.

sobota, 25 listopada 2017

  Zdjęcie
  Dobre uczynki... spełniamy je na co dzień? Pomagamy, wspieramy innych, dzielimy się naszym dobrem, czy tylko opowiadamy jacy to jesteśmy wspaniałomyślni, hojni i ile w nas empatii? Działamy, czy tylko na myśleniu i gadaniu się kończy? Jak to tak na prawdę jest z nami?
  Czy śpiesząc się do pracy zauważymy siedzącego pod sklepem lub gdzieś "w kącie" żebrzącego człowieka? Zatrzymamy się na chwilę i podzielimy się z nim swoim drugim śniadaniem lub kupimy mu je w sklepie? Czy zwrócimy na taką osobę uwagę spacerując po parku w towarzystwie znajomych? A może udamy, że go nie widzimy, bo to wstyd i "zepsuje" naszą reputację?
  Widząc nieprzytomnego człowieka zatrzymamy się aby sprawdzić co się stało i zadzwonimy na pogotowie, czy go ominiemy, bo przecież to pijak.
  Podzielimy się nadmiarem jedzenia z potrzebującymi, czy wyrzucimy je na śmietnik lub najpierw poczekamy aż samo się zepsuje i dopiero potem to uczynimy?
  Ubrania w których już nie chodzimy - oddamy tym, którzy ich nie mają, czy będziemy trzymać aż zostaną zjedzone przez mole.

  Będziemy użalać się nad losem biednych piesków i kotków w schronisku, czy zaczniemy działać? Nikt nie mówi, że należy adoptować kilka piesków, kotków, królika, szynszylę i jeszcze inne, tworząc ze swojego mieszkania mini zoo... Wystarczy od czasu do czasu zajść do takiego schroniska i poudzielać się jako wolontariusz - pomóc wykąpać i nakarmić mieszkające tam zwierzęta, wysprzątać boksy, zanieść trochę karmy, ciepłe koce....
 Zamiast opowiadać jak jest nam szkoda ludzi bezdomnych i biednych, dzieci w domu dziecka lub w szpitalach, jeśli mamy taką możliwość zajdźmy do takich placówek i pomóżmy na tyle na ile możemy...
Zdjęcie
 Nie zapominajmy o zorganizowanych przez różne instytucje lub osoby akcjach: zbieranie nakrętek po butelkach, paragonów ze sklepów, WOŚP, Caritas, Akcja Mikołajki dla dzieci z ubogich rodzin, zbiórka żywności... to również jedna z form udzielania pomocy. Jeśli mamy możliwość weźmy w takiej akcji udział. Pomóżmy razem z innymi - idea jest wielka a wartość udzielanej pomocy taka sama jak wtedy gdybyśmy robili to indywidualnie.
Zdjęcie
  Aby pomagać nie trzeba szukać daleko. Być tuż obok nas są ludzie, którzy potrzebują pomocy. Może sąsiad z bolącym kręgosłupem musi sam znosi węgiel do piwnicy, zapracowana sąsiadka nie ma czasu na to aby zająć się dziećmi a staruszka ma problem aby zejść ze schodów lub zanieść zakupy do domu. Wystarczy tylko wyciągnąć pomocną dłoń. Z pozoru taki mały gest znaczy na prawdę wiele. Często zwykły ale szczery uśmiech lub słowa "miłego dnia", mogą sprawić, że na plechach urosną małe skrzydełka.
Zdjęcie
  Jest pewna książka, która pozwala spojrzeć na pewne sprawy nieco inaczej. Jednak nim opowiem o książce, najpierw wspomnę o jej narratorze siostrze Małgorzacie Chmielewskiej. Nie wiem, czy powinnam się tego wstydzić, czy też nie, ale na prawdę nigdy nie słyszałam o tej kobiecie - być może dlatego, że praktycznie nie oglądam telewizji.
 Małgorzata Chmielewska urodziła się 20 marca 1951 roku w Poznaniu i jest polską siostrą zakonną a także przełożoną Wspólnoty „Chleb Życia”. W młodości pracowała jako katechetka z niewidomymi dziećmi w Laskach i w duszpasterstwie niewidomych u ks. Stanisława Hoinki a także organizowała pomoc dla kobiet jednego z więzień w Warszawie.
 Obecnie prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn. Z troską i szacunkiem wypowiada się o tak zwanych "osobach z marginesu" a ludziom, którzy w życiu zbłądzili i zostali wykluczeni przez społeczeństwo pomaga się podnieść, tworząc dla nich miejsca pracy.
 Zakonnica dodatkowo pisze bloga. Adoptowała również kilkoro dzieci, prowadzi domy dla bezdomnych i chorych a także głosi rekolekcje w całej Polsce. Wydawać by się mogło, że nie sposób Jej nie znać. A jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą kobietą.
Zdjęcie
 "Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego" jak nazwa sugeruje, zachęca do tego aby zrobić jakiś dobry uczynek. Jej treść podzielono na dwie części do której przypisanych jest kilka rozdziałów.
 Część pierwsza - "Sposób na dobre życie" ma formę dialogu/wywiadu z siostrą i traktuje on o modlitwie, poście oraz jałmużnie. Siostra Małgorzata prosto i bez umoralniania, zwraca uwagę na to, że ludzie rzadko kiedy zastanawiają się nad znaczeniem słów wypowiadanych modlitw. Nie obrażając i nie krytykując pisze o tym jaki czuje rozdźwięk między słowami  modlitw, które  wypowiadamy, a praktyką życiową. Czasem modlimy się o pokarm i dach nad głową dla bezdomnych, ale kiedy na ulicy dostrzeżemy żebrzą, omijamy go albo z pogardą, albo z obojętnością. Jak pisze siostra "zmarnowaliśmy szansę, żeby tę modlitwę wprowadzić w życie". To Bóg postawił na naszej drodze tego człowieka abyśmy mogli mu pomóc i naszą modlitwę wprowadzić w życie. Człowiek musi wykonać jakieś zadanie, aby Pan Bóg mógł działać, tym samym Stwórca zaprasza nas do współpracy ze sobą. 

 Według te słowa można odnieść do życia każdego człowieka, również ateisty. Jeśli chcemy "ulepszyć" świat, sprawić by ludziom żyło się lepiej i lżej, nie możemy czekać aż samo coś się stanie - musimy sami zacząć działać. Sam to może wyskoczyć pryszcz na czole...
Zdjęcie
  O poście mówi, że musi być świadomy. W poście nie chodzi o ograniczanie jedzenia, czy nie jedzenie mięsa w piątek. To rezygnacja z rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Mamy z nich zrezygnować po to aby poczuć smak miłości i trudu.
  Jednak post to nie tylko wyrzeczenia - możemy zamienić to na coś innego, co jest miłością np. oddanie czegoś co lubię, ale niekoniecznie mi to służy lub tego nie używam, człowiekowi, który tego potrzebuje. Tak więc pościć można nie tylko w odniesieniu do naszej wiary i Boga, ale dla samych siebie (aby siebie wzmacniać) oraz innych ludzi.
 Najważniejsze w poście jest to aby stał się on narzędziem do uporządkowania siebie i ułożenia właściwej hierarchii wartości. Jeśli post sprawia, że jesteśmy źli, smutni i niezadowoleni, to oznacza, że wewnętrznie nie jesteśmy uporządkowani i na ten post gotowi. Mamy pościć nie tylko po to aby się samemu doskonalić - mamy robić to w imię miłości i dobra... aby stawać się lepszym człowiekiem.

  Owe słowa i zasady powinny obowiązywać w życiu każdego z nas. Człowiek powinien rozwijać się, posiadać swoją hierarchię wartości, robić coś nie tylko dla siebie ale i dla innych ludzi. Każdy bez względu na wyznanie, to czy wierzy, czy nie powinien kochać i postępować w imię miłości. Nienawiść rodzi nienawiść, zło i zniszczenie... nienawidząc człowiek dąży do samozagłady.

  Jałmużna.... ważne jest to aby dzielić się z innymi tym co mamy i co możemy komuś ofiarować. Dawanie może być przyjemne - uszczęśliwić człowieka. Siostra zwraca również uwagę na to, że jeśli człowiek jest nastawiony wyłącznie na konsumowaniu, pewnego dnia może stracić to co ma teraz a czego być może nie dostrzega. Zamiast brać, powinniśmy dawać coś od siebie - nie można myśleć tylko i wyłącznie o sobie i swoich dobrach.
Zdjęcie
 W drugiej części siostra wypowiada się o wspólnocie, pojednaniu ze sobą i z innymi ludźmi, przebaczaniu, nadziei a także miłości - niejednokrotnie w odniesieniu do codziennego życia a także wiary i chrześcijaństwa, jednak bez umoralniania.

 Siostra Chmielewska nie owija w bawełnę a mówi prosto od serca. Nie umoralnia, nie poucza, nie zakazuje i nie nakazuje a opowiada tak jak postrzega świat, życie i do tego do czego została powołana. Tak jak już wspomniałam jej słowa są uniwersalne i aktualne, bez względu na wyznanie. Mogą przypomnieć to o czym dobrze wiemy, jednak na co dzień nie pamiętamy a także sprawić, że na pewne sprawy spojrzymy zupełnie inaczej.

NIKOMU NIC NIE NARZUCAM I NIE MAM ZAMIARU NIKOGO POUCZAĆ. TO TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJE ZDANIE

 ~~~~~~~~
 Tytuł: Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego
 Autor: s. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka
 Wydawnictwo: WAM 2017
  Liczba stron: 192
  Oprawa: twarda
  Link do książki: https://wydawnictwowam.pl/prod.odloz-te-ksiazke-i-zrob-cos-dobrego.10592.htm?sku=77498

czwartek, 23 listopada 2017


Skład: czekolada 50% (nieprażone ziarno kakaowca*, cukier z kwiatu palmy kokosowej*, tłuszcz kakaowy*, wanilia Bourbon* - zawartość masy kakaowej min. 65%), figi* 50%.
 * składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
Opakowanie: 60g
Rodzaje:  banany, rodzynki, jagody inkaskie, jagody goji, nerkowce, orzechy laskowe, migdały, morwy, orzechy brazylijskie

Wartość odżywcza w 100g:
białko 4g węglowodany 45g w tym cukry 44g tłuszcz 26g kw tł nas 15g błonnik 10g sól 0,1g

Ocena - Figi w surowej czekoladzie COCOA to jedna ze słodkich przekąsek jakie w swojej ofercie posiada firma Surovital. W czarnym, minimalistycznym i jednocześnie eleganckim opakowaniu znalazłam 12 różnej, lecz przeważnie sporej wielkości fig oblanych surową czekoladą tej samej marki. Kiedy spojrzymy na skład zauważymy, że proporcje czekolada - figi zostały rozłożone po połowie. Produkt w 50% składa się z fig a w 50% surowej czekolady. Całość intensywnie i przyjemnie pachnie cierpko-gorzkim kakao. Wanilii ani kokosa nie wyczułam.

 Warstwa czekolady nie jest ani za gruba (żeby nie zdominować owocu), ale i nie za cienka (aby dało się ją poczuć). Bardzo dobrze trzyma się figi i nie odpada od niej, więc jeśli chcielibyśmy oddzielić je od siebie, musielibyśmy trochę nad tym popracować. Z wierzchu pokrywa ją delikatny, jasny nalot. Nie wiedziałam czy powstał on  w wyniku przetworzenia czekolady w niskiej temperaturze, czy też przechowywania produktu w chłodnym miejscu.

 Czekolada pokrywająca figi jest identyczna jak ta, którą możemy kupić w tabliczce. Rozpuszcza się stopniowo, jednak nie w aksamitny, lecz nieco proszkowaty sposób. W smaku na pierwszym miejscu poczułam lekko karmelową słodycz cukru kwiatu palmy kokosowej. Po chwili doszedł do tego charakterystyczny smak surowego kakao a na samym końcu lekka kwaskowatość. W moim odczuciu zarówno goryczka kakao jak i jego "surowy" smak nie są intensywnymi aromatami - są delikatne z nutą łagodności, ale wyczuwalne.

 Jeśli chodzi o same owoce to są bardzo dobrej jakości. Figi, które znalazły się w mojej paczuszce nie były ani zbyt twarde, ani rozlazłe, ani też żylaste. Powiedziałabym, że okazały się lekko gumowe - takie do przeżuwania :) Kiedy je się rozgryzło i w trakcie gryzienia pesteczki bardzo przyjemnie strzelały pod zębami. Jednocześnie uwalniał się ich smak oraz słodycz, która w połączeniu z czekoladą stworzyła słodką mieszankę (choć mój tato stwierdził, że gorzką ^_^). W miarę jedzenia smaki nabierają tutaj na sile a słodycz rośnie, w wyniku czego bardzo szybko zostałam zasłodzona i już po dwóch sztukach miałam dość.

 Produkt okazał się słodką, jednak smaczną przekąską i z pewnością stanowią ciekawą alternatywę dla tradycyjnych słodyczy lub suszonych owoców. Tak na prawdę w tym przypadku nie powinno się czepiać poziomu słodkości, gdyż zazwyczaj suszone owoce same w sobie są słodkie a kiedy połączymy to z czekoladą, wiadomo jaki otrzymamy efekt.
 Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę do tego produktu, gdyż nie zachwycił mnie swoim smakiem. Najprawdopodobniej kiedy będę mieć ochotę na orzechy lub bakalie w gorzkiej czekoladzie to po prostu zagryzę je ulubioną tabliczką z wyższą zawartością miazgi kakaowej. Mimo wszystko cieszę się, że moja ciekawość co do tego produktu została zaspokojona. ;)

Wartość energetyczna w 100g - 455 kcal
Cena - 6-7zł Tesco, E. Leclerc, Carrefour, sklepy ze zdrową żywnością
Ocena - 4,5/6

poniedziałek, 20 listopada 2017


 Prowadzę blog już dość długo i z czasem tematyka stricie kulinarna wydała mi się monotonna. Postanowiłam pisać o książkach, tym samym decydując się na to aby opowiedzieć Wam o tym, jakie książki mi się podobają, które książki lubię i które wywarły na mnie pozytywne lub ogromne wrażenie. Nie zamierzam się tego wstydzić, ani też niczego narzucać - wszakże gusta czytelnicze są różne. Kto wie? Może ktoś przypadkiem tutaj zajrzy i zainteresuje go to o czym pisze?

  Na początku listopada obchodziliśmy Dzień Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny. Dla wielu Polaków był to czas nie tylko wizyt na grobach najbliższych, ale również refleksji i zadumy nad przemijaniem ludzkiego życia a także okazja do spotkania z rodziną.
 Mimo iż te Święta są już za nami nic nie stoi na przeszkodzie aby (jeśli się tym interesujemy) sięgnąć po literaturę w tym temacie. Osobiście chętnie sięgam po żywoty świętych i świadectwa z nimi związane - ich lektura może dostarczyć wiele emocji.
 Ostatnio przeczytałam dwie w moim odczuciu ciekawe książki właśnie z tego gatunku: „Cuda świętego ojca Pio” oraz "Cuda Św. Faustyny".

 Obie książki zostały wydane w twardej, lakierowanej oprawie z wizerunkiem danego świętego. Brzeg książki zabezpieczony jest przed rozgięciami, papier jest gruby i dobrej jakości - każda strona została zdobiona delikatnymi rycinami, które nadają stronom niepowtarzalny wygląd, jednocześnie nie przytłaczając. W książce znajdziemy życiorys świętego, wiele różnorodnych świadectw, które dokonały się za ich wstawiennictwem, podziękowania za owe cuda a także wskazania, modlitwy oraz homilie wygłoszone przez Jana Pawła II.
 Według mnie to wartościowe lektury, które nie tylko pozwalają zagłębić się w życie świętego ale również poznać cuda, jakie za jego przyczyną zostały dokonane, tym samym przybliżając nas do Niego i ukazując jak wielką moc ma ludzka wiara.
„Cuda świętego ojca Pio”

 Pio z Pietrelciny tak na prawdę miał na imię Francesco Forgione. Pochodził z biednej włoskiej rodziny, która mieszkała w
wiosce Pietrelcina, niedaleko Neapolu. Urodził się 25 maja 1887 roku i już dzień później został ochrzczony. Szatan widział w nim niebezpieczeństwo - kiedy Ojciec Pio był jeszcze mały atakowały go złe duchy. Chłopiec często i długo się modlił a także poddawał swoje ciało pokucie, biczował się aż do krwi. W wieku 5-6 lat dostąpił łaski ujrzenia Najświętszego Serca Pana Jezusa, które zachęcało, by Jemu się poświecił. Twierdził, iż widzi swojego Anioła Stróża z którym prowadził długie rozmowy, objawiała mu się również Matka Boża.

 Również w udzielaniu nagan trzeba ,być miłym i grzecznym

 Francesco od dziecka był bardzo religijny - już wtedy chciał poświęcić swoje życie służbie Bogu oraz swojemu patronowi, świętemu Franciszkowi z Asyżu. Już jako mały chłopiec został ministrantem i służył do Mszy świętej. Droga do kapłaństwa nie była łatwa, gdyż musiał zmierzyć się z oszczerstwami, jednak prawda wyszła na jaw.  Mając 16 lat Francesco wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Kilkanaście dni później otrzymał prosty, brązowy habit i przyjął imię Pio - 7 lat później został wyświęcony na kapłana.

Pamiętajcie, że nie jesteśmy z tej ziemi. Mamy tu misje do spełnienia: zbawienie duszy i danie wszystkim dobrego przykładu.

 Ojciec Pio był w pełni oddany służbie Bogu. Eucharystię odprawiał z wielkim namaszczeniem. Tysiące ludzi z całego świata chciały uczestniczyć w odprawianej przez niego Mszy świętej i wyspowiadać się u niego. Ojciec Pio patrzył w ich dusze i dawał bardzo konkretne rady.

W życiu za wszystko się płaci, za dobro i za zło. Za wszystko.

Mając 23 lata Ojciec został doświadczony stygmatami - prosił Pana Boga aby były one niewidzialne i tak się stało. Lekarze nie byli w stanie wytłumaczyć pochodzenia tych ran. Bliscy franciszkanina twierdzili, że wraz z ich pojawieniem się, Ojciec Pio nabył niezwykłych zdolności jak uleczanie chorych, lewitacja, czy też prorokowanie. Krew Ojca Pio widziała fiołkowy, różany lub kadzidlany zapach, który ludzie czuli za życia zakonnika, a  także po jego śmierci w  najdalszych zakątkach świata.
 Ojciec Pio zmarł 23 września 1968 w San Giovanni Rotondo, wypowiadając ostatnim tchnieniem słowo „Maryja”. Jego ciało zostało pochowane 26 września w krypcie w kościele Matki Bożej Łaskawej. 16 czerwca 2002 roku Jan Paweł II ogłosił ojca Pio świętym.

„Wolałbym raczej, żeby ostrze miecza przeszyło moje serce,
niż żebym miał sprawić komuś choćby najmniejszą
przykrość”

 Cuda dokonywały się już za życia świętego i dokonują się nadal - wiele lat po jego śmierci. W książce zebrano i spisano wiele świadectw od wiernych, którzy zostali uzdrowieni lub wyciągnięci z ciężkich opresji za wstawiennictwem św. Ojca Pio.
 Historie są dłuższe i krótsze - wszystkie świadczą o tym, że święty, mimo iż odszedł do Stwórcy, czuwa nad ludźmi, opiekuje się nimi a niekiedy spełnia ich prośby, kiedy Ci z wiarą i pokorą, zwrócą się do Niego o pomoc.
 Przeczytamy wyznania osób, które miały styczność ze świętym i za Jego życia doświadczyli łask oraz cudów (np. ministranta Ojca Pio, historię człowieka, któremu ojciec udzielił Pierwszej Komunii Świętej) a także ludzi, którzy doświadczyli łask uzdrowienia, wyjścia z opresji, cudu narodzenia, kiedy nie było to możliwe itp. już po Jego śmierci. Każda historia jest niezwykła a jej bohater lub bohaterowie są wdzięczni za otrzymane łaski i nadal czują obecność świętego, mimo iż nie ma go na tym świecie.
 Dodatkowo w książce jak sam tytuł wskazuje znajdziemy modlitwy kierowane do świętego ojca Pio.

"Powiedz wszystkim, że po śmierci bardziej niż za życia będę pomagał innym. Nic mnie nie będzie kosztowało, aby przyjść z pomocą tym, którzy będą mnie prosić. Każdy, kto będzie prosić, nie powróci z pustymi rękoma."

 ~~~~~~~~
 Tytuł: Cuda świętego Ojca Pio. Świadectwa, podziękowania, wskazania i modlitwy
 Opracowanie: Katarzyna Stokłosa
 Wydawnictwo: WAM 2017
 Liczba stron: 208
 Oprawa: twarda
 Link do książki: https://wydawnictwowam.pl/prod.cuda-swietego-ojca-pio.10498.htm?sku=77662

Cuda świętej Faustyny. Świadectwa, podziękowania, wskazania i modlitwy

 Helena Kowalska znana jako św. Faustyna urodziła się 25 sierpnia 1905 r. Głogowcu, jako trzecia z dziesięciorga dzieci Stanisława Kowalskiego i Marianny z domu Babel. Od najmłodszych lat pragnęła wstąpić do klasztoru na co nie zgadzali się jej rodzice. W 1924, podczas zabawy tanecznej w łódzkim parku „Wenecja” doznała widzenia umęczonego Jezusa, który powiedział Jej aby wstąpiła do zakonu.
 1 sierpnia 1925 r. została przyjęta do Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie, gdzie rozpoczęła postulat. Po jakimś czasie odbyła nowicjat w Krakowie, gdzie 30 kwietnia 1926 r., gdzie uczestniczyła w obłóczynach i przyjęła czarno-biały habit oraz imię Maria Faustyna. 30 kwietnia 1928 złożyła pierwsze śluby zakonne (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), składane na rok i ponawiane każdego roku, aż do czasu złożenia wieczystej profesji.

 Siostra Faustyna nie żyła dla siebie, ale dla Boga i dla dusz. Całe jej życie zakonne było wypełnione modlitwą i ofiarą, którą składała w intencji nawrócenia grzeszników, za kapłanów, osoby konsekrowane, dusze cierpiące w czyśćcu, za Polskę, inne narody i cały świat. Znana jest jako apostołka Bożego Miłosierdzia.
 Za jej pośrednictwem Jezus przekazał ludziom nowe formy kultu Miłosierdzia Bożego: obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”, święto Miłosierdzia, Koronkę do Miłosierdzia Bożego (modlitwę w chwili konania Jezusa na krzyżu, zwaną Godziną Miłosierdzia) a także szerzenie czci Miłosierdzia. Z ich praktyką w duchu ufności wobec Boga, związał wielkie obietnice.
 Jedna z nich jest ogólna - dzięki tym formom można uprosić wszystko, czyli łaski nadprzyrodzone i doczesne dobrodziejstwa jeśli ale tylko wtedy jest to zgodne z wolą Bożą, czyli dobre dla człowieka w perspektywie nie tylko życia na ziemi, ale i w wieczności. Są też łaski szczegółowe z których najważniejszą jest największa łaska zupełnego odpuszczenia win i kar przywiązana do godnie przyjętej Komunii świętej w święto Miłosierdzia. Siostra Faustyna w swoim Dzienniczku zapisywała słowa Chrystusa, które miał nam do przekazania - nazywana jest "sekretarką Boga". Jej „Dzienniczek” jest jedną z najczęściej wydawanych i tłumaczonych książek religijnych nie tylko w Polsce, ale i poza granica naszego kraju.

 Książka "Cuda św. Faustyny" to zbiór świadectw, jakie wpłynęły na adres Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach za sprawą św. Faustyny Kowalskiej. Każde z nich zostało opatrzone tekstem z Pisma Świętego, który pokazuje tę samą cudotwórczą działalność Jezusa.
 
 Książka to piękne świadectwo osób, którzy za sprawą modlitwy do św. Faustyny i Jej wstawiennictwem doświadczyli łask uzdrowienia nie tylko ciała (zniknięcie guzów, cudowne narodziny dziecka, kiedy lekarze przez lata mówili, że nie jest to możliwe, uleczenie z bólów, które trwały latami... ) ale również duszy i nawrócenia. Między innymi przeczytamy świadectwo kobiety, która w ciężkim stanie trafiła do szpitala po porażeniu prądem kobiety. Dzięki wstawiennictwu siostry Faustyny, kobieta po roku rehabilitacji w świetnej formie wróciła do pracy.

 Jest również historia dziewczyny opowiedziana przez Jej matkę. Córka uległa poważnemu wypadkowi a lekarze nie dawali jej szans na przeżycie - dzięki usilnej modlitwie i wierze jej rodziców najpierw odzyskała przytomność, potem czucie w stopach i dłoniach, jednak nie odzyskiwała mowy. Na oddziale intensywnej terapii leżała 40 dni. Miała świetną opiekę, rodzice modlili się za Nią do św. Faustyny i Bożego Miłosierdzia. Jednak lekarze mówili, że przy tak dużym i poważnym urazie głowy, dziewczyna mimo 17 lat, cofnie się w rozwoju do wieku siedmioletniego dziecka a nawet może nie mówić. Jednak Jej matka wierzyła w poprawę. Po 89 dniach została wypisana ze szpitala - lekarze mówili, że po tak poważnym wypadku to cud, że żyje i jest w takim stanie a nie innym. W każdym etapie poprawy stanu zdrowia córki jej rodzice jeździli do Łagiewnik aby dziękować siostrze Faustynie za otrzymane łaski. Po powrocie do domu córka musiała wszystkiego uczyć się od nowa. Było ciężko ale z czasem mózg pracował coraz lepiej. Marta (bo tak ma na imię bohaterka historii) wyzdrowiała. Ukończyła szkołę, zdała maturę, kończy studium i zamierza nadal się uczyć. Jej rodzice wierzą, że zawdzięczają to modlitwie do Jezusa Miłosiernego i Siostry Faustyny.

 Oczywiście to tylko niektóre z świadectw, które znajdziemy w książce - jest ich tutaj więcej. Mnie jako osobę wierzącą owe historie zaciekawiły.

 ~~~~~~~~
 Tytuł:
Cuda świętej Faustyny. Świadectwa, podziękowania, wskazania i modlitwy
 Opracowanie: praca zbiorowa
 Wydawnictwo: WAM 2017
 Oprawa: twarda
 Liczba stron: 240
 Link do książki: https://wydawnictwowam.pl/prod.cuda-swietego-ojca-pio.10498.htm?sku=77662

 Lubię czytać i oglądać filmy o żywotach świętych. Patrzeć jak przemierzali ziemskie drogi i jak doświadczali obecności "Siły Wyższej". To jak szerzyli dobro oraz pokój, pomagali ludziom i jakich łask niektórzy luzie doświadczyli za ich sprawą. Kiedy poznajemy Ich historie dostrzegamy, że wszyscy święci, których prosimy o wstawiennictwo byli zwyczajnymi, skromnymi ludźmi.
 Kiedy czytamy o niejednokrotnie niewytłumaczalnych przez ludzki rozum, medycynę oraz naukę wydarzeniach, które miały miejsce (niesamowitych uzdrowieniach, wyjściach z opresji, błogosławieństwach itp.) w niejednym sercu rodzi się wiara w to, że jeszcze nic nie zostało przesądzone... wiara w to, że będzie jeszcze lepiej. Z każdym krokiem Ci wszyscy święci stają się nam coraz bliżsi. Możemy się z nimi utożsamiać, uczyć się, brać przykład. Wybierać to co uznamy za mądre, ważne i słuszne a następnie wprowadzać w życie - pisać własny scenariusz, budować ścieżkę swojego życia.

POST NIE MA NA CELU UMORALNIANIE CZY TEŻ NARZUCANIE KOMUŚ CZEGOKOLWIEK. TO TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJE ZDANIE



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny