.

piątek, 10 listopada 2017

„Pewnego razu ujrzeli jednak zwierzę niesamowite, jakiego nie widzieli nigdy wcześniej. Był to przepiękny jeleń (…) cudowny jeleń!”
baśń"Cudowny jeleń"


 Dziś po raz kolejny zabiorę Was w podróż po kulturze i baśniach świata. Tym razem niedaleko bo na Węgry. "Cudowny jeleń" to ilustrowany zbiór 34 baśni w wyborze i z posłowiem Marty Gedeon. 
 Książka tak jak i poprzednie z serii Baśnie Świata posiada kwadratowy format, twardą okładkę i gruby papier z wyraźną i czytelną czcionką - przy czym jest dość ciężka (waga kuchenna wskazała ). Na jej okładce widnieje cudowny jeleń jeden z bohaterów zebranej tutaj baśni (swoją drogą okładka jest hipnotyzująca ^_^). Jednak nie tylko jelenia spotkamy w tych historiach. Tematyka baśni jest różna: królowie, królewny, mędrcy, pasterze, diabły, biedacy, mówiące zwierzęta, postacie historyczne... to wszystko i wiele więcej. Poznamy historie, których wielu z Was z pewnością nie znało. To doskonała okazja aby zanurzyć się w węgierska kulturę a także poczuć klimat tamtych stron.

 Baśnie podzielono na cztery części.
Część pierwsza (stanowiąca ponad połowę zbioru) to opowieści osnute wokół motywów czarodziejskich (m.in. czarodziejskie przedmioty, ludzie zamienieni w zwierzęta, magiczne istoty: gryfy, diabły) oraz bajki zwierzęce.
Część druga - pięć historii opisujących spryt a także czasem smutne, czasem wesołe losy bohaterów (np. o poczciwym złodzieju Marcinie). Wszystkie z z wyjątkiem ostatniej pozbawione są pierwiastka magicznego i bazują na tym, co prawdopodobne.
W części trzeciej umieszczono sześć podań i legend, które przybliżają losy sławnych węgierskich postaci (między innymi Atylli a także braci Hunora i Magora, od których wziął początek ród Hunów i Madziarów).
W ostatniej - czwartej części umieszczono 4 legendy dotyczące króla Macieja Korwina, którego uznano za jednego z największych i najbardziej praworządnych monarchów węgierskich.
 Dwie ostatnie części mimo iż nie są fikcją nie opiewają nudną - to nie są suche fakty historyczne a cudowne opowieści, przekazywane z dziada na pradziada, które kształtowały kulturę i tradycję węgierską.

 Baśnie te wyrastają zarówno i historii naszych południowych sąsiadów, jak i z ludowych przekazów. Oprócz ludzkich bohaterów, spotkamy w nich wiele magicznych stworzeń (głównie diabłów a także gryfów, krasnali, smoków, aniołów) a także charakterystycznych dla danego regionu zwierząt (jelenie, dziki, niedźwiedzie, psy, konie oraz trzoda chlewna).
 Poznamy węgierskie zwyczaje (np. namioty stawiane przez królów podczas wędrówek i polowań), węgierska kuchnię (pije się sporo wina, natomiast podstawowym pożywieniem jest pagacz, czyli chleb pieczony w popiele a następnie w piecu) oraz muzykę (tradycyjnym węgierskim instrumentem ludowym jest fujarka na której można zagrać węgierski taniec zwany czardasza). To takie kompendium wiedzy o węgierskiej przyrodzie, kulturze oraz zwyczajach zawarte w baśniach.

 Baśnie węgierskie wyróżnia specyficzna konstrukcja zdań, które na myśl przywołały mi ludowe opowieści snute lokalną gwarą. Być może niektórym wydadzą się niepoprawnie sformułowane - nie tak jak w poprawnej polszczyźnie. Pamiętajmy jednak o tym, że tego typu historie były przekazywane z dziada na pradziada i mają setki lat a kiedyś nie było określenia "poprawna polszczyzna". Według mnie taki zabieg dodaje całości uroku i sprawia, że język opowiedzianych historii staje się żywy i barwny. Dzięki temu czytelnik ma możliwość jeszcze bardziej poczuć klimat opowiadanych historii - ma wrażenie jakby nie czytał a słuchał, kiedy ktoś opowiada. Poniżej chciałabym zaprezentować Wam przykład.
"Gdy wrzucono go pomiędzy jeże, wyjął fujarkę pasterską i zaczął czarownie przygrywać. I wierzcie albo nie wierzcie, dwanaście upiornych jeży ruszyło w tany i z takim wdziękiem tańczyły, że wprost nie da się tego opisać"
(baśń "Gwiezdnooki pasterz")

 Jednak to nie wszystko, bowiem da się tutaj również zauważyć charakterystyczny, czasem dziwny i absurdalny humor. Przykładem takiej opowieści jest baśń "Mały salcesonik". To historia salcesonu, który pożarł trzy córki gospodarzy, następnie samych gospodarzy, kosiarzy, a na samym końcu regiment żołnierzy. Na dokładkę miał ochotę również na świniarczyka, jednak ten wyjął swój nożyk i rozerwał salcesonik od środka, ratując wszystkich, których wcześniej pożarł salceson.
 Dość niespotykana historia. Prawda? Wam również skojarzyła się z bajką o "Czerwonym Kapturku", braci Grimm? Jak wiecie baśnie te były spisywane na podstawie ludowych podań i wierzeń, tak więc i baśnie węgierskie mają w nich swoje korzenie (odnalazłam więcej takich nawiązań).

 Ilustracje do książki wykonała Marianna Jagoda. Przyznam, że kiedy po raz pierwszy na nie spojrzałam nie wszystkie przypadły mi do gustu - część z nich wydała mi się dziecinna, przypominająca prace dzieci z przedszkola, natomiast niektóre po protu brzydkie. Po dokładniejszym zagłębieniu się w temacie, wiem, że taki był zamysł artystki. Na Węgrzech zarówno młodzi jak i starsi bardzo poważnie i z szacunkiem podchodzą do tradycji, kultury i folkloru. Każda z pór roku ma swoje "święto", które jest hucznie obchodzone, tradycyjne Święta również, mnóstwo tam festiwali a ludowe motywy często są umieszczane na tradycyjnych strojach.

 Węgierski folklor jest bardzo barwny i doskonale widać to w pracach Marianny Jagody. Kipią mnogością barw, kolorów, detali, motywów haftów, ornamentów i kwiatów...  Pokazują, jak bardzo węgierskie baśnie są zakorzenione w ludowości i tradycji. Może wizualnie nie wszystkie przypadły mi do gustu, ale o gustach się nie dyskutuje. Cudownie uzupełniają one treść książki dodając klimatu i sprawiając, że każdą baśń czyta się z zainteresowaniem oraz wypiekami na twarzy.
 I kiedy tak je przeglądałam, przypomniały mi się ilustracje jednej z książek, którą czytałam jako mała dziewczynka - Baśni narodów ZSRR wyd. Raduga - tam były bardzo tam były bardzo podobne.
 Jednak jeśli mam być szczera to nie wszystkie ilustracje z książki przypadły mi do gustu - nie spodobały mi się ogromne, haczykowate nosy postaci a także niektóre z ich twarzy.... to ma się nijak do folklory węgierskiego. Natomiast we wszystkich podoba mi się to, że wyglądają tak jakby były malowane bezpośrednio na papierze - akwarelami.. nie widać tutaj ingerencji komputera, dzięki czemu są takie "żywe" i prawdziwe.

 Książka zachwyciła mnie od pierwszych stron - śmiało mogę ustawić ją na pierwszym miejscu z podaniami indiańskimi jeśli nie odrobinkę wyżej. W tych z pozoru prostych i nie za długich historiach umieszczono ogrom wiedzy zarówno kulturze jak i przyrodzie węgierskiej. To wszystko w połączeniu z klimatycznymi ilustracjami czynią z tej pozycji nie tylko prawdziwą skarbnicę wiedzy, ale również małe dzieło sztuki.

 ~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Cudowny jeleń. Baśnie węgierskie
 Autor: Jerzy Snopek Anna Maria Snopek Adam Snopek Wojciech Obiała
 Ilustracje: Marianna Jagoda Mioduszewska
 Seria: Baśnie Świata
 Wydawnictwo: Media Rodzina 2016
 Ilość stron: 474

Na koniec mam dla Was jedną - krótszą bajkę, która znajdziecie w zbiorze. Można w niej zauważyć niektóre z charakterystycznych cech tych opowieści o których wspominałam:
 - baśń rozpoczyna się od słów "Dawno, dawno temu..."
 - charakterystyczny dla baśni język, podchodzący pod ludowy
 - ważne wartości przeplatają się z komizmem
 - ironiczny dowcip oraz humor

Osełka
(Agnes Kovacs, przeł. Adam Sniopek)

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyli sobie razem żona z mężem. Mąż był nieco głupkowaty, yo żona musiała mówić, co ma robić, jak pracować. Mieli jedną krówkę. Pewnego dnia kobieta tak mówi do męża:
 - Zabierz tę krowę na targ i sprzedaj ją!
No dobrze... Ładnie męża ubrała i ten wyruszył z krową na targ. Idzie z nią i idzie, zrobił się skwar, krowę okrutnie zaczęły kąsać bąki, biegała w tę i nazad. Jakiś człowiek prowadził świnię. Mówi do niego:
 - Panie, nie wymieniłbyś pan tej krowy na moją świnię?
 - A pewnie, że wymienię! - I natychmiast się wymienili.
 Idzie mąż dalej, ale ze świnią też nie dawał radym to tu poleciała, to tam, też mu się nie podobała. Szedł zaś tamtędy jakiś człowiek, co prowadził gęś. Tak się do niego odzywa:
- Panie, nie wymieniłbyś pan tej świni na gęś?
- Wymienię, z wielką chęcią! - Zamienili się.
Kiedy niósł gęś, ta go nie raz i nie dwa zafajdała, był cały w piórach, toteż uprzykrzyło mu się niesienie gęsi.
Aliści pewien człowiek handlował przy głównej drodze rzemieniami. Ten tak się doń odzywa:
- Panie, tej gęsi nie wymieniłbyś pan na osełkę?
- Wymienię, a jakże!
Gdy tak szedł, zagrodziła mu drogę duża woda, a w niej pływało mnóstwo dzikich kaczek. Pomyślał sobie, że on dla swojej żony upoluje dziką kaczkę. Cisnął osełkę do wody. Ale osełka tam została, a kaczki odleciały.
- Ojoj, co ja teraz pocznę? Ani krowy, ani świni, ani gęsi, ani osełki, nic nie ma.
Rozebrał się cały do goła i wszedł do wody, by znaleźć osełkę. Szukał, szukał tam, ale nie może jej znaleźć. wyszedł z wody i widzi, ze jak szukał osełki, ktoś ukradł mu odzienie. Co ma teraz począć, całuśki goły? Jakoś przecie musi wrócić do domu.
Był bardzo głodny, kroił sobie kromkę chleba i zszedł do piwnicy, by nalać sobie wina. Pajdę chleba zostawił na progu piwnicy. Kiedy się obejrzałem już jej nie było, bo pies ją porwał. Wyrwał czop z beczki i rzucił za nim. Wino wyciekło do ostatniej kropli.
W kącie siedziała gęś, żona usadziła ją na jajach.
- Gi-ga-ga! - gęgało przerażone ptaszysko.
- Coś ty powiedziała? Że niby powiesz mojej żonie?
- Gi-ga-ga-ssss-sssss! - syczała gęś.
Wtedy mąż chwycił gęś, wykręcił jej szyję i wyrzucił na podwórze. Do wina wsypał worek mąki i worek pierza, cały się w tym wytarzał i zasiadł na jajach.
Jego żona podchodzi do drzwi piwnicy i tak rzecze:
- Co to za skaranie boskie w tej piwnicy? - Widzi, całe wino wylane, w winie rozsypana mąka i wszędzie pierze... I coś tam kuca na jajach.
- Cóż to za stwór? Niech się odezwie, czymkolwiek jest, bo jak nie, to wbiję w niego siekierę!
- To tylko ja, to ja, żono moja kochana, tylko mnie nie skrzywdź! Kobieta ściągnęła go z jaj, przeciągnęła przez kolano i sprawiła manto.
- Gdzie krowa?
- Wymieniłem na świnie.
- A świnia?
- Wymieniłem na gęś.
- No, a gęś gdzież jest?
- Wymieniłem na osełkę.
- A osełka?
- Wrzuciłem do wody. Dla ciebie chciałem dziką kaczkę upolować.
- No a ubranie, gdzieś podział?
- Kiedym szukał osełki, ktoś mi je ukradł.
Ech, że też takiego mam niedorajdę! - mówi żona.
Zdjęła go z jaj, porządnie obiła. Od tej pory już nigdzie go więcej nie wysyłała. Trzymała go w domu. Raczej sama wszystko robiła, żeby jedno takich cudactw więcej nie nawyprawiał. No, tak to się skończyło.

Recenzje pozostałych baśni:
     

 

środa, 08 listopada 2017

Dzisiejszy przepis jest inspirowany jednym z przepisów, które znajdują się w książce La Veganista Superfood. Zmieniłam kilka składników tak aby całość dopasować do własnych upodobań i produktów, które mam w lodówce - chciałam również aby było szybciej. Udało się. Zapraszam na wegańską tortillę z pastą na bazie ciecierzycy oraz masła orzechowego z dodatkiem czerwonej kapusty. Według mnie wyszło smacznie ;)

Składniki (na dwie tortille)
100g czerwonej kapusty  
1/2 małej cebuli
szczypta gałki muszkatołowej
malutka szczypta cynamonu
świeżo zmielony czarny pieprz
140g ugotowanej ciecierzycy lub 1/2 puszki
20g masła orzechowego rozpuszczonego w ok. 5ml wody 
ew. sól

2 duże tortille (u mnie domowe)

Kapustę oczyszczamy ze zwiędłych liści, kroimy na pół, usuwamy głąb i kroimy w drobną kostkę.
Cebulę obieramy, siekamy i przesmażamy na rozgrzanym oleju na złoty kolor. Dodajemy pokrojoną kapustę i smażymy ok 4 minut, od czasu do czasu mieszając. Następnie dodajemy gałkę muszkatołową, cynamon, pieprz oraz ewentualnie wsól. Zdejmujemy z palnika.
Ciecierzycę rozgniatamy rękoma, widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków. Mieszamy z masłem orzechowym i ewentualnie doprawiamy do smaku solą.
Tortille smarujemy pastą z ciecierzycy i masła orzechowego (po połowie na każdą z tortilli), pozostawiając trochę wolnego ciasta po bokach. Następnie wykładamy połowę kapusty i składamy lub zawijamy wedle uznania.
Podpiekamy z obu stron na suchej i rozgrzanej patelni. Podajemy na ciepło.
Wartość energetyczna jednej tortilli


poniedziałek, 06 listopada 2017
Opowiem Ci teraz historię, o której słyszałem, kiedy byłem mały i odtąd za każdym razem, kiedy o niej myślę, wydaje mi się coraz ładniejsza, bo z historiami jest często tak, jak z ludźmi, pięknieją z wiekiem, i jest to bardzo miłe.
 baśń "Ojciec wie najlepiej"



  Najprawdopodobniej baśnie wszystkim kojarzą się z dziecięcymi opowiastkami, czytanymi przez babcie lub mamy przed snem. W dorosłym życiu najczęściej wracamy do nich dopiero wtedy, kiedy sami zostajemy rodzicami (biologicznymi lub chrzestnymi), opiekujemy się młodszym rodzeństwem lub kuzynostwem, ewentualnie, gdy pracujemy jako opiekunka do dzieci.

- O takim szczęściu nawet nie śniłem, gdy byłam brzydkim kaczątkiem!
baśń "Brzydkie kaczątko"


 Przyjęło się, że baśń i bajka to tylko i wyłącznie dla dzieci, bo co dorosły może z nich wyciągnąć?
 Osobiście nie zgadzam się z takim podejściem. Dla mnie baśnie to nie tylko sentymentalny  powrót do lat dzieciństwa, możliwość aby oderwać się od nie zawsze kolorowej rzeczywistości i powspominać wieczory, kiedy utuleni kołdrą, wsłuchiwaliśmy się w niezwykłe opowieści. To źródło inspiracji, szansa na to aby dać się ponieść wyobraźni - rozbudzić ją, odkryć coś zupełnie nowego. Baśnie to również skarbnica mądrości, czasem wyraźnej a czasem ukrytej. Z każdej takiej opowieści można wyciągnąć coś nowego.

 (...) A ludzie maja duszę, która żyje wiecznie, nawet wtedy, kiedy ciało zamienia się w proch. Dusza unosi się w powietrzu do nieba, w górę do tych świecących gwiazd; tak jak my wznosimy się z głębiny i oglądamy ludzkie krainy, tak oni wznoszą się do nieznanych, cudownych miejsc, których my nigdy nie poznamy."
baśń "Mała Syrenka" 

 Jako dziecko nie pałałam miłością do baśni Andersena. Nie uważałam ich ze złe, ale miałam co do nich mieszane uczucia. Treść jednych uważałam za interesującą (Krzesiwo), mądrą i piękną (np. Słowik), czy też wzruszająca do łez (np."Dziewczynka z zapałkami).
 Jednak były również takie baśnie, których bohaterowie mnie irytowali i w żaden sposób nie potrafiłam ich polubić np. Mała syrenka. Nie zwracałam większej uwagi na przekład oraz język tych opowieści, którym często zarzuca się drętwość oraz sztywność. Faktycznie czasem trochę ciężko mi się je czytało, ale całą winą obarczałam treść, która wydawała mi się mało ciekawa a także bohaterów.

(...)Była bardzo piękna i wytworna, ale cała z lodu, oślepiającego, iskrzącego się lodu. A jednak byłą żywa, oczy lśniły jak dwie jasne gwiazdy, ale nie było w nich spokoju ani łagodności."
baśń "Królowa Śniegu"

 Niedawno postanowiłam nieco zagłębić się w temat twórczości Andersena. W krainę baśni pierwsza wprowadziła Go babcia ze strony ojca. Kilka motywów z jej opowieści umieścił w swoich baśniach i nie tylko to. W wielu z nich możemy odnaleźć odniesienie do życia autora. W jednej z najsłynniejszych baśni „Brzydkie kaczątko" sportretował samego siebie (to baśń
autobiograficzna), w „Małej syrence” identyfikował się z tytułową postacią, w "Dziewczynce z zapałkami" również można odnaleźć "skrawki" z Jego życia a to nie wszystkie baśnie, które napisał.

"(...) - Moja kochana mama! - powiedział, a z oczu popłynęły mu łzy. - Czy to prawda, że nic nie była warta?
Nieprawda! - powiedziała staruszka i podniosła oczy do nieba. - Wiem to do wielu lat i od wczorajszej nocy. Mówię ci, była wiele warta, i tak samo mówi Pan Bóg w królestwie niebieskim, a ludzie niech sobie gadają, co chcą"
baśń "Nic nie była warta"

 Pisanie baśni było dla Autora swoistą terapią radzenia sobie z bólem, cierpieniem, wewnętrznymi rozterkami, które przeżywał. W całej jego twórczości znajdują się wątki autobiograficzne. Dzięki temu wszystkiemu baśnie Andersena są bardziej realistyczne i prawdziwe. Oczywiście pojawiają się wątki magiczne, ale nie ma tutaj zakłamania rzeczywistości, zbytniego umilania, głaskania... świat zostaje pokazanym takim jakim jest - czasem brutalnym, bezlitosnym i niesprawiedliwym. Dają nam możliwość zetknięcia się z własnymi wadami (np. "Nowe szaty cesarza"), mówią o braku akceptacji i odrzuceniu ("Brzydkie kaczątko"), śmierci i biedzie ("Dziewczynka z zapałkami"), są przestrogą (bajka "Choinka" opowiada o choince, która nie zdążyła nacieszyć się życiem,  gdyż zostało jej ono odebrane).

- Ktoś umiera! - powiedziała dziewczynka, bo babka, która jedyna była dla niej dobra, ale już umarła, mawiała, że kiedy spada gwiazda, to jakaś dusza idzie do Boga.
baśń Dziewczynka z zapałkami 

 Pierwsze baśnie Andersena ukazały się w 1835 roku, w Polsce zostały wydane później, bo w roku 1852. W następnych latach ukazywały się kolejne wydania, jednak w większości przypadków były to przekłady z języka trzeciego, najczęściej niemieckiego. Tak też tłumaczyli je Jarosław Iwaszkiewicz oraz Stefania Beylin. Ponadto dochodziło nawet do tego, że zakończenia baśni były zmieniane, ponieważ te oryginalne były zbyt okrutne. 
 Tak jak wspomniałam wyżej niektórzy twierdzą, że baśnie w tym przekładzie są ciężkie w odbiorze - ich język jest nieco sztywny co utrudnia lekturę. Andersenowi zawsze zależało na tym aby jego utwory były jak najbardziej zbliżone do opowieści ustnej. Ludzie czytając je mieli mieć wrażenie jakby słuchali najlepszego bajarza, mogli poczuć je całym sobą - stać się bohaterami opowiadanych historii. Sam autor mawiał „W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do opowieści ustnej”.

(...) Chyba wiesz, ze każdy człowiek ma swoje drzewo życia albo swój kwiat, odpowiedni dla siebie; wyglądają jak inne rośliny, ale słychać w nich bicie serca. Dziecięce serce też bije. Idź tym tropem, może rozpoznasz bicie serca twojego dziecka. (...).
- baśń "Opowieść o matce"

 W 2005 roku, w 200-lecie urodzin autora nakładem wyd. Media Rodzina ukazał się zbiór baśni Andersena przygotowany bezpośrednio z języka duńskiego autorstwa Bogusławy Sochalskiej (dyrektorka Duńskiego Instytutu Kultury, absolwentka filologii duńskiej i znawczyni duńskiej kultury).
 Za najnowszy przekład tłumaczka została wyróżniona prestiżową nagrodą imienia duńskiego pisarza. W uzasadnieniu nagrody napisano: “W Polsce baśnie Andersena były traktowane zawsze jako utwory dla dzieci, a przekład Sochańskiej zmienia tę sytuację”

- Już mnie wynagrodziłeś - powiedział słowik. - Widziałam łzy w twoich oczach, gdy pierwszy raz śpiewałem przed tobą. Nigdy tego nie zapomnę! To klejnoty, które uszczęśliwiają serce śpiewaka (...)
- baśń "Słowik"

  Czy przekład jest lepszy? Szerze to sama nie wiem. Faktycznie przekład Jarosława Iwaszkiewicza oraz Stefanii Beylin czasem bywał "trudniejszy" w odbiorze lub bardzo często pojawiają się w nim powtórzenia. Jednak to właśnie w nim wiele z nas po raz pierwszy zetknęło się z baśniami Andersena (chociaż nie zawsze z miłym skutkiem) i być może darzy je sentymentem. Z kolei w nowym tłumaczeniu z pewnością da się zauważyć prostotę języka: nie znajdziemy w nich takich słów jak: gdyż, bowiem, iż, rzekł. Ale, czy można mówić tutaj o lepszym i gorszym przekładzie? One są po prostu inne. Najlepiej jeśli sami porównacie. Więcej informacji o baśniach Andersena oraz ich przekładach znajdziecie TUTAJ

Było bardzo zimno; śnieg padał i zaczynało się już ściemniać; był to ostatni dzień w roku, wigilia Nowego Roku. W tym chłodzie i w tej ciemności szła ulicami biedna dziewczynka z gołą głową i boso; miała wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodziła z domu, ale co to znaczyło! To były bardzo duże trzewiki, nawet jej matka ostatnio je wkładała, tak były duże, i mała zgubiła je zaraz, przebiegając ulicę, którą pędem przejeżdżały dwa wozy; jednego trzewika nie mogła znaleźć, a z drugim uciekł jakiś urwis; wołał, że przyda mu się on na kołyskę, kiedy już będzie miał dziecko.
Dziewczynka z zapałkami
Jarosław IwaszkiewiczByło okropnie zimno, padał śnieg, nadchodził ciemny wieczór.Był to ostatni wieczór w roku, wigilia Nowego Roku. W tym zimnie, w tej ciemności szła ulicą mała, biedna dziewczynka z gołą głową i bolesnymi nóżkami; wychodząc z domu, miała co prawda z gołą głową i bolesnymi nóżkami; wychodząc z domu, miała co prawda na nogach łapcie, ale cóż z tego! To były bardzo duże łapcie, przed nią nosiła jej je mama, takie były duże. No i spadły dziewczynce z nóg, gdy w pośpiechu przebiegała przez ulicę, którą z szalona szybkością pędziły dwa wozy. Jednego łapcia nie mogła odnaleźć, a z drugim uciekł jakiś chłopak; powiedział, że przyda się na kołyskę, kiedy będzie miał dzieci.
Dziewczynka z zapałkami

Bogusława Sochańska



 Andersen napisał prawie 160 baśni, a jego książki zostały przetłumaczone na około 125 języków. W prezentowanym zbiorze umieszczono 29 baśni, kolejnych 18 w zbiorze "Baśnie Andersena. Córka Króla Moczarów". W 2006 roku nakładem wydawnictwa Media Rodzina ukazał się kompletny 3-tomowy zbiór wszystkich 164 baśni i opowieści Hansa Christiana Andersena wybrany z 18-tomowej edycji dzieł wszystkich wielkiego Duńczyka - niestety nakład sprzedaży został wyczerpany.
zdjecie okładki
 Wróćmy do "bohatera" dzisiejszego wpisu. Pośród 29 baśni jakie umieszczono w książce znalazły się te znane ("Latający kufer", "Księżniczka na ziarnku grochu", "Krzesiwo"), jak i te o których być może nigdy nie słyszeliście ("Kwiaty małej Idy", "Ojciec wie najlepiej", "Nic nie była waeta"). Z niektórymi spotkałam się po raz pierwszy i cieszę się, że miałam okazję je poznać.
 
 Niektóre z baśni mogą wywołać niepokój a nawet i strach - nie zostały ułagodzone, co poświadczy fragment baśni "Czerwone buciki:
" - Nie ścinaj mi głowy - powiedziała Karen - bo nie będę mogła odpokutować grzechu. Ale obetnij mi nogi razem z czerwonymi bucikami.
 i Wyznała swój grzech, a kat odciął jej nogi z bucikami, a buciki dalej tańczyły ze stópkami przez pole do ciemnego lasu.
Kat wyciosał dla Karen drewniane nogi i kule i nauczył ją psalmu, tego, który zawsze śpiewają grzesznicy, a ona pocałowała rękę, która kierowała toporem i powędrowała przez ugór."
 Zastanowiłabym się nim przeczytałabym tę baśń bardzo młodemu czytelnikowi. Co powiedzieć, kiedy dziecko spyta o odcięte stópki i tańczące trzewiczki? Czy by się nie przeraziło, że za jakieś przewinienie czeka go podobna kara? A to nie jedyna baśń Andersena z drastyczniejszymi momentami - trochę grozy doświadczymy między innymi w baśni "Opowieść o matce", jednocześnie baśń ta jest bardzo piękna bowiem opowiada o największej i najsilniejszej miłości matki do dziecka, cierpieniu spowodowanym jego stratą i możliwości do ogromnych poświęceń.

 Wszystkie baśnie zostały zilustrowane przez duńskiego grafika Flemminga B. Jeppesen'a. Nie są to moje ukochane prace Szancera (ilustracje w pierwszej części recenzji), które uważam za najpiękniejsze i ponadczasowe, ale mają swój klimat. Już na pierwszy rzut oka da się w nich zauważyć charakterystyczny styl artysty. Jedne z nich są kolorowe, inne to szkice ołówkiem lub takie, które przypominają mi rysunki sarkastyczne albo komiksowe (w większości).
 Znajdą się prace, które bardzo mi podobają, te lepsze oraz "gorsze" a nawet i nieco "dziecinne". Jednak nie mogę powiedzieć, że są brzydkie bo bym skłamała... są po prostu "inne" i mają inny klimat, tak samo jak inne jest najnowsze tłumaczenie.

 Po baśnie sięgam co jakiś czas. Nie przeszkadza mi fakt i nie wstydzę się tego, że jestem już dorosła. Lubię powrócić do nich wspomnieniami - przypomnieć sobie te wszystkie historie, które najpierw czytała mi moja mama lub siostra, potem ja sama sobie a na końcu swojej młodszej siostrze.
 To wspaniała i sentymentalna podróż do lat dzieciństwa, do których których nie jeden chciałby powrócić, ale niestety nie może.

 Baśnie to utwory ponadczasowe, które można czytać bez względu na upływ czasu - wieków i lat. Na każdym etapie życia można znaleźć w nich coś pięknego i mądrego. Te historie osadzone w baśniowym świecie pod postacią i w zachowaniach Calineczki, Dziewczynki z zapałkami, czy też Imbryka ukazują nas samych - nasze wady, zalety, marzenia... Każda historia niesie ze sobą ponadczasowe przesłanie na całe życie - przesłanie o miłości, prawdzie i dobru, które zawsze zwycięża.

Baśnie to pudełka: dzieci oglądają opakowanie, a dorośli mają zajrzeć do wnętrza.
Hans Christian Andersen

Zdjęcia: I, ilustracja do baśni Calineczka, ilustracja do baśni "księżniczka na ziarnku grochu", Dziewczynka z zapałkami, pozostałe ilustracje Pinterest NIE POCHODZĄ ONE Z RECENZOWANEJ KSIĄŻKI

źródło



Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny