.

Wpisy z tagiem: pancakes

poniedziałek, 11 czerwca 2018

W kąciku kulinarnym przepis na eksperymentalne wegańskie placuszki z kalafiora, które podałam z szybką wersją chilli sin carne (na gęsto) oraz surówką..
Przepis jeszcze wymaga dokładnego dopracowania ale nie mając pomysłu na kulinarny wpis już dzisiaj postanowiłam się Wami z nim podzielić. Przecież placuszki wyszły - może nie idealne ale wyszły :).

Składniki:
starty surowy kalafior
trochę mąki ziemniaczanej
mielone siemię lniane
przyprawy
 ew. kapka wody gdyby masa nie chciała się zlepić

Składniki mieszamy ze sobą  i odstawiamy na kilka minut. Masę dzielimy na części (jak na kotlety) z których formujemy placuszki.  Smażymy ma rozgrzanym tłuszczu lub pieczemy w 200 stopniach.
BARDZO DELIKATNIE OBRACAMY JE NA DRUGĄ STRONĘ - DOPIERO KIEDY Z JEDNEJ DOBRZE SIĘ PRZYRUMIENIĄ/PRZYPIEKĄ - BĘDĄ ZWARTE.
Podajemy z ulubionymi dodatkami (sosami, jogurtem, gulaszami, surówkami, warzywami itp.)
Smacznego 


  Jak wiecie cenię, szanuję i lubię literaturę "rzekomo" kierowaną do młodszego czytelnika. Napisałam "rzekomo", ponieważ wiele z takich tytułów bez wahania i większego zastanowienia mogą a nawet powinni przeczytać również dorośli. Mało tego - książki, które powszechnie uważane są za te dziecięce najczęściej w zamierzeniu były i są tworzone, spisywane dla dorosłych jak chociażby baśnie.
  Jednak dzisiaj nie o baśniach a o książce, którą kiedy tylko zobaczyłam w internecie (najprawdopodobniej jakiś profil na instagramie) a następnie dowiedziałam się jaką treść zawiera, zamarzyłam aby znalazł się on w mojej biblioteczce. Marzenie to spełniło się - od wydawnictwa Wolno otrzymałam bardzo przyjemny i wymarzony prezent. Z całego serca dziękuję :)

  "Lotorosty i Bluszczary" to opracowany przez Jarosława Borowca zbiór wierszy dla dzieci Jerzego Ficowskiego. Utwory w nim zebrane były pisane przez ponad trzy dekady od połowy lat 50 od drugiej połowy lat 50. Szczerze przyznam, że nie przypominam sobie abym kiedykolwiek słyszała o tym polskim poecie - jeśli nawet to zupełnie zapomniałam, dlatego fakt, że mogłam sięgnąć po jego prozę bardzo mnie ucieszył.
  Tom został podzielony na cztery pory roku i dwanaście miesięcy, jest więc swego rodzaju wierszowanym kalendarzem, dzięki któremu poezją zwiedzamy i poznajemy świat a także zmiany jakie w nim zachodzą. To zmieniające się pory roku i cykl przyrody wyznaczają tutaj czas, podkreślając jego powtarzalność co podkreśla rozpoczęcie i zakończenie zbioru jakim jest zima.
 
  W zimie poznajemy historię choinki, czy kantyczkę pasterską, wiosną   latem pojedziemy nad morze by odnajdywać bursztynowe koraliki a jesienią podziwiamy to jak z drzew spadają liście. Można zauważyć spostrzegawczość a także wrażliwość poety na naturę w każdym jej aspekcie - jej piękno, wszystkie uroki i szczegóły w tym te najdrobniejsze a także to jak się zmienia a jednocześnie jest stała.
  Barwny język sprawia, że zimą widzimy biały, lśniący i skrzący się śnieg. Wiosną czujemy jej zapach, śpiew ptaków. Latem skwar słońca i piaszczysty podmuch wiatru nad morzem a jesienią podziwiamy kolorowe liście. Zmieniają się pory roku, zmienia się świat, zmieniają się nasze uczucia i emocje - czuć to z każdym wierszem.

  To co wyróżnia poezję Ficowskiego to język a dokładnie jego dyscyplina. Nie ma tutaj przypadkowych słów, ich połączeń, sformułowań i wyrażeń. Każde słowo, myślnik, przecinek i kropka zostały przemyślane i posiadają przypisane im - prawidłowe miejsce.
  Nie ma znaczenia, czy wiersz jest bardziej poważny i "dostojny", czy zbliżony do wesołej zabawy i gry słów charakterystycznej dla poezji Brzechwy lub Tuwima (np. wiersz Pytanie). Między innymi po tym można rozpoznać szacunek do słowa pisanego i do języka. Poetę, który pisze z serca i pasji a nie dla tłumu, czy też dlatego iż jest właśnie na to popyt. Prawdziwego Artystę.

  Wiersze charakteryzuje prosty język, bogactwo języka a także lekka forma. Jednocześnie poeta bawi się słowem - w utworach można odnaleźć słowa zarówno ze starej jak i współczesnej polszczyzny oraz te które rzekomo wyszły już z "użytkowania". Nie brakuje również neologizmów mających imitować język dziecka takich jak mroziele, denerwujek, błotołazy czy też tytułowe lodorosty i bluszczary.
 
  W swoich utworach podkreśla również wartość i znaczenie rodziny. Jednocześnie przez cały czas pamięta dla kogo pisze i do kogo kieruje swoje słowa. Pamięta, że są to dzieci i traktuje je z należytym im szacunkiem. W jego poezji nie ma umoralniania, nakazywania, zakazywania, rodzinnych mądrości i wywodów. To świat dziecka pełen zabawy, wakacyjnych przygód, przekomarzania się, spędzania całych dni na dworze... Świat jaki najprawdopodobniej nasi rodzice pamiętają ze swojego dzieciństwa, gdyż obecnie króluje telewizja, smartfon i internet.
 
  Całości dopełniają ilustracje Gosi Herby, które według mnie idealnie oddają klimat wierszy a także lata w których powstawały. Kiedy na nie spojrzałam na myśl od razu przyszły mi czasy, kiedy moja Babcia a potem Mama były małe i młode. Czasy, kiedy życie wyglądało nieco inaczej, rządziły trochę inne priorytety, wydawano inne - piękne i ważne książki, pisane pięknym polskim językiem.
  Wzruszyła mnie delikatna kreska, oszczędność kolorów i barw, postacie jak ze starej czytanki z elementarza. Wyszło elegancko, subtelnie, nostalgicznie, wzruszająco...

  Dla dorosłego czytelnika, może nie koniecznie z mojego rocznika ale nieco starszego z lat 90-stych a także czasów naszych babć i mam, będzie to podróż w przeszłość, niczym w wehikule czasu.
  Ale jak odbiorą go współczesne dzieci?
  Czy teksty nie będą zbyt nudne a przedstawione w nich realia zrozumiałe?
To nie są czasy telefonów komórkowych a tych z tarczą. Budziki nie były elektroniczne a nakręcane. Szkolne zasady i gwara również były inne - przede wszystkim nauczyciela należało obdarzyć należytym mu szacunkiem - nie do pomyślenia było aby zwracać się do niego jak do kolegi, czy włożyć kosz na śmieci na głowę.
  Jednak mimo iż upłynęło tyle lat i realia uległy zmianie, piękno tej poezji pozostało takie samo i wierzę, że na długo pozostanie.
 Czy ją czytać?
 Czytać jak najbardziej, nie tylko samemu ale i z dziećmi. Choć wysoce prawdopodobne jest, że to my - dorośli będziemy czerpać z nich największą przyjemność a dzieciaki poczują się znużone. Chociaż kto wie - wszystko zależy od upodobań czytelnika.

Ślimak, ślimak pokaż rogi
dam ci sera na pierogi.
- Jak rozmawiasz ze smakoszem?
Ja pierogów wprost nie znoszę.
fragment wiersza Rozmowa ze ślimakiem"

Ilustracje dostępne na blogu artystki

Tytuł: Lodorosty i Bluszczary | Autor: Jerzy Ficowski | Opracowanie: Jarosław Borowiec | Ilustracje: Gosia Herba | Wydawnictwo: Wolno | Oprawa: Twarda | Ilość stron: 228

sobota, 01 marca 2014

Dawno nie było u mnie placuszków, dlatego postanowiłam to zmienić. A jak już smażyć placuszki to te najlepsze - twarogowe. Błyskawicznie się je przygotowuje i w takim samym tempie znikają prosto z patelni. Aromatyczne, delikatne i rozpływające się w ustach... Idealna propozycja zarówno na śniadanie, podwieczorek, kolację lub gdy najdzie nas ochota na smaczny deser lub przekąskę... A dodatek ziaren kakaowca, tylko wzbogaca ich już doskonały smak :)

Składniki
125g twarogu sernikowego (u mnie Emilki)
40-50g szklanki mąki pełnoziarnistej
1-2 łyżki napoju sojowego/mleka
1 jajko
1-2 łyżeczki ziaren kakaowca + do posypania
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
ksylitol/cukier/miód (do smaku)

 Wszystkie składniki mieszamy ze sobą na bardzo gęste ciasto. Rozgrzewamy patelnię teflonową, łyżką wykładamy porcje ciasta delikatnie rozsmarowując je na boki (ciasto jest gęste, dlatego należy delikatnie je rozsmarować formując placuszki) i smażymy na wolnym ogniu z obu stron.

czwartek, 16 stycznia 2014

 Gruszki lubiłam w dzieciństwie. Pamiętam jak chodziłam z siostrą i dziadkiem  do sadu cioci, zrywałam dojrzałe owoce prosto z drzewa i zajadałam się nimi ze smakiem. Z wiekiem moja sympatia do gruszek minęła do tego stopnia, że ich nie jem. Kiedy jednak późną jesienią mama przyniosła z ogródka do domu kilka gruszek a ja poczułam ich aromat, nabrałam na nie ochoty. Postanowiłam przygotować coś prostego i padło na gruszki w cieście. Niestety podczas smażenia, część ciasta odpadła i gruszki być może nie wyglądają zbyt apetycznie. Nie mniej okazały się bardzo smaczne :)

Składniki
1 gruszka
1 czubata łyżka mąki
1-2 łyżki napoju orzechowego Alpro lub mleka
1 małe jajko

Mąkę mieszamy z mlekiem i jajkiem na gładką masę.
Gruszkę kroimy na plastry. 
Każdy plaster gruszki maczamy w cieście, wykładamy na rozgrzaną patelnię teflonową i smażymy z obu stron na złoto-brązowy kolor. Podajemy z ulubionymi dodatkami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny