.

wtorek, 08 stycznia 2019

Dzisiaj kolejny wpis w którym trochę się zabawimy i trochę zjemy - opis pewnej pasty/masła, która ma wszelakie zastosowanie a także gry, która nie tylko dostarcza rozrywki ale również (i przede wszystkim) pozytywnie wpływa na nasz mózg. A mózg jak wiecie trzeba ćwiczyć bo z wiekiem "kapcianieje" :P
Zapraszam do lektury ;)

Pasta/masło tahini BRAT.pl


Skład: sezam
Pojemność - 500g

Wartość odżywcza w 100g
Białko 17g Węglowodany 21g w tym cukry 0,5g Błonnik 9g Tłuszcz 54g kw. tł. nas. 8g Sól 0,1g      

Opinia: Masło sezamowe - tahini umieszczono w słoiku z grubego szkła o pojemności 500g. Cieszę się, że nie jest to plastik - ten potrafi przeniknąć do produktu i niekorzystnie wpłynąć na jego smak (spotkałam się z takim przypadkiem).

 Po otworzeniu słoiczka poczułam (dla mnie) przyjemny aromat prażonego sezamu z lekką goryczką, ale bez nuty spalenia. Jego kolor jest szarawy natomiast konsystencja średnio gęsta. Tahini nadal spływa z łyżeczki, jednak w trakcie mieszania stawia "lekki opór". Nie jest tak rzadkie jak tahini np. Primavika - powiedziałabym, że jak sos. To chyba najgęściejsze tahini jakie miałam okazję próbować.

  Masło/pasta po wzięciu do ust "rozpływa się" po całym podniebieniu niekiedy nieznacznie przylepiając się do podniebienia - na łyżeczce również można dostrzec jej pozostałości. W smaku czuć prażony sezam z charakterystyczną goryczką - na moje kubki smakowe nie była ona intensywna, tahini nie zostało przeprażone, ani spalone. Smakuje tak jak powinno smakować tahini, chociaż przyznam, że jadłam łagodniejsze jak np. tahini jasne Terra Sana.

  Tahini to produkt, który większość wykorzystuje do deserów (po dodaniu substancji słodzącej smakuje jak chałwa), owsianek, lub dań wytrawnych np. jako składnik sosu. Ja najczęściej wyjadam łyżeczką ze słoiczka lub z warzywami - czasem z dodatkiem kakao i wiśni z kompotu (kwaśno-słodkie). Po prostu lubię jego smak - samego w sobie ale wiem, że nie każdemu taka goryczka będzie odpowiadać i jeśli je zje to tylko posłodzone.

  Jednak jeśli szukacie dobrego tahini, to mogę Wam polecić. A odnośnie intensywności goryczy tak na prawdę wszystko zależy od indywidualnego odczuwania smaku a także partii - czasem ten sam produkt ale z innej linii produkcyjnej może różnić się w smaku.

Wartość energetyczna w 100g -  594 kcal
Cena - 16zł/500g sklep BRAT.pl (kupiłam na promocji po 9zł)
Ocena- 6/6

Pamięć bywa różna. Fotograficzna, wzrokowa, dobra, bardzo dobra, świetna, tragiczna. Czasem też nas zawodzi - niektórych nawet nie czasem a bardzo często. Jednocześnie działa jak nasz mózg i mięśnie - nie używana powoli zanika z kolei doglądana staje się coraz lepsza i sprawniejsza


~Informacje ~

Tytuł:
Bystre Główki
Wydawca:
Trefl Joker Line
Wiek graczy:
6+
Ilość graczy: 
2-6 (można grać i samemu)
Czas gry:
ok. 15 minut

~ Zawartość pudełka ~

104 karty z obrazkami
6 kart akcji
instrukcja

~ Wygląd ~
W sporych rozmiarów kartonowym pudełku umieszczono 104 karty z różnymi obrazkami, 6 kart akcji specjalnych a także czytelną instrukcję


Karty według mnie są średniej jakości - mogłyby być grubsze w szczególności, że gra przeznaczona jest dla dzieci (te lubią wyginać, zaginać itp.), natomiast umieszczona na nich grafika przejrzysta. Proste rysunki przedstawiające przedmioty, zwierzęta są czytelne dla każdego, chociaż nie spodobają się każdemu. Mnie przywołały na myśl czasy szkolne.

~ Cel gry ~
 Polega na wykładaniu kart z obrazkami na stosie i wymienieniu ich w prawidłowej kolejności.

~ Przygotowania do gry ~
Tasujemy wszystkie karty i układamy je w stos rewersem do góry. Każdy gracz kładzie przed sobą kartę pomocy. 

~ Jak grać ~
Gra przewiduje dwa warianty rozgrywki.
W wariancie podstawowym gracze ze sobą konkurują, w wariancie kooperacyjnym współpracują - pomagają sobie nawzajem w zapamiętywaniu kolejności kart.


Gracz rozpoczynający rozgrywkę wyciąga pierwszą kartę ze stołu, kładzie ją na drugi stos, mówi co przedstawia rysunek i zapamiętuje go. Kolejny uczestnik robi to samo, lecz musi podać z pamięci również ten rysunek, który został wyłożony wcześniej.
Np. gdy na stosie znalazły się karty przedstawiające kolejno: biedronka, tort, kanapa a kolejny gracz odkrywa np. żółwia, kładzie kartę na stosie i wymienia kolejno: biedronka, tort, kanapa, żółw.
Im dłużej gra się toczy, tym gracze mają więcej kart to zapamiętania.

W grze istnieją również karty pomocy-akcji.
 Karta z rączką - gracz rozgrywający daną turę może zatrzymać wyłożoną kartę. Ponadto nie musi wymieniać wszystkich kart znajdujących się na stosie.

 Karta ze strzałką w prawo i lewo - zmienia kierunek kolejki po wymienieniu wszystkich kart w odpowiedniej kolejności.

 Karta z ludzikami - pozwala graczowi na wybór innego gracza, który będzie musiał za niego wymienić wszystkie karty we właściwej kolejności. To może być niezły strzał...

  Karta z plikiem kart i ujemnymi cyferkami - gracz ma za zadanie wymienić 3 ostatnie karty (nie licząc właśnie zagranej karty) w odwrotnej kolejności, czyli od tyłu.

Jeśli gracz nie popełnił błędu przychodzi kolej na następnego gracza. Jeśli natomiast ktoś stwierdzi, że doszło do pomyłki i w przypadku jej potwierdzenia, gracz, który ją popełnił przegrywa i rozdaje wszystkie zagrane karty pozostałym graczom, rozpoczynając od osoby, która zauważyła pomyłkę. Jeśli jednak nie doszło do pomyłki, zagrane karty rozdaje gracz oskarżający, rozpoczynając od osoby, którą oskarżył o błąd.


~ Zakończenie gry ~ 
Gra kończy się w momencie, gdy ze stosu zniknie ostatnia dobrana karta. W wersji podstawowej zwycięża osoba, która zbierze największą liczbę kart. W wersji kooperacyjnej należy porównać liczbę zebranych kart i ustalić, komu dało się zebrać ich więcej - graczom, czy grze.

~ Wrażenia ~
Bystre główki to banalna w zasadach i dość przyjemna, lecz wbrew pozorom nie najłatwiejsza w rozgrywce gra pamięciowa dla ludzi w każdym wieku. Nie tylko dla dzieci do których jest kierowana ale również starszych i dorosłych - wszakże na trening pamięci nie ma nieodpowiedniego wieku. Zawsze jest odpowiednia pora aby to robić a nawet trzeba.

Wszystkim dobrze znany schemat gry pamięciowej został tutaj urozmaicony o specjalne karty chwilowo zmieniające zasady gry a tym samym dodającym całości nieco "smaczku" a w przypadku strzałek potrafiącym namieszać. Szkoda, że nie ma ich więcej aby jeszcze bardziej namieszać - według mnie byłoby ciekawiej.

Dodajmy do tego mechanizm oskarżania, który nieznacznie dodaje adrenaliny. Oskarżać, czy nie? Jeśli tak to najlepiej, kiedy kart jest sporo. Wymienić 4 czy też 5 kart to nie problem. 10 kart? Można dać sobie radę. Ale 15-16? Tak bez pomyłki? Czapki z głów.

Jeżeli szukacie gry ćwiczącej pamięć a przy okazji dostarczającej rozrywki, to ta gra powinna się Wam spodobać.

Plusy:
♦ jasna instrukcja
♦ proste zasady
♦ szybka rozgrywka
♦ czytelna grafika
♦ gra poprawia pamięć
♦ gra nawet dla dzieci, które nigdy wcześniej nie grały w gry 

Minusy:
♦ średniej jakości karty - mogłyby być grubsze
♦ grafika może zniechęcić do gry starsze dzieci oraz niektórych dorosłych (ale nie musi)
♦ zbyt mało kart akcji 

Ocena: 4,5/6
http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

niedziela, 06 stycznia 2019


zdjęcie

Ostatnimi dniami zima przyniosła nam opady śniegu. Zabieliło się i dzieci mogą jeździć sankami, nartami i lepić bałwana. Zresztą nie tylko dzieci - my dorośli również. A wieczorami spędzić rodzinnie czas grając w gry lub czytając. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam kilka nowości czytelniczych, które w moich oczach mogą łączyć różne pokolenia ;)

 Cztery kąty i kot piąty, Jadwiga Hockuba wyd. Widnokrąg

Książki dla dzieci... na rynku pojawia się coraz więcej cudownych tytułów i to napisanych w taki sposób, że mogą a nawet powinni sięgać po nie również dorośli. Proste słowa potrafią chwycić za serce - poruszyć, wzruszyć, skłonić do refleksji ale również rozbawić i przywołać na myśl cudowne wspomnienia.

  "Cztery kąty i kot piąty" to nowość wydawnictwa Widnokrąg - picturebook, który rozpoczyna się od białej kartki. Nie mamy nic - dosłownie, jednak po chwili zaczyna się opowieść i to nie byle jaka. Ciekawa, lekka, przyjemna, zaskakująca.



  Mamy mamę i tatę. Jest też dziadek, babcia, wnuczek oraz wnuczka. Fotel, najpiękniejsza choinka, noc, lampa i ptak....
  Zmieniają się pory roku i mija czas - przychodzą kolejne święta, wakacje, ferie, bal....



 A po chwili?
  Bum... ktoś pojawia się znienacka. Przychodzi mała myszka, zjawia się wigilijny gość i lale które potem wydają bal. Księżyc szuka zguby w ogrodzie, fotel i stara szafa skrywają swoje tajemnice a z szafy wyskakują. Są cztery kąty i jest też kot jako piąty. A za chwile...

  Różne postacie, różne historie i różne sytuacje. Opowiedziane lekko, czasem z humorem a innym razem skłaniające do głębszej refleksji. Namalowane pięknym obrazem i poetyckim słowem. Różne emocje, różne przemyślenia, refleksje, skojarzenia. Wspomnienia i łzy wzruszenia.

  A to wszystko w połączeniu z tym co widzą oczy i pobudza wyobraźnię. Pozwala przenieść się do innego świata - świata pytań i odpowiedzi odnośnie świata i tego co nas otacza - codziennych sytuacji, magii, marzeń a w moim przypadku również przeszłości która minęła i którą skrywają zakamarki serca.

 „To książka dla tych, którzy lubią od czasu do czasu udać się do krainy wyobraźni” - pisze wydawca. Według mnie to książka dla każdego. Każdy jeśli zatrzyma się choć na chwile może odnaleźć w niej coś innego - niekiedy bardzo ważnego. Ale o tym już pisałam wyżej i nie będę się powtarzać.

  Całość na prawdę mnie urzekła - wywołała masę przeróżnych emocji, przywołała wiele wspomnień. To była sentymentalna podróżą do czasów dzieciństwa i nie tylko. Po raz kolejny nie zawiodłam się tym co proponuje wydawnictwo. Dziękuję. Polecam

Tytuł: Cztery kąty i kot piąty | Tekst: Jadwiga Hockuba | Ilustracje: Piotr Dumała | Wydawnictwo: Widnokrąg | Okładka: Twarda | Liczba stron: 76

O innych książkach wydawnictwa Widnokrag pisałam TUTAJ i TUTAJ

Mały pokój z książkami, Eleanor Farjeo wyd. Dwie Siostry


  Klasyka... jest ta kierowana do dorosłych, młodzieży jak i dzieci. Jednak zastanówmy się. Czy na prawdę trzeba dzielić ją na kategorie? Szufladkować na taką, śmaką i owaką? Wszakże to klasyka a ta zawsze jest ponad czasowa i dla każdego bez względu na wiek. A przynajmniej być powinna.


  Ucieszyłam się, kiedy w moje ręce trafiła kolejna pozycja zaliczana do klasyki (dziecięcej i młodzieżowej) wydana jako kolejny tom serii Mistrzowie Ilustracji. "Mały pokój z książkami". Nie brzmi to zachęcająco i ciekawie? Zagadkowo, magicznie niczym skarb do odkrycia po wykrzyknięciu "Sezamie otwórz się!". I ta książka jest jak taki skarb do odkrycia. Skarb do którego prowadzi jedna, druga, trzecia przygoda. I kolejna i jeszcze jedna a każda z nich zupełnie inna od poprzedniej ale wciągająca, ciekawa i pasjonująca.



 Dwadzieścia siedem przeróżnych bajek pełnych zaskakujących przypadków, szczęśliwych zbiegów okoliczności a także tych w których zupełnie odmienił się los. Przygód do przeżycia, skarbów do odkrycia, marzeń do zrealizowania i bohaterów do poznania.

  Mała Kasia, która ciężko pracowała, rezolutne służące, rozkapryszone królewny, bezimienne kwiaty, stare zrzędy... Jest i królewna, której zachciało się dotknąć księżyca, Mała Pani żyjąca w luksusie, jednak bardzo samotna i złota rybka, która chciała poślubić Księżyc, Papużki Nierozłączki, Szklany paw i... jest tego znacznie więcej.
 Dwadzieścia siedem opowieści o dziecięcych marzeniach, problemach, tym co skrywa nasza wyobraźnia i serce. Opowieści o życiu o tym co ważne i cenne. Dla małego, starszego i dużego. Dla każdego. Takich, które nie jedną osobę chwycą za serce.


 Książka jest wznowieniem egzemplarza od wydawnictwa Nasza Księgarnia z 1971 roku. Nastąpiło w nim kilka zmian. Po pierwsze uzupełniono je o dziewięć tekstów pominiętych w poprzednich polskich wydaniach. Po drugie autorem ilustracji nie jest Bożena Truchanowska a Edward Ardizzone.

Tytuł: Mały pokój z książkami | Autor: Eleanor Farjeon | Ilustracje: Edward Ardizzone | Tłumaczenie: Hanna Januszewska, Ewa Rajewska | Liczba stron: 452 | Oprawa twarda | Wydawnictwo Dwie Siostry

  O Ani z Zielonego Wzgórza pewnie słyszał każdy - jeśli nie czytał, to oglądał a jeśli żadna z tych rzeczy, to słyszał. Znajdą się tacy, którzy kochają tę serię całym serce, dla których jest ona obojętna i zagorzali przeciwnicy. Wydań również jest wiele. Według mnie najpiękniejsze jest to z Naszej Księgarni - a właściwie to dwa różne wydania. Stare, wysłużone, klimatyczne z ilustracjami, których autorem jest Bogdan Zieleniec.... prawdziwa perełka o której marzy nie jedna osoba.
  Śliczne jest również wydanie od wydawnictwa Wilga w płóciennych okładkach - wzorowane na brytyjskiej serii literatury klasycznej.


archiwalne zdjęcie

 Wydań "Ani..." na prawdę jest sporo. I niedawno pojawiło się kolejne od Wydawnictwa Nowa Baśń. Książka ukazała się w twardej okładce i posiada obwolutę, pod którą kryje się materiałowa oprawa z ilustracją rudowłosej dziewczynki - Ani.
  W środku nie ma spisu rozdziałów a przekładu dokonała Rozalia Bernsteinowa w redakcji Połtorzyckiej i Zielińskiego. Pamiętam, że dwa lata temu czytałam "Anię.." tłumaczoną przez Panią Rozalię, ale nie mam pojęcia, kto redagował tekst. Niemniej poznałam trzy różne tłumaczenia i to te pierwsza najbardziej do mnie przemówiło - czułam ten klimat.
  Każdy rozdział książki został tutaj ozdobiony ornamentami a rozdziały ilustracjami z oryginalnego, pierwszego wydania z 1908 roku brzmi ciekawie?


  Wróćmy do Ani... Ania trafiła na Zielone Wzgórze przypadkiem a ściśle mówiąc w wyniku pomyłki. Rodzeństwo Cuthbertów planowało adoptować chłopca do pomocy w gospodarstwie, ale przybyła do nich dziewczynka. Początkowo miała zostać odesłana do Domu Dziecka, jednak szybko zdobyła serce Mateusza a niedługo potem również Maryli. Mimo iż Ania wywróciła ich życie do góry nogami sprawiła, że w ich życiu pojawił się promyczek słońca a także więcej miłości i ciepła.

 Książka czytana przez pokolenia. Jak określiła moja polonistka z gimnazjum "dziewczęcia lektura", tak jak "Przygody Tomka Saweyra" jest bardziej dla chłopców. Z jednej strony napisana lekko tak, że czyta się ją dość szybko, natomiast z drugiej dojrzale i pięknie. Jestem świadoma, że w jakimś stopniu jest to również zasługa dobrego przekładu, ale w przypadku Ani bez względu na to po jaki przekład sięgnęłam (były ich trzy), czułam, że mam do czynienia z literaturą na bardzo wysokim poziomie - klasyką... nawet w przekładzie Ewy Łozińskiej-Małkiewicz w którym można znaleźć potoczne słownictwo nie pasujące do epoki.


  Piękno słowa, szacunek do języka - coś czego brakuje we współczesnej literaturze a już w szczególności dziecięcej i młodzieżowej. To wszystko tutaj jest. Jest również zachwyt nad przyrodą, światem i jego pięknem, jak również szacunek jaki z tego wypływa. A jeśli dołączyć do tego wszystko to co ze sobą ona niesie: nieustanną nadzieję w obliczu wszelkich przeciwności w życiu, naukę samoakceptacji, przyjaźni, wiary w swoje marzenia a także przesłanie o wartościach i rodzinie, otrzymujemy powieść, którą można czytać niezależnie od wieku. 

- ... Nie wytworzyłam sobie wcale dokładnego pojęcia o Zielonym Wzgórzu. Lecz zaledwie je dojrzałam, uczułam, że tam jest mój dom.”

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza | Przekład: Rozalia Bernsteinowa | Wydawnictwo: Nowa Baśń | Okładka: twarda | Stron: 416 

piątek, 04 stycznia 2019

 

  Istnieją książki dla wielu bardzo dobrze znane - stanowią wspomnienie z dzieciństwa - ale jednocześnie dla pozostałych obce o których dowiadują się od znajomych, z internetu lub kiedy zostają wznowione. Tak było tym razem. Wydawnictwo Zysk S-ka postanowiło wznowić serię, której pierwsze wydania w przybliżeniu pochodzą z 1967 roku. Dzięki temu usłyszałam a także poznałam nie tylko cykl książek, których akcja rozgrywa się w moich okolicach ale również twórczość wcześniej nieznanego mi autora -  Witolda Eugeniusza Welcza piszącego pod pseudonimem Wiktor Zawada.



  Kaktusy z Zielonej ulicy rozpoczynają trylogię, której akcja rozgrywa się w latach 1939-1945 w Zamościu i okolicznych wsiach. Bohaterami jest grupka dzieci, które ostatnie dni wakacji 1939 roku spędzają na zabawie w Indian i rywalizacji z kolegami z sąsiedztwa. Niedługo potem pojawiają się kolejne - nowe atrakcje, które wypełniają dzieciom czas. Najpierw bawią się maską przeciwgazową, którą ojciec jednego z chłopców przyniósł z pracy a potem na podwórku zaczynają budować schron przeciwlotniczy. Dzieci wymyślają kolejne zabawy nieświadome zbliżającego się niebezpieczeństwa.
  Nadchodzi wojna o której słychać w rozmowach ale wtedy nie wydaje się być tragedią. Z czasem pojawiają się kolumny wojska, próbne alarmy lotnicze, wyjące syreny w oddali... Grupka dzieci postanawia zorganizować drużynę wojskową o nazwie "Kaktusy". Swoją dziecięcą wyobraźnię wykorzystują w walce z wrogiem - ich orężem stały się psikusy, a celem ośmieszanie Niemców. Jednak to co na początku było tylko zabawą z czasem przybrało poważniejszy wydźwięk, przeobrażając łobuzów w prawdziwych patriotów.



  W drugim tomie "Wielka wojna z czarną flagą" Wiktor Zawada przenosi czytelnika w realia trzeciego roku wojny. Wojna odcisnęła swoje piętno na wszystkich mieszkańcach Zamościa i okolicznych wsi. Członkowie rozwiązanej rok temu drużyny Kaktusów z Zielonej ulicy (Dzidek Cent, Jasiek Cielebąk, Szybki Jędrek i jego siostra Milka) również doświadczają życia w okupowanym mieście. Uliczne zaczepki, prześladowania Żydów i to w jak okrutny sposób traktują ich Niemcy, wysiedlenia... A to i tak nie wszystko - wojna nie jest łagodna, to nie zabawa. Dwie grupy społeczności: Oni walczący z niesprawiedliwością, uciskiem i walczący o wolność - Kaktusy i czarna flaga, czyli Niemcy z Hitlerjugend, nastawieni na dominację.

  Wiktor Zawada za tło swoich wydarzeń wybrał wojenne realia. Jednak nie jest to wojna jaką znamy z lekcji historii i wojennych filmów a ta widziana oczami dziecka - grupy urwisów początkowo nie świadomych powagi sytuacji i czyhającego na nie niebezpieczeństwa.
  Dzieciaki jedynie wiedzą, że wojna to coś złego i na początku traktują ją jako kolejną zabawę, na swój sposób buntując się przeciwko nowym warunkom. Jednak wraz z kolejnymi wydarzeniami i kontaktem z rzeczywistością ich sposób patrzenia na świat i poglądy ulegają zmianie. Dojrzewają, zaczynają rozumieć czym w rzeczywistości jest wojna i dostrzegać, co tak na prawdę jest w życiu ważne. Zmieniają się w prawdziwych patriotów chcących walczyć z uciskiem, niesprawiedliwością i o wolność.


ilustracja z tej strony 

  W drugim tomie akcja jeszcze bardziej nabiera powagi. Bohaterowie wydorośleli i zmądrzeli rozumiejąc o jaką stawkę toczy się gra. Każdego dnia stykają się z kolejnymi elementami wojennego życia z których chyba najcięższą jest doświadczenie prześladowań Żydów. Autor odsłania przed czytelnikami więcej elementów i faktów odnośnie okupacji. Zostają odsłonięte kolejne karty - fakty z trudnego życia. Nie brakuje również opisów przemocy - nie są one brutalne i dokładne ale jednocześnie nierozerwalne z tematyką wojny. I nie ma w tym nienawiści kierowanej w stronę Niemców, czy kogokolwiek innego - przede wszystkim piętnuje się złych ludzi, bez względu na narodowość.

  Język pierwszego tomu jest prosty i lekki ale nie brakuje w nim również powagi. Z jednej strony widzimy grozę wojny a z drugiej pełno tu żartów, dziecięcych powiedzonek, plastycznych opisów, swobody.... rodzinnego ciepła i uroku. jest humor, zabawa, psikusy, jednak nie są one przesadzone - autor przez cały czas pamięta o istocie i przesłaniu tej opowieści. Nie ma tu ani krzty naiwności.
  W drugim tomie nie tylko sytuacja nabiera powagi a bohaterowie dojrzalsi. Jerzy Zawada dokładniej opowiada o wojennej rzeczywistości - kolejne fakty, opisy i dylematy, których małych nie zrozumie bez pomocy dorosłych. I o ile po pierwszą część mogą sięgnąć młodsi (nie dzieci a młodzież), tak drugą kierowałabym do nieco starszej młodzieży.

  Kaktusy z zielonej ulicy i Wielka wojna z czarną flagą to powieści młodzieżowe z 1967 roku. Mimo iż można odnaleźć w nich kwestie, które mogą być dla dziecka nie jasne (np. pojęcie ludobójstwa w tym również dzieci, traktowanie osób upośledzonych itp.) jak również przekłamania historyczne (co jest to związane z upływem czasu), warto podsunąć ją młodzieży a te niuanse po prostu sprostować. Według mnie książki to ciekawy sposób na wyjaśnienie dziecku czym jest wojna i jakie konsekwencje ze sobą niesie jak również zainteresować je historią, bez nienawiści i akcji "anty".

Tytuł: Kaktusy z zielonej ulicy/Wielka wojna z czarną flagą | Autor: Wiktor Zawada | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: Twarda | Ilość Stron: 400/500



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia (u mnie do 31 grudnia) na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)

tekst alternatywny