.

Wpisy z tagiem: kasza

poniedziałek, 17 lipca 2017

Nigdy nie faszerowałam i nie zapiekałam pomidorów. Słyszałam, że to smaczny sposób na ich podanie i postanowiłam to sprawdzić. Przygotowałam pomidory faszerowane kaszą jaglaną i zielonym groszkiem, które podałam w towarzystwie surówek. Potwierdzam - pomidory w takiej postaci są przepyszne (o ile wybierzecie smaczną odmianę pomidorów i dojrzałe owoce). Następnego dnia przygotowałam kolejne, tym razem faszerowane pastą z zielonego groszku a następnie pieczarkami z cebulką i koperkiem, jednak dzisiaj nie o nich ^_^

Składniki (1 porcja)
1/2 szklanki kasza jaglanej
ok. 2/3 szklanki mrożonego groszku
cebula
koperek
przyprawy
1 sporej wielkości pomidory

Pomidory myjemy, osuszamy, odcinamy płaskie kapelusze i wydrążamy środki.
Mrożony zielony groszek zalewamy wrzątkiem i ostawiamy na kilka minut aby zmiękł.
Kaszę jaglaną gotujemy al dente, ale tak by nie była surowa, następnie mieszamy z zielonym groszkiem.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy na złoto drobno posiekaną cebulę. Dorzucamy miąższ z pomidorów wraz z sokiem i smażymy do czasu aż całość zgęstnieje. Wówczas dorzucamy wcześniej ugotowaną kaszę z groszkiem. Przesmażamy przez chwilę, dodajemy koperek i doprawiamy do smaku.
Farszem nadziewamy wydrążone pomidory i przykrywamy górą pomidora (ja dodatkowo wbiłam patyczki do szaszłyków aby w trakcie pieczenia pomidory nie rozleciały się). Zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 20-25 minut

piątek, 21 kwietnia 2017

Kasza jaglana to wdzięczny produkt. Możemy zajadać się nią w wersji słodkiej lub słonej na wytrawnie, może stanowić dodatek do obiadu jak i bazę do różnego rodzaju kremów, past kanapkowych, ciast czy deserów. Jednak to nie wszystko, bowiem kasza jaglana to również rewelacyjny produkt, który może służyć jako spód do pizzy. Dzisiaj mam dla Was właśnie taką pizzę: prostą w przygotowaniu pizzę na spodzie z kaszy jaglanej.

Składniki:
1/2 szklanki kaszy jaglanej
sos pomidorowy
ulubione warzywa
ew. sól i pieprz do smaku

Kaszę jaglaną gotujemy do miękkości, doprawiamy do smaku następnie miksujemy blenderem lub rozcieramy dokładnie łyżką.  Masę wykładamy na papier do pieczenia na grubość 1-1,5cm i smarujemy sosem pomidorowym (u mnie koncentrat pomidorowy z dodatkiem pieprzu ziołowego i cayenne). Wykładamy ulubione dodatki i pieczemy w 180C przez ok 20-30 minut.

UWAGI
Spód nieco mi się rozpadał kruszył. Mogą być tego trzy przyczyny:
-  niezbyt dokładnie rozgniotłam kaszę jaglaną (chyba jednak lepiej zrobić to blenderem),
- zbyt cienko rozciągnęłam kasze i to nie było 1-1,5cm
- z lekko przesuszyłam pizze i te 20 minut w zupełności by wystarczyło
Wkrótce do pizzy zrobię drugie podejście i uzupełnię ten przepis o kolejne notatki u uwagi. Zastanawiam się też, czy aby czasem do spodu nie dodać łyżeczki suchego, mielonego siemienia lnianego, które pełni funkcje "zlepiające" - tak dla pewności :)

Tagi: kasza
09:03, ervisha , Inne
Link Komentarze (99) »
wtorek, 21 marca 2017

Od kiedy sama zaczęłam przygotowywać gołąbki w wersji wegańskiej i z nierozgotowanymi liśćmi, polubiłam te danie. Polubiły je również moja mama i starsza siostra, które zawsze są chętne na takiego bezmięsnego gołąbka. Do tej pory najczęściej przygotowywałam gołąbki z kaszą jaglaną i pieczarkami lub kaszą jaglaną, pieczarkami i orzechami włoskimi. Jednak tym razem miałam ochotę na coś innego: postawiłam na ryż, czerwoną soczewicę oraz pieczarki. Przepis może wydać się Wam dość długi, jednak nie jest skomplikowany - chciałam wszystko dokładnie wytłumaczyć i dlatego wyszło, tak jak wyszło. Mam jednak nadzieję, że to Was nie zniechęci, bo gołąbki na prawdę są warte przygotowania ;)

Składniki (10 małych gołąbków)
główka kapusty (najlepiej z rozłożystymi liśćmi)

200g ryżu parboiled lub basmati
100g czerwonej soczewicy
500g pieczarek
1/2 szklanki suszonej włoszczyzny (ok. 50g)
1 cebula
pieprz czarny i ziołowy
ewentualnie sól

Z kapusty usuwamy uszkodzone liście, myjemy i nacinamy głąb. W garnku zagotowujemy wodę, następnie wkładamy do niej kapustę, przykrywamy nakrywką i zostawiamy na ok. 5-10 minut. Po tym czasie liście powinny zacząć ostawiać i zmięknąć. W trakcie gotowania liście stopniowo zaczną ostawać od kapusty.

Ryż gotujemy do czasu aż "napuchnie" - krócej niż jest to napisane na opakowaniu (ok. 5 minut). Czerwoną soczewicę tak samo - ok. 5 minut (ważne aby nie była wodnista). Łączymy z kaszą. Dodajemy suszoną włoszczyznę.

Pieczarki myjemy i kroimy drobną kostkę. Następnie wrzucamy na patelnię podlaną odrobinką wody i dusimy najpierw pod przykryciem do czasu aż puszczą wodę, a następnie bez przykrycia aż woda wyparuje. Przekładamy do miseczki a patelnię po ostygnięciu myjemy i przecieramy ręcznikiem papierowym.
 Rozgrzewamy niewielką ilość oleju i wrzucamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli dodajemy pieczarki. Smażymy przez kilka sekund po czym doprawiamy pieprzem ziołowym. Całość przesmażamy jeszcze przez chwilę, cały czas mieszając aby smaki się ze sobą połączyły po czym zdejmujemy z ognia. Dodajemy do ryżu z soczewicą. Mieszamy i całość doprawiamy czarnym pieprzem oraz ew. solą.

 Z liści kapusty skrawamy wystające, grube "nerwy". Następnie na każdy liść, w miejscu w którym wyrastał z główki układamy porcję farszu i ciasno zawijamy jak krokiety (najpierw porcję farszu przykrywamy tą najgrubszą częścią liścia, z której ścinaliśmy „ścięgno”, następnie zakładamy oba boki liścia do środka i zawijamy ściśle w rulonik jak krokiet).

 Dno żaroodpornego naczynia wykładamy pozostałymi liśćmi kapusty (aby zabezpieczyć przed przypaleniem od spodu), na nich ciasno układamy gołąbki zawinięciem do spodu, ponownie nakrywamy liśćmi i podlewamy szklanką wody. Pieczemy pod przykryciem w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez ok. 50-60 minut (aż liście będą miękkie) sprawdzając, czy woda nie wyparowała a gołąbki się nie przypalają (gołąbki można też ugotować w garnku w bulionie - postępujemy tak samo).




Na koniec mam dla Was recenzję książki a właściwie książeczki, która niedawno wpadła mi ręce. 
Lubię wszystkie zwierzęta. Koty również, jednak typową kociarą nie jestem, choć nie ukrywam, że miło byłoby mieć takiego mruczka. Po książkę zdecydowałam się sięgnąć ze względu na tytuł i urzekającą okładkę. "Kot, który spadł z nieba" to krótka opowieść japońskiego poety Takashi Hiraide. Opowieść o przyjaźni mężczyzny i kobiety z kotem a także zmianach jakie nastały w ich życiu za sprawą tego zwierzaka.

Małżeństwo trzydziestolatków pracujących w wydawnictwie (oboje są pisarzami), mieszka w małym wynajętym domku gościnnym w spokojnej dzielnicy Tokio. Wiodą skromne, spokojne i na pozór szczęśliwe, choć monotonne życie, zajmując się swoimi sprawami. Wszystko zaczyna się zmieniać z dniem, kiedy w ich życiu pojawia się Chibi - kotka o białym futerku z lekka naznaczonym czarno-rdzawymi plamami, którą przygarnęli ich sąsiedzi zza płotu. Choć właściciele otaczają ją należytą opieką, kotka coraz częściej zaczyna odwiedzać ogród małżeństwa pojawiając się w nim każdego dnia. Mimo iż nie dawała się głaskać i brać na kolana utrzymując z otoczeniem ciągły dystans, szybko skradła serca pary małżonków, którzy z czasem zaczęli rozmawiać o niej, dbać o nią i traktować tak jakby była ich kotem. Chibi stała się członkiem ich rodziny a oni z niecierpliwością wyczekiwali jej przybycia. Mężczyzna zaczął nawet prowadzić dziennik w którym opisywał jak spędzają czas z Chibi: to jak wspina się na sosnę, bawi się piłeczką jak zachowuje się gdy przychodzi na noc spać w ich szafie czy obserwuje powiewy wiatru.

Zwierzątko nieświadomie i w niezauważalny dla bohaterów sposób zbliżyło ich do siebie, wprowadzając w ich życie radość. Nagle pojawił się powód do wieczornych przechadzek po ogrodzie, obserwacji zmieniającego się świata, częstszych rozmów, wspólnego spędzania czasu. Chibi sprawiła, że życie bohaterów nabrało zupełnie innych barw i prawdziwego sensu. W końcu zaczęli cieszyć się tym życiem, dostrzegać to co wcześniej było dla nich niewidzialne, gdyż zbyt bardzo skupiali się na swojej pracy i innych sprawach. Zaczęli żyć, ale tak na prawdę - całym sobą.

"– W zwierzętach ciekawe jest to – wyjaśniała żona – że, weźmy na przykład koty, chociaż należą do jednego gatunku, każdy ma swój własny charakter. – Chibi jest dla mnie przyjacielem pod postacią kota, z którym się doskonale rozumiem".

Historia o Chibi jest pretekstem do snucia rozważań nad sensem życia, przemijania oraz zachwytem nad pięknem przyrody.
 Wyraźnie widać, że te ostatnie mają one ogromne znacznie dla autora, gdyż sporo tutaj dokładnych i jakże plastycznych opisów japońskiej tradycji, lokalnej fauny i flory, zachwytem nad pięknem świata... Bohaterowie dzięki obecności kotki zamiast żyć w ciągłej niepewności i strachu odnośnie tego co będzie, zaczynają akceptować życie takim jakie jest, baczniej się mu przyglądać, cieszyć całym sobą i szanować. Dojrzewają wewnętrznie na tyle aby pogodzić się losem - zaakceptować to co będzie i nauczyć się cieszyć z nawet najdrobniejszych (a dla większości błahych) rzeczy i wydarzeń.

W tej krótkiej opowieści kotka pokazała detale, które z pozoru nie ważne są tak piękne, że nie chcemy o nich zapomnieć, jednak z jakiś powodów to robimy. Może warto było by mimo wszystko zachować je w pamięci? Zapisać w sercu, opowiedzieć.... W rzeczywistości wnoszą one wiele dobrego do naszego życia, sprawiają, że jest ono lżejsze, szczęśliwsze, piękniejsze.

Autor: Takashi Hiraide | Tytuł: "Kot, który spadł z nieba" | Seria: Seria z Żurawiem | Wydawnictwo: WUJ | Rok Wydania: 2016 | Ilość stron: 144 | Okładka: miękka 

 
1 , 2 , 3


Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Tu kupisz ksiażki tekst alternatywny