.

Wpisy z tagiem: Boże Narodzenie

poniedziałek, 10 grudnia 2018

To już drugi przepis na brownie jaki pojawia się na blogu (pierwszy przepis). Proste w przygotowaniu z ogólnodostępnych składników, bez dodatku cukru (no prawie - nie licząc tego w czekoladzie), mleka i jajek - produktów odzwierzęcych. Aromatyczne, intensywnie czekoladowe, smaczne i na swój sposób zdrowe. Wegańskie brownie

Składniki / 21x21/

* 100g namoczonych rodzynek
*300g czekolady gorzkiej lub deserowej

150 ml oleju rzepakowego/kokosowego (ok 1/2 szklanki)
50-100 ml ml ciepłej wody
2 kopiaste łyżki masła orzechowego (u mnie TAKIE)

 10 łyżek kakao (1/2-2/3 szklanki - użyłam TAKIEGO)
2,5 szklanki mąki pszennej
szczypta soli
łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki mielonego siemienia lnianego

* mogą być również: wiśnie/daktyle/żurawina/morele
** wykorzystałam J.D.Gross z Lidla 70% - możecie użyć o mniejszej zawartości miazgi kakaowej
*** kakao jest od firmy BRAT o której pisałam w HAUL SPOŻYWCZYM

Mąkę przesiewamy do miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy kakao, sól oraz siemię lniane.
Czekoladę rozpuszczamy w garnuszku i na małym ogniu razem z olejem oraz wodą.
Rodzynki blendujemy na gładką masę. Jeśli pojawi się problem, dodajemy trochę czekoladowej masy i miksujemy.

Tak powstałą masę dodajemy do suchych składników. Następnie dodajemy masę czekoladową, masło orzechowe i dokładnie mieszamy. Gdyby masa była zbyt sucha jeszcze dolewamy wody.

Wylewamy do natłuszczonej foremki. Pieczemy w 180 stopniach ok. 30 minut lub dłużej jeśli uznamy, że brownie jest zbyt wilgotne.
Brownie po wyjęciu z piekarnika jest miękkie ale tężeje po spędzeniu kilku godzin w lodówce.
Smacznego


Na koniec aby umilić popołudniowy kawałek ciasta i oczekiwanie na Święta - świąteczna opowieść. Jednak nie taka, która jest powiązana z religią oraz wiarą, mimo iż tytuł może tak sugerować. I mimo iż znajdziecie w niej ziarenka prawdy, jak i cały ogólny przekaz do niej nawiązuje, tak na prawdę to zupełnie nowe spojrzenie na tę historię - taka alternatywna opowieść... z nutką "grozy" ale i przesłaniem



  W małej drewnianej chatce w głębi Finlandii mieszka chłopiec, którego tata nazywa Gwiazdką. Dziecko przedwcześnie straciło matkę, ponadto żyje w ciężkich warunkach, żywi się czerstwym chlebem a jego jedyną zabawką i zarazem pamiątką po mamie jest lalka wyrzeźbiona z rzepy. Tata - drwal ciężko pracuje i praktycznie przez cały dzień nie ma go w domu. Mimo tego chłopiec jest szczęśliwy i posiada w sobie mnóstwo wrażliwości oraz empatii a także wierzy... całym sercem w magię.

  Pewnego dnia jego Tato opuszcza dom na trzy miesiące w celu odnalezienia wioski Elfów. Na czas jego nieobecności opiekę nad chłopcem przejmuje ciotka Karlotta, która nie jest uprzejmą osobą. Kiedy po trzech miesiącach ojca chłopca nadal nie ma w domu, ten postanawia udać się na jego poszukiwania, rozpoczynając największą przygodę swojego życia.

  Chłopiec zwany Gwiazdką Matta Haig'a to opowieść o Mikołaju, jednak nie tym w czerwonym kubraku i workiem prezentów na plecach. Nie jest to również biskup, którego znamy w mniejszym bądź większym stopniu. To opowieść o chłopcu, który chciał pomagać innym.
  Nie jest to słodka, lukrowana i wesoła historia. Miód i czekolada nie wylewają się strumieniami, nie jest błogo i wesoło. To nie zabawa. Znajdziecie tutaj niepewność, tajemnicę i nutkę grozę niczym z baśni braci Grimm lub filmu Grinch Świąt nie będzie. Tym samym nie jest to opowieść dla wrażliwych maluchów. I mam wrażenie, że również nie dla osób którzy tradycję Mikołaja wiążą tylko i wyłącznie z religią.

  Jesteście ciekawi dlaczego?
  Autor stworzył nowe i nietypowe spojrzenie na historię świętego Mikołaja - alternatywną opowieść. Z jednej strony stara się odpowiedzieć na pytania skąd wziął się Mikołaj, którego w naszej świadomości utrwaliła popkultura (ten, który nie ma nic wspólnego z biskupem z Miry) a także tradycja pisania listów, chowania prezentów w skarpety, czy też powstania listy dobrych i złych uczynków.
  Z drugiej tak na prawdę stanowią one skrawek powieści, będąc pretekstem do poruszenia innych - istotnych tematów takich jak bieda, tęsknota, trudne dzieciństwo, pojęcie dobra i zła, poważne i ciężkie wybory a także wiara, dobroć, nadzieja i istota Świąt Bożego Narodzenia... Ten miks tak na prawdę nie tworzy słodkiego klimatu.


  Klimat. No właśnie. Wspominałam, że nie jest słodko i wesoło?
  Przełożyły się na to treść jak i ilustracje, które wydawać by się mogło nie pasują do świątecznej opowieści. Jednak zważywszy na tekst, człowiek zupełnie zmienia zdanie - tak na prawdę bardzo dobrze uzupełniają treść tej opowieści.
  Tutaj niemal z każdej strony wydzierają się bieda, smutek i mrok, jednak nie ten "demoniczny", ale który spotykamy książkach z dreszczykiem. Znajdziemy tu między innymi wróżkę bawiącą się w wysadzanie głów elfów, trolla, zdeformowanego renifera, wtrącenie dziecka do więzienia, trochę śmierci a także zła - opisy nie są krwawe i brutalne niczym w horrorach.

    Jednak jak na książkę dla młodszego czytelnika przystało zostają one wplecione w fabułę na przemian z tym co piękne i dobre. Przez tą gorzko-słodką otoczkę przebija morał i wiele ponadczasowych wartości.
  Czytelnik dostrzega odwieczną walkę dobra ze złem, to jak chciwość wyniszcza człowieka i do jakich prowadzi to dramatów. Widzi co tak na prawdę jest ważne w życiu i co stanowi istotę Świąt: dobroć, wiara, czyste serce, życie w zgodzie z własnym sumieniem, poświęcenie dla innych... Rodzina i wspólnie spędzony czas. Nie kłamstwo, pieniądze i prezenty a bycie razem.

  Wyłania się z niej również portret człowieka-dziecka, które chce pomagać innym. I tak! Jest to portret Mikołaja, który mocno odnosi się do popkultury, jednak tak na prawdę taki sam obraz dostajemy w familijnych filmach o życiu tego człowieka... i nie ukrywajmy, wielu z nas je ogląda. 

  Tym co a raczej kto nie spodobał mi się w książce, to wróżka i wysadzanie w powietrze elfich głów - wprawdzie to tylko jeden fragment i ma on na celu pewien zabieg a wróżka odnajduje alternatywę tej "zabawy", jednak według mnie można byłoby inaczej to pokazać. 

  W moich oczach Chłopiec zwany Gwiazdką to nie dzieło na miano Diceknsa (chyba nikt i nic nie przebije "Opowieści wigilijnej"), ale doceniam przesłanie. Zdaję sobie sprawę również z tego, że za stylem Dickensa nie każdy przepada - dla niektórych jest on zbyt ciężki. Tutaj powinno być lżej - wszakże to książka dla młodszych czytelników. Przypuszczam, że powstała po to aby pomóc zrozumieć co tak na prawdę jest ważne w życiu - nie tylko w Święta ale każdego dnia.

Tytuł: Chłopiec zwany Gwiazdką | Autor: Matt Haig | Tłumaczenie: Ernest Bryll, Marta Bryll | Ilustracje: Chris Mould |Wydawnictwo: Zysk i s-ka | Liczba stron: 260

czwartek, 06 grudnia 2018


zdjęcie

 Kolejna odsłona pomysłów na książkowy prezent na mikołajki bądź Święta. Nie wiem ile jeszcze takich wpisów pojawi się na blogu - oprócz nich z pewnością wrzucę jeszcze kilka osobnych recenzji, które przeczytałam - być może któraś z nich zwróci Waszą uwagę.
I od razu zaznaczam, że proponuje książki, które przeczytałam - tego roku lub na przestrzeni lat, tak więc nie są to strzały w ciemno, chociaż wiem, że tego roku pojawiło się sporo takich książek a z ubiegłych lat jest ich jeszcze więcej. Jednak o tym w osobnym wpisie - niedługo pojawi się specjalna zakładka w której zebrałam więcej takich książek... oczywiście jeśli chcecie. Dajcie znać :)

  Jest noc. Gwiazdy migoczą na niebie, zaspy pokrywają zagrody, śnieg połyskuje swoją bielą i panuje srogi mróz, dlatego ludzie podtrzymują ogień w swoich domach. Wszyscy mieszkańcy zagrody położonej samotnie po środku lasu smacznie śpią.
  Śpią w cieple domowego ogniska i śnią. Śpią i śnią. Wszyscy...

A czy aby na pewno?

  Oto każdej nocy, kiedy ludzie pogrążeni są we śnie ktoś wychodzi z kąta na strychu stodoły i udaje się do stodoły. Tam stawia swoją latarenkę na ziemi i szepcze do zwierząt. Napawa ich serca spokojem, otuchą i nadzieją "Niejedną zimę widziałem, każda minęła". Zagląda też do pokoju dzieci, jednak nie odzywa się ani słowem - nie chce ich obudzić. A z nimi również chciałby porozmawiać - po skrzaciemu.

  Skrzat nie śpi to niezwykłe i nastrojowe opowiadanie Astrid Lindgren będące parafrazą popularnego w Szwecji wiersza Viktora Rydberga pt. „Tomten” pt "Skrzat" z 1881 roku. W połączeniu z nastrojowymi ilustracjami Kitty Crowther, tworzy wyjątkową całość. Oszczędna w słowach, powolna i bardzo prosta wprowadza w stan spokoju, relaksu, odprężenia... Pobudza wyobraźnię i wycisza, niczym baśń lub kołysanka. Idealnie wpasowuje się w zimowy nastrój, wieczory a także przed snem.... aby zasnąć i śnić o wiośnie.
  Piękna, magiczna i refleksyjna kołysanka dla każdego - małego, większego i całkiem dużego. O zimie, skrzacie i o życiu.

 Kto wie? Może poddasza Waszych mieszkań również zamieszkuje taki skrzat, który zimą kiedy słodko i smacznie sobie śpicie dogląda Waszego domostwa. Pielęgnuje i rozmawia...

Tytuł: Skrzat nie śpi | Autor: Astrid Lindgren | Ilustracje: Kitty Crowther | Przekład: Anna Węgleńska  | Wydawnictwo: Zakamarki | Okładka: Twarda | 

Patrz, Madika, pada śnieg!



 Pierwszy śnieg już mamy za sobą. Poprószyło, przymroziło i przeszło. Śniegu nie ma, chociaż chłód czasem daje się we znaki, ale na przemian czasem świeci słońce. I nim się obejrzymy sypnie na dobre. Mam taką nadzieję, bo Święta bez śniegu to nie to samo. Śnieg w Święta musi być.



  "Patrz, Madika, pada śnieg!" to historia sióstr - Madiki i Lisabet. Gdy Czerwcowe Wzgórze w przykrywa śnieg dziewczynki od razu zaczynają zabawę co kończy się chorobą Madiki. Następnego dnia dziewczynka musi zostać w domu, natomiast Lisabet wyrusza do miasta w poszukiwaniu świątecznych prezentów. Żądna przygód oddala się od swojej opiekunki i wskakuje na stojące tam sanie i razem z nieświadomym niczego właścicielem, wyjeżdża daleko w las. W końcu zbiera się na odwagę by powiadomić woźnicę o swej obecności. Ten jednak nie zamierza wracać do miasteczka i pozostawia Lisabet samą w lesie. Jest ciemno, pada śnieg a droga do domu daleka....



  Książka może wzbudzić wiele emocji. Mała dziewczynka - dziecko oddala się od domu. Jest sama w niebezpiecznym lesie, gdzie tak na prawdę na każdym kroku może czyhać na nią niebezpieczeństwo. To może działać na wyobraźnię w szczególności Matki, Babci, Cioci... osoby, która zajmuje się dziećmi. No bo jak? Zaraz stanie się coś złego!



 Oczywiście przygoda kończy się dobrze. Jest strach i niepewność, ale dziewczynka cała i zdrowa trafia do domu. Jednak w jaki sposób tam się znalazła, tego już Wam nie powiem. To sekret tej opowieści.

  To prosta historia w której strach przeplata się z miłością, ciepłem i wrażliwością. Historia, która pokazuje jakie konsekwencje może przynieść nieposłuszeństwo, jak może być niebezpieczne i groźne.
  Jednocześnie przypomina, że dzieci są ciekawe świata i czasem robią na przekór nie dlatego aby zrobić nam na złość, ale by ten świat poznać, doświadczyć czegoś nowego.
 I tak jak dzieci powinny pamiętać aby zawsze słuchać się starszych, tak my dorośli o tym, że również kiedyś byliśmy dziećmi rządnymi przygód - być wyrozumiali.
 I jest coś jeszcze... ta opowieść pokazuję siłę siostrzanej miłości a także znaczenie rodziny.

Tytuł: Patrz, Madika pada śnieg! | Autor: Astrid Lindgren | Ilustracje: Ilon Wikland | Przekład: Anna Węgleńska | Wydawnictwo: Zakamarki | Okładka: Twarda | Liczba stron: 32

Edycja 10 grudnia po konsultacji z wydawcą!

Boże Narodzenie w Bullerbyn

   "Boże Narodzenie w Bullerbyn" to opowiadanie napisane dla dzieci z okazji Świąt Bożego Narodzenia, w którym zostały wykorzystane znane wątki z powieści "Dzieci z Bullerbyn" (a nie tak jak wyczytałam w pewnej książkowej grupie, fragment powieści).
  Kiedy zbliża się ten magiczny czas, dzieci z zapałem pomagają w przygotowaniach. Na wszystkie możliwe sposoby pomagają rodzicom w przedświątecznych przygotowaniach. W powietrzu unosi się miłość, radość, wzajemny szacunek... cudowna świąteczna atmosfera, którą wielu z nas pamięta z czasów dzieciństwa. Nadchodzi Wigilia...



  Po latach i moich trudnych początkach z tymi dziećmi, poczułam urok, czar, magię... dziecięcą radość, beztroskę ale również wzajemne wsparcie, zaufanie, szacunek do osób starszych.
  Święta pełne magii, miłości, zapachu pierniczków, ozdób robionych z papieru, miłości i bliskości... nie to co teraz promują media. Nie wszechobecna komercja zamiast tego komercja, materializm, prezenty, fałszywość. A ciepło rodzinnego mieszkania, wspólne celebrowanie chwil i to co w Świętach najważniejsze... Taka lekcja życia.


Tytuł  Boże Narodzenie w Bullerbyn | Autor: Astrid Lindgren | Ilustracje: Ilon Wikland | Tłumaczenie: Anna Węgleńska. Wydawnictwo Zakamarki | Okładka: twarda | Ilość stron: 32

W dzisiejszym wpisie to byłoby na tyle. Podobają Wam się wpisy z tej serii? Co o nich sądzicie?

O innych książkowych prezentach możecie przeczytać:
Cz I
Cz II
Cz III 

CZ IV  

poniedziałek, 03 grudnia 2018

 Pierogi - potrawa, która wbrew pozorom nie jest skomplikowana - trzeba tylko nabrać wprawy w wyrabianiu ciasta i samym lepieniu. Ja swoje pierwsze pierogi lepiłam mając 5 lat  - przygotowałam sama od podstaw w wieku 11, może 12. Wszystko jest możliwe :)

Dzisiaj proponuje pełnoziarniste pierogi z soczewicą i warzywami -  w wersji wegańskiej, bez jajka. Ciasto przygotowane w ten sposób jest delikatniejsze, w związku z czym gotowanie pierogów wymaga mniej czasu niż w przypadku ciasta z dodatkiem jajka. Z kolei mąka pełnoziarnista dodaje takiego "zbożowego" posmaku. Warto spróbować ;)

Ciasto (ok. 32 małych pierogów)

* 260g mąki pszennej pełnoziarnistej
ok. 3/4 szklanki ciepłej wody
1/2 łyżeczki soli

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy. Powoli wlewając wodę zaczynamy mieszać ciasto łyżką, potem zagniatamy rękoma gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto wyrabiamy przez kilka minut.

*Nie mylić z razową. Mąka razowa jest grubiej mielona i ciasto z niej wykonane automatycznie jest sztywniejsze i nie uzyskamy elastyczności.

Farsz:
2/3 szklanki czerwonej soczewicy (ok. 120g)
1 cebula
1 średnia pietruszka
1 mniejsza marchewka
koncentrat pomidorowy do smaku
natka pietruszki (1-2 łyżki)
pieprz czarny, ziołowy, cayenne
ew. 1-2 ząbki czosnku

Soczewicę płuczemy i gotujemy na gęsto zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ważne aby dokładnie odparować soczewicę - jeśli jest taka potrzeba odsączamy ją na sicie. Osobiście wolę gotować ją w mniejszej ilości płynu i w trakcie gotowania ewentualnie stopniowo go dolewać - wówczas mam pewność, że soczewica nie będzie wodnista.

Warzywa myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Cebulę drobno siekamy i przesmażamy na rozgrzanym oleju. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy starte warzywa oraz ew. przeciśnięty przez praskę czosnek. Przesmażamy przez chwilę po czym podlewamy odrobiną wody i dusimy do miękkości oraz całkowitego odparowania płynu. Pod koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki - w razie potrzeby dokładnie odsączamy na sicie. Warzywa łączymy z jeszcze ciepłą soczewicą, mieszamy po czym dodajemy koncentrat pomidorowy i doprawiamy do smaku. Odstawiamy do ostygnięcia.

Pierogi
Ciasto najlepiej przygotować kiedy mamy już zrobiony farsz.

Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy. Rozwałkowujemy na grubość ok 2-3 mm i przy pomocy szklanki wycinamy kółka. Na środku każdego wykładamy porcję farszu, składamy na pół i dokładnie zlepiamy brzegi formując pieroga. Gotowe pierogi przed ugotowaniem układamy na czystej bawełnianej ściereczce.

Surowe pierogi delikatnie wrzucamy partiami do osolonej, gotującej się wody. Delikatnie mieszamy drewnianą łyżką aby nie przywarły do dna garnka. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia na powierzchnie co jakiś czas mieszając aby nie przywarły do dna garnka.

UWAGI
Pierogi można zamrozić. Ja zazwyczaj wrzucam je na kilka sekund do wrzątku aby sparzyć ciasto. Następnie odcedzam je, przepłukuje zimną wodą aby zatrzymać proces gotowania ciasta i układam na ściereczce. Pierogi po ostygnięciu i wysuszeniu, układam na półeczce w zamrażarce i mrożę. Zamrożone pierogi przekładam do woreczka.

Smacznego

 Cenię klasykę. Od jakiegoś czasu lubię również świąteczne opowieści i chociaż "Opowieść wigilijna" oraz "Noelka" bezapelacyjnie pozostają moimi numerami jeden, z zainteresowaniem sięgam po kolejne pozycje. Właśnie dlatego "Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści" Louisa May Alcott (autorki "Małych kobietek") zwróciła na siebie moją uwagę.

  Zbiór otwiera "Boże Narodzenie", które nie jest opowiadaniem, tylko fragmentem powieści "Małe Kobietki" a dokładnie jej drugim rozdziałem. W Boże Narodzenie siostry dowiadują się, że ich sąsiadka mająca szóstkę dzieci na wychowanie, nie ma nic do jedzenia. Wzruszone dziewczynki postanawiają zrezygnować ze swojego śniadania i w ramach prezentu gwiazdkowego obdarować nim potrzebującą kobietę. Wizyta u biedaków i późniejsze świąteczne rytuały zajęły im sporo czasu, jednak upłyną on w miłej atmosferze.

  Drugie opowiadanie "Wybór Kate" opowiada o bogatej dziewczynce, która zostaje osierocona. Zgodnie z wolą ojca przez kilka dni ma mieszkać u wszystkich wujków po kolei aby na końcu zdecydować, gdzie chce zamieszkać na stałe. Przed podjęciem decyzji Kate chce poznać swoją babcię. To co potem miało miejsce odmieniło nie tylko losy starszej kobiety ale znacznie więcej...

  "Cicha mała kobietka" to opowiadania o Patty, która od lat zamieszkuje sierociniec. Kiedy w końcu pewna rodzina postanawia ją zaadoptować, dziewczynka jest bardzo szczęśliwa. Niestety wkrótce okazuje się, że to złudne szczęście. Mimo iż wszyscy są dla Patty szczęśliwi i wydawać by się mogło, że nie brakuje jej niczego, to tak nie jest. Dziewczynce brakuje tego co najważniejsze a mianowicie miłości i zainteresowania.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia a jak wiadomo to magiczny czas. Czas miłości i cudów.

  "Boże Narodzenie Tilly" - to chyba najpiękniejsza opowieść w tym zbiorze. Biedna dziewczynka wracając z koleżankami ze szkoły znajduje rannego drozda i postanawia się nim zaopiekować. Mimo iż sama posiada bardzo niewiele, zabiera go do domu i stara się aby niczego mu nie zabrakło. Ten mały ptaszek sprawił, że zostało spełnione czyjeś marzenie a nadchodzące Święta były wyjątkowe.

  "Co może uczynić miłość" opowiadanie o dwóch ubogich dziewczynkach, które mieszkają z owdowiałą matką i młodszym rodzeństwem i  ciężko pracują aby zarobić na prezent dla swojej rodziny. Kiedy okazuje się, że nie będą miały prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia, zrozpaczone zaczynają płakać i rozmawiać o tym czym obdarowałyby najbliższych, gdyby tylko mogły. Ich płacz i rozmowę słyszy Panna Kent, która mieszka w pensjonacie. Kobieta mimo iż wydała wszystkie swoje pieniądze, postanawia zrobić coś aby dziewczynki miały zaznały chociaż odrobinę świątecznej radości.

  "Opowieść Róży" to historia opowiedziana z perspektywy konia. Rosa była pięknym czarnym koniem, która w Święta Bożego Narodzenia została obdarowana ludzkim głosem a także umiejętnością myślenia. Postanawia opowiedzieć swojemu właścicielowi historię swojego życia a ta nie była najlżejsza i najpiękniejsza.

  "Imbryk Pani Podgers" to opowieść o imbryku i... życzliwości. W zimowy wieczór panią Podgers odwiedza Pan Jerusalem Turner. Zaczynają rozmawiać o życiu, wspominać i postanawiają wyprawić przyjęcie dla wszystkich dzieci w ich dzielnicy. Już wkrótce ich losy odmienią się a to za sprawą imbryka.

  Opowiadania są różne - ciekawe, wciągające jak i te nudne. Ich bohaterami są sieroty, ludzie samotni, biedni, ciężko pracujący, przezywający ciężkie chwile a nawet zwierzęta.
 Najbardziej spodobało mi się trzecie, czyli "Boże Narodzenie Tilly", które praktycznie od pierwszych słów, chwyciło mnie za serce i wzruszyło (być może ze względu na moją miłość i wrażliwość w stosunku do zwierząt).
  Za bardzo dobre uważam również "Wybór Katie", które przywołało moją nieżyjącą a także żyjącą Babcię, Ich uśmiech, spojrzenie, pocałunek złożony na policzku w Święta... Przypomina to jak cenię swoich bliskich, jak ważną część mojego życia stanowią, jak ich kocham... czasem również to jak tak na prawdę mało czasu im poświęcam. A Wy ile czasy poświęcacie dla swoich bliskich?

  Dwa ostatnie teksty nie przypadły mi do gustu. "Opowieść Róży" ze Świętami łączy tylko Wigilia i mówiący ludzkim głosem koń. Jest o ciężkim życiu, problemach i dobrym sercu i tak na prawdę równie dobrze mogłoby znaleźć się w zupełnie innym zbiorze. Nie umieściłabym go w świątecznym.
  Podobnie jest z ostatnim opowiadaniem. Wprawdzie jego akcja odbywa się w święta i mówi o tym co ważne, ale ogólnie czytało mi się je ciężko - dla mnie było nudne.

  Mimo tej różnorodności odnoszę wrażenie, że każdy powinien znaleźć opowiadanie dla siebie. Bo wszystkie opisując trudne losy starają się pokazać, że istota Świąt nie tkwi w bogactwie a tym co dajemy od siebie - dobroczynności, chęci niesienia pomocy i dzielenia się z tymi, którzy tego potrzebują. Chociaż w moich oczach Diceknsa nie przebiją.

Tytuł: Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści | Autor: Louisa May Alcott | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: twarda

Z ogłoszeń. W tym roku postanowiłam wziąć udział w akcji organizowanej przez Ayun'e a mianowicie Blogowy Kalendarz Adwentowy.
Polega ona na publikowaniu na swoim blogu adresu ulubionego bloga - od 1 do 24 grudnia. Forma publikacji jest dowolna - może to być link podany w poście, w zakładce, pasku bocznym lub w takiej formie jaka nam odpowiada. Ja zdecydowałam się na specjalną zakładkę. Jeśli klikniecie w baner na głównej stronie bloga, zostaniecie tam przekierowani :)

Kalendarz pozostanie na moim blogu do końca stycznia 2019. Kolejność w jakiej pojawią się w nim blogi będzie przypadkowa - najprawdopodobniej kierowana tym jak długo znam dany blog lub który w danym momencie przyjdzie mi do głowy. Tutaj nie ma lepszych i gorszych. Wszyscy są sobie równi
Zapraszam do udziału :)



 
1 , 2 , 3


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)