.

Wpisy z tagiem: kanapka

środa, 09 maja 2018

 Dzisiejszy wpis tak jak poprzednie jest podzielony na część kulinarną i książkową. Kocham czytać, kocham książki a pisanie o nich sprawia mi ogromną przyjemność. W tym miejscu chciałabym podzielić się z Wami moją pasją. Kto wie - może znajdziecie coś dla siebie lub sięgniecie po recenzowaną przeze mnie książkę?
 Lubię też gotować - może nie uwielbiam i nie jest to moje hobby, ale nie męczy mnie to. Zachęcona aby swoimi nawet banalnymi i dla mnie beznadziejnymi pomysłami dzielić się na blogu, postanowiłam, że tak zrobię. Jak mi powiedziano może dla kogoś mój pomysł nie będzie banalny.
 Dzisiaj kuchnia proponuje czyszczenie lodówki - domowy rodzaj fastfood'u, czyli wegańskie zapiekanki.
 W kąciku książkowym - podróż do świata baśni i to bardzo blisko.

Zacznijmy od zapiekanek. Rzadko kiedy mam ochotę na pieczywo a jeśli już to w wersji domowej i przypieczonej/chrupiącej. Nigdy nie wiem, kiedy najdzie mnie na nie ochota, dlatego staram się aby w zamrażarce znalazła się chociaż jedna bułka domowego wypieku abym w razie "w" mogła po nią sięgnąć .
Zapiekanki przygotowałam bardzo dawno, z lodówkowych resztek po przygotowywaniu sałatki jarzynowej. Chętnie dodałabym do niej pieczarki, brokuły, szpinak ale niestety wówczas nie miałam ich w lodówce. Zapiekanka jest wegańska, ale jeśli lubicie możecie posypać je mozzarellą lub żółtym serem, ewentualnie serem wegańskim :)

Składniki:
marchew pokrojona w kostkę
groszek
kukurydza
ugotowana czerwona fasola
koncentrat pomidorowy
zioła prowansalskie
pieprz ziołowy
pieprz czarny
ew. sól

podłużna bułka  u mnie domowa)

 Warzywa wsypujemy do kubka lub rondelka. Dodajemy koncentrat pomidorowy oraz kilka łyżek wody. Mieszamy tak by z koncentratu powstał sos, który oblepi warzywa. Na końcu doprawiamy do smaku.
Bułkę kroimy wzdłuż na pół. Na obie połówki wykładamy warzywa w sosie.Zapiekamy w 180 stopniach 10-15 minut. Podałam w towarzystwie surówki.
Smacznego

Wędrując przez świat baśni, czujemy, jakbyśmy się przedzierali przez gęsty las, jego splątane gałęzie i korzenie. Na końcu tej leśnej ścieżki czeka na nas królewska korona, piękny rycerz albo księżniczka, niezmierzone bogactwa, uratowane królestwo oraz wielu szczęśliwych ludzi, którzy dzięki baśni pozbyli się swych nieszczęść, chorób i kłopotów i teraz mogą żyć w pełnym zadowoleniu.
Ale ta droga do sukcesu wcale nie jest łatwa: trzeba ponieść niemało trudu i przeżyć wiele katastrof, pokonać nieprzyjaciół i zdobyć przyjaciół wśród ludzi i zwierząt, i roślin.
I to właśnie zawsze najbardziej mi się podobało w baśniach.
Joanna Papuzińska

 Jak wiecie od małego uwielbiałam baśnie w tym baśnie przeróżnych narodów, jednak nie było mi dane poznać innych niż te polskie i ZSRR. Dopiero na tak zwane "stare lata" zaznałam tej przyjemności i zaszczytu, jednak jak to mówią "lepiej późno niż wcale" - wszakże na dokształcanie nigdy nie jest za późno.
„Cudowna studzienka” to kolejny - ósmy już tom z cyklu Baśnie Świata w którym znajdziemy 20 polskich, ponadczasowych baśni o różnorodnej tematyce. Baśnie wybrała i opracowała Joanna Papuzińska (prozaik, poetka, autorka bajek i wierszy dla dzieci, profesor nauk humanistycznych). Ich autorami są: Wanda Chotomska, Adolf Dygasiński, Roman Zmorski, Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz, Jan Kasprowicz, Artur Oppman oraz Gustaw Morcinek.

 Inspiracją do powstania "Cudownej studzienki" był dla pani Joanny zbiór baśni "Bajarz polski", który choć widocznie zużyty i z brakującymi stronami, poetka po dzień dzisiejszy posiada w swoim domu i z którym nie może się rozstać, gdyż ma dla niej wartość sentymentalną. To za jego sprawą i wszystkich miłych wspomnień z nim związanymi, autorka postanowiła stworzyć takiego "bajarza" dla współczesnych dzieci.
Niektóre (dokładnie cztery) z tych baśni znajdują się również we wcześniejszym opisywanym przeze mnie zbiorze polskich baśni i legend (różni je jedynie język). Do tego dochodzą jeszcze trzy, które znalazłam w małym zbiorku z półeczki mojej siostry, jednak znalazły się również te całkiem nowe.

 Wśród bohaterów znajdziemy tutaj nie tylko zwykłych ludzi, chłopów, rycerzy, królów, książąt i księżniczek, ale również zwierzęta: niedźwiedzie,lisy, smoki... Nie brakuje też diabłów co ściśle związane jest z ludowością, staropolszczyzną i tamtejszymi wierzeniami o których czytamy np. w "Dziadach" Adama Mikiewicza. Ową ludowość oraz klimat wyraźnie da się poczuć. Tym samym nie brakuje tutaj naszej rodzimej, pradawnej tradycji i folkloru o której słyszymy z opowieści naszych pradziadków i dziadków.

 Baśnie te pokazują specyfikę życia na dawnej polskiej wsi, mówią o nierozerwalnej więzi człowieka z naturą. Opierają się na znanej już chyba tylko z opowieści pięknej hierarchii wartości w której zło, egoizm i samolubstwo są piętnowane na rzecz dobrego serca, sprawiedliwości, uczciwości.... propagują również takie takie cechy charakteru, jak odwaga, spryt oraz dobroć. Niektóre z nich pokazują, że należy ostrożnie sobie przyjaciół i ludzi, którym się pomaga, gdyż nasza dobroć może odwrócić się przeciw nam.

 Nie są to słodkie i lukrowe opowieści rodem bajek z Disneya. To historie niekiedy srogie, surowe, brutalne i okrutne - pokazujące życie takim jakie jest ono na prawdę, bez upiększeń, i osłodzeń. Dobro jest nagradzane a zło zawsze karane, czasem nawet dość brutalnie.
 Ponadto co w baśniach jest bardzo ważne, każda z nich niesie z sobą morał i przesłanie. Jednak nie zawsze jest on oczywisty. Czasem został on głęboko skryty i trzeba doszukać się go głębiej. Według mnie to stanowi świetny pretekst do rozmowy o wartościach rządzących światem a także oswajania z tym dzieci.

 Baśnie umieszczone w książce pochodzą z różnych okresów czasu i dlatego różny jest też ich język. Z jednej strony to plus, ponieważ możemy obcować z przepiękną polszczyzną jak i również staropolszczyzną, jednak z drugiej młodemu czytelnikowi może ona sprawiać problem w zrozumieniu treści. Jak czytamy w posłowiu, pisownia poszczególnych utworów została uwspółcześniona (wyjaśniono również niektóre archaizmy w przypisach na końcu książki), jednak jednocześnie pozostawiono tutaj sporo archaizmów tak, "by czytelnik mógł poczuć smak staropolskiej mowy".
Jedne teksty będą łatwiejsze a inne cięższe w odbiorze tak jak w przypadku "Sabałowej bajki" autorstwa Henryka Sienkiewicza napisanej gwarą góralską:

 Gryzie Śmierć, gryzie – zębiska ją bolom; zgryzła wreście calusieńkom skałkę – i patrzy: az w środku chrobocek maluśki siedzi. A Pan Jezus prask Śmierć w pysk:
– Widzis – powieda – to ja o tym maluśkim chrobocku na dnie morza wiem i pamiętam a ty myślis, że ja o sierotach nie będę pamiętał? – Chybaj, bier matkę!

 Nie jeden dorosły miałby problem z przeczytaniem a nawet zrozumieniem tej baśni i robił by to na prawdę powoli a co dopiero dziecko. Dlatego według mnie nie jest to pozycja dla maluszków, gdyż nie tylko mogą nie zrozumieć niektórych tekstów, ale również szybko poczuć się znużone. Jednak uczniowie pierwszych i drugich klas podstawówki nie powinni mieć już problemów ze zrozumieniem treści. Oczywiście to też zależy od tego na ile "dojrzałe" są dzieci i ile już rozumieją - to tak orientacyjnie. Bo, dlaczego by już młodszych dzieci nie "oswajać" z tym co nieco trudniejsze?.

  Pisząc o tej książce należy wspomnieć o ilustracjach Elżbiety Wasiuczyńskiej - nie sposób nie zwrócić na nie uwagi, gdyż cała książka aż kipi od braw. W przeciwieństwie do Baśni węgierskich nie znajdziemy tutaj bezpośrednich nawiązań do polskiej sztuki ludowej (nie ma tradycyjnych słowiańskich wzorów, czy strojów), jednak kiedy na nie patrzymy czujemy i wiemy, że to o naszym kraju jest mowa.
  Według mnie to bardzo starannie wydany i sam w sobie piękny zbiór polskich baśni, który warto mieć u siebie w domu na półce ;)

Recenzje pozostałych baśni:
         

  

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Witam się z Wami w jeszcze kwietniowy słoneczny poranek. Jak Wasze nastroje? Humorki dopisują, wyspaliście się w nocy, zaplanowaliście majówkę?
Ja o majówce nie myślałam i nie myślę. Zbyt wiele się dzieje - co innego mam na głowie. Ten weekend będzie jak każdy inny z tą różnicą, że dłuższy. Jeśli będę w stanie się skupić najprawdopodobniej spędzę go z nosem w książkach i rozmyślaniu... ale nie powiem o czym.
A jeśli już o książkach mowa...  Chyba zanudzę Was recenzjami, które na blogu pojawiają się bardzo często. Jednak co poradzić jeśli co rusz pojawia się lub kiedyś pojawiły się pozycje godne polecenia i tego aby zwrócić na nie uwagę?
Jeśli nie jesteście ciekawi, możecie nie czytać - nie obrażę się. Nie będę Was do niczego zmuszać. Być może część z Was zagląda tu tylko i wyłącznie ze względu na przepisy. Dzisiaj znalazło się miejsce również na część kulinarną.
A może przeczytacie wpis w całości? Będzie mi miło :)Publikując przepis na ciecierzycę ze szpinakiem i pieczarkami wspominałam, że podam przykład na wykorzystanie tej "potrawki". Dotrzymuję słowa i zapraszam na banalną w przygotowaniu pitę zapiekaną z tą potrawką. Wiem, że nie jest to danie na miano Master Chefa, ale smaczne. Jeśli nie macie chlebków pita, możecie wykorzystać tortille, omlet, naleśniki lub zwykłą bułkę, którą wypełnicie tym farszem (po wyjęciu miąższu)

Składniki:
chlebek pita (u mnie domowy - postaram się o przepis)
ciecierzyca ze szpinakiem i pieczarkami

Chlebek pita kroimy. Środek ewentualnie smarujemy jakimś sosem, wypełniamy ciecierzycą ze szpinakiem i podpiekamy w opiekaczu lub piekarniku. Podajemy z surówkami
Smacznego


 Od najmłodszych lat kocham książki i nie wyobrażam sobie aby mogło ich w moim życiu zabraknąć. Z czasem bardzo polubiłam pisać o książkach dlatego poszerzyłam blog o kącik książkowy. Zaczęłam zasypywać Was kolejnymi opisami książek, jednocześnie pamiętając, że jest to również blog kulinarny. Nie będę owijać w bawełnę - pojawi się tutaj jeszcze nie jedna książka ale przeplatana lub w połączeniu z przepisem, tak by zarówno książkocholik jak i osoba poszukująca inspiracji kulinarnych znalazła coś dla siebie.

 Dzisiejsza książka jest nietypowa. Z jednej strony słownik, z drugiej nie koniecznie, bowiem słów w niej umieszczonych najprawdopodobniej ciężko szukać w słowniku i być może nie wszystkie wyświetlą się Wam w "wujku google", kiedy będziecie chcieli wyszukać je w internecie.
 Słowa te są ulotne i nietypowe a zarazem niezwykłe, "wyjątkowe", choć mogą wydać się również i "dziwaczne".  A zetknąć się z nimi można najczęściej osobiście, usłyszawszy gdzieś przelotem.

 Potraficie jednym słowem nazwać czas spędzony z rodziną lub przyjaciółmi przy jednym stole, ten czas radości ze wspólnego celebrowania posiłku, chwili i więzi, która Was łączy?
 Wiecie jak nazwać światło słoneczne przenikające przez liście drzew w ogrodach, parkach, sadach i lasach lub jak powiedzieć na wiatr hulający między drzewami?
 A może zastanawialiście się jak kulturalniej określić nieudolny, lecz radosny taniec lub chęć do potajemnego zaglądania przez okna cudzych domów? Inaczej niż "pokraczny", "ślamazarny" bądź też "podglądacz".
 Wiedzieliście, że istnieje określenie na kupowanie książek i nieczytanie ich - takie gromadzenie na półkach, szafkach nocnych lub podłodze? I to nie jest "kleptomiania". Można nazwać nawet skakanie po kałużach, osobę "bujającą w chmurach" (i nie jest to marzyciel) a także wyjaśnić znaczenie "tam gdzie rosną poziomki". To wszystko przy użyciu tylko jednego słowa - wyjątkowego słowa.

 „Innymi słowy. Niezwykłe słowa z różnych stron świata” to barwnie ilustrowany zbiór słów z różnych zakątków ziemi. Tak jak wspominałam: z jednej strony słownik a z drugiej nie koniecznie. Powstała z miłości autorki do słów a także jej ciekawości do poszukiwania nazw na coś co znamy, ale ciężko określić je słowami np. tęsknota za kimś lub za czymś ukochanym, lecz utraconym. Yee-Lum Mak postanowiła je wszystkie odszukać a swoje spostrzeżenia zapisać.

 Dzięki tej książce poznamy wyjątkowe słowa których brakuje nam do określenia rzeczy pięknych, niezwykłych, niespodziewanych, ulotnych, czasem dziwnych i wieloznacznych. Tych wszystkich na które być może najczęściej nie zwracamy szczególnej uwagi, ale które są nieodłączną częścią naszego życia. A to wszystko w lekki i przyjemny sposób. Nie są to drętwe definicje ze słownika języka polskiego a ciekawa opowieść - podróż do świata słów i do krajów świata.

  Z zainteresowaniem i uważnie czytałam kolejne słowa, czasem łamiąc sobie język aby je wymówić i zastanawiając się, czy poprawnie je wymówiłam. Niestety Michał Rusinek, który współpracując z czteroletnim synem, Kubą (czyżby konsultacja? ^_^) przygotował przekład tekstu, nie umieścił ani transkrypcji jak poprawnie wymówić dane słowa, ani informacji, czy ich zapis jest właśnie poprawną wymową. Ponadto tych słów mogłoby być nieco więcej - 64 pozostawia lekki niedosyt. Nie wydaje mi się aby była to książka, która obowiązkowo musi znaleźć się w domowej biblioteczce, ale jest całkiem miłym dodatkiem.
 Jakby nie było książeczka jest również ciekawa a do tego pięknie zilustrowana. Według mnie to ciekawy prezent dla wielbicieli odkrywania nowych wyrazów i ich znaczeń a także miłośników i kolekcjonerów niezwykłych słów i nie tylko. Wszyscy Ci, którzy lubią trochę "poszpanować" nowym słownictwem również powinni być zadowoleni.

Więcej informacji o książce na: EGMONT.pl

 
 Z zainteresowaniem i ciekawością sięgam po klasykę i literaturę dziecięcą między innymi ze względu na ich przesłanie. Wiele takich publikacji jest nie tylko piękna swoją treścią ale również uczy i skłania do refleksji również dorosłego. Do książki "Hortensja i cień" Natalii O'Hara podeszłam z zainteresowaniem.

 O czym jest książka?
Hortensja jest odważna, miła uprzejma i życzliwa a wszystkie zwierzęta w dzikim lesie to jej przyjaciele. Powinna być szczęśliwa, jednak nie może zaznać pełni szczęścia. Jej cień ciągle się czai za nią i rośnie z każdą minutą. Hortensja postanawia się go pozbyć. Ale później, kiedy znajduje się sama w lesie, odkrywa, że bez cienia wydaje się dużo mniejsza i nie może sobie ze wszystkim sama poradzić…

 Opowieść jest bardzo krótka - liczy zaledwie 32 strony w czym dużą i znaczącą część zajmują ilustracje. Wydawać by się mogło, że prosta i banalna, jednak tak na prawdę mądra i z przesłaniem. Mówi o dziecięcych lękach i obawach - tym, że niektóre dzieci boją się tego co dla nas dorosłych wydaje się oczywiste i naturalne. One nie zawsze to rozumieją i na swój sposób starają się zwalczyć, pokonać, przeciwstawić się...
 Z drugiej strony pokazuje, że to co na pierwszy rzut oka wydaje się przerażające z perspektywy czasu okazuje się nie takie straszne jak to widzimy - jak widzi to dziecko. Mało tego - najczęściej okazuje się to przyjazne, pomocne, całkiem normalne... To książka o radzeniu sobie ze swoimi lękami i oswajaniu się z nimi.

ilustracje pochodzą ze strony autorki 

poniedziałek, 09 kwietnia 2018

 zdjecie
 Marzenia się spełniają i po długim czasie oczekiwania mam ją i ja...  Bajarkę - swego czasu podobno najpopularniejszy zbiór bajek i baśni z całego świata Marii Niklewiczowej. Książka ta śniła mi się od kilku lat, kiedy po raz pierwszy o niej usłyszałam, kiedy usłyszałam o tym, że po wielu latach jej wydanie zostało wznowione (pierwsze wydanie to w 1959 rok). Niestety liczba egzemplarzy była ograniczona w wyniku czego nakład szybko się wyczerpał do czasu...
 W marcu tego roku wydawnictwo Zysk S-ka postanowiło wznowić książkę, która dla wielu jest książką z dzieciństwa. Mnie nie było dane poznać bajarki za młodu - po raz pierwszy osobiście spotkałam się z nią po 20-stce. To było udane spotkanie i fantastyczna przygoda.

 Książka Bajarka opowiada. Zbiór baśni z całego świata być może dla niektórych będzie nowością. To jak sama nazwa mówi zbiór baśni z całego świata - no może nie całego ale jego znacznej części ;).  Napotkamy tutaj przesycone naszymi rodzimymi obyczajami opowieści polskie ale również niemieckie, włoskie, ukraińskie, chińskie a nawet murzyńskie, czy kabardyńskie. I na tym lista się nie kończy - mogłabym wymieniać dalej. Wszystkich bajek jest tutaj aż 58.

 Baśnie mimo iż wywodzą się z różnych zakątków świata, mają wspólną cechę (tak na prawdę to cechy). Dają nam wgląd na obraz przeróżnych kultur i zwyczajów, będąc nie tylko świetną formą rozrywki ale również i lekcjami historii, geografii, wiedzy o kulturze... To dzięki nim możemy wyobrazić sobie, że podróżujemy przez kraje w których zostały spisane, spotykamy tamtejszych mieszkańców, rozmawiamy z nimi, dowiadujemy się o ich życiu codziennym, zajęciach, pracy a nawet przeżywamy wspólne przygody. Przygody czasem wesołe, innym razem smutne, przerażające, niebezpieczne.... takie z których zawsze wyciągniemy jakiś morał i naukę. Ponadto mamy możliwość poznać historie zupełnie nam obce i nieznane np. „Chamdam, syn ogrodnika” czy „Waleczny osioł”.

 Jeśli pomyśleliście, że jest to zbiór tylko i wyłącznie dla dzieci, to jesteście w błędzie. Nic bardziej mylnego. Sama okładka w moim odczuciu sugeruje zupełnie lub innego. Nawiązuje do młodzieńczych lat naszych prababć, dziadków, rodziców... Tych lat kiedy dzieci i młodzież aktywnie spędzała czas na dworze np. grając w piłkę na podwórku a rodziny (także i sąsiedzi) spotykali się we wspólnym gronie rozmawiając, śmiejąc się, żartując, opowiadając przeróżne historie przez wieki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nie przez facebooka, nie z nosem w tablecie, smartfonie, przy laptopie ale twarzą w twarz - osobiście. W obecnych czasach to chyba rzadko niespotykane.

 Ale przecież okładka to nie wszystko. Kolejną cechą, która przemawia za tym, że jest to pozycja dla każdego to same baśnie. Stopień ich zaawansowania jest różny - są bajki całkiem proste ale również i te nieco trudniejsze, poruszające poważniejsze tematy. Wyszukanie interesującej nas baśni z pewnością ułatwia spis treści w którym koło każdego tytułu umieszczono również oznaczenie (w postaci gwiazdek), które informuje, czy dana bajka jest bardzo łatwa, łatwa, trudniejsza, czy trudna. Jednak bez względu na to każda z nich bawi, uczy i zawiera w sobie morał.

 W książce pojawiają się również ilustracje. Nie wiem i nie jestem w stanie stwierdzić, czy w porównaniu z pierwszymi wydaniami (książka po raz pierwszy została wydana w 1959 roku) jest ich mniej, jednak tutaj nie ma ich za wiele. Jedne z nich są przepełnione barwami, natomiast inne bez koloru. Według mnie wszystkie przyciągają wzrok... są cudowne i na prawdę chcę się na nie patrzeć, podziwiać. Ich autorce Marii Orłowskiej-Gabryś nie można odmówić talentu. Takich arcydzieł już się nie spotyka. Szkoda, że te bez barw nie zostały wydrukowane oryginalną kredką - czarną, tylko niebieską. Nie spodobało mi się to, tak samo jak okładka, która w wersji zielonej była o wiele ładniejsza.

 Książkę z czystym sercem i sumieniem mogę polecić i polecam każdemu, bez względu na wiek. To ponadczasowe historie, które kiedyś przekazywane z ust do ust, opowiadane z pokolenia na pokolenie łączyły te pokolenia, były okazją do wspólnych spotkań, spędzania czasu, uśmiechania się. Może właśnie dzięki tym opowieściom zachęcicie rodzinę, przyjaciół lub znajomych do tego by oderwać wzrok z nad ekranu telefonu lub monitora komputera. Może usiądziecie, uśmiechniecie się do siebie, zaczniecie rozmawiać. Może sami przeobrazicie się w taką bajarkę i zaczniecie snuć opowieści, bajać opowiadać.....

Recenzja pisana również dla portalu Bookhunter.pl

Od dłuższego czasu na blogu przepisy nie pojawiają się zbyt często a to dlatego, że moja inwencja twórcza w tym zakresie nadal pozostaje na tym samym - praktycznie zerowym poziomie. Kuchnia tak jak była, tak i nadal jest banalnie prosta a niektórych przepisów nie ma sensu publikować, gdyż w zasadzie już wszystko w internecie zostało pokazane. Mimo tego chciałam pokazać tutaj coś kulinarnego - padło na domową półpełnoziarnistą pitę z orzeszkami ziemnymi najpierw wypełnioną szpinakiem przesmażonym z cebulką a następnie zapieczoną do chrupkości Tak na prawdę do przygotowania takiej kanapkowej zapiekanki nie potrzebujecie pieczywa typu pita - możecie wykorzystać to co znajduje się u Was w domu a także w szafkach aby przygotować coś na szybko. Sprawdzi się tutaj bułka (wydrążona lub taka z miąższem), pieczywo z patelni (naan, sodziak), grubszy naleśnik, pancakes w wersji XXL, omlet... możliwości jest wiele - wystarczy tylko ruszyć głową :) Wypełniamy je farszem, zapiekamy i gotowe :)
  Przepraszam za okropne zdjęcie - mimo moich starań żadne ujęcie mi nie wyszło ;/

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny