w moim domu, czy też nie. Odpowiedź była jasna.

 "Pani mi mówi niemożliwe... Najpiękniejsze wiersze i piosenki" to zbiór w którym jak sam tytuł wskazuje umieszczono całą twórczość Marka Grechuty.
 Treść podzielono na rozdziały o następujących tytułach: Będziesz się uśmiechać, Śpiewające obrazy (utwory inspirowane dziełami malarskimi), Sztandary (utwory inspirowane twórczością Władysława Hasiora), Na serca dnie, Wiersze o sporcie, Krajobraz pełen nadziei oraz Teksty rozproszone.
 Do każdego rozdziału przypisano piosenki i wiersze artysty swoją treścią odnoszące się do danego tematu. Oprócz dobrze znanych utworów takich jak "Niepewność", "Dzikie wino" czy "Wiosna ach to ty", znajdziecie również inne - o których byś może nie słyszeliście np "Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi", "Wesele", "Tango Anawa", czy "Żyj nadzieją". Według mnie każdy wiersz jest wyjątkowy, każdy wzbudził we mnie pozytywne emocje, wywołał wrażenie - nawet te, które dobrze znam. Nie potrafiłabym wybrać tego najlepszego - jednego w swoim rodzaju, bo każdy z nich ma w sobie coś pięknego.

 Na końcu książki umieszczono dwa spisy treści. Pierwszy - alfabetyczny i drugi zawierający utwory umieszczone w takiej kolejności w jakiej pojawiają się w książce.
W nocie wydawniczej znajdziemy informacje z jakich tomików pochodzą przedruki oraz to iż znajdziemy w niej również teksty do tej pory niepublikowane.

Na uwagę zasługuje piękne wydanie książki. Niewielki format, twarda okładka na wzór starodawnych księgozbiorów, cudowny grzbiet oraz gruby papier zszywany nićmi sprawiają, że po książkę chce się sięgnąć a ona sama pięknie prezentuje się na półce. Według mnie będzie stanowiła przepiękny prezent dla ludzi wrażliwych, tych którzy lubią lirykę a w szczególności twórczość Marka Grechuty. Dla mnie i mojej mamy to przepiękna podróż do czasów dzieciństwa (w szczególności dla mojej mamy) jak i możliwość poznania pozostałych utworów poety. To jedna z tych pozycji do której razem z mamą będziemy wracać i która musiała znaleźć się w naszych domowych zbiorach.

I na koniec mam dla Was ciekawostkę.
 Marek Grechuta urodził się 10 grudnia 1945 w Zamościu. Tak zgadza się... w Zamościu na Lubelszczyźnie a dokładnie w mieszkaniu w okolicach Starego Rynku, na ulicy Grodzkiej 7.
Od trzech lat razem z mamą w ramach wakacyjnych jednodniowych wycieczek, jeździmy do Zamościa, jednak dopiero dwa dwa tygodnie temu, przez przez przypadek trafiłyśmy na tablicę upamiętniającą to miejsce. Zmęczone usiadłyśmy w cieniu na ławce na wprost przed wcześniej wspomnianą tablicą... na naszych twarzach pojawił się uśmiech.

 Wcześniej bardzo dobrze wiedziałam o tym, że Artysta urodził się w tym mieście, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej i Liceum im. Jana Zamoyskiego (zwanego przez uczniów Akademią Zamojską), ponieważ mieściło się w jej dawnym gmachu. Jednak nie wiedziałam w którym miejscu się urodził - nie spodziewałam się, że było to w jednej z kamienic na Starym Mieście. To było bardzo miłe zaskoczenie - od razu przypomniałyśmy sobie utwory, które śpiewał Marek Grechuta a ja zaczęłam je sobie podśpiewywać pod nosem :) Jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że planowane jest sfinansowanie i wykonanie ławeczki poświęconej tak wielkiemu Artyście jakim był Marek Grechuta. W końcu Zamość to Jego rodzinne miasto, to o nim śpiewał w piosence „Gdzieś na mapy skraju Zamość”. Według mnie nawet nie wypada aby w Zamościu nie było takiej ławeczki - w Opolu jest, natomiast w rodzinnym mieście Artysty nie. Przyjemnie byłoby na niej usiąść - usiąść obok tak wielkiego Artysty :)

Mieszkanie od ulicy

Dzikie Wino Marka Grechuty

W mieszkaniu po lewej stronie mieszkał Marek Grechuta 

Marek Grechuta wyjechał z Zamościa po maturze, w 1963 roku. Wybrał architekturę w Krakowie i do Zamościa już nie wrócił. O Krakowie mówił później „moje miasto”, śpiewał również w swoich piosenkach między innymi "Ojczyzna". Dom Marka Grechuty przy Grodzkiej 7 w Zamościu stoi nadal, ale nikt z rodziny już tu mieszka. O sławnym mieszkańcu przypomina tablica pamiątkowa, przy której turyści chętnie się zatrzymują - dla wielu z nich ta informacja jest wielkim zdziwieniem (z mamą słyszałyśmy jak przewodnik mówił, że dla wszystkich :)

„(…)Tu każdy zaułek ma swój nastrój miły,
Gdzie cisza zadumę i wytchnienie niesie.
W tych murach, które tyle lat przeżyły,
A wciąż są powodem do wzruszeń, uniesień. (…)” .
Tak  w piosence „Gdzieś na mapy skraju” Marek Grechuta wspominał swe miasto rodzinne Zamość (woj. lubelskie)

 ~~~~~~
 Tytuł: Pani mi mówi niemożliwe. Najpiękniejsze wiersze i piosenki,
 Autor: Marek Grechuta
 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2015
 Ilość stron: 209
 Okładka: Twarda

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Pomysł na tego burgera przyszedł raptownie znienacka. Tak na prawdę to nie wiem, czy taką kanapkę można nazwać burgerem, ale przyznajcie sami, że zarówno inicjatywa jak i wygląd są niecodzienne :) Pomidory faszerowane pieczarkami i koperkiem to przepyszne połączenie a w bułce w formie takiego burgera wyszło ciekawie i smacznie. Uprzedzę Wasze pytanie. Taką kanapkę da się zjeść.... przydatny okazuje się patyczek do szaszłyków a nawet i mały, jednorazowy widelczyk ;)

Składniki:
1 mniejszy pomidor
kawałek małej cebuli
kilka pieczarek
pieprz czarny, ziołowy
posiekany koperek

sałata
domowa bułka

Warzywa dokładnie myjemy. Pomidora myjemy, osuszamy, odcinamy płaskie kapelusze i wydrążam środek.
Pieczarki kroimy na mniejsze kawałki (ja pokroiłam na półplasterki a następnie jeszcze raz na pół). Następnie wrzucamy na patelnię podlaną odrobiną wody i dusimy do czasu aż zmniejszą swoją objętość. Przekładamy do miski a patelnię przecieramy ręcznikiem papierowym.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy na złoto drobno posiekaną cebulę. Dorzucamy pieczarki a po chwili posiekany miąższ z pomidorów wraz z sokiem. Smażymy do czasu aż całość zgęstnieje po czym doprawiamy do smaku.

Farszem nadziewamy wydrążone pomidory i przykrywamy górą pomidora (ja dodatkowo wbiłam patyczki do szaszłyków aby w trakcie pieczenia pomidory nie rozleciały się).
Zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 20-25 minut. Na 3-5 minut przed końcem pieczenia w piekarniku umieszczamy przeciętą na pół bułkę. Po wyjęciu z piekarnika bułkę możemy posmarować sosem, układamy sałatę, faszerowanego pomidora i przykrywamy górą bułki. Wbijamy patyczek do szaszłyków i zajadamy :)

środa, 02 sierpnia 2017

 Na blogu od dawna nie pojawił się przepis na domowe pieczywo. Nie oznacza to, jednak że w ogóle nie piekę. Chleb bądź bułki wychodzą z domowego piekarnika raz, czasem dwa razy w tygodniu - mamie nie smakuje żadne inne pieczywo. Mimo iż mój organizm praktycznie całkowicie ostawił pieczywo na rzecz kasz, uwielbiam wyrabiać drożdżowe ciasto a także aromat, który w trakcie pieczenia rozchodzi się po mieszkaniu i nie tylko.
 Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami przepisem na bułki, które ostatnio wyszły z naszego piekarnika. Bułki mieszane z mąką pełnoziarnistą oraz pszenną z chrupkim akcentem w postaci posiekanych orzechów włoskich i pestek słonecznika :)

Składniki (6-7 bułek)
300g mąki pszennej pełnoziarnistej
200g mąki pszennej 650
15g świeżych drożdży
60g posiekanych orzechów włoskich
50-60g pestek słonecznika
1 łyżeczka soli
ok. 350 ml letniej wody

Mąki przesiewamy do miski, wsypujemy sól, posiekane orzechy włoskie oraz słonecznik. Dodajemy pokruszone drożdże i mieszamy(jeśli chcecie możecie dla pewności zrobić rozczyn rozpuszczając drożdże w niewielkiej ilości wody z dodatkiem mąki do konsystencji śmietany. Taką mieszankę odstawiamy na kilka minut aż drożdże zaczną pracować a następnie wlewamy do mąki).
Stopniowo wlewając wodę zaczynamy wyrabiać gładkie, elastyczne i nieco luźne ciasto. Wyrabiamy przez kilka minut do czasu aż zacznie odchodzić od rąk w razie potrzeby podsypując mąką - nie za dużo. Wyrobione ciasto pozostanie lekko lepiące. Miskę z ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość, odgazowujemy je i dzielimy na równe części z których formujemy bułeczki. Każdą układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, wierzch zwilżamy wodą a następnie posypujemy płatkami owsianymi delikatnie wklepując je w ciasto. Odstawiamy do napuszenia.
W tym czasie piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni (grzanie góra - dół, bez termoobiegu). Kiedy bułeczki zwiększą swoją objętość wkładamy je do piekarnika. Pieczemy ok. 25-30 minut na złoty kolor, jednak trzeba to sprawdzać bo każdy piekarnik jest inny.


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi