.

środa, 26 grudnia 2018

 Opowiem Wam bajkę... Nie o tym jak "kot palił fajkę a kocica papierosa, upaliła kawał nosa."
 Będzie to bajka o dwóch zwierzątkach żyjących w lesie - blisko a jednocześnie daleko siebie.
 Bo oto u podnóża starego dębu w pewnym lecie mieszka rodzina królików, która kocha i troszczy się o siebie.
 Zaś hen w górze, wśród koron drzew jest jedna dziupla a w niej...
 W niej z mamą mieszka sowa - mądry ptak.
 I z tą sówką i króliczkiem było tak.

 Kiedy w słoneczny dzień Króliczek biega po lesie,
 Sówka śpi, pochrapując sobie w najlepsze.
 Zaś kiedy zapada zmrok i księżyc już świeci na niebie,
 to Króliczek zasypia - zasypia też jego królicza rodzina, blisko siebie.
 To czas dla Sówki - mądrej główki, która
 w blasku księżyca rozprostowuje swoje skrzydła.

 I tak mijają im kolejne dni i noce.
 Mimo iż żyją blisko siebie, natura i geny sprawiają,
 że do tej pory nigdy nie spotkali i nie spotkają siebie.
 Ale czy aby na pewno?
 Bo oto nadchodzi dzień - ten jeden i jedyny,
 kiedy postanawiają złamać natury "sprzeciwy".
 Zrobić na przekór, spotkać się i porozmawiać
 aby lepiej siebie poznać a także...

  "Na zawsze przyjaciele" to opowiadanie Przemysława Wechterowicza zilustrowane przez polską artystkę Emilię Dziubak, które ukazało się nakładem wydawnictwa Ezop. Nowość jeśli chodzi o książki dla dzieci - wybrana z myślą o małym Szkrabie. Liczy zaledwie 32 strony przy czym większą część zajmują ilustracje. Tekstu jest tutaj na prawdę niewiele - gdyby zebrać go w całość uzbierałaby się strona, może dwie. Jednak już wiele razy przekonałam się, że niekiedy mniej znaczy więcej. Nie potrzeba wielu słów aby wyrazić to ważne, tylko trzeba to dostrzec i zrozumieć. Urzec, zauroczyć, zachwycić...

  Czy tak było tym razem?
 W moim odczuciu niekoniecznie. Wyszło przyjemnie ale tylko tyle - nic więcej. Zabrakło mi swoistego uroku, czaru, magi...  tego "czegoś" co zachwyca, uczucia iż jest to wyjątkowa opowieść. Jednocześnie całości nie uważam za złą. Nie poczułam zawodu czy niesmaku. Po głowie krążyła myśl "jest przyjemnie i bardzo ładnie wizualnie, ale tak na prawdę nic więcej."
  Po raz kolejny przekonałam się, że w przypadku duetu Wechterowicz i Dziubak, to pani Emilia swoimi obrazami tworzy cały klimat i urzeka a nawet zachwyca. Chętnie oddzieliłabym tekst od obrazów - odniosłam wrażenie, że te mówią znacznie więcej. Ja odczytałam.

  Niemniej moja Mama całość uznała za fajną a na ten moment Mała jest zachwycona Na prawdę podoba Jej się ta historia a przecież to najważniejsze (wszakże książka była prezentem dla Niej). Wsłuchuje się się w słowa, patrzy, ogląda, komentuje, słucha i piszczy z radości a potem powtarza z pamięci, jakby ją znała. Zobaczymy co będzie za jakiś czas i czy książka będzie jedną z tych często czytanych - zdania o niej są podzielone

Tytuł: Na zawsze przyjaciele | Autor: Przemysław Wechterowicz | Ilustracje: Emilia Dziubak | Wydawnictwo: Ezop | Okładka: Twarda | Ilość stron 

ilustracje z http://gallery.wacom.com/gallery/72941285/Na-zawsze-przyjaciele

sobota, 22 grudnia 2018


zdjęcie 

Cześć
Dzisiaj mam dla Was post zbiorczy dwóch gier w które zagraliśmy rodzinnie. Gdyby spojrzeć na zbliżające się dni nieco inaczej, to Święta stają się dobrą okazją aby nie tylko usiąść razem, porozmawiać, pośmiać się, pośpiewać kolędy i powspominać ale również zagrać w jakąś grę - tak w odstępstwie od kolędowania z polsatem, barszczu z uszkami i pierogów. Wspólnie spędzony czas i rozrywka nie tylko są przyjemne ale również zacieśniają więzi i bawią :)

I tutaj chciałabym życzyć Wam spokojnych, radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, przepełnionych miłością, uśmiechem, ciepłem i w gronie najbliższych.
Świąt w których zapomnicie o wszystkich różnicach, nieporozumieniach i zatargach, wybaczycie urazy, spojrzycie na siebie przychylnym okiem i ze szczerym uśmiechem przełamiecie opłatkiem.
A Nowy Rok niech będzie dla Was pasmem przygód i doświadczeń, które wzmacniają i przynoszą to co dobre :)

Małe poręczne pudełeczko, stosunkowo niewiele elementów, ciekawy pomysł i oto mamy prostą grę kierowaną do młodszego gracza, ale skonstruowaną tak, że bawi również starszych i dorosłych. Oto przed państwem Panika w Laboratorium.

~ Informacje ~
Tytuł: Panika w laboratorium
Wydawca: Foxgames
Wiek graczy: 8+
Czas gry: 10-30 minut
Ilość graczy: 2-10
Cena: 44,99zł

~ Zawartość pudełka ~
25 kwadratowych obrazków
4 kości
30 żetonów zwycięstwa
instrukcja

 ~ Wygląd ~
Gra jest na prawdę niewielka i spokojnie można wrzucić ją do kieszeni spodni czy kurtki. W kolorowym metalowym pudełeczku wyłożonym materiałem umieszczono wszystkie elementy gry: standardowe kości, plastikowe żetony a także karty przedstawiające: szyby wentylacyjne, trzy laboratoria badawcze, od których rozpoczynamy poszukiwania, laboratoria mutacyjne, zmieniające cechy ameby-uciekiniera.

Ameby występują w dwóch kolorach: czerwono-pomarańczowym i fioletowo-turkusowym. Mają dwa możliwe kształty: ślimaka i dzwonka a także dwa możliwe ornamenty: paski lub kropki.

Kostki - trzy kostki ustalają kształt, kolor i wzór zbiega, a czwarta to z którego laboratorium i w jakim kierunku należy zacząć poszukiwania


Największe obawy może budzić jakość wykonania kafelków, gdyż są stosunkowo cienkie.

~ Cel gry ~
Ameby uciekły z laboratorium i trzeba je odszukać!

~ Przygotowania do gry ~
Kafelki losowo układamy w okręgu na środku stołu, żetony punktacji odkładamy na bok, bierzemy w rękę kości i zaczynamy.

~ Jak grać ~
Pierwszy gracz rzuca kostkami.
 Trzy z nich oznaczają to jakiej ameby szukamy - jej kolor, kształt a także wzór (fioletowo-turkusowa/czerwona, dzwonek/ślimak, paski/kropki)
Czwarta kostka mówi z jakiego laboratorium i w którą stronę będzie uciekała.


Wszyscy gracze jednocześnie obserwują stół i starają się odnaleźć amebę najbliższej laboratorium, z którego uciekła.
Jednak nie jest to tak łatwe jak może się wydawać. Zadanie utrudniają trzy laboratoria mutacyjne, zmieniające wygląd ameby (kolor, kształt lub wzór) oraz szyby wentylacyjne, którymi się porusza.
Jeśli ameba podczas ucieczki przeszła przez cztery mutacyjne jest zbyt słaba, by przejść kolejną mutację, i znika. W takim wypadku gracze muszą wskazać ostatnie laboratorium, w którym ameba była widziana.

Dzięki kanałowi wentylacyjnemu ameba omija część drogi i wynurza się przy następnym otworze kanału wentylacyjnego.

~ Podliczanie wyników ~
Jeśli któryś z graczy zauważy właściwą amebę, dotyka palcem kartonika z jej wizerunkiem. Jeśli wskazał prawidłowo, otrzymuje jeden żeton, a jeśli się pomylił, oddaje jeden ze zdobytych żetonów, o ile taki posiada.


~ Wrażenia ~
Panika w Labolatorium to prosta w zasadach, lecz nieco trudniejsza w rozgrywce gra, która może sprawić tyle samo radości zarówno dzieciom co i dorosłym. Oczywiście wszystko zależy od tego czy i jak bardzo lubi się tego typu rozrywkę.

 Gra wymaga od graczy skupienia, zapamiętywania wyrzuconych kostek a także umiejętności logicznego myślenia. Zmiana wyglądu ameby a także szyby wentylacyjne w które wpada mieszają. Jednocześnie liczy się refleks i szybkość (przecież chodzi o punkty), chociaż pośpiech może być dla nas zgubny (możemy źle wskazać i stracić punkt).

W trakcie rozgrywki można zauważyć, że gra ćwicz:y spostrzegawczość, skupienie, pamięć, logiczne myślenie a także i koncentrację. Na początku poszukiwania mogą przebiegać wolniej jednak stopniowo tempo gry rośnie a wraz nim również emocje. To sympatyczna i lekka gra, która wcale nie jest taka prosta jak może się wydawać - tak jak wspomniałam mutacje ameby i szyby wentylacyjne potrafią namieszać :)

Zauważyliśmy, że gra nieco lepiej sprawdza się w większym gronie - dostarcza więcej emocji i pojawia się większa chęć rywalizacji. Jednak przy dwóch osobach można dobrze się bawić. 

Plusy:
♦ pomysł
♦ proste zasady
♦ niewielki rozmiar
♦ porządne wykonanie
♦ gra na logiczne myślenie
♦ gra ćwiczy spostrzegawczość
♦ dobry trening spostrzegawczości, koncentracji i zapamiętywania
♦ dość nietypowa mechanika
♦ fajnie gra się z dziećmi
♦ gra bez ograniczeń wiekowych

Minusy:
♦ mała wytrzymałość kartoników
♦ mechanika gry może niektórych zniechęcać
♦ zdecydowanie sprawdza się lepiej w większym gronie niż 2 osoby

Ocena: 5/6

zdjęcia V a także boardgamegeek

The Mind - gra nominowana do Spiel des Jahres 2018 -  nagrody przyznawanej w dziedzinie gier planszowych.
Nagroda ta została powołana pod koniec lat 70. dla uhonorowania najlepszych projektów gier oraz ich promowania na niemieckim rynku. Uważa się, że jest ona jedną z najważniejszych przyczyn wysokiej jakości niemieckich gier planszowych.


~ Informacje ~
Tytuł: The Mind
Wydawca: Foxgames
Wiek graczy: 8+
Czas gry: ok. 20 minut
Ilość graczy: 2-4

~ Zawartość pudełka ~
120 kart
instrukcja

~ Wygląd ~
W małym pudełku znajduje się czytelnie napisana instrukcja a także 120 kart: z numerami od 1 do 100, kilka kart shurikenów pozwalających każdemu odrzucić najniższą kartę z ręki a także kilka kart z lalkami (królikami?) czyli punktami życia.

~ Cel gry ~
Kooperacyjna gra karciana w której gracze muszą przebrnąć przez 10 do 12 poziomów. Aby wygrać gracze muszą ze sobą współpracować i wykładać odpowiednie karty na wspólny stos w porządku rosnącym. Cały sek w tym, że nikt nie wie co inni gracze trzymają w ręku.

~ Przebieg rozgrywki ~
W zależności od liczby graczy każdy startuje z odpowiednią liczbą kart symbolizującą punkty życia a także kartami gwiazdek, które są kartami pomocy.

W pierwszej rundzie uczestnicy gry otrzymują po jednej karcie z liczbą od 1-100. Gdy gracz jest gotowy do rozpoczęcia pierwszego poziomu wykłada dłoń na stół. Pozostali gracze w dowolnej kolejności mogą zaczynać wykładanie swoich kart na jeden wspólny stos.

UWAGA

Karty mogą być wykładane tylko w porządku rosnącym - jeśli ktoś popełni błąd traci życie. Co bardzo ważne obowiązuje całkowity zakaz porozumiewania się i pokazywania kart innym graczom (np. 12-24-45)

Gracze w dowolnym momencie mogą skorzystać z karty pomocy co sygnalizują poprzez podniesienie ręki do góry. Jeśli wszyscy się zgodzą, gracz traci kartę a wszyscy pozostali gracze odrzucają ze swojej ręki po 1 najniższej karcie.

Po rozegraniu 1 poziomu odsłaniamy kartę z poziomem 2. Teraz gracze mają w ręce już 2 karty, ponadto otrzymują bonus w postaci kolejnej gwiazdki. Rozgrywka przebiega tak samo jak przy 1 poziomie. I tak dalej i tak dalej aż gracze dojdą do 10 lub 12 poziomu nim utracą wszystkie punkty życia.

~ Koniec gry ~
Po pokonaniu ostatniego z poziomów zwyciężamy lub nie.

~ Wrażenia ~
The Mind to oryginalna gra, która polega na współpracy miedzy graczami. Tutaj nie tylko trzeba przewidzieć jakie karty posiadają inni gracze ale również przemyśleć, kartę z jakim numerem wyłożyć na stół i wyłożyć ją w odpowiednim momencie. Inaczej może się okazać, że na stole wyląduje najpierw 30 a następnie 22 a nie odwrotnie. A każda taka pomyłka kosztuje życie.

Nie przejmujcie się jeśli pierwsze rozgrywki będą kończyć się porażką. To zupełnie normalne. Po rozegraniu kilku partii i nabraniu wprawy pójdzie znacznie lepiej. Z kolei pokonanie np. poziomu 6 bez utraty życia przynosi wiele frajdy.

The Mind to gra, która nie przypadnie do gustu każdemu. Jedni będą usatysfakcjonowani rozgrywką, natomiast inni wręcz przeciwnie - znudzeni... Bo gra może trochę przypominać pasjansa ewentualnie grę w Durnia - takie wykładanie kart na stół i tyle. Jednocześnie to dla kolejnej grupy może okazać się hitem. Wszystko zależy od tego czego oczekujemy po grze i kto w nią gra. Mnie i mojej siostrze grało się przyjemnie, z kolei moja Mama dość szybko poczuła znużenie - w przeciwieństwie do mnie do gustu bardziej przypadła Jej gra Kwiatki od Rebel. Tak więc zdania są podzielone ;) 

Plusy:
♦ pomysł i oryginalność
♦ emocje przy wykładaniu kart - nie wiemy co wyłożą pozostali gracze
♦ proste zasady
♦ duża współpraca graczy
♦ pokonanie poziomu bez utraty życia przynosi satysfakcje
♦ gra wielojęzyczna

Minusy:
♦ niektórych może nudzić mechanika wykładania kart

Ocena: 4/6

zdjęcia z serwisu https://boardgamegeek.com/boardgame/244992/mind



czwartek, 20 grudnia 2018

  Grudzień to miesiąc kiedy siłą rzeczy sięgam po świąteczną lekturę. I mimo iż na swojej liście mam stałe tytuły, które towarzyszą mi co roku, to tego sięgnęłam po nowe. Wśród nich znalazły się takie, które urzekły mnie swoją treścią i niewykluczone, że przeczytam je również za rok - "Złotą Gwiazdkę" Emilii Kiereś z pewnością mogę wpisać na tę listę.

 Książka to kontynuacja książki "Srebrny dzwoneczek". Główny bohater "Złotej Gwiazdki" - dziewięcioletni Antek razem z rodziną jedzie na Święta Bożego Narodzenia do domu cioci Ani i wujka Eryka. W tym roku jego święta będą wyglądać inaczej, ponieważ spędzi je dodatkowo ze swoim maleńkim braciszkiem, który niedawno pojawił się na świecie. Początkowo Antek jest pochłonięty przygotowaniami do Świąt, jednak wkrótce zaczyna doskwierać mu samotność - każdy poświęca uwagę jego młodszemu bratu, zupełnie go ignorując. Antek zaczyna spędzać czas z kuzynką Tereską. Pewnego dnia podczas spaceru dzieci trafiają na trop dziewczynki o brązowych włosach, dużych zębach i z czerwoną czapką na głowie. Antek myśli, że to Mikołaj, jednak Tereska, szybko wybija mu ten pomysł z głowy. Dzieci postanawiają ruszyć jej śladem i odkryć tajemnicę.

 Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, bez wahania wpisałam ją na listę książek do przeczytania. Listy nikomu nie pokazywałam ale Mikołaj ma swoje sposoby - dowiedział się o tym i spełnił moje małe marzenie. Dziękuję Mikołaju

  Styl książki może przywołać powieści Małgorzaty Musierowicz, co może potęgować fakt, że przez nią książka została zilustrowana. Osobiście nie uważam tego za wadę. Książka nie jest plagiatem. To zupełnie inna historia, która jedynie posiada cudowny, ciepły i rodzinny klimat przebijający się z serii Jeżyciada (przeczytałam 3-4 tomy ale już po lekturze jednego, dane było mi to poczuć). To cudowne uczucie, tak jak cudowna i piękna jest jej treść. Bo to nie pierwsza lepsza, zmyślona historia a taka, która mogła wydarzyć się na prawdę i być może w podobny sposób wydarzyła.

  Znajdziecie w niej wiele wątków z życia codziennego tych pozytywnych jak: miłość, wsparcie, wzajemna troska, śmiech, żarty ale również nieprzyjemnych: zazdrość, gniew, smutek, kłótnie, codzienne problemy. Bo życie nie jest usłane różami, nie zawsze jest kolorowo i wesoło - czasem słońce które nad nami świeci przykrywają czarne chmury i zaczyna padać deszcz. Jednak i po tym deszczu ponownie zaczyna świecić słońce.
  Bohaterowie również są prawdziwi - niczym wyjęci z życia codziennego. Jest naturalizm, jest klimat, jest też magia świąt.. chce się czytać i czyta się z ogromną przyjemnością.

  Emilia Kiereś stworzyła wyjątkową historię, która mogła zostać napisana przez życie i być może została napisana
  Opowieść o rodzinie i tym jak jest ona ważna. O miłości, wzajemnym wsparciu, radości ale również zmartwieniach, rozterkach i pytaniach, które rodzą się w głowie, jak ważna jest szczera rozmowa, wsparcie i zrozumienie.
  O tym co tak na prawdę jest istotne i to nie tylko w Święta Bożego Narodzenia ale na co dzień - każdego dnia. O opiece, wsparciu, drobnych gestach, wdzięczności i ciepłych słowach.
  O miłości, która jest ważna i bez której człowiek nie jest w stanie żyć a rodzina istnieć. 

"Każde dziecko, nawet to najzwyklejsze, to odrobina miłości więcej." 



Tytuł: Złota Gwiazdka | Autor: Emilia Kiereś | Ilustracje: Małgorzata Musierowicz | Wydawnictwo: Akapitt Press | Okładka: twarda | Ilość stron: 136

Ilustracje pochodzą ze strony Autorki

   Ku mojemu zaskoczeniu mój przedświąteczny Mikołaj postanowił uszczęśliwić mnie podwójnie przynosząc w prezencie również "Srebrnego dzwoneczka". Może Was do zdziwi ale do lektury przystąpiłam dopiero po "Złotej Gwiazdce". Wiem - zaskakująca kolejność, ale właśnie taka była moja decyzja. Jednam nim zaczęłam przygodę z tą książką nieco zasięgnęłam informacji.
 Okazało się, że jest to wznowienie już wcześniej wydanego debiutu literackiego autorki. Zarówno format książki jak i jej okładka są inne (przyznam, że poprzednia z symbolicznym dzwoneczkiem na okładce, bardziej przypadła mi do gustu), jednak wnętrze nie uległo zmianie. To ta sama historia i te same ciepłe, plastyczne, wakacyjne ilustracje Małgorzaty Musierowicz, mama autorki.

  

   Wraz z końcem lata nieśmiałą Marysię czekają zmiany: pójdzie do nowej szkoły a na świat przyjdzie jej młodszy braciszek. Póki co trwają jeszcze wakacje, które dziewczynka po raz pierwszy spędza bez rodziców i wszelkich technologii u cioci Ani na wsi. W związku z tym, że kobieta jest mocno zapracowaną osobą, Marysia musi zajmować się sama sobą. Nie narzeka jednak na nudę miło spędzając czas na świeżym powietrzu w otoczeniu ogrodu, drzew, złotookiego kota i jezior. Tym oto sposobem odkrywa, że nieopodal soi tajemniczy biały domek otoczony zarośniętym ogrodem. Domek, który nie jest opuszczony...

  Książka w założeniu została napisana dla młodego czytelnika (według informacji na stronie wydawcy od 6 roku życia). Jednak ja mimo iż nie jedną szóstkę mam na karku jestem nią oczarowana.
  Emilia Kiereś stworzyła piękną i ciepłą opowieść o wkraczaniu na nowy etap życia, strachu przed tym co ma nadejść, nieśmiałości ale również przełamywaniu własnych strachów.
  O rodzinie, miłości, przyjaźni wraz z tym jak stopniowo należy ją budować i pielęgnować - jak bardzo są one ważne i potrzebne.
  O relacjach między ludzkich a nawet śmierci, choć ten drugi motyw pozostaje w wyobraźni bohaterki. Mimo tego całość nie jest wypełniona smutkiem, bowiem autorka wszystkie te tematy porusza delikatnie i nie zawsze mówi wprost - niejednokrotnie skrywa coś głębiej, tylko wystarczy się wczytać.



  Ujął mnie ten ciepły klimat i prostota. Zauroczył i urzekł bo wróciły wspomnienia.
  Dzieciństwo i wakacje, kiedy całe dnie spędzało się na dworze jeżdżąc rowerem, grając w piłkę, zbijaka, klasy, pomidora... Skacząc w gumę, bawiąc się w kucanego, łapanego lub chowanego. Śmiejąc się, żartując, opowiadając kawały a wieczorami straszne historie. I nie potrzeba było wiele - wystarczyła piłka, kartka papieru a czasem patyk, który nagle stawał się różdżką do szukania źródeł wody (kiedy na osiedlu wyłączali prąd).
 Zrywanie czereśni i jabłek prosto z drzewa lub malin, porzeczek i poziomek z krzaczka...

  Były też wakacje na wsi, liczenie kurek, kaczek, chodzenie po sadzie, polach do rowu na jagody. Zapach piwonii, świeżo skoszonej trawy i siana. I nieraz, nie dwa dziecko skacząc przez chaszcze zaczepiło się, przewróciło, ubrudziło i skaleczyło. Nie jeden siniak nabiło a kolano i łokieć zdrapało i ubiło. Nikt wtedy nie dmuchał, nie chuchał i nie głasiał - czasem się syknęło, czasem nie, rankę opatrzyło i zabawa trwa,ła dalej - do późnego wieczora. Żaden telefon, smartfon, laptop, dron, czy gra komputerowa nie były potrzebne - wystarczyła dziecięca kreatywność i wyobraźnia.



  Autorki stworzyły wyjątkową i niebanalną historię, która potrafi chwycić za serce. Opowieść o tym co ważne w życiu i o życiu (patrz akapit numer 3). O tym jaki świat jest na prawdę..
  A jaki jest świat?
Mimo obaw, problemów i niepewności, tak na prawdę zaskakujący, piękny i kolorowy. Tylko trzeba się na niego otworzyć i z nim oswoić.

 Tytuł: Srebrny Dzwoneczek | Autor: Emilia Kiereś | Ilustracje: Małgorzata Musierowicz | Wydawnictwo: Akapitt Press | Okładka: twarda | Ilość stron: 136



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia (u mnie do 31 grudnia) na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)

tekst alternatywny