.

czwartek, 08 czerwca 2017

Grechuta w jednej ze swoich piosenek śpiewał "Wiosna, wiosna. Wiosna ach to ty". I tak może śpiewać każdy z nas. Pogoda z dnia na dzień staje się piękniejsza, ptaki śpiewają, słońce świeci coraz częściej a nawet i przypieka. To nic, że od czasu do czasu popada i zrobi się chłodniej - to przyrodzie również jest potrzebne. Korzystam z tego, że jest tak pięknie i jeszcze więcej jeżdżę rowerem, spaceruję, spędzam czas na świeżym powietrzu. Poszukuję "uroków" miejsc, które znam, fotografuję i chociaż wiem, że nie wychodzi mi to najlepiej w ogóle się tym nie przejmuję - na prawdę nie warto :)

Jakiś czas temu wspominałam Wam o powrocie do lektur szkolnych. Do niektórych lektur i powieści trzeba też dojrzeć bowiem w zależności od wieku i dojrzałości, czytelnik odbiera je inaczej. W moim przypadku tak było z trylogią Sienkiewicza. Przyznam szczerze, że nie przypominam sobie aby "Pan Wołodyjowski" był lekturą szkolną, jednak poczułam iż należałoby ją przeczytać - tak jak całą Trylogię Sienkiewicza.

Opisane wydarzenia rozgrywają się między 1668 a 1673 rokiem. Pisarz umieścił w niej  wydarzenia, która odegrały ważną rolę w kształtowaniu się Rzeczpospolitej. Nie są to jednak tylko i wyłącznie suche fakty i polityka znane wszystkimi z lekcji historii (osobiście w gimnazjum dzięki bardzo miłemu nauczycielowi, polubiłam ten przedmiot a w szczególności historię starożytną a potem średniowiecze - współczesność mnie "męczyła"). To również przygoda i wiedza, którą zdobywamy. Faktycznie znajdziemy tutaj opisy z wojny elekcyjnej z 1669 roku, z elekcji Wiśniowieckiego, wojny z Turcją, obrony Kamieńca Podolskiego czy bitwy pod Chocimiem mająca miejsce 11 listopada 1673 roku. Jednak wszystkie one zostały umiejętnie wplecione w perypetie o Wołodyjowskim (jest to postać fikcyjna) i jego "hajduczku". Dzięki temu połączeniu całości nie czyta się aż tak ciężko jak mogłoby się wydawać. Przyznam, że czasem owe opisy bywają przydługawe, jednak zaraz mamy zwrot akcji - dzieje się coś ciekawego i ma się ochotę czytać dalej. Pisarz umiejętnie połączył przygodę z nauką i rozrywką. 

Sienkiewicz w swojej powieści umiejętnie przedstawił również świat ówczesnej szlachty polskiej, w którym liczył się honor i odwaga, ale zdarzała się również zdrada... bo nie każdy jest prawy i uczciwy. Zauważyłam, że jest tutaj mniej wojny i bitew niż we wcześniejszych częściach trylogii. Książka objętościowo jest również mniej więcej o połowę cieńsza od swych poprzedniczek. Jednak nie oznacza to, że jest gorsza, bądź też lepsza. Oprócz wątków historycznych i przygodowych sporo tutaj historii miłosnych (w prawdzie trochę w innej kolejności). Mimo iż nie lubię romansów i ich unikam, Sienkiewiczowi udało się przedstawić je w zaskakująco miły sposób. Nie są to przyprawiające o mdłości mdłości i wyzwania miłosne - pełno tutaj pozytywnego komizmu co sprawia, że nie czyta się ich z poirytowaniem.

Język powieści nie jest współczesny, tylko charakterystyczny dla czasów w których powstawała powieść. Jednak jeśli już "złapie się ten rytm" i go poczuje, lektura nie powinna sprawiać większych problemów. Może w moim odczuciu nie jest to najlepsza część Trylogii, ale według mnie warto sięgnąć po tę powieść. Dla "leniwszych" przydatne może okazać się wydanie z opracowaniem (np. wyd. GREG), ale nie po to by skorzystać ze streszczenia, ale lepiej zrozumieć pewne kwestie poruszane w powieści.


poniedziałek, 05 czerwca 2017


Dziś przygotowałam dla Was zbiorczą recenzję dwóch batoników, które otrzymałam w ramach wymiany-niespodzianki od Ady z bloga Złoty Środek (vanillaplan) za co z całego serca dziękuję. Nigdy wcześniej nie widziałam i nie jadłam tych batonów, więc to było dla mnie ciekawe spotkanie, ale czy smaczne? :)

Baton Bonvallis Figs & Almonds Bar

Skład: figi hiszpańskie (83%), migdały (16%), wafel (skrobia ziemniaczana, emulgator - lecytyna E322), naturalne przyprawy (anyż)
Opakowanie: 40g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 5,1g Węglowodany 71,5g w tym cukry 56,6g Tłuszcz 3,2g kw.tł.nas. 0,3g Błonnik 15,6g Sól 0g

Wartość odżywcza w 40g:
Białko 2g Węglowodany 29g w tym cukry 22,6g Tłuszcz 1g kw.tł.nas. 0,1g Błonnik 6,2g Sól 0g

Ocena: Nie wiem jak Wy, ale ja opakowanie batona uważam za ładne. Nie jest pstrokate a mimo tego wpada w oko. Mamy na nim figi i migdały (czyli główne produkty na którym bazuje baton), nazwę a także informację o zawartości białka oraz tym, że, że baton jest bez glutenu i z bardzo małą ilością soli. Skład jest krótki i prosty - nie ma nad czym dłużej rozmyślać.
 Po rozerwania papierka o moje receptory zapachowe od razu uderzył intensywny, kwaskowaty zapach czerwonego wina. Zdecydowanie to było wino i moja mama to potwierdziła. Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła "Czyżby batonik skisł, sfementował? A może to jednak figi? Tak czy owak postanowiłam go spróbować.

Po wyjęciu batonika z opakowania można dostrzec, że figowy "środek" otacza bardzo cieniutki wafelek niczym opłatek/podpłomyk, co może ułatwić jego konsumpcje i ewentualnie "wylepienie" palców od lekko klejących fig. Z łatwością da się go oddzielić od figowego nadzienia - tak na dobrą sprawę to sam od niego odchodzi.
Konsystencja batonika jest gumowa - wygina się on na boki.

Po wgryzieniu się w baton od razu poczułam gorycz i minimalny kwasek... smak sfermentowanych owoców - jakbym piła gorzkawe wino (kiedyś spróbowałam łyczek). Tak na prawdę to był jedyny smak jaki uwalniał się w trakcie jedzenia batona. Po dwóch kęsach odłożyłam baton na bok, ponieważ obawiałam się, że batonik się zepsuł - mimo iż data ważności zapowiadała, że jest on jeszcze "świeży". Bałam się, że może mi zaszkodzić. Nie mogę ocenić tego batonika - nie wiem czy tak i jak powinien on smakować. To normalne, że pachniał jak sfermentowane owoce a w smaku był gorzkawy?

Wartość energetyczna w 100g - 335 kcal
Wartość energetyczna w batonie 40g - 134 kcal
Ocena - bez oceny
Cena - nie znam

Chlorella for Woman. Natural Energy Sport Bar chlorella + białko konopne + beta karoten + L-karnityna + malina

Skład: daktyle, migdały, białko konopne, Chlorella 6%, malina, beta karoten, L-Karnityna
Opakowanie: 50g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 6g Węglowodany 51g w tym cukry 27,2g Tłuszcz 9,8g kw.tł.nas. 0,8g Sól 0g

Wartość odżywcza w 50g:
Białko 3g Węglowodany 25,5g w tym cukry 13,6g Tłuszcz 4,9g kw.tł.nas. 0,4g l 0g

Ocena: Skład batona jest krótki i prosty. Nie będę dokładnie rozkładać go na czynniki pierwsze, bo każdy widzi jaki on jest. Jego bazę stanowią daktyle, które nadają tutaj słodyczy. Jest też dodatek chlorelli, białka konopnego, beta karotenu, L-karnityny i malin. Z chlorellą nigdy wcześniej nie miałam styczności, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać - miałam tylko nadzieję, że to nie będzie produkt podobny do spiruliny obecnej w batonie Petarda od Zmiany Zmiany (ten baton nie przypadł mi do gustu).

Po wyjęciu batona z opakowania moim oczom ukazała się ciemna, prostokątna sztabka z zaokrąglonymi bokami. W daktylowej masie da się zauważyć kawałki migdałów. Całość jest dość twarda, zbita i nie podatna na odkształcenia. Aby przekroić baton należy użyć siły - zrobić to z naciskiem. Po przekrojeniu baton ujawnia lekko zielonkawą barwę. Pachnie ziołowo - suszonymi ziołami. Według mnie nie jest to nieprzyjemny aromat.

Baton pod zębami stawia lekki opór - jest twardawy, jednak nie nie możliwy do ugryzienia. W ustach nie rozpuszcza się szybko - wymaga długiego żucia . Od razu po wgryzieniu się w baton nie poczułam nic, dopiero po przeżuciu uwolniła się bardzo delikatna słodycz do której doszedł intensywny i bardzo wyraźny smak, który skojarzył mi się z suszonymi ziołami ale przed zaparzeniem (i to jakimiś niedobrymi). W tle dało się również wyczuć delikatną kwaskowatą nutę, która dodawała tutaj lekkiego orzeźwienia. Kiedy baton już się rozpuścił pozostawił po sobie wyraźny smak ziół/alg z delikatną goryczkowatą nutą. W trakcie jedzenia miejscami pod zębami chrupały kawałki migdałów - orzechy były bardzo dobrej jakości, bez oznak nieświeżości.

Baton jak dla mnie jest słodki, jednak jeśli mam być szczera to jest mi ciężko dokładnie określić stopień jego słodyczy. Dlaczego? Smak zielska/alg zdominował całość - jedząc batona praktycznie czułam tylko i wyłącznie to. W moim odczuciu jest on tak intensywny, że po zjedzeniu niecałej połowy, zaczęło mnie mdlić. Jedyny przyjemny akcent jaki w nim znalazłam to te chrupiące orzechy - szkoda, że nie tych orzechów nie było więcej. Nie oznacza to, że baton był obrzydliwy. Po prostu nie jest w moim guście - to nie moje smaki.

Wartość energetyczna w 100g - 338 kcal
Wartość energetyczna w batonie 50g - 169 kcal
Ocena -
Cena - Rossman 6zł

W ten oto sposób zakończyła się moja przygoda z tymi batonikami. Wypadły jak wypadły. Nie odradzam ich zakupu - każdy smaki odbiera inaczej a nowych produktów warto próbować. Przecież mogą nam posmakować. ^_^ Osobiście cieszę się, że miałam taką możliwość. Dziękuję Ado za wymianę ;)

czwartek, 01 czerwca 2017

Niedawno przeszukując internet w poszukiwaniu moich "książkowych perełek", trafiłam na księgarnię w której nie tylko znalazłam to czego szukałam ale i jeszcze więcej. Internetowa księgarnia Szymelka to miejsce "inne" od większości księgarni internetowych... "inne", ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Skupia się ona nie na tym aby sprzedawać jak najwięcej tytułów, ale by książki te swoja treścią nie tylko uczyły ale również zachęcały do wejścia w świat literatury, sprawiały, że niechętnie się z nimi rozstajemy i chcemy w go jeszcze bardziej zagłębiać. Książki dla dzieci, młodzieży oraz pozycje dla dorosłych. Książki piękne, ciekawe, mądre - w tym klasykę literatury. Ale to również doradztwo i konsultacje pedagogiczne i psychologiczne z których można skorzystać i uzyskać poradę w jaki sposób m.in. korzystając z dobrodziejstw biblioterapii pomóc swojemu dziecku rozwiązać nurtujące go problemy lub wesprzeć jego rozwój i poszerzyć zainteresowania.

A jeśli już mowa o wartościowych książkach, chciałabym dzisiaj pokazać Wam jedną z tych, którą można uznać za wartościową. O jakiej książce mowa? Pinokio. Historia pajacyka Carlo Colodi. Jednak nie jest to historia słodka i beztroska wszystkim dobrze znana z lekcji języka polskiego. To opowieść nieco mroczna, owiana tajemnicą, niepewnością... Wiedzieliście, że oryginalna historia niesfornego, drewnianego pajacyka wcale nie była kolorowa i wesoła a mroczna, posępna i pełna przestróg? To na potrzeby "szkolnictwa" i dla dzieci została ułagodzona - tak jak Baśnie Braci Grimm. Jednak wydawnictwo Media Rodzina zrezygnowało z owych ułagodzeń - Pinokio, który wyszedł ich nakładem raz bywa wesoły a innym razem smutny i niepokojący.

Nie jest to disneyowski, słodki i pogodny Pinokio. W tekście ma życia słodkiego i pełnego radości. Mało tutaj szczęśliwej beztroski i swawoli. Każdy czyn i swawola, niesie ze sobą konsekwencje, które należy ponieść. Pinokio na własnej skórze ma okazję się o tym przekonać i niestety nie jest to przyjemna nauka. Jednak w tym wszystkim jest również miejsce na swoisty humor - tak jak to wielu z Was mogło zapamiętać z dzieciństwa .
Historia pod pierzynką drewnianego pajacyka i jego przygód pokazuje życie takim jakim jest na prawdę a nie takim jak byśmy chcieli aby było. To baśń o prawdziwym życiu, które nie zawsze jest piękne a często bywa smutne, przykre i bolesne.

Tekst do tego wydania Pinokia opracował Jarosław Mikołajewski, poeta i laureat wielu literackich nagród. W Posłowiu umieszczonym na samym początku książki przybliża nam postać Pinokia (mówi o jego toksańskich źródłach) jak i samego autora tej baśni (między innymi dowiadujemy się, że jego prawdziwe nazwisko brzmiało Carlo Lorenzini. Collodi to nazwa miasteczka, gdzie urodziła się matka autora). Przybliża także sens powieści i mówi o jej przekładach. Tutaj można dostrzec różnice w tłumaczeniu, które się pojawiają. Większość z nas zna przekład Zofii Jachimeckiej. Zapamiętaliśmy między innymi Gadającego Świerszcza, Majster Wisienkę, czy wieloryba. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia ze Świerszczem Który Mówi, Majster Czereśnia i rekinem. Zgadza się REKINEM, bowiem w oryginalnej wersji Pinokia, tej, którą stworzył Carlo Lorenzini pajacyka połknął rekin a nie wieloryb. Zaskakująca różnica. Prawda?
Jak tak teraz o tym myślę to tak przez mgłę w pamięci mam obraz rekina z tejże opowieści - najprawdopodobniej była to książka z biblioteki, jednak nie pamiętam jej za dobrze. Musiałam być mała a potem w szkole pojawiła się wersja z wielorybem i o rekinie prawie zupełnie zapomniałam. Dopiero ta książka sprawiła, że wspomnienia wróciły.

Jednak owy Pinokio to nie tyle treść co obrazy - to one stanowią najważniejszą część książki, to one dodają nastroju, klimatu, nuty niepewności. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę,wiedziałam, że to nie będzie ckliwa historyjka. Wiedziałam, że to nie będzie zwykła książka i że zapamiętam ją na dłużej. Potem dokładnie oglądając książkę z każdą stroną byłam pełna podziwu i zachwytu dla ich kunsztu.

Ilustracje do książki wykonał Robert Innocenty, znany włoski artysta, którego prace wielokrotnie zdobiły dzieła klasycznej literatury dziecięcej. Już na pierwszy rzut oka widać, ze nie mamy do czynienia z amatorem, bowiem wszystkie obrazy są bardzo dokładne i pełne szczegółów. Tutaj nie ma miejsca na banał, szybkość i niedbalstwo - każda kreska jest dokładnie przemyślana, każdy detal dopracowany nawet w najmniejszym stopniu. Trzeba być czujnym, skupić się i uważnie przyjrzeć aby wszystko dostrzec. Bowiem bardzo często bywa, że to, o czym jest mowa w tekście, zostało ukryte, gdzieś w dali, kącie, w cieniu... Dostrzeże to tylko czujne oko.

To nie wszystko... Owe ilustracje tętnią życiem. Postacie, sytuacje na nich przestawione ożywają i stają się prawdziwe. Przeglądając je słychać gwar na ulicy, rozmowy ludzi, plotki i śmiech. Całym sobą da się poczuć to co zostało na nich przedstawione a ciemne kolorystyka nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z historią w której nie wszystko jest radosne i kolorowe. Są realistyczne, niczym fotografie a przy tym nieco mroczne a czasem i niepokojące.
Uwierzycie, że ilustrator jest samoukiem? W z związku z sytuacją ekonomiczną rodziny musiał zacząć pracować już jako trzynastolatek. Dlatego nie miał czasu na szkoły plastyczne. Na szczęście z czasem znalazł zajęcie w wytwórni filmów animowanych, gdzie mógł rozwijać swój talent plastyczny. Pomimo trudnych początków, Robero Innocenti jest dziś uznanym na świecie ilustratorem a także zdobywcą wielu nagród w tej dziedzinie.

Wydanie  Pinokia z ilustracjami Roberto Innocentiego robi potężne wrażenie. Duży format, twarda okładka, dobrej jakości i gruby kredowy papier a do tego wszystkiego przepiękne obrazy. Zostało dopracowane nawet w najmniejszym calu. To jedna z tych książek, które chce się mieć na swojej półce.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Pinokio. Historia pajacyka
 Autor: Carlo Collodi
 Ilustracje: Roberto Innocenti
 Tłumaczenie: Jarosław Mikołajewski
 Wydawnictwo: Media Rodzina
 Rok wyd: 2012
 Ilość stron 2008



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi