.

Wpisy z tagiem: warzywa

poniedziałek, 03 grudnia 2018

 Pierogi - potrawa, która wbrew pozorom nie jest skomplikowana - trzeba tylko nabrać wprawy w wyrabianiu ciasta i samym lepieniu. Ja swoje pierwsze pierogi lepiłam mając 5 lat  - przygotowałam sama od podstaw w wieku 11, może 12. Wszystko jest możliwe :)

Dzisiaj proponuje pełnoziarniste pierogi z soczewicą i warzywami -  w wersji wegańskiej, bez jajka. Ciasto przygotowane w ten sposób jest delikatniejsze, w związku z czym gotowanie pierogów wymaga mniej czasu niż w przypadku ciasta z dodatkiem jajka. Z kolei mąka pełnoziarnista dodaje takiego "zbożowego" posmaku. Warto spróbować ;)

Ciasto (ok. 32 małych pierogów)

* 260g mąki pszennej pełnoziarnistej
ok. 3/4 szklanki ciepłej wody
1/2 łyżeczki soli

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy. Powoli wlewając wodę zaczynamy mieszać ciasto łyżką, potem zagniatamy rękoma gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto wyrabiamy przez kilka minut.

*Nie mylić z razową. Mąka razowa jest grubiej mielona i ciasto z niej wykonane automatycznie jest sztywniejsze i nie uzyskamy elastyczności.

Farsz:
2/3 szklanki czerwonej soczewicy (ok. 120g)
1 cebula
1 średnia pietruszka
1 mniejsza marchewka
koncentrat pomidorowy do smaku
natka pietruszki (1-2 łyżki)
pieprz czarny, ziołowy, cayenne
ew. 1-2 ząbki czosnku

Soczewicę płuczemy i gotujemy na gęsto zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ważne aby dokładnie odparować soczewicę - jeśli jest taka potrzeba odsączamy ją na sicie. Osobiście wolę gotować ją w mniejszej ilości płynu i w trakcie gotowania ewentualnie stopniowo go dolewać - wówczas mam pewność, że soczewica nie będzie wodnista.

Warzywa myjemy, obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Cebulę drobno siekamy i przesmażamy na rozgrzanym oleju. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy starte warzywa oraz ew. przeciśnięty przez praskę czosnek. Przesmażamy przez chwilę po czym podlewamy odrobiną wody i dusimy do miękkości oraz całkowitego odparowania płynu. Pod koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki - w razie potrzeby dokładnie odsączamy na sicie. Warzywa łączymy z jeszcze ciepłą soczewicą, mieszamy po czym dodajemy koncentrat pomidorowy i doprawiamy do smaku. Odstawiamy do ostygnięcia.

Pierogi
Ciasto najlepiej przygotować kiedy mamy już zrobiony farsz.

Ciasto przekładamy na obsypany mąką blat stolnicy. Rozwałkowujemy na grubość ok 2-3 mm i przy pomocy szklanki wycinamy kółka. Na środku każdego wykładamy porcję farszu, składamy na pół i dokładnie zlepiamy brzegi formując pieroga. Gotowe pierogi przed ugotowaniem układamy na czystej bawełnianej ściereczce.

Surowe pierogi delikatnie wrzucamy partiami do osolonej, gotującej się wody. Delikatnie mieszamy drewnianą łyżką aby nie przywarły do dna garnka. Gotujemy 2-3 minuty od wypłynięcia na powierzchnie co jakiś czas mieszając aby nie przywarły do dna garnka.

UWAGI
Pierogi można zamrozić. Ja zazwyczaj wrzucam je na kilka sekund do wrzątku aby sparzyć ciasto. Następnie odcedzam je, przepłukuje zimną wodą aby zatrzymać proces gotowania ciasta i układam na ściereczce. Pierogi po ostygnięciu i wysuszeniu, układam na półeczce w zamrażarce i mrożę. Zamrożone pierogi przekładam do woreczka.

Smacznego

 Cenię klasykę. Od jakiegoś czasu lubię również świąteczne opowieści i chociaż "Opowieść wigilijna" oraz "Noelka" bezapelacyjnie pozostają moimi numerami jeden, z zainteresowaniem sięgam po kolejne pozycje. Właśnie dlatego "Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści" Louisa May Alcott (autorki "Małych kobietek") zwróciła na siebie moją uwagę.

  Zbiór otwiera "Boże Narodzenie", które nie jest opowiadaniem, tylko fragmentem powieści "Małe Kobietki" a dokładnie jej drugim rozdziałem. W Boże Narodzenie siostry dowiadują się, że ich sąsiadka mająca szóstkę dzieci na wychowanie, nie ma nic do jedzenia. Wzruszone dziewczynki postanawiają zrezygnować ze swojego śniadania i w ramach prezentu gwiazdkowego obdarować nim potrzebującą kobietę. Wizyta u biedaków i późniejsze świąteczne rytuały zajęły im sporo czasu, jednak upłyną on w miłej atmosferze.

  Drugie opowiadanie "Wybór Kate" opowiada o bogatej dziewczynce, która zostaje osierocona. Zgodnie z wolą ojca przez kilka dni ma mieszkać u wszystkich wujków po kolei aby na końcu zdecydować, gdzie chce zamieszkać na stałe. Przed podjęciem decyzji Kate chce poznać swoją babcię. To co potem miało miejsce odmieniło nie tylko losy starszej kobiety ale znacznie więcej...

  "Cicha mała kobietka" to opowiadania o Patty, która od lat zamieszkuje sierociniec. Kiedy w końcu pewna rodzina postanawia ją zaadoptować, dziewczynka jest bardzo szczęśliwa. Niestety wkrótce okazuje się, że to złudne szczęście. Mimo iż wszyscy są dla Patty szczęśliwi i wydawać by się mogło, że nie brakuje jej niczego, to tak nie jest. Dziewczynce brakuje tego co najważniejsze a mianowicie miłości i zainteresowania.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia a jak wiadomo to magiczny czas. Czas miłości i cudów.

  "Boże Narodzenie Tilly" - to chyba najpiękniejsza opowieść w tym zbiorze. Biedna dziewczynka wracając z koleżankami ze szkoły znajduje rannego drozda i postanawia się nim zaopiekować. Mimo iż sama posiada bardzo niewiele, zabiera go do domu i stara się aby niczego mu nie zabrakło. Ten mały ptaszek sprawił, że zostało spełnione czyjeś marzenie a nadchodzące Święta były wyjątkowe.

  "Co może uczynić miłość" opowiadanie o dwóch ubogich dziewczynkach, które mieszkają z owdowiałą matką i młodszym rodzeństwem i  ciężko pracują aby zarobić na prezent dla swojej rodziny. Kiedy okazuje się, że nie będą miały prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia, zrozpaczone zaczynają płakać i rozmawiać o tym czym obdarowałyby najbliższych, gdyby tylko mogły. Ich płacz i rozmowę słyszy Panna Kent, która mieszka w pensjonacie. Kobieta mimo iż wydała wszystkie swoje pieniądze, postanawia zrobić coś aby dziewczynki miały zaznały chociaż odrobinę świątecznej radości.

  "Opowieść Róży" to historia opowiedziana z perspektywy konia. Rosa była pięknym czarnym koniem, która w Święta Bożego Narodzenia została obdarowana ludzkim głosem a także umiejętnością myślenia. Postanawia opowiedzieć swojemu właścicielowi historię swojego życia a ta nie była najlżejsza i najpiękniejsza.

  "Imbryk Pani Podgers" to opowieść o imbryku i... życzliwości. W zimowy wieczór panią Podgers odwiedza Pan Jerusalem Turner. Zaczynają rozmawiać o życiu, wspominać i postanawiają wyprawić przyjęcie dla wszystkich dzieci w ich dzielnicy. Już wkrótce ich losy odmienią się a to za sprawą imbryka.

  Opowiadania są różne - ciekawe, wciągające jak i te nudne. Ich bohaterami są sieroty, ludzie samotni, biedni, ciężko pracujący, przezywający ciężkie chwile a nawet zwierzęta.
 Najbardziej spodobało mi się trzecie, czyli "Boże Narodzenie Tilly", które praktycznie od pierwszych słów, chwyciło mnie za serce i wzruszyło (być może ze względu na moją miłość i wrażliwość w stosunku do zwierząt).
  Za bardzo dobre uważam również "Wybór Katie", które przywołało moją nieżyjącą a także żyjącą Babcię, Ich uśmiech, spojrzenie, pocałunek złożony na policzku w Święta... Przypomina to jak cenię swoich bliskich, jak ważną część mojego życia stanowią, jak ich kocham... czasem również to jak tak na prawdę mało czasu im poświęcam. A Wy ile czasy poświęcacie dla swoich bliskich?

  Dwa ostatnie teksty nie przypadły mi do gustu. "Opowieść Róży" ze Świętami łączy tylko Wigilia i mówiący ludzkim głosem koń. Jest o ciężkim życiu, problemach i dobrym sercu i tak na prawdę równie dobrze mogłoby znaleźć się w zupełnie innym zbiorze. Nie umieściłabym go w świątecznym.
  Podobnie jest z ostatnim opowiadaniem. Wprawdzie jego akcja odbywa się w święta i mówi o tym co ważne, ale ogólnie czytało mi się je ciężko - dla mnie było nudne.

  Mimo tej różnorodności odnoszę wrażenie, że każdy powinien znaleźć opowiadanie dla siebie. Bo wszystkie opisując trudne losy starają się pokazać, że istota Świąt nie tkwi w bogactwie a tym co dajemy od siebie - dobroczynności, chęci niesienia pomocy i dzielenia się z tymi, którzy tego potrzebują. Chociaż w moich oczach Diceknsa nie przebiją.

Tytuł: Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści | Autor: Louisa May Alcott | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: twarda

Z ogłoszeń. W tym roku postanowiłam wziąć udział w akcji organizowanej przez Ayun'e a mianowicie Blogowy Kalendarz Adwentowy.
Polega ona na publikowaniu na swoim blogu adresu ulubionego bloga - od 1 do 24 grudnia. Forma publikacji jest dowolna - może to być link podany w poście, w zakładce, pasku bocznym lub w takiej formie jaka nam odpowiada. Ja zdecydowałam się na specjalną zakładkę. Jeśli klikniecie w baner na głównej stronie bloga, zostaniecie tam przekierowani :)

Kalendarz pozostanie na moim blogu do końca stycznia 2019. Kolejność w jakiej pojawią się w nim blogi będzie przypadkowa - najprawdopodobniej kierowana tym jak długo znam dany blog lub który w danym momencie przyjdzie mi do głowy. Tutaj nie ma lepszych i gorszych. Wszyscy są sobie równi
Zapraszam do udziału :)



piątek, 23 listopada 2018

 Kiedy na blogu Magdaleny jako jedną z propozycji obiadowych zobaczyłam kopytka z dodatkiem brokułów byłam ciekawa jak mogą one smakować. Wkrótce mogłam się o tym przekonać - w lodówce znalazły się "resztki" potrzebnych składników, dlatego postanowiłam takie kopytka przygotować. Nie żałuję - wyszły smaczne a ja zaspokoiłam swoją ciekawość, choć nadal nie zostałam miłośniczką dań mącznych i tych na bazie ziemniaków ;)

Składniki (1 porcja)
ok. 200g ugotowanych, tłuczonych ziemniaków
100g ugotowanego brokuła
*ok.1/2-2/3 szklanki mąki gryczanej
1 pełna łyżka mąki ziemniaczanej
sól

*ok. 1/4 objętości ziemniaków wymieszanych z brokułami

Ugotowane brokuły drobno kroimy i mieszamy z ziemniakami oraz solą. Wsypujemy mąkę i dokładnie zagniatamy ciasto - gdyby było zbyt suche dodajemy kapkę wody.
Ciasto dzielimy na dwie części z których rolujemy wałeczki, lekko spłaszczamy a następnie kroimy na skos na kształt rombu.
W dużym garnku zagotowujemy wodę. Na wrzątek wrzucamy partiami kopytka i zmniejszamy ogień. Gotujemy do wypłynięcia na powierzchnię lub nieco dłużej gdyby kopytka okazały się surowe. Należy jednak uważać, gdyż łatwo je rozgotować. Podajemy z ulubionymi dodatkami. 

 Od dziecka interesowałam się starożytnością i mitologią. Zaczynałam od mitologii greckiej, w między czasie oglądałam animowany serial Papirus i inne seriale tego typu. W czasach szkolnych przyszedł czas na mitologię rzymską, trochę słowiańską... ale przez cały czas czytałam o starożytnych kulturach. Niestety biblioteka w moim mieście była słabo wyposażona i nie było mi dane poznać inne mitologie, niż te "główne".

  Niecały rok temu miałam przyjemność poznać mitologię skandynawską w wydaniu Neila Gaimana. Lekturę mogę uznać za dobrą ale tylko tyle. Brakowało mi klimatu, który towarzyszy w trakcie czytania... uczucia jakbym przeniosła się do opowiadanych historii. Odniosłam wrażenie jakbym czytała zwykłe opowiadania a nie mity. Bardzo chciałam poznać te historie w innej wersji - śmiem powiedzieć typowo "nordyckiej".

  Mity skandynawskie Rogera Lancelyna Greena po raz pierwszy ukazały się w 1960 roku. Od tamtej pory były wielokrotnie wznawiane a kilka lat temu dzięki wydawnictwu Zysk S-ka pojawiły się ponownie w twardej oprawie z obwolutą i niewielkimi ilustracjami przed każdym rozdziałem. Wszystkie teksty zostały uporządkowane chronologicznie - od stworzenia świata, aż po Ragnarok. Wplecione zostały w nie fragmenty Eddy starszej i Eddy prozaicznej a także fragmenty sag, ballad i ludowych opowieści Skandynawii. 

  Od razu muszę przyznać, że potrzebowałam trochę czasu nim na dobre wsiąkłam w czytane opowieści. Z jednej strony zostały one napisane dość przystępnym językiem, jednak z drugiej nie jest on tak lekki jak mogłoby się wydawać. W żadnym wypadku nie uważam tego za wadę. Wprost przeciwnie. Autor starał się przedstawić wszystkie mity jak najwierniej oryginału, jedynie uzupełniając pewne luki, tylko tam gdzie jest to potrzebne. Dzięki temu całość zachowuje oryginalny wydźwięk. Czuć nordycki klimat a to sprawia, że po chwili (kiedy przywykniemy do języka i klimatu) całość na prawdę wciąga - mnie nie wciągnęła. Jednocześnie nie jest to lektura na jeden wieczór - ją trzeba powoli sobie dawkować... chłonąć to co w niej najlepsze.

  Mimo iż wszystkie te opowieści poznałam już w wersji Gaiamana, nie poczułam się znużona. - to zasługa stylu autora. Green połączył swoją wiedzę (opartą na wieloletniej analizie) z chłodnym nordyckim klimatem a także stylem gawędziarza snującym swoje opowieści (w kulturze Celtów określa się jego mianem "bard").
  Czytelnik dostaje kilka różnych opowieści, które splatają się w jedną historię przedstawiającą to jak wyglądały przygody skandynawskich bogów i to nie w stylu filmów Marvela (widziałam kawałek jednego z nich) a oryginału - Skandynawii.
  Polecam zainteresowanym tematem. Kto wie? Być może Wy również tak jak ja dostrzeżecie w tych opowieściach nawiązania do mitologii greckiej a nawet słowiańskiej? :)

Tytuł: Mity skandynawskie | Autor: Roger Lancelyn Green | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: twarda | Ilość stron: 272

piątek, 09 listopada 2018

  Północna Anglia początki XIX wieku, trwa wojna. Napoleon podbija kolejne państwa. Właściciel lokalnej fabryki Robert Moore aby zwiększyć efektowność produkcji, postanawia zwolnić ludzi i na ich miejsce sprowadzić nowoczesne maszyny. Nie podoba się to okolicznym mieszkańcom, którzy w obawie o miejsca pracy, postanawiają zniweczyć plany mężczyzny. Dochodzi do konfliktu, który zaczyna przyjmować różne - czasem przerażające formy. Jakby tych problemów było za mało, maszyny nie przynoszą oczekiwanych zysków co grozi bankructwem fabryki. Robert musi temu zapobiec, dlatego postanawia zabiegać o względy młodej dziedziczki Shirley Keeldar, mimo iż tak na prawdę kocha swoją krewną Caroline Helstone. Jednak w tej chwili dla mężczyzny liczy się majątek i to aby uratować fabrykę.

"Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie-jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz"

  Shirley to druga po Dziwnych losach Jane Eyre, powieść Charlotte Brontë, która doczekała się polskiego tłumaczenia w wykonaniu Teresy Świderskiej dopiero w 2018 roku. Tak jak w przypadku poprzednich powieści sióstr Bronte, tak i tu mamy do czynienia z przepięknym językiem pełnym rozbudowanych zdań, metafor, opisów, porównań... Czytelnik czuje, że ma przed sobą literaturę piękną i klasyk w czystej postaci. Dzisiaj już tak się nie pisze, a jeśli tak, to rzadko. Brawa dla autorki i polskiej tłumaczki.

"Najważniejszą wiedzą, którą człowiek powinien posiąść, jest znajomość samego siebie i kierunku, w którym on sam podąża"

  Początek powieści może okazać się trudny (może ale nie musi). Czytelnik otrzymuje dużą ilość szczegółowych opisów a także "specyficzny" język, który mimo iż piękny nie należy do współczesnych (dla mnie to plus). Nie ma zwrotów akcji, niepewności, chwili napięcia czy grozy. Narracja prowadzona jest bardzo powoli, tak aby czytelnik mógł delektować się każdym słowem i chłonąć klimat opisanej epoki. Autorka stopniowo zapoznaje nas z problematyką utworu, bohaterami, ich uczuciami a także panującymi zasadami. Tworzy obraz i klimat wiktoriańskiej Anglii dając możliwość przeniesienia się w tamte czasy.

  I uwierzcie to niesamowite uczucie, chociaż nie dla każdego. Nie każdy doceni i poczuje piękno ukryte w treści i opisach. Nie każdy będzie zauroczony. Według mnie to lektura dla ceniących spokój i piękno, lubiących oddać się refleksji a także osób wrażliwych i tych delektującym się każdym zapisanym słowem. 

 "Każda radość musi zostać okupiona porcją bólu, każdy wojownik - nim głowę jego zwieńczy zwycięski wieniec. poczuć wpierw musi kroplę krwi na swym czole."

  Na pierwszym planie widzimy dwie silne kobiety, które pomimo znaczących różnic połączyła silna przyjaźń. Z kolei to nasuwa jedną z wielu problematyk utworu jakim jest kobieta i zamążpójście. Nie wszystkie kobiety chcą stawać na ślubnym kobiercu. Nie wszystkie zgadzają się z powszechnie przyjętą opinią iż żona jest własnością męża. Nie wszystkie w ten sposób widzą swoją przyszłość i mają inne plany.
  Shirley i Caroline chciały same decydować o swoim życiu i nie bały się głośno wyrażać swojego zdania, które często nie zgadzało się z ogólnie przyjętymi zasadami. Do tego dochodzą: wojny napoleońskie, konflikt pokoleń, płci i klas... Sporo tego.
  Widzimy obraz ówczesnego społeczeństwa wraz ze zmianami jakie w nim zachodziły. Czytamy o polityce, handlu, gospodarce, obyczajach, wierzeniach i podziałach społecznych. Autorka oczami i ustami bohaterów dokonuje ich obserwacji, analizy i oceny często krytykując prowincjonalne społeczeństwo.

"A komuż potrzebna duża wyobraźnia? Czyż nie jest to raczej bezużyteczna i niebezpieczna właściwość, pokrewna słabości i trącąca szaleństwem? W większym stopniu choroba aniżeli dar umysłu? "

  Powieść może nie wciąga od pierwszej strony, ale ma w sobie "coś" co sprawia, że czytelnik chce dowiedzieć się co wydarzy się dalej. Opisywane miejsca są piękne a postacie realne - niczym wyciągnięci z prawdziwego życia. Każdemu możemy przyjrzeć się dokładnie, gdyż poznajemy go z osobna. Niestety żadna nie zdobyła jakoś szczególnie mojej sympatii. To jednak nie zmienia faktu, że wydali mi się jak najbardziej prawdziwi.

 Wierzę, że zdolność do bycia szczęśliwym leży w nas samych (…).

  Shirley ukazuje życie w początkach XIX wieku wraz z ówczesnymi problemami a także zmianami jakie zachodziły jak również pozycją kobiet w społeczeństwie. To taka obyczajówka w połączeniu z wątkiem romantycznym, bo ten zajmuje tutaj niewiele miejsca. Nie zachwyciła mnie i nie urzekła jak "Lokatorka...", czy też "Szczęśliwe Losy Jane Austen", ale była dobrą lekturą i pozostawiła po sobie miłe wspomnienia.
  Polecam ją miłośnikom literatury pięknej, lubiącym oddać się melancholii, przemyśleniom. Tym którzy lubią spokój, delektują się każdym słowem i cenią sobie jego piękno a także to w jaki sposób historia została opowiedziana a nie ile ma w sobie akcji.

Tytuł: Shirley | Autor: Charlotte Brontë | Tłumaczenie: Magdalena Hume| Wydawnictwo: MG | Okładka: twarda | Ilość stron: 640

Jedzenie z cyklu: nie mam pomysłu na obiad - masakrycznie wygląda ale dobrze smakuje. warto spróbować ;)

Składniki
1 cebula
250g mrożonych warzyw ( u mnie na zupę jarzynową)
120g ugotowanej białej fasoli
250g pieczonych ziemniaków*

słodka wędzona papryka
chilli
pieprz

Ziemniaki, obrałam, pokroiłam w kostkę i moczyłam w wodzie przez około godziny. Następnie obtoczyłam w ziołach oraz przyprawach i piekłam w 200 stopniach z termoobiegiem na złoto.

Na patelni przesmażam na złoto cebulę, dodaję wędzoną słodką paprykę. Smażę przez chwilę. Wrzucam mrożone warzywa, zalewam odrobiną wody i duszę do miękkości. Na koniec dodaję ugotowaną białą, fasolę oraz pieczone ziemniaki. Doprawiam do smaku chilli oraz ulubionymi ziołami
Smacznego

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny
tekst alternatywny
Codziennie od 1 do 24 grudnia na blogu zostanie opublikowany adres innego bloga, który polecam. Kolejność publikacji jest przypadkowa - nie ma lepszych i gorszych. Jeśli jesteście ciekawi, kliknijcie na powyższe logo ;)