.

piątek, 01 grudnia 2017


źródło

 "Chrześcijanie mają kilka świąt, które uwznioślają duszę. O ile Zielone Świątki są świętem urokliwym, Wielkanoc zaś świętem podniosłym, o tyle Boże Narodzenie jest świętem bliskim sercu (...).

 Na jaką porę roku przypadają owe święta? W Zielone Świątki wszystko się zieleni i pięknie pachnie; na Wielkanoc pola ogrody i lasy szykują się na uroki wiosny; Boże Narodzenie natomiast przypada na czas, kiedy dzień jest najkrótszy, a noc najdłuższa. Lecz mimo to jak bardzo ów czas jest pełen nadziei i otuchy, jakże wzruszający!"
Adalbert Stifter "Święta noc"

 Grudzień to czas, który wszystkim kojarzy się z mroźną zimą, śniegiem, sankami,  ciepłym kocykiem, gorącym kakao, rozpalonym kominkiem, choinką, świątecznymi lampkami.... Już niedługo wszyscy będziemy spędzać cudowne chwile w rodzinnym gronie, ciesząc się swoją obecnością. Jednak do tego czasu mamy jeszcze kilka listopadowych dni - to nie przeszkadza aby już teraz zacząć nastrajać się w tym klimacie .
 Wiem, że sklepy już dawno zastawiły półki świątecznymi słodyczami i zabawkami, jednak według mnie to bardziej wygląda, niż nadaje jakikolwiek klimat.
 A może by pójść dalej? Można by tak wieczorem zawinąć się w ciepły kocyk i trzymając kubek ciepłego kakao powspominać, pomyśleć lub przeczytać dobrą lekturę. Nim się obejrzymy miną kolejne dni a za oknem zacznie pojawiać się pierwszy śnieg a potem przyjdą tak wyczekiwane Święta.

 "Opowiadania bożonarodzeniowe" to zbiór 13 przeróżnych opowiadań traktujących o Świętach i zimie. Ich autorami są wybitni pisarze tacy jak. H.Ch. Andersen, bracia Grimm, Jack London, Aleksander Puszkin, Michaił Bułhakow czy Lew Tołstoj. Nazwiska znane i nie zawsze kojarzące się z literaturą dziecięcą. Słusznie bo owa książka tak całkowicie dla dzieci nie jest. Znajdziemy w niej utwory przeznaczone dla dzieci, młodzieży jak i dorosłego czytelnika. Ich klimat jest różnorodny - jedne są smutne i przejmujące, z kolei inne radosne i niosące nadzieję. Są opowiadania ciężkie, przez które należy przebrnąć powoli, jak i te lekkie, które czyta się szybko. W niektórych pojawiają się elementy fantastyczne i magia - inne opisują proste życie zwyczajnych ludzi. To taka mieszanina uczuć, przeróżnych tematów, kultur, zwyczajów i stylów pisania. Łączą je jednak dwie rzeczy: wyjątkowy nastrój oraz biała zima...
 Jindřich Čapek
 Przyznam, że z większością opowiadań nigdy wcześniej się nie spotkałam. Nie znałam takich utworów jak "Mrózko" Aleksandra Afanasjewa, "Trzy ciche msze. Opowieść wigilijna" autorstwa Alphinse Daudet, czy "Zawieja" Michaiła Bułhakow. Z zainteresowaniem podeszłam do lektury tego zbioru, jednak postanowiłam go sobie wydzielać - każdego dnia czytałam jedno, maksymalnie dwa opowiadania. Jedne czytało mi się lepiej, inne ze względu na styl pisania nieco ciężej. Trafiło się opowiadania, które całkowicie mnie urzekły (np. "Święta noc" Alberta Stiftera, czy też "Zamieć" Lwa Tołstoja) jak i również takie, które nie przypadło mi do gustu (do końca nie wiem dlaczego znalazło się w tym zbiorze, jedyne co łączy je z tematyką zbioru to fakt, że akcja rozgrywa się w zimie), ale wiadomo, że o gustach nie ma co dyskutować. Upodobania czytelnicze są różne - należy samemu sięgnąć po książkę aby przekonać się, czy nam się spodoba.
Jindřich Čapek
 Pod względem treści jest na prawdę dobrze. Opowiadania w zależności od gustu, czytelnik uzna za lepsze lub gorsze, natomiast od wieku - każdy może interpretować inaczej. Dla dzieci najprawdopodobniej będą to opowieści baśniowe i magiczne, z kolei dla starszego czytelnika i dorosłych, opowieści z drugim dnem ale....
 Choć okładka może sugerować, że jest to zbiór dla najmłodszych, nie powiedziałabym, że wszystkie teksty są kierowane do młodego czytelnika. Niektóre z nich mogą być dla niego zbyt poważne, niezrozumiałe a przez to również nudne. Ponadto w opowiadaniu pt "Mrózko" znajdują się trzy słowa, które najmłodszym wypadałoby ocenzurować.
Jindřich Čapek
 Rosyjscy autorzy przedstawiają wszystko takim jakim jest: bez lukru, słodzenia i przebarwienia. Uczą, przedstawiają ważne prawdy rządzące światem. Jednocześnie wywołują niezwykłe i trudne do opisania emocje
 Pamiętacie uczucia, które towarzyszyły Wam w dzieciństwie, kiedy mama bądź babcia wieczorami przy przyćmionym świetle czytały Wam ulubione baśnie?
 Kiedy wieczorem, zimową porą, kiedy leżeliście w łóżku a za oknem sypał śnieg lub przy blasku tlącej się lampki snuły Wam opowieść o "Dziewczynce z zapałkami", "Pani Zamieć"?
 Piękny choć niekiedy ciężki język jeszcze potęguje to uczucie i klimat.... potęgują tę magię i baśniowość, którymi opowiadania są przepełnione. Obecnie to coś rzadko spotykanego.
 Jest srogo, mroźno, czasem ciężko ale na swój sposób wciągająco i urzekająco. 
Jitka Némečková
 Książka ma nietypowy kwadratowy format, jest gruba i bardzo ciężka przez co nie wygodnie jest w trakcie lektury trzymać ją w dłoniach - najwygodniej ułożyć ją na biurku, ewentualnie kolanach. Twarda okładka w odcieniach granatu i bieli z widniejącą postacią (być może Dziadkiem Mrozem) siedzącą na drzewie w lesie a także ośnieżonymi świerkami sprawia wrażenie nieco magicznej. Grawerowany złotymi literami tytuł (czuć go pod palcami).  W środku na dobrej jakości, grubym papierze zapisano 13 utworów, zilustrowanych przez trzech czeskich ilustratorów, którymi są: Jindřich Čapek, Jitka Némečková oraz Zuzana Bočkayová-Bruncková. Jedne poważne, nieco srogie, inne kolorowe i baśniowe a kolejne niczym szkice ołówkiem.
Jitka Némečková
 Zawsze zwracam uwagę na ilustracje umieszczane w książkach. Według mnie stanowią one ich istotną część - nie tylko nadają klimat i ułatwiają przeniesienie się do opisywanej historii, ale również zachęcają lub zniechęcają aby zagłębić się w jej treść a nawet odłożyć ją na półkę. Do tych mam mieszane uczucia.
 Jedne na prawdę mi się spodobały, gdyż przypominały moje ulubione szkice kredkami - były delikatne, subtelne przy czym rewelacyjnie oddawały klimat czytanych opowieści oraz czasów w których one powstały (np. ilustracje Jitki Nemeckovej w opowiadaniu "Zamieć" Lwa Tołstoja).
Jitka Némečková
 Inne (te autorstwa Zuzanny Bockayova-Brunckovej) niecpecjalnie przypadły mi do gustu. Twarze postaci są nieco zniekształcone - oczodoły głębokie, oczy duże a nosy nie tylko duże ale często szpiczaste, skrzywione lub z dużymi nozdrzami. W rezultacie przypominały mi rysunki karykatur - nawet kot bardziej przypominał tego z horroru Poego niż opowieści zimowej, mimo niż w treści nic strasznego nie ma. A sikorka? Z dzioba przypominała mi kaczkę :P
 Zuzana Bočkayová Zuzana Bočkayová
 Jednak aby nie było, że krytykuję artystkę. Znalazły się też takie rysunki, które uważam za ładne a mianowicie: panoramy miasta i poszczególne małe obrazki: pszczoła, wróbelek (pomijając sikorkę z dziobem kaczki ^_^), drzewo, liście.... Oczywiście to tylko i wyłącznie moja opinia - zdaje sobie sprawę z tego, że znajdą się i tacy, którym spodobają się wszystkie prace artystki. Osobiście wolę takie, które bardziej przypominają naturalne szkice. Podsumowując, książka pod względem wizualnym i ilustratorskim prezentuje się bardzo dobrze, jednak mogłoby być jeszcze lepiej.
 Zuzana Bočkayová Zuzana Bočkayová
 "Opowiadania bożonarodzeniowe" to wyjątkowy i magiczny zbiór - lektura na długie lata i dla całej rodziny. Do czytania w wolne popołudnia, długie, zimowe wieczory, samodzielnie jak i w rodzinnym gronie. Pełna klimatu, nastroju, magii i niezwykłości. Lektura po którą warto sięgnąć. Mnie najbardziej urzekło ostatnie opowiadanie pt "Święta noc", które przepięknie mówi o Świętach Bożego Narodzenia i Wigilii.

"A gdy miliony dzieci, obdarowanych w tę noc, zasypiają w swych łóżkach, a doznane szczęście pobrzmiewa w jeszcze nie jednym z ich snów, z wysokiej wieży katedry w dużym mieście wybije północ; za nią rozdzwonią się dzwony na wieżach wszystkich kościołów w mieście. Ich dźwięk zwołuje ludzi do katedr i kościołów na pasterkę"
Adalbert Stifter "Święta noc"

~~~~~~~~~~~~
Tytuł: Opowiadania Bożonarodzeniowe
Autor: Praca zbiorowa
Ilustracje: Jindřich Čapek, Jitka Némečková oraz Zuzana  Bočkayová-Bruncková
Wydawnictwo: Media Rodzina 2017
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 481

środa, 29 listopada 2017

Tarty nie jadłam już spory kawałek czasu. Jeśli mnie pamięć nie myli to od ostatniego pojawienia się jej na blogu, czyli grudnia ubiegłego roku. Postanowiłam to zmienić, zwłaszcza, że ostatnio jako urozmaicenie dla kasz nabrałam ochoty na taką tartę.

Ciasto śr. 27 cm (ok. 5 porcji obiadowych)
150g mąki pełnoziarnistej
3 łyżki oleju (u mnie sezamowy)
2 łyżeczki czarnuszki
zimna woda
szczypta soli

Mąkę z solą przesiewamy do miski i mieszamy z olejem. Następnie wlewamy tyle wody aby otrzymać ciasto o konsystencji plasteliny. Formujemy kulkę i odstawiamy do lodówki na ok. 30 minut.

Po tym czasie ciasto wykładamy na natłuszczony spód tarty pamiętając o tym, by troszkę z niej wystawało. Zawijamy boki a spód nakłuwamy widelcem. Podpiekamy przez ok.10- 15 minut w 190 stopniach po czym studzimy.

Farsz:
120g czerwonej soczewicy
600g pasternaku lub pietruszki
200g marchwi
200g pieczarek
kilka krążków pora
1 czubata łyżka mielonego siemienia lnianego
posiekane orzechy włoskie (wedle uznania).
1-2 łyżki koncentratu pomidorowego (lub do smaku)

pieprz czarny, ziołowy
słodka, ostra wędzona papryka

Marchew myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Pieczarki oczyszczamy i kroimy w półplasterki
Pieczarki wrzucamy na patelnię podlaną odrobiną wody. Dusimy na małym ogniu do czasu aż zmniejszą najpierw swoją objętość i puszczą "sok" a następnie do momentu aż woda odparuje. Wówczas wlewamy olej oraz prążki pora i przesmażamy aż pieczarki lekko się zarumienią. Przekładamy do miski.
Na tej samej patelni podduszamy startą marchew oraz pasternak tak by były al dante. Łączymy z porem i pieczarkami.

Czerwoną soczewicę przepłukujemy wodą, następnie gotujemy na sypko zgodnie z przepisem na opakowaniu. WAŻNE ABY DOKŁADNIE ODPAROWAĆ WODĘ - w razie potrzeby odsączamy soczewice na sicie.
Czerwoną soczewicę łączymy z warzywami oraz ew. koncentratem pomidorowym i doprawiamy do smaku. Do jeszcze ciepłej masy dodajemy mielone siemię lniane i dokładnie mieszamy. Na końcu dosypujemy posiekane orzechy.

Farsz wykładamy na podpieczony spód tarty, dokładnie dociskając farsz. Całość zapiekamy jeszcze przez w 190 stopniach ok. 30-40 minut aż farsz się zetnie a wierch tarty przyrumieni.

1/5 całości


poniedziałek, 27 listopada 2017


Skład: 100% miąższ z kokosa.
Opakowanie: słoiczek 270g

Opinia: Jakiś czas temu na blogu pojawiła się recenzja Manny kokosowej Basia Basia ze sklepu ze zdrową żywnością Stragan Zdrowia. Produkt bardzo mi posmakował, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po podobny - Bio Mus kokosowy Fodds by Ann.
 W składzie musu nie znajdziemy wzmacniaczy, wypełniaczy, dodatkowego tłuszczu a także cukru - to tylko i wyłącznie miąższ z filipińskiego kokosa. Mus jest produktem wegańskim oraz bez laktozy.

 Po otworzeniu słoiczka zauważyłam, że na powierzchni zgromadziła się zastygnięta warstwa oleju kokosowego (smakowała jak mydło). Na kilka minut umieściłam słoiczek w piekarniku (rozgrzałam do 50 stopni, ale można też w wodzie) a kiedy mus zagrzał się i zyskał płynniejszą konsystencje, dokładnie wymieszałam jego zawartość, tak aby konsystencja była jednolita. Potem mus zastygł mając już jednolitą konsystencję.
 ZALECAM ABY ZROBIĆ TO OD RAZU W INNYM WYPADKU ŹLE OCENICIE SMAK PRODUKTU. W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI ZJECIE OLEJ KOKOSOWY, KTÓRY ZGROMADZIŁ SIĘ NA POWIERZCHNI PRZEZ CO MUS WYDA SIĘ WAM MYDLANY I BEZ SMAKU.

 
Zaraz po wyjęciu z lodówki mus jest twardy i zbity do tego stopnia, że nie da się nabrać go na łyżeczkę bądź nożyk - można go zeskrobać a następnie ewentualnie posypać nim deser lub placuszki. Po kilku godzinach spędzonych w temperaturze pokojowej mus mięknie na tyle, że nałożenie na łyżeczkę jest już możliwe, jednak nadal pozostaje on twardawy.
 Konsystencja jest gładka i gęsta - zbliżona do manny kokosowej Basia Basia, choć chwilami miałam wrażenie, że dostrzegam w niej jeszcze nie do końca zmielone wiórki kokosowe. Mus podgrzany do wyższej temperatury staje się płynny.
 Całość przyjemnie i apetycznie, choć delikatnie pachnie kokosem.

 Smak musu kokosowego jest zbliżony do smaku manny Basia Basia - kokos z jego naturalną, wyraźną słodyczą i nutą tłustości. Gdyby nie skład można by pomyśleć, że mus jest słodzony, jednak to naturalnie występujące cukry. Różnica polega na tym, że mus wydał mi się tłustszy, nieco bardziej mdły i mniej kokosowy - odniosłam wrażenie, że naturalnego oleju kokosowego jest tutaj więcej. Jedzony łyżeczką w większej ilości może nieco zemdlić, gdyż jednocześnie jest również nieco mdły - dodany do deserów w odpowiedniej ilości dodaje i podkręca smak.

 Jeśli miałabym podsumować ten produkt, to posmakował mi ale nie tak bardzo jak Manna kokosową Basia Basia. Tak jak wspomniałam smakiem jest zbliżony do manny (skład jest identyczny) z tą różnicą, że mus jest tłustszy i bardziej mdły, "mydlany" w smaku. Przez tę mydlaność wydał mi się również mniej kokosowy a tym samym "hierarchii smaku" mus znalazł się stopień niżej. Jednak jak wiadomo wszystko to kwestia gustu.
 Jakby nie było nadaje się on nie tylko jako składnik ciast, ciasteczek i deserów ale również dodatek do owsianek, jaglanek, budyniu, smarowidło do naleśników i placuszków, a nawet do kubka gorącego kakao (u mnie na wodzie) lub czekolady. Można go również wyjadać łyżeczką prosto ze słoiczka, tylko w tym przypadku nie da się go zjeść w większej ilości, gdyż może zemdlić. Mimo iż nie ma w nim ani grama cukru, w moim odczuciu jest wyraźnie słodki ;)

Wartość energetyczna w 100g - 691 kcal
Ocena - 5/6
Cena - sklepy ze zdrową żywnością np. Stragan Zdrowia.pl (cena ok. 19,99zł/270g)



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny