.

Wpisy z tagiem: czekolada

wtorek, 10 lipca 2018

  Na książkę o której dzisiaj opowiem zwróciłam uwagę głównie ze względu na ilustracje Emilii Dziubak, którą uważam za jedną z najzdolniejszych ilustratorek nie tylko w Polsce ale i na świecie, bo i tam są znane. Na prace artystki nie sposób nie zwrócić uwagi - nie zatrzymać się na dłużej, nie popodziwiać... są świetne i charakterystyczne. Kiedy już ktoś mniej więcej jest obeznany od razu rozpozna kto jest ich autorem.
  Jednak nie tylko ilustracjom warto się przyjrzeć. Godna uwagi jest również treść...

  "Dzień czekolady" to opowieść dwójce dzieci, którym los zgotował trudne dzieciństwo. Kilkuletni Dawid mieszka tylko z mamą. Ich tata odszedł od nich kilka lat temu, zaraz potem, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku zmarła jego starsza siostra. Od tamtego dramatycznego dnia wszystko się posypało. Pogrążeni w smutku rodzice nie potrafili dojść do porozumienia i żyć ze sobą razem. Rozeszli się. Chłopiec również mocno to przeżywa. Tęskni za swoją siostrą. Po swojemu próbuje poradzić sobie ze smutkiem i pustką w sercu.

  Poznajemy również małą dziewczynkę - Monikę. To nowa sąsiadka Dawida, która razem z mamą i ciocią wprowadziła się do mieszkania obok całkiem nie dawno. Jest wesołą, bardzo sympatyczną, choć tajemniczą dziewczynką. Wierzy, że gdzieś daleko na bezludnej wyspie mieszka jej ukochana babcia, za którą bardzo tęskni. Bez przerwy snuje plany wyjazdu do niej.
  Wydawać by się mogło, że wiedzie beztroskie i szczęśliwe życie. Jednak i ona ma swoje zmartwienie. Jest nim bardzo zła wiedźma o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, która czasem przychodzi do ich mieszkania i wypytuje domowników o różne sprawy. Dziewczynka boi się, że pewnego dnia zechce zabrać ją z domu do miejsca, gdzie jest bardzo dużo innych dzieci. A Monika nie chce nigdzie wyjeżdżać. Kocha swoją Mamę. Kocha swoją ciocię. Jest z nimi szczęśliwa.

  Ścieżki Dawida i Moniki splatają się ze sobą. Między dziećmi od razu powstaje silna więź i nić porozumienia. W końcu nie mają w życiu najlżej. Obydwoje doświadczyli czegoś co odcisnęło piętno w ich życiu  Z takim bagażem doświadczeń ciężko jest poradzić sobie dorosłemu. A co ma powiedzieć dziecko? Na szczęście nasi bohaterowie mają siebie.
  Bo choć Monika pojawiła się w życiu Dawida raptem i niespodziewanie a chłopiec sam cierpi po stracie siostry oraz rozpadzie rodziny, pragnie jej pomóc. Obmyśla więc plan aby uchronić przyjaciółkę przed wiedźmą, która chce rozdzielić ją z rodziną.
 Jaki to plan?
Tego już nie zdradzę, bo powiedziałabym zbyt dużo. Mogę wyjawić, że było ich kilka. Chłopiec wierzył, że w ten sposób uchroni Monikę przed złym losem.
Czy mu się to udało?
  Dowiecie się przeczytawszy książkę.

  Książka choć jest napisana prostym i lekkim językiem, może w nieco chaotyczny sposób, porusza ważne tematy. To nie tylko opowieść o wielkiej przyjaźni ale również miłości. Nie jest to jednak miłość słodka i różowa, widziana przez różowe okulary. To miłość, która nie miała szans rozkwitnąć w pełni - została zerwana i teraz trwa tylko we wspomnieniach. To również opowieść o silne wyobraźni, tęsknocie, stracie i próbie pogodzenia się z nią na swój własny sposób.

  Dawid z jakiegoś powodu rudego, bezdomnego kotka zaczyna nazywać imieniem swojej zmarłej siostry. Z kolei Monika ciągle wspomina swoją babcię. Nie wiemy co się z nią stało. Czy wyjechała, czy odeszła z tego świata. Tak naprawdę nie mamy pewności, czy istnieje naprawdę, czy jest tylko wytworem wyobraźni dziewczynki. Chociaż ta ostatnia opcja wydaje się najbardziej prawdopodobna, zadajemy sobie to pytanie.  A to wyobrażenie nie jest bezpodstawne... ono ma swój ukryty sens i znaczenie.
  Jest też wiedźma chcąca zabrać Monikę od cioć, u których dziewczynka mieszka, a także skoczek czasu...

  Anna Onichimowska stworzyła opowieść na granicy rzeczywistości i snu w której to co realne miesza się z fantazją i magią. Pokazuje dziecięcy sposób postrzegania świata i rozwiązywania problemów, który zaskoczy niejednego dorosłego odbiorcę. Jednak nie ma tu umoralniania, pouczania i nudnej psychologicznej gatki typu "nie można robić tego lub tamtego".

  Nie jest to historia infantylna i błaha - wprost przeciwnie - jest mądra, poruszająca i mimo iż może wydać się zagmatwana, skłania do głębszej refleksji, rozmów...  Nie wszystko jest tutaj jasne i klarowne - takim jakim się wydaje. Nie wszystko zostało wypowiedziane wprost - niekiedy sami musimy dopowiedzieć sobie resztę. Pojawia się sporo ukrytych symboli i znaczeń, których sens i istotę dostrzeżemy z czasem.
 
  Tekst uzupełniają ilustracje Emilii Dziubak, które świetnie oddają klimat opowiadania oraz emocje bohaterów. Dzięki nim całość nabiera jeszcze większego wyrazu a czytelnik może poczuć się jakby był częścią tej opowieści.
  Opowieści która jest jak jak czekolada - trochę słodka, ale bardziej gorzka.  

Tytuł: Dzień czekolady | Autor: Anna Onichimowska | Ilustracje: Emilia Dziubak |  Wydawnictwo: Literatura | Okładka: Twarda | Ilość stron: 56

ilustracje blog Emilii Dziubak

A jeśli już wspomniano o czekoladzie, to na deser proponuję coś wytrawno-słodkiego i chrupiącego - wegańskie, bezglutenowe i bezcukrowe, gryczano-owsiane ciasteczka z czekoladą i orzechami.

Składniki:
 słoiczek dżemu z czarnej porzeczki (ok. 250g)
szklanka mąki gryczanej
szklanka płatków owsianych
3 łyżki bezglutenowej mąki owsianej
1 kopiasta łyżka kakao
1 łyżka mielonego siemienia lnianego
1/3-1/2 szklanki ksylitolu (w zależności od słodkości dżemu i zawartości miazgi kakaowej w czekoladzie)
tabliczka gorzkiej czekolady
1/2 szklanki oleju
garść posiekanych orzechów
łyżeczka sody
kilka łyżek wody

Przygotowanie: Do miski wsypujemy wszystkie suche składniki z wyjątkiem czekolady. Następnie dodajemy mokre i mieszamy.
Drzucamy posiekaną czekoladę oraz ewentualnie kilka łyżek wody gdyby masa nie chciała się lepić.
Formujemy ciasteczka, które pieczemy w Pieczemy w 180 stopniach ok 20-25 minut. Jednak należy to sprawdzać, gdyż każdy piekarnik jest inny.
Smacznego

czwartek, 10 maja 2018

W planach nie miałam publikacji tego przepisu. Tak na prawdę to nie pojawił by się on na blogu, gdybym przypadkiem nie dowiedziała się, że Osoby, które na Boże Narodzenie zostały nimi obdarowane, postanowiły zrobić im zdjęcie i zaproponowały, ze mi je wyślą. Podziękowania należą się uroczym Pandkom z Candypandas.pl - to tylko dzięki Nim możecie cieszyć oczy przepisem :) Misie - dziękuję :"

Ciasteczka ze względu na dodatek czekolady z wysoką zawartością kakao, kakao oraz powideł bez dodatku cukru należą do tych mało słodkich - powiedziałabym, że wytrawnych. Jednak według mnie właśnie w tym tkwi cały ich urok i smak. Jeśli wolicie słodsze wypieki dodajcie więcej substancji słodzącej lub zdecydujcie sie na słodzone powidła. Jednocześnie zachęcam aby spróbować ich w oryginalnej wersji :)

(przepis inspirowany przepisem z mojego zeszytu)
Składniki:

szklanka płatków owsianych (u mnie bezglutenowe)
szklanka mąki gryczanej
3 łyżki bezglutenowej mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)
1-2 łyżki kakao - takie z górką (dałam dwie)
*1/2 szklanki ksylitolu
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
220g powideł śliwkowych (u mnie domowe, bez cukru)
**80ml oleju rzepakowego/kokosowego
100g gorzkiej czekolady (u mnie 81% kakao)
100g posiekanych orzechów włoskich
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
ew kilka łyżek wody (gdyby masa nie chciała się lepić)

*ilość zależy od stopnia słodkości powideł śliwkowych i czekolady. Ich dodatek wpłynie na końcowy smak ciasteczek - zmniejszy ich słodkość. Najlepiej spróbować gotowej masy i ewentualnie ją dosłodzić
**może być rzepakowy jak również rozpuszczony kokosowy

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy kakao, siemię lniane, ksylitol, sodę, sól oraz posiekane orzechy włoskie i mieszamy. Następnie dodajemy powidła, wlewamy olej i ponownie mieszamy - masa powinna być zwarta. W razie potrzeby dolewamy kilka łyżek wody.
Na końcu dodajemy posiekaną czekoladę i jeszcze raz delikatnie mieszamy.
Z masy formujemy kulki, które wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i delikatnie spłaszczamy. Najlepiej by masa długo nie miała styczności z ciepłymi dłońmi, gdyż czekolada zacznie się rozpuszczać.
Pieczemy w 180 stopniach ok 20-25 minut. Jednak należy to sprawdzać, gdyż każdy piekarnik jest inny. Studzimy na kratce.
Smacznego

Porozmawiajmy jeszcze trochę o baśniach i bajkach...
Wielu uważa, że to utwory tylko i wyłącznie dla dzieci - bo czyta się je im przed snem a potem, kiedy małe szkraby podrosną same sobie czytają. Nie mogę się z tym zgodzić. Baśnie oraz bajki nie tylko bawią, śmieszą i uczą. To przede wszystkim mądrości narodu - źródło życiowych prawd przekazywanych z pokolenia na pokolenie, ukryty morał, przesłanie i nauka. Baśnie zabijają nudę, sprawiają, że możemy poczuć się lepiej... są "lekiem na prawie każde zło".
 Baśnie warto czytać nie tylko młodszemu rodzeństwu, kuzynostwu i dzieciom... warto je czytać również sobie, nie tylko po to aby na nowo odkryć w sobie dziecko i jego dziecięcą radość, ale również nauczyć się czegoś nowego, usłyszeć radę. Bo lud stworzył baśnie przede wszystkim dla dorosłych i coraz więcej dorosłych chce i zaczyna je czytać, słuchać...

 Od kiedy sięgam pamięcią poza literaturą klasyczną interesowały mnie podania, legendy i baśnie różnych narodów . Dzięki nim mam możliwość chociaż odrobinę poznać tamtejszą kulturę, poczuć się jakbym tam była. Kilka lat temu Wydawnictwo Blue Bird wydało zbiorek 28 bajek arabskich, które wybrał i opracował kierownik Katedry Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki Uniwersytetu Łódzkiego – prof. dr hab. Marek M. Dziekan.
 Wcześniej baśnie tego kraju znałam tylko z "Baśni Tysiąca i jednej nocy", dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam akurat po tę książkę. Co ciekawe baśnie te nie dublują się z tymi z "Tysiąca i jednej nocy" - są zupełnie inne.

 Od razu da się zauważyć, że baśnie arabskie są skierowane na opowiadanie. Teksty są krótkie, nawet bardzo krótkie i pozostawiają lekki niedosyt. Znajdziemy tu bajki z Iraku, Syrii, Kataru, Egiptu, Palestyny, Libii, Tunezji i Maroka, które zabiorą nas do świata pustynnych piasków, muzułmanów i wielbłądów.
 Przeczytamy w nich o dżinach, myszach, mądrych córkach a nawet szatanie. Z reguły są one krótkie a nawet bardzo krótkie do pochłonięcia w jeden wieczór.  Według mnie bardziej lub mniej ciekawe (jedne wciągnęły mnie bardziej a inne nie koniecznie), interesujące lub nie. Są różne, jednak to co powinno je łączyć to morał - jakaś nauka lub promowanie uniwersalnych wartości, które niezmienne są od lat. Niestety tutaj mogłabym polemizować.

 W jednych baśniach jest on bardzo wyraźny - wypowiedziany słowami. W innych ukryty, ale dostrzegalny, jednak w pozostałych... Tutaj zaczynają się schody. Mimo największych chęci nie dostrzegłam żadnego morału, tekst nie skłonił mnie do refleksji, przemyśleń. Ot taka sobie zwyczajna bajeczka, którą ktoś wymyślił na poczekaniu do tego czasem w zasadzie nijaka. Do przeczytania i zapomnienia. Jednak może ja tej nauki nie dostrzegłam a dla kogoś innego będzie ona widoczna.

 Przyznaję - książka trochę mnie zawiodła. Oczekiwałam po niej czegoś innego. Może ciut lepszego i ciekawszego? Jednak mimo poczucia zawodu nie żałuję, że sięgnęłam po te baśnie, nie żałuję że je przeczytałam i spędziłam z nimi czas. Doceniam odwieczną ukrytą w nich mądrość. To, że przypominają między innymi o tym jakimi wartościami należy kierować się w życiu: dobroć, prawdomówność, szacunek wobec drugiego człowieka.... że nie należy oceniać po pozorach a nim wydamy osąd trzeba poznać całą historię a nie tylko jej część....
 Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele baśni i bajek porusza te tematy, jednak to jednocześnie inna kultura - inne zwyczaje i po prostu inne baśnie. Jeśli będziecie mieli okazję sięgnijcie, przeczytajcie. Kto wie? Może baśnie urzekną Was na tyle, że znajdzie się dla nich stałe miejsce na domowej półce.




czwartek, 01 marca 2018

RECENZJA ZE STYCZNIA UBIEGŁEGO ROKU!

Mało na moim blogu recenzji produktów spożywczych. Przyczyna jest bardzo prosta - nie trafiam tutaj u siebie na produkty, które według mnie są warte spróbowania i opisania. Jeśli o te sprawy chodzi, to asortyment sklepów jest bardzo ubogi, jednak mimo tego będę miała dla Was przynajmniej dwie recenzje. Nie wiem kiedy się pojawią, ale będą.

Dzisiaj mam dla Was na starą recenzję produktu, który próbowałam i opisywałam w styczniu zeszłego roku. Tak się złożyło, że zupełnie o nim zapomniałam, dlatego ten wpis nie pojawił się wcześniej. Postanowiłam, że bez zmian opublikuje go teraz. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam :)


Skład: czekolada 50% (ziarno kakaowca*, cukier palmowy*, masło kakaowe* - zawartość masy kakaowej 70%), orzechy brazylijskie* 50%, *składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
Opakowanie: 70g/9 sztuk
Wartość odżywcza w 100g:
białko 12,4g węglowodany 15,2g w tym cukry 14,9g tłuszcz 55,54g kw. tł. nas. 22,3g błonnik 1,3g sód 0,04g
 
 Opinia: Skład orzechów jest jak najbardziej naturalny. To w połowie czekolada deserowa o zawartości miazgi kakaowej 70% a w połowie orzechy brazylijskie. Nie znajdziecie tutaj zbędnych dodatków, wypełniaczy i wzmacniaczy a składniki, które wykorzystano pochodzą z upraw ekologicznych. Opakowanie ma 70g co przełożyło się na 9 sztuk sporej wielkości, oblanych surową czekoladą orzechów.

 Po otwarciu opakowania doszedł do mnie przyjemny i intensywny aromat kakao zachęcający do spróbowania. Czekolada jest ciemna i gładka. Nie rozpuszcza się w palcach pod wpływem ciepła - na języku również rozpuszcza się dość powoli. W smaku intensywna. W pierwszej kolejności poczułam lekko karmelową słodycz cukru palmy kokosowej do której po chwili doszła lekka gorycz kakao. Tak jak w przypadku surowej tabliczki Cocoa, tak i tu poczułam lekką bananową nutę, najprawdopodobniej pochodzącą od cukru kokosowego. Ogólnie czekolada smakowała jak surowa tabliczka tej firmy, o której pisałam TUTAJ. Dla mnie była zdecydowanie za słodka.

 Warstwa czekolady jest jest dość gruba i bez większych problemów da się ją zeskrobać z orzecha. Z kolei orzechy są świeże i chrupiące, bez nieprzyjemnego zapachu, oznak stęchlizny itp. Widać i czuć, że są świetniej jakości.  Całość dla mnie słodka - osobiście wolę same orzechy bez dodatku czekolady.

Wartość energetyczna w 100g - 623 kcal
Ocena
- 4/6 ---> ocena ze styczna 2017 roku - teraz najprawdopodobniej oceniłabym je niżej
Cena - prezent. Orzechy bywają w większych marketach typu Tesco, Carrefour, L. Eclerc (ok. 10zł)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny