.

piątek, 19 maja 2017


Mówi się "nie oceniaj książki po okładce". To prawda, ale nie oszukujmy się - często to właśnie ciekawa i w naszych oczach "atrakcyjna" okładka decyduje o tym, czy sięgniemy po daną lekturę, czy też nie. Czasem jest to trafny wybór, innym razem wręcz przeciwnie. Bywa też, że z pozoru nieciekawa szata graficzna zawiera fascynującą opowieść.
A jeśli już o okładach mowa... według mnie wydawnictwu GREG należą się słowa uznania. W ramach serii Kolorowa Klasyka jego nakładem ukazują się i będą ukazywać wszystkim dobrze znane "perły literatury", jednak w całkiem nowej odsłonie. Jedną z takich książek jest dramat Williama Szekspira "Romeo i Julia"

Historii Romea i Julii chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Lektura gimnazjum, wystawiana na deskach teatrów a nawet zekranizowana. Dwa skłócone ze sobą rody. Ona, on i nieszczęśliwa miłość, która tak na prawdę nie może trwać.
Historia kochanków, których połączyła dopiero śmierć, do dziś jest inspiracją do powstawania nowych dzieł. Jednych zachwyca i wzrusza, drugich odwrotnie - odstrasza, nudzi a nawet irytuje.
Pamiętam, że kiedy omawialiśmy ją w gimnazjum, nie urzekła mnie swoją treścią. Przeczytałam "bo musiałam" i odłożyłam na półkę przekonana, że już nigdy nie sięgnę po ten dramat. Do czasu...

Najnowsze wydanie "Romea i Julii", które wyszło nakładem wydawnictwa GREG w ramach serii Kolorowa Klasyka, urzekło mnie swoim wyglądem. Twarda, ciemna i jednocześnie błyszcząca okładka zdobiona różami z widniejącą młodą parą głęboko spoglądającą sobie w oczy i delikatnie trzymających się za ręce, przykuwa wzrok. Spodobał mi się jeszcze fakt iż widać, że są to jeszcze nastolatkowie, na dobrą sprawę jeszcze dzieci - wszakże Romeo i Julia mieli po 16-14 lat (Romeo 16 a Julia 14) a nie 20, czy 30. Przyznam, że nie podoba mi się tak modne "postarzanie" bohaterów dość często spotykane na ilustracjach, czy też w filmach. Nie wiem co to ma być. Wydoroślenie ich? Pokazanie jak nadzwyczaj są dojrzali jak na swój wiek? A może brak pomysłu?
Wróćmy jednak do książki a mianowicie tego wydania. Im głębiej w las tym według mnie jest jeszcze lepiej... gruby kredowy papier odporniejszy na zagniecenia niż tradycyjne kartki, wyraźna czcionka i kolorowe ilustracje. A to wszystko zszyte białymi nićmi, by książka posłużyła jak najdłużej. Cała książka wizualnie prezentuje się przepięknie.

Ilustracje do dramatu wykonała Paulina Wyrt. Nie rażą one w oczy "agresją" i przesyceniem kształtów a jednocześnie nie są matowe i niewyraźne. Podobno zostały wzorowane na styl barokowy. Czy ja wiem? Tak na prawdę to za bardzo nie znam się na tym i nie mnie to oceniać ;)
Dużych ilustracji (zajmujących całą stronę) jest dziesięć. Dodatkowo każda strona z tekstem z boku zdobiona jest splecionymi kwiatami, tworzącymi coś w rodzaju marginesu. Akty również zostały bardzo ładnie wyróżnione. To wszystko tworzy przepiękną całość i sprawia, że książkę chce się otworzyć - zajrzeć do środka.

Nie spodziewałam się, że jakiekolwiek wydanie "Romea i Julii" wzbudzi we mnie pozytywne emocje. To wydanie wizualnie mnie urzekło - przyjemna dla oka szata graficzna (okładka i ilustracje) oraz porządne i dokładne wykonanie. Tutaj mamy pewność, że książka nie rozleci się już po pierwszym a nawet dziesiątym przeczytaniu. Całość wizualnie prezentuje się bardzo dobrze.
A treść?
Jednych zachwyci, innych wręcz przeciwnie. Moje zdanie już znacie. To już kwestia gustu i upodobań a jak wszystkim wiadomo o gustach się nie dyskutuje (przynajmniej nie powinno) ^_^.
Jakby nie było według mnie ta książka jest warta uwagi wszystkich tych, którzy lubią twórczość Szekspira w tym historię Romea i Julii a kolekcjonując klasykę, szukają ładnie i jednocześnie starannie wydanych pozycji. A może ktoś zdecyduje się na jej zakup, tylko i wyłącznie ze względu na ładne wydanie? :)

Autor: William Szekspir | Tytuł: Romeo i Julia | Oprawa: Twarda | Liczba stron: 160 | Wydawnictwo: GREG 2017 |Ilustracje: Paulina Wyryt

poniedziałek, 15 maja 2017


Zdrowe przekąski cieszą się coraz większą popularnością, podbijając kubki smakowe i zdobywając serca coraz większej rzeczy osób. Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu nowość w tej dziedzinie - Batony Zdrowie w Tobie
Batony powstały z inicjatywy dwójki osób: taty z głową do biznesu oraz córki - eko żywicielki rodziny. To rodzinny interes, dlatego produkty oprócz wszystkim znanym składnikom w postaci susoznych owoców, bakalii, orzechów zostały wzbogacone o takie produkty jak: pasja, miłość i serce.
W ten oto sposób powstały batony:
✓ naturalne i zdrowe
✓ 100% suszonych owoców i orzechów
✓ bez dodatku cukrów, słodzików i innych sztucznych substancji słodzących
✓ bez polepszaczy, wzmacniaczy, wypełniaczy i innych zbędnych dodatków
✓ bez dodatku mąki
✓ bez glutenu
✓ bez siarki
✓ bez obróbki termicznej, dzięki czemu zachowały nie tylko walory smakowe ale również zdrowotne poszczególnych składników
✓ wegańskie
✓ wypełnione przepysznymi dodatkami

Baton Figa, orzech ziemny, chia

Skład: daktyle (30%), figi (30%), orzechy ziemne (25%), wiórki kokosowe (9%), chia, olej kokosowy, guarana, cynamon
Opakowanie: 70g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 10g Węglowodany 59g w tym cukier 40g Tłuszcz 16g w tym kw.tł.nas. 7,5g Błonnik 19g Sól 0,37g

Wartość odżywcza w  70g:
Białko 7g Węglowodany 41g w tym cukier 28g Tłuszcz 11g w tym kw.tł.nas. 5,2g Błonnik 13g Sól 0,26g

Opinia: Kiedy spojrzałam na skład batona i ujrzałam uwielbiane przeze mnie orzechy ziemne, od razu zaświeciły mi się oczy. Mimo iż nie ma ich tutaj za wiele (25%), ich dodatek jest zawsze mile widziany. A nóż poczuję chociaż namiastkę masła orzechowego? Wszystko jest możliwe :) Po składzie da się również zauważyć, że suszone owoce (daktyle oraz figi) stanowią 50% batona, co może sugerować, że będzie on dość słodki. Oprócz wcześniej wspomnianych produktów mamy tutaj jeszcze wiórki kokosa, chia, olej kokosowy, guaranę oraz cynamon, czyli dość ciekawie :)

Batona w przeciwieństwie do pozostałych bez problemu można wyjąć z foliowego opakowania. Jest jasny, prostokątny, dość ciężki, zwarty i zbity - najtwardszy ze wszystkich batonów. Pod palcami stawia opór (nie odkształca się), jest kruchy a aby go przekroić należy zrobić to z naciskiem przy czym nóż gładko wchodzi wchodzi w baton.
W daktylowo-figowej masie wyraźnie widać spore kawałki (wręcz ćwiartki) orzechów ziemnych, drobne wiórki kokosa i malutkie kropeczki w postaci chia. Całość wyraźnie pachnie wiórkami kokosa z bardzo delikatną, lekko słodkawą nutą fig, jednak to kokos gra tutaj "pierwsze skrzypce".

Baton z łatwością ulega pod naciskiem zębów. Od razu poczułam słodycz daktyli (figi czuć tutaj wyraźniej, kiedy trafimy na ich kawałki) do których po chwili (kiedy baton nieco rozpuścił się w ustach) doszła wyraźna kokosowa nuta. W przeciwieństwie do batonów Raw Energy coconut&coca oraz maracuja&coconut nie jest to nieświeży kokos - wiórki jak najbardziej są dobrej jakości i nie pozostawiają po sobie żadnego nie przyjemnego posmaku. Dodatkowo delikatnie "chrzęszczą" pod zębami. Jednak nie będę ukrywać tego, że dało się wyczuć nutę oleju kokosowego ale nie była ona nieprzyjemna.
W smaku delikatnie da się również poczuć fistaszkowy aromat a na samym końcu nawet i cynamon, jednak ten drugi nie jest aż tak wyraźny. Orzeszki ziemne z zewnątrz stawiają lekki opór, jednak nie są chrupiące tak jakby nieco nasiąknęły od fig i daktyli. Nie poczułam aby były nieświeże, spleśniałe, czy stęchłe - na prawdę są dobrej jakości.

Całość przyjemnie słodka, (chociaż dla mnie trochę za słodka) wyraźnie kokosowa z delikatnym orzechowym akcentem i jeszcze delikatniejszą nutą cynamonu (dla niektórych niewyczuwalna), bez oznak nieświeżości. Baton zdecydowanie wart spróbowania.

Wartość energetyczna w 100g - 382 kcal
Wartość energetyczna w batonie 70g - 267 kcal
Ocena - 4,5-5/6

Baton Morele, nerkowce, karob

Skład: daktyle (26%), morele (27%), słonecznik (15%), nerkowce (13%), karob, olej kokosowy, imbir
Opakowanie: 70g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 8,4g Węglowodany 59g w tym cukier 41g Tłuszcz 18g w tym kw.tł.nas. 6,1g Błonnik 17g Sól 0,35g

Wartość odżywcza w  70g:
Białko 5.9g Węglowodany 41g w tym cukier 29g Tłuszcz 13g w tym kw.tł.nas. 4,3g Błonnik 12g Sól 0.25g

Opinia: Baton w 53% składa się z suszonych owoców: moreli oraz daktyli, których ilość jest zbliżona. Dodatkowo wzbogacono go o ziarna słonecznika, nerkowce, karob, olej kokosowy oraz imbir. Chyba zgodzicie się ze mną, że brzmi smacznie? ^_^ Nie zniechęca mnie nawet imbir, którego nie lubię, gdyż występuje tutaj na ostatnim miejscu ;)

Prostokątny baton jest ciężki, troszkę zbity, ale jednocześnie plastyczny - delikatnie wygina się pod naporem palców a z jego kawałków da się ulepić kulkę. W daktylowo-morelowej masie koloru karmelowego (jest średnio ciemny - znajduje się na drugim miejscu) wyraźnie widać kawałki nerkowców oraz mniejsze białe kropki, które najprawdopodobniej są pokruszonym słonecznikiem. W dotyku śliski i błyszczący. Na palcach pozostawia delikatną tłustą powłokę, najprawdopodobniej od słonecznika. Pachnie słodko daktylami z delikatnym akcentem suszonej moreli i słonecznika.

Baton nie jest twardy. Z łatwością ulega pod naciskiem zębów, jednak aby go przekroić, należy zrobić to naciskiem. Po przełamaniu/odgryzieniu kawałka i przybliżeniu nosa do batona w zapachu poczułam również karob. Pod zębami baton okazał się być "żujny", lekko gumowy jak typowe daktylowe ulepki. Z jego kawałków na się uformować kulki.
A smak?
W pierwszej kolejności poczułam słodycz daktyli do której po chwili doszła morelowa nuta. Po pierwszych dwóch kęsach nie poczułam nic więcej, dopiero po dłuższym żuciu dało się poczuć karob a pod sam koniec delikatnie imbir. Ten ostatni dawał o sobie znać również w postaci lekkiego rozgrzania i pieczenia na języku. Mimo iż nie przepadam za imbirem, nie uważam aby jego dodatek zepsuł, czy też poprawił smak batona. Tak szczerze to w ogóle mi on tutaj nie przeszkadzał.
Orzechy nie są zbytnio wyczuwalne - nie zauważyłam aby w trakcie jedzenia "coś" chrupało mi pod zębami. Postanowiłam je wydłubać i zjeść kawałek oddzielnie - nie były ani rozmiękłe, ano wysuszone i mega chrupiące. Okazały się jak takie typowe nerkowce, bez oznak nieświeżości. Krótko rzecz ujmując - bardzo dobrej jakości.

Całość jest słodka, jednak nie w sposób charakterystyczny dla dużego grona daktylowych ulepków. Nie zmienia to jednak faktu, że jest słodka, ale naturalnie. Wyszło smacznie i ciekawie, jednak w moim odczuciu baton swoim smakiem nie przebił ani wersji śliwkowej (którą jestem zauroczona), ani z Figą, orzechem ziemnym i chia. Nie zniechęcam do zakupu, bo baton jest smaczny i warto go spróbować, jednak z tej trójki najchętniej sięgnęłabym po śliwkę :)

Wartość energetyczna w 100g - 394 kcal
Wartość energetyczna w batonie 70g - 256 kcal
Ocena - 4/6

Baton Śliwka, orzech włoski, cynamon

Skład: śliwka (33%), rodzynki (33%), słonecznik (13%), orzechy włoskie (11%), siemię lniane (7%), olej kokosowy, cynamon
Opakowanie: 70g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 10g Węglowodany 52g w tym cukier 33g Tłuszcz 18g w tym kw.tł.nas. 2,6g Błonnik Sól 0,07g

Wartość odżywcza w 70g:
Białko 7g Węglowodany 36g w tym cukier 23g Tłuszcz 13g w tym kw.tł.nas. 1,8g Błonnik Sól 0,05g

Opinia: Ten baton to w 66% suszone owoce (śliwki oraz rodzynki), 31% chrupiące dodatki (słonecznik, orzechy włoskie oraz siemię lniane) oraz 3% olej kokosowy oraz cynamon. Wiecie co najbardziej spodobało mi się w tym batonie? ORZECHY WŁOSKIE, które są niespotykanym dodatkiem jeśli chodzi o tego typu przekąski. Martwiło mnie tylko to, że jest ich tutaj tylko 11%, co wydało mi się mało, chociaż z drugiej strony, czasem nawet taka ilość jest wystarczająca ^_^

Już przez foliowe opakowanie można ujrzeć jak prezentuje się baton: jest prostokątny, dość ciężki i najmiększy ze wszystkich (jego struktura jest najdelikatniejsza). Ciężko wyjąć go z foliowego opakowania, gdyż delikatnie się lepi - jest też lekko wilgotny, taki tłustawy (pozostawia śliskie palce) a do tego plastyczny. Jak przystało na suszone śliwki jest dość ciemny z wyraźnie widocznymi ziarnami słonecznika, kawałkami orzechów włoskich, skrawkami suszonej śliwki i mniej widocznymi ziarenkami siemienia lnianego. Całość bardzo przyjemnie pachnie suszonymi śliwkami z wyraźną nutą cynamonu i orzechów włoskich w tle.

Zarówno zęby jak i nóż bez problemów zatapiają się w miękkiej strukturze batona, który okazał się również "żujny" i nieco gumowy jak ciągutka. Od razu pod zębami poczułam lekko chrupiące ziarenka słonecznika oraz kawałki orzechów. Kiedy baton nieco rozpuścił się w ustach poczułam nienachalną słodycz śliwki z delikatną kwaskowatą nutą. Śliwka wyraźniej daje o sobie znać, kiedy zębami trafimy na jej większy kawałek.
Pod zębami przyjemnie chrupie słonecznik i kawałki orzechów włoskich. Jedne i drugie są bardzo dobrej jakości, jednak według mnie nie zaszkodziłoby, gdyby tych orzechów było tutaj więcej :) W trakcie jedzenia pojawia się też delikatna cynamonowa nuta, która nie zakłóca smaku pozostałych składników a uzupełnia całość.

Całość przyjemnie słodka. Dla "normalnych" kubków smakowych nie przesłodzona - dla moich wrażliwych na słodycz pod koniec trochę za słodka ale na prawdę bardzo smaczna. To jeden z lepszych RAW batoników jakie miałam okazję próbować (ale nadal nie przebił batona Kosmos, czy Raw Protein Cocoa Beans)  ^_^

Wartość energetyczna w 100g - 372 kcal
Wartość energetyczna w batonie 70g - 260 kcal
Ocena - 5-5,5/6

Mój ranking
Baton Śliwka, orzech włoski, cynamon - 5-5,5/6
Baton Figa, orzech ziemny, chia - 4,5-5/6
Baton Morele, nerkowce, karob - 4/6

Batony Zdrowie w Tobie to smaczna, zdrowa, pożywna i treściwa przekąska (każdy z batonów waży po 70g, więc poczujecie je na żołądku), która nie tylko świetnie sprawdzi się w sytuacji, kiedy mamy ochotę na coś słodkiego i chcemy sięgnąć po "lepsze" łakocie. Taki 70-gramowy baton dostarczy również energii, zdrowych węglowodanów oraz cukru a także cennych i potrzebnych dla naszego organizmu mikroelemetów i witamin, pochodzących z poszczególnych składników (błonnika, przeciwutleniaczy, nasyconych kwasów tłuszczowych, witamin z grupy B, magnezu...). Przekąska nie dość, że smaczna to jeszcze pożywna i zdrowa :)

Listę sklepów w których możecie kupić batony znajdziecie TUTAJ

środa, 10 maja 2017

   "Cześć
    Mam na imię Ivan. Jestem gorylem.
    To nie takie proste, jak może się wydawać."

 

Istnieją książki, które z pozoru kierowane do młodszego czytelnika niosą ze sobą pewne przesłanie i mogą sięgnąć po nie również dorośli. Jedną z takich książek jest "Jedyny i niepowtarzalny Ivan" autorstwa Katherine Applegate.

 "Ludzie marnują słowa. Rzucają je jak skórki z bananów i pozwalają by zgniły.
Każdy wie, że skórka jest najlepsza."

To zainspirowana prawdziwą historią opowieść o gorylu Ivanie, który przez większość swojego życie spędził w mini zoo mieszczącym się przy centrum handlowym. To on jest narratorem tej opowieści. To on opowiada swoje wspomnienia, opisuje świat i ludzi takim jakim go widzi, zdarzając swoje myśli i przemyślenia. Każdego dnia przez szybę w klatce przyglądają mu się ludzie, on rzuca w nich "klopsami" z kupy. Goryl nigdy nie widział przedstawicieli swojego gatunku i nie tęskni za dżunglą, gdyż praktycznie jej nie pamięta - nie był w stanie tak na prawdę zaznać wolności i nie wie czym ona jest. Jednak nie ma w nim gniewu, nienawiści, czy chęci zemsty za to co spotkało. Daje się poznać jako niezwykle wrażliwa, rozumna, pełna miłości, wiary i zaufania istota - bardzo ludzka istota.
 Jest jeszcze coś co powinniście wiedzieć o Ivanie... Ivan jest bardzo utalentowanym gorylem - potrafi rysować. Ludzie płacą po 10 dolarów za rysunek jego autorstwa, więc dla właścicieli zoo jest "żywą maszyną do zarabiania pieniędzy". Brzmi okrutnie, ale taka jest prawda.
Pewnego dnia Ivan poznaję malutką słonicę odebraną rodzinie - Ruby. Ruby sprawia, że Ivan zaczyna postrzegać swoje życie, dom i sztukę w całkiem innym świetle niż dotychczas....

 "Wspomnienia są bezcenne. Pomagają określić, kim jesteśmy."

Mimo iż w książce zwierzęta żyją w niewoli, ludzie w ich oczach nie są przedstawieni jako Ci źli i niedobrzy. Ludzie są tutaj różni: jedni nieczuli, wykorzystujący zwierzęta do swych własnych celów, ale też i tacy, którzy chcą im pomóc i pomagają. Zwierzęta wyczuwają tę różnicę - wiedzą komu mogą zaufać i kto jest ich przyjacielem. Nie oceniają każdego tak samo.  Jak mówi słonica Stella "Ludzie potrafią czasem zaskakiwać."
To bardzo ważna lekcja, którą można wyciągnąć z tej lektury - tego powinniśmy się od zwierząt nauczyć. Każdy jest inny, dlatego nie należy oceniać tylko i wyłącznie po pozorach. 
 Opiekun Ivana, Mack mimo iż umieścił Ivana w klatce (w końcu Ivan był gorylem a to "dzikie" i "niebezpieczne" zwierzę), bardzo go kochał. Kiedy ten był gorylątkiem mieszkał z Mackiem w domu gdzie pił z butelki, spał w łóżku, bywał w kinie, chodził na mecze, jadł frytki a nawet zdmuchiwał świeczki z tortu. Był wychowywany jak ludzie dziecko, mimo iż był gorylem. Nawet kiedy dorósł i zamieszkał w klatce, Mack przez cały czas opiekował się nim, dbał o niego, pielęgnował. Starał się aby niczego mu nie zabrakło... no może z wyjątkiem wolności. Niestety nie kochał go na tyle mocno, by mu tę wolność podarować....
 Z drugiej strony, czy zwierzę, które w dzieciństwie zostało zabrane od rodziców ze swojego naturalnego środowiska i większość życia spędziło w niewoli, poradziłoby sobie w dżungli? Czy byłoby w stanie samemu zdobywać pożywienie jeśli przez tyle lat "podawano mu je na tacy", czy obroniło by się przed nieprzyjacielem, jeśli tam gdzie przebywało nie groziło mu większe niebezpieczeństwo? Czy byłoby w stanie się przystosować?
Sam Ivan mimo iż zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest człowiekiem (mimo iż był tak wychowywany), zadawał sobie pytania, czy jest prawdziwym gorylem. Bo co to tak na prawdę znaczy? Zastanawiał się kim tak na prawdę jest, poszukiwał swojej tożsamości, swojego prawdziwego ja.

 "Ludzie. Szczury mają większe serca. Karaluchy mają życzliwsze dusze."

Bohaterowie tej książki są wymysłem autorki - jedynie Ivan był prawdziwy (więcej o Ivanie przeczytacie TUTAJ). Jednak to dzięki temu, że autorka tchnęła w niego życie, dzięki jej wyobraźni możemy czegoś się nauczyć. Książka nie należy do tych prostych i dziecinnych opowiastek. Jest to przepiękna, pouczająca i wzruszająca opowieść. Opowiada nie tylko o cierpieniu i  pragnieniu wolności przez zwierzęta trzymane w klatkach dla ludzkiej rozrywki. Stawia również pytania i uświadamia to, że zwierzęta nie są "atrakcją  turystyczną". Mało kto odwiedzając np. cyrk dostrzega smutek, ból i tęsknotę za wolnością, która skrywa się w oczach znajdujących się tam zwierząt. Mało kto zastanawia się co tak na prawdę one czują - dla wielu to tylko forma "rozrywki". To nie przedmiot, który możemy wykorzystać do własnych celów i zarobienia pieniędzy. To nie zabawka, czy chwilowy "kaprys", takie "widzi mi się" - zakup pod wpływem chwili. Zwierzęta to żywe istoty, które czują, słyszą, myślą i rozumieją. Istoty, które kochają, odczuwają smutek, radość, tęsknotę, ból i cierpienie. Istoty. To istoty z krwi i kości, z sercem - myślące i pragnące wolności tak jak ludzie.

 "Ludzie za dużo mówią. Trajkoczą jak szympansy i wypełniają świat hałasem, nawet gdy nie mają nic do powiedzenia."

To przykre do czego są zdolni ludzie dla wzbogacenia się (dla jednego małego słonika  wymordować całą jego rodzinę), przykre jest to, że my dorośli w tym rodzice, często traktujemy pieska, kotka, chomika czy króliczka jako nagrodę lub zabawkę dla dziecka - zabawkę, którą za jakiś czas dziecko się znudzi i porzuci. Wstyd mi za takich właśnie ludzi. Wstyd i jestem zła na tych, którzy dla zysku mordują i zabijają żywe stworzenia - Nie ma nich żadnego usprawiedliwienia i wybaczenia. To bestialskie i nie ludzkie. Jak takie osoby w ogóle śmieją nazywać się ludźmi? To też i nie zwierzęta, bo zwierzę jeśli zabija to tylko z konieczności aby przetrwać a nie dla rozrywki.
Na szczęście są też i tacy dla których ważne jest dobro zwierząt, którzy walczą o ich prawa i oby takich osób było jak najwięcej.

"Dobre zoo - mówi Stella - to ogromny teren, dzika klatka, bezpieczne miejsce. (...) Dobre zoo to miejsce gdzie ludzie zacierają złe wrażenie".

Według mnie książka jest warta przeczytania przez każdego bez względu na wiek. Mówi o przyjaźni i szacunku,  tym, że zwierzęta czują i tęsknią. Być może po lekturze tej książki wielu zastanowi się przed zakupem pieska lub kotka na prezent. Pamiętajcie to nie jest zabawka a żywe stworzenie.

"Wasze serca są z lodu - mówiła z błyskiem w oku. - Nasze są z ognia"

Autor: Katherine Applegate | Tytuł: Jedyny i niepowtarzalny Ivan | Wydawnictwo: CzyTam | Rok wydania: 2014 |Okładka: miękka ze skrzydełkami | Liczba stron: 320 

Na stronie wydawnictwa znajdziecie fragment książki w tym przykładowe zrzuty ze stron KLIK

Ilustracje pochodzą z internetu: zdjęcie I, zdjęcie II, zdjęcie III, zdjęcie IV, zdjęcie V, zdjęcie VI, zdjęcie VII


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi