.

czwartek, 13 września 2018

W kąciku kulinarnym przepis na eksperymentalne wegańskie placuszki z kalafiora, które podałam z szybką wersją chilli sin carne (na gęsto) oraz surówką..
Przepis jeszcze wymaga dokładnego dopracowania ale nie mając pomysłu na kulinarny wpis już dzisiaj postanowiłam się Wami z nim podzielić. Przecież placuszki wyszły - może nie idealne ale wyszły :)

Składniki:
starty surowy kalafior
trochę mąki ziemniaczanej
masło orzechowe (u mnie Terra Sana)
mielone siemię lniane
przyprawy
 ew. kapka wody gdyby masa nie chciała się zlepić

Składniki mieszamy ze sobą  i odstawiamy na kilka minut. Masę dzielimy na części (jak na kotlety) z których formujemy placuszki.  Smażymy ma rozgrzanym tłuszczu lub pieczemy w 200 stopniach.
BARDZO DELIKATNIE OBRACAMY JE NA DRUGĄ STRONĘ - DOPIERO KIEDY Z JEDNEJ DOBRZE SIĘ PRZYRUMIENIĄ/PRZYPIEKĄ - BĘDĄ ZWARTE.
Podajemy z ulubionymi dodatkami (sosami, jogurtem, gulaszami, surówkami, warzywami itp.)
Smacznego 

Czasem w komentarzach pytacie mnie na które masło orzechowe warto zwrócić uwagę. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie a poza tym każdy ma swoje upodobania smakowe, jednak osobiście mogę polecić między innymi masło orzechowe Terra Sana. Smak jest naturalny, bez wyczuwalnych nut zjełczałego oleju, tłuszczu itp. Nie powinniście się zawieść :)



  Pamiętacie serię Baśnie Świata o której jakiś czas temu stopniowo Wam opowiadałam? Baśnie celtyckie, chińskie, hinduskie, indiańskie, węgierskie, polskie... Trochę ich było prawda? Dzisiaj po dłuższej przerwie opowiem Wam o kolejnych - baśniach arabskich.

  28 bajek arabskich przeczytałam z innego zbioru, kiedyś opisywanego na blogu. Po ich lekturze poczułam zawód odnośnie treści (jeśli jesteście ciekawi zapraszam do recenzji) ale byłam ciekawa swoich odczuć po przeczytaniu innego zbioru.
  Aisha i wąż. Baśnie arabskie autorstwa Iwony Taida Drózd z ilustracjami Ufuk Kobas Smink to siódmy tom z cyklu baśnie świata. W jego skład wchodzi 24 opowieści z krajów położonych na Półwyspie Arabskim, nad Zatoką Perską. Autorka zbioru jak tłumaczy w posłowiu od prawie ćwierć wieku mieszkając w Zjednoczonych Emiratach Arabskich sama zbierała opowieści do tego zbioru.

W jaki sposób?

  Bezpośrednio - od znajomych, ich krewnych, przyjaciół..., którzy opowiadali jej baśnie przekazywane z pokolenia na pokolenie w ich rodzinach. Z nich wszystkich wybrała te, które spodobały jej się najbardziej.

  Baśnie te oddają klimat Zatoki Perskiej, gdzie zobaczymy między innymi meczet i minaret a otaczać będzie nas pustynia a nawet ocean. W prawdzie ludzie mają podobne problemy co my ale żyją i ubierają się inaczej, co innego spożywają na posiłki, mają inne obowiązki, zajęcia i otaczają ich inne zwierzęta (lamparty, wielbłądy, flamingi...)
   Wśród bohaterów spotkamy między innymi rybaków, beduinów, szejka ale również dżiny i inne magiczne istoty związane z kulturą arabską. Nie usłyszymy o Zofii, Katarzynie, czy Jadwidze - poznamy arabskie imiona i ich znaczenia: Kahalid – to sławny i wieczny, Afra – dająca szczęście, Warda (Ładra) - kwiat róży, a tytułowa Aisha – ciesząca się pomyślnością i dostatkiem.
  Jednak poza ludźmi ich bohaterami są również zwierzęta. W baśniach tych znajdziemy odpowiedź między innymi na pytania dlaczego flamingi są różowe, dlaczego kury nie potrafią fruwać czy też skąd się wzięły owce.

  Teksty umieszczone w zbiorze nazwałabym bajkami a nie bajkami, gdyż są bardzo krótkie. Nie ma stopniowego nadawania klimatu i wprowadzania w opowiedzianą historię. Czytelnik dostaje najważniejsze wydarzenia z mocnym naciskiem na morał. Niekiedy zostaje wyrażony wprost - słowami a innymi czytelnik sam go sobie dopowiada, ale zawsze jest on wyraźny.
  Nie da się tutaj nie zauważyć podobieństw do znanych wszystkim europejskich opowieści. Znajdziemy tutaj motyw z "Rybaka i Złotej rybki", "Kopciuszka", "Roszpunki", "Pinokia" i wielu innych. Jednak jak czytamy w posłowiu znani nam baśniopisarze m.in. Andersen swoje inspiracje czerpali między innymi z krajów Orientu, dostosowując usłyszane teksty do odpowiedniego kręgu kulturowego. Nie zamierzam wnikać, kto tak naprawdę był pierwszy ale można wyciągnąć z tego wniosek, że różne grupy etniczne miały ze sobą styczność.

  Jak wiecie w baśniach i bajkach bardzo ważny jest dla mnie morał. Tak jak wspomniałam wyżej tutaj jest on mocno akcentowany i to do tego stopnia, że niejednokrotnie miałam wrażenie dedukowania na siłę /co autorka tłumaczy w ten sposób " (...) opowieści te w prosty i zrozumiały dla każdego sposób objaśniają różne skomplikowane zjawiska natury - a objaśnienia te są uznane i całkowicie akceptowane przez muzułmanów.” /
  Dodatkowo w nie każdej baśni odczytałam go jako prawidłowy i mądry. Do treści dwóch z baśni mam pewne zastrzeżenia a dokładnie o naukę która z nich wynika, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej jest to związane z tamtejszą kulturą i ustalonymi zasadami.
  Same baśnie zostały pozbawione drastycznych scen obecnych np. w opowieściach zebranych przez braci Grimm. Nikt nikogo nie zabija, nikomu nie ucina palców i nie leje się w nich krew. Budzić niesmak i pewne zastrzeżenia może jedynie sposób straszenia dzieci przez brzydala Sabera opisany w baśni "Brzydal Saber"

  Za ilustracje w "Aishy i wężu" odpowiedzialna jest malarka i graficzka tureckiego pochodzenia - Ufuk Kobaş Smink. Wszystkie charakteryzują się szeroką paletą barw oraz egzotyki starając się oddać klimat Bliskiego Wschodu. Co ciekawe niektóre z nich zostały wzbogacone o złocenia, co od razu wpada w oczy dając bardzo ciekawy efekt. Ze wszystkich złoceń obecnych w zbiorze najbardziej podoba mi się złociste słońce, wokół którego tańczą a potem w promieniach, którego wygrzewają się flamingi z baśni „Dlaczego flamingi są różowe”.
spójrzcie na słońce
  Znalazły się również ilustracje, które nie przypały mi do gustu jak np. portret arabskiego Quasimodo z baśni "Brzydal Saber". Ponadto ilustratorka często w swoich ilustracjach nadaje zwierzętom ludzkie oczy, co w moim odczuciu wygląda dziwnie.
  Na końcu książki umieszczono również słowniczek objaśniający niektóre pojęcia a także znaczenie imion.
 brzydal Saber
 Jak oceniłabym treść tych baśni?
  Nie mogę powiedzieć, że źle się bawiłam podczas ich czytania, jednak różne zastrzeżenia sprawiły, że w moim odczuciu brakuje do doskonałości. Jedne baśnie spodobały mi się bardziej a inne mniej. W jednych morał był cenny, natomiast w drugich przesłanie odniosłam jako niewłaściwe jednak rozumiem, że jest ono dostosowane do religii i zasad panujących na terenie Półwyspu Arabskiego (baśnie te nigdy nie podważają niepowtarzalności Allaha ale też w nie każdej z nich słowo "Allah" występuje). Reguł, które dla Europejczyka mogą wydać się dziwne i szokujące, jednak tam są na porządku dziennym.
  Jednocześnie nie odczytałam ich jako nakłaniania do zmiany wiary, przekonywania, że "tamta" religia jest słuszna i jedyna. To porostu baśnie, które często poruszają istotne sprawy i mówią o tym co ważne a te prawdy często są uniwersalne (np. to, że należy słuchać starszych).

  Drugą ocenę mogłabym wystawić ilustracjom. Nie wszystkie mnie urzekły, nie wszystkie się spodobały i nie przemówiły do mnie zwierzęta z ludzkimi oczami. Jednak większość sprawia, że można poczuć egzotyczny klimat charakterystyczny dla tego regionu.

  Jakby nie było baśnie te dają możliwość poznania zupełnie innej od tej europejskiej kultury. Opisują obcą nam tradycję, zwyczaje, prawa i obowiązki. Uczą szacunku, tłumaczą jak należy postępować według obowiązujących - określonych zasad. Pokazują że powinniśmy wyzbyć się zapisanych w społeczeństwie stereotypów, bo one często bywają mylne i nauczyć się wyrabiać własne opinie. Tak na prawdę nie ma znaczenia skąd pochodzimy - na całym świecie żyją ludzie prawi jak i mający "coś" na sumieniu, szczęśliwi ale i Ci skrzywdzeni przez los. Tacy którzy wiedzą czym jest dobro a czym zło i czym kierować się w życiu.

Treść 4,5/6 (oceniam wyżej niż zbiór "28 bajek arabskich")
Ilustracje 5/6

Tytuł: Aisha i wąż. Baśnie arabskie | Autor: Taida Drózd | Ilustracje: Ufuk Kobas Smink | Wydawnictwo: Media Rodzina | Ilość stron:  | Okładka: twarda

ilustracje Pinterest

Recenzje pozostałych baśni:
           

środa, 12 września 2018

Origami to sztuka składania papieru, pochodząca z Chin a rozwinięta w Japonii i dlatego uważa się ją za tradycyjną sztukę japońską. Z jednej kartki papieru można stworzyć prawdziwe cuda.
Jak się okazuje to również gra jaką proponuje nam Rebel

~ Informacje ~
Nazwa: Origami
Liczba graczy: 2-4
Wiek graczy: od 8 lat
Czas trwania jednej rozgrywki: ok. 15 - 30 minut
Wydawca: Rebel 

~ Zawartość pudełka ~
♦ 90 kart po 18 z każdej spośród 5 kategorii (zwierzęta gospodarskie, latające, wodne, żyjące na sawannie, żyjące w trawie)
♦ kartka papieru z której należy złożyć origami pierwszego gracza
♦ instrukcja

~ Wygląd ~
W małym kartonowym pudełeczku znajdziemy 90 kart, które dzielą się na 5 kategorii, zaznacznik pierwszego gracza a także instrukcje.
Jakość wykonania kart jest na przyzwoitym poziomie. Przedstawione na nich ilustracje nie przypominają tradycyjnego origami a zostały wykonane z polygonu co może przynieść zawód tym, którzy oczekiwali zwierzątek "typowo" wykonanych w tej technice. Z drugiej strony gracz od razu wie z jakim zwierzęciem ma do czynienia.

~ Cel gry ~
Zbieranie punktów

~ Przygotowania do gry ~
Nim omówię przygotowania do gry wspomnę co nieco o samym wyglądzie kart.
Po pierwsze karty z tej samej kategorii mają takie same tła, dzięki czemu łatwo je rozróżnić.
Po drugie na każdej umieszczono kilka informacji:
 ♦ przynależność do danej grupy, nazwy i ilustracji
 ♦ dwie cyfry - czarna/większa to koszt zakupu, natomiast mniejsza to liczba zagięć
 ♦ efekt karty - krótka informacja o tym co dzięki tej karcie możemy zyskać, zrobić lub osiągnąć
♦ czerwone kwadraciki z chińskimi znakami - punkty na koniec gry (jeden kwadrat = 1 punkt).

 W trakcie rozgrywki korzystamy z liczby kategorii kart równej liczbie graczy (np. przy 2 graczach będą to dwie kategorie, czyli dwie talie). Sami wybieramy jakie to będą kategorie. Karty z pozostałych kategorii pozostawiamy w pudełku – nie będą brały udziału w rozgrywce.

Karty tasujemy i rozdajemy odkryte najpierw jednemu graczowi, potem drugiemu itd. Gracz otrzymuje karty pojedynczo, do momentu aż liczba zagięć (mniejsza liczba w górnym rogu) osiągnie lub przekroczy 10.
Osoba, która otrzymała najmniejszą liczbę zagięć, otrzymuje origami pierwszego gracza i zatrzymuje je do końca gry. Od tej pory gracze nie widzą swoich kart.

Z reszty kart formujemy zakryty stos, z którego odkrywamy cztery górne karty, które umieszczamy obok stosu.

~ Przebieg gry ~
Pierwszy gracz otrzymuje znacznik i rozpoczyna turę wybierając jedną z trzech dostępnych akcji:
1. Dobieranie kart
Z rzędu dobierania kart (karty odkryte) gracz może dobrać dowolną liczbę kart. Ważne aby suma zagięć dobieranych kart nie przekroczyła 4. Karty trafiają do gracza a puste miejsca uzupełniamy kartami ze stosu.
2. Zagranie karty origami.
Aby zdobyć jedną kartę należy zapłacić jej koszt wyrażony czarną cyfrą w lewym górnym rogu. By to zrobić gracz musi odrzucić z ręki karty, których suma zagięć (ikona obok nazwy tych kart) jest co najmniej równa kosztowi zagrywanej karty.

Opłaciwszy koszt karty origami, gracz umieszcza ją przed sobą awersem do góry. Zaczyna tworzyć kolekcje, które zawsze układa w dwóch kolumnach.
Kolekcje mogą być tylko dwie a różnica w ich liczbie nie może być większa niż jeden.
Karty układa się na zmianę, raz w jednej, raz w drugiej kolumnie w taki sposób aby na siebie zachodziły. Tylko karty widoczne na wierzchu pozwalają na skorzystanie z ich akcji specjalnych w turze gracza.

A co to za efekt?
Każda z kart posiada swój "efekt". Są one trzy do wyboru: natychmiastowy (korzystamy w momencie zagrania karty), punktacja (na koniec gry) i akcja specjalna (efekt stały, który możemy odpalić co kolejkę)

3. Akcja specjalna
Z akcji specjalnej korzysta się za pomocą karty, która leży na wierzchu naszej kolekcji. Kartą tą możemy aktywować efekt specjalny, który daje nam "bonusy" np. pozwala dobrać nie jedną a trzy karty, zabrać kartę ze stosu kart odrzuconych itp.

~ Koniec gry ~
Gra kończy się momencie w którym talia wyczerpie się po raz drugi. Wówczas możemy dokończyć jeszcze jedną kolejkę która należy do osoby, która siedzi po prawej stronie pierwszego gracza.
Po rozegraniu ostatniej rundy sumujemy punkty i wyłaniamy zwycięzcę.

Na wynik końcowy gracza wpływają wszystkie jego punkty z kart origami (1 zaznacznik - 1 punkt) a także dodatkowe punkty otrzymane dzięki kartom origami z efektem punktacji, które znajdują się w jego kolekcjach (nawet jeśli zostały zakryte innymi kartami).
Wygrywa gracz, który zdobył najwięcej punktów. Jeśli mamy remis wygrywa ten, któremu zostało więcej kart na ręce.

~ Uwagi ~
W talii znajdują się karty wpływające na punktację na koniec gry np. jeżeli posiadamy w kolekcji dwie karty mrówki każda z nich jest warta 5 punktów a nie 3.

~ Posumowanie ~
Origami to bardzo prosta gra karciana, która w tłumaczeniu może wydawać się skomplikowana, jednak kiedy przychodzi do rozgrywki okazuje się bardzo prosta.
Jak nam się w nią grało?
Kiedy opanowaliśmy zasady zgodnie stwierdziliśmy, że bardzo przyjemnie, chociaż przy któreś kolejce wysice prawdopodobne jest, że gra zacznie powoli nużyć. Jednak nie koniecznie.

Origami to gra na myślenie. Każdy z graczy musi nauczyć się umiejętnego zarządzania własnymi kartami ale spryt również się przyda. Dostarcza nie tylko rozrywki ale również nutki niepewności, bo tak na prawdę do samego końca nie wiemy, kto wygra. Ponadto dobrze sprawdza się również na większej liczbie graczy niż tej, którą podaje producent (maksymalnie 4 osoby). Grę przetestowaliśmy na 5-tce graczy :)

Plusy:
♦ pomysł
♦ proste zasady
♦ solidne wykonanie
♦ składnia do myślenia i inteligentnego przeprowadzenia rozgrywki
♦ dostarcza rozrywki
♦ bez limitu wiekowego

Minusy:
♦ każda runda wygląda tak samo, dlatego za jakiś czas może się znudzić, chociaż niekoniecznie - nie ma na to reguły
♦ za mało emocji

Ocena 5/6

 

wtorek, 11 września 2018


Skład: ekologiczne, prażone pestki słonecznika
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych, objęte certyfikatem kontroli EKO SKAL 001178.
Opakowanie: 250g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 27g Węglowodany 10,5g w tym cukry 0g Tłuszcz 53g nas. kw. tłuszczowe 5,5g Sól 0,01g Błonnik 4,5g

Ocena: Uwielbiam słonecznik. To niezastąpiony dodatek nie tylko do pieczywa ale również sałatek, kanapek, owsianek jak i smaczna oraz zdrowa przekąska do pochrupania i nie tylko... Z pestek słonecznika można zrobić również smarowidło typu masła orzechowego.

  Skład pasty/kremu TerraSana to tylko i wyłącznie ziarna słonecznika. Jeszcze przed odkręceniem słoiczka zauważyłam, że na powierzchni kremu wytrącił się olej, co jest charakterystyczne dla produktów bez dodatku tłuszczu utwardzonego. Po zdjęciu wieczka od razu poczułam bardzo przyjemny i typowy aromat prażonych ziaren słonecznika.
  Z początku konsystencja wydawała się być rzadka, jednak po dokładnym wymieszaniu nieco zyskała na gęstości, przypominając masło orzechowe. W lodówce pasta tylko odrobinkę gęstnieje i nadal pozostaje smarowna. Kolor podchodzi pod khaki kojarząc mi się z pestkami dyni

  Pierwsze co przyszło mi na myśl po wzięciu łyżeczki z kremem do ust to chałwa słonecznikowa... z tą różnicą, że nie słodka. Moja Mama próbując kremu w ciemno stwierdziła, że to sezam, otwierając oczy ze zdumienia, dowiedziawszy się, że to słonecznik. Jej skojarzenie było zbliżone do mojego - chałwa.
  Nigdy nie lubiłyśmy i nadal nie lubimy chałwy, gdyż dla nas jest to sam cukier - tutaj na szczęście cukru nie ma. Jednak ten krem/masło/pasta to coś zupełnie innego - dla mnie i mojej Mamy pysznego (pierwsze co po spróbowaniu powiedziała moja Mama to "Pycha!")

  Po drugiej łyżeczce rzeczywiście poczułam intensywny smak prażonego słonecznika z delikatną i specyficzną nutką goryczki (zdecydowanie nie były to przepalone ziarna) jednak skojarzenie z chałwą nadal pozostało.
  Podobnie jak masło orzechowe tak i ten krem przyjemnie rozpuszcza się pod wpływem ciepła a także rozpływa się w ustach, mogąc przykleić się do zębów.

  Krem bardzo mi posmakował, jednak w przeciwieństwie do masła orzechowego, które mogę wyjadać łyżkami, tego najprawdopodobniej nie byłabym w stanie jednorazowo zjeść w ogromnej ilości. Jest pyszny ale po dużej ilości słonecznika, zaczyna mnie lekko mdlić (nie chodzi o mdłości spowodowane zjedzeniem czegoś za słodkiego). I tutaj nie mam na myśli zjedzenia dwóch, czy trzech łyżeczek, tylko większą ilość takiego kremu.

  Jakby nie było zjadłam go z przyjemnością i to bardzo szybko. Po tygodniu - może niecałym słoiczek świecił pustkami i pozostał smutek, że to już koniec. Krem świetnie smakuje sam w sobie jak również z dodatkiem kakao (można dodać też wiśnie) oraz w połączeniu z warzywami. W wersji wytrawnej na prawdę sprawdził się genialnie, zastępując tahini, chociaż mi i tak najbardziej smakował sam w sobie - bez niczego.
  Dla lubiących słonecznik i tahini jak znalazł :)

Wartość energetyczna w 100g -  629 kcal
Ocena - 6/6
Cena - sklepy ekologiczne ok 12,50zł/250g lub u producenta



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny