.

Kluski i pierogi

czwartek, 29 czerwca 2017

Dzisiejsze danie powstało pod wpływem chwili. Naszła mnie ochota na pierogi z... zielonym groszkiem. Jednak nie miałam czasu na przesiadywanie w kuchni i lepienie małych pierogów. Postanowiłam zrobić pierogi na raz. Na szybko przygotowałam farsz, wsypałam mąkę do miski, zagniotłam ciasto z którego zamiast uformowałam. Zamiast gotować je w wodzie, dla odmiany postanowiłam ugotować je na parze. Dłużej? Nie wydaje mi się a nawet jeśli tak jest, to i tak czas gotowania jest niewiele dłuższy niż tradycyjnych pierogów. To była improwizacja - jak się okazało udana. Dopiero po jakimś czasie przeczytałam, że podobną metodą przygotowuje się chińskie pierożki DIM SUM z tą różnicą, że do ciasta wykorzystuje się mąkę ryżową. Można powiedzieć, że moje pierogi to taka spolszczona wersja tych chińskich. ^_^

Składniki (1 porcja)
Farsz:
ok. 1/2 szklanki mrożonego zielonego groszku NIE Z PUSZKI
ew. mały ząbek czosnku i odrobina soku z cytryny (u mnie bez)
przyprawy

Mrożony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut do czasu aż zmięknie. Następnie rozgniatamy go widelcem (niezbyt dokładnie) i doprawiamy do smaku. Gdyby pasta była zbyt sucha możemy dolać odrobinę wody.

Ciasto:
niepełna szklanka mąki pełnoziarnistej
ok. 1/4-1/3 szklanki ciepłej wody
szczypta soli

Mąkę z solą przesiewamy do miski. Stopniowo wlewając wodę zaczynamy miesząc drewnianą łyżką. Kiedy składniki mniej więcej połączą się w całość zagniatamy gładkie i elastyczne ciasto jak na pierogi. Gdyby była taka potrzeba delikatnie podsypujemy mąką.

Pierogi
Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy i dzielimy na mniej więcej równie części, tyle ile ma nam wyjść pierogów. Każdą rozpłaszczamy. Na środek każdego kawałka kładziemy porcje farszu i zawijamy boki ciasta do środka w kształt sakiewki dokładnie je zlepiając.
W garnku zagotowujemy wodę. Pierożki układamy na natłuszczonym sitku do gotowania na parze (aby pierogi nie przywierały) starając się aby nie stykały się ze sobą. Przykrywamy pokrywką i gotujemy ok. 5 minut.


Książka wcale nie musi być przepastnym tomiszczem. Może być niewielka, zawierać niewiele treści, ale za to jakiej. Nie liczy się ilość a jakość - czasem w kilku słowach jest więcej piękna, mądrości i przesłania niż w kilkunastu stronach. Czasem wystarczy tak niewiele aby przekazać wszystko. Dzisiaj opowiem Wam o takiej książce a dokładnie baśni - niezwykłej i pouczającej. Jak już za pewne wiecie lubię czytać baśnie, gdyż zawierają uniwersalne prawdy, które można odnieść do każdej epoki). Kiedy w poszukiwaniu ilustrowanego Pinokia w internetowej księgarni Szymelka.pl trafiłam na dzisiejszą pozycję, wiedziałam, że to będzie piękny prezent dla bliskiej mi osoby.

"Biała księżniczka i Złoty smok" autorstwa węgierskiej pisarki Petry Finy to baśń o obdarzonej niecodzienną urodą chińskiej księżniczce Bai. Dlaczego "niecodzienną"? Bowiem księżniczka Bai ma twarz „białą jak ryżowy krochmal” i mimo, że jest niezwykle urodziwą i piękną dziewczynką, stanowi to dla niej przekleństwo. Wprawdzie na dworze chińskiego cesarza wszystkie damy bielą twarz, jednak pod warstwą pudru kryje się ich naturalna, żółta skóra. Cera Bai nie posiada żółtego odcienia - wiecznie jest idealnie blada. Ta cecha sprawia, że liczba zalotników, starających się o jej rękę z dnia na dzień maleje, aż w końcu nikt nie chce jej poślubić. Przez swój wygląd księżniczka czuje się inna i jest bardzo nieszczęśliwa. Z pomocą przychodzi jej przyjaciel - Złoty Smok, który zabiera ją długą podróż aby ta mogła odnaleźć prawdziwą miłość. Bai pokonuje długą drogę, przemierza kilka miejsc, jednak nigdzie nie jest akceptowana taka, jaką jest. I kiedy wydaje jej się, że w końcu trafiła na miłość swojego życia, jest zmuszona z niej zrezygnować. Okazuje się, że cena jaką musiałaby zapłacić za to małżeństwo, jest zbyt wysoka, bowiem księżniczka w sercu ukochanego dostrzega ciemność. Zrozpaczona Bai wraz ze Złotym Smokiem udaje się do Mistrza Smoków, gzie podejmuje decyzję, która na zawsze odmieni jej życie.

Opowieść na prawdę jest niezwykła, pouczająca i magiczna. To nie jest zwyczajna baśń o księżniczce i księciu na białym koniu. To baśń z przesłaniem - taka, która porusza wiele ważnych tematów. Pod pryzmatem białej cery księżniczki mówi o odmienności i tym jak dla wielu ważny jest wygląd - nie piękne wnętrze i czyste serce, ale to jak wygląda. To opowieść o odrzuceniu, braku akceptacji ze strony innych z powodu nawet najdrobniejszych różnic, jej potrzebie a także o skromności, osamotnieniu i poszukiwaniu sensu życia.

Na uwagę zasługuje nie tylko mądra, ciepła i niosąca niezwykle ważne przekazy treść, ale również wydanie książki. Widać, że zostało ono przygotowane z dbałością o szczegóły a wydawnictwo przyłożyło wszelkich starań aby było ono porządne i przyjemne dla oka. Twarde oprawa, niewielki rozmiar, dzięki czemu bez problemu można zabrać ja ze sobą w teren, dobrej jakości, szyty papier. W środku cudowna treść której towarzysza barwne ilustracje Mari Takács.
Na ten element zwracam szczególną uwagę i one również decydują, czy daną książkę uznam za godną polecenia, czy też nie. Często bywa tak, że nawet najpiękniejszą treść można zepsuć nieprzyjemnymi w odbiorze i niepasującymi ilustracjami. Bo przecież ilustracje stanowią nieodłączną część książki, są dopowiedzeniem opowiedzianej historii, ba... one również ją opowiadają.

Ilustracje Mari Takács są niezwykłe. Nasunęły mi na myśl obrazy malowane pędzlem i sprawiają, że nie sposób na nie nie spojrzeć a czasem oderwać od nich wzrok. Jest w nich niezwykła subtelność, niezwykłość, tajemnica.... Bardzo dobrze oddają emocje (smutek, ból, cierpienie) i każdy detal (pięknie haftowane chińskie stroje). Razem z tekstem tworzą piękną i spójną całość - historię uniwersalną i wciąż aktualną... historię o prawdziwym życiu.
To idealna książeczka na prezent dla młodszego rodzeństwa, kuzynostwa, dziecka. Ja już wiem komu ją podaruję. Nie teraz - za jakiś czas, kiedy ten mały szkrab podrośnie na tyle, że będzie w stanie zrozumieć naukę zawartą w tej opowieści.
~~~~~~~~~~~~
Tytuł:
"Biała księżniczka i Złoty smok"
Tekst: Petra Finy
Ilustracje: Mari Takacs
Wydawnictwo: Namas, Poznań 2011
Okładka: twarda
Liczba stron: 22


czwartek, 02 lutego 2017

Jako dziecko bardzo lubiłam pierogi z serem i ziemniakami oraz, które przygotowywała moja mama. Były to nie liczne z bezmięsnych dań jakie pojawiały się u nas w domu: pierogi częściej, kopytka o wiele rzadziej. Pamiętam, że z siostrą organizowałyśmy zawody kto zje więcej pierogów i moja młodsza siostra zawsze wygrywała ;)
Pomimo tego, że obecnie nie przepadam za daniami mącznymi, gdyż zdecydowanie wolę kasze, czasem mam na nie ochotę. Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam nieco zdrowszą i zweganizowaną wersję znanych i lubianych (może nie przez wszystkich) kopytek. Wbrew temu co niektórym może się wydawać do ich przygotowania wcale nie trzeba jajek ;)

Składniki:
ok. 500g ugotowanych ziemniaków
*ok. 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
szczypta soli

*w zależności od typu ziemniaków mąki dodamy więcej lub mniej. Jeśli dodamy za dużo mąki kopytka wyjdą twarde, gumowate i będą przypominać zwykłe kluski. Chodzi o to by ciasto nie kleiło się do rąk.

Ugotowane ziemniaki ugniatamy tłuczkiem/praską, dodajemy pozostałe składniki i dokładnie zagniatamy gładkie ciasto (w razie potrzeby można dosypać mąki). Ciasto tylko lekko może lepić się do rąk - po rozwałkowaniu wałeczka na podsypanej mąką stolnicy, bez problemu będziemy mogli pokroić je ostrym nożem.
Ciasto dzielimy na dwie części z których rolujemy wałeczki, lekko spłaszczamy a następnie kroimy na skos na kształt rombu.
W dużym garnku zagotowujemy wodę. Na wrzątek wrzucamy partiami kopytka i zmniejszamy ogień. Gotujemy do wypłynięcia na powierzchnię lub nieco dłużej gdyby kopytka okazały się surowe. Należy jednak uważać, gdyż łatwo je rozgotować. Podajemy z ulubionymi dodatkami.

sobota, 12 listopada 2016

Jako dziecko bardzo lubiłam pierogi z ziemniakami i twarogiem, które przygotowywała moja mama. Nie przeszkadzało mi nawet to, że na stole pojawiały się dość często, gdyż było to jedno z nielicznych wegetariańskich dań jakie przygotowywała moja mama. Pamiętam jak z siostrą organizowałyśmy zawody w jedzeniu pierogów i tym kto zje więcej. Na Święta zawsze gościły u nas pierogi z kapustą kiszoną i grzybami (za którymi nie przepadałam) a kiedy skończyłam gimnazjum te z kaszą gryczaną i twarogiem. Od jakiegoś roku, może dwóch lat pierogi i inne dania mączne rzadko goszczą na moim talerzu. Nie żebym ich nie lubiła bo jeśli mi posmakują to zjem z przyjemnością, ale zdecydowanie wolę kasze niż wszelkie dania mączne. Mimo tego tydzień temu w piątek mniej więcej o 16 naszedł mnie kaprys aby ulepić sobie pierogi (w końcu trzeba mieć coś w zamrażarce na czarną godzinę no i pierogi na śniadanie to super sprawa :D) Jako farsz wybrałam czerwoną soczewicę, marchew oraz pietruszkę, czyli tradycyjne połączenie które wykorzystuje do wege kotlecików a także pasztetu z soczewicy ;) Połączenie u mnie domu lubiane, więc i pierogi musiały wyjść smaczne :)

Ciasto (ok. 32 małych pierogów)
* 260g mąki pszennej pełnoziarnistej
ok. 3/4 szklanki ciepłej wody
1/2 łyżeczki soli

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy. Powoli wlewając wodę zaczynamy mieszać ciasto łyżką, potem zagniatamy rękoma gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto wyrabiamy przez kilka minut.

*Nie mylić z razową. Mąka razowa jest grubiej mielona i ciasto z niej wykonane automatycznie jest sztywniejsze i nie uzyskamy elastyczności.


Farsz:
2/3 szklanki czerwonej soczewicy (ok. 120g)
1 cebula
1 średnia pietruszka
1 mniejsza marchewka
koncentrat pomidorowy do smaku
natka pietruszki (1-2 łyżki)
pieprz czarny, ziołowy, cayenne
ew. 1-2 ząbki czosnku

Soczewicę płuczemy i gotujemy na gęsto zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ważne aby dokładnie odparować soczewicę - jeśli jest taka potrzeba odsączamy ją na sicie. Osobiście wolę gotować ją w mniejszej ilości płynu i w trakcie gotowania ewentualnie stopniowo go dolewać - wówczas mam pewność, że soczewica nie będzie wodnista.

Warzywa myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Cebulę drobno siekamy i przesmażamy na rozgrzanym oleju. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy starte warzywa oraz ew. przeciśnięty przez praskę czosnek. Przesmażamy przez chwilę po czym podlewamy odrobiną wody i dusimy do miękkości oraz całkowitego odparowania płynu. Pod koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki - w razie potrzeby dokładnie odsączamy na sicie. Warzywa łączymy z jeszcze ciepłą soczewicą, mieszamy po czym dodajemy koncentrat pomidorowy i doprawiamy do smaku. Odstawiamy do ostygnięcia.

Pierogi
Ciasto najlepiej przygotować kiedy mamy już zrobiony farsz.

Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy. Rozwałkowujemy na grubość ok 2-3 mm i przy pomocy szklanki wycinamy kółka. Na środku każdego wykładamy porcję farszu, składamy na pół i dokładnie zlepiamy brzegi formując pieroga. Gotowe pierogi przed ugotowaniem układamy na czystej bawełnianej ściereczce.

Surowe pierogi delikatnie wrzucamy partiami do osolonej, gotującej się wody. Delikatnie mieszamy drewnianą łyżką aby nie przywarły do dna garnka. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia na powierzchnie co jakiś czas mieszając aby nie przywarły do dna garnka.

UWAGI
Pierogi można zamrozić. Ja zazwyczaj wrzucam je na kilka sekund do wrzątku aby sparzyć ciasto. Następnie odcedzam je, przepłukuje zimną wodą aby zatrzymać proces gotowania ciasta i układam na ściereczce. Pierogi po ostygnięciu i wysuszeniu, układam na półeczce w zamrażarce i mrożę. Zamrożone pierogi przekładam do woreczka.


 
1 , 2 , 3

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi