.

poniedziałek, 11 września 2017


Skład: 100% ekologiczne orzechy laskowe

Wartość odżywcza w 100g:
Tłuszcz 61g kw. nasycone 4,5g  kw. jednonienasycone 46g kwasy wielonienasycone 8g Węglowodany 7g cukry 4,3g Błonnik 10g Białko 17g Sól 0g

Opinia: Uwielbiam orzechy i masła orzechowe. Gdybym miała wybrać jedno ulubione nie byłabym w stanie, gdyż wszystkie są smaczne (tylko z nerkowców jest dla mnie trochę zbyt mdłe) a poza tym nie miałam przyjemności spróbowania wszystkich, które są dostępne., więc nie mam jak wybrać. Jednym z takich maseł jest masło z orzechów laskowych dostępne w sklepie StraganZdrowia. Masło sprzedawane jest pod nazwiskiem Anny Lewandowskiej jako Seria Foods by Ann, jednak jeśli mam być szczera, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Dla mnie o wiele ważniejszy jest sam produkt i jego smak.

 Masło umieszczono w szklanym słoiczku z czarnym wieczkiem oraz etykietą zawierającą informację o wartości odżywczej produktu a także znaczek, że jest to produkt certyfikowany. Produkt jest w 100% wegański, nie zawiera cukru, dodatkowego oleju a także laktozy i glutenu.
 Po odkręceniu wieczka poczułam wyraźny aromat orzechów laskowych, bez oznak prażenia, ale z wyczuwalną nutą goryczy. Moim oczom ukazała się delikatnie brązowa z odcieniami szarości masa z drobnymi ciemnymi kropkami, które są rozdrobnionymi skórkami z orzechów.
po otworzeniu słoiczka
 Jak przystało na naturalny produkt na jego powierzchni wytrąciła się warstwa oleju, jednak wystarczy zamieszać całość aby otrzymać jednolitą konsystencję. Nie było to trudne, gdyż warstwa orzechowa nie była mocno zbita. W trakcie mieszania aromat orzechów leszczyny staje się intensywniejszy co zachęca do jak najszybszego spróbowania.
 Konsystencja masła jest lekko gęsta (nie zbita), lejąca i gładka z drobniutkimi kawałeczkami orzechów wyczuwalnymi na podniebieniu a także opuszkach palców. Masło można wyłożyć na kanapkę a także polać nim placki, ozdobić deser bądź owsianki/jaglanki.
po zamieszaniu
 Kiedy wzięłam łyżeczkę z masłem do ust, zalała mnie przyjemna aksamitność. W smaku od razu poczułam wyraźny i naturalny smak orzechów laskowych bez nieprzyjemnych nut zjełczałego tłuszczu, czy też oleju. To tak jakby w dużych ilościach, jednorazowo jeść świeżo wyłuskane orzechy laskowe... niestety bez nuty nugatu. W tle da się poczuć lekką gorycz pochodzącą od skórek orzechów, jednak nie zakłóca to ogólnego smaku masła a jedynie dodaje walorów.
 Po przełknięciu na języku i podniebieniu pozostaje przyjemny aromat owoców leszczyny. Po chwili pojawia się również lekka aczkolwiek wyraźna i wyczuwalna słoność, pochodzenia naturalnego, bo z orzechów. Słona nuta utrzymuje się na języku i podniebieniu jeszcze przez jakiś czas po zniknięciu smaku orzechów (gdyby nie skład pomyślałabym, że masło jest dosalane). Odzwyczaiłam się od soli, dlatego dla mnie nie był to przyjemny smak.

 To było pierwsze masło z orzechów laskowych jakie miałam przyjemność spróbować i jestem zadowolona, chociaż nie tak całkiem do końca. Masło jest smaczne ale... odzwyczaiłam się od soli, więc jej wyraźnie wyczuwalna nuta, która pojawia się na samym końcu przeszkadzała mi - na prawdę pomyślałam, że masło zostało posolone. Ponadto spodziewałam się smaku, który zapadnie mi w pamięć, sprawi, że pomyślę "wow" - niczego takiego takiego nie otrzymałam. Zabrakło mi w nim przyjemnej nuty nugatu, którą poczułam w pewnym miksie orzechowym z dodatkiem orzechów laskowych. Nie wiem, czy sęk tkwi w rodzaju masła (mimo iż uwielbiam orzechy laskowe), czy marce, ale akurat zawartość tego słoiczka swoim smakiem nie powaliła mnie na kolana. Bardzo lubię orzechy laskowe więc dam masłu jeszcze jedną szansę, jednak następnym razem z innej marki.

 Pomijając moje uwagi masło uważam za smaczne: przyjemnie gęste, tłuste a do tego aromatyczne i naturalne. Samo w sobie stanowi świetny dodatek do owsianek, jaglanek, deserów jak i wyjadania łyżeczką ze słoika (chociaż można się zapchać). Można go połączyć z rozpuszczoną czekoladą lub gorzkim kakao i substancją słodzącą - wówczas otrzymamy krem a la Nutella. Ja połączyłam go z kakao nie słodząc i również wyszło smacznie - nawet lepiej niż bez jego dodatku.

Wartość energetyczna w 100g - 665 kcal/100 g
Ocena: 4,5-5/6
Cena: sklepy ekologiczne np. Stragan Zdrowia ok. 35zł/250g)

czwartek, 07 września 2017

Witajcie
Ostatnio na moim blogu zrobiło się książkowo. Dlaczego? Chciałam urozmaicić tematykę bloga, zacząć pisać o czymś innym niż tylko i wyłącznie jedzenie oraz publikowanie przepisów. Dodatkowo pomysły na nowe dania zaczęły mi się kończyć - już się skończyły. Co można wymyślić nowego i nietuzinkowego, jeśli tyle pomysłów już znajduje się w książkach kulinarnych a także internecie. Chyba się wypaliłam a być może niedługo wypali się również i ten blog. Jednak na razie nie chcę o tym myśleć - będzie co ma być. Może blog rzeczywiście się wypali a może natchnienie powróci w najmniej oczekiwanym momencie? W dzisiejszym poście tematem całkowicie odbiegnę od tematyki kulinarnej - przedstawię Wam moje książkowe wyzwania, których zamierzam się podjąć w najbliższym czasie.

Bolesław Prus - "Lalka"

 "Lalka" Bolesława Prusa to jedna z tych lektur szkolnych do których robiłam kilka podejść, ale każde kończyły się fiaskiem. Mimo wszelkich starań nie udało mi się przebrnąć przez tę powieść. Na prawdę bardzo chciałam ale na nic się to zdało. Tego lata w ramach mojej akcji "Powrót do szkolnych lektur i klasyki" wznawiam wyzwanie, dlatego proszę... trzymajcie kciuki abym podołała ^_^

 Może to zbieg okoliczności ale ładnie wydane książki najczęściej czyta się przyjemniej. Ostatnio moją uwagę zwrócił egzemplarz wydawnictwa GREG, który ukazał się w ramach Serii Kolorowa Klasyka. Kiedy weźmiemy książkę do rąk, poczujemy, że została nabłyszczona i karbowana wzorami. Każda strona została przyozdobiona a kartki zszyto białymi nićmi. Dodatkowo w książce umieszczono kolorowe ilustracje mające na celu wprowadzić czytelnika w klimatyczny nastrój i przenieść do fabuły powieści. Może są jakieś ładniejsze egzemplarze, ale ten również uważam za  przyjemny graficznie. Jedyne co mogę tutaj zarzucić do kredowy papier, który jest dość cienki i podatny na zgniecenia a także uszkodzenia - trzeba delikatnie przewracać kartki, aby w pośpiechu którejś nie naderwać. Jednak nad tym można popracować i kredowy papier zastąpić grubszym, takim śliskim jak w przypadku "Zbrodni i kary", czy też dramatu "Romeo i Julia" tego samego wydawnictwa.

 "Lalka" Bolesława Prusa to powieść społeczno-obyczajowa uważana za najlepszy utwór tego autora. Przez jednych lubiana a innych niekoniecznie. Opinie są tutaj podzielone, być może trochę w zależności od własnych upodobań a trochę od etapu w życiu w którym sięgamy po tę lekturę. Jakby nie było jest to klasyka literatury a po klasykę warto sięgać. Nie można od razu nastawiać się na "Nie", bo to lektura szkolna lub zniechęcać się tylko dlatego, że wcześniej książka nam nie podeszła. Trzeba spróbować jeszcze raz. A nóż się uda? :) Ja przygodę ze Stanisławem Wokulskim i Izabellą Łęcką uważam za rozpoczętą :)
Zofia Nałkowska - "Granica"

 Tej książki nie omawiałam jako lektury szkolnej a przynajmniej sobie tego nie przypominam. Słyszałam i czytałam o niej różne opinie. Jednym książka się podoba a innym (nawet większości) przeciwnie - uważają ją za jedną z najgorszych lektur szkolnych a niekiedy dziwią się, że pozycja znajduje się w kanonie. Zanim zdecydowałam, że po nią sięgnę, postanowiłam co nieco dowiedzieć się o utworze - chciałam mniej więcej wiedzieć o czym będę czytać, by mieć pewność, że to nie będzie strata czasu.

 Powieść opowiada o losach pochodzącego ze szlacheckiej, lecz niezbyt zamożnej rodziny Zenona Ziembiewicza, jego karierze a także miłosnych rozterkach. Mężczyzna wyjeżdża do miasta, gdzie poznaje pochodzącą z bogatej rodziny Elżbietę Biecką. Następnie wyjeżdża do Paryża a po powrocie do rodzinnego miasta wdaje się w romans z ubogą córką kucharki Justyną Bogutówną. Romans ten kontynuuje będąc zaręczonym z Elżbietą, której oświadcza się po powrocie do miasta. Po jakimś czasie przypadkowo spotyka Justynę - ich dawne uczucie odżywa na nowo. Dalej sprawy przybierają jeszcze inny obrót....

 Przyznam, że trochę obawiam się tej lektury z drugiej strony chcę dać powieści szansę. Nie liczę na fajerwerki, ale mam nadzieję, że będzie to całkiem przyjemna przygoda. Wszakże tytuł to "Granica", więc to nie tylko romans, ale również powieść o pokonywaniu granic a to może być ciekawe.
 Ponownie postanowiłam sięgnąć po egzemplarz z serii Kolorowa Klasyka, który ze względu na staranne wykonanie od razu zwrócił moją uwagę. Z zewnątrz mamy twardą, lakierowaną okładkę (jest też miękka w innych odcieniach), natomiast w środku biały, gruby i nieco śliski papier ze zdobieniami przy numerze strony. Papier zdecydowanie jest lepszej jakości niż w wyżej wspomnianej "Lalce" (taki sam papier występuje w "Zbrodni i Karze"). Całość zdobią kolorowe ilustracje  Łukasza Ciaciucha - całostronicowe lub ozdabiające ich fragmenty. Cena również nie jest wysoka - książkę w twardej okładce w księgarniach internetowych kupicie w przedziale 13-20zł a w markecie pewnie jeszcze taniej.
Całość wizualnie sprawia pozytywne wrażenie - mam nadzieję, że dzięki temu lektura stanie się przyjemniejsza i szybko się nią nie zniechęcę :)
Lucy Maud Montgomery - "Ania z Zielonego Wzgórza"

 Na sam koniec coś lżejszego - odświeżenie jednej z lektur szkolnych młodszych klas. Wybór padł na Anię z Zielonego Wzgórza. Najpierw czytałam tę książkę w przekładzie Doroty Kraśniewskiej-Durlik wyd. Siedmioróg a po latach tłumaczeniu Rozalii Bernsteinowej wyd. Nasza Księgarnia. Tym razem zdecydowałam się na przekład Magdaleny Skarbek wyd. GREG. Książkę tak jak poprzednie z serii Kolorowa Klasyka można zakupić w twardej bądź miękkiej okładce (twarda jest lepiej wykonana, natomiast miękka wizualnie bardziej mi się podoba). Kartki są zszywane, a także zdobione wzorami.
Czcionka wyraźna i czytelna, co jest przydatne dla osób mających problem z oczami. Treść wzbogacono o kolorowe ilustracje Zuzanny Orlińskiej, przypominające mi rysunki kredką. Niestety tutaj również mam pewne zastrzeżenia co do papieru, który tak jak w przypadku "Lalki" jest kredowy. Pamiętam to wydanie sprzed lat z nieco inną okładką i mam wrażenie, że papier mimo iż taki sam, był jednak nieco grubszy. A może tylko tak mi się wydaje?
 Ogólnie wizualnie książka sprawia pozytywne wrażenie, tylko popracowałabym nad jakością papieru - zamieniła go na inny. Taka książka może stanowić miły prezent np. dla młodszej siostry w wieku szkolnym.

 A jeśli chodzi o samą treść to rudowłosej Ani chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Wydaje mi się, że zna ją każdy: jeśli nie z książki to z filmów lub ewentualnie serialu, który wyprodukował Netflix. Fabuła książki (a także kolejnych części) opiera się na opisaniu losów jedenastoletniej dziewczynki, którą przygarnia rodzeństwo Cuthbertów - Maryla oraz Matusza (pomyśleć, że kiedy byłam mała myślałam, że to małżeństwo :P). Jednym książka podoba się niezmiennie od lat, inni dopiero po jakimś czasie odkrywają urok tej książki a kolejna grupa uważa, że czytana w "dorosłym życiu", traci swój urok.

 Pamiętam, że kiedy czytałam ją po raz pierwszy jako lekturę V klasy, po ciężkich początkach wciągnęłam się w fabułę i płakałam kiedy Mateusz podupadł na zdrowiu a potem... sami wiecie. Nie śmiałam się z wybryków Ani i jej zielonych włosów. Nie wyruszałam razem z nią w krainę wyobraźni - czytałam powieść jak taką o przygodach pewnej dziewczynki. Przeżywałam za to losy Mateusza - troskliwego, opiekuńczego, wyrozumiałego mężczyzny, który w moim odczuciu chciał być i według mnie był jak ojciec dla osieroconej Ani. To była moja ulubiona postać z całej powieści - jestem ciekawa jak będzie po latach.

Być może wyda Wam się dziwne, że wybrałam właśnie te książki, że są one zbyt ciężkie i lepiej byłoby wybrać inne lektury - coś lżejszego, przyjemniejszego. Jednak ja trwam w swoim postanowieniu powrotu do lektur szkolnych a także przeczytaniu tych, których nie udało mi się przeczytać. Nawet mam na to ochotę, wszakże mamy wiele cudownych książek, których obawiamy się bo jest to "lektura" a o których pięknie przekonujemy się dopiero wtedy, kiedy przemożemy się i je przeczytamy.

poniedziałek, 04 września 2017

Nie przepadam za daniami mącznymi i tymi na bazie ziemniaków. Tak na prawdę to nigdy nie pałałam do nich miłością. Kiedy byłam mniejsza faktycznie lubiłam pierogi z ziemniakami i twarogiem, które przygotowywała moja mama, ale przede wszystkim dlatego, że było to jedno z nielicznych wegetariańskich dań, które pojawiały się w naszym domu. Najprawdopodobniej gdyby nie to i na stole gościły również inne potrawy, pierogi jadłabym bardzo rzadko. Zdecydowanie wolę kasze, jednak od czasu do czasu w ramach urozmaicenia swojego jadłospisu, mam ochotę na co innego.
Kiedy na blogu Magdaleny jako jedną z propozycji obiadowych zobaczyłam kopytka z dodatkiem brokułów byłam ciekawa jak mogą one smakować. Wkrótce mogłam się o tym przekonać - w lodówce znalazły się "resztki" potrzebnych składników, dlatego postanowiłam takie kopytka przygotować. Nie żałuję - wyszły smaczne a ja zaspokoiłam swoją ciekawość, choć nadal nie zostałam miłośniczką dań mącznych i tych na bazie ziemniaków ;)

Składniki (1 porcja)
ok. 200g ugotowanych, tłuczonych ziemniaków
100g ugotowanego brokuła
*ok.1/2-2/3 szklanki mąki gryczanej
1 pełna łyżka mąki ziemniaczanej
sól

*ok. 1/4 objętości ziemniaków wymieszanych z brokułami

Ugotowane brokuły drobno kroimy i mieszamy z ziemniakami oraz solą. Wsypujemy mąkę i dokładnie zagniatamy ciasto - gdyby było zbyt suche dodajemy kapkę wody.
Ciasto dzielimy na dwie części z których rolujemy wałeczki, lekko spłaszczamy a następnie kroimy na skos na kształt rombu.
W dużym garnku zagotowujemy wodę. Na wrzątek wrzucamy partiami kopytka i zmniejszamy ogień. Gotujemy do wypłynięcia na powierzchnię lub nieco dłużej gdyby kopytka okazały się surowe. Należy jednak uważać, gdyż łatwo je rozgotować. Podajemy z ulubionymi dodatkami. 



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny