.

Wpisy z tagiem: pieczywo

środa, 20 czerwca 2018

Moja Mama poprosiła mnie o upieczenie zdrowych bułeczek. Od razu pomyślałam o drożdżowych muffinkach w wersji półperłnoziarnistej (za wypiekami z samej mąki pełnoziarnistej moja Mama nie przepada). Jako dodatek dorzuciłam do nich mieszankę ziaren a całość wykonałam w wersji wegańskiej

Składniki
150g mąki pszennej pełnoziarnistej
100g mąki pszennej typ 650
ok. 10g świeżych drożdży
ew. 1-2 łyżki cukru jeśli chcemy bułeczki w wersji lekko słodkiej
szczypta soli
2/3-1 szklanki ciepłej wody/napoju roślinnego
ok. 60g ziaren (słonecznik, sezam, orzechy arachidowe, cynamon)
woda do posmarowania bułeczek

Mąki przesiewamy do miski.
Z drożdży łyżki mąki i niewielkiej ilości wody robimy zaczyn, który odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do przesianej mąki dodajemy ziarenka wyrośnięty zaczyn oraz ewentualnie cukier.
Stopniowo wlewamy wodę  i zaczynamy wyrabiać gładkie, miękkie oraz elastyczne ciasto (trochę to zajmie czasu, jednak musimy dobrze napowietrzyć ciasto, żeby nam ładnie wyrosło/w razie potrzeby możemy delikatnie podsypać je mąką, ale nie za dużo bo muffinki będą twarde i niesmaczne).
Wyrobione ciasto obsypujemy mąką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Kiedy zwiększy swoją objętość odgazowujemy i wyrabiamy przez chwilę. Następnie dzielimy na równe części.
Z każdego kawałka formujemy kulki, które przekładamy do natłuszczonych foremek na muffinki i ponownie odstawiamy do podrośnięcia. Następnie wierzch każdej smarujemy ciepłą wodą posypujemy ziarenkami i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na ok. 20 minut.
Pieczemy na złoto-brazowy kolor.
Smacznego


 Od kiedy pamiętam zamiast komiksów wybierałam powieści, opowiadania itp.  O powieściach graficznych nie słyszałam do czasu, kiedy w moje ręce trafiła książka "Wilki z Nowego Meksyku" wydawnictwa Kultura Gniewu. W tym roku poznałam inne publikacje tego typu i przekonałam się, że można znaleźć w nich takie, które nie tylko mogą pochwalić się swoim wyglądem ale również treścią. Nie tylko stanowią rozrywkę i bawią ale również uczą, mówią o istotny sprawach, skłaniają do refleksji, pobudzają wyobraźnię.

 "Podróż" autorstwa Francesca Sanna do powieść graficzna wydawnictwa Kultura Gniewu, która ukazała się w ramach serii Krótkie Gatki. Najprawdopodobniej przyciągnie wzrok nie jednej osoby. Elegancki albumowy format, szlachetny papier, kolorowe ilustracje i opowieść, która może chwycić za serce. Taka jest ta książka.

 Rodzina. Mama, Tata, dwoje dzieci. Kiedyś weekendy często spędzali na plaży, gdyż miasto w którym mieszkali znajdowało się blisko morza. Jednak pewnego dnia wszystko uległo zmianie. Wybuchła wojna. Taty już nie ma. Pozostała Mama i dzieci. Teraz w mieście nie jest bezpiecznie, dlatego wyruszają w podróż do nowego miejsca. Tam będą szczęśliwi, nie będą musieli się więcej bać. Gdzieś tam jest ich przyszły - szczęśliwy dom.

„Letnie weekendy zwykle spędzaliśmy na plaży. Ale już tam nie chodzimy, bo w zeszłym roku nasze życie zmieniło się na zawsze”.


 Ruszają w podróż nie wiedząc co ich czeka.  Jadą własnym samochodem wypełnionym bagażami. W trakcie podróży muszą przesiąść do innego auta,  potem mama jedzie na rowerze, ciągnąc za sobą dzieci w przyczepce. W końcu docierają do granicy, jednak to nie koniec. To dopiero początek ich tułaczki - czeka ich jeszcze wiele. Wiele by w końcu odnaleźć swój dom. Dom w którym będą bezpieczni, szczęśliwi i będą mogli zacząć żyć od nowa.

 „Pojedziemy tam i już nie będziemy musieli się bać” – obiecuje mama.


 Historię poznajemy dwutorowo. Z jednej strony mamy opowieść małej dziewczynki - prostą, oszczędną w słowach i konkretną ale szczerą i prawdziwą... widzianą oczami dziecka. Jednocześnie tę samą historię opowiadają ilustracje, będące wspomnieniami dziecka. Pełne mroku, tajemnicy, detali, nasycone uczuciami bohaterów i symbolami, które mówią o wiele więcej niż ten skromny tekst. Z nich można dowiedzieć się nawet więcej - dopowiadają to czego nie wypowiedziały słowa.

 Na jednej z ilustracji widzimy szczęśliwą rodzinę bawiącą się na plaży. Na kolejnym na niebie nad tą samą plażą pojawia się czerń, która pochłania wszystko - nie jest to smog, tym, kurz, mgła, czy zaćmienie słońca.
 Na kolejnej stronie dziewczynka mówi „W ciemności przerażają mnie odgłosy lasu. Ale mama jest z nami i niczego się nie boi. Zamykamy oczy i w końcu zasypiamy”. My widzimy kobietę czule obejmującą swoje śpiące dzieci. Zasnęły, ponieważ czują się bezpiecznie w jej ramionach. Mama jest blada z przerażenia a z jej oczu płyną łzy.

 Francesca Sanna odbyła wiele rozmów z ludźmi z różnych państw, którzy musieli wyruszyć w taką podróż. Uciekać od wojny, nienawiści, strachu, głodu. Ludzi którzy w trosce o swoje rodziny opuścili swoje mieszkania, kraje w których się wychowali, znajomych, przyjaciół, rodziny. Pozostawili to co dobrze znali i ruszyli w nieznane, przed siebie. Wszystko w poszukiwaniu nowego miejsca, gdzie byliby szczęśliwi. Wysłuchała ich historii i stworzyła jedną - symboliczną, napisaną przez życie.

"Ptaki migrują tak jak my. Ich podróż też jest bardzo długa. Ale nie muszą przekraczać żadnych granic. Mam nadzieję, że pewnego dnia, podobnie jak ptaki, znajdziemy wreszcie swój dom, Dom w którym będziemy bezpieczni i w którym zaczniemy wszystko od nowa"

Tytuł: Podróż | Autor: Francesca Sanna | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Okładka: twarda | Ilość stron: 48 | Seria: Krótkie Gatki

poniedziałek, 18 czerwca 2018


 Dość dawno nie zabierałam się za domowe wypieki. Upały nie zachęcają do tego aby uruchamiać piekarnik i nagrzewać kuchnię - wystarczająco ciepło jest bez tego. Jednak ostatnio korzystając z jednego chłodnego dnia, postanowiłam coś upiec - z myślą o siostrzenicy.
 Tym sposobem z "pieca" wyszły wegańskie mini chałki z sezamem na zaczynie poolish. Przepis dość pracochłonny i jeszcze do dopracowania ale warto :)


  Książka o której dzisiaj opowiem nie powinna nikogo z Was zdziwić. Z pewnością już zdążyliście trochę poznać moje upodobania czytelnicze - to jaką lekturę cenię, lubię, szanuję i na jakie tytuły zwracam uwagę. Dodatkowo czasem będą pojawiać się również wpisy o nowościach książkowych lub innych książkach, które przeczytałam, jednak przede wszystkim będą to te książki, które lubię.

  Baśnie angielskie w jakimś sensie stanowią dla mnie nowość ale w trochę inny sposób. Od zawsze wiedziałam, że każdy kraj posiada swoją historię, kulturę, tradycję, historię i opowieści z nim związane, ale angielskie nigdy nie obiły mi się o uszy, co nie oznacza, że nie wiedziałam, że ich nie ma. Baśnie angielskie Josepha Jacobs to książka, która w czerwcu ukazała się nakładem wydawnictwa Dwie Siostry w ramach serii Mistrzowie Ilustracji - książek dla dzieci. Co ciekawe nie jest to pierwsze polskie wydanie tego zbioru. Niektórzy z Was mogą pamiętać ją z dzieciństwa, bowiem w Polsce po raz pierwszy pojawiła się w 1963 roku nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. W rodzimym kraju opublikowano ją w 1890 roku.

  Książka to zbiór  (podobno najciekawszych) opowieści ludowych Wielkiej Brytanii zebranych przez XIX-wiecznego australijskiego pisarza, folklorystę i historyka. Baśnie te są proste i krótkie często okraszane rymowankami - brak w nich długich opisów i złożoności akcji, przez co niektórzy prędzej nazwali by je bajkami lub opowiastkami snutymi wieczorami przy kominku. I właśnie właśnie w tym najprawdopodobniej tkwi ich "urok" i "magia". W tej prostocie, lekkości i swobodzie z jaką zostały spisane.
  Czytając je człowiek ma wrażenie, że słucha ludowych opowieści a wyobraźcie sobie co czuje dziecko (lub ktoś starszy), kiedy to ktoś jemu czyta. To takie bajanie.... jak w baśniach celtyckich i między to wyróżnia je spośród innych baśni świata. To charakterystyczna cecha dla mieszkańców tamtego regionu - widać, że cenili i lubili rodzinne spotkania i wspólne wieczory, rodzinne spotkania...wszystko to o czym wielu zapomina i czego nie docenia.

  Przeczytamy o sprytnych chłopach, kupcach, dzielnych rycerzach, pięknych księżniczkach a także wiedźminach, pięknych elfach, wróżkach, skrzatach i gadających zwierzętach oraz żywych przedmiotach. Przeżyjemy niesamowite przygody na końcu świata, znajdziemy ukryte skarby    i dowiemy się co zabrać ze sobą wyruszając na poszukiwanie szczęścia. Pierwsze moje skojarzenie to baśnie celtyckie, jednak nic dziwnego wszakże region ten sam, ale nie tylko.

  W trakcie lektury napotkałam wątki, które znałam z innych zbiorów baśni i to nie tylko celtyckich ale również polskich. Taka bajka "O ośle, stoliku i samobiju" od razu przywołała mi na myśl "Stoliczku nakryj się" braci Grimm. Była również jedna baśń o odgadywaniu czyjegoś imienia - w przypadku baśni angielskich diabła a w baśni, którą kiedyś czytałam chyba trolla.
  Takich skojarzeń jest tutaj więcej, jednak nie uważam tego za coś złego i wadę. To tylko udowadnia jak bardzo baśnie są cenione i popularne na całym świecie -  latami i pokoleniami wędrują po nim, wrastając w folklor różnych krajów z czasem zyskując miano "rodzimych".

  Baśnie angielskie charakteryzuje duża różnorodność treści i formy. Jednocześnie nie ma tutaj chaosu i bałaganu, człowiek nie czuje się zagubiony. Autor powoli dawkuje emocje i stopniowo przechodzi od żartobliwych opowiadań i bajek łańcuszkowych do baśni nasyconych elementami magicznymi a także podań nawiązujących do historii Anglii. Dzięki temu stanowią nie tylko dobrą rozrywkę ale również uczą o kulturze kraju z którego pochodzą.

  Ponadto jak to w baśniach i bajkach bywa skrywają w sobie ludową mądrość, która niezależnie od czasów, kraju, tradycji, upływu lat jest ceniona i pozostaje taka sama. Mimo przeróżnych perypetii i kolei losu ostatecznie triumfuje zdrowy rozsądek, spryt, odwaga i szlachetność. Cenione jest czyste serce, współczucie, dobre intencje i pomoc... Zło i niecne postępki zawsze zostają karane a głupota i tchórzostwo - wyśmiane. 

Autor: Joseph Jacobs | Tytuł: Bajki angielskie | Wydawnictwo: Dwie Siostry | Seria: Mistrzowie ilustracji | Ilustracje: Bogdan Zieleniec | Ilość stron: 312 | Okładka: twarda

wtorek, 13 lutego 2018

Dzisiaj mam dla Was kolejny z przepis tych banalnie prostych i w moich oczach nieciekawych, ale być może  taki, który zaciekawi kogoś z Was. Przepis, który niektórym być może skojarzy się z bułkami faszerowanymi pieczarkami sprzedawanymi w budce o których czytałam w internecie... chlebek pita faszerowany pieczarkami. Do tego oczywiście miseczka ulubionej surówki/ sałatki, bo przecież warzyw nigdy za wiele :) Przepraszam za brzydkie zdjęcie ;/

Składniki
chlebek pita (u mnie domowy z czarnuszką)
pieczarki
cebula lub kilka plasterków pora
przyprawy

dodatkowo: polecam szczypiorek - niestety nie miałam

Na patelni rozgrzałam olej, wrzuciłam drobno posiekanego pora i pieczarki pokrojone w półplasterki. Smażyłam na dość wysokim ogniu aż pieczarki przyrumieniły się, ale nie puściły soku. Doprawiłam do smaku.
Chlebek pita przekroiłam. Kieszonki wypełniłam farszem pieczarkowym. Całość podpiekłam w opiekaczu do kanapek.

Kanapkownia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny