.

Recenzje Książek

wtorek, 18 września 2018

 Dzień dobry
Witam wszystkich we wrześniowy poranek. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam mały stosik książkowy a także opowiedzieć o książkach, które się w nim znalazły. Bez przedłużania zapraszam do lektury :)



  To moja babcia.
Jest najukochańsza i najmądrzejsza na świecie.
Tyle mnie nauczyła!

 
   Są takie książki, które mimo iż mają kilka stron zapadają w pamięci na zawsze. Zostawiają po sobie ślad - w głowie a przede wszystkim w sercu. Takie, które są proste. Proste i piękne zarazem...

  Główna bohaterka "Niezapominajki" uwielbia spędzać czas ze swoją babcią. Bawią się razem, uczą, pieką ciasteczka, chodzą na spacery... Jednak z babcią zaczyna dziać się coś niepokojącego - wydaje się jakaś taka nieobecna, jakby żyła w swoim świecie. Co gorsze co chwile czegoś zapomina w tym raz drogi do domu. Dziewczynka boi się, że babcia zapomni również o niej...

  Nie będę pisać dużo o tej książce, chociaż mogłabym napisać wiele. Słowa nie są w stanie wyrazić tego jaka w rzeczywistości jest ta książka a jest ona niezwykła i wyjątkowa. Pokazuje, że mimo różnic wieku jakie mogą i jakie dzielą ludzi, nić porozumienia jest możliwa. Mało tego... między takimi osobami może wytworzyć się silna więź - przyjaźń a nawet miłość. Wówczas wiek nie ma znaczenia a spędzone ze sobą chwile dają wiele szczęścia. Bo jest się razem z ludźmi, na którym nam zależy i których się kocha - całym sercem.

  Jednak i taka przyjaźń międzypokoleniowa z czasem zostaje naznaczona smutkiem. Starość... ta z czasem może wiązać się z przeróżnymi zmianami i to nie tylko w samopoczuciu i wyglądzie. Może przynieść znacznie więcej: choroby, zaniki pamięci, z czasem jej utrara i znacznie, znacznie więcej...
  To są smutne i przykre zmiany ale nieuniknione - takie, które są nieodłączną częścią naszego życia ale też i takie, które dla najmłodszych mogą być dziwne, niezrozumiałe, być może straszne...

  Wspominałam, że książka jest wyjątkowa. W czym tkwi jej wyjątkowość?
W jej treści.
Jest wyjątkowa bo pozwala spojrzeć na Dziadków, Babcie a nawet i Rodziców z całkiem innej perspektywy. Docenić ich, kiedy są pełni sił i zdrowi ale również zrozumieć kiedy zaczynają niedomagać i postępującą chorobą.
Wyjątkowa bo pomaga zrozumieć i uporządkować własne przemyślenia, myśli i uczucia.
Wyjątkowa bo odpowiada na pytania rodzące się w głowie.
Wyjątkowa bo opowiada o tym co ważne ale i trudne.
Mówi o tym co dla dzieci może być obce i niezrozumiałe.
Wyjątkowa bo w prosty i wzruszający sposób mówi o bliskości wnuczki z babcią (tudzież dziadkiem). Maluje obraz ich relacji przeplatanych chorobą.
Bo wzrusza i zapada w pamięci. Nie przygnębia a rodzi w sercu nadzieję.

A tytułowa niezapominajka?

  To nie tylko ulubiony kwiat babci i wnuczki ale również symbol.

Czego? 

  Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami...
  Nie zapomnieć....

Tytuł: Niezapominajka | Autor: Agnieszka Świętek | Wydawnictwo: Widnokrag | Okładka: Twarda




  Kolejna książka z serii 8+2 jaką miałam przyjemność przeczytać to 8+2 i Anton z Ameryki. Po przeczytaniu wcześniejszego, jak dotąd ostataniego ukazanego w Polsce tomu - 8+2 i promenada Babci, chciałam przekonać się, czy w tej książce również odnajdę tyle ciepła i uroku.

  Mamy wielodzietną rodzinę z małego domku w norweskim lesie. W jej skład wchodzą: ósemka dzieciaków, rodzice oraz pełna energii babcia, Mućka i pies Rurek. Tata to kierowca ciężarówki obdarzonej świadomością a dodatkowo gra w orkiestrze kierowców ciężarówek. Babcia z kolei była kiedyś pasterką. Podczas nieobecności rodziców, którzy bawią się na 25-leciu orkiestry dętej kierowców ciężarówek, późnym wieczorem, przed domkiem w lesie pojawia się obcy mężczyzna. Jednak szybko okaże się, że niepotrzebnie a informacja o tym kim jest ów przybysz nie tylko zadziwi wszystkich ale również znacznie wpłynie na ich życie... i przeżyte Święta. Tak samo jak prezent, który nieznajomy podaruje całej familii.

  Na dobrą sprawę niby nic się tutaj nie dzieje - normalne życie, wielodzietnej rodziny w której panuje miłość, zaufanie, wzajemna akceptacja i troska. Radość, troski dnia codziennego, czasem jakieś zwady i kłótnie ale zawsze w rezultacie pojednanie. Wydawać by się mogło, że to błahostki - rodzina, która nie istnieje i nie mogłaby istnieć. A jednak autorce z tak prostego pomysłu udało stworzyć się coś ciekawego, ciepłego i na swój sposób wyjątkowego przyprawionego subtelnym humorem.

  Przykładem takiego humoru mogą być chociażby dialogi babci z ojcem dzieci - bezpośrednie, czasem złośliwe jakby jedno drugiemu wbijało szpilę, ale zawsze sporo w nich szacunku i wzajemnej sympatii. Takie droczenie się ale nie na zasadzie aby kogoś krzywdzić i zranić - powiedziałabym, że wynikające z charakteru i stylu bycia.
  Bo każdy w tej rodzinie jest inny. Jest w czymś lepszy lub gorszy, posiada inne cechy charakteru, zalety, wady i jest w innym wieku... Ale to co ich różni, jednocześnie łączy ze sobą - bez względu na różnice i pułapy wieku, zawsze ładnie dogadują się ze sobą i współpracują. Jest między nimi nić porozumienia, silna więź, której nikt i nic nie jest w stanie rozerwać.

 Tytuł: 8+2 i wuj Anton z Ameryki | Autor: Anne-Cath. Vestly | Ilustracje: Marianna Oklejak | Tłumaczenie: Milena Skoczko | Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2018 | Liczba stron: 184 | Okładka: twarda




  Mikołaja wychowywała babcia - osoba, która była jemu najbliższa. Pewnego dnia mężczyzna odnajduje na strychu szkatułkę pełną starych listów i skrywanych tajemnic. Emilia (babcia Mikołaja) wie, że przez lata skrywane rodzinne sekrety, w końcu muszą ujrzeć światło dzienne. To jej historia - Jej a także tysiąca innych ludzi. Historia naznaczona wojną, bólem, cierpieniem.

     „Każdy z nas ma jakąś historię. Musisz poznać przeszłość swojej rodziny, aby zrozumieć teraźniejszość i dać szansę przyszłości”. 

  W cieniu tamtych dni autorstwa Magdalena Majcher to książka o której dowiedziałam się u Agnieszki z bloga kocie-czytanie. Po przeczytaniu Jej recenzji, wiedziałam, że sama muszę sięgnąć po te książkę. I nie zawiodłam się...
  Lubię książki, które mają w sobie pierwiastek historyczny.
  Lubię książki, które poruszają ważne tematy - nie mówią o sprawach błahych a wymagają myślenia i wczucia się.
  Lubię książki, które wzruszają, skłaniają do refleksji, zadumy.
  Lubię książki wartościowe.
  Według mnie na tę książkę zdecydowanie warto zwrócić uwagę i przeczytać. Czyta się szybko, przyjemnie a co ważniejsze wciąga... od początku do końca. Mnie wciągnęła.

A treść?

  To opowieść o tym jak wydarzenia z przeszłości odciskają w nas ślad i jakie pozostawiają piętno.
  O tym, że nie da się żyć bez rozliczenia się z przeszłością.
  Opowieść podszyta historią, którą najczęściej znamy pobieżnie.
  Historią i wydarzeniami ważnymi, cennymi - takimi o których trzeba pamiętać.

 „Są rany, których nie jest w stanie zabliźnić czas”.

  Książka w moim odczuciu może nie należy do wybitnych, ale nie pozostawia czytelnika z niczym. Wzrusza, niekiedy do łez i skłania do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i tym co jest w nim ważne.
  Główna bohaterka ma imię mojej zmarłej Babci, która widziała i przeżyła wojnę... opowiadała o niej. Skrót Jej imienia był taki jak mówiono i nadal mówi się na na moją Babcię. Wojny już nie ma, mojej Babci również. Zostały wspomnienia....
  Mocniej przeżywałam tę lekturę. Polecam i zachęcam do przeczytania....

Tytuł: W cieniu tamtych dni | Autor: Magdalena Majcher |Wydawnictwo: Pascal | Ilość stron: 368 

Jedna z tych książek jednym zdaniem wzruszyła mnie do łez a także zapisała się w sercu na zawsze.
Druga na dłużej zapadła w pamięci.
Trzecia rozbawiła i sprawiła, że miło spędziłam przy niej czas.
Być może domyślicie się która z książek jaki miała na mnie wpływ i sami je dopasujecie.
Z przyjemnością poznam Wasze zdanie i refleksje o tych tytułach. Może któryś z nich znacie lub czytaliście?
Zapraszam do dyskusji :)

czwartek, 13 września 2018

W kąciku kulinarnym przepis na eksperymentalne wegańskie placuszki z kalafiora, które podałam z szybką wersją chilli sin carne (na gęsto) oraz surówką..
Przepis jeszcze wymaga dokładnego dopracowania ale nie mając pomysłu na kulinarny wpis już dzisiaj postanowiłam się Wami z nim podzielić. Przecież placuszki wyszły - może nie idealne ale wyszły :)

Składniki:
starty surowy kalafior
trochę mąki ziemniaczanej
masło orzechowe (u mnie Terra Sana)
mielone siemię lniane
przyprawy
 ew. kapka wody gdyby masa nie chciała się zlepić

Składniki mieszamy ze sobą  i odstawiamy na kilka minut. Masę dzielimy na części (jak na kotlety) z których formujemy placuszki.  Smażymy ma rozgrzanym tłuszczu lub pieczemy w 200 stopniach.
BARDZO DELIKATNIE OBRACAMY JE NA DRUGĄ STRONĘ - DOPIERO KIEDY Z JEDNEJ DOBRZE SIĘ PRZYRUMIENIĄ/PRZYPIEKĄ - BĘDĄ ZWARTE.
Podajemy z ulubionymi dodatkami (sosami, jogurtem, gulaszami, surówkami, warzywami itp.)
Smacznego 

Czasem w komentarzach pytacie mnie na które masło orzechowe warto zwrócić uwagę. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie a poza tym każdy ma swoje upodobania smakowe, jednak osobiście mogę polecić między innymi masło orzechowe Terra Sana. Smak jest naturalny, bez wyczuwalnych nut zjełczałego oleju, tłuszczu itp. Nie powinniście się zawieść :)



  Pamiętacie serię Baśnie Świata o której jakiś czas temu stopniowo Wam opowiadałam? Baśnie celtyckie, chińskie, hinduskie, indiańskie, węgierskie, polskie... Trochę ich było prawda? Dzisiaj po dłuższej przerwie opowiem Wam o kolejnych - baśniach arabskich.

  28 bajek arabskich przeczytałam z innego zbioru, kiedyś opisywanego na blogu. Po ich lekturze poczułam zawód odnośnie treści (jeśli jesteście ciekawi zapraszam do recenzji) ale byłam ciekawa swoich odczuć po przeczytaniu innego zbioru.
  Aisha i wąż. Baśnie arabskie autorstwa Iwony Taida Drózd z ilustracjami Ufuk Kobas Smink to siódmy tom z cyklu baśnie świata. W jego skład wchodzi 24 opowieści z krajów położonych na Półwyspie Arabskim, nad Zatoką Perską. Autorka zbioru jak tłumaczy w posłowiu od prawie ćwierć wieku mieszkając w Zjednoczonych Emiratach Arabskich sama zbierała opowieści do tego zbioru.

W jaki sposób?

  Bezpośrednio - od znajomych, ich krewnych, przyjaciół..., którzy opowiadali jej baśnie przekazywane z pokolenia na pokolenie w ich rodzinach. Z nich wszystkich wybrała te, które spodobały jej się najbardziej.

  Baśnie te oddają klimat Zatoki Perskiej, gdzie zobaczymy między innymi meczet i minaret a otaczać będzie nas pustynia a nawet ocean. W prawdzie ludzie mają podobne problemy co my ale żyją i ubierają się inaczej, co innego spożywają na posiłki, mają inne obowiązki, zajęcia i otaczają ich inne zwierzęta (lamparty, wielbłądy, flamingi...)
   Wśród bohaterów spotkamy między innymi rybaków, beduinów, szejka ale również dżiny i inne magiczne istoty związane z kulturą arabską. Nie usłyszymy o Zofii, Katarzynie, czy Jadwidze - poznamy arabskie imiona i ich znaczenia: Kahalid – to sławny i wieczny, Afra – dająca szczęście, Warda (Ładra) - kwiat róży, a tytułowa Aisha – ciesząca się pomyślnością i dostatkiem.
  Jednak poza ludźmi ich bohaterami są również zwierzęta. W baśniach tych znajdziemy odpowiedź między innymi na pytania dlaczego flamingi są różowe, dlaczego kury nie potrafią fruwać czy też skąd się wzięły owce.

  Teksty umieszczone w zbiorze nazwałabym bajkami a nie bajkami, gdyż są bardzo krótkie. Nie ma stopniowego nadawania klimatu i wprowadzania w opowiedzianą historię. Czytelnik dostaje najważniejsze wydarzenia z mocnym naciskiem na morał. Niekiedy zostaje wyrażony wprost - słowami a innymi czytelnik sam go sobie dopowiada, ale zawsze jest on wyraźny.
  Nie da się tutaj nie zauważyć podobieństw do znanych wszystkim europejskich opowieści. Znajdziemy tutaj motyw z "Rybaka i Złotej rybki", "Kopciuszka", "Roszpunki", "Pinokia" i wielu innych. Jednak jak czytamy w posłowiu znani nam baśniopisarze m.in. Andersen swoje inspiracje czerpali między innymi z krajów Orientu, dostosowując usłyszane teksty do odpowiedniego kręgu kulturowego. Nie zamierzam wnikać, kto tak naprawdę był pierwszy ale można wyciągnąć z tego wniosek, że różne grupy etniczne miały ze sobą styczność.

  Jak wiecie w baśniach i bajkach bardzo ważny jest dla mnie morał. Tak jak wspomniałam wyżej tutaj jest on mocno akcentowany i to do tego stopnia, że niejednokrotnie miałam wrażenie dedukowania na siłę /co autorka tłumaczy w ten sposób " (...) opowieści te w prosty i zrozumiały dla każdego sposób objaśniają różne skomplikowane zjawiska natury - a objaśnienia te są uznane i całkowicie akceptowane przez muzułmanów.” /
  Dodatkowo w nie każdej baśni odczytałam go jako prawidłowy i mądry. Do treści dwóch z baśni mam pewne zastrzeżenia a dokładnie o naukę która z nich wynika, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej jest to związane z tamtejszą kulturą i ustalonymi zasadami.
  Same baśnie zostały pozbawione drastycznych scen obecnych np. w opowieściach zebranych przez braci Grimm. Nikt nikogo nie zabija, nikomu nie ucina palców i nie leje się w nich krew. Budzić niesmak i pewne zastrzeżenia może jedynie sposób straszenia dzieci przez brzydala Sabera opisany w baśni "Brzydal Saber"

  Za ilustracje w "Aishy i wężu" odpowiedzialna jest malarka i graficzka tureckiego pochodzenia - Ufuk Kobaş Smink. Wszystkie charakteryzują się szeroką paletą barw oraz egzotyki starając się oddać klimat Bliskiego Wschodu. Co ciekawe niektóre z nich zostały wzbogacone o złocenia, co od razu wpada w oczy dając bardzo ciekawy efekt. Ze wszystkich złoceń obecnych w zbiorze najbardziej podoba mi się złociste słońce, wokół którego tańczą a potem w promieniach, którego wygrzewają się flamingi z baśni „Dlaczego flamingi są różowe”.
spójrzcie na słońce
  Znalazły się również ilustracje, które nie przypały mi do gustu jak np. portret arabskiego Quasimodo z baśni "Brzydal Saber". Ponadto ilustratorka często w swoich ilustracjach nadaje zwierzętom ludzkie oczy, co w moim odczuciu wygląda dziwnie.
  Na końcu książki umieszczono również słowniczek objaśniający niektóre pojęcia a także znaczenie imion.
 brzydal Saber
 Jak oceniłabym treść tych baśni?
  Nie mogę powiedzieć, że źle się bawiłam podczas ich czytania, jednak różne zastrzeżenia sprawiły, że w moim odczuciu brakuje do doskonałości. Jedne baśnie spodobały mi się bardziej a inne mniej. W jednych morał był cenny, natomiast w drugich przesłanie odniosłam jako niewłaściwe jednak rozumiem, że jest ono dostosowane do religii i zasad panujących na terenie Półwyspu Arabskiego (baśnie te nigdy nie podważają niepowtarzalności Allaha ale też w nie każdej z nich słowo "Allah" występuje). Reguł, które dla Europejczyka mogą wydać się dziwne i szokujące, jednak tam są na porządku dziennym.
  Jednocześnie nie odczytałam ich jako nakłaniania do zmiany wiary, przekonywania, że "tamta" religia jest słuszna i jedyna. To porostu baśnie, które często poruszają istotne sprawy i mówią o tym co ważne a te prawdy często są uniwersalne (np. to, że należy słuchać starszych).

  Drugą ocenę mogłabym wystawić ilustracjom. Nie wszystkie mnie urzekły, nie wszystkie się spodobały i nie przemówiły do mnie zwierzęta z ludzkimi oczami. Jednak większość sprawia, że można poczuć egzotyczny klimat charakterystyczny dla tego regionu.

  Jakby nie było baśnie te dają możliwość poznania zupełnie innej od tej europejskiej kultury. Opisują obcą nam tradycję, zwyczaje, prawa i obowiązki. Uczą szacunku, tłumaczą jak należy postępować według obowiązujących - określonych zasad. Pokazują że powinniśmy wyzbyć się zapisanych w społeczeństwie stereotypów, bo one często bywają mylne i nauczyć się wyrabiać własne opinie. Tak na prawdę nie ma znaczenia skąd pochodzimy - na całym świecie żyją ludzie prawi jak i mający "coś" na sumieniu, szczęśliwi ale i Ci skrzywdzeni przez los. Tacy którzy wiedzą czym jest dobro a czym zło i czym kierować się w życiu.

Treść 4,5/6 (oceniam wyżej niż zbiór "28 bajek arabskich")
Ilustracje 5/6

Tytuł: Aisha i wąż. Baśnie arabskie | Autor: Taida Drózd | Ilustracje: Ufuk Kobas Smink | Wydawnictwo: Media Rodzina | Ilość stron:  | Okładka: twarda

ilustracje Pinterest

Recenzje pozostałych baśni:
           

poniedziałek, 10 września 2018

  Kiedyś, kiedyś w internecie dość często widywałam bułki z pieczarkami, które rzekomo można było i można kupić w niektórych miastach.
Kiedyś chciałam takiej bułki/bagietki spróbować i kiedyś ją przygotowałam. Dzisiaj dzielę się z Wami przepisem, który warto zmodyfikować - dodać do farszu trochę tahini/pasty słonecznikowej, która ciekawie "podkręca" smak całości

Składniki
półbagietka (u mnie domowa)
1 mała cebulka
200g pieczarek
kilka pomidorków koktajlowych
słodka papryka wędzona
pieprz cayenne
łyżeczka tahini/pasty słonecznikowej (polecam Terra Sana)

Na oleju rumienimy drobno posiekaną cebulę. Wrzucamy pieczarki i smażymy do zezłocenia i odparowania wody. Dodajemy pokrojone pomidorki koktajlowe, wędzoną słodką paprykę oraz pieprz cayenne. Smażymy aż woda odparuje. Na koniec dodajemy pastę słonecznikową/tahini. Studzimy.

Bakietkę kroimy na pół, wydrążamy środek, wypełniamy farszem pieczarkowym. Całość zapiekamy w 200 stopniach aż bagietka będzie chrupiąca
Smacznego

 Od kiedy pamiętam fascynowała mnie mitologia. Nadal mnie fascynuje i najprawdopodobniej będzie fascynować. Swego czasu o Kirke było głośno - nowość, bestseller... Mnie ominął cały ten szał. Atmosfera opadła a ja sięgnęłam po książkę bez emocji a z czystej ciekawości.

  Fabuła książki nawiązuje to greckiej mitologii. Kirke - córka boga słońca Heliosa oraz nimfy Perseidy nie czuje się dobrze w boskim świecie. Nie jest piękna, nie posiada "boskiej" mocy, jej głos przypomina głos śmiertelniczki i obce są jej okrucieństwo oraz wyrachowanie. Znacznie różni się od swojego rodzeństwa co jest przyczyną docinków z ich strony. Z tego też powodu żyje w osamotnieniu. Gdy pewnego dnia odkrywa w sobie wyjątkowe moce zostaje wygnana na wyspę Ajaja. Jej życie znacznie ulega zmianie.

"W samotnym życiu są rzadkie chwile w których dusza innej istoty pojawia się blisko twojej, jak gwiazdy, które tylko raz w roku muskają niebo."

  Kirke to powieść mocno osadzona w mitologii starożytnej Grecji. Poznamy tutaj wielu greckich bogów, tytanów, nimfy... a także Kirke od dnia jej narodzin, po przez cały okres dorastania i dalsze życie.
 wikipedia
  W książce tak na prawdę niewiele się dzieje. Narracja jest spokojna, powolna, melancholijna, natomiast treść pełna metafor i rozważań dotyczących życia. Widać i czuć nawiązanie do mitologicznych wydarzeń, jednak zostają one ukazane w nieco innym świetle - z innego punktu widzenia i nieco "głębiej".

  Przykład?

   Odyseusz w greckim micie został przedstawiony jako człowiek wykazujący się sprytem i odwagą, powracający z wojny jako bohater. U Miller jest wyniszczonym fizycznie i psychicznie żołnierzem z zespołem stresu pourazowego. Penelopę wszyscy znamy jako wierną żonę i natomiast w "Kirke" czytelnik dowiaduje się o niej znacznie więcej. A to tylko dwa z wielu przykładów.

  Kirke to książka nad którą więcej było zachwytów, "ochów" i "achów" niż w rzeczywistości jest tego warta. Musze przyznać, że marketing to miała rozbudowany, ze ho, ho... Nie oczekujcie od niej napięcia bądź też dreszczyku emocji, bo mocno się rozczarujecie. Nie jest to również stricie odwzorowanie mitu, co jej zarzucano.
  Miller w przeciwieństwie do Ricka Riodana nie bawi się mitami. Trzyma się ich oryginalnej wersji ale jednocześnie dodaje "coś" od siebie. Pozwala spojrzeć na znane opowieści i ich bohaterów z innej - nieznanej dotąd perspektywy. Sporo w niej z mitologi ale jednocześnie i z literatury obyczajowej. I właśnie tak mogłabym ją określić - mitologiczną obyczajówką z ciekawym własnym spojrzeniem i własną interpretacją mitów, jaką dostarczyła nam autorka.

 "Mówi się, że kobiety są delikatnymi stworzeniami, jak kwiaty, skorupki jajka, że wystarczy moment nieuwagi, by je zmiażdżyć. Nawet jeśli kiedyś w to wierzyłam, to w tym momencie przestałam."

  Nie mogę powiedzieć, że powieść mnie zafascynowała ale też nie uważam jej za złej. Przyznam, że trochę irytowały mnie tak częste opisy i przemyślenia, które sprawiły, że poczułam się nimi przytłoczona. Dodatkowo brakowało mi w niej nieco większej ilości dialogów i zdecydowanie akcji, która sprawiłaby, że fabuła nie jest taka powolna (pchnęłaby ją do przodu). Jednocześnie w powieści było coś co mnie wciągnęło i nie chodzi tu o fakt, że to mitologia (Precy Jakson również bazuje na mitologii a lektura książek była dla mnie drogą przez mękę). Wydaje mi się, że to nieco "inne" niż znane nam ukazanie bohaterów mitologii.

Komu można polecić Kirke?

  Przede wszystkim miłośnikom mitologii i powieści obyczajowych. Czytelnikom, którzy lubią spokój, harmonię a także oddać się melancholii i nie ma dla nich znaczenia fakt, że w powieści brakuje akcji.
  Jeśli znacie mitologię spojrzycie na nią z innej perspektywy, z kolei jeśli jest Wam obca być może zostaniecie zaskoczeni. Jednak tak jak wspomniałam wcześniej, nie oczekujcie po niej nic wielkiego, bo mocno się rozczarujecie. Więcej gadania i pochwał przed premierą niż książka jest tego warta, ale warto zajrzeć - chociażby z ciekawości.

Ocena: 4/6

Tytuł: Kirke | Autor: Madeline Miller | Tłumacz: Paweł Korombel | Wydawnictwo: Albatros | Ilość stron: 416 | Okładka: twarda

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny