.

Wpisy z tagiem: kasza

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Recenzując książkę "Asunia" Joanny Papuzińskiej w kategorii "Inspiracje kulinarne" pokazałam Wam przepis na potrawkę z wykorzystaniem korzenia selera bądź też pietruszki (w zastępstwie, chociaż z jej dostępnością może być problem). Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na tę potrawkę, która nie jest skomplikowana w przygotowaniu :)

Składniki:
* kawałek selera korzeniowego lub korzenie pietruszki
2 pomidory (200g)
ok. 200g pieczarek
posiekany szczypiorek
posiekana cebula.
łyżeczka masła orzechowego (u mnie Vivio)

wędzona czerwona papryka
pieprz ziołowy
pieprz cayenne
olej rzepakowy

* można również najpierw seler pokroić w grubsze plastry i podgotować. Następnie pokroić w kostkę i przesmażyć

Seler obieramy i kroimy w niezbyt grubą kostkę. Następnie obtaczamy w mieszance przypraw z dodatkiem oleju, tak aby seler w całości pokrył się przyprawami. Odstawiamy na ok godzinę.
Pomidory myjemy i kroimy w kostkę.
Pieczarki myjemy, oczyszczamy z błonek pod kapeluszem, kroimy w ćwiartki po czym wrzucamy na suchą patelnię, odparowujemy z nadmiaru wody i przekładamy do miseczki.
 Na patelni rozgrzewamy olej i szklimy cebulę. Wrzucamy seler oraz pieczarki i przesmażamy aż ładnie się zezłocą. Dodajemy masło orzechowe i dusimy przez chwilę.
Całość łączymy z pomidorami smażymy jeszcze przez kilka doprawiamy  i ewentualnie doprawiamy do smaku.
Podajemy z ulubionymi dodatkami (kasza, ryż, pieczywo)
Smacznego


  Czas szybko leci. Wydawać by się mogło, że jeszcze nie tak dawno rozpoczynaliśmy wakacje a już w przyszłym tygodniu mniejsi i więksi uczniowie ponownie ruszą z plecakami do szkół. Dla niektórych będzie to kolejny raz - kolejna klasa a dla innych pierwszy rok kilkuletniej nauki.
  Niektórzy zaczną również wybierać dla siebie nowe kalendarze. A co wybrać dla dziewczynki w młodszym wieku? Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o nowości od wydawnictwa Wilga, która być może zainteresuje mamy takich dziewczynek.

  Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Szkolnik superdziewczyny to szkolnik i planner w jednym stworzony z myślą o dziewczynkach, które chciałyby same planować i zarządzać własnym czasem w szkole a także w domu, by jednocześnie mieć czas na to co ważne a także zabawę, relaks i czytanie.

  Jego "konstrukcja" jest prosta i czytelna. W środku znajdziemy między innymi takie kategorie jak:
  PLANNER ROCZNY na zapisywanie najważniejszych wydarzeń w ciągu roku
  MÓJ PLAN LEKCJI I ZAJĘĆ z podziałem na semestry
  MOJE CELE aby zapisać co chcemy osiągnąć w ciągu roku
  MOJE PLANY do zapisywania filmów, które chcemy obejrzeć, książek do przeczytania itp.
  ODRABIANKI czyli karty do planowania prac domowych
  PAMIĘTNIK na czas roku szkolnego, wakacji, ferii…
  MARUDNIK do zapisywania nastroju
  SŁOIK SZCZĘŚCIA do zapisywania wyjątkowych dni… i wiele innych!
  WAŻNE DATY!

 Dzięki takiemu zestawieniu planner uczy małe nastolatki samodzielnego planowania czasu. Dodatkowo może być źródłem inspiracji, gdyż prezentuje sylwetki DWUNASTU SUPERDZIEWCZYN, m.in. Anne Frank, Simony Kossak, Fridy Kahlo, J.K. Rowling, Martyny Wojciechowskiej czy  Beyoncé, których wyjątkowe osiągnięcia mogą zachęcać dziewczyny do realizacji marzeń.

  Jest też miejsce na zapisywanie własnych sukcesów a także mini quiz. Pomysł na dziennik ciekawy. Wykonanie dobre, chociaż niektórzy mogą polemizować odnośnie wyboru superdziewczyn, jednak ogólnie może się spodobać i nawet powinien. Małym, dorastającym dziewczynkom lubiącym kalendarze, plannery, dzienniczki itp ;)

czwartek, 14 czerwca 2018

  Gulasz/leczo inspirowany wcześniej publikowaną potrawką z brukselką w roli głównej. Przygotowany tą samą metodą z przesmażeniem przypraw (przy wcześniejszej potrawce pisałam dlaczego polecam tę metodę) i z chęcią spróbowania papryki wędzonej, która od Świąt Bożego Narodzenia nietknięta leżała w szafce. Szczerze? Nie wiem czy to wina producenta (papryka z Tesco), ilości jaką dodałam do potrawy, czy jednak papryki samej w sobie ale poza zapachem wędzonego boczku (jak to określiła moja mama) nie specjalnie poczułam ją w smaku. Jednak nie zmienia to faktu, że potrawka bardzo mi posmakowała - przygotowałam i jadłam ją przez kilka dni pod rząd :)
 
Składniki (2-3 porcje)
450g brukselki
250g ugotowanej ciecierzycy (lub puszka)
ok. 200g pieczarek, pokrojonych w półplasterki
mała cukinia lub bakłażan (ok. 220g)
1 cebula
ew 1-2 ząbki czosnku
1/2 puszki krojonych pomidorów w zalewie lub trochę wody wymieszanej z koncentratem pomidorowym
pieprz czarny
pieprz ziołowy
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2-1 łyżeczka wędzonej czerwonej papryki (można dać więcej jeśli ktoś lubi)

ugotowana kasza lub ryż

Brukselkę kroimy na pół (większe kapustki na ćwiartki) i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200 stopniach do miękkości (15-25 minut).
Na patelni rozgrzewamy olej i przesmażamy drobną posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli wsypujemy wędzoną czerwoną paprykę. Przesmażamy przez chwilę po czym wrzucamy przyprawy i smażymy przez ok. minutę.
Dodajemy pieczarki, smażymy co jakiś czas mieszając. W tym czasie umytą cukinię kroimy w półtalarki lub ćwiartki.
Kiedy pieczarki zmniejszą swoją objętość i zarumienią się na patelnię wrzucamy cukinię, mieszamy i smażymy przez ok. 2-3 minuty aż lekko się przyrumieni (aby nie dodawać oleju co jakiś czas możemy podlewać odrobinką wrzątku).
Wlewamy pomidory z puszki lub wodę wymieszaną z koncentratem następnie dodajemy upieczoną brukselkę oraz ugotowaną ciecierzycę. Dusimy przez chwilę. Doprawiamy do smaku pieprzem.
Ja na tym etapie na patelnie wrzuciłam ugotowaną kasze gryczaną, wymieszałam i jeszcze przez chwilę poddusiłam.
Smacznego


  "Cydr z Rosie" to powieść, która zachęciła mnie do siebie swoją słoneczną okładką z przeuroczym obrazkiem, który na myśl od razu przywołał mi wakacje na wsi - wiatr we włosach, ciepło promieni na twarzy, maki w zbożu. Swojski klimat, błogość, lenistwo i te sprawy. Postanowiłam zagłębić się w jej treść aby przekonać się, czy te uczucia będą towarzyszyły mi również w trakcie lektury książki.

 "Po raz pierwszy w życiu znalazłem się poza zasięgiem ludzkiego wzroku. Po raz pierwszy też byłem zupełnie sam w świecie, w którym niczego nie potrafiłem ani przewidzieć, ani sobie wyobrazić - w świecie ćwierkających ptaków, cuchnących roślin i owadów, które śmigały bez ostrzeżenia."

  To swoistego rodzaju dziennik autora na kartach którego opisał historie swojego życia. To on jest narratorem tej opowieści. Wraz z jego wspomnieniami podróżujemy w przeszłość do wczesnych lat jego dzieciństwa - czasów po I wojnie światowej. Czytamy między innymi o tym jak w wieku trzech lat wraz z mamą i sześciorgiem rodzeństwa przeprowadził się do małej, ubogiej, rolniczej angielskiej wioski. Jego ojciec odszedł i nie miał zamiar wracać. Mimo tego, wysyłał swojej żonie pieniądze, dzięki, którym mogła przy życiu liczną rodzinę. Nie było łatwo.
 Rodzina zamieszkała w małym domku z "dwoma piętrami, piwnicą oraz skarbem w ścianach, z pompą i jabłoniami, lilakiem oraz truskawkami, czarnymi ptakami w kominach, żabami w piwnicy, grzybami na suficie." To tam Laurie Lee spędził dzieciństwo i wczesną młodość - bawił się w berka, chowanego, biegał po dolinie, dorastał, przeżywał pierwsze miłości, sukcesy i porażki.

"Całe moje życie było wojną, wojna była światem. Nadszedł więc koniec świata. Nijak inaczej tego nie pojmowałem."

  Starał się zapamiętać to co go otaczało i spotykało. Widoki, dźwięki, smaki (np.chleba z cukrem), unoszące się zapachy i to nie tylko te z kuchni. Błękit nieba, zapach bzu, śpiew ptaków, ciepłe promienie słońca, kłos zboża, snopy siana, brzęczące pszczoły i motyle, konie pracujące w polu. Rodzinny dom, codzienne rytuały, zabawy, pierwsze przyjaźnie, miłości, proste i całkiem zwyczajne rzeczy. Wydawać by się mogło, że błahe i nudne ale tak naprawdę ważne i niekiedy bolesne. Bo lata młodości, które z były dla niego czasem radości, zabaw i beztroski, przynosiły również rodzinne tragedie, choroby, śmierć najbliższych, powodzie, susze, głód, tęsknotę, gorycz, smutek...

"Nasz dom i nasze w nim życie jest czymś, o czym nieustannie śnię, bezwolnie zapraszany noc po nocy, aby powracać do jego spokoju..." 

  Kilka rozdziałów. Poszczególne momenty z życia. Takie opowiadania - obrazy. Przepełnione nie tylko radością i spokojem ale również obawami, smutkiem, tęsknotą, strachem. Historie nie tylko z własnego życia - te opisujące swoją rodzinę lub pory roku i związane z nimi obowiązki a także towarzyszące zabawy. To również opowieści opowiadające o szkole, świętach, innych mieszkańcach wioski. Opowieść o ludziach. Opowieść o życiu. Opowieść życia.

"Ilekroć teraz spostrzegam coś - zmianę pór roku, jaskrawego ptaka w zaroślach, pąki orchidei, wodę z wieczora, oset, obraz, wiersz - w złocistej obwódce, zawsze moja wrażliwość składa króciutki hołd mojej matce. 
Doprowadziła mnie niekiedy na skraj wytrzymałości, ale od chwili urodzenia, co wiem dopiero teraz, całą ziemię wchłaniałem za pośrednictwem jej dziarskiego, pełnego wigoru ducha."

  Tak naprawdę nie ma tutaj akcji. Narrator snuje wspomnienia. Niezwykle plastyczne, nasycone barwami, emocjami i uczuciami. Wprawiające w stan nostalgii, zadumy, rozmarzenia - być może dla niektórych również lenistwa lub znużenia. Takie książki trzeba lubić. Dla mnie to była miła, letnia lektura. 

Autor: Laurie Lee | Tytuł: Cydr z Rosie | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: Twarda | Ilość stron:

czwartek, 31 maja 2018

 Brukselka wielu osobom kojarzy się z znienawidzonym dodatkiem do obiadu ze szkolnej stołówki. Tym warzywem "straszą" również dzieci w bajkach i filmach familijnych. Najprościej mówiąc - postrach i koszmar dzieciństwa. W dzieciństwie nigdy nie jadłam brukselki. Po raz pierwszy spróbowałam jej w zupie jarzynowej będąc mniej więcej w gimnazjum i od razu mi posmakowała. Potem kilka razy kupiłam taką mrożoną ale ta zawsze uwalniała nieprzyjemny aromat, co w znaczniej mierze przekładało się na jej smak. Co dziwne w mieszankach na zupę jarzynową (chociażby takiej z Biedronki) brukselka smakowała zupełnie inaczej.
 Na świeżą brukselkę nie dane mi było popaść. Nawet ostatnio szukałam jej w sklepach i bez skutecznie. Musiałam kupić mrożoną. Jednak tym razem jej nie gotowałam a upiekłam. Może to dziwne ale postanowiłam spróbować. Brukselkę rozmroziłam, przekroiłam na pół i upiekłam - eksperyment wyszedł :)

Z pieczonej brukselki przygotowałam gulasz, bardzo prosty ale i tutaj zostałam pozytywnie zaskoczona. Kilka lat temu w internecie wyczytałam, że przesmażenie przypraw a w szczególności papryki wydobywa ich smak. Od dawna przymierzałam się do tego aby w ten sposób przygotować jakąś potrawę, ale zawsze zapominałam. Na szczęście tym razem nie wyleciało mi z głowy i przygotowałam potrawkę tak jak planowałam. W trakcie przygotowywania aromat rozszedł się po całym mieszkaniu i zwabił mojego Tatę z łazienki na piętrze - sama potrawa nie tylko cudownie pachniała ale również smakowała.
Aby mieć pewność, następnego dnia tę samą potrawę przygotowałam w identycznie z tą różnicą, że doprawiłam ją na samym końcu. Różnica w smaku była ogromna, w moim odczuciu na korzyść tej pierwszej z przesmażoną papryką. Rzeczywiście aromat i smak był intensywniejszy, głębszy a wszystkie składniki potrawki przesiąknięte tym smakiem. Natomiast w wersji tradycyjnej wydały mi się jakieś "jałowe" i nijakie. Teraz z pewnością będę pamiętać o tym aby przesmażać mieloną paprykę i przyprawy. Was również do tego zachęcam.
 
Składniki (2 porcje)
400g brukselki
150g ugotowanej ciecierzycy
ok. 200g pieczarek, pokrojonych w półplasterki
1 cebula
ew 1-2 ząbki czosnku
1/2 puszki pomidorów krojonych
1/2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
pieprz cayenne
pieprz ziołowy i czarny

Brukselkę krom na pół (większe kapustki na ćwiartki) i układamy na blasze do pieczenia. Pieczemy w 200 stopniach do miękkości (20-25 minut).
Na patelni rozgrzewamy olej i przesmażamy drobną posiekaną cebulę. Kiedy się zeszkli wsypujemy wędzoną czerwoną paprykę. Przesmażamy przez chwilę po czym wrzucamy pieprz cayenne oraz ziołowy i smażymy przez ok. minutę.
Dodajemy pieczarki oraz ewentualnie czosnek i smażymy co jakiś czas mieszając. 
Wlewamy pomidory z puszki i dusimy aż nieco zgęstnieje. Wówczas dorzucamy brukselkę i ciecierzycę a gdyby sos był za gęsty dolewamy trochę wody.
Całość chwilkę podgrzewamy, ewentualnie doprawiamy do smaku i podajemy z ulubionymi dodatkami np. ugotowanym ryżem lub kaszą (gryczaną, jaglaną, orkiszową, kuskusem).
Smacznego
„W odwiecznym mieście Londynie pewnego jesiennego dnia w drugiej ćwierci szesnastego stulecia w ubogiej rodzinie nazwiskiem Canty przyszedł na świat chłopiec, którego rodzina ta wcale nie pragnęła. Tego samego dnia w bogatej rodzinie Tudorów przyszło na świat inne angielskie dziecko, gorąco upragnione przez tę rodzinę. Pragnęła go również cała Anglia i tak doń tęskniła, tak go oczekiwała, tak korne zasyłała oń modły do Boga, że gdy narodziło się wreszcie, ludzie bliscy byli radosnego szaleństwa”.


 Królewicz i żebrak znany pod innym tytułem Książę i żebrak to powieść Marka Twaina, opowiadająca historię nagłej "zamiany miejscami" niezwykle podobnych chłopców: dziedzica tronu księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VI i żebraka Toma Canty'ego.
 Akcja książki rozgrywa się w szesnastowiecznej Anglii, gdzie pod królewskim zamkiem przypadkowo spotykają się dwaj bardzo podobni do siebie chłopcy Edward, syn królewski, oraz Tomek, skromny chłopiec z ubogiej londyńskiej dzielnicy. Dla zabawy zamieniają się oni ubraniami. Niestety chłopcy nie zdają sobie konsekwencji popełnionego czynu...

 Utwór zaliczany jest do literatury klasycznej dla dzieci i młodzieży, jednak według mnie mogą sięgnąć po nią również dorośli. Dlaczego? Sekret tkwi w treści. Nie powiem, że to była lekka lektura, że czytało mi się ją z łatwością, szybko i bardzo przyjemnie, bo bym skłamała. Całość nieco mi się dłużyła przez co lektura szła powoli, ale czasu z nią spędzonego nie uważam za stracony. Wręcz przeciwnie - doceniłam i doceniam ogromną wartość dydaktyczną i przesłanie jakie skrywają się na kartach tej powieści.

 Losy bohaterów śledzimy na przemiennie - raz z punktu widzenia księcia, który żyje jak żebrak a innym razem żebraka zaznającego królewskich luksusów. Dzięki temu nie tylko mamy możliwość lepiej wczuć się w bohaterów, ich uczucia a także poznać przemyślenia ale również w pewnym sensie stać się nimi. Jednocześnie dostrzegamy w jak rewelacyjny sposób autor ukazał "blaski i cienie" każdego ze stanów, to, że majątek i władza nie są tak wspaniałe jak mogłoby się wydawać - to nie tylko przyjemności ale i obowiązki, którym niejednokrotnie ciężko jest podołać. Z kolei bieda i nie posiadanie w zasadzie niczego nie są takie beznadziejne i mają swoje zalety.
 Każde, życie ma swoje plusy i minusy, jednak najlepiej jest żyć swoim własnym życiem.

 "Królewicz i żebrak” to powieść, która przetrwała lata i jestem pewna, że przetrwa kolejne, gdyż jest ciągle aktualna. Nie tylko uczy ale również pokazuje, że prawdziwa przyjaźń jest warta więcej, niż wszystkie pieniądze świata. Ponadto w jej treści możemy odnaleźć autentyczne sytuacje zaczerpnięte z różnych kronik i innych źródeł ówczesnych Edwardowi VI (o czym świadczą przypisy na końcu książki), dzięki czemu uczy podwójnie. Klasyka po którą warto sięgnąć w szczególności w tak ładnym wydaniu jakie proponuje nam wydawnictwo Zysk i S-ka.

"Kiedy zostanę królem - myślał - muszę dać im nie tylko chleb i schronienie, lecz również naukę książki, bo pełny brzuch niewiele znaczy, gdy umysł i serce umierają z głodu. Na zawsze postaram się zapamiętać tę dzisiejszą lekcję, aby nie poszła na marne i lud mój nie cierpiał z tego powodu. Nauka zmiękcza bowiem serca i uczy uprzejmości oraz miłosierdzia"

Autor: Mark Twain | Tytuł: Królewicz i żebrak | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Ilość stron: 326+10stron przypisy=336 | Okładka: Twarda

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny