.

niedziela, 09 lipca 2017

Od kiedy pamiętam moja mama interesowała się ziołolecznictwem i naturalną medycyną. Po dzień dzisiejszy w domu znajdują się cztery wysłużone już książki o tej dziedzinie - dwie bardziej zużyte i do których mama zagląda po dzień dzisiejszy (aby przypomnieć sobie pewne informacje). Nie jednokrotnie dzięki ziołom obeszło się bez antybiotyków. Wielu z Was nie wie jaką dobroczynną moc mają w sobie zioła, ile witamin, mikroskładników, minerałów. Jednak i one przygotowane i spożywane w nieodpowiedni sposób mogą nam zaszkodzić. Trzeba wiedzieć jak je przygotować, kiedy zażywać a kiedy nie - są też pewne przeciwwskazania.

Z pomocą przychodzą książki o ziołolecznictwie. Na polskim rynku jest ich dość sporo, jednak nie wszystkie są na tyle dobre i rzetelne iż można by z nich swobodnie korzystać - bywają takie, które maja pewne "braki". Jak wspominałam wyżej moja mama posiada zaufane pozycje, jednak jest otwarta na nowe - chętnie je przegląda, jednak podchodzi do nich z pewną rezerwą. Ostatnio będąc na zakupach w pewnym markecie naszą uwagę zwróciły dwie książki "Boża Apteka. Zioła dobre na wszystko" oraz "Zioła dla zdrowia i urody" wydawnictwa Olesiejuk. Postanowiłyśmy się baczniej im przyjrzeć.

Obie książki zostały starannie wydane. Mają twardą okładkę, biały śliski papier zszywany białymi nićmi. Ilustracje są kolorowe a kartki po brzegach zdobione rysunkami maków - przypominały nam one ręczne rysunki, takie kredkami. Na prawdę porządna i staranna robota. W bibliografii znajdziemy informacje, że jest to praca zbiorowa. Na końcu podano adnotacje odnośnie tego skąd czerpano informacje do książki. Dzięki tym źródłom wiemy, że nie są to "brednie wyssane z palca".

Boża Apteka. Zioła dobre na wszystko

Książka została podzielona na kilka części. We wstępie pokrótce dowiemy się w jakich miejscach najlepiej zaopatrywać się w zioła (my z mamą zawsze kupujemy w sklepie zielarskim zioła sypane a nie jakieś gotowe mieszanki i herbatki - tak też zaleca autor książki), jak je prawidłowo przechowywać a także jakie typy leków możemy z nich uzyskać.

Kolejny rozdział to opis botaniczny najbardziej popularnych w ziołolecznictwie ziół i roślin, tych które znajdziemy w Polsce.
Opis jest dokładny - krótki ale treściwy (krótko ale treściwie i na temat). Zawiera nazwę polską, łacińską a także inne nazwy poboczne, które obowiązują odnośnie danej rośliny. Mówi również o wyglądzie a także porze roku, miesiącach, kiedy dana roślina kwitnie. Dzięki temu pozwoli rozróżnić wizualnie zbliżone do siebie rośliny. Dodatkowo umieszczono trochę historii odnośnie tego jak kiedyś "traktowano" daną roślinę i skąd pochodzi jej nazwa a także fakty odnoszące się do współczesności. Niestety nie ma bardzo ważnej rzeczy a mianowicie PRZECIWSKAZAŃ. Istnieją zioła, których nie mogą brać niektóre osoby np. tataraku nie mogą spożywać osoby, które mają niskie ciśnienie, gdyż zioło to ciśnienie obniża.

Na końcu umieszczono, krótką informację o działaniu danej rośliny a także w jakie mikroelementy i składniki jest bogata.
Zauważyłyśmy z mamą, że informacje te znajdują się również w innych książkach zielarskich. Sprawdziło się to co wiemy np. o bobrku trójlistnym (wspomaga trawienie). Jednak niektórych informacji też zabrakło np. to, że oczyszcza on krew czy też wzmacnia odporność a zbyt dużych ilościach może powodować mdłości, biegunkę oraz wymioty. Z kolei dodawany do kąpieli wpływa kojąco na układ nerwowy. Albo pokrzywa... Dlaczego nie podano, że jest bogata w żelazo i leczy się nią anemię?

Oczywiście nie mogło zabraknąć ilustracji. Jednak nie są to fotografie, ale rysunki - tak jakby ręcznie malowane. Jedne z nich dobrze odzwierciedlają wygląd rośliny (mama to potwierdziła) a inne niekoniecznie - swoim wyglądem przypominają zupełne inne krzewy. Wygląda to ładnie i estetycznie, gdyż sprawia wrażenie jakby była notatkami zielarki - osoby, która przez lata obserwuje rośliny i swoje spostrzeżenia spisuje do dziennika. Jednak na prawdę, to na podstawie samego rysunku nie zawsze łatwo byłoby rozpoznać daną roślinę. Przydałyby się tutaj prawdziwe fotografie i to takie nie upiększone w photoshopie, aby mieć stu procentową pewność. Zioła pomagają i leczą,ale też ziołami można się otruć.

Kolejny rozdział czyli "Lecznicze napary, wyciągi i wywary z ziół" to jak sama nazwa wskazuje przepisy na naturalne, ziołowe receptury, które pomogą nam zwalczyć pewne dolegliwości. Moja mama najbardziej była tym zainteresowana - ciekawa, czy to to samo lub podobnego do tego co zna.
W rozdziale umieszczono alfabetyczny spis poszczególnych dolegliwości i chorób na które zioła mogą nam pomóc. Do każdej dolegliwości przypisano wybrane zioła, które leczą dany problem a także przepis na leczniczy napar. Oczywiście mamy również informacje jak go przygotować, jak i kiedy zażywać. Tutaj z mamą zauważyłyśmy, że informacje zgadzają się z tym co znamy z "maminych" książek zielarskich, ale również tutaj niektórych informacji zabrakło. Zastanowiło nas np. to dlaczego jako jednej z dolegliwości nie wymieniono anemii - przecież to "schorzenie" jest spotykane i można wyleczyć je ziołami.
Receptury są opisane jasno i bardzo dobrze - tak aby rzeczywiście przygotować taki napar, który nam pomoże. W tym rozdziale znajdziemy również rysunki, które wyglądają o wiele bardziej naturalnie i lepiej odzwierciedlają rzeczywisty wygląd rośliny niż te z rozdziału pierwszego.
Całość zakończona jest alfabetycznym spisem wg. problemów zdrowotnych. Brakuje tutaj alfabetycznego spisu ziół, aby można było łatwiej je znaleźć.

Podsumowując. Książka ciekawa - można w niej znaleźć ciekawe informacje, jednak nie powinna stanowić jedynego źródła wiedzy o ziołolecznictwie. Dlaczego? Informacje w niej umieszczone są nieco okrojone. Tak na prawdę lista ziół jest krótka (72 pozycje) fakty o nich wybiórcze - wielu brakuje (np. to, że pokrzywę stosujemy na anemię i niedobory żelaza, czy to że bobrek trójlistny również na pasożyty jelit). Tego typu książki powinny zawierać dokładniejszy opis zioła. Nie tylko wybrane wskazania lecznicze ale również przeciwwskazania (których zabrakło a są bardzo ważne, ponieważ można sobie zaszkodzić) a także zastosowanie wewnętrzne i zewnętrzne.

Tytuł: Boża Apteka. Zioła dobre na wszystko | Autor: praca zbiorowa | Wyd. Olesiejuk, 2017 | Ilość stron: 240 | Okładka: Twarda

Zioła dla zdrowia i urody

Kolejna książka z serii o ziołolecznictwie wyd. Olesiejuk. Posiada taką samą "budowę" co poprzednia. Na początku również znajdziemy informacje odnośnie historii ziołolecznictwa, zalet stosowania ziół, ich pozyskiwaniu a także przechowywaniu. Następnie mamy wykaz ponad 60 gatunków roślin leczniczych zarówno tych rosnących dziko jak i uprawianych w Polsce. Praktycznie wszystkie zioła są te same co w Bożej Aptece a nawet nieco mniej (65 ziół, podczas gdy w "Bożej Aptece" 72 rośliny).

Każdy opis rośliny zawiera powszechnie stosowaną polską nazwę oraz jej łaciński odpowiednik. Następnie przeczytamy jej opis: to jak wygląda, gdzie występuje, jakie cenne substancje zawiera, na co oddziałuje oraz w jaki sposób może być wykorzystywana - czasem również zewnętrznie w postaci okładów. Obok nielicznych ziół znajdziemy również uwagi np. jeśli są jakieś przeciwwskazania lub dane zioło w nadmiarze może zaszkodzić, jednak takie informacje nie znajdują się przy wszystkich ziołach przy których powinny. Obok znajduje się fotografia rośliny (a także jej części które zbieramy) na tle naturalnego środowiska oraz jej kolorowy rysunek.
To, że oprócz rysunku umieszczono również fotografie to duży plus - takich fotografii zabrakło we wcześniejszej książce a są one przydatne i pomocne. Powiedziałabym nawet, że istotne bo po samym rysunku i opisie ciężko jest rozpoznać roślinę, tym bardziej, że niektóre zioła są do siebie podobne. Takie zestawienie pozwala na łatwiejsze rozpoznanie rośliny w szczególności osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z ziołami. Jednak i tutaj mamy pewne zastrzeżenia. Niestety wszystkie fotografie są podrasowane w specjalnym programie przez co niekiedy kolory są bardziej żywe niż w rzeczywistości - ilustracje są za bardzo naświetlone. Jeśli chodzi o rysunki, to tak jak we wcześniejszej książce, tak i tu mama miała pewne zastrzeżenia. Stwierdziła, że niektóre z nich również w 100 % nie odzwierciedlają rzeczywistego wyglądu rośliny, jednak nie ma co się dziwić skoro to te same rysunki (potwierdzam - liście bzu na rysunku w książce są zbyt bardzo wydłużone).

Zioła w książce umieszczono w kolejności alfabetycznej. Jest fotografia, rysunek zioła a także 2-3 przepisy na domowy napar, który ma pomóc w pewnych dolegliwościach (tych na które dana roślina jest wskazana). Zauważyłam, że mimo tego iż przy pokrzywie nie wspomniano o tym, że leczy ona anemię, przepis na taki napar jest podany.
Na końcu umieszczono wykaz składników zawartych w poszczególnych ziołach wraz z wyjaśnieniem czym one są np. fityny, garbniki czy azulen. Jest też lista chorób wraz z wykazem ziół, które dane schorzenie leczą - taki spis w pigułce. W zasadzie to ta sama książka co Boża Apteka, tylko wzbogacona o fotografie ziół i pozbawiona rozdziału z przepisami na napary ziołowe.

Jednak niech nie zmyli Was tytuł tej publikacji. "Zioła dla zdrowia i urody" może sugerować, ze znajdziemy tutaj nie tylko wykaz ziół a także przepisy i porady na wykorzystanie ich wewnętrznie ale również zewnętrznie w postaci naturalnych kosmetyków, okładów, zdrowotnych maseczek a nawet wykorzystywanie ziół w kuchni.
Tego tutaj nie znajdziecie - czasem znajdziecie informacje, że liście danego zioła mogą być stosowane jako okład i tyle. Najprawdopodobniej autorom chodziło o to, że zioła mają tak dobroczynny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu, że przekłada się to na nasz zdrowy wygląd i samopoczucie. Owszem to prawda - wielokrotnie przekonałam się o tym sama na sobie, jednak to nie zmienia faktu, że takie informacje powinny znaleźć się w książce. Coraz więcej osób poszukuje naturalnych alternatyw dla tradycyjnych kosmetyków dostępnych w drogeriach. Niektórzy nawet sami zabierają się za ich produkcje i taka książka byłaby dla nich atrakcyjniejsza. Nie mogę powiedzieć, ze książka jest bardzo zła - jest po prostu nie pełna i bardzo okrojona.

Tytuł: Zioła dla zdrowia i urody | Autor: praca zbiorowa | Wyd. Olesiejuk, 2016 | Ilość stron: 240 | Okładka: Twarda

Podsumowując obydwie książki... Według mnie i mamy to ciekawa lektura, jednak tak jak wspominałam wyżej nie powinna stanowić jedynego źródła wiedzy o ziołach i ziołolecznictwie a jedynie uzupełnienie - dodatek do innych książek o ziołach, które mamy. Dlaczego? Lista ziół jest krótka (w pierwszej książce jest ich 72, natomiast w drugiej 65) a informacje o nich nie są pełne, tylko wybiórcze - powiedziałabym, że podstawowe. Według nas powinny być bardziej szczegółowe - obejmować pełną listę zastosowań a przede wszystkim przeciwwskazań (znajdują się one tylko przy wybranych ziołach - nie przy wszystkich przy których powinny a przecież są alergicy itp). Do tego nie wszystkie zdjęcia oraz rysunki w 100% odzwierciedlają rzeczywisty wygląd rośliny.W książkach brakuje również alfabetycznego spisu ziół, co ułatwiło by wyszukiwanie - tak trzeba wertować pół książki. Dlatego też zaczynając przygodę z ziołolecznictwem dobrze byłoby wspierać się inną literaturą tej kategorii, aby mieć pełny i dokładniejszy obraz i dokładniejsze informacje.
Mimo tego uważamy, że znajdą swych entuzjastów. To takie książki dla niewymagających aby na szybko odświeżyć swoje informacje o ziołach i ziołolecznictwie. 

piątek, 07 lipca 2017


Skład: orzechy arachidowe 100%
Opakowanie: 500g
Kraj produkcji: Polska

Wartość energetyczna w 100g
Tłuszcz 50g kwasy nasycone 10g Węglowodany 14g cukry 3,5g Białko 26g Sól 0,02g

 Ocena: Uwielbiam masło orzechowe. Zresztą nie tylko ja - wiele osób bardziej lub mniej lubi owy krem z orzeszków ziemnych. Tych, którzy zjadają go na kilogramy z pewnością cieszy fakt, że na rynku coraz to pojawiają się nowe masła... i to takie z dobrym składem.

 Masło Bartfan umieszczono w plastikowym pudełeczku ze sreberkiem. Uniemożliwi to stłuczenie opakowania i "wydostania" się jego zawartości na zewnątrz, ale osobiście wole, kiedy słoiczki są szklane. Według mnie zdrowiej jest kiedy żywność nie ma dostępu z sztucznym plastikiem. Pomijając to, że nie wiemy, czy jakieś szkodliwe substancje nie wnikają do żywności to może ona przejść od niego zapachem a nawet i smakiem (tak jak przechodzi od puszki).
Po otworzeniu moim oczom ukazał się intensywnie brązowy krem w wyraźnie widocznymi małymi drobinkami orzeszków ziemnych - całą masą nie do końca zmielonych fistaszków a miejscami również ciemnymi plamkami - najprawdopodobniej łupinek. Uśmiechnęłam się, ponieważ bardzo lubię takie chrupiące akcenty ^_^. Na powierzchni wytrąciła się nieznaczna ilość oleju - tak malutka, że równie dobrze można było nie mieszać całość.

 Kiedy zbliżyłam nos do pudełeczka poczułam aromat mocno uprażonych arachidów. Pisząc mocno mam na myśli na prawdę bardzo mocno. Nie przypominam sobie abym wcześniej przy jakimkolwiek maśle orzechowym spotkała się z tak intensywną nutą prażenia.
Tak jak wcześniej wspomniałam na powierzchni wytrąciła się bardzo mała ilość oleju. Całość jest gęsta ale jednocześnie nie za bardzo zwarta - bez problemu można nabrać je na łyżeczkę, czy też rozsmarować na pieczywie. Z pewnością na taką konsystencję wpłynęły również drobinki arachidów, które nieco zagęściły masło.

 Po wzięciu łyżeczki z masłem do ust na języku i podniebieniu od razu poczułam kawałki arachidów - całą masę malutkich drobinek przyjemnie chrupiących po rozgryzieniu. Kiedy całość zaczęła rozpuszczać się w ustach, do głosu doszła dość intensywna nuta prażenia z charakterystyczną dla tego procesu goryczką. Oczywiście czuć również fistaszki, jednak bez wyraźnie wyczuwalnej charakterystycznej dla nich naturalnej słodyczy. Kiedy się rozsmakujemy to delikatnie ją poczujemy, jednak w moim odczuciu zbyt długie prażenie stłumiło ten smak... szkoda.
 Masło na podniebieniu pozostawia po sobie przyjemny fistaszkowy posmak, już bez oznak wyraźnego prażenia. Nie poczułam żadnych nieprzyjemnych nut w postaci zjełczałego tłuszczu, oleju itp. - orzechy są świeże i dobrej jakości.

 Podsumowując: masło jest smaczne, jednak nie najlepsze z tych, które do tej pory jadłam - w tym zestawieniu wypada nieco słabiej. Dla mnie nuta prażenia była zbyt intensywna w wyniku czego nie mogłam cieszyć się pełnią smaku orzeszków ziemnych. Osobiście wolę "łagodniejsze" masła - kiedy sama przygotowuje je w domu w ogóle nie prażę orzechów, gdyż uważam to za zbędne. Na duży plus z pewnością zasługuje skład i cała masa malutkich kawałeczków arachidów, których jest tutaj bardzo sporo - bez przerwy ich kawałki chrupią pod zębami. Mimo iż producent nie wspomina tego na opakowaniu, śmiało można powiedzieć, że jest to wersja chrunchy. Jeśli lubicie chrupiące masło orzechowe jak najbardziej możecie a nawet powinniście spróbować :)

Wartość energetyczna w 100g - 603 kcal
Ocena - 5/6 
Dostępność - sklepy ze zdrową żywnością np. StraganZdrowia.pl (20zł za 500g)

środa, 05 lipca 2017


 Wielokrotnie wspominałam Wam, że cenię sobie nie tylko twórczość ks. Jana Twardowskiego ale również Jego samego jako osobę. To był cudowny człowiek o wielkim sercu i wielkim darze opowiadania o rzeczach trudnych i ciężkich w sposób prosty i przystępny dla każdego człowieka. W Jego kazaniach oraz wierszach wielokrotnie odnajdywałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, rozwiązania problemów. Dodawały mi one otuchy i były swego rodzaju wsparciem - wystarczyło tylko spojrzeć na nie nieco inaczej - sercem.

 Zastanawialiście się kiedyś czym jest miłość? Gdzie szukać miłości? Co znaczy kochać? Kiedy miłość jest naprawdę, a kiedy na niby? Nawet dorośli mają problem aby odpowiedzieć na te pytania a tym bardziej wytłumaczyć to swojemu młodszemu rodzeństwu, bądź też dzieciom. A przecież każdy z nas bez wyjątku chce być kochanym, każdy potrzebuje uczucia, że ktoś go kocha - potrzebuje tej miłości. Ona uszczęśliwia, sprawia, że z uśmiechem witamy każdy dzień, mamy siłę i chęci do działania... sprawia, że chce nam się żyć, bo wiemy, że mamy dla kogo żyć.

 Miłość to piękne, ważne i potrzebne uczucie. Często jednak zapominamy, że o miłości i miłości należy się uczyć a aby się jej nauczyć należy o niej mówić. Nikt tak pięknie nie mówił o miłości jak Jan Twardowski - był to jeden z tematów, które lubił poruszać. Poświęcił jej kilkanaście kazań i wierszy, które umieszczono miedzy innymi w tomiku "Tylko MIŁOŚĆ się liczy". Tak jak w głównej mierze została ona skierowana do starszego odbiorcy, tak odbiorą książki "Serce za serce, czyli to znaczy kochać” mają być głównie dzieci... Chociaż według mnie mogą po nią sięgać również dorośli. Wydaje mi się, że każdy znajdzie tutaj takie fragmenty, które poruszą serce, skłonią do refleksji i zadumy a także przypomną o tym co jest istotne.

 Teksty umieszczone w książce pochodzą z lat 1915-2006. Niektóre z nich były już wcześniej publikowane w innych książkach tego autora, jednak tę wzbogacono o dwadzieścia trzy zupełnie nowe teksty, pochodzące z homilii dla dzieci wygłoszonych przez ks.Jana Twardowskiego w kościele pw. Świętego Józefa Oblubieńca w Warszawie w latach 1964-2001. Jej treść podzielono na siedem rozdziałów, którymi są pytania np. Co to jest miłość?, Co to znaczy kochać się wzajemnie?, Dlaczego Pan Bóg stworzył rodzinę? Do każdego z nich przypisano różne teksty udzielające odpowiedzi na stawiane pytanie i pomagające zrozumieć dane zagadnienie.

 Ksiądz Twardowski nie tylko wyjaśnia jak odróżnić miłość od przyjaźni ale również opowiada o różnych obliczach miłości. Od tej podstawowej: miłość rodziców do dziecka a dziecka do rodziców, czy też miłość do rodzeństwa, po przez miłość do przyjaciela, relację z innymi ludźmi a miłość do samego Pana Boga. Bo tak na prawdę sposób kochania mamy, babci, przyjaciółki, koleżanki, naszej drugiej połówki, czy też Boga, jest nieco "inny" - każdą osobę kocha się nieco "inaczej", ale każda miłość jest tak samo ważna i cenna. Nie ma miłości lepszej i gorszej - miłość jest ta sama. Nie ważne co by się nie działo - jakby los się nie potoczył, należy wspierać siebie nawzajem, nigdy w tym uczuciu nie ustawać - jeśli jest ono prawdziwe i szczerze to przetrwa każdą zawieruchę i lata.

  Nie jest to jednak książka tylko i wyłącznie o miłości. Ksiądz mówi również o tym, że warto pomagać bliźnim - bezinteresownie, z czystego serca. I nie trzeba się przy tym chwalić i opowiada o tym na prawo i lewo, bo to wówczas nie ma sensu - dobry uczynek zrobiony bezinteresownie i po ciuchu znaczy o wiele więcej niż ten dla sławy i podziwu innych.
 Porusza również temat miłości do samego siebie, która nie ma przejawiać się w zadufaniu, samolubstwie oraz myśleniu o sobie i swoich potrzebach (ogólnie uwielbieniu swojej osoby). Mamy okazywać to szanując siebie i innych jako człowieka.

 Utwory umieszczone w książce są różne: dłuższe, krótsze, czasem zabawne... są wiersze, wierszyki, rymowanki, wyliczanki jak i czysta proza. Niejednokrotnie proza łączy się z poezją w jednym utworze. Znajdziemy tutaj prawdziwą różnorodność tak by nie było nudno a ciekawie. Opisy są jasne a wszystko wyjaśnione bez owijania w bawełnę - takie jakie jest na prawdę. Jednak właśnie tym charakteryzuje się twórczość księdza Jana Twardowskiego - jest lekko, przyjemnie i mądrze. Teksty nie moralizują, nie pouczają a w przyjemny sposób przekazują prawdy życiowe, dzięki czemu docierają do serca i czyta się je z przyjemnością.Według mnie to nie jest książka tylko i wyłącznie dla dzieci - każdy znajdzie w niej tekst dla siebie, który skłoni do refleksji, zadumy, przypomni o tym co w życiu jest ważne i istotne. To książka o życiu i tym jak żyć i jak prawdziwie kochać.

 Książka została porządnie wydana. Twarda oprawa, dobrej jakości papier, zszywany nićmi, czytelna czcionka a także kolorowe, żywe i nieco oryginalne ilustracje Elżbiety Kidackiej. Zawsze zwracam uwagę na wszelkiego rodzaju ilustracje, szkice i rysunki umieszczane w książkach. Zdarza się, że są one tak nieprzyjemne w odbiorze (najprościej ujmując są brzydkie a nawet bardzo brzydkie), że zniechęcają do sięgnięcia po książkę. Na szczęście w tym przypadku tak nie było. Może w moim odczuciu nie są przepięknie i nie przypominają rysunków kredką bądź szkiców ołówkiem (jakie lubię najbardziej), może postacie nie są idealnie proporcjonalne (w prawdziwym życiu człowiek też nie jest) a czasem nawet mogą przypominać karykaturalne (długie i szpiczaste nosy, cienkie jak patyczki nogi, czasem przypominające prostokąty tułowia), jednak nie są brzydkie, nie przerażają i nie zniechęcają do lektury - są w porządku, na swój własny sposób urocze a według mojej mamy odrobinę zabawne.
"Serce za serce..." to według mnie książka na którą warto zwrócić uwagę. 

"Kochać to nie tylko dawać, ale i przyjmować"

 ~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł
: Serce za sercem, czyli co to znaczy kochać
 Autor: Jan Twardowski
 Ilustrator: Elżbieta Kidacka
 Wydawnictwo: Święty Wojciech 2016
 Liczba stron: 128
 Oprawa: Twarda



edit. 5 lipiec 2017 godzina 11.50

Czytając Wasze komentarze pod tym postem zauważyłam jeden, który chwycił mnie za serce. Postanowiłam go tutaj przytoczyć. Jego autorką jest Ania z bloga Wszystko Smaczne
"Ludzie bardzo często mylą miłość z przyzwyczajeniem, fascynacją, czy zauroczeniem. Miłość jest wtedy kiedy szczęście drugiej osoby jest dla Ciebie ważniejsze niż własne"

Przepiękne prawda? A jakie prawdziwe :) Dziękuje Aniu za tak piękny komentarz. :)


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi