.

Pieczywo

poniedziałek, 03 września 2018

Bez zbędnych wstępów zapraszam na świeże i pachnące bułeczki z chrupiącym akcentem w postaci orzechów włoskich.

Składniki (7-8 bułek)
Zaczyn poolish
5g świeżych drożdży
200g mąki pszennej pełnoziarnistej
200ml ciepłej wody

Drożdże rozpuszczamy w wodzie, następnie dodajemy mąkę i mieszamy na gładkie, gęste ciasto. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do przefermentowania na 12-16 godzin w temp. pokojowej (lub na całą noc)

Ciasto:
100g mąki pszenne pełnoziarnistej
200g mąki pszennej typ 650
10g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli
ok. 160 ml letniej wody

Dodatkowo:
szklanka posiekanych orzechów włoskich (ok. 100-120g)

W misce umieszczamy obie mąki, sól, cały zaczyn oraz pokruszone drożdże. Mieszamy, po czym wlewamy wodę i zagniatamy jednolite ciasto w trakcie dosypując posiekane orzechy włoskie (wyrabianie nie jest łatwe i trochę potrwa, dlatego możecie zrobić to mikserem z hakiem o dużej mocy. Najpierw przez 3 minuty na najniższej prędkości. Następnie mieszamy jeszcze 3-3,5 minuty na średniej prędkości).

Całość wyrabiamy do czasu aż ciasto będzie gładkie, nieco luźne, elastyczne i lepkie. W razie potrzeby zanurzamy rękę w mące ale NIE PODSYPUJEMY ZA DUŻO.
 Formujemy kulę i odstawiamy pod przykryciem na 2 godziny w ciągu tego czasu składając ciasto 2-kronie (po godzinie wyrastania ciasto rozpłaszczamy na lekko oprószonej mąką stolnicy na kształt prostokąta. Następnie składamy tak jak kopertę, tzn. najpierw lewy bok do środka na 2/3 długości placka, lekko przygniatamy. Następnie przykrywamy go prawym bokiem ciasta i lekko przygniatamy. W ten sam sposób zagniatamy krótsze boki, formujemy kulę i przekładamy ciasto do miski. Pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut, ponownie składamy i zostawiamy na kolejne 30 minut KLIK )

Po tym czasie ciasto dzielimy na 7 części (po ok. 130g każda) z których formujemy kule, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy na 10-15 minut by ciasto odpoczęło. Z każdego kawałka formujemy bułki, które układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia obsypanym mąką. Następnie przykrywamy je ściereczką i odstawiamy na ok. 60 minut aż podwoją swoją objętość..
Pieczemy w 180 stopniach przez ok. 25 minut na złoty kolor. Studzimy na kratce
Smacznego

 

"— Obawiam się, Jętko, że już się więcej nie zobaczymy.
— A dlaczego? Ja się przecież nigdzie nie wybieram."

  W pogoni za życiem to książka autorstwa Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak, która ukazała się nakładem wydawnictwa Ezop. Książka, która mimo iż na pierwszy rzut kolorowa i wesoła do końca taka nie jest. Książka trudna i która porusza ważne tematy.

  Pewnego słonecznego poranka w nowojorskim parku na świat przychodzi jętka. Nie zna pojęcia śmierci i nie zna istoty życia. Wszystko ją zachwyca. Prostuje skrzydełka i nie wie co dalej ma robić. Wtedy nawiązuje znajomość z pewną muchą - Łucją, która dobrze zna Nowy Jork. Mimo iż ma wiele spraw na głowie postanawia poświęcić jętce swój czas. To wszystko ze współczucia. Bowiem jętki to stworzenia, które żyją tylko jeden dzień, od wschodu do zachodu słońca.
 
  Łucja razem z Jętką wybierają się na wycieczkę po Nowym Jorku. Najpierw oglądają miasto spomiędzy nóg ludzi a potem z wysoka. Zaglądają do biblioteki, parku, zoo i teatru. Posilają się w restauracji, płyną promem, skaczą na bungee, oglądają wyścigi konne i podziwiają statuę wolności...  Starają się w pełni wykorzystać każdą sekundę, zobaczyć i zrobić jak najwięcej zanim słońce schowa się za horyzont. Sprawić by ten dzień był dla Jętki wyjątkowy - bo nie będzie ona miała ich więcej.

  Wiele osób być może powie, że jest to opowieść o niczym. O tym, że życie szybko przemija, nic dobrego nam nie oferuje i trzeba śpieszyć się nim przeminie. Jednak kiedy spojrzymy nieco głębiej dostrzeżemy, że Przemysław Wechterowicz wraz z Emilią Dziubak stworzyli nietypową historię o śmierci i przemijaniu.
  Pan Przemysław krótkimi zdaniami, w prosty sposób opowiada o tym co ważne i nieuniknione. O tym o czym nie wiemy jak mówić, czasem nie chcemy lub się boimy. O tym o czym ciężko jest mówić i wytłumaczyć, zwłaszcza dzieciom.
  Jednak Wechterowicz się tego podjął. Na swój sposób stara się wytłumaczyć, wyjaśnić na czym polegają i jaki jest ich sens. Jest oszczędny w słowach, nie komplikuje, nie moralizuje i nie poucza. Opowiada a to czego nie pisze dopowiadają ilustracje Emili Dziubak- głębokie i refleksyjne.

   Ten duet nie tylko mówi o śmierci i przemijaniu, ale również przyjaźni (Jętka zaprzyjaźniła się z Łucją). Snuje refleksję nad ulotnością życia i zwraca uwagę na to, że warto cieszyć się każdą chwilą. Zatrzymać się, odetchnąć, rozejrzeć dookoła siebie. Podziękować za to co mamy i co nas otacza. Być za to wdzięcznym i doceniać. Przecież życie oferuje nam wiele wspaniałości, tylko człowiek tego nie dostrzega i nie docenia. Nie widzi ile dobrego otrzymuje każdego dnia, nie korzysta z tych wszystkich dobroci...
  A warto doceniać i cieszyć się nimi, bo życie jednocześnie jest ulotne i szybko przemija. Ucieknie miedzy naszymi palcami nim się obejrzymy. Niby banalne ale prawdziwe i jeśli zatrzymamy się przy tym na dłużej głębokie.

  I tak zastanawiam się dla kogo w rzeczywistości była pisana ta opowieść. Czy rzeczywiście dla dzieci? A jeśli tak to w jakim wieku? Bo czy słowa "dzień się skończy, a ty umrzesz" nie wzbudzą w dziecku lęku? Obawy, że ono również umrze z końcem dnia? Przecież nie każde dziecko dziecko zrozumie tę metaforę. Z drugiej strony skłania ona do rozmów na ten temat, do wyjaśniania.
  A może książka powstała z myślą o nas - dorosłych?
  A może jest uniwersalna?
  Przecież przesłanie aby doceniać życie, cieszyć się nim i korzystać z każdej jego sekundy dotyczy każdego z nas. A tytułowa pogoń za życiem zdarza się nie tylko jętkom.
   Chyba ta ostatnia wersja jest najbardziej zbliżona prawdzie.

" Cóż znaczy: dziś? - przypatrz się jętce.
Świt jej dał życie, a zmrok wieczora
Już obwieszcza: że jej umrzeć pora.
Dziś jest tylko błyskiem w życia chętce."

Autor: Przemysław Wechterowicz | Ilustracje: Emilia Dziubak | Wydawnictwo: Ezop | Ilość stron: | Okładka: Twarda

piątek, 27 lipca 2018

 Bułeczki z tego przepisu piekłam bardzo dawno. Ciasto nie należy do zbyt przyjemnych w wyrabianiu, gdyż dość długo się lepi i potrzeba zarówno cierpliwości jak i czasu aby zaczęło odchodzić od ręki. Jednak aromat i smak upieczonych już bułeczek wynagradza całą pracę, którą włożyliśmy w ich przygotowanie. Mięciutkie i puszyste w środku z chrupiącą, przypieczoną skórką... wspaniałe i niezwykłe zwłaszcza kiedy marchew pochodzi z domowego ogródka ;)

Inspiracja
Składniki:
450g mąki pszennej
50g płatków owsianych
10g świeżych drożdży
1/2-1łyżeczka soli
100g obranej i startej marchewki na tarce o średnich oczkach (boczna strona tarki)
ok. 300 ml letniej wody
ulubione ziarna

Z drożdży, łyżki wody i odrobiny wody robimy rozczyn o konsystencji gęstej śmietany i odstawiamy do wyrośnięcia.
Mąkę z solą przesiewamy do miski, dodajemy płatki owsiane, mieszamy. Dodajemy wyrośnięty rozczyn - ponownie mieszamy. Stopniowo wlewając wodę zaczynamy wyrabiać gładkie, elastyczne, lekko lepiące ciasto. Polecam aby na początku robić to łyżką a kiedy składniki się połączą dłonią. Jeśli macie mikser o odpowiedniej mocy, możecie to ciasto wyrobić końcówkami do ciasta drożdżowego.
 Wyrobione ciasto zostawiamy pod przykryciem i w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (na ok. 1 godzinę).
Po tym czasie wyrabiamy przez chwilę, dzielimy na 8 części i formujemy bułeczki. Bułeczki układamy na natłuszczonej blaszy do pieczenia, delikatnie zwilżamy wodą i posypujemy ziarnami. Odstawiamy do napuszenia. Pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut na zloty kolor.

UWAGI
Ciasto nie jest zbyt przyjemne w wyrabianiu - początkowo i dość długo jest klejące. Z kolei upieczone bułeczki są mięciutkie z chrupiącą skórką.

 Niedawno opowiadałam Wam o króliku Piotrusiu Beatrix Potter a dzisiaj poznacie Beniamina Kicusia - królika. Jego przygody opisano w   opowiadaniach umieszczonych w starannie wydanym zbiorze pt "Beniamin Kicuś i inne historyjki". To nowość w zbiorach bajek dla dzieci.

  Beniamin Kicuś (Benjamin Bunny) to książka dla dzieci po raz pierwszy wydana we wrześniu 1904 roku będąca kontynuacją Opowieści o Króliku Piotrusiu (1902).
   Jej treść opowiada o tym jak Piotruś wraz z kuzynem Benjaminem powraca do ogrodu pana McGregora, aby odzyskać ubrania, które zgubił podczas swojej poprzedniej przygody.
  Dodatkowo mamy tutaj pięć innych historyjek między innymi o Kocurku Tomaszu a także Kaczce Hildze. Każda z historyjek jest opatrzona wstępem w którym poznamy historię powstania danej opowiastki.
  Jeśli jesteście ciekawi, czy mu się to uda i jakie nowe przygody, wyzwania a także niespodzianki czekały na naszych bohaterów, koniecznie musicie przeczytać te historyjki :)

  Język opowiastek jest bardzo prosty i zrozumiały. Jednak nie ma co się dziwić, wszkże historyjki powstawały z myślą o najmłodszych. Mimo tego posiadają w sobie coś "niezwykłego - jakąś magię, urok i czar, że radość z ich czytania i podziwiania czerpią również dorośli. I to nie tylko zasługa przeuroczych zwierzęcych bohaterów (wszakże zwierzęta lubią chyba wszyscy)i ładnych ilustracji ale ogółu.

  Opowiastki te nie tylko bawią ale również uczą i przekazują cenne wartości. A przecież takie książki są najcenniejsze. To pokazywania świata, wyjaśnianie jego reguł i tego jak działa poprzez zabawę i dobrą rozrywkę.
  Tutaj autorka między innymi pokazuje, że świat zwierząt (królików) jest równoległy do świata ludzi. Mimo iż to dwa różne światy uzupełniają się i mogą żyć one ze sobą w harmonii i zgodzie. Ponadto uwrażliwia czytelników na piękno otaczającego świata - na roślinki, zwierzęta... A to zaledwie namiastka tego co dzieci wyniosą z tej książki:)

UWAGA
 Ilustracje w książce nie są oryginalnymi ilustracjami autorki a zostały wykonane na podstawie jej rysunków (Studio ScarletD Solution). Mimo tego według mnie są ładne i uzupełniają treść opowieści. Jednak nie będę ukrywa, że zdecydowanie wolę pierwowzory a także przekład Małgorzaty Musierowicz. Z drugiej strony za cenę 15-20zł (okładkowa) nie ma co narzekać - nawet nie wypada ;)

Tytuł:  Beniamin Kicuś i inne historyjki | Autor: Beatrix Potter | Przekład: Agnieszka Płudowska | Wydawnictwo: Olesiejuk | Okładka: Twarda | Ilość stron: 272

środa, 25 lipca 2018

Sezon na wiśnie trwa a to dobra okazja aby nie tylko zamrozić i wykorzystać te pyszne owoce  w przetworach (konfitury oraz do słoików) ale również wypiekach. Może to być kruche ciasto z wiśniami, sernik (polecam ten królewski), fale dunaju, ciasto czarny las... Wasze ulubione. Mogą być również bułeczki/drożdżówki - idealne na pierwsze i drugie śniadanie, deser, podwieczorek, kolację.... na każdą okazję :)

Te pieczone z myślą i dla Taty - w wersji wegańskiej. Tata był zaskoczony, że bez mleka i jajek mogą wyjść tak puszyste i smaczne (tak jak faktem, że smakuje mu mus jabłkowy bez cukru "Jak to bez cukru? Naprawdę?") Sekretem jest dobrze wyrobione ciasto - elastyczne, nieco luźne a nawet minimalnie lepkie. Nie może być twarde, zbite i suche. Dodatkowo trzeba je dobrze napowietrzyć, dodać szczyptę miłości i nutkę cierpliwości. I puszyste bułeczki gotowe :)

Składniki (12-14 sztuk)
300g mąki pszennej typ 650
300g mąki pszennej pełnoziarnistej
20g świeżych drożdży
ok. 300-400 ml ciepłej wody lub napoju roślinnego
3 łyżki cukru
szczypta soli
ew. 40g ml oleju rzepakowego

dodatkowo:
drylowane wiśnie
karmelowe masło orzechowe+ewentualnie kakao lub czekolada (u mnie Orzechownia)

*nie odmierzałam płynu dokładnie. Jego ilość zależy również od stopnia wilgotności mąki na który wpływ ma jej przechowywanie. Być może będzie trzeba dodać go trochę mniej lub więcej. Ciasto musi być gładkie, elastyczne i nieco luźne. Ze względu na dodatek mąki pełnoziarnistej pozostanie lekko lepkie ale nie oblepi palców.


Drożdże rozpuszczamy w odrobinie wody z łyżką cukru. Dodajemy tyle mąki by uzyskań konsystencję gęstej śmietany i odstawiamy na kilka minut do wyrośnięcia.

Mąki przesypujemy do miski, dodajemy wyrośnięty rozczyn, sól oraz cukier. Powoli wlewając wodę zaczynamy wyrabiać gładkie, elastyczne, nieco luźne ciasto pod koniec dodając olej. Wyrabiamy przez ok. 10 minut do czasu aż przestanie lepić się do rąk i miski a także by wpompować w nie jak najwięcej powietrza (bułeczki będą wówczas delikatne i puszyste). Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia swojej objętości.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószony mąką blat stolnicy i dzielimy na równe części. Każdą kulkę spłaszczamy i kładziemy na jej środku porcję karmelowego masła orzechowego (można połączyć z kakao lub położyć kostkę czekolady) oraz kilka wiśni. Brzegi ciasta zwijamy do środka, tak by przykryć nadzienie i zlepiamy.

Bułeczki układamy na wyłożoną pergaminem i natłuszczoną blachę do pieczenia, w taki sposób by złączeniem leżały ku dołowi. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia na 30 minut.

Napuszone bułeczki smarujemy wodą następnie wstawiamy do ZIMNEGO PIEKARNIKA nastawionego na 180 stopni (grzanie góra,dół bez termoobiegu). Pieczemy ok. 30 minut na złoty kolor.
Smacznego

  Beatrix Potter angielska pisarka, którą dzieci pokochały za urocze, przepięknie ilustrowane opowiastki o zwierzątkach. Pamiętam, że kiedy byłam mała wypożyczałam książeczki Jej autorstwa. Nie ze względu na treść a ilustracje, które zachwycały mnie swoją formą - tym jak wyglądały. Mimo iż upłynęło już tyle lat a ja lata dziecięce już dawno mam za sobą, ilustracje  nadal urzekają.

  Króliczek Piotruś i inne historyjki to nowość wydawnicza w zbiorach bajek dla dzieci ale nie nowość na rynku. Historyjkę z jego udziałem autorka po raz pierwszy opisała w swoim ilustrowanym liście w 1893 roku adresowanym do synka byłej guwernantki. Oficjalnie pojawił się w Piotrusiu Króliku (The Tale of Peter Rabbit) w 1902 (polskie wydanie 1991) i szybko został okrzyknięty bestsellerem.
  Książka została przetłumaczona na 36 języków i sprzedana w 45 milionach egzemplarzy. Do dziś jest jedną z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów.

  Oprócz historyjki o tytułowym Króliku Piotrusiu znajdziemy pięć innych historyjek między innymi o Wiewiórce Chrupuś. Każda opatrzona wstępem w którym poznamy historię powstania danej opowiastki.
  Historyjki Beatrx Potter nie tylko bawią, ale również uczą. Uczą tego, że należy słuchać starszych, że dobre czyny zostają wynagrodzone, pozory mogą mylić i to co na pierwszy rzut oka ciekawa, nie zawsze jest bezpieczne... i tego jest o wiele więcej. Ponadto rozbudzają wrażliwość na otaczający nas świat i przyrodę - wszakże bohaterami tych opowieści są zwierzęta, które dzieci kochają i które kochają również dorośli.

  Ciężko pisać o tej książce nie zdarzając treści. Po nią trzeba samemu sięgnąć, przeczytać, podziwiać ilustracje. Pozwolić na to by do głosu doszło nasze wewnętrzne dziecko. Dać się ponieść wyobraźni, poczuć dziecięcą radość i szczęście :)

UWAGA
 Ilustracje w książce nie są oryginalnymi ilustracjami autorki a zostały wykonane na podstawie jej rysunków (Studio ScarletD Solution). Mimo tego według mnie są ładne i uzupełniają treść opowieści. Jednak nie będę ukrywa, że zdecydowanie wolę pierwowzory a także przekład Małgorzaty Musierowicz. Z drugiej strony za cenę 15-20zł (okładkowa) nie ma co narzekać - nawet nie wypada ;)

Tytuł: Króliczek Piotruś i inne historyjki | Autor: Beatrix Potter | Wydawnictwo: Olesiejuk | Okładka: Twarda | Ilość stron: 272

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny