.

Kanapki

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Dzisiejszy przepis na burgery wygrzebałam z czeluści folderu. Nie pamiętam, kiedy go przygotowałam. Z pewnością dość dawno, bo od bardzo długiego czasu pieczywo w mojej diecie nie pojawia się praktycznie w ogóle - tak sporadycznie. Jakby nie było jest tutaj zielony groszek, więc powinno być smacznie (dla mnie - miłośniczki tego warzywa z pewnością było;P). Zabrakło tylko świeżego szczypiorku i rzodkiewki, ale najwidoczniej wtedy ich nie miałam. 

Składniki (1 porcja)
cebula
2/3 szklanki mrożonego groszku
ulubione przyprawy

bułka (u mnie domowa)
warzywa

Mrożony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut aby zmiękł, następnie rozgniatamy widelcem.
Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli dorzucamy zgnieciony groszek i przesmażamy przez chwilę. Doprawiamy do smaku. Jeśli chcemy możemy dodać płaską łyżeczkę mielonego siemienia lnianego, aby farsz bardziej trzymał się całości, jednak nie jest to konieczne.
Ciepłym farszem wypełniamy wcześniej podpieczone bułki. W środku burgera umieszczamy również świeże warzywa. Przed wypełnieniem zarówno podpieczony spód, jak i górę bułki można posmarować ulubionym sosem.

A po burgerze (lub do - jak to woli), miła lektura. Wolne chwile spędzam między innymi spędzam a dokładniej "delektowaniu się" i czerpaniu przyjemności z poezji polskiej. Ostatnio w moje ręce trafił bardzo ładnie wydany zbiór liryków Kazimierza Przerwy-Tetmajera wydawnictwa Algo. Z nazwiskiem już wcześniej spotkałam się w szkolnych podręcznikach (chyba w liceum), ale nie mogłam przypomnieć sobie ani jednego utworu tego poety, dlatego z przyjemnością i zainteresowaniem sięgnęłam po ten tomik. Nie analizowała wierszy, gdyż każdy odczyta i zrozumie je po swojemu. Według mnie Ci, którzy lubią czytać poezję śmiało mogą sięgnąć po ten zbiorek.


poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Pomysł na tego burgera przyszedł raptownie znienacka. Tak na prawdę to nie wiem, czy taką kanapkę można nazwać burgerem, ale przyznajcie sami, że zarówno inicjatywa jak i wygląd są niecodzienne :) Pomidory faszerowane pieczarkami i koperkiem to przepyszne połączenie a w bułce w formie takiego burgera wyszło ciekawie i smacznie. Uprzedzę Wasze pytanie. Taką kanapkę da się zjeść.... przydatny okazuje się patyczek do szaszłyków a nawet i mały, jednorazowy widelczyk ;)

Składniki:
1 mniejszy pomidor
kawałek małej cebuli
kilka pieczarek
pieprz czarny, ziołowy
posiekany koperek

sałata
domowa bułka

Warzywa dokładnie myjemy. Pomidora myjemy, osuszamy, odcinamy płaskie kapelusze i wydrążam środek.
Pieczarki kroimy na mniejsze kawałki (ja pokroiłam na półplasterki a następnie jeszcze raz na pół). Następnie wrzucamy na patelnię podlaną odrobiną wody i dusimy do czasu aż zmniejszą swoją objętość. Przekładamy do miski a patelnię przecieramy ręcznikiem papierowym.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy na złoto drobno posiekaną cebulę. Dorzucamy pieczarki a po chwili posiekany miąższ z pomidorów wraz z sokiem. Smażymy do czasu aż całość zgęstnieje po czym doprawiamy do smaku.

Farszem nadziewamy wydrążone pomidory i przykrywamy górą pomidora (ja dodatkowo wbiłam patyczki do szaszłyków aby w trakcie pieczenia pomidory nie rozleciały się).
Zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 20-25 minut. Na 3-5 minut przed końcem pieczenia w piekarniku umieszczamy przeciętą na pół bułkę. Po wyjęciu z piekarnika bułkę możemy posmarować sosem, układamy sałatę, faszerowanego pomidora i przykrywamy górą bułki. Wbijamy patyczek do szaszłyków i zajadamy :)

wtorek, 11 lipca 2017

W sumie nie wiem jak nazwać tę kanapkę i czy może ona nosić miano "burgera" To był taki lunch na szybko z wykorzystania resztek z lodówki i zamrażarki w której znalazłam domowe pieczywo. Kanapkę podałam w towarzystwie surówki ze świeżych warzyw. Wyszło szybko, smacznie i prosto :)

Składniki
kawałek lasagne z selera (KLIK KLIK KLIK KLIK)
bułka
sałata plus inne warzywa

Wersja pierwsza:
Bułkę kroimy na pół. Każdą połówkę podpiekamy na suchej i mocno rozgrzanej patelni, w opiekaczu do kanapek lub w piekarniku (najlepiej sprawdza się piekarnik). Na podpieczone spody bułek układamy sałatę, następnie podgrzany kawałek warzywnej zapiekanki i ulubiona warzywa. Przykrywamy drugą przypieczoną połówką bułki, ewentualnie wbijamy patyczek do szaszłyków aby łatwiej było jeść i zjadamy ze smakiem.

Wersja druga:
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Bułkę kroimy na pół, umieszczamy na blaszce lub kratce i lekko podgrzewamy (bułka ma się zagrzać). Następnie wyjmujemy bułkę z piekarnika, na ciepłym spodzie układamy kawałek wcześniej podgrzanej warzywnej zapiekanki i przykrywamy górą bułki. Całość podpiekamy przez ok. 3-5 minut aż bułka stanie się chrupiąca. Kanapkę wyjmujemy z piekarnika, do środka wkładamy sałatę, świeże warzywa i zamykamy.


Lato.... kwitną kwiaty, słońce uśmiecha się do nas z nieba. A ja? Nadal robię to co lubię: spaceruję, jeżdżę rowerem, spędzam czas na świeżym powietrzu i czytam. Wybór lektur jest różny. Jedne są lżejsze a inne cięższe - wszystko zależy od tego na co mam ochotę. Jednocześnie pamiętam o swoim postanowieniu i powrocie do książek a także lektur szkolnych sprzed lat.
Czytam w różnych miejscach: w domu, na balkonie a czasem w ogrodzie. W tym ostatnim miejscu jest mi najtrudniej, gdyż rozprasza mnie przepiękny śpiew ptaków, ptaszek, który usiadł koło mnie na brzegu ławki, mama, która krzątając się po ogródku i pielęgnując go co do mnie powie. Uwielbiam ten ogród - moja mama również. Każdego roku, każdej wiosny i każdego lata jest inny, przepiękny - jeśli nie coraz piękniejszy. Jest w nim coś wyjątkowego i magicznego - ten klimat, nastrój... Prawdziwa magia. 



A jeśli już mowa o ogrodach, magii i tajemnicy... w ramach powrotu do klasyki literatury, postanowiłam sięgnąć po lekką lekturę w tym klimacie a mianowicie "Tajemniczy ogród" autorstwa brytyjskiej pisarki Frances Hodgson Burnett. Nie była to jedna z moich lektur szkolnych.  Jej treść znałam - z filmu, który co jakiś czas emitowali w telewizji a także samej książki, którą przeczytałam raz w życiu. Jednak było dość dawno, dlatego korzystając z wakacji i uroków "maminego" ogrodu postanowiłam odświeżyć jej treść. Chyba nie ma lepszego miejsca na czytanie niż łono natury - przyroda, śpiew ptaków, szum listków, książka i ja.... nic więcej. I chociaż czasem ciężko jest się skupić, bo to ptaszek zaśpiewa, to osa przeleci koło nosa lub inny owad usiądzie na ramieniu, to takie miejsce odpręża i relaksuje.

Nie będę streszczać książki. Wydaje mi się fabułę, przynajmniej w ogólnym zarysie, zna niemal każdy - jeśli nie z książki to tak jak ja z ekranizacji. Nie miało by to sensu. To dość lekka lektura, która nie wymaga większego skupienia - w sam raz na leniwe popołudnie, kiedy chcemy odpocząć. Książka należy do literatury klasyki dziecięcej w związku z czym można w niej znaleźć ukryte prawdy i naukę, które każdy sam musi odkryć :)
Egzemplarz, który czytałam ukazał się w ramach serii Kolorowa Klaska wyd. GREG. Już wcześniej wspominałam, że książki z tej zostały wydane z dbałością o każdy szczegół. Twarda bądź miękka kolorowa okładka i dobrej jakości papier zszywany białymi nićmi - to daje pewność, że książka przetrwa lata i nie rozleci się po pierwszym bądź drugim przeczytaniu. Dodatkowo mamy wyraźną czcionkę, która ułatwia czytanie a całość zdobią barwne ilustracje Zuzanny Orlińskiej. Tutaj szczerze przyznam, że trafiły się dwie (były rysunki postaci), które nie przypadły mi do gustu, jednak pozostałe prezentują się bardzo dobrze. Wszystkie w moim odczuciu sprawiają wrażenie jakby były rysowane ołówkową kredką. Nie są przekoloryzowane i przesycone kształtami, dzięki czemu nie rażą a cieszą oko. W takiej formie przyjemnie czyta się tę powieść a sama książka będzie ładnie prezentować się na półce. Według mnie to dobry egzemplarz dla młodszej siostry lub kuzynki, aby zachęcić ją do czytania - jednak po ładnie wydane książki sięga się częściej ^_^


najładniejsza :)
Na koniec mam dla Was małą ciekawostkę. Kiedy rozpoczynam "przygodę" z książką wcześniej lubię dowiedzieć się o niej czegoś więcej: kiedy dana powieść powstała, co było inspiracją do jej powstania itp. Buszując trochę po internecie w poszukiwaniu informacji o "Tajemniczym Ogrodzie", znalazłam wpisy mówiące o różnicach pojawiających się w polskim tłumaczeniu tej powieści. Co ciekawe pojawiających w książkach w których wykorzystano przekład tego samego tłumacza, tylko spod innego wydawnictwa (w skrócie - ten sam przekład ale inne wydawnictwo). Nie mam tutaj na myśli korekt stylistycznych, ale postać pewnego małego, skrzydlatego bohatera. W oryginale (niestety nie w tym wydaniu) jest to rudzik (robin - rudzik), natomiast w wielu poprzednich wydaniach (np. w przekładzie Jadwigi Włodarkiewiczowej i niektórych innych polskich opracowaniach) został on przekształcony w gila. Powrót do pierwotnej, zgodnej z oryginałem wersji zawdzięczamy współczesnej korekcie. Szkoda, że w tej książce o to nie zadbano  - osobiście wolę czytać książki jak najbardziej zgodne z oryginałem, chociaż i gil ma swój urok :)
Rudzik :) zdjęcie z internetu

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi