.

sobota, 01 lipca 2017


Wielokrotnie wspominałam na blogu, ze twórczość Jana Twardowskiego jak i sama Jego osoba są mi bliskie. Wielokrotnie udzielały mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, dodawały otuchy, podnosiły na duchy, kiedy tego potrzebowałam. Z przyjemnością kolekcjonuje twórczość księdza i cieszę się, kiedy nowe tomiki pojawiają się na mojej półce. Tak też było i tym razem, kiedy w moje ręce trafiła jedna z nowości wydawnictwa Święty Wojciech pt "WDZIĘCZNOŚĆ do końca"

Książka tak jak wszystkie z serii posiada poręczny format oraz twardą i przyjemną dla oka okładkę. Papier jest dobrej jakości, kartki zostały zszyte białymi nićmi a w środku dodatkowo umieszczono złotą tasiemkę do zaznaczania ulubionego fragmentu, bądź miejsca gdzie aktualnie zakończyliśmy naszą lekturę. Jednak o wiele ważniejsza jest tutaj treść a ta jest na prawdę niezwykła.

Ksiądz Jan Twardowski zawsze okazywał wdzięczność i za wszystko dziękował - Bogu, ludziom, przyrodzie. Potrafił dziękować nie tylko za dobro jakie go spotkało, ale również za chwile smutne, czy przykre. Dziękował za samotność, niesłuszne oskarżenia, plotki, przykrości, cierpienie i znieważenia. Dziękował za to za co człowiekowi ciężko jest dziękować, bo to co go spotkało boli a zaraz pojawia się bunt i pytanie "Dlaczego ja?". Dziękował za wszystko, bo wszystko co nas spotyka kształtuje człowieka, jego duszę i światopogląd. Dziękował wszystkim bo miał komu i za co dziękować.

Przychodzi radość: Boże cieszę się, że jesteś szczęściem.
Przychodzi cierpienie: Doświadcza mnie, ale na pewno dla mojego dobra

"WDZIĘCZNOŚĆ do końca" to zbiór wybranych przez Aleksandrę Iwanowską wierszy oraz refleksji autorstwa ks. Jana Twardowskiego. Jedne z nich znane są z innych publikacji Autora, natomiast trzynaście tekstów prozą opublikowano tutaj po raz pierwszy. We wstępie przeczytamy iż książka została zaplanowana przez Księdza, bowiem wdzięczność była dla Niego tematem równie istotnym istotnym jak miłość, której dążył poświęcić kilka publikacji.

Tomik podzielono na pięć części, z których każda porusza nieco inne zagadnienie. Przeczytamy w nich: czym jest wdzięczność i pokora, jak przejawia się wdzięczność, o potrzebie dziękowania wszystkim i za wszystko co nas spotyka, właściwym zrozumieniu stwierdzenia "Bóg zapłać", o dziękowaniu zarówno Bogu, jak i innym ludziom a także o ofiarowaniu i dziękczynieniu. Można by rzecz, że to taki poradnik o wdzięczności: nie tylko o tym czym jest, ale również jak jej się nauczyć i ją wyrazić.
Często pamiętamy o tym co złego nas spotkał i co złego ktoś o nas powiedział. Nie pamiętamy, jednak ile dobrego otrzymujemy od ludzi i ile doświadczyliśmy z ich strony życzliwości. Autor niejednokrotnie przytaczając sytuacje z życia codziennego (nawet na własnym przykładzie) uświadamia za co powinniśmy być wdzięczni i za co dziękować - przypomina o rzeczach o których zapominamy a za które powinniśmy być wdzięczni przy czym jako ksiądz niejednokrotnie odnosi się do Boga i Chrystusa.
Wdzięczność to nie tylko słowo "dziękuję", "jestem wdzięczna/wdzięczny za. Być może nie wiecie, że tak prosta czynność jak podziw i szacunek dla osób starszych np. naszych rodziców, czy też dziadków, jest wyrazem naszej wdzięczności. Teksty umieszczone w tej publikacji właśnie o tym mówią.

Czym na prawdę jest wdzięczność?
Wdzięczność jest chyba radosnym odkryciem, że w świecie pełnym nienawiści, zazdrości czasem pojawia się bezinteresowna miłość, zdolna bezinteresownie dawać. I nie jest ważny sam prezent (kasztan, który nic nie kosztuje, czy pudełko drogich farb), ale to, że spotkałem się  z miłością bezinteresowną, która z kolei we mnie budzi miłość. Wdzięczność jest sercem miłości, jest jej największym urokiem i wdziękiem.

Jednak to nie jest tak, że w każdym z publikowanych tekstów bezpośrednio jest mowa o wdzięczności i pojawia się słowo wdzięczność bądź dziękuję. Bywa, że zostaje to ukryte nieco głębiej. Niejednokrotnie w trakcie lub po przeczytaniu tekstu w głowie może zrodzić się pytanie: Czy można być wdzięcznym za zło, które nas spotyka? "Jak mam być za to wdzięcznym?, jednak zaraz otrzymujemy odpowiedź. Owszem można, bo wszystko co nas spotyka ma swój sens a "jeśli przyjmujemy to od Pana Boga, to wstępują w człowieka nowe siły". Tylko trzeba tego chcieć.

"WDZIĘCZNOŚĆ do końca" nie jest lekką lekturą. To zbiór, którego nie powinno a nawet nie da się czytać szybko - w jeden, dwa, czy trzy dni. Zbiór który czyta się powoli - stopniowo chłonąc i rozważając każde słowo. I na końcu, co być może powinno być pierwsze - to zbiór wciąż aktualny, do którego można wracać, za każdym razem na nowo odkrywając zawarte w nim prawdy a niekiedy coś zupełnie nowego - przypominać o nich i uświadamiać istotne sprawy. Ksiądz Twardowski wiedział co napisać i napisał to pięknie.

Warto też a nawet trzeba zastanowić się nad tym jak to jest z nami i naszą wdzięcznością.
Wiemy czym tak na prawdę jest i na czym polega?
Potrafimy być wdzięczni i tę wdzięczność okazywać, czy tylko żądamy i wymagamy od innych, sami nic nie dając?
Jak jest z Waszą wdzięcznością?

 Podziękuj za cierpienie
    czy umiesz czy nie umiesz
    bez niego nigdy nie wiesz
    ile miłość kosztuje

 ~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: WDZIĘCZNOŚĆ do końca
 Autor: Jan Twardowski
 Wydawnictwo: Święty Wojciech 2017
 Ilość stron: 144
 Okładka: Twarda





czwartek, 29 czerwca 2017

Dzisiejsze danie powstało pod wpływem chwili. Naszła mnie ochota na pierogi z... zielonym groszkiem. Jednak nie miałam czasu na przesiadywanie w kuchni i lepienie małych pierogów. Postanowiłam zrobić pierogi na raz. Na szybko przygotowałam farsz, wsypałam mąkę do miski, zagniotłam ciasto z którego zamiast uformowałam. Zamiast gotować je w wodzie, dla odmiany postanowiłam ugotować je na parze. Dłużej? Nie wydaje mi się a nawet jeśli tak jest, to i tak czas gotowania jest niewiele dłuższy niż tradycyjnych pierogów. To była improwizacja - jak się okazało udana. Dopiero po jakimś czasie przeczytałam, że podobną metodą przygotowuje się chińskie pierożki DIM SUM z tą różnicą, że do ciasta wykorzystuje się mąkę ryżową. Można powiedzieć, że moje pierogi to taka spolszczona wersja tych chińskich. ^_^

Składniki (1 porcja)
Farsz:
ok. 1/2 szklanki mrożonego zielonego groszku NIE Z PUSZKI
ew. mały ząbek czosnku i odrobina soku z cytryny (u mnie bez)
przyprawy

Mrożony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut do czasu aż zmięknie. Następnie rozgniatamy go widelcem (niezbyt dokładnie) i doprawiamy do smaku. Gdyby pasta była zbyt sucha możemy dolać odrobinę wody.

Ciasto:
niepełna szklanka mąki pełnoziarnistej
ok. 1/4-1/3 szklanki ciepłej wody
szczypta soli

Mąkę z solą przesiewamy do miski. Stopniowo wlewając wodę zaczynamy miesząc drewnianą łyżką. Kiedy składniki mniej więcej połączą się w całość zagniatamy gładkie i elastyczne ciasto jak na pierogi. Gdyby była taka potrzeba delikatnie podsypujemy mąką.

Pierogi
Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy i dzielimy na mniej więcej równie części, tyle ile ma nam wyjść pierogów. Każdą rozpłaszczamy. Na środek każdego kawałka kładziemy porcje farszu i zawijamy boki ciasta do środka w kształt sakiewki dokładnie je zlepiając.
W garnku zagotowujemy wodę. Pierożki układamy na natłuszczonym sitku do gotowania na parze (aby pierogi nie przywierały) starając się aby nie stykały się ze sobą. Przykrywamy pokrywką i gotujemy ok. 5 minut.


Książka wcale nie musi być przepastnym tomiszczem. Może być niewielka, zawierać niewiele treści, ale za to jakiej. Nie liczy się ilość a jakość - czasem w kilku słowach jest więcej piękna, mądrości i przesłania niż w kilkunastu stronach. Czasem wystarczy tak niewiele aby przekazać wszystko. Dzisiaj opowiem Wam o takiej książce a dokładnie baśni - niezwykłej i pouczającej. Jak już za pewne wiecie lubię czytać baśnie, gdyż zawierają uniwersalne prawdy, które można odnieść do każdej epoki). Kiedy w poszukiwaniu ilustrowanego Pinokia w internetowej księgarni Szymelka.pl trafiłam na dzisiejszą pozycję, wiedziałam, że to będzie piękny prezent dla bliskiej mi osoby.

"Biała księżniczka i Złoty smok" autorstwa węgierskiej pisarki Petry Finy to baśń o obdarzonej niecodzienną urodą chińskiej księżniczce Bai. Dlaczego "niecodzienną"? Bowiem księżniczka Bai ma twarz „białą jak ryżowy krochmal” i mimo, że jest niezwykle urodziwą i piękną dziewczynką, stanowi to dla niej przekleństwo. Wprawdzie na dworze chińskiego cesarza wszystkie damy bielą twarz, jednak pod warstwą pudru kryje się ich naturalna, żółta skóra. Cera Bai nie posiada żółtego odcienia - wiecznie jest idealnie blada. Ta cecha sprawia, że liczba zalotników, starających się o jej rękę z dnia na dzień maleje, aż w końcu nikt nie chce jej poślubić. Przez swój wygląd księżniczka czuje się inna i jest bardzo nieszczęśliwa. Z pomocą przychodzi jej przyjaciel - Złoty Smok, który zabiera ją długą podróż aby ta mogła odnaleźć prawdziwą miłość. Bai pokonuje długą drogę, przemierza kilka miejsc, jednak nigdzie nie jest akceptowana taka, jaką jest. I kiedy wydaje jej się, że w końcu trafiła na miłość swojego życia, jest zmuszona z niej zrezygnować. Okazuje się, że cena jaką musiałaby zapłacić za to małżeństwo, jest zbyt wysoka, bowiem księżniczka w sercu ukochanego dostrzega ciemność. Zrozpaczona Bai wraz ze Złotym Smokiem udaje się do Mistrza Smoków, gzie podejmuje decyzję, która na zawsze odmieni jej życie.

Opowieść na prawdę jest niezwykła, pouczająca i magiczna. To nie jest zwyczajna baśń o księżniczce i księciu na białym koniu. To baśń z przesłaniem - taka, która porusza wiele ważnych tematów. Pod pryzmatem białej cery księżniczki mówi o odmienności i tym jak dla wielu ważny jest wygląd - nie piękne wnętrze i czyste serce, ale to jak wygląda. To opowieść o odrzuceniu, braku akceptacji ze strony innych z powodu nawet najdrobniejszych różnic, jej potrzebie a także o skromności, osamotnieniu i poszukiwaniu sensu życia.

Na uwagę zasługuje nie tylko mądra, ciepła i niosąca niezwykle ważne przekazy treść, ale również wydanie książki. Widać, że zostało ono przygotowane z dbałością o szczegóły a wydawnictwo przyłożyło wszelkich starań aby było ono porządne i przyjemne dla oka. Twarde oprawa, niewielki rozmiar, dzięki czemu bez problemu można zabrać ja ze sobą w teren, dobrej jakości, szyty papier. W środku cudowna treść której towarzysza barwne ilustracje Mari Takács.
Na ten element zwracam szczególną uwagę i one również decydują, czy daną książkę uznam za godną polecenia, czy też nie. Często bywa tak, że nawet najpiękniejszą treść można zepsuć nieprzyjemnymi w odbiorze i niepasującymi ilustracjami. Bo przecież ilustracje stanowią nieodłączną część książki, są dopowiedzeniem opowiedzianej historii, ba... one również ją opowiadają.

Ilustracje Mari Takács są niezwykłe. Nasunęły mi na myśl obrazy malowane pędzlem i sprawiają, że nie sposób na nie nie spojrzeć a czasem oderwać od nich wzrok. Jest w nich niezwykła subtelność, niezwykłość, tajemnica.... Bardzo dobrze oddają emocje (smutek, ból, cierpienie) i każdy detal (pięknie haftowane chińskie stroje). Razem z tekstem tworzą piękną i spójną całość - historię uniwersalną i wciąż aktualną... historię o prawdziwym życiu.
To idealna książeczka na prezent dla młodszego rodzeństwa, kuzynostwa, dziecka. Ja już wiem komu ją podaruję. Nie teraz - za jakiś czas, kiedy ten mały szkrab podrośnie na tyle, że będzie w stanie zrozumieć naukę zawartą w tej opowieści.
~~~~~~~~~~~~
Tytuł:
"Biała księżniczka i Złoty smok"
Tekst: Petra Finy
Ilustracje: Mari Takacs
Wydawnictwo: Namas, Poznań 2011
Okładka: twarda
Liczba stron: 22


wtorek, 27 czerwca 2017


Skład: 100% miąższ z kokosa.
Opakowanie: słoiczek 250g
Kraj produkcji: Polska
Rodzaje: tahini, masło orzechowe naturalne, masło orzechowe chrupiące, masło orzechowe z białą czekoladą, masło migdałowe, manna kokosowa

Wartość energetyczna w 100g
Tłuszcz 66g kwasy nasycone 57g Węglowodany 7,4g cukry 7,4g Błonnik 16g Białko 6,9g Sól 0,09g

Opinia: Produkty BASIA BASIA zdobyły moje serce od kiedy po raz pierwszy ich spróbowałam. Szczerze i z czystym sumieniem mogę a nawet je Wam polecam. Kiedy dowiedziałam się, że producent wypuścił na rynek nowe słoiczki, marzyłam o tym aby je spróbować.
Manna kokosowa wbrew nazwie i skojarzeniom, które mogą się nasuwać, nie ma nic wspólnego z kaszką manną. To tylko i wyłącznie miąższ z kokosa, więc dla wielbicieli jego smaku to prawdziwa gratka. Przyznam, że nigdy nie pałałam ogromną miłością do kokosów, ale miłe wspomnienia po produktach tej firmy i chęć spróbowania były silniejsze. Kto wie? Może pokochałabym kokos? :)

Kiedy otworzyłam słoiczek moim oczom ukazała się biała masa wyglądem rzeczywiście przypominająca mannę na mleku. Dotarł do mnie delikatny ale przyjemny kokosowy aromat, który nasilił się, kiedy "naruszyłam" strukturę manny w słoiczku. Wówczas kokos stał się intensywniejszy.... świeży, naturalny kokos a nie chemiczny "twór" - to jeszcze zachęcało do spróbowania ;) Na opakowaniu producent umieścił następującą informację "Przechowywać w temperaturze pokojowej. Manna kokosowa w temperaturze pokojowej ma postać stałą, delikatnie podgrzana topnieje. Wtedy Posmaruj! Zanurz! Podjadaj!" i rzeczywiście od razu po odkręceniu słoiczka zobaczyłam, stałą, nieco zbitą masę z delikatnie wytrąconym olejem na powierzchni. Trochę ciężko było nabrać ją na łyżeczkę, jednak nie było to niemożliwe - tak jak i rozsmarowanie na grzance..
Po podgrzewaniu manna zyskała całkiem rzadką, wręcz lejącą konsystencję. Z pewnością nie dałoby się nią posmarować czegokolwiek, ani nabrać na łyżeczkę - co najwyżej wypić :P Być może zbyt długo ja podgrzewałam. Jednak według mnie latem lepiej spożywać ją bezpośrednio z temperatury pokojowej. Teraz i tak jest ciepło, więc jej rozsmarowanie nie sprawi problemu. W lodówce manna twardnieje niczym lód i nie sposób wbić w nią łyżeczkę - w tym przypadku lekkie podgrzanie jest konieczne, ale na tyle aby manna nie stała się płynna.
Temp. pokojowa
Manny spróbowałam, kiedy ponownie nieco stężała. Gdy wzięłam łyżeczkę do ust pierwsze co pomyślałam to "Jakie to dobre!". Dobre? To mało powiedziane. To jest przepyszne!!! Porównałabym ją do nadzienia z kokosowych pralinek z tą różnicą, że nie tak zbite - manna rozpuszcza się w ustach niczym lody (pod wpływem ciepła) i intensywniej kokosowe. Pod zębami wyczułam też drobinki kokosa.
Kokos w czystej postaci z jego naturalną delikatną słodyczą. Nigdy nie jadłam miąższu ze świeżego kokosa, co najwyżej wiórki kokosowe - nie spodziewałam się, że jest on słodkawy, bo w wiórkach w ogóle tego nie czuć. Wiórki kokosowe?? Ten produkt jest o wiele lepszy od wiórków kokosowych - wiórki kokosowe przy tej mannie nie mają szans i nie mogą jej się równać!

Nie wiem jak jeszcze mogłabym opisać ten produkt - to koniecznie trzeba spróbować, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem kokosa i kokosowych smaków. Z kolei Ci, którzy za kokosem nie przepadają, po spróbowaniu tego produktu, mogą go polubić a nawet i pokochać ;)  Jest tylko jedno ale... jeśli o mnie chodzi to nie byłam w stanie jednorazowo zjeść jej w dużej ilości - tak łyżeczka po łyżeczce. Mniej więcej po trzeciej zrobiło mi się za słodko i zbyt mdło - w dużej ilości ten produkt trochę zamula, ale i tak jest przepyszny.
Po podgrzaniu
Mimo iż nie pałam miłością do kokosu i tego co kokosowe, mannę kokosową Basia Basia polubiłam od pierwszej łyżeczki. Sama w sobie smakuje obłędnie i nie potrzeba tutaj jakichkolwiek dodatków. W wersji stałej sprawdzi się również jako składnik ciast i deserów, jednak mi było szkoda wykorzystać ją w ten sposób - powoli wyjadałam ją ją łyżeczką ze słoiczka, czasem z domieszką kakao (smakuje równie przepysznie).  Dlaczego powoli? Bo tak jak wspomniałam wcześniej mniej więcej po trzeciej łyżeczce zrobiło mi się trochę mdło i słodko. Jakby nie było manna kokosowa BASIA BASIA zdobyła i podbiła moje serce :) Zdecydowanie polecam i ostrzegam... to może uzależnić :D

Wartość energetyczna w 100g - 660 kcal
Ocena - 6/6
Cena - sklepy ze zdrową żywnością np. StraganZdrowia.pl (cena ok. 13zł)


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi