.

poniedziałek, 14 maja 2018

Na sklepowych półkach można znaleźć wiele niewegańskich i wegańskich gotowców: kotletów, naleśników, pierogów, placków... Dla niektórych to wygodna opcja, kiedy nie mają czasu lub ochoty na przygotowanie ich samemu w domu, natomiast drudzy nie zwracają na nich uwagi. Nie kupuje gotowców. Przygotowanie własnych naleśników, czy kotletów nie jest skomplikowane i wymaga tyle czasu jak mogłoby się wydawać. Potrawy przygotowane przez nas samych nie tylko są zdrowsze ale również smakują lepiej. Lepiej przygotować więcej i pomrozić aby mieć na zapas niż potem głodować lub żywić się kiepskiej jakości gotowcami. Chociaż i te zjedzone od święta wielkiej krzywdy nam nie zrobią. Jednak ja chciałabym Wam pokazać, że przygotowanie wegańskich kotlecików nie jest skomplikowane, przy czym takie kotleciki mogą być na prawdę smaczne :)

Inspiracja
Składniki (ok. 12 kotlecików)
1-2 łyżki oleju
260g ugotowanej czerwonej fasolki lub puszka
500g pieczarek
2 cebule
1/2 pęczka natki pietruszki
1/3 szklanki prażonego sezamu
ew. 1-2 ząbki czosnku
łyżka mielonego siemienia lnianego
5 pełnych łyżek otrąb owsianych lub mąka do odpowiedniej konsystencji
ulubione przyprawy (pieprz czarny, ziołowy, cayenne i inne)

 Cebulę siekamy i przesmażamy na oleju. Gdy się zeszkli dodajemy wcześniej umyte, oczyszczone i drobno pokrojone pieczarki. Od razu solimy i dusimy aż pieczarki zmiękną, po czym odsączamy z nadmiaru wody, przekładamy do miski i studzimy.  Dodajemy odsączoną z zalewy fasolkę, posiekaną natkę pietruszki oraz ew. czosnek i blendujemy lub przepuszczamy przez maszynkę do mięsa.
 Sezam prażymy na suchej i rozgrzanej patelni po czym przekładamy do masy pieczarkowo-fasolowej. Doprawiamy do smaku, dodajemy mielone siemię lniane oraz otręby owsiane. Mieszamy (masa powinna wyraźnie zgęstnieć) i odstawiamy na ok. 30 minut.
 Kiedy masa odpocznie a otręby spęcznieją w dłoniach formujemy kotlety (moje były wielkości damskiej dłoni bez palców i lekko spłaszczone) lub burgery (wtedy będą idealnie pasować do bułki) i podsmażamy na małym ogniu z obu stron (zrobiłam to na tej samej patelni, na której przygotowałam pieczarki).

 Kotlety możemy również poukładać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec w temp. 200 stopni po 15 minut z każdej strony (wówczas do ciasta dodajemy jeszcze 2-3 łyżki oleju)

Książka o której dzisiaj opowiem zwróciła moją uwagę już jakiś czas temu. Chwytliwy i intrygujący tytuł, śliczna - klimatyczna okładka, która rzeczywiście na myśl przywołała mi stare pamiętniki do zobaczenia w muzeach a na końcu fragment znaleziony w internecie. To wszystko sprawiło, że od razu zaczęłam szukać jej w bibliotekach i księgarniach stacjonarnych.... Na próżno. Książki nie znalazłam, ale cały czas o niej pamiętałam - kilka razy w grupach czytelniczych wspomniałam o tej książce.
 Życie jednak lubi zaskakiwać i to nie koniecznie negatywnie. Pod koniec kwietnia książkę trzymałam w rękach a to wszystko dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat, które zaproponowało, że książkę mi wyśle. To tylko i wyłącznie dzięki Pani Ewelinie miałam przyjemność najpierw powieść przeczytać a następnie zrecenzować ją na blogu. Serdecznie dziękuję :)

 Tajemnica sekretarzyka, czyli z Pamiętnika Poznanianki to fabularyzowana powieść historyczna w konwencji pamiętnikarskiej autorstwa Donaty Dominik-Stawickiej, która przenosi czytelnika do XIX-wiecznej Polski a dokładnie Poznania. Całą historię poznajemy oczami głównej bohaterki - Anny Miśkiewicz, która należy do wielkopolskiego rodu szlacheckiego. Jednak o tym za chwilę.
 Tak na prawdę akcja toczy się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza bardzo krótka i okraszona pięknymi zdjęciami (przedstawiają one zabytki), to czasy współczesne. W 2001 roku młoda kobieta Anna oddaje stary sekretarzyk z wizerunkiem Napoleona do odnowienia. Przedmiot ten w jej rodzinie od pokoleń był przekazywany najstarszej z córek. Pewnego dnia stolarz, który specjalizował się w renowacji mebli, odnalazł w nim skrytkę wypełnioną prawdziwymi skarbami. Anna z fascynacją przegląda rodzinne pamiątki ukryte w sekretarzyku od pokoleń. Wśród nich były dokumenty, jakiś rękopis, biżuteria a także pamiętnik Anny Miśkiewicz (1815-1905), która jest główną narratorką powieści. Dzięki jej zapiskom zarówno Anna jak i czytelnik mają możliwość poznać XIX stulecie, kiedy Poznań był Wielkim Księstwem Poznańskim - to druga płaszczyzna powieści.

 Z jednej strony oczami Anny widzimy współczesny Poznań - spacerujemy po mieście podziwiając miejsca i zabytki minionej epoki (co podkreślają umieszczone w książce zdjęcia). Z drugiej poznajemy tło obyczajowe XIX stulecia, wydarzenia a także postacie historyczne z nim związane. Uczestniczymy między innymi w otwarciu Biblioteki Raczyńskich a także w powstaniach: listopadowym, styczniowym a także Wiośnie Ludów. Słuchamy koncertu Paganiniego, widzimy Fryderyka Chopina, poznajemy Edwarda Raczyńskiego, Emilię Szczaniecką, Juliusza Słowackiego... Widzimy jak zmieniał się Poznań, jak wyglądało życie codzienne, kultywowanie tradycji, wystrój mieszkań, przygotowania do świąt... Dowiadujemy się jak wygląda nauka na poznańskiej pensji dla panien Tekli Herwigowej przy ulicy Wodnej, w męskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny a także jak w tamtejszych czasach wyglądała propozycja ślubu jak i sam dzień ślubu...

 Czytamy o tym jak w XIX - wiecznym Poznaniu rozwijały się nowe kierunki medyczne. Jest mowa o chorobach, sposobie ich leczenia a także działalności doktora Karola Marcinkowskiego, który, ratował życie uczestnikom powstań a także odniósł wielkie zasługi w dziedzinie medycyny i higieny, organizacji szpitalnictwa. Był również nauczycielem, u którego Anna marząc o tym aby zostać lekarzem, zgłębiała tajniki medycyny. Niestety w tamtych czasach kobietom zabroniono uczyć się i studiować. Kobieta lekarz to był absurd - co najwyżej mogła zostać pielęgniarką. Mimo tego to właśnie tutaj po raz pierwszy kobieta została lekarzem. Od tego czasu zaczęto zwracać większą uwagę na dbanie o higienę osobistą, stosować wyjazdy do uzdrowisk a nawet używać pierwszych szczoteczek do zębów.

 Nie brakuje również przeróżnych perypetii a także mniejszych i większych skandali w których Anna brała udział. Jednym z nich jest wcześniej wspomniany pomysł na pobieranie lekcji medycyny u doktora Karola Marcinowskiego - Anna robiła to w przebraniu szarytki (podjęła się wówczas pracy w szpitalu miejskim dla ubogich) a także jej ucieczka z domu aby opiekować się rannymi podczas powstania listopadowego. Anna nie zgadzała się ze wszystkimi "wymogami" epoki i swojej warstwy społecznej. Nie bała się wyłamać poza ustalone z góry normy. Miała swoje priorytety, postawione cele, które starała się realizować.

 Jak to bywa w powieściach historycznych, powieść łączy w sobie fakty z fikcją literacką, jednak nie ma w tym nic złego - ten duet sprawia, że całość czyta się na prawdę bardzo dobrze a co najważniejsze zostaje ukazana historia. Dzięki formie pamiętnika dodatkowo mamy możliwość zobaczyć jaki wpływ na Annę miały kolejne wydarzenia z jej życia  - to jak zmieniało się jej wnętrze i ona sama. Mamy czas na własną chwilę refleksji i zadumy, jednocześnie nie odczuwając znużenia.

 Powieść mimo iż strasznie krótka a czasem zbyt ogólnikowa, stanowi ciekawą i wciągającą lekturę. Autorka umiejętnie - w piękny i nostalgiczny sposób oddała klimat i realia IIX wiecznej Polski i to nie tylko za sprawą treści, ale również zamieszczonych w niej zdjęć. Nie są to przypadkowe zdjęcia - wszystkie pochodzą z rodzinnego albumu pisarki a wspomniane w książce pamiątki rodzinne autorka odziedziczyła po przodkach. Dodatkowo można tutaj znaleźć drzewa genealogiczna a także indeks postaci historycznych.
Zdecydowanie warto przeczytać.
 .

sobota, 12 maja 2018

 zdjęcie
Dzisiaj chciałabym zaproponować post zbiorczy z recenzjami książek, które ostatnio udało mi się przeczytać. Być może któryś z tych tytułów wzbudzi Wasze zainteresowanie i ciekawość. Zapraszam do lektury ;)

Hrabina Cosel - Józef Ignacy Kraszewski

 „Hrabina Cosel” stanowi pierwszą część trylogii saskiej Kraszewskiego. Akcja powieści rozgrywa się w XVIII wieku, za czasów panowania Augusta II Mocnego a jej głównymi bohaterami jest król a także tytułowa hrabina. Choć towarzyszy im wiele innych, bardziej lub mniej znanych postaci historycznych, całość głównie kręci się wokół tych dwoje.
 Hrabina Anna Cosel jest kobietą o niebywałej urodzie, mocnym charakterze i ogromniej ambicji, które sprawiają, że nie chce być jedną z wielu królewskich kochanek a królową. Dumna, ambitna, inteligenta, przekonana o własnej wartości. Z początku cicha, skromna i urocza z czasem staje się kapryśna, rozrzutna i nieznośna. Dobrze wie czego chce i jak to zdobyć.
 Z kolei August II Mocny to człowiek rozwiązły i niestały w uczuciach, ceniący przepych, wymyślne zabawy i uczty.

"To tylko prawdziwie piękne, co po latach wielu jeszcze się..."

  Dwór królewski jaki przedstawił Kraszewski w swojej powieści to nie tylko przepych, bogactwo, rozpusta i huczne bale z suto zastawionymi stołami okraszone litrami najprzedniejszych trunków. To również miejsce pełne knowań, spisków, oszustw, zakłamania i nieuczciwości. Wielkich bitew, drobnych potyczek i niepewnych sojuszy - tutaj osoba, którą uważasz za przyjaciela może wbić Ci nóż w plecy. To przede wszystkim walka o wpływy i przychylność króla - wszakże ten kto jest najbliżej władcy ma największy wpływ na możliwość wpływania na jego decyzje. Lody narodu, biedni, ubodzy i wszyscy pochodzący z innych warstw społecznych niż ta, która jest najbogatsza i "najważniejsza" nie mają większego znaczenia - monarcha jest tutaj najważniejsza

 ,,Słowo jest czymś więcej niż serce, bo serca ja nie jestem panią, a słowu memu jam królową."

 Tytułowa hrabina ze względu na swoją pewność siebie, odwagę i śmiałość w czynach a także słowach, nie jest wolna od tych wszystkich spisków i knowań. Kobieta dręczona przez wrogów, którzy pragnął ją zniszczyć, aby przetrwać i osiągnąć zamierzony cel, musi sama zacząć bawić się w tę okrutną i niesprawiedliwą grę. Pokazuje swój silny charakter, wykazuje się mądrością a za broń obiera sobie swoją niebywałą urodę, urok, a przede wszystkim spryt. Dla kobiety żyjącej w jej czasach było to aż nadto i między innymi dlatego nie darzono jej sympatią - chciano ją zniszczyć. Przecież kobieta nie ma prawa mieć swojego zdania - mia być "narzędziem" do płodzenia dzieci, zwykłą marionetką. Jednak to co z jednej strony ma być jej atutem z drugiej staje się "zgubą". Coraz większe mniemanie o sobie, duma i kolejne spiski stopniowo wyniszczają kobietę od środka, czyniąc osobą nieznośną, do której ciężko żywić sympatię.

 (...) czeka cię niewola… dni nieprzeżyte, noce nieprzespane, łzy niepoliczone… będziesz z dziećmi bezdzietną, będziesz z mężem wdową, będziesz królową a niewolnicą, będziesz wolną i odtrącisz swobodę…

 Początek powieści był dla mnie ciężki - fabuła rozwija się bardzo powoli a styl autora nie należy do najlżejszych (chociaż w porównaniu z innymi klasycznymi powieściopisarzami Kraszewski prezentuje się lekko). Dopiero po kilkunastu stronach złapałam rytm i bez końca wciągnęłam się zarówno w niezwykle barwnym języku jak i całej fabule.
 Kraszewski przedstawił historię tytułowej hrabiny z dbałością o detale i szczegóły takie jak m.in. garderoba i architektura, jednocześnie przedstawiając nam tamtejszą epokę. Dzięki temu w trakcie lektury czytelnik czuje się jakby był na opisywanym dworze.
Ponadto stworzył świetny obraz psychologiczny bohaterów - śledzimy ich losy, dowiadujemy się o ich wewnętrznych rozterkach, problemach, słabościach. Patrzymy na to jak żyją, co robią i jakie mają plany. Nie są to bohaterowie z papierowej powieści, nie są to postaci i suche fakty z postaci z lekcji historii a coś o wiele więcej... historia prawdziwa, fascynująca i żywa.

Zgubiona dusza - Olga Tokarczuk (tekst), Joanna Concejo (ilustracje)

 Pewien mężczyzna bardzo dużo pracował i wiecznie gdzieś się śpieszył. Pędził tak szybko, że jego dusza nie nadążała za nim, dlatego już dawno zostawił ją daleko za sobą. Tak na prawdę to nie zauważył jej braku. Spał, jadł, prowadził samochód, grał w tenisa i nadal dużo pracował. Dusza nie spowalniała go, w zasadzie więc bez niej żyło mu się wygodnie, czasem tylko jego życie wydawało mu się jakieś takie "płaskie". Jednak pewnego dnia zapomniał gdzie jest i kim jest. Przerażony poszedł do lekarza, który powiedział mu, że zgubił swoją duszę, ponieważ żył zbyt szybko. Aby ją odnaleźć Jan musiał "Usiąść "i poczekać". "I poczekać"....
 Główny bohater zrobił to, co nakazał mu lekarz. Usiadł i czekał, czekał, czekał....

 Historia ze zgubioną duszą jest metaforą naszego życia. Żyjemy w biegu, gonimy za karierą, pracą, pieniędzmi. Bez przerwy zajęci, z całą masą spraw na głowie na głowie, rywalizujemy ze sobą. Nie dostrzegamy spraw istotnych i wyraźnych a tym bardziej szczegółów, które mimo iż drobne są bardzo ważne. Nie mamy czasu dla przyjaciół, rodziny i siebie samych. Brakuje nam go nawet po to aby po prostu usiąść, pomyśleć, pomarzyć, powspominać to co było, pośmiać się i pożartować..
 Z czasem nasze serce przestaje być wrażliwe a my przeobrażamy się w "istoty" obojętne i nieczułe - obojętne na wszystko co nas otacza. Zatracamy samych siebie, pozbywamy się ważnej cząstki - swojej duszy. A czasem wystarczy tylko zwolnić, usiąść i poczekać. Powspominać i pomarzyć. Zwolnić aby zauważyć rzeczy, które mogą zmienić nas i nasze życie na zawsze.

 W książce jest niewiele słów. Gdyby je wszystkie zebrać do kupy wyszły by dwie strony i to może nie całe. Jednak czasem mniej, oznacza więcej. Tak na prawdę słowa nie są tutaj potrzebne - całą historię opowiadają ilustracje, które są wyraźne i czytelne. Mówią wszystko, tak wiele.  Opowiadają całą historię a czytelnik spoglądając na nie sam w głowie dopowiada słowa...  Jaka ta książka mądra i taka prawdziwa.

Więcej ilustracji na blogu

 Dziewczynka z parku - Barbara Kosmowska

 Książkę po raz pierwszy przeczytałam w 2015 roku i od tamtego czasu kilkukrotnie wracałam do jej treści. Pamiętam, że zwróciła moją uwagę swoją okładką na której widoczne są nogi dziecka a także ptaszek - kowalik. Urzekła mnie a po przeczytaniu opisu wiedziałam, że to książka dla ludzi w każdym wieku. Nie mogłam przejść koło niej obojętnie.

 Andzia wiodła szczęśliwe życie do czasu, kiedy jej rodzinę dotknęła tragedia - dziewczynka a także jej mama straciły jedną z najważniejszych osób w ich życiu. Od tamtego dnia minęło pół roku i życie toczy się dalej. Jest szkoła, lekcje do odrobienia, codzienne obowiązki i rutyna, jednak nic nie jest takie same. Pozostały wspomnienia, tęsknota za tym co było, jednak nie powróci, ogromny smutek, samotność i cierpienie.
 Jest również nadzieja, nowa przyjaźń - zwyczajna, prosta, pełna zrozumienia i bez zobowiązań.... są słowa, wypowiedziane kiedyś przez ojca, że zawsze będzie blisko, choćby niewidzialny.

 Jest w tej książce niesamowity spokój, który urzeka i zachwyca. Klimat i lekkość, które ciężko opisać słowami. Jest czas, który mimo iż płynie przynosi zmiany i nowe. Z jednej strony śmierć bliskiej osoby, próby pogodzenia się z zaistniałą sytuacją, radzenia sobie z bólem i smutkiem, tęsknotą.... Z drugiej radość z życia, zabawy z psem. codziennych spacerów, przyjaźń. Jest w tej książce nadzieja, że pomimo tragedii na nowo można rozpocząć swoje życie.
 Przepiękna opowieść o stracie bliskiej osoby i radzeniu sobie z tą stratą a także nadziei i rodzącej się przyjaźni.

 - Mamo, dlaczego nie było końca świata, kiedy tatuś umarł? – zapytała niedawno, zamykając komiks, w którym bohater ratował Ziemię przed zagładą.
- Był koniec świata, kochanie – odpowiedziała mama. – Ale poza nami nikt tego nie zauważył.

Ilustracje na blogu artystki

Mitologia Nordycka - Neil Gaiman

 Po tę książkę sięgnęłam ze względu na tytuł. Mitologia interesowała mnie od zawsze, jednak tej nordyckiej nie znałam. Czytałam co nieco o kulturze Celtów, jednak to było dla mnie za mało - chciałam dowiedzieć Jednocześnie patrząc na nazwisko autora i wiedząc, że jest nim autor powieści fantasy postanowiłam spojrzeć na nią trochę przez palce. Byłam ciekawa jak do tematu podszedł a następnie wybrną z niego Gaiman.

 Książka we wstępie zawiera informację w którym czytelnik dowiaduje się skąd u autora zamiłowanie do tego typu historii - opowiada o tym jak dawne legendy inspirowały go kiedyś i dziś, wpływając na kształt jego twórczości. Kilka słów poświęca również na wyjaśnienie czym kierował się przy tym projekcie a następnie przedstawia głównych bohaterów swoich opowieści.
  Teksty, które umieszczono w książce przedstawiają istotne wydarzenia dla świata nordyckiego - od początku powstania wszechrzeczy aż po Ragnarök, czyli zmierzch bogów. Przeczytamy między innymi historię muru, jaki zbudował tajemniczy kowal wokół Asgardu, poszukiwaniu przez Thora skradzionego mu młota Mjölnira, losach Odyna, wyprawie Thora do krainy olbrzymów a także tym jak wyglądały ostatnie dni Lokiego. Są tutaj opowieści w których przewijają się przeróżne nordyckie bóstwa -  Freja, Idunn, Hoenir, Heimdall, Frigg, Balder, Hel a także opowieść o tym jak będzie wyglądał i wypełni się Ragnarök, czyli przeznaczenie Bogów.

 Po przeczytaniu tej książki odniosłam wrażenie, że tak naprawdę nie proponuje ona nic nowego do literatury z tego obszaru. Część informacji w niej umieszczonych znajdziecie w podobnych publikach niekoniecznie ze słowem "mitologia" w tytule, ale ogólnie opowiadających o Celtach i ich kulturze. Tak też było w moim przypadku. To po prostu zbiór kilku mitów o nordyckich bogach sfabularyzowanych i opowiedzianych w Gaimanowskim stylu. Powstałych po to aby jednym (tym, którzy już je znają) przypomnieć najważniejsze zagadnienia a innym (dla których mitologia nordycka jest obca) mniej więcej je przybliżyć a także zachęcić po sięgnięcie do bardziej obszernych opracowań i książek.
UWAGA!
 Według mnie to jedna z tych pozycji aby zacząć przygodę z mitologią nordycką. Jednak wszyscy Ci, którzy znają ją z bardziej bogatych źródeł mogą być zawiedzeni - najprawdopodobniej niczego nowego tutaj nie znajdą.


  Tak przedstawia się mój stosik. Znalazły się wśród nich książki, które zwróciły Waszą uwagę? Coś Was zainteresowało a może, którąś z tych pozycji już czytaliście? Piszcie :)

czwartek, 10 maja 2018

W planach nie miałam publikacji tego przepisu. Tak na prawdę to nie pojawił by się on na blogu, gdybym przypadkiem nie dowiedziała się, że Osoby, które na Boże Narodzenie zostały nimi obdarowane, postanowiły zrobić im zdjęcie i zaproponowały, ze mi je wyślą. Podziękowania należą się uroczym Pandkom z Candypandas.pl - to tylko dzięki Nim możecie cieszyć oczy przepisem :) Misie - dziękuję :"

Ciasteczka ze względu na dodatek czekolady z wysoką zawartością kakao, kakao oraz powideł bez dodatku cukru należą do tych mało słodkich - powiedziałabym, że wytrawnych. Jednak według mnie właśnie w tym tkwi cały ich urok i smak. Jeśli wolicie słodsze wypieki dodajcie więcej substancji słodzącej lub zdecydujcie sie na słodzone powidła. Jednocześnie zachęcam aby spróbować ich w oryginalnej wersji :)

(przepis inspirowany przepisem z mojego zeszytu)
Składniki:

szklanka płatków owsianych (u mnie bezglutenowe)
szklanka mąki gryczanej
3 łyżki bezglutenowej mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)
1-2 łyżki kakao - takie z górką (dałam dwie)
*1/2 szklanki ksylitolu
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
220g powideł śliwkowych (u mnie domowe, bez cukru)
**80ml oleju rzepakowego/kokosowego
100g gorzkiej czekolady (u mnie 81% kakao)
100g posiekanych orzechów włoskich
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
ew kilka łyżek wody (gdyby masa nie chciała się lepić)

*ilość zależy od stopnia słodkości powideł śliwkowych i czekolady. Ich dodatek wpłynie na końcowy smak ciasteczek - zmniejszy ich słodkość. Najlepiej spróbować gotowej masy i ewentualnie ją dosłodzić
**może być rzepakowy jak również rozpuszczony kokosowy

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy kakao, siemię lniane, ksylitol, sodę, sól oraz posiekane orzechy włoskie i mieszamy. Następnie dodajemy powidła, wlewamy olej i ponownie mieszamy - masa powinna być zwarta. W razie potrzeby dolewamy kilka łyżek wody.
Na końcu dodajemy posiekaną czekoladę i jeszcze raz delikatnie mieszamy.
Z masy formujemy kulki, które wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i delikatnie spłaszczamy. Najlepiej by masa długo nie miała styczności z ciepłymi dłońmi, gdyż czekolada zacznie się rozpuszczać.
Pieczemy w 180 stopniach ok 20-25 minut. Jednak należy to sprawdzać, gdyż każdy piekarnik jest inny. Studzimy na kratce.
Smacznego

Porozmawiajmy jeszcze trochę o baśniach i bajkach...
Wielu uważa, że to utwory tylko i wyłącznie dla dzieci - bo czyta się je im przed snem a potem, kiedy małe szkraby podrosną same sobie czytają. Nie mogę się z tym zgodzić. Baśnie oraz bajki nie tylko bawią, śmieszą i uczą. To przede wszystkim mądrości narodu - źródło życiowych prawd przekazywanych z pokolenia na pokolenie, ukryty morał, przesłanie i nauka. Baśnie zabijają nudę, sprawiają, że możemy poczuć się lepiej... są "lekiem na prawie każde zło".
 Baśnie warto czytać nie tylko młodszemu rodzeństwu, kuzynostwu i dzieciom... warto je czytać również sobie, nie tylko po to aby na nowo odkryć w sobie dziecko i jego dziecięcą radość, ale również nauczyć się czegoś nowego, usłyszeć radę. Bo lud stworzył baśnie przede wszystkim dla dorosłych i coraz więcej dorosłych chce i zaczyna je czytać, słuchać...

 Od kiedy sięgam pamięcią poza literaturą klasyczną interesowały mnie podania, legendy i baśnie różnych narodów . Dzięki nim mam możliwość chociaż odrobinę poznać tamtejszą kulturę, poczuć się jakbym tam była. Kilka lat temu Wydawnictwo Blue Bird wydało zbiorek 28 bajek arabskich, które wybrał i opracował kierownik Katedry Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki Uniwersytetu Łódzkiego – prof. dr hab. Marek M. Dziekan.
 Wcześniej baśnie tego kraju znałam tylko z "Baśni Tysiąca i jednej nocy", dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam akurat po tę książkę. Co ciekawe baśnie te nie dublują się z tymi z "Tysiąca i jednej nocy" - są zupełnie inne.

 Od razu da się zauważyć, że baśnie arabskie są skierowane na opowiadanie. Teksty są krótkie, nawet bardzo krótkie i pozostawiają lekki niedosyt. Znajdziemy tu bajki z Iraku, Syrii, Kataru, Egiptu, Palestyny, Libii, Tunezji i Maroka, które zabiorą nas do świata pustynnych piasków, muzułmanów i wielbłądów.
 Przeczytamy w nich o dżinach, myszach, mądrych córkach a nawet szatanie. Z reguły są one krótkie a nawet bardzo krótkie do pochłonięcia w jeden wieczór.  Według mnie bardziej lub mniej ciekawe (jedne wciągnęły mnie bardziej a inne nie koniecznie), interesujące lub nie. Są różne, jednak to co powinno je łączyć to morał - jakaś nauka lub promowanie uniwersalnych wartości, które niezmienne są od lat. Niestety tutaj mogłabym polemizować.

 W jednych baśniach jest on bardzo wyraźny - wypowiedziany słowami. W innych ukryty, ale dostrzegalny, jednak w pozostałych... Tutaj zaczynają się schody. Mimo największych chęci nie dostrzegłam żadnego morału, tekst nie skłonił mnie do refleksji, przemyśleń. Ot taka sobie zwyczajna bajeczka, którą ktoś wymyślił na poczekaniu do tego czasem w zasadzie nijaka. Do przeczytania i zapomnienia. Jednak może ja tej nauki nie dostrzegłam a dla kogoś innego będzie ona widoczna.

 Przyznaję - książka trochę mnie zawiodła. Oczekiwałam po niej czegoś innego. Może ciut lepszego i ciekawszego? Jednak mimo poczucia zawodu nie żałuję, że sięgnęłam po te baśnie, nie żałuję że je przeczytałam i spędziłam z nimi czas. Doceniam odwieczną ukrytą w nich mądrość. To, że przypominają między innymi o tym jakimi wartościami należy kierować się w życiu: dobroć, prawdomówność, szacunek wobec drugiego człowieka.... że nie należy oceniać po pozorach a nim wydamy osąd trzeba poznać całą historię a nie tylko jej część....
 Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele baśni i bajek porusza te tematy, jednak to jednocześnie inna kultura - inne zwyczaje i po prostu inne baśnie. Jeśli będziecie mieli okazję sięgnijcie, przeczytajcie. Kto wie? Może baśnie urzekną Was na tyle, że znajdzie się dla nich stałe miejsce na domowej półce.






AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny