.

Wpisy z tagiem: książki

środa, 16 sierpnia 2017

 Otwarcie mogę powiedzieć, że chyba nie byłam typowym dzieckiem. Książki, gazety i komiksy towarzyszyły mi nim nauczyłam się dobrze mówić i czytać. Kiedy już posiadłam tę umiejętności z sięgałam po książki z domowej biblioteczki: "Wesele" Wyspiańskiego, "Chłopów" Reymonta, "Pana Tadeusza" Mickiewicza, czy "Krzyżaków" Sienkiewicza. Pierwszą książką, którą przeczytałam był dramat Wyspiańskiego. Kiedy podrosłam uwielbiałam filmy przyrodnicze i programy dokumentalne o starożytności a w szczególności Starożytnym Egipcie. Uwielbiałam do tego stopnia, że w programie telewizyjnym zaznaczałam wybrane pozycje a potem z zegarkiem w ręku wyczekiwałam godziny emisji programu a jeśli go mimo wszystko przegapiłam, smuciłam się. Potrafiłam przerwać zabawę z dzieciakami z podwórka aby obejrzeć dany program dokumentalny, czy serial z nim związany (pamiętam z dzieciństwa serial "W świecie mitów"). Z książek lubiłam te o prehistorii, starożytności (starożytne cywilizacje), ciekawostki ze świata a także baśnie innych narodów, mitologię itp. Oczywiście czasem sięgałam również po inne książki - literaturę typowo młodzieżową, jednak to te wcześniejsze zbudzały moje największe zainteresowanie.

 Lubiłam też czytać wierszyki i wiersze. Pamiętam że w I klasie szkoły podstawowej sama pisałam krótkie wierszyki (pamiętam, że jeden był o pudelku ^_^), bajki a także piosenki dla dzieci. Kiedy od IV klasy w podręcznikach szkolnych zaczęły pojawiać się takie utwory, czytałam je z pasja, przyjemnością i zainteresowaniem. W gimnazjum byłam trochę zdziwiona, że niektórzy nie znają "Niepewności" Mickiewicza, czy to w wersji pisanej, czy śpiewanej. Ja znałam - od najmłodszych lat zasłuchiwałam się w utworach Grechuty, Turnaua, Bajora, poezji śpiewanej... Nie jakieś tam "Fasolki", "Puszek Okruszek", czy Jeżowska - wolałam poważniejsze utwory, które sama śpiewałam "pod prysznicem". Podobały mi się również niektóre operetki usłyszane na lekcji muzyki "Dziad i Baba", czy "Prząśniczki" Moniuszki. Dziwny był ze mnie dzieciak?

 Pamiętam, że w szkole podstawowej jeden wiersz spodobał mi się do tego stopnia, że postanowiłam nauczyć się go na pamięć. I nie był to wiersz księdza Jana Twardowskiego, gdyż nie przypominam sobie abyśmy w szkole podstawowej omawiali jakikolwiek z Jego wierszy (a szkoda). Był to wiersz Konstantego Ildefons Gałczyńskiego pt "Rozmowa liryczna". Byłam nim oczarowana, zachwycona i szczerze przyznam, że nadal jestem.

"Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu"

 Sami powiedzcie: Czy nie jest on przepiękny? Kiedy czytałam go jako dziewczynka w sercu czułam ciepło, radość, wzruszenie - w oczach pojawiały się łzy. Wyobrażałam sobie moich rodziców i to jak Tato kieruje te słowa do Mamy. W piękny sposób wyznaje Mamie miłość... Niestety osobiście nigdy nie słyszałam aby takie słowa padły z ust taty i być może dlatego ten utwór tak poruszał moje serce i nadal porusza bo jest w nim coś niezwykłego. I aby nie było - twórczość księdza Jana Twardowskiego również jest niezwykłą i chwyta za serca  - jest dla mnie bardzo ważna, ale traktuje ją jako nieco inną kategorię.
Chciałam zagłębić się w dalszą twórczość tego poety, ale nie było mi dane - w bibliotekach nie było takich zbiorów a w domu nie miałam wówczas internetu. Kiedy już ten internet w domu miałam, to o tym poecie zapomniałam ale głęboko w sercu nadal miałam zapisany ten jeden utworów.
Wszystko zmieniło się, kiedy przeglądając książkowe tagi na instagramie przypadkiem trafiłam na egzemplarz, który ze względu na okładkę od razu zwrócił na siebie moją uwagę. Zerknęłam na autora i uśmiechnęłam się - tak to był on... Gałczyński. Postanowiłam, ze zbiór znajdzie się w mojej biblioteczce i tak też się stało.

 „Zachłysnąć się Tobą” wydawnictwa Prószyński i S-ka to zbiór twórczości Konstantego Ildefons Gałczyńskiego, który obejmuje wybrane wiersze i piosenki poety. Najstarsze z nich pochodzą z roku 1926, zaś najmłodsze z 1953 roku, czyli roku śmierci poety.
 Tom stanowią dwa wcześniej wydane przez wydawnictwo zbiory poezji: „Szarlatanów nikt nie kocha” oraz „Portret muzy”. Wśród utworów znajdziemy takie wiersze jak „Ulica szarlatanów”, „Śmierć poety” czy „Piosenka o trzech wesołych aniołkach”. Utwory piękne, wzbudzające wiele emocji, do rozważania... na swój sposób wyjątkowe. Może nie dla każdego bo przecież nie każdy czyta poezję i ją rozumie, ale wszyscy Ci, którzy czytają, powinni być z tej pozycji zadowoleni. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy czytają poezję :)

 Na uwagę zasługuje również wydanie książki, które wzorowane jest na wzór starych księgozbiorów (podobne książki można kupić z wyd. Biblioteka Narodowa). Prosta jednokolorowa okładka ze złotymi zdobieniami i napisami - piękno i prostota w jednym. Pięknie prezentuje się na półce.

Muzeum i popiersie Konstantego Ildefons Gałczyńskiego w Leśniczówce w Pranie

 Wiersze, poematy... poezja. Jedni uwielbiają, inni czytają sporadycznie a jeszcze inni mają swój ulubiony wiersz lub dwa wiersze. Są też tacy, którzy poezję omijają szerokim łukiem - trzymają się od niej z daleka. A Wy do której grupy osób należycie? Czytacie? Lubicie wiersze? :)
Pomnik poety w leśniczówce Pranie
  ~~~~~~~~~~~~~~
 Tytuł
: Zachłysnąć się Tobą. Najpiękniejsze wiersze i piosenki
 Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński
 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2016
 Ilość stron: 416
 Okładka: Twarda


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Dzisiejszy przepis na burgery wygrzebałam z czeluści folderu. Nie pamiętam, kiedy go przygotowałam. Z pewnością dość dawno, bo od bardzo długiego czasu pieczywo w mojej diecie nie pojawia się praktycznie w ogóle - tak sporadycznie. Jakby nie było jest tutaj zielony groszek, więc powinno być smacznie (dla mnie - miłośniczki tego warzywa z pewnością było;P). Zabrakło tylko świeżego szczypiorku i rzodkiewki, ale najwidoczniej wtedy ich nie miałam. 

Składniki (1 porcja)
cebula
2/3 szklanki mrożonego groszku
ulubione przyprawy

bułka (u mnie domowa)
warzywa

Mrożony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut aby zmiękł, następnie rozgniatamy widelcem.
Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli dorzucamy zgnieciony groszek i przesmażamy przez chwilę. Doprawiamy do smaku. Jeśli chcemy możemy dodać płaską łyżeczkę mielonego siemienia lnianego, aby farsz bardziej trzymał się całości, jednak nie jest to konieczne.
Ciepłym farszem wypełniamy wcześniej podpieczone bułki. W środku burgera umieszczamy również świeże warzywa. Przed wypełnieniem zarówno podpieczony spód, jak i górę bułki można posmarować ulubionym sosem.

A po burgerze (lub do - jak to woli), miła lektura. Wolne chwile spędzam między innymi spędzam a dokładniej "delektowaniu się" i czerpaniu przyjemności z poezji polskiej. Ostatnio w moje ręce trafił bardzo ładnie wydany zbiór liryków Kazimierza Przerwy-Tetmajera wydawnictwa Algo. Z nazwiskiem już wcześniej spotkałam się w szkolnych podręcznikach (chyba w liceum), ale nie mogłam przypomnieć sobie ani jednego utworu tego poety, dlatego z przyjemnością i zainteresowaniem sięgnęłam po ten tomik. Nie analizowała wierszy, gdyż każdy odczyta i zrozumie je po swojemu. Według mnie Ci, którzy lubią czytać poezję śmiało mogą sięgnąć po ten zbiorek.


piątek, 11 sierpnia 2017

, Ławeczka w Opolu
 Piosenki Grechuty towarzyszyły mi od kiedy pamiętam. Z przyjemnością wsłuchiwałam się w Jego utwory najpierw emitowane w telewizji i radiu a kiedy w naszym domu pojawił się komputer - również na komputerze. Pamiętam jak razem z Panem Grechutą śpiewałam "Nie dokazuj miła nie dokazuj...", "Powiedz, kto mógł zasiać to dzikie wino! Może to zrobiłaś ty - ej, dziewczyno. Powiedz kto mógł zasiać to dzikie wino , kto je tutaj dał?" i inne. Niektóre z piosenek tego Artysty znałam na pamięć i podśpiewywałam w trakcie codziennych czynności. Twórczość Marka Grechuty w moich oczach nie zmieniła się od lat a jeśli się zmieniła to wzrosła na sile. Po dzień dzisiejszy z przyjemnością słucham Jego głosu, to jak śpiewa i co śpiewa. To teksty, które mimo upływu lat pozostają piękne, niezmienne, aktualne i ważne.
Kiedy przeglądając internet przypadkowo trafiłam na zdjęcie książki w której zebrano wszystkie wiersze oraz piosenki tego artysty, nie musiałam długo zastanawiać się nad tym, czy książka powinna znaleźć się w moim domu, czy też nie. Odpowiedź była jasna.

 "Pani mi mówi niemożliwe... Najpiękniejsze wiersze i piosenki" to zbiór w którym jak sam tytuł wskazuje umieszczono całą twórczość Marka Grechuty.
 Treść podzielono na rozdziały o następujących tytułach: Będziesz się uśmiechać, Śpiewające obrazy (utwory inspirowane dziełami malarskimi), Sztandary (utwory inspirowane twórczością Władysława Hasiora), Na serca dnie, Wiersze o sporcie, Krajobraz pełen nadziei oraz Teksty rozproszone.
 Do każdego rozdziału przypisano piosenki i wiersze artysty swoją treścią odnoszące się do danego tematu. Oprócz dobrze znanych utworów takich jak "Niepewność", "Dzikie wino" czy "Wiosna ach to ty", znajdziecie również inne - o których byś może nie słyszeliście np "Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi", "Wesele", "Tango Anawa", czy "Żyj nadzieją". Według mnie każdy wiersz jest wyjątkowy, każdy wzbudził we mnie pozytywne emocje, wywołał wrażenie - nawet te, które dobrze znam. Nie potrafiłabym wybrać tego najlepszego - jednego w swoim rodzaju, bo każdy z nich ma w sobie coś pięknego.

 Na końcu książki umieszczono dwa spisy treści. Pierwszy - alfabetyczny i drugi zawierający utwory umieszczone w takiej kolejności w jakiej pojawiają się w książce.
W nocie wydawniczej znajdziemy informacje z jakich tomików pochodzą przedruki oraz to iż znajdziemy w niej również teksty do tej pory niepublikowane.

Na uwagę zasługuje piękne wydanie książki. Niewielki format, twarda okładka na wzór starodawnych księgozbiorów, cudowny grzbiet oraz gruby papier zszywany nićmi sprawiają, że po książkę chce się sięgnąć a ona sama pięknie prezentuje się na półce. Według mnie będzie stanowiła przepiękny prezent dla ludzi wrażliwych, tych którzy lubią lirykę a w szczególności twórczość Marka Grechuty. Dla mnie i mojej mamy to przepiękna podróż do czasów dzieciństwa (w szczególności dla mojej mamy) jak i możliwość poznania pozostałych utworów poety. To jedna z tych pozycji do której razem z mamą będziemy wracać i która musiała znaleźć się w naszych domowych zbiorach.

I na koniec mam dla Was ciekawostkę.
 Marek Grechuta urodził się 10 grudnia 1945 w Zamościu. Tak zgadza się... w Zamościu na Lubelszczyźnie a dokładnie w mieszkaniu w okolicach Starego Rynku, na ulicy Grodzkiej 7.
Od trzech lat razem z mamą w ramach wakacyjnych jednodniowych wycieczek, jeździmy do Zamościa, jednak dopiero dwa dwa tygodnie temu, przez przez przypadek trafiłyśmy na tablicę upamiętniającą to miejsce. Zmęczone usiadłyśmy w cieniu na ławce na wprost przed wcześniej wspomnianą tablicą... na naszych twarzach pojawił się uśmiech.

 Wcześniej bardzo dobrze wiedziałam o tym, że Artysta urodził się w tym mieście, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej i Liceum im. Jana Zamoyskiego (zwanego przez uczniów Akademią Zamojską), ponieważ mieściło się w jej dawnym gmachu. Jednak nie wiedziałam w którym miejscu się urodził - nie spodziewałam się, że było to w jednej z kamienic na Starym Mieście. To było bardzo miłe zaskoczenie - od razu przypomniałyśmy sobie utwory, które śpiewał Marek Grechuta a ja zaczęłam je sobie podśpiewywać pod nosem :) Jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że planowane jest sfinansowanie i wykonanie ławeczki poświęconej tak wielkiemu Artyście jakim był Marek Grechuta. W końcu Zamość to Jego rodzinne miasto, to o nim śpiewał w piosence „Gdzieś na mapy skraju Zamość”. Według mnie nawet nie wypada aby w Zamościu nie było takiej ławeczki - w Opolu jest, natomiast w rodzinnym mieście Artysty nie. Przyjemnie byłoby na niej usiąść - usiąść obok tak wielkiego Artysty :)

Mieszkanie od ulicy

Dzikie Wino Marka Grechuty

W mieszkaniu po lewej stronie mieszkał Marek Grechuta 

Marek Grechuta wyjechał z Zamościa po maturze, w 1963 roku. Wybrał architekturę w Krakowie i do Zamościa już nie wrócił. O Krakowie mówił później „moje miasto”, śpiewał również w swoich piosenkach między innymi "Ojczyzna". Dom Marka Grechuty przy Grodzkiej 7 w Zamościu stoi nadal, ale nikt z rodziny już tu mieszka. O sławnym mieszkańcu przypomina tablica pamiątkowa, przy której turyści chętnie się zatrzymują - dla wielu z nich ta informacja jest wielkim zdziwieniem (z mamą słyszałyśmy jak przewodnik mówił, że dla wszystkich :)

„(…)Tu każdy zaułek ma swój nastrój miły,
Gdzie cisza zadumę i wytchnienie niesie.
W tych murach, które tyle lat przeżyły,
A wciąż są powodem do wzruszeń, uniesień. (…)” .
Tak  w piosence „Gdzieś na mapy skraju” Marek Grechuta wspominał swe miasto rodzinne Zamość (woj. lubelskie)

 ~~~~~~
 Tytuł: Pani mi mówi niemożliwe. Najpiękniejsze wiersze i piosenki,
 Autor: Marek Grechuta
 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2015
 Ilość stron: 209
 Okładka: Twarda

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl



nazwa alternatywna

nazwa alternatywna

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi