.

piątek, 02 listopada 2018

Już wspominałam, że lubię gry słowne. Pisałam również o tym, że chciałabym kiedyś zagrać w Story Cubes. Wiecie, że lubię baśnie, mity i legendy. Dlatego kiedy zauważyłam "Opowieści dziwnej treści" postanowiłam, że prędzej czy później wezmę ją do rąk i zagram.

~ Informacje ~
Nazwa: Opowieści dziwnej treści
Liczba graczy: +2
Wiek graczy:  +10
Czas gry:
Wydawca: Alexander

~ Zawartość pudełka ~
9 dużych kości z pitogramami
24 dwustronne karty z tytułami filmów i książek
plansza
instrukcja

~ Wygląd ~
Nie wiem jak Wam ale mnie pudełko przywołało na myśl starą księgę z filmów o średniowieczu i smokach - taką z tajemnymi recepturami lub baśniami. Aż prosi się aby otwierało się tak jak książka - od prawej do lewej a nie do góry ;)

W środku znajdziemy 9 plastikowych kostek z piktogramami - podobnymi do tych z gry Story Cubes lub Łap za słówka. Różnica jest taka, że przedstawione na nich symbole są inne (np. piesek, lody, banan, waga lub klucz).

Oprócz nich mamy jeszcze 24 dwustronnych kart z tytułami filmów i książek. Na każdej stronie takiej karty umieszczono po 3 tytuły - na jednej karcie jest ich 6. Łącznie 144 tytuły.

Jest też tekturowa plansza oraz instrukcja

~ Cel gry ~
 Gra polega na snuciu najbardziej fantazyjnych opowieści wplatając w nie wyrzucone przez siebie obrazki (te na kościach) a także tytuły filmów i książek umieszczonych na kartach.  

~ Przygotowanie gry ~
Na środku stołu rozkładamy planszę a na jej środku kostki. Obok planszy rozkładamy karty.

~ Przebieg rozgrywki ~
Grę rozpoczyna najstarszy z graczy. Następnie kolejka krąży zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Pierwszy gracz bierze kartę ze stosu, wybiera jedno z haseł i czyta je na głos. Następnie rzuca kośćmi na planszę, tak by były one widoczne dla każdego gracza.
Na podstawie obrazków znajdujących się na kościach gracz opowiada historię, która musi być związana z hasłem z katy.
Po skończonej opowieści karta zostaje odłożona na spód stosu.
Kolejka przechodzi na innego gracza

WARIANTY GRY
~ Trzy kości ~
Gracze dzielą losowo kości na 3 grupy.
Pierwsza grupa "postacie" - dzięki ikonkom na kostkach gracze określają postacie występujące w opowieściach
Druga grupa "miejsce" - ikonki z kostek służą do opisu miejsca w jakim wydarzyła się historia
Trzecia grupa - "przedmioty i rekwizyty" - gracze określają jakie przedmioty występują w ich opowieści

Reszta gry przebiega według podstawowych zasad.

~ Każdy sobie ~
Pierwszy gracz rzuca wszystkimi kośćmi. Spośród nich wybiera jedną i na jej podstawie daje początek nowej opowieści. następny gracz wybiera kolejną kość i kontynuuje historię i tak dalej, dalej aż do wyczerpania kości.

~ Wieża opowieści ~
Na planszy układamy wieżę z kości. Gracz, który rozpoczyna grę bierze pierwszą kostkę, wybiera z niej obrazek i na jego podstawie zaczyna opowieść. kolejno gracze zbierają kostki z góry i kontynuują historię.

~ Sekretne opowieści ~
Gracz opowiadający historię nie wyjawia hasła z karty, które wybrał. Rzuca kośćmi i zaczyna opowieść - pozostali gracze mają za zadanie odgadnąć, który tytuł jest opisywany.

~ Wyzwanie ~
Gracz rzucający kośćmi nie wybiera karty ze stosu - opowiada historię na podstawie hasła, które wymyślili pozostali gracze.

~ Krótkie opowiastki ~ 
W rozgrywce biorą udział 3 kostki. Reszta gry przebiega według podstawowych zasad.

~ Podsumowanie ~
Opowieści dziwnej treści to gra zbliżona do wcześniej opisywanej przeze mnie gry Chyba śnisz a zważając na kości w szczególności Story Cubes.
Różnica jest taka, że w przeciwieństwie do pierwszej gry opowiadamy głównie na podstawie symboli wyrzuconych na kostkach (a nie kartach) a drugiej - to, że rozgrywka jest wzbogacona o dodatkowe karty.

Zacznę od minusów.
Pominę fakt literówki w instrukcji, bo każdemu może się zdarzyć. Plansze pominę, ponieważ w naszym przypadku okazała się zbędna ale kości... wydały się nam zdecydowanie za duże. Z jednej strony dzięki temu wyraźnie widać to co przedstawiają umieszczone na nich symbole i kości ciężko będzie zgubić, ale z drugiej aby porządne nimi rzucić, trzeba robić to każdą kością z osobna.
Tym samym nie sprawdzą się w rozgrywce np. w samochodzie (tak jak Story Cubes).
Po drugie w instrukcji mamy wymienionych kilka alternatywnych wersji gry - nie do końca zrozumieliśmy o co chodzi w wariancie "Trzy kości" - trochę improwizowaliśmy, ale daliśmy radę. 

Jednak ogólnie pozytywnie odebraliśmy całą grę - przyjemnie było wcielić się w rolę bajarza i poopowiadać.
Tak na prawdę proponowane wersje gier są bardzo do siebie zbliżone i dostarczają mniej więcej tyle samo emocji. Mimo tego najbardziej spodobał nam się wariant "Wyzwanie", który dostarczył sporo śmiechu i chyba najwięcej zabawy. Niektóre proponowane hasła były absurdalne a inne zabawne. Wiecie jak to w kabaretach, kiedy ludzie z widowni proponują swoje pomysły i na ich podstawie ma powstać skecz.
Przyjemna była również rozgrywka w "Każdy sobie" ale najlepiej bawiliśmy się bez tych wszystkich haseł z kart - sami wymyślając swoje opowieści. Ponadto bez kart z tytułami grało nam się najlepiej.

W trakcie dało się zauważyć to w jakim stopniu rozwinięte jest słownictwo poszczególnych graczy. Jedni dysponowali szerokim zasobem słów, budując piękne i długie zdania a inni uboższym a nawet czasem mieli problem z wyrażaniem swoich myśli. Niekiedy taka opowieść na prawdę potrafiła zaskoczyć - swoją formą, pomysłowością, czasem absurdem. I tutaj widać do czego zdolna i jaka jest ludzka wyobraźnia - ta to nie zna granic. Z kolei kiedy grasz z młodszą osobą zastanawiasz się jak to możliwe, że dziecko w tym wieku układa tak pięknie zbudowane zdania a także pełną uczuć i rozbudowaną historię.

Opowieści dziwnej treści to gra, która sprawdzi się w każdej grupie zarówno liczbowej jak i wiekowej. Nie ma znaczenia, czy gracie w dwie, trzy, pięć czy dziesięć osób a nawet samodzielnie (wszakże samemu również można poopowiadać) - jeśli lubicie gry słowne, miło spędzicie przy niej czas.
Poprzez dobrą zabawę uczestnicy szlifują swój język, prawidłową wymowę, swobodę wypowiedzi, tworzyć ciąg przyczynowo-skutkowy, wyobraźnię, pomysłowość a nawet może zmniejszyć strach przed publicznymi wystąpieniami.

Nam grało się najlepiej po zrezygnowaniu z kart podpowiedzi choć to sprawa indywidualna :).
A Mistrzem Opowieści w naszej grupie okazała się nie Mama a niespełna 2-letnia Bratanica. Oczywiście zmieniliśmy zasady dopasowując je pod jej wiek, ale kiedy dziewczynka zaczęła opowiadać o tym co widnieje na kostkach, to nie mogła przerwać i to z jakim zaangażowaniem.... jednym tchem. Pełno było śmiechu i zabawy :)

Plusy:
♦ pomysł
♦ proste zasady
♦ rozwija wyobraźnię i pomysłowość
♦ ćwiczy kreatywność
♦ poszerza słownictwo i poprawne wysławianie się
♦ uczy opowiadać i tworzyć ciąg przyczynowo-skutkowy
♦ gra szlifuje swobodę wysławiania się a także publicznych wystąpień
♦ może być pomocna przy pisaniu własnych baśni, bajek, powieści
♦ bez limitu wiekowego

Minusy:
♦ literówka w instrukcji ("obrazki znajdujące się w tej grupie posłużą do opisu miejsce w jakim wydarzyła się historia")
♦ niejasno wytłumaczone zasady wersji "Trzy kości"
♦ za duże kości - ciężko nimi rzucać
♦ plansza mogłaby być wykonana z grubszego kartonu

Ocena: 5/6
http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html 

czwartek, 01 listopada 2018

Prosta w przygotowaniu, aromatyczna i smaczna drożdżówka do odrywania z dodatkiem pasty orzechowej i domowego dżemu to smaczna propozycja nie tylko na śniadanie ale również deser, podwieczorek lub kolację. Z pewnością umili i osłodzi również jesienne wieczory :)

Składniki
300g mąki pszennej
15g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
szczypta soli
2/3 szklanki wody

100-150g pasty/masła orzechowego w temp. pokojowej (Terra Sana)
ulubiony dżem lub konfitura (u mnie domowa z czarnej porzeczki)

 Drożdże rozpuszczamy z ksylitolem (cukrem) w kilku łyżkach wody, dodajemy łyżkę mąki, mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia.
 Mąkę przesiewamy do miski, solimy, wlewamy rozczyn oraz wodę i mieszamy.
 Kiedy składniki połączą się w całość zagniatamy jednolite, elastyczne ciasto do czasu aż przestanie kleić się do rąk i miski ( w razie potrzeby dolewamy odrobinę mleka).
 Z ciasta formujemy kulę, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

 Kiedy ciasto podwoi swoją objętość wykładamy je na blat podsypany mąką, wałkujemy na prostokąt, smarujemy masłem orzechowym i kroimy na 5-6 pasków wzdłuż długiego boku. Pierwszy pasek cienko smarujemy konfiturą, układamy na to drugi pasek z ciasta (masłem orzechowym do góry) ponownie smarujemy konfiturą i tak dalej do wykorzystania wszystkich pasków (ostatni pasek z ciasta powinien być posmarowany konfiturą). Całość delikatnie dzielimy w pionie na równe kawałki (mi wyszło 7 kawałków).

 Każdą z powstałych części układamy pionowo w formie keksowej dokładnie nasmarowanej masłem o dł. 21 cm i odstawiamy do ponownego wyrośnięcia (uwaga można się pobrudzić;) )
 Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 30-40 minut. Pieczemy do czasu kiedy wbity patyczek nie będzie pokryty surowym ciastem a drożdżówka z wierzchu się przypiecze (Gdyby ciasto za szybko się rumieniło, można przykryć je z góry folią aluminiową). 



Lokatorka Wildfell Hallto druga i ostatnia powieść angielskiej pisarki Anne Brontë wydana w 1848 roku pod męskim pseudonimem Acton Bell. Powieść pierwszy raz ukazała się po polsku w 2012 roku nakładem wydawnictwa MG. Przekładu dokonała Magdalena Hume.

  Powieść ma formę listów w których Gilbert Markham na prośbę swojego przyjaciela dzieli się historią swojego życia. Cofamy się do roku 1827. Historia rozpoczyna się wraz z przybyciem młodej wdowy Helen Graham wraz synkiem i służącą do starego domostwa Wildfell Hall. Kobieta nie chce mówić o swojej przeszłości, dlatego sąsiedzi uznali, że w przeszłości zrobiła coś złego. Tylko Gilbert, jego siostra Rosa a także przyjaciółka Mary Millward wierzą, że jest porządną kobietą. Gilbert zakochuje się w Helen, jednak z czasem i on zaczyna zaczyna mieć wątpliwości odnośnie wdowy i podejrzewać ją o niejasną przeszłość. Kobieta postanawia dać mężczyźnie swój dziennik w którym opisuje swoją przeszłość.

"Czasem spoglądając komuś głęboko w oczy można poznać jego duszę na wskroś i dowiedzieć się o nim więcej w ciągu godziny niż o innych w ciągu całego życia."

  Treść można podzielić na dwie części: pierwszą po przybyciu Helen do Wildfell Hall, oraz drugą będącą dziennikiem kobiety w którym czytamy o wydarzeniach z jej przeszłości. W pierwszej czytelnik otrzymuje strzępy informacji dotyczące głównej bohaterki. Tak na prawdę nic nie jest takie jakim się wydaje. Rodzi się wiele pytań i wiele z nich pozostaje bez odpowiedzi. To od nas zależy co uznamy za prawdę a co za kłamstwo. Jednak tak naprawdę niczego nie możemy być pewni.

  W drugiej części z każdą przeczytaną stroną dziennika Helen, otrzymujemy obraz trudnej przeszłości oraz małżeństwa kobiety. Kobieta otwiera się i pisze dosłownie o wszystkim. Dokładnie śledzimy jej życie, wybory, poznajmy uczucia, przemyślenia... Z jednej strony widzimy kobietę silną ale z drugiej wrażliwą, którą życie zmusiło do podjęcia takich a nie innych decyzji.
  Stopniowo pojawiają się odpowiedzi na pytania, które przez cały czas rodziły się w naszej głowie w tym również odpowiedź na jedno z najważniejszych: "Czy oceniając bohaterkę a także jej decyzje mieliśmy racje?", "A może zbyt pochopnie wyciągnęliśmy wnioski?"

 "Wierzę bowiem, że nadzieja kończy się dopiero wtedy, gdy kończy się życie."

  W powieści pojawia się wiele wątków zarówno tych głównych jak i pobocznych - nie mniej istotnych. Autorka nie tylko opisuje obraz ówczesnego społeczeństwa. Porusza również takie tematy jak alkoholizm, romanse, małżeństwo, czy też rola kobiety w rodzinie, która powinna podporządkować się mężowi bo stanowiła jego własność. Nie są to tematy łatwe ale ważne. Takie o których ciężko mówić w szczególności, kiedy dotyczą nas samych lub naszych bliskich, ale o których powinno się opowiedzieć. Tematy o których po dzień dzisiejszy z jakiś powodów się nie mówi... bo są zakazane.

"Tylko przykre doświadczenia i brak jakiejkolwiek nadziei nauczyć nas mogą takiej odporności ducha."

   Język powieści piękny i niezwykle poetycki. Autorka w niezwykły sposób opisuje przyrodę a także życie mieszkańców wiktoriańskiej Anglii. Z dokładnością i naturalnością kreuje swoich bohaterów, którzy nie sprawiają wrażenia papierowych a żywych. Widzimy to jak postępują, jakimi kierują się zasadami a także jakie przekonania są za słuszne. Obrazy same przewijają się przed oczami czytelnika, który ma możliwość poczuć klimat opowiedzianej historii - stać się częścią niej.

"Tylko przykre doświadczenia i brak jakiejkolwiek nadziei nauczyć nas mogą takiej odporności ducha."

  Lokatorka Wildfell Hall nie jest powieścią łatwą i lekką, którą przeczytacie w kilka godzin z uśmiechem na twarzy. To dojrzała i poważna lektura, której treść może wzburzyć, zaskoczyć a wzruszać. Skłonić do głębszych refleksji na temat życia, podejmowanych decyzji, wyborów a także uznawanych wartości i priorytetów.

Tytuł: Lokatorka Wildfell Hall | Autor: Anne Brontë | Tłumaczenie: Magdalena Hume | Wydawnictwo: MG | Okładka: twarda | Ilość stron 544

środa, 31 października 2018

  Książka zwróciła na mnie swoją uwagę okładką... Oczarowała mnie i wzbudziła spore zainteresowanie. Odcienie czerni, szarości, zimna zieleń - smutne barwy. W tle drzewa a prawym dolnym rogu biały królik - klapnięte uszy, smutny pyszczek, smutek w oczach, ból, cierpienie. I tak smutno się zrobiło. Dołująco i przygnębiająco. Intrygujący tytuł i jedno proste. krótkie zdanie sprawiły, że zostałam z nią na dłużej

"Przyszedłem na świat pewnego wiosennego dnia trzynaście lat temu. Prawie natychmiast tego pożałowałem"

  Mogłoby się wydawać, że jest to pozycja do przeczytania w kilka minut - nie więcej. Wszakże tekstu jest tutaj nie wiele (zaledwie 60 stron) a większość miejsca zajmują ilustracje. Jednak to tak nie działa. Nie znajdziecie w niej błogiej sielanki. Nie będzie tak łatwo i lekko. Nie przekartkujecie tej książki ot tak sobie. Tutaj każde słowo, każdy przecinek, kropka a nawet litera mają ogromne znaczenie. Trzeba zatrzymać się przy nich na dłużej - przemyśleć, wchłonąć, poczuć całym sobą... Spojrzeć na ilustracje, trochę niczym wyjęte z filmu "Done Darko"
   Niepokojące i mroczne.
   Ciężka atmosfera.
   Przemyśleć, przemilczeć, zrozumieć....


  Bohater opowieści czuje się zagubiony i wyobcowany - inny od ludzi, którzy go otaczają.
  Szuka swojego miejsca, ale ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje.
  Pragnie zrozumienia, jednak go nie otrzymuje.
  Chciałby aby ktoś go przytulił, ale tego nie dostaje.
  Marzy o bliskości - tej nie ma.
  Zamiast tego wszyscy bagatelizują jego posępne zachowanie. Aż w końcu zapominają.
  A on coraz bardziej zamyka się w sobie. Oddala od rodziny i przyjaciół. Chce zniknąć. Tu i teraz. Na zawsze.
  Zamęt w głowie, tysiąc myśli na raz. Samotność, pustka, smutek, cierpienie.
  Czy kiedykolwiek był tak na prawdę szczęśliwy? Czy wie co to prawdziwe szczęście?
  Strzępy wspomnień, obrazy tego jak powinno wyglądać normalne życie.

„Są dni, kiedy w brzuch mam wbity widelec, który obraca się i nawija moje wnętrzności jak spaghetti”

  Z tyłu książki przeczytamy, że jest to książka przede wszystkich dla nastolatków. Według mnie wybiega znacznie dalej..
  To opowieść dla osób wrażliwych, wszystkich, którzy kiedyś czuli lub czują się wyobcowani, nierozumiani, samotni, zastraszeni. Szukali odpowiedzi na pytania rodzące się w ich głowie. Sami tak do końca nie rozumieli siebie, bliskich i otaczającego ich świata a także próbowali się w nim odnaleźć.
  Odczuwali strach - paniczny, paraliżujący. Pragnęli wyjść z kokonu, lub króliczej nory, która ich blokuje.
   O byciu człowiekiem. Sobą.

   Bo kto z nas chociaż raz tak się nie czuł?
   Kto nie rozumiał tego co się z nim i wkoło niego dzieje?.
  Kto nie potrzebował zrozumienia, wsparcia i akceptacji a otrzymywał obojętność?.
   Kto z nas nie szukał własnego miejsca na świecie, własnego ja? Kto nie trwał w miejscu?.
   Kto nigdy się nie bał?
Autorka trafia w samo sedno. Mówi o tym czego doświadczył każdy z nas, ale odczuł w mniejszym, bądź większym stopniu.
   Życie, bez owijania w bawełnę, słodzenia i lukrowania.
   Tyle emocji.
    Szczera prawda. Bolesna i dosadna.

"- Nie bądź taki wrażliwy – mówi mama.
Łatwo jej mówić.
Czy ona myśli, że jestem taki z własnej woli?
Czy jej się wydaje, ze to się wybiera?"

   Anna Höglund maluje słowem i obrazem. Obrazem niczym z filmu ,,Donnie Darko” lub sennych koszmarów. Smutnym, przejmującym, mrocznym i niepokojącym. Mocnym i dosadnym. Nie do końca w moim stylu ale pobudzającym wyobraźnię i mówiącym więcej niż tekst.
  Obrazem, który w połączeniu ze słowami posiada wielką moc i siłę przekazu. oto czytelnik dostaje ogrom smutku, bólu i cierpienia.
   To chwyta za serca, wzrusza, wydusza łzy.
   Bo wracają wspomnienia.
   Moje i z pewnością nie jednego człowieka....


  Tylko koniec wywołuje u mnie mieszane uczucia. Cała książka to ogrom smutku i cierpienia - raptem następuje koniec tego wszystkiego. Jest już dobrze.
  Tak szybko? Jakim cudem? Jak do tego doszło?
Odpowiedzi na te pytanie nie dostaniemy. Trochę tak jakby zostało to pominięte. A wystarczyłoby kilka słów - niewiele.
   A może my sami mamy na to odpowiedzieć?
  Mimo tego całość wypada bardzo dobrze. Zapada w pamięci. Ma siłę przekazu i ... kończy się dobrze. To daje siłę. Siłę i wiarę, że wszystko się ułoży.

Tytuł: O tym można rozmawiać tylko z królikami | Autor: Anna Höglund | Przekład: Katarzyna Skalska | Wydawnictwo: Zakamarki | Okładka: twarda | Ilość stron: 60

Domowe masło orzechowe uważam za najsmaczniejsze, jednak ze względu na brak blendera nie przygotowuje go zbyt często. Jednak kiedy mam dostęp do wymaganego sprzętu kręcę taką pastę bez dodatku soli, cukru i bez wcześniejszego prażenia orzeszków. Oczywiście jeśli ktoś lubi, może to zrobić - wszakże upodobania są różne a prażenie wydobywa aromat orzechów, jednak ja wolę bez prażenia. Tutaj mamy dowolność :)

Składniki
fistaszki
ewentualnie sól/cukier

Fistaszki kupuję na wagę w łupinkach, ponieważ mam pewność, że będą świeże.
Obieram je i siekam nożem. Następnie umieszczam w blenderze i miksuje pulsacyjnie do uzyskania gładkiej i kremowej konsystencji. Na sam koniec dodaje trochę posiekanych fistaszków. Przekładam do słoiczka i gotowe. Przechowuje w lodówce

UWAGI
Przed zmiksowaniem orzeszki można podpiec na rozgrzanej i suchej patelni lub na blaszce w piekarniku rozgrzanym do 170ºC, mieszając od czasu do czasu. Prażenie wydobywa aromat orzechów. 



AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny