.

poniedziałek, 09 lipca 2018

(…) Szybie ruchy strasznych dłoni pocierały jej odartym ze skóry ciałem o tarkę. Kawałek po kawałku ginęła. Kawałek po kawałku znikała. Nie została z niej część większa niż kilka milimetrów. (…) Ostatnim miejsce jej spoczynku była salaterka. Zbrodni dokonał przykładny mąż i ojciec.(…)”

 
  Brzmi mrocznie? Strasznie? I makabrycznie? Zdawaliście sobie sprawę, że każdego dnia w Waszej kuchni dochodzi do zbrodni? Okrutnego zabójstwa?
  Może dosłownie nie leje się krew ale są winni i poszkodowani. Jest ból, smutek i cierpienie. Narzędziami zbrodni są: nóż, tarka, blender, łyżka. Bez winy nie pozostaje również patelnia, łyżka, widelec, wyciskarka do soków. Kuchnia pełna jest wielu wymyślnych narzędzi tortur. To miejsce rzezi.
  Winowajcą jest człowiek czasem przy współudziale z dziećmi. Czasem są to dzieci. Ofiarami Ci o których zazwyczaj nie myśli się w ogóle. "Istoty" bezbronne i niewinne - nie mogące się bronić.
  Ja również nie jestem bez winy. Dzisiaj rano dokonałam takiej zbrodni. Zabiłam. Jestem pewna, że Wy również. To dzieje się codziennie, w każdym domu i na całym świecie.

  Madlena Szeliga już dawno zaobserwowała fakt iż każdego dnia człowiek dokonuje makabrycznych czynów. Stworzyła dwadzieścia krótkich opowiadań w których opisuje to jaki horror z własnej, niewymuszonej woli szykujemy… warzywom i owocom. I robi to mocno, dosadnie i obrazowo.
  Zaskakujące? Dziwne? Brzmi jak drwiny i kpiny "mięsożerców" z wegan? (sama doświadczyłam podobnych żartów). Można mieć takie wrażenie, jednak teksty nie są zabawne i lekkie. To nie humorystyczne opowiastki do czytania dziecku przed snem. To historie, które mimo iż potraktowane z dystansem i z przymrużeniem oka, jednocześnie są mocne, mroczne i mogą wywołać dreszcze... przestraszyć. Naprawdę włos jeży się na głowie.

  Autorka opisując zupełnie normalne sytuacje z życia użyła słownictwa, z którym możemy się zetknąć czytając powieści kryminalne i akta sądowe morderców. Nawet nazwy rozdziałów np. ,,Sprawa Marchwi. Solenie ran” sugerują charakter i mocną treść historii. Madlena Szeliga przedstawia ludzi jako bezdusznych, nikczemnych i pozbawionych serca. To człowiek jest oprawcą. Katem. Warzywa i owoce cierpią. Są obdzierane ze skóry, dźgane, siekane, duszone, zamrażane, wyrywa się im serca...  Płaczą, jęczą i zawodzą. Umierają.
  To spojrzenie na świat oczami tych, których bezdusznie zjadamy każdego dnia. Jednak potraktowany w sposób abstrakcyjny i tak jak wspomniałam z dystansem. Przecież człowiek nie może trafić do więzienia krojąc pomidora, ścierając marchew lub obdzierając ze skóry banana. Prawda?

  Dreszczyku przeczytanym historiom dodają niesamowite ilustracje Emilii Dziubak, którą uważam za jedną z najbardziej utalentowanych ilustratorek na świecie (liczne nagrody, zagraniczne wystawy a także fakt iż jest znana poza granicami naszego kraju a książki z jej pracami tłumaczone na wiele języków o czymś świadczą).
  Bardzo lubię Jej obrazy, które widziałam między innymi w "Dziewczynce w parku" oraz "Niezłym ziółku". Za każdym razem je podziwiam i jestem nimi zachwycona. Zarówno kreska jak i barwy są charakterystyczne dla stylu autorki, dzięki czemu każdy kto już wcześniej spotkał się z pracami artystki od razu rozpozna je w ciemno - nie wiedząc kto jest ich autorem.
 Nie sposób na nie nie spojrzeć i nie uznać, że autorka ma ogromny talent oraz wyobraźnię. Tutaj również to udowodniła. Warzywa i owoce nabierają w nich ludzkich cech. Cierpienie, ból i smutek widoczne na ich "twarzach" oraz w oczach, sprawiają, że z czasem człowiek zaczyna im współczuć, czuć to co one  i zastawiać się nad samym sobą.

  Można pomyśleć, że jest to książka o warzywach. Być może kpina i żart z wegetarian oraz wegan, bo przecież i o takich żartach się słyszy. Jednak czytając opisane historie i oglądając towarzyszące im ilustracje zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno chodzi tylko i wyłącznie o to co się wydaje.
  A może chodzi o coś zupełnie innego? O znacznie więcej?
   Być może autorka chciała zwrócić uwagę czytelnika na jego zachowanie, które jest zbliżone do tego opisywanego, tylko niestety nie tylko w stosunku do warzyw i owoców?

  Na samym początku książki autorka stawia czytelnikowi pytanie: ,,A co gdyby warzywa naprawdę miały uczucia?" .
  Czy aby na pewno chodzi o warzywa? .
  A gdyby tak w miejscu marchewki postawić drugiego człowieka lub psa, kota, kurkę, świnkę morską? Przecież człowiek również może zabić i zranić człowieka. Człowiek robi to człowiekowi! Człowiek krzywdzi i zabija nie tylko drugiego człowieka ale i zwierzęta. Ciągle słyszy się o tym w mediach.

  Jednak gdyby przyjąć, że jednak to opowieści tylko i wyłącznie o warzywach, to da się zauważyć, ze autorka jest doskonałą obserwatorką życia i świata. Bo np. taki groszek „W maleńkiej kołysce spało smacznie i spokojnie pięć malutkich groszków. (…) Ich kołyska oderwała się od Matki Krzewu. Czuli, jak się unosi. Teraz płacze już cała piątka malutkich dzieci. A mieli przed sobą całe życie.” Czy krzew na którym rośnie groszek nie jest dla niego "matką"? Czy łupinek w których znajdują się jego "ziarenka" nie można nazwać kołyską? Czy jej nie przypominają? Kołyszącą się na matce krzewie? Ja widzę to oczami wyobraźni.
  Podobnie pomidor. Tutaj opisuje swoją śmierć w czasie hiszpańskiego święta La Tomatina.
Czy tego dnia nie "ginie" wiele pomidorów? Tak na prawdę bez sensu i celu rzucanych gdzie popadnie....

  Książka kierowana jest dla dzieci w wieku powyżej lat 10 a także ich rodziców.
  Czy rzeczywiście dla dzieci?
 Nie mam co do tego pewności ale zgodzę się z tym, że nie dla najmłodszych. Chociaż na końcu książki autorka wyjaśnia, że to wszystko trochę na żarty "a książka powstała nie po to aby straszyć (no, może tylko troszkę!) ale żeby ćwiczyć wyobraźnię i bawić się codziennością"
  Rzeczywiście coś w tym jest. Książka udowadnia, że nie wszystkie horrory mają złe zakończenia. Ten kończy się.... zaskakująco - zaskakująco dobrze. Chociaż nie mogę pozbyć się wrażenia, że po jej lekturze ludzie inaczej spojrzą na to co ląduje na ich talerzach.
  Nie patrzyłabym też na nią dosłownie a z przymrużeniem oka, bo być może zniechęci do jedzenia warzyw i owoców. Jeść coś trzeba. Poza tym nie o to w tej książce chodzi. Została ukryta w niej metafora, którą trzeba odszukać i zrozumieć.

 Co do książki można mieć mieszane uczucia, ale jedno jest pewne: z pewnością to publikacja jakiej jeszcze nie było jeśli chodzi o literaturę dla dzieci i młodzieży.

Tytuł: Horror: | Autor: Madlena Szeliga | Ilustracje: Emilia Dziubak | Wydawnictwo: Gereon | Okładka: Twarda

ilustracje blog Emili Dziubak

A oto i zbrodnia sprzed kilku dni: upieczona w przyprawach cukinia, wypełniona soczewicą duszoną z warzywami (wypełniona po upieczeniu)
.

Smażyłam. Dusiłam. Podpiekałam...
Zabiłam nie jedno i nie dwa warzywa... pięć co najmniej
Trafię do kryminału?
Rodzina będzie odwiedzać mnie zza krat? 
Powinnam się z Wami pożegnać?
Napisać "Do zobaczenia"... Kiedyś....

sobota, 07 lipca 2018

 Ludzie od zawsze obawiali się końca świata. Jednocześnie jego wizja a także wizja dalekiej przyszłości fascynowała o czym świadczy miedzy innymi ilość postapokaliptycznych filmów jaka przez te wszystkie lata powstała. Z jednej strony strach a z drugiej ciekawość. Jak to będzie wyglądać? Co będzie po?
 A gdyby odbiec od schematu i tę samą lub podobną historię przedstawić w całkiem innej formie? Komiksu/albumu ale nie byle jakiego. Takiego tworzonego z myślą o młodszym czytelniku oraz młodzieży? Niemożliwe? A jednak.

 "Bajka na końcu świata" Marcina Podolca to nowa seria postapokaliptycznych komiksów kierowana do dzieci i młodzieży ale napisana w taki sposób, że mogą sięgnąć po ne również dorośli. Teraz być może zastanawiacie się dlaczego album nosi tytuł "Bajka na końcu świata", a nie "Bajka o końcu świata". Nie jest to żaden błąd - słowo „bajka”, nie odnosi się do rodzaju utworu literackiego. Jednak o tym za chwilę.

 Do tej pory ukazały się trzy części: "Ostatni ogród", "Opuszczony dom" a także "Odżywczy deszcz"



 Bajka na końcu świata. Ostatni ogród
 
  Wielki wybuch sprawił, że świat który dobrze znamy legł w gruzach. Z powierzchni ziemi zniknęła wszelka roślinność, słońce przestało świecić a niebo straciło swoją błękitność. Pozostały jedynie uschnięte kikuty drzew, słoneczne promienie przykryła mgła a opuszczone budynki świecą wybitymi szybami i stertą gruzów. Nie wiadomo ilu ludzi przeżyło z wyjątkiem kilkuletniej Wiktorii i jej najlepszej psiej przyjaciółki Bajki. Razem przemierzając gruzowiska, zniszczone domy, spalone lasy. Spotykają przeróżne stworzenia w tym te całkiem nowe (niekoniecznie przyjaźnie nastawione), poszukują schronienia, pożywienia i bezpiecznego miejsca. Poszukują również rodziców Wiktorii za którymi dziewczynka tęskni

  Podróż po szarej i przygnębiającej postapokaliptycznej ziemi nie jest łatwa. Jednak Wiktoria wierzy, że jej rodzice przeżyli kataklizm i nie ustaje w poszukiwaniach. Z Bajką czuje się raźniej. Za drogowskaz służą im jedynie tajemnicze nocne światła na niebie, mimo iż wcale nie mają pewności dokąd one je zaprowadzą. Pewnego dnia trafiają do tytułowego ostatniego ogrodu… Miejsca w którym czas jakby się zatrzymał.

  Wiktoria z dnia na dzień musiała raptem dorosnąć, zatroszczyć się o siebie i swoją przyjaciółkę a przecież wewnątrz nadal pozostawała dzieckiem. Jest pomysłowa i zazwyczaj odważna, jednak nadal pozostaje dzieckiem. Dzieckiem, które czasem podupada na duchu,  odczuwa lęk, strach i potrzebuje opieki. Jednocześnie nawet w kryzysowej sytuacji potrafi żartować albo znaleźć jakieś pozytywne strony a przede wszystkim nie traci z oczu celu swojej podróży.
  Z kolei Bajka - gadający pies jest bardzo zabawna i urocza a w jej wypowiedziach nie brakuje ironii oraz dowcipu. Przyjemne stworzenie, które dodaje całości "uroku" mimo iż tematyka i otoczenie temu nie sprzyja.

  Na treść tego komiksu składa się siedem, następujące po sobie historyjek, które przedstawiają przygody Wiktorii i Bajki. Fabuła jest prosta i nieskomplikowana co sprawia, że można czytać go w każdym wieku. Mimo iż kierowany jest głównie do dzieci, dorośli również mogą miło spędzić przy nim czas - w szczególności Ci, którzy lubią tego typu klimaty.
  Autor nie bawi się w prowadzenia do akcji i nie mówi nam wszystkiego. Czytelnik nie dowie się, co tak naprawdę było przyczyną takiej sytuacji. Nie wie dlaczego świat tak wygląda, co stało się z ludźmi, czy są szanse na jakieś zmiany i co będzie dalej. Pojawia się wiele pytań, niejasności, niedopowiedzeń na które nie dostajemy odpowiedzi. Rodzi się niepewność i napięcie co będzie dalej.

   Można by pomyśleć, że to zwykły komiks o zagładzie świata i samotnej wędrówce dziecka, jednak nie tylko.  Mamy tu do czynienia nie tylko z przygodą ale przesłaniem i szczyptą pouczenia a także przestrogą przed tym co może nas spotkać.

Tytuł: Tom 1. Ostatni ogród | Scenariusz i rysunki: Marcin Podolec | Seria: Krótkie Gatki | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Ilość stron: 64 | Okładka: Twarda 



 Bajka na końcu świata. Opuszczony dom

  Nie minęło nawet pół roku od premiery Bajki na końcu świata. 1. Ostatniego ogrodu a niedługo potem pojawił się już drugi. Tym razem Wiktoria i Bajka uciekają przed tajemniczymi chmurami. Kiedy jeden z nich trafia Wiktorię w twarz, dziewczynka traci przytomność. Bajka zaciąga przyjaciółkę do pobliskiego domu, następnie umieszcza w łóżku. Bardzo chciałaby jej pomóc ale nie wie jak. Opiekuje się nią , wiernie czuwając przy jej boku. Tylko od czasu do czasu robiąc przerwy w poszukiwaniu jedzenia - przecież coś jeść musi. Postój w opuszczonym domu nie tylko przynosi wiele przygód. To również okazja do snucia wspomnień, bowiem na miejscu znajduje się kilka przedmiotów sprzed katastrofy. Owe wspomnienia uchylając chociaż rąbka tajemnicy odnośnie wydarzeń sprzed apokalipsy i ich wcześniejszego życia.

  Komiks tak samo jak poprzedni składa się z kilku rozdziałów, w których tytule zawsze pojawia się imię Bajki – nawet jeśli dany wątek dotyczy Wiktorii. Wyraźnie widać, ze to ona, nie Wiktoria wybija się na pierwszy plan - jest główną bohaterką tej historii. Suczka ani trochę nie straciła na uroku a nawet go zyskała - jest urocza, zabawna, oddana, zabawna a do tego łakoma.

  Akcja zbytnio nie ruszta do przodu ale za to daje nam chociaż malutki wgląd na przeszłość bohaterek, to co było wcześniej. Między innymi poznajemy ojca Wiktorii, choć nadal nie wiemy co się z nim stało. Poznajemy również cząstkę przeszłości Bajki - to co przeżyła, co sprawiło, że jest tak mocno zżyta z Wiktorią, jak i sam moment tragedii. Jednocześnie pozostaje wiele niedopowiedzeń i pytań na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Nadal nie wiemy, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło.

   Drugi tom nadal trzyma w napięciu i niepewności. Mimo iż uchyla rąbka historii, nadal pozostaje w nim wiele tajemnicy i niejasności. Tutaj również nie brakuje przesłania. To nie tylko nostalgiczny komiks o przyjaźni i odwadze ale również pokonywaniu swoich lęków i tęsknocie. Może dostarczyć wielu emocji w tym również wzruszeń - w szczególności kiedy patrzy się na czuwającą przy czuwają u boku Wiktorii smutnej suczce, po której pyszczku spływają błękitne łzy.

Tytuł: Tom 1. Tajemniczy dom | Scenariusz i rysunki: Marcin Podolec | Seria: Krótkie Gatki | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Ilość stron: 64 | Okładka: Twarda 



Bajka na końcu świata. Ożywczy deszcz

   W trzeciej części przygód Wiktorii i Bajki bohaterki podróżując po postapokaliptycznym świecie w dalszym ciągu poszukują rodziców Wiktorii. Mijają dymiące kratery, wymarłe lasy i gruzowiska, a kierunek marszu wyznaczają im tajemnicze światła na niebie. Nagle zaczęło padać. Pomyślicie: nic nadzwyczajnego. Jednak nie był to zwyczajny deszcz. Jego krople były kolorowe...

  Kiedy czerwona spadła na małe kamyki, te zniknęły - został po nich tylko i wyłącznie czarny pył. Niebieska wpadła do pyszczka Bajki - smakowała słodko, jak malinki w ogrodzie u Tapira (Tapir to postać, którą poznaliśmy w pierwszej części). A to nie wszystko. Zaraz potem suczka przemieniła się w przerażającego, zielonego i uzbrojonego w ostre zęby potwora. Na szczęście tylko na chwilę i po kilku sekundach wróciła do swojej postaci.
  Ciekawa Wiktoria połknęła żółtą krople. Wtem zmniejszyła się do rozmiarów nosa swojej suni a zaraz potem na jej twarzy pojawiły się bąble. Dopiero dzięki zielonej kropli dziewczynka wróciła  do swoich dawnych rozmiarów. Ta przygoda mogła skończyć się dla nich niebezpiecznie. A to dopiero początek przygód i kłopotów.
  Co jeszcze zmieniło się za sprawą deszczu?

  Fabuła tak samo jak w poprzednich częściach opisana została w kilku następujących po sobie historyjkach. Przedstawiono ją przy pomocy krótkich, kilku planszowych rozdziałów z których każdy stanowi zamkniętą całość. Jednocześnie wszystkie łączą się ze sobą i układają w nadrzędną opowieść. Ponownie nie ma tu zwyczajnych kwadracików czy prostokątów spotykanych w większości komiksów. Autor pozwolił sobie na nutę szaleństwa i różnorodności, dzięki czemu nie ma miejsca na nudę - niemal na każdej stronie coś się dzieje.

  Mimo iż autor odsłonił kilka kolejnych kart nadal nie wiemy zbyt wiele - pozostaje wiele niejasności i pytań na które nie ma odpowiedzi. Nie pozostaje nic innego jak czekać na to co będzie dalej. Niedługo Kolejne przygody Wiktorii i Bajki poznamy w czwartym tomie pod tytułem "Opowieść gołębia" (premiera najprawdopodobniej w październiku tego roku)

Tytuł: Tom 3. Odżywczy deszcz | Scenariusz i rysunki: Marcin Podolec | Seria: Krótkie Gatki | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Ilość stron: 64 | Okładka: Twarda 


Podsumujmy całość - te trzy tomy, które do tej pory zostały wydane.

Mamy tu do czynienia z ciekawie przedstawioną historią, zarówno pod względem treści jak i wizualnej.
Graficznie? Może wpaść w oko. Mamy tutaj do czynienia między innymi ze świetną mimiką bohaterów, która mimo iż uproszczona jest jednocześnie wyrazista i dobrze ukazuje uczucia bohaterów. Postapokaliptyczny świat również prezentuje się bardzo dobrze - dynamiczność szczegółowość i zaskakujące elementy świata po apokalipsie. Wizja tego świata, która mimo iż przedstawiona w formie dziecięcej opowieści wydaje się taka rzeczywista i przerażająca. Dużo w niej symboli co daje szerokie pole do interpretacji.

Spodobało mi się to, że bohaterowie nie są idealni. Wiktoria daleko wybiega od prezentowanego w bajkach i książkach kanonu piękna. Nie jest niezwykłej urody filigranową dziewczynką o dużych oczach i długich najczęściej błąd włosach. Wygląda zwyczajnie - dla niektórych może niespecjalnie. Jest mała, przykrości (ktoś powie, że ma nadwagę) z odsłoniętym czołem, piegami na przydużawym nosie i szparą między zębami. Ponadto nie wgląda zbyt schludnie i czysto. Mimo tego naturalnie zaczynamy ją lubić, tak samo jak jej towarzyszkę Bajkę - na swój sposób są one prawdziwe.

A treść?
Całość może jest prosta, trochę błaha i brakuje w niej większej dramaturgii, ale nie można powiedzieć, że jest denna. Już sam pomysł zasługuje na uznanie, gdyż jest oryginalny - to jak został zrealizowany również. Nie ma tu powielania wszystkim znanych schematów, co wprowadza pewien kontrolowany chaos i wciąga w wir przygód.
Tak naprawdę tekstu jest niewiele. Historię opowiadają ilustracje - słowa są tylko ich uzupełnieniem. Z kolei mnogość detali i symboli w tym tych ukrytych nie tylko pobudza wyobraźnię ale również daje szerokie pole do interpretacji.

 Opisana a tak na prawdę zilustrowana historia opowiada o prawdziwej przyjaźni, pokonywaniu własnych słabości, walce z przeciwnościami losu, sile walki i dążeniu do celu.
Przestrzega przed ludzką głupotą, bezmyślnością w postępowaniu i konsekwencjami jakie ze sobą one niosą.
Uczy. Zgadza się uczy, bo z komiksów również można wyciągnąć jakieś wnioski. Ta seria uczy szacunku dla naszej planety i przyrody - świata roślin i zwierząt. Doceniania tego co mamy i jakie piękno nas otacza.
Może po lekturze tych komiksów ktoś zastanowi się nim ponownie wyrzuci papierek lub butelkę obok kosza na śmieci. Nim bezmyślnie zacznie łamać i wyrywać młode drzewka w parku, palić plastiki, zabijać zwierzęta...
My ludzie własnymi czynami - wydawać by się mogło błahymi takimi jak wcześniej wspomniany papierek, powoli zabijamy naszą planetę. Małymi krokami doprowadzamy do tego aby postapokaliptyczna wizja świata nie była już tylko wizją

przykładowe plansze z Gildia Komiksu

piątek, 06 lipca 2018

  Dzisiaj realizując prośbę/propozycję mi złożoną, chciałabym opowiedzieć o książce kierowanej do młodszego czytelnika.

  Lutek i Unka są sąsiadami.
  Lutek jest optymistą. W każdej sytuacji doszukuje się dobrych stron, jest zawsze zadowolony i z radością w różowych barwach spogląda na świat, który odwdzięcza mu się ładną pogodą.
  Unka zawsze marudzi, dąsa się i widzi świat w szarych barwach, czego czasem jej przyjaciel ma dość. Bo najgorsze jest to, że czasem ten jej pesymizm przechodzi na innych. I wówczas wszyscy są przygnębieni i niezadowoleni.
  Lutek lubi odpoczywać pod jabłonią, o którą bardzo dba i jej pielęgnuje. Jednak pewnego dnia okazuje się, że w ogrodzie zaczyna grasować niebezpieczny Wirek Szkaradniaczek. Przyjaciele albo sami stawią mu mu czoła albo będą musieli poprosić o pomoc postrach okolicy  – Ciotkę Józefinę.

 Lutek i Ciotka Józefina to lekka i przyjemna książka dla dzieci, która oprócz rozrywki uczy. To nie tylko i wyłącznie historyjka do czytania w ciągu dnia lub przed snem a lekcje życia.

Jakie?

  Lutek i Unka mimo tak odmiennego sposobu bycia i patrzenia na świat są najlepszymi przyjaciółmi. Mają różne zainteresowania, pasje, marzenia.... są inni ale to w ogóle im nie przeszkadza. Potrafią dojść do porozumienia, wspierają się i są sobie bliscy. Fakt. Nie zawsze możemy znaleźć z drugą osobą wspólny język ale ważne aby szukać sposobów na jego odnalezienie. To istota prawdziwej przyjaźni. W tym tkwi jej siła.

  Ponadto autorka pokazuje, ze warto siebie wspierać, pomagać bo wówczas stajemy się silniejsi. Uczy, iż nie warto narzekać i patrzeć na świat w ciemnych i smutnych barwach, bo tak na prawdę jest on piękny i wiele w nim powodów do radości. Nie warto być pesymistą a to jak postrzegamy świat, zależy tylko i wyłącznie od nas.

  To lekko napisana i "współcześnie" ilustrowana opowiastka. Niewymagająca. Ciężko jest mi stwierdzić, czy spodoba się młodszym czytelnikom, czy też nie. W tej chwili nie mam na kim sprawdzić, ponieważ "szkrab" w naszej rodzinie jest jeszcze za mały aby coś z niej zrozumieć. Okaże się za jakiś czas.

Czy spodobają się jej ilustracje?

  Tego również nie wiem. To "współczesna" grafika. Jedni uznają ją za ciekawą, pomysłową i ładną a inni wręcz przeciwnie - będzie ich drażniła. Moja Mama co do niej ma mieszane. Z jednej strony wydała jej się zabawna a z drugiej ją drażniła. Nie są to obrazy Szancera lub ze współczesnych artystów Emilii Dziubak. Tak na prawdę wszystko zależy od tego co się komu podoba ;)

Tytuł: Lutek i ciotka Józefina | Autor: Danuta Parlak | Wydawnictwo: Literatura | Okładka: Twarda | Ilość stron: 



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny