.

Pieczywo

wtorek, 22 stycznia 2019

Wygrzebałam stary przepis na chleb, który wyszedł z domowej piekarni upieczony na prośbę mamy. Przygotowany z mieszanki różnych mąk z dodatkiem ziaren pachnie i smakuje wyśmienicie - idealnie na pierwsze i drugie śniadanie a także na kolację :)

Składniki
150g mąki pszennej pełnoziarnistej (u mnie Basia)
100g mąki żytniej typ 720
250g mąki pszennej typ 650
3 kopiaste łyżeczki słonecznika wymieszanego z siemieniem lnianym
1-2 łyżeczki soli
15g świeżych drożdży
270-300 ml ciepłej wody

Z drożdży, łyżki mąki oraz odrobiny wody robimy rozczyn, który odstawiamy do wyrośnięcia. Następnie łączymy go z pozostałą mąką, ziarnami oraz solą. Stopniowo wlewając wodę zaczynamy wyrabiać gładkie i elastyczne ciasto. Wyrabiamy przez ok. 5 minut, następnie przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia. Kiedy ciasto podwoi swoją objętość przekładamy je do natłuszczonej keksówki i wstawiamy do ZIMNEGO PIEKARNIKA nastawionego na 180 (bez termoobiegu). Pieczemy ok. 40-50 minut do uzyskania brązowej, chrupiącej skórki, jednak trzeba to sprawdzać bo każdy piekarnik jest inny. Studzimy na kratce.

UWAGI!
1.Kiedy mam świeże drożdże (mają miękką, lekko klejącą konsystencje i różowo-brązowy wygląd, po przełamaniu odchodzą od siebie płatkami i ładnie pachną. Stare drożdże są twarde, wyschnięte i spękane. Mają zielonkawy odcień a nawet są miejscami sczerniałe i nie nadają się do użycia) nie przygotowuje rozczynu, tylko kruszę je do mąki, dodaje pozostałe składniki i wyrabiam ciasto. Pieczywo zawsze wyrasta i wychodzi smaczne :)
2.Świeżość drożdży można rozpoznać po zapachu lub odrobinę wrzucić do wody. Jeśli szybko wypłyną to znaczy że są dobre a jeśli utoną nie używaj ich.

  "Dziewczynka, która wypiła księżyc" do książka o której swego czasu było dość głośno. Głośno i to pozytywnie. Na początku nie miałam zamiaru po nią sięgać, jednak potem pomyślałam, że jeśli będzie okazja to przeczytam ją aby poznać jej "fenomen". Pewnego dnia taka okazja nadarzyła się.

  Krótko o fabule
  Mieszkańcy Protektoratu od wieków wierzą, że otaczający ich las zamieszkuje okrutna wiedźma. Aby nie wzbudzać jej złości co roku składają jej w ofierze najmłodszą osobę w osadzie. Pozostawiając w lesie niemowlę, liczą że ta ofiara zapewni im bezpieczeństwo a także dobrobyt. Jednak Czarownica nie jest zła za jaką uważają ją ludzie. Nie zabija niemowląt a ratuje im życie, oddając na wychowanie ludziom po drugiej stronie lasów. Pewnego dnia trafia do niej dziewczynka, która wypiwszy blask księżyca zyskuje niewyobrażalną moc...

 Co o tym myślę
  Do lektury książki przystąpiłam bez jakichkolwiek emocji. I słusznie. Zauważyłam, że wiele osób chwaliło tę powieść za jej klimat, fabułę, pomysł i tak dalej. Będę szczera - osobiście nie dostrzegam w tym wszystkim nic szczególnego. Pomysł jakich wiele, ale upodobania są różne. Tak czy owak historia mnie nie wciągnęła i nie zaciekawiła. Zamiast pozytywnych emocji przyniosła znużenie i irytacje.

  Język zamiast baśniowy wydał mi się sztuczny i drętwy - brakowało w nim lekkości. W trakcie lektury "nie płynęłam" z prądem a pod prąd i to jeszcze z co chwilę rzucanymi kłodami. Do pakietu dostałam "drętwość", nudną fabułę jak również nieciekawych i w zasadzie nijakich bohaterów - takich płaskich o których się zapomina.
  Historia nieciekawa i nieciekawie poprowadzona, która sprawia, że człowiek zaczyna ziewać i po chwili usypia ze znużenia. Jeśli tak będą wyglądać "współczesne" baśnie to ja dziękuję - nie sięgnę po żadną powieść okrzykniętą mianem baśni. Pozostanę przy klasykach i rodzimych tradycjach. Przy tej książce w ogóle nie poczułam jakbym czytała baśń lub chociaż jej namiastkę (wiem co mówię - mam jakieś doświadczenie z tym gatunkiem)

  Jednak aby nie było, że tylko i wyłącznie krytykuje. W książce dostrzegłam również pewne zalety - zawsze staram się je dostrzec.
  Powieść pokazuje jak krzywdzący może być dla kogoś niewłaściwy osąd oparty na plotkach, czy też stereotypach. Nie zawsze to co mówią inni jest prawdą i nie należy tymi pogłoskami kierować się w życiu. Jeśli czegoś nie znamy, to poznajmy to nim wydamy opinie. Pozory często mylą. W przypadku tej książki również. Nie gwarantuje, że każdy komu okładka książki wyda się baśniowa, ten baśniowy klimat tutaj odnajdzie. I odwrotnie. To samo dotyczy fabuły. Może Ktoś do niej uprzedzony, zostanie miło zaskoczony?

  W moim odczuciu "Dziewczynka, która wypiła księżyc" to kolejny sztucznie wykreowany bestseller. Pomysł może wydawać się ciekawy, jednak dla mnie był oklepany - przerost formy nad treścią, wiele szumu o nic. Baśnie uwielbiam, ale w tej powieści nie odnalazłam nawet krzty z tego gatunku. No może z wyjątkiem jednego - usypia... jak to baśń z tą różnicą, że nie z chęci przeniesienia się do baśniowego świata a ze zmęczenia. Cieszę się, że nie miałam do niej żadnych oczekiwań - uniknęłam rozczarowania.

 Wyróżniłam jeszcze jeden cytat, który mimo wszystko mnie urzekł
 "Nawet jeśli czegoś nie widzisz, nie znaczy to jeszcze, że nie istnieje. Wiele większych cudów tego świata pozostaje niewidzialnych dla oka. Ufając w rzeczy niewidzialne, sprawiasz, że stają się jeszcze bardziej potężne i cudowne."

Tytuł:  Dziewczynka, która wypiła księżyc | Autor: Kelly Barnhill | Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie | Okładka: twarda | Stron: 336

poniedziałek, 03 września 2018

Bez zbędnych wstępów zapraszam na świeże i pachnące bułeczki z chrupiącym akcentem w postaci orzechów włoskich.

Składniki (7-8 bułek)
Zaczyn poolish
5g świeżych drożdży
200g mąki pszennej pełnoziarnistej
200ml ciepłej wody

Drożdże rozpuszczamy w wodzie, następnie dodajemy mąkę i mieszamy na gładkie, gęste ciasto. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do przefermentowania na 12-16 godzin w temp. pokojowej (lub na całą noc)

Ciasto:
100g mąki pszenne pełnoziarnistej
200g mąki pszennej typ 650
10g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli
ok. 160 ml letniej wody

Dodatkowo:
szklanka posiekanych orzechów włoskich (ok. 100-120g)

W misce umieszczamy obie mąki, sól, cały zaczyn oraz pokruszone drożdże. Mieszamy, po czym wlewamy wodę i zagniatamy jednolite ciasto w trakcie dosypując posiekane orzechy włoskie (wyrabianie nie jest łatwe i trochę potrwa, dlatego możecie zrobić to mikserem z hakiem o dużej mocy. Najpierw przez 3 minuty na najniższej prędkości. Następnie mieszamy jeszcze 3-3,5 minuty na średniej prędkości).

Całość wyrabiamy do czasu aż ciasto będzie gładkie, nieco luźne, elastyczne i lepkie. W razie potrzeby zanurzamy rękę w mące ale NIE PODSYPUJEMY ZA DUŻO.
 Formujemy kulę i odstawiamy pod przykryciem na 2 godziny w ciągu tego czasu składając ciasto 2-kronie (po godzinie wyrastania ciasto rozpłaszczamy na lekko oprószonej mąką stolnicy na kształt prostokąta. Następnie składamy tak jak kopertę, tzn. najpierw lewy bok do środka na 2/3 długości placka, lekko przygniatamy. Następnie przykrywamy go prawym bokiem ciasta i lekko przygniatamy. W ten sam sposób zagniatamy krótsze boki, formujemy kulę i przekładamy ciasto do miski. Pozostawiamy do wyrośnięcia na 30 minut, ponownie składamy i zostawiamy na kolejne 30 minut KLIK )

Po tym czasie ciasto dzielimy na 7 części (po ok. 130g każda) z których formujemy kule, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy na 10-15 minut by ciasto odpoczęło. Z każdego kawałka formujemy bułki, które układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia obsypanym mąką. Następnie przykrywamy je ściereczką i odstawiamy na ok. 60 minut aż podwoją swoją objętość..
Pieczemy w 180 stopniach przez ok. 25 minut na złoty kolor. Studzimy na kratce
Smacznego

 

"— Obawiam się, Jętko, że już się więcej nie zobaczymy.
— A dlaczego? Ja się przecież nigdzie nie wybieram."

  W pogoni za życiem to książka autorstwa Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak, która ukazała się nakładem wydawnictwa Ezop. Książka, która mimo iż na pierwszy rzut kolorowa i wesoła do końca taka nie jest. Książka trudna i która porusza ważne tematy.

  Pewnego słonecznego poranka w nowojorskim parku na świat przychodzi jętka. Nie zna pojęcia śmierci i nie zna istoty życia. Wszystko ją zachwyca. Prostuje skrzydełka i nie wie co dalej ma robić. Wtedy nawiązuje znajomość z pewną muchą - Łucją, która dobrze zna Nowy Jork. Mimo iż ma wiele spraw na głowie postanawia poświęcić jętce swój czas. To wszystko ze współczucia. Bowiem jętki to stworzenia, które żyją tylko jeden dzień, od wschodu do zachodu słońca.
 
  Łucja razem z Jętką wybierają się na wycieczkę po Nowym Jorku. Najpierw oglądają miasto spomiędzy nóg ludzi a potem z wysoka. Zaglądają do biblioteki, parku, zoo i teatru. Posilają się w restauracji, płyną promem, skaczą na bungee, oglądają wyścigi konne i podziwiają statuę wolności...  Starają się w pełni wykorzystać każdą sekundę, zobaczyć i zrobić jak najwięcej zanim słońce schowa się za horyzont. Sprawić by ten dzień był dla Jętki wyjątkowy - bo nie będzie ona miała ich więcej.

  Wiele osób być może powie, że jest to opowieść o niczym. O tym, że życie szybko przemija, nic dobrego nam nie oferuje i trzeba śpieszyć się nim przeminie. Jednak kiedy spojrzymy nieco głębiej dostrzeżemy, że Przemysław Wechterowicz wraz z Emilią Dziubak stworzyli nietypową historię o śmierci i przemijaniu.
  Pan Przemysław krótkimi zdaniami, w prosty sposób opowiada o tym co ważne i nieuniknione. O tym o czym nie wiemy jak mówić, czasem nie chcemy lub się boimy. O tym o czym ciężko jest mówić i wytłumaczyć, zwłaszcza dzieciom.
  Jednak Wechterowicz się tego podjął. Na swój sposób stara się wytłumaczyć, wyjaśnić na czym polegają i jaki jest ich sens. Jest oszczędny w słowach, nie komplikuje, nie moralizuje i nie poucza. Opowiada a to czego nie pisze dopowiadają ilustracje Emili Dziubak- głębokie i refleksyjne.

   Ten duet nie tylko mówi o śmierci i przemijaniu, ale również przyjaźni (Jętka zaprzyjaźniła się z Łucją). Snuje refleksję nad ulotnością życia i zwraca uwagę na to, że warto cieszyć się każdą chwilą. Zatrzymać się, odetchnąć, rozejrzeć dookoła siebie. Podziękować za to co mamy i co nas otacza. Być za to wdzięcznym i doceniać. Przecież życie oferuje nam wiele wspaniałości, tylko człowiek tego nie dostrzega i nie docenia. Nie widzi ile dobrego otrzymuje każdego dnia, nie korzysta z tych wszystkich dobroci...
  A warto doceniać i cieszyć się nimi, bo życie jednocześnie jest ulotne i szybko przemija. Ucieknie miedzy naszymi palcami nim się obejrzymy. Niby banalne ale prawdziwe i jeśli zatrzymamy się przy tym na dłużej głębokie.

  I tak zastanawiam się dla kogo w rzeczywistości była pisana ta opowieść. Czy rzeczywiście dla dzieci? A jeśli tak to w jakim wieku? Bo czy słowa "dzień się skończy, a ty umrzesz" nie wzbudzą w dziecku lęku? Obawy, że ono również umrze z końcem dnia? Przecież nie każde dziecko dziecko zrozumie tę metaforę. Z drugiej strony skłania ona do rozmów na ten temat, do wyjaśniania.
  A może książka powstała z myślą o nas - dorosłych?
  A może jest uniwersalna?
  Przecież przesłanie aby doceniać życie, cieszyć się nim i korzystać z każdej jego sekundy dotyczy każdego z nas. A tytułowa pogoń za życiem zdarza się nie tylko jętkom.
   Chyba ta ostatnia wersja jest najbardziej zbliżona prawdzie.

" Cóż znaczy: dziś? - przypatrz się jętce.
Świt jej dał życie, a zmrok wieczora
Już obwieszcza: że jej umrzeć pora.
Dziś jest tylko błyskiem w życia chętce."

Autor: Przemysław Wechterowicz | Ilustracje: Emilia Dziubak | Wydawnictwo: Ezop | Ilość stron: | Okładka: Twarda

piątek, 27 lipca 2018

 Bułeczki z tego przepisu piekłam bardzo dawno. Ciasto nie należy do zbyt przyjemnych w wyrabianiu, gdyż dość długo się lepi i potrzeba zarówno cierpliwości jak i czasu aby zaczęło odchodzić od ręki. Jednak aromat i smak upieczonych już bułeczek wynagradza całą pracę, którą włożyliśmy w ich przygotowanie. Mięciutkie i puszyste w środku z chrupiącą, przypieczoną skórką... wspaniałe i niezwykłe zwłaszcza kiedy marchew pochodzi z domowego ogródka ;)

Inspiracja
Składniki:
450g mąki pszennej
50g płatków owsianych
10g świeżych drożdży
1/2-1łyżeczka soli
100g obranej i startej marchewki na tarce o średnich oczkach (boczna strona tarki)
ok. 300 ml letniej wody
ulubione ziarna

Z drożdży, łyżki wody i odrobiny wody robimy rozczyn o konsystencji gęstej śmietany i odstawiamy do wyrośnięcia.
Mąkę z solą przesiewamy do miski, dodajemy płatki owsiane, mieszamy. Dodajemy wyrośnięty rozczyn - ponownie mieszamy. Stopniowo wlewając wodę zaczynamy wyrabiać gładkie, elastyczne, lekko lepiące ciasto. Polecam aby na początku robić to łyżką a kiedy składniki się połączą dłonią. Jeśli macie mikser o odpowiedniej mocy, możecie to ciasto wyrobić końcówkami do ciasta drożdżowego.
 Wyrobione ciasto zostawiamy pod przykryciem i w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (na ok. 1 godzinę).
Po tym czasie wyrabiamy przez chwilę, dzielimy na 8 części i formujemy bułeczki. Bułeczki układamy na natłuszczonej blaszy do pieczenia, delikatnie zwilżamy wodą i posypujemy ziarnami. Odstawiamy do napuszenia. Pieczemy w 180 stopniach przez 25-30 minut na zloty kolor.

UWAGI
Ciasto nie jest zbyt przyjemne w wyrabianiu - początkowo i dość długo jest klejące. Z kolei upieczone bułeczki są mięciutkie z chrupiącą skórką.

 Niedawno opowiadałam Wam o króliku Piotrusiu Beatrix Potter a dzisiaj poznacie Beniamina Kicusia - królika. Jego przygody opisano w   opowiadaniach umieszczonych w starannie wydanym zbiorze pt "Beniamin Kicuś i inne historyjki". To nowość w zbiorach bajek dla dzieci.

  Beniamin Kicuś (Benjamin Bunny) to książka dla dzieci po raz pierwszy wydana we wrześniu 1904 roku będąca kontynuacją Opowieści o Króliku Piotrusiu (1902).
   Jej treść opowiada o tym jak Piotruś wraz z kuzynem Benjaminem powraca do ogrodu pana McGregora, aby odzyskać ubrania, które zgubił podczas swojej poprzedniej przygody.
  Dodatkowo mamy tutaj pięć innych historyjek między innymi o Kocurku Tomaszu a także Kaczce Hildze. Każda z historyjek jest opatrzona wstępem w którym poznamy historię powstania danej opowiastki.
  Jeśli jesteście ciekawi, czy mu się to uda i jakie nowe przygody, wyzwania a także niespodzianki czekały na naszych bohaterów, koniecznie musicie przeczytać te historyjki :)

  Język opowiastek jest bardzo prosty i zrozumiały. Jednak nie ma co się dziwić, wszkże historyjki powstawały z myślą o najmłodszych. Mimo tego posiadają w sobie coś "niezwykłego - jakąś magię, urok i czar, że radość z ich czytania i podziwiania czerpią również dorośli. I to nie tylko zasługa przeuroczych zwierzęcych bohaterów (wszakże zwierzęta lubią chyba wszyscy)i ładnych ilustracji ale ogółu.

  Opowiastki te nie tylko bawią ale również uczą i przekazują cenne wartości. A przecież takie książki są najcenniejsze. To pokazywania świata, wyjaśnianie jego reguł i tego jak działa poprzez zabawę i dobrą rozrywkę.
  Tutaj autorka między innymi pokazuje, że świat zwierząt (królików) jest równoległy do świata ludzi. Mimo iż to dwa różne światy uzupełniają się i mogą żyć one ze sobą w harmonii i zgodzie. Ponadto uwrażliwia czytelników na piękno otaczającego świata - na roślinki, zwierzęta... A to zaledwie namiastka tego co dzieci wyniosą z tej książki:)

UWAGA
 Ilustracje w książce nie są oryginalnymi ilustracjami autorki a zostały wykonane na podstawie jej rysunków (Studio ScarletD Solution). Mimo tego według mnie są ładne i uzupełniają treść opowieści. Jednak nie będę ukrywa, że zdecydowanie wolę pierwowzory a także przekład Małgorzaty Musierowicz. Z drugiej strony za cenę 15-20zł (okładkowa) nie ma co narzekać - nawet nie wypada ;)

Tytuł:  Beniamin Kicuś i inne historyjki | Autor: Beatrix Potter | Przekład: Agnieszka Płudowska | Wydawnictwo: Olesiejuk | Okładka: Twarda | Ilość stron: 272

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia (u mnie do 31 grudnia) na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)

tekst alternatywny