.

Recenzje Książek

poniedziałek, 16 października 2017


 Słońce przeszło już na tę stronę Nilu i zniżyło się nad pustynią tonąc w złotych i purpurowych zorzach płonących po zachodniej stronie nieba. Powietrze tak było przesycone różowym blaskiem, że oczy mrużyły się od jego zbytku. Pola przybrały odcień liliowy, a natomiast odlegle wzgórza, odrzynające się twardo na tle zórz miały barwę czystego ametystu. Świat tracił cechy rzeczywistości i zdawał się być jedną grą za ziemskich świateł.

 Afryka, pustynia, oaza, karawana, wielbłądy....  "W pustyni i w puszczy". Moje pierwsze spotkanie z powieścią miało miejsce w V klasie szkoły podstawowej, kiedy omawialiśmy ją jako lekturę szkolną. Wspominam ją bez większych emocji. Przyznam, że czytanie szło mi bardzo powoli, ale pomijając wszystkie opisy przyrody i zjawisk atmosferycznych (a była ich cała masa), treść nie należała do najgorszych - miejscami na prawdę była ciekawa. Kilkukrotnie oglądałam film w "Pustyni i w puszczy" z 1973 roku i chyba dwa razy z 2001 roku (według mnie pierwszy film jest dokładniejszy i bardziej trzymający w napięciu), jednak powieść to co zupełnie innego - postanowiłam wrócić do niej po latach.

 film z 1973 roku
  Powieść początkowo była publikowana w odcinkach w dzienniku „Kurier Warszawski” (w latach w latach 1910–1911). Została wydana w 1911 roku w Warszawie nakładem wydawnictwa „Gebethner i Wolff" i przełożona na 21 języków (1985). Szybko została okrzyknięta międzynarodowym bestsellerem i jedną z najlepszych powieści przygodowych dla młodzieży.
 Jej treść opowiada o przygodach 14-letniego Stasia Tarkowskiego i jego przyjaciółki 8-letniej Nel Rawlison, którzy uciekając z rąk porywaczy, szukają drogi do domu pośród groźniej afrykańskiej przygody.
  Obserwujemy ich zmagania z niesprzyjającym klimatem, spotkania z dzikimi zwierzętami, groźnymi dla życia chorobami a także nie zawsze przyjaźnie nastawionymi tubylcami. Patrzymy na to jak Staś z 14-letniego chłopca - jeszcze dziecka, raptownie musiał stać się dorosłym mężczyzną a także opiekuńczym bratem, dla małej Nel. Obserwujemy jak jeszcze bardziej zacieśnia się miedzy nimi więź, jednocześnie mając możliwość poznać Afrykę, jej tubylców i panujące tam zwyczaje.

 film z 1973 roku
  Powieść przybliża czytelnikowi arabskie miasta, miasteczka, wioski a także Afrykę - to kopalnia wiedzy o tamtejszej pogodzie, faunie, florze, tradycjach, wierzeniach i kulturze egzotycznych plemion. Zdaje sobie sprawę z tego, że powieść była pisana dawno i od tamtego czasu coś mogło ulec zmianie, ale wydaje mi się, że sporo informacji nadal jest aktualnych.

  Nie będę Was oszukiwać, że lektura dużej ilości, czasem przydługich opisów przyrody szła mi jak po maśle, bo tak nie było - jednocześnie nie była męczarnią. Zauważyłam, że teraz nie były one (aż tak) nużące jak wtedy, kiedy byłam w V klasie. Nie przeszkadzały mi i nie miałam ochoty je pominąć - wręcz przeciwnie.... wszystkie pomagały lepiej wyobrazić sobie krajobraz Afryki. To nic, że Czarny Ląd razem z Panem Cejrowskim lub Martyną Wojciechowską możemy "zwiedzić" w telewizji. Telewizja nie daje możliwości przeżywać powieści, wtopić się w nią, utożsamić... oglądając tego typu programy nie zobaczymy miejsc w których byli bohaterowie powieści, nie przeżyjemy tych samych przygód co oni. To zupełnie co innego...

 film z 2001 roku
  Jeszcze na chwilę wrócę do bohaterów... wspominałam o tym, że bohaterowie musieli szybko dojrzeć a w szczególności Staś. Pamiętam, że kiedy oglądałam ekranizację powieści i obserwowałam zachowanie Stasia, miałam wrażenie, że jest o wiele starszy. W moich oczach często zachowywał się nie jak 14-latek a 18-19-latek. W trakcie lektury miałam takie same odczucia. Podziwiam jego postawę, to jak wielokrotnie wykazywał się odwagą, ale czasem trudno było uwierzyć (nawet się nie chciało), że właśnie tak zachowałaby się osoba w jego wieku. Według mnie autor troszkę przesadził z jego dorosłością - w pewnych sytuacjach nastolatek, praktycznie jeszcze dziecko zachowałby się inaczej. Ponadto chłopiec przy każdej możliwej okazji, chciał wszystkim zaimponować jaki to on nie jest dzielny i odważny - ta jego zarozumiałość i zuchwalstwo trochę irytowały.
  Nel również nie pozostawała bez winy i troszkę mnie drażniła. Rozumiem, że miała 8 lat, ale jak dla mnie była zbyt dobra, krucha, filigranowa i idealna. Taki prawdziwy "aniołeczek" do tego niezaradny (Staś musiał ratować ja z każdej opresji) - w moich oczach psychicznie młodsza jak na 8-latkę. W tym wypadku "równowaga" została nieco zachwiana.

 film z 2001 roku
  Powieść mimo iż nie należy do najlżejszych uważam za udaną i ciekawą. Według mnie ze względu na dość "ciężki" styl autora i wątki które porusza (między innymi polityczne) dla IV-V klasy może być trudna w odbiorze a przydługawe opisy przyrody, dodatkowo mogą zniechęcić do lektury. Jako dorosła już osoba uważam ją za dobrą, chociaż nie idealną (z Sienkiewicza nadal uwielbiam "Quo Vadis").
  Przez treść oprócz przygód bohaterów i licznych opisów Afryki, które pomogą przenieść się w tamten region, uświadamia wiele spraw: pokazuje ile w ludziach było uprzedzeń religijnych, jak "wielcy panowie" traktowali swoje sługi, mimo iż ci oddawali swoje serce panu. A przecież spotykamy się z tym po dzień dzisiejszy.
   Ponadto z powieści wypływa również ważny morał... dla mnie dość wyraźny. A dokładnie wiara dzieci w ich powrót do domu. Co by się nie działo, co by ich nie spotkało i ile by nie miała trwać ich podróż, nigdy nie przestawały wierzyć w to, że dotrą do celu.
  Powieść pokazuje i uczy, że zawsze trzeba wierzyć w siebie i swoje możliwości - nigdy nie nie można się poddawać, bo jeśli się czegoś pragnie całym sercem i podąża ku temu, to można ten cel zrealizować.

 Wydawnictwo Zielona Sowa w ramach serii Literatura Klasyczna kierowanej głównie do młodzieży oferuje wydanie "W pustyni i w puszczy" w przyjaznej dla oka i wpadającej w oko szacie graficznej. Na twardą w odcieniach pomarańczy i żółci okładce z widniejącym cieniem dzieci oraz wielbłąda podążających po pustyni w tle zachodzącego słońca, ciężko nie zwrócić uwagi z księgarskiej półki. Z kolei w środku mamy gruby, biały i laminowany papier (taki śliski), który następnie zszyto białymi nićmi.

 Każdy rozdział został ładnie wyszczególniony - zdobi go tematyczny rysunek, nawiązujący akurat do tego o czym będzie mowa w danym rozdziale. Co kilka kartek można znaleźć całostronicowe ilustracje autorstwa polskiej artystki: Agaty Łukaszy.

  Nie są to "typowe" ilustracje, które możemy znaleźć w książkach dla dzieci - doszukałam się w nich czegoś "innego" i "wyjątkowego". Nie widać tutaj czarnych obramowań konturów, które następnie tak jak w kolorowance zostały wypełnione kolorem. Niekiedy postać zlewa się z tłem, rośliny wtapiają się w krajobraz, ale jednocześnie nie jest to jedna wielka plama a wzrok jest w stanie wszystko po rozróżniać.  Kiedy na nie spojrzałam na myśl od razu przyszyły mi cienie rzucane na ścianę.

  Bawiliście się kiedyś w to w dzieciństwie? Wieczorami, tylko przy zapalonej lampce rzucaliście zajączki, kaczuszki i inne zwierzęta na ściany nad Waszymi łóżkami? Bawiliście się w teatrzyk cieni?
Właśnie takie skojarzenie przyszło mi na myśl, kiedy przejrzałam książkę. W tych ilustracjach na prawdę jest coś "niezwykłego" i "magicznego". W moim odczuciu świetnie oddają klimat powieści - gorącą pustynie, skwar jej słońca, piaskowe wydmy... Noc i niebezpieczeństwo czyhające w mroku...

   Mimo iż na tak grubą książkę (448 stron) jest ich tutaj tylko 11, dodają uroku. Jednocześnie nie trącą tandetą i nie czuć tutaj przepychu kolorem, który tylko odwracałby uwagę od treści powieści a ta w rzeczywistości jest ciekawa.
  Razem z mamą ilustracje uważamy za udane i klimatyczne a całe wydanie za dopracowane - obu bardzo ono się podoba. Już sama okładka wpada w oko a kiedy zajrzy się do środka, jest równie przyjemnie, jeśli nie lepiej. Wydawnictwo Zielona Sowa prezentuje klasykę w przyjemnej odsłonie, która najprawdopodobniej w miły sposób przybliży młodemu czytelnikowi ten rodzaj literatury - sprawi, że z przyjemnością sięgnie po te tytuły. Domyślam się, że nie jeden dorosły, który jest "okładkową sroką" również zwróci na te książkę uwagę.

  Osobiście teraz będę wypatrywać "Księgi Dżungli" z tej serii - książki której jestem ciekawa, gdyż nigdy jej nie czytałam. A potem? Może "Przygody Alicji w Krainie Czarów"? Jestem ciekawa ilustracji i tego jak została przedstawiona owa kraina, Szalony Kapelusznik, kot, który się uśmiecha... Kto wie? ^_^

Książki z serii Literatura Klasyczna można kupić nie tylko w księgarniach stacjonarnych, ale również na stronie Wydawnictwa Zielona Sowa

środa, 04 października 2017

"Jeśli żeglarskie szanty i gawędy.,
Burze, przygody, upały i chłody,
Szkunery, wyspy i nieznane lądy,
Ukryte skarby, bitwy i korsarze,
Chytre podstępy, śmiałe abordaże,
Co mnie jak ogniś za serce chwytały,
Kiem je chłoną jako chłopiec mały,
Dziś spodobają się zacnej młodzieży,
Która w te morskie przygody uwierzy -

To niech tak będzie! (...)" 
 

R. L. S. - Do wahającego się czytelnika

 Marzyliście kiedyś o tym aby odnaleźć gdzieś ukryty skarb? Będąc dziećmi tworzyliście własne mapy i wyobrażaliście sobie, że jesteście poszukiwaczami tego co ukryte? Pamiętam, że kiedy byłam młodsza razem z siostrą kilka razy narysowałyśmy taką mapę, ale raczej niczego nie zakopywałyśmy w obawie przed tym aby "nie podpaść" mamie. Wszelkie "skarby" były zagrzebywane w krzakach, krzaczkach i ogrodzie, ale zabawa i tak była przyjemna ;)
 zdjęcie
  A jeśli już o skarbach mowa, to dzisiaj opowiem Wam o mojej ostatniej przygodzie i wyspie, gdzie ukryto skarb.
 "Wyspa skarbów to powieść przygodowa autorstwa szkockiego pisarza Roberta Louisa Stevensona opowiadająca o losach piratów, poszukujących ukrytego skarbu. Pomysł na  powieść zrodził się, kiedy Stevenson narysował swojemu dwunastoletniemu siostrzeńcowi mapę prowadzącą do ukrytego skarbu. Po jakimś czasie do mapy dopisał fabułę a następnie zaczął publikować w odcinkach w magazynie dla chłopców „Young Folks” w latach 1881-1882. Rok później w 1882 roku zostały one wydane jako powieść od razu zyskując duże powodzenie wśród czytelników a Stevensonowi przynosząc sławę.

  Historię najprawdopodobniej zna większość - jeśli nie z książek to z filmów lub gier np. planszowych. Nie była to moja lektura szkolna. Sama sięgnęłam po nią dość późno (chyba w gimnazjum) i gdyby nie samozaparcie, to „starcie” z książką skończyłoby się moją klęską. Nie wiem dokładnie w czym rzecz, ale lektura nie należała do przyjemnych. Może to fabuła, może język? Nie wiem...
 Po latach postanowiłam podjąć się próby przeczytania "Wyspy skarbów" po raz kolejny. Skłoniło mnie do tego przede wszystkim nowe wydanie tej powieści z ilustracjami Roberto Innocenti – światowej sławy ilustratora, który swoimi pracami ozdobił między innymi takie powieści jak "Dom" czy "Pinokio". Kolejnym powodem był nowy przekład pana Andrzeja Polkowskiego znanego między innymi z serii książek o Harry Potterze, czy Opowieści z Narnii. Byłam ciekawa, czy tłumacz podołał zadaniu, którego się podjął. Jednak o wiele bardziej interesowały mnie ilustracje - nie mogłam się doczekać, kiedy je zobaczę ^_^

  Najnowsze tłumaczenie "Wyspy Skarbów" jest przyjemne w odbiorze. W moim odczuciu Polkowski nadał powieści dużo świeżości. Nie oznacza to jednak, że tłumacz poszedł na skróty. Raczej nie uwspółcześnił na siłę tekstu i zadbał o charakterystyczny klimat towarzyszący lekturze tej książki - pozostawił w niej sporo starzyzny, określeń, dialogi a także żargon charakterystyczne dla świata piratów. Zrobił to jednak w taki sposób aby powieść stała się lżejsza i bardziej zrozumiała dla młodego czytelnika a lektura szła płynnie - tak jak statek płynie po morzu.
 Książkę czyta się dobrze przy czym jej przekaz oraz sens pozostał ten sam a my czujemy, że obcujemy z klasyką. Chociaż przyznam, że nie zawsze to właśnie Jego przekład uważam za lepszy np. w przypadku tłumaczenia piosenki o "Umrzyka Skrzyni", pierwotne "Jo-ho-ho" (w tłumaczeniu Birkenmajera) brzmi lepiej niż "Hej ho!", czy też "Ju-hu-hu".
 To tylko jeden z przykładów, gdzie powieści odebrano uroku - innych już nie będę podawać. A jakie jest Wasze zdanie?

"Piętnastu chłopów na Umrzyka Skrzyni —
Jo-ho-ho! I butelka rumu!
Diabli i trunek resztę bandy wzięli.
Jo-ho-ho! I butelka rumu!"
Józef Birkenmajer wyd. GREG

"Piętnastu Ludzi na Truposza Skrzyni
 Hej, ho!  I flaszeczka rumu!
Picie i diabeł resztę załatwili -
Hej, ho! I flaszeczka rumu!"
Michał Filipczuk Wydawnictwo Zielona Sowa 2003

"Piętnastu chłopa na Truposza Skrzyni -
Ju – hu -hu! I butelka rumu!
Trunek i diabli resztę wykończyli –
Ju – hu – hu, i butelka rumu!"
Andrzej Polkowski wyd. Media Rodzina

A tutaj porównanie jednego z fragmentów powieści:

"- Morgan stanął jak wryty, lecz wśród innych wszczęło się głuche szermanie.
- Tom ma słuszność - rzekł jeden.
- Już dość długo gnębił mnie jeden tyran - dodał drugi. Niech mnie powieszą, jeżeli ty masz mnie jeszcze gnębić, Johnie Silverze.
- Czy któryś z was, mości panowie, życzy sobie mieć ze mną do czynienia? - ryknął Silver wychylając się daleko w przód ze swej beczki i trzymając w prawej ręce jeszcze żarzącą fajkę. - Powiedzcie wyraźnie, o co wam idzie, nie jesteście chyba niemi, jak sądzę. Ten, który czegoś żąda, dostanie, co mu się należy.Tyle lat żyję na świecie, a jakaś tam kufa rumu będzie mi pod koniec życia stawać okoniem? Znacie na to sposób; jesteście przecie, jak się wam wydaje "panami szczęścia". Dobrze, jestem gotów! Kto się ośmiela, niech weźmie kordelas do ręki, a zobaczę kolor jego gnatów i bebechów, zanim ta fajka będzie próżna"
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Józef Birkenmajer wyd. GREG

"- Morgan przystanął, ale wśród innych rozległy się głuche pomruki.
- Tom ma rację - powiedział ktoś
- Już raz harowałem dla jednego takiego - dodał inny - i niech mnie diabli, jeśli będę harował dla ciebie, Johnie Sliver.
- Czy ktoś z was, panowie, chce mi coś wygarnąć?! - ryknął siedząc na beczce Silver, wychylając się do przodu z fajką wciąż dymiącą w prawej ręce. - Gadajcie, o co wam idzie! Zdaje mi się, że nie jesteście niemowy. Który się postawi, ten oberwie. Czy po to żyję tyle lat, żeby mi teraz podskakiwał jakiś zapijacony chłystek? Wiecie jak to się robi, jesteście wszak korsarze, wedle waszych własnych słów. Cóż, jestem gotów. Niech ten. co ma odwagę bierze kordelas, a mimo mojej kuli zobaczę kolor jego bebechów, zanim ta fajka się wypali".
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Michał Filipczuk Wydawnictwo Zielona Sowa 2003

"Tom znieruchomiał, ale reszta zaczęła szermać.
- Tom dobrze mówi - odezwał się jeden.
- Taki jeden już długo mną rządził - dodał inny - Niech mnie powieszą Silver, jeśli, dam Ci sobą rządzić.
- Co z wami?! - ryknął Silver wychylając się do przodu, z wciąż dymiącą fajką w prawej ręce. - Może któryś z was, wielmożni panowie, ma ochotę mi wygarnąć? Gadajcie, co macie na wątrobie, przecież co jak co, ale gadać chyba umiecie, nie? Kto czegoś chce, to i dostanie! Po to żyję tyle lat na tym świecie, żeby mi pod koniec życia podskakiwał byle moczymorda. Dobrze wiecie jakie, jak takie sprawy się załatwia, przecież podobno jesteście poszukiwaczami szczęścia,nie? Ja jestem gotowy. Znajdzie się odważny? To niech weźmie do ręki kordelas, a nim dopali się ta fajka, zobaczę jaki kolor mają jego bebechy. Z tym szczudłem pod pachą!
Część V "Kapitan Silver", rozdział XXVIII "W obozie wroga"
Andrzej Polkowski Wydawnictwo Media Rodzina

 Treść wzbogacono kolorowymi ilustracjami Roberto Innocentiego. I tutaj pojawia się moje małe "ale". Prace artysty umieszczone w "Pinokiu" zachwyciły nie tylko mnie, ale również moją mamę i obie uważamy je za małe dzieła sztuki, które można by powieści jako obrazy na ścianie. Spodziewałam się, że tym razem również tak będzie ale...
 Wszystkie obrazy są bardzo ładne, staranne i przyjemnie na nie spoglądać, jednak nie zrobiły na nas większego wrażenia .
 Nie można odmówić artyście talentu, bo ewidentnie go posiada, jednak nie poczułam tego "czegoś" co towarzyszyło mi w trakcie lektury i przeglądania "Pinokia" - tej magii, klimatu, niezwykłości i nutki niepewności. Zabrakło mi zabaw perspektywą, mnogości szczegółów i ukrytych elementów, które mogły wypatrzeć tylko czujne oczy - czyli tego, czym wyróżniają się tamte prace, czyniąc je jeszcze bardziej "wyjątkowymi" i niepowtarzalnymi. Według mnie jest ich tutaj jakoś mało: 12 ilustracji, 3 szkice jakby ołówkiem plus mapa na pierwszej stronie i mapy na odwrocie okładek.

 I tutaj zaznaczam NIE KRYTYKUJE, tylko opisuje własne doznania. Na uznanie z pewnością zasługuje fakt, że Innocenti przedstawił świat piratów bez łagodności rodem bajek z Disneya.
 Piraci mają tutaj twarze porośnięte brodą i garbate nosy, w ich uszach niejednokrotnie widnieją kolczyki, w ustach brakuje zębów, zamiast ręki widnieje hak, noga bywa drewniana, czasem pojawia się również krew. Ubrania są podarte - sprawiają wrażenie brudnych i cuchnących. A twarze? Czasem wykrzywione, złowrogie, nieprzyjemne - nie jeden po chłopsku nazwał by je "parszywymi". Obraz prawdziwego pirata ^_^

 Całościowo jest ładnie i przyjemnie dla oka a w szczególności, kiedy połączyć to z twardą okładką, dobrej jakości grubym, śliskim papierem i czerwoną tasiemką. Przypuszczam, że nie jednemu książka bardzo się spodoba, jednak osobiście pod względem graficznym poczułam "niedosyt". W tym przypadku artyście nie udało się ani przebić, ani dorównać swojej wizji "Pinokia" - książki, którą okrzyknięto najpiękniejszą edycją, jaką kiedykolwiek widział świat. Wyszło ładnie ale jednocześnie przewidywalnie. Obrazy trzymają poziom i klasę, ale w mojej ocenie nieco niższą niż te w "Pinokiu".

  Podsumowując. Jeśli do tej pory ze względu na ciężki dla Was język wzbranialiście się lub mieliście problem z przeczytaniem "Wyspy Skarbów" a chcielibyście poznać jej treść, uważam, że powinniście zwrócić uwagę na przekład Andrzeja Polkowskiego. Tekst czyta się dobrze a sama książka od strony wizualnej prezentuje się bardzo ładnie (co może ułatwić lekturę). Coś czuję, że nie jedna osoba dłużej zawiesi na niej swoje oko a "miłośnik" tej historii zechce aby znalazła się ona w jego domowej biblioteczce ^_^

 "Wyspa skarbów" to niesamowita podróż w nieznane w poszukiwaniu nieznanych lądów i ukrytych skarbów... podróż nie tylko dla chłopców. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od rysunku mapy.... A co ciekawe taka Wyspa Skarbów istnieje na prawdę... Kto wie? Może gdzieś na niej został ukryty prawdziwy skarb? ^_^

"Mówi się, że tchórzostwo jest zaraźliwe. Z drugiej jednak strony kłótnia bardzo ośmiela."

  ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł: Wyspa Skarbów
 Autor: Roberto Louis Stevenson
 Przekład: Andrzej Polkowski
 Ilustracje: Roberto Innocenti,
 Wydawnictwo: Media Rodzina, Poznań 2014.
 Okładka: twarda
 Ilość stron: 312


czwartek, 21 września 2017

 Baśnie to nieodłączny element dzieciństwa wielu z nas. Opowiadali je nasi przodkowie, potem pradziadkowie, dziadkowie i rodzice. Być może niektórzy z Was dzisiaj czytają je swojemu młodszemu rodzeństwu, kuzynostwu a nawet sami sobie. Na blogu wielokrotnie wspominałam, że w dzieciństwie obok literatury historycznej i naukowej fascynowały mnie baśnie z różnych zakątków świata. W bibliotece były trzy książki z serii Baśnie Narodów ZSRR po które z przyjemnością i dość często sięgałam. Baśnie rosyjskie znałam z ekranizacji jednak zawsze interesowało mnie jakie baśnie maja inne narody. Bo każdy naród ma swoje baśnie i nie ograniczają się one tylko i wyłącznie do baśni Andersena, Braci Grimm, baśni rosyjskich, czy też Jean'a de La Fontaine (tych ostatnich niestety nie znam). Każdy kraj, każda tradycja posiada swoje cudowne historie - bardziej, mniej lub w ogóle nie znane. Historie na których wychowały się tamtejsze dzieci i pokolenia - niekiedy opowiadające o tym o czym się nam nie śniło.

 Ostatnio pisałam o podaniach i legendach indiańskich. Dzisiaj pozostając w baśniowym klimacie przeniesiemy się w inne regiony. Zapewne Chiny większości kojarzą się głównie z Wielkim Murem Chińskim, ewentualnie białym ryżem i tandetą. Jednak Chiny to przede wszystkim najstarsza, licząca prawie pięć tysiącleci cywilizacja, która wywarła ogromny wpływ na rozwój nauki i kultury. To w Chinach wynaleziono papier, korbę ręczną, kołowrotek, proch, jedwab. To tam upowszechniono produkcję ceramiki, co pozwoliło Chińczykom wyrabiać porcelanę.... A to nie wszystko, bo tych osiągnięć było więcej.

 Żółty smok - to zbiór 21 baśni i legend, które zabiorą Was do Chin, których już próżno szukać we współczesnym świecie pełnym technologii. Poznamy w nich bogatych możnowładców, chciwych kupców, ubogich rolników i niewolników, mędrców, mieszczan, kochających synów, ojców poszukujących mężów dla swych córek a także mądrych i pracowitych żon dla swoich synów. Ludzi zwykłych z wszystkimi wadami i zaletami a także cały świat chińskiej demonologii, ze smokami na czele... a tych jest tutaj na prawdę wiele... w końcu to Chiny - smoki są nieodłączną częścią tej kultury.

 Przy każdej baśni znajdziemy informacje o tym z jakiego pochodzi ona ludu. Mamy tutaj między innymi: Lud Yao, Lud Han, Han, czy Bai. Nie zostały one zmyślone - wszystkie istniały na prawdę.
 Opowieści są przeróżne: dłuższe, krótsze, bardziej ciekawe i te mniej interesujące - we wszystkich spotkamy się z kulturą chińską. To nie tylko smoki (które odgrywają bardzo ważną rolę) i demony ale również obce nam dalekowschodnie rytuały, symbole, tradycja a także przepiękna przyroda.

 Baśnie te często mówią o tym co w tradycji chińskiej było najważniejsze - poruszają motyw rodziny i relacji w nich panujących. Doceniają wartość domu, rodziny i jej tradycji - szanują swoich przodków i oddają należyty im szacunek oraz cześć. Można domyślić się, że w Chinach to głowa rodziny (teść i ojciec) decydował o wielu rzeczach. Musiał panować w niej ład i porządek - rodzina tylko jako całość mogła poradzić sobie z utrzymaniem i tym aby dobrze im się wiodło. Niektóre opisują tradycje i zwyczaje jakie panowały w Chinach np. festiwal piszczałek.
 Inne są po prostu baśniami - do opowiadania w których nie potrafiłam doszukać się morału, całej tej mądrości chińskiej ani też opisu jakiejś tradycji. 
 Pojawia się też mieszanka pozytywnych cech (takich jak dobro, uczciwość, odwaga i mądrość) z tymi złymi: nieuczciwością, zachłannością, egoizmem oraz chciwością. Zazwyczaj te złe nie popłacają. To dobre czyny są nagradzane a postępki niegodziwe potępiane.

 Wizualnie książka jest prawdziwym i ciężkim "przepastnym tomiszczem". Prawie kwadratowy format, twarda okładka kolorze żółtym z widniejącą głową smoka oraz gruby, dobrej jakości papier, sprawiają, że nie należy do najlżejszych (waży ponad kilogram). Czcionka jest sporej wielkości i wyraźna a każda baśń zdobiona ilustracjami Renáty Fučíkovej. Zawsze zwracam uwagę na wszelakiego rodzaju ilustracje (najbardziej na rysunki i szkice) umieszczone w książkach a do tych mam mieszane uczucia.
 Część z nich przypomina chińskie ryciny, które oddają klimat opisywanych opowieści i przywołują na myśl Chiny sprzed wieków - te, które widujemy w filmach np. Shogun, Wyznania Gejszy. Jednak trafiły się również takie, które w moim (i mojej mamy) odczuciu były zbyt pstrokate, niemalże neonowe i bardziej nasuwały mi na myśl współczesne czasy, co nijak ma się do tradycji i baśni chińskich (do tego powykrzywiane jakby w grymasie twarze).
 Czasem miałam wrażenie jakby tworzyły je dwie inne osoby a nie ta sama artystka. Może się czepiam, ale piękne ilustracje/rysunki to dla mnie istotna sprawa - to one w dużej mierze decydują o tym jak odbieramy daną książkę. To dzięki nim łatwiej jest przenieść się do opisywanej krainy.

 Patrząc na książkę obiektywnie to pod względem graficznym jest dobrze a jeśli chodzi o treść - bardzo dobrze. Jednak pamiętajmy o tym, że ludzie mają różny gust i nie każdemu podoba się to samo. Dla jednego wszystkie ilustracje będą świetne a dla drugiego niekoniecznie. Bardzo ważna jest treść a według mnie ta jest warta uwagi. Dzięki zbiorowi tych baśni możemy nieco "liznąć" kultury i tradycji cywilizacji chińskiej od nieco innej strony. Poza tym jak to w baśniach bywa, mimo drobnych wyjątków, przekazują one prawdy życiowe, które można ustosunkować do każdych czasów. W tym przypadku jest do chińska, ludowa mądrość. Mojej mamie baśnie bardzo się spodobały - ja uważam je za dobre. Polecam, bo - to świetna przygoda a także dawka wiedzy o "innej" kulturze ^_^
 ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł:
Żółty Smok. Baśnie chińskie
 Autor: praca zbiorowa
 Przekład: z francuskiego Zofia Beszczńska
 Ilustracje: Renata Fucikova
 Wyd. Media Rodzina 2007
 Seria: Baśnie Świata 
 Okładka: Twarda
 Ilość Stron: 602

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny