.

środa, 09 maja 2018

 Dzisiejszy wpis tak jak poprzednie jest podzielony na część kulinarną i książkową. Kocham czytać, kocham książki a pisanie o nich sprawia mi ogromną przyjemność. W tym miejscu chciałabym podzielić się z Wami moją pasją. Kto wie - może znajdziecie coś dla siebie lub sięgniecie po recenzowaną przeze mnie książkę?
 Lubię też gotować - może nie uwielbiam i nie jest to moje hobby, ale nie męczy mnie to. Zachęcona aby swoimi nawet banalnymi i dla mnie beznadziejnymi pomysłami dzielić się na blogu, postanowiłam, że tak zrobię. Jak mi powiedziano może dla kogoś mój pomysł nie będzie banalny.
 Dzisiaj kuchnia proponuje czyszczenie lodówki - domowy rodzaj fastfood'u, czyli wegańskie zapiekanki.
 W kąciku książkowym - podróż do świata baśni i to bardzo blisko.

Zacznijmy od zapiekanek. Rzadko kiedy mam ochotę na pieczywo a jeśli już to w wersji domowej i przypieczonej/chrupiącej. Nigdy nie wiem, kiedy najdzie mnie na nie ochota, dlatego staram się aby w zamrażarce znalazła się chociaż jedna bułka domowego wypieku abym w razie "w" mogła po nią sięgnąć .
Zapiekanki przygotowałam bardzo dawno, z lodówkowych resztek po przygotowywaniu sałatki jarzynowej. Chętnie dodałabym do niej pieczarki, brokuły, szpinak ale niestety wówczas nie miałam ich w lodówce. Zapiekanka jest wegańska, ale jeśli lubicie możecie posypać je mozzarellą lub żółtym serem, ewentualnie serem wegańskim :)

Składniki:
marchew pokrojona w kostkę
groszek
kukurydza
ugotowana czerwona fasola
koncentrat pomidorowy
zioła prowansalskie
pieprz ziołowy
pieprz czarny
ew. sól

podłużna bułka  u mnie domowa)

 Warzywa wsypujemy do kubka lub rondelka. Dodajemy koncentrat pomidorowy oraz kilka łyżek wody. Mieszamy tak by z koncentratu powstał sos, który oblepi warzywa. Na końcu doprawiamy do smaku.
Bułkę kroimy wzdłuż na pół. Na obie połówki wykładamy warzywa w sosie.Zapiekamy w 180 stopniach 10-15 minut. Podałam w towarzystwie surówki.
Smacznego

Wędrując przez świat baśni, czujemy, jakbyśmy się przedzierali przez gęsty las, jego splątane gałęzie i korzenie. Na końcu tej leśnej ścieżki czeka na nas królewska korona, piękny rycerz albo księżniczka, niezmierzone bogactwa, uratowane królestwo oraz wielu szczęśliwych ludzi, którzy dzięki baśni pozbyli się swych nieszczęść, chorób i kłopotów i teraz mogą żyć w pełnym zadowoleniu.
Ale ta droga do sukcesu wcale nie jest łatwa: trzeba ponieść niemało trudu i przeżyć wiele katastrof, pokonać nieprzyjaciół i zdobyć przyjaciół wśród ludzi i zwierząt, i roślin.
I to właśnie zawsze najbardziej mi się podobało w baśniach.
Joanna Papuzińska

 Jak wiecie od małego uwielbiałam baśnie w tym baśnie przeróżnych narodów, jednak nie było mi dane poznać innych niż te polskie i ZSRR. Dopiero na tak zwane "stare lata" zaznałam tej przyjemności i zaszczytu, jednak jak to mówią "lepiej późno niż wcale" - wszakże na dokształcanie nigdy nie jest za późno.
„Cudowna studzienka” to kolejny - ósmy już tom z cyklu Baśnie Świata w którym znajdziemy 20 polskich, ponadczasowych baśni o różnorodnej tematyce. Baśnie wybrała i opracowała Joanna Papuzińska (prozaik, poetka, autorka bajek i wierszy dla dzieci, profesor nauk humanistycznych). Ich autorami są: Wanda Chotomska, Adolf Dygasiński, Roman Zmorski, Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz, Jan Kasprowicz, Artur Oppman oraz Gustaw Morcinek.

 Inspiracją do powstania "Cudownej studzienki" był dla pani Joanny zbiór baśni "Bajarz polski", który choć widocznie zużyty i z brakującymi stronami, poetka po dzień dzisiejszy posiada w swoim domu i z którym nie może się rozstać, gdyż ma dla niej wartość sentymentalną. To za jego sprawą i wszystkich miłych wspomnień z nim związanymi, autorka postanowiła stworzyć takiego "bajarza" dla współczesnych dzieci.
Niektóre (dokładnie cztery) z tych baśni znajdują się również we wcześniejszym opisywanym przeze mnie zbiorze polskich baśni i legend (różni je jedynie język). Do tego dochodzą jeszcze trzy, które znalazłam w małym zbiorku z półeczki mojej siostry, jednak znalazły się również te całkiem nowe.

 Wśród bohaterów znajdziemy tutaj nie tylko zwykłych ludzi, chłopów, rycerzy, królów, książąt i księżniczek, ale również zwierzęta: niedźwiedzie,lisy, smoki... Nie brakuje też diabłów co ściśle związane jest z ludowością, staropolszczyzną i tamtejszymi wierzeniami o których czytamy np. w "Dziadach" Adama Mikiewicza. Ową ludowość oraz klimat wyraźnie da się poczuć. Tym samym nie brakuje tutaj naszej rodzimej, pradawnej tradycji i folkloru o której słyszymy z opowieści naszych pradziadków i dziadków.

 Baśnie te pokazują specyfikę życia na dawnej polskiej wsi, mówią o nierozerwalnej więzi człowieka z naturą. Opierają się na znanej już chyba tylko z opowieści pięknej hierarchii wartości w której zło, egoizm i samolubstwo są piętnowane na rzecz dobrego serca, sprawiedliwości, uczciwości.... propagują również takie takie cechy charakteru, jak odwaga, spryt oraz dobroć. Niektóre z nich pokazują, że należy ostrożnie sobie przyjaciół i ludzi, którym się pomaga, gdyż nasza dobroć może odwrócić się przeciw nam.

 Nie są to słodkie i lukrowe opowieści rodem bajek z Disneya. To historie niekiedy srogie, surowe, brutalne i okrutne - pokazujące życie takim jakie jest ono na prawdę, bez upiększeń, i osłodzeń. Dobro jest nagradzane a zło zawsze karane, czasem nawet dość brutalnie.
 Ponadto co w baśniach jest bardzo ważne, każda z nich niesie z sobą morał i przesłanie. Jednak nie zawsze jest on oczywisty. Czasem został on głęboko skryty i trzeba doszukać się go głębiej. Według mnie to stanowi świetny pretekst do rozmowy o wartościach rządzących światem a także oswajania z tym dzieci.

 Baśnie umieszczone w książce pochodzą z różnych okresów czasu i dlatego różny jest też ich język. Z jednej strony to plus, ponieważ możemy obcować z przepiękną polszczyzną jak i również staropolszczyzną, jednak z drugiej młodemu czytelnikowi może ona sprawiać problem w zrozumieniu treści. Jak czytamy w posłowiu, pisownia poszczególnych utworów została uwspółcześniona (wyjaśniono również niektóre archaizmy w przypisach na końcu książki), jednak jednocześnie pozostawiono tutaj sporo archaizmów tak, "by czytelnik mógł poczuć smak staropolskiej mowy".
Jedne teksty będą łatwiejsze a inne cięższe w odbiorze tak jak w przypadku "Sabałowej bajki" autorstwa Henryka Sienkiewicza napisanej gwarą góralską:

 Gryzie Śmierć, gryzie – zębiska ją bolom; zgryzła wreście calusieńkom skałkę – i patrzy: az w środku chrobocek maluśki siedzi. A Pan Jezus prask Śmierć w pysk:
– Widzis – powieda – to ja o tym maluśkim chrobocku na dnie morza wiem i pamiętam a ty myślis, że ja o sierotach nie będę pamiętał? – Chybaj, bier matkę!

 Nie jeden dorosły miałby problem z przeczytaniem a nawet zrozumieniem tej baśni i robił by to na prawdę powoli a co dopiero dziecko. Dlatego według mnie nie jest to pozycja dla maluszków, gdyż nie tylko mogą nie zrozumieć niektórych tekstów, ale również szybko poczuć się znużone. Jednak uczniowie pierwszych i drugich klas podstawówki nie powinni mieć już problemów ze zrozumieniem treści. Oczywiście to też zależy od tego na ile "dojrzałe" są dzieci i ile już rozumieją - to tak orientacyjnie. Bo, dlaczego by już młodszych dzieci nie "oswajać" z tym co nieco trudniejsze?.

  Pisząc o tej książce należy wspomnieć o ilustracjach Elżbiety Wasiuczyńskiej - nie sposób nie zwrócić na nie uwagi, gdyż cała książka aż kipi od braw. W przeciwieństwie do Baśni węgierskich nie znajdziemy tutaj bezpośrednich nawiązań do polskiej sztuki ludowej (nie ma tradycyjnych słowiańskich wzorów, czy strojów), jednak kiedy na nie patrzymy czujemy i wiemy, że to o naszym kraju jest mowa.
  Według mnie to bardzo starannie wydany i sam w sobie piękny zbiór polskich baśni, który warto mieć u siebie w domu na półce ;)

Recenzje pozostałych baśni:
         

  

wtorek, 08 maja 2018

Jakiś czas temu pokazywałam i opowiadałam Wam o książkach obrazkowych dedykowanych do czytelnika w różnym wieku. Ich przesłanie i ukryty morał w zależności od wieku, zdobytych doświadczeń, wspomnień z dzieciństwa i własnej wyobraźni, każdy odczyta i zrozumie inaczej.
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam już dwa typowe komiksy. Z reguły po nie nie sięgam, jednak te zainteresowały mnie ze względu na swoją tematykę i to co poruszają i o czym opowiadają.

Karol Kalinowski - Łauma

 "Łauma" to komiks Karola "KRL" Kalinowskiego to niepozornie i na pierwszy rzut oka może "dziecinnie" wyglądający komiks, który skrywa w sobie magię polskich legend i wierzeń ludowych. Teraz już chyba wiecie dlaczego wzbudził moją ciekawość.
 Jego bohaterka Dorotka (od razu skojarzyło mi się z "Czarnoksiężnikiem z krany Oz) wraz z rodzicami wyrusza do Łojm - wsi położonej w sercu Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Na miejscu okazuje się, że babcia dziewczynki zginęła w tajemniczych okolicznościach. No może nie aż tak tajemniczych - z tekstu dowiadujemy się, że babcia „wyszła do lasu, wylała na siebie dziesięć litrów benzyny i odpaliła zapałkę”. Może trochę zmrozić krew w żyłach...

 Nagła śmierć staruszki skłania rodzinę do pozostania na Suwalszczyźnie. Wraz z kotem wprowadzają się do chatki w której kiedyś mieszkała kobieta. Choć to dla nic szokująca zmiana, z czasem zaczyna się im tam podobać. Mama rozpoczyna pracę w bibliotece, tatę bez reszty pochłania remont domu, co przynosi mu radość a dziewczynka poznaje okolice a także spełnia prośbę, którą po śmierci zostawiła jej babcia. Prośbę dość nietypową, bowiem babcia prosiła aby ta karmiła "przyjaciela domu" mieszkającego pod kredensem.
 Wszystko byłoby dobrze, gdyby pewnego dnia ojciec dziewczynki nie zabił węża mieszkającego pod kredensem, zaraz po tym kiedy tamta zaczęła krzyczeć na jego widok.
 To z pozoru niewinne zdarzenie jest początkiem i ciągiem kłopotów a także niesamowitych wydarzeń. Z lasu wychodzą stworzenia o których istnieniu nikt nie wiedział - skrzat, chochoł, nieme straszydło, które przypomina muminkową Bukę, bóg Piorunów, dobry duszek domowy Ajtwar, bóg urodzaju Kurek, okropna Łauma...

  Miesza się tutaj szara codzienność zwykłej rodziny z wiejskim folklorem, jaćwieskimi wierzeniami, ludowymi podaniami i legendami okraszana magią i tajemnicą. To połączenie realizmu z magią, fantastyką, mitycznymi stworzeniami w jakimś stopniu również historią, bo przecież to w co wierzyli nasi przodkowie powoli ukształtowało to co jest i w co wierzymy teraz. Jak najbardziej możemy "zauważyć" tym ludowym opowieściom, gdyż autor komiksu pochodzi z tamtych regionów. Nie brakuje tu również elementów grozy łagodzonych dawką humoru, tak jakby autor puszczał oko do dorosłego czytelnika. Całość czyta się niczym słowiańską baśń pełną magii, dziwów ale również i niepokoju.

 Na pierwszy rzut oka tytuł, kolorowa okładka i czarno-białe ilustracje w środku mogą sprawiać, że jest to typowa bajka dla dzieci. Jednak, kiedy przyjrzymy się im nieco dokładniej i poznamy tekst, możemy mieć chwile wahania. Motyw samobójstwa babci, obnażone piersi boginek, tata, którego relaksuje skręt i zimne piwko...
 Z drugiej strony zostają tutaj poruszone ludzie dylematy, które na prawdę spotykają zarówno dorosłych jak i dzieci. Śmierć, samobójstwo, romans... Autor nie unika takich tematów, bo one są częścią życia. Dodatkowo opowiada ludowe legendy i baśnie, mówi o tym jak kiedyś żyli nasi pradziadkowie, dziadkowie - jaki stosunek mieli do otaczającego świata i przyrody. Faktycznie nie robi tego w słodkiej, wręcz przesłodzonej formie rodem z księżniczek Disneya, ale przecież życie nie zawsze jest słodkie kolorowe i wesołe - są sytuacje ciężkie, smutne i przerażające z którym musi poradzić sobie również i młody człowiek. Nie zawsze warto "osładzać" rzeczywistość - niech dziecko wie jaka jest rzeczywistość aby potem jakaś sytuacja nie była dla niego jak zderzenie ze ścianą.
 Poza tym oryginalne podania i baśnie wcale nie były takie, jakimi autorzy książek przedstawiają je najczęściej. Agresja, przemoc, krew i śmierć wylewają się z ekranów w zasadzie na co dzień i dzieci często mają do czynienia - to nie głupie istotki, które nie potrafią myśleć. Ten komiks trzeba dostosować do psychiki dziecka, bo ta u każdego jest różna.

 Urodzony w Suwałkach Karol Kalinowski zabiera nas w podróż do świata głęboko zakorzenionego w folklorze północno-wschodniego terytorium Polski. Snując swoistą opowieść przedstawia nam historię jednego z najbardziej wojowniczych i najpotężniejszych ludów bałtyjskich - Jaćwingów, jednocześnie poruszając ludzie dylematy. Zakończenie nie jest takie jakie na pierwszy rzut oka się wydaje... A Łauma? Ta teoretycznie istniała na prawdę - kiedyś rzeczywiście wierzyli w nią dawni Słowianie.

Pierwszy rozdział komiksu do przeczytania TUTAJ

Agnieszka Świętek - Obiecanki

 Komiks to debiut komiksowy młodej rysowniczki opowiadający o konsekwencjach rozpadu małżeństwa, jednak w niecodzienny sposób.
Mamy dom i rodzinę szopów a w niej dwie siostry. Starsza z dziewcząt jest nastolatką i wzorową uczennicą, co nie czyni z niej najbardziej lubianą osobę w klasie - jest obiektem drwin i szykanowań ze strony rówieśników. Młodsza ma zaledwie kilka lat. Jeszcze nie chodzi do szkoły i nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi tego, co dzieje się wokół niej dzieje. Najważniejszą rzeczą w jej życiu jest zabawa, jednak od jakiegoś czasu bawi się głównie sama, gdyż mama mimo iż nie chodzi do pracy, nie ma dla niej czasu. No właśnie... mama - zapracowana, przemęczona, smutna i roztargniona. Do pełni powinien być jeszcze tata, ale go nie ma. Pewnego dnia opuścił dom - wyszedł, ale obiecał, że kiedyś wróci. Jednak nie wraca...

 Po rozwodzie starsza z córek zaczyna mieć coraz większe problemy w szkole, jednak nie ma z kim o tym porozmawiać. Młodsza spędza cały dzień w domu, jednak nie ma kto się nią zająć - jest ciągle sama. A mama? Mama sama nie radzi sobie zaistniałą sytuacją, więc jak może być wsparciem dla swoich córek? Powoli popada w zniechęcenie i depresję.

 W tej krótkiej, mieszczącej się na niespełna 60 stronach Agnieszka Świętek przedstawia historię rodziny próbującej od nowa poskładać swoje życie, które rozsypało się niczym domek z kart. Porusza problem niektórych współczesnych rodzin. Opisuje go z punktu widzenia dorosłej osoby i dziecka, które nie rozumiejąc co dzieje się między rodzicami, samo próbuje sobie to wyjaśnić. Pokazuje, że w pojedynkę ciężko jest sobie z tym poradzić. To, że bez rozmowy, wsparcia i zrozumienia, pojawiają się kłótnie, agresja, złość, depresja... A przecież nie o to chodzi.

 W całej tej historii zauważyłam jeszcze coś. Wyraźnie widać, że za sprawcę tego nieszczęścia autorka obwinia męża i ojca. Według mnie winą nie można obwiniać tylko jednej ze stron a w przypadku autorki-kobiety osądzać mężczyznę. Najczęściej wina leży po środku - zarówno ze strony żony-matki jak i męża-ojca. Jednak jedno pozostaje - w tym wszystkim najbardziej cierpią niewinne dzieci - istoty, które nie zawsze rozumieją to co się dzieje.

 Komiks jest bardzo prosty ale czytelny i jasny w przekazie. Pokazuje codzienność i problemy rodziny, która się rozpadła - to jak ciężko poradzić sobie z tym co właśnie się stało. Historia sama w sobie jest smutna a czarno-białe kadry jeszcze bardziej podkreślają owy smutek i melancholię. Miejscami pojawia się też kolor pomarańczowy (kiedy mowa o ojcu), który symbolizuje nadzieje skrywaną głęboko w sercu przez starszą z córek. Nie znajdziecie tutaj szczęśliwego zakończenia, jednak jest nadzieja na to, że życie uda się od nowa poskładać.
Całość z pewnością trafi do dzieci, ale i dorośli powinni go przeczytać. Po to aby zrozumieć pewne sprawy i spojrzeć na nie oczami dziecka. 

"Z czasem zrozumiesz, że bywają chwile, gdy żadne z rozwiązań nie jest dobre, a dorośli zachowują się jak dzieci."

poniedziałek, 07 maja 2018

Bez zbędnych wstępów zapraszam po przepis i recenzję pewnej powieści :)

 Kolejna propozycja z tych banalnie prostych do przygotowania a do tego szybkich , niewymagających i na zasadzie "czyścimy lodówkę".
Zastanawiam się czy nie odejść od tradycyjnej formy podawania przepisu: dokładna ilość składników i przepis. Tak na prawdę kiedy gotuje składniki dodaje na oko - nie odmierzam, nie ważę, nie wyliczam. W trakcie przygotowywania potrawy próbuje, dodaje, mieszam, doprawiam. Tak jest mi najwygodniej. Oczywiście są takie przepisy, które wymagają podania dokładniejszej ilości proporcji, ale zazwyczaj jest to zbędne. Tak na prawdę nawet robiąc ciasto na naleśniki za każdym razem dodamy mniej lub więcej płynu - wszystko zależy od mąki i tego w jakich warunkach była przechowywana.

Składniki
cebula
pieczarki
marchew
pietruszka
ugotowana biała fasola
plus przeróżne warzywa (u mnie braki w lodówce)
koncentrat pomidorowy+trochę wody/bulionu
przyprawy

Najpierw patelni przesmażyłam cebulę z pieczarkami. Następnie dodałam pokrojoną pietruszkę oraz marchew - smażyłam przez kilka sekund. Wrzuciłam ugotowaną biała fasolę i całość zalałam wodą wymieszaną z koncentratem pomidorowym. Dusiłam aż warzywa zmiękły pod koniec dodając zioła prowansalskie. Na końcu doprawiłam pieprzem cayenne do smaku i jeszcze odrobiną koncentratu, gdyż potrawka wydała mi się za słodka. Gdybym miała dodałabym również i czerwoną paprykę - możecie dodać co tylko Wam się podoba i na co macie ochotę :)
Smacznego

 Zima.
Nastał czas cichych odejść,
odsiewanie wszystkiego, co nie wytrzymuje zimy.
Wiele istot ludzkich twierdzi, że lubi zimę,
ale tak naprawdę, to lubią uczucie zabezpieczenia przed nią.
Nie istnieje dla nich problem jedzenia w zimie.
Mają ogień i ciepłą wodę.
 Zima nie może im zaszkodzić, przeciwnie,
zwiększa ich poczucie własnego sprytu i bezpieczeństwa.

  Książkę o której opowiem chciałam przeczytać rok, może dwa lata temu, kiedy w internecie zauważyłam jej przepiękne wydanie jakie przygotowało Wydawnictwo Literackie. Los chciał, że dopiero teraz udało mi się wziąć ją do rąk i przeczytać.
  Wodnikowe Wzgórze to powieść fantastyczna dla dzieci i młodzieży brytyjskiego pisarza Richarda Adamsa. Książka po raz pierwszy została wydana w 1972 r., natomiast w Polsce w 1982 r.
 Nie zamierzałam zagłębiać się w jej dokładną analizę i interpretację a także doszukiwać się głębszych przesłań, ukrytych znaczeń, metafor. Podeszłam do niej bez emocji, po prostu chcąc poznać treść. Początkowo nie mogłam złapać rytmu i wkręcić się w całą tę historię, jednak powoli udało mi się dotrzeć do końca... choć nie było łatwo. 


  Wszystko zaczyna się pewnego dnia, kiedy para małych, puszystych królików – Piątek i Leszczynka zaczynają przeczuwać, że grozi im ogromne niebezpieczeństwo. Od razu informują o tym, rządzącego królikarnią Wielkiego Królika, jednak ten nie chce im wierzyć - jest tylko zły, że przerywają mu sen. Króliki postanawiają ostrzec resztę stada i wspólnie opuścić swoje miejsce zamieszkania. Udaje im się zebrać małą grupkę kompanów po czym wyruszają w długą i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu nowego miejsca zamieszkania. Po drodze mają różne przygody i pokonywać przeróżne przeciwności. Jednak sama podróż jak i dotarcie do celu nie są rozwiązaniem ich problemów i końcem tej historii, bowiem budowanie nowej królikarni nie jest takie łatwe jak mogłoby się to wydawać.

 Autor bardzo dokładnie i szczegółowo przedstawił obraz króliczej społeczności, która posiada własną kulturę, język (hrududu - wszelkie pojazdy), strukturę społeczną a nawet mitologię.... króliczą częściowo opartą na informacjach zaczerpniętych z własnych obserwacji i z podręczników przyrodniczych, a częściowo uzupełnionych jego własną wyobraźnią. Tutaj każdy królik ma swoje określone miejsce, rolę i zadanie do wypełnienia. Jesteśmy świadkami nie tylko tego jak króliki troszczą się o siebie ale również walczą ze sobą. Jednak swoich uczuć nie wyrażają słowami a zachowaniem i czynami - jak to zwierzęta.
 Da się zauważyć również oddziaływanie natury, to że czasem bywa ona nieobliczalna i brutalna - wiele problemów w tym również tych najdrobniejszych kwestii rozwiązywanych jest siłą, gdyż przeżyją tylko najsilniejsi. Osobnik słaby jest skazany na porażkę, jednak i ten silny musi mieć się na baczności, ponieważ zawsze może trafić na kogoś silniejszego od siebie. Tutaj tak na prawdę nic do końca nie jest pewne - niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, być może nawet za rogiem, dlatego trzeba zachować czujność i mieć się na baczności.

 W trakcie lektury przez głowę przeszła mi myśl, że nie jest to bajka dla małych dzieci. Nie chodzi o to, że byłaby dla nich zbyt przerażająca, czy niezrozumiała ale najprawdopodobniej nieco monotonna i "nudnawa". Książka obfituje w obszerne opisy przyrody i zawiera dziesiątki nazw roślin - niektórych o których nie słyszałam i wątpię aby dziecko usłyszało. Z jednej strony takie drobiazgowe opisy dodają walorów, jednak z drugiej odbierają akcji tempa, sprawiając, że całość zaczyna nudzić a tekst czyta się powoli skłaniając do odłożenia książki na półkę.
 Jednocześnie jej treść zabiera nas w podróż w poszukiwaniu prawdziwego domu i własnego miejsca na ziemi, gdzie można poczuć się szczęśliwym i bezpiecznym. Podróż w której jej członkowie wykazują się odwagą, sprytem, lojalnością i zaufaniem wobec siebie. I właśnie tym jest dla mnie "Wodnikowe Wzgórze"..... opowieścią o odwadze, sprycie, przyjaźni, przetrwaniu, sile a także wierze we własne możliwości.
zdjęcie
 Tak jak wspominałam sięgając po tę książkę nie zamierzałam zagłębiać się w jej dokładną interpretacje. Mimo iż czytało mi się ją dość długo, nie żałuję że po nią sięgnęłam. Nie poczułam, że zmarnowałam przy niej czas, ale też nie poczułam zachwytu aby ją roztrząsać. Jednak nie wykluczam, że będę do niej wracać, bo to jedna z tych książek do których można powrócić.
 Z pewnością nie jest to powieść, którą przeczytamy w dzień lub dwa, ale to też nie oznacza, że jest zła - niektóre książki wymagają tego aby poświęcić im więcej czasu. To jak ją odbierzemy i ocenimy zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Każdy jej treść odczyta inaczej, każdy doszuka się innego - drugiego dnia. Być może "Wodnikowe Wzgórze" wciągnie Was do swojego króliczego świata....

Moje zdanie już znacie.
A jakie jest Wasze? 

Skończyć z czasem niepokoju i strachu!
Czuć, że wisząca nad nami chmura odpływa i rozprasza się -
chmura, która stępiała uczucia, a szczęście obracała we wspomnienie!
To jedna przynajmniej radość, jaką zna chyba każde żywe stworzenie.

Za dobrą lekturę dziękuję księgarni




AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny