.

Wpisy z tagiem: zupa

środa, 18 lipca 2018

Dzisiaj pomysł na błyskawiczną w przygotowaniu pomidorową zupę jarzynową z czerwoną soczewicą. Do przygotowania kiedy raptownie dopadnie nas głód a my mamy gotową mrożonkę w zamrażarce (wiem, że jest lato ale i taką mieszankę warto mieć w zapasie, zwłaszcza, kiedy nie można kupić korzenia pietruszki;/)

Składniki (1 porcja)
1/2 małej cebuli
250g mieszanki jarzyn (u mnie mrożonka z Biedronki)
40g czerwonej soczewicy
wrzątek
łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/3 łyżeczki wędzonej papryki
szczypta chilli
czarny pieprz

W garnku o grubym dnie rumienimy drobno posiekaną cebulę z wędzoną papryką.
Wlewamy wrzątek, dodajemy koncentrat pomidorowy i mieszamy.
Kiedy woda zacznie się gotować wsypujemy mieszankę warzywną i czerwona soczewicę.
Gotujemy 10-15 minut w zależności od tego ile czasu wymaga tego soczewica
Doprawiamy do smaku
Smacznego
  Wojna i pokój, powieść rosyjskiego pisarza Lwa Tołstoja, pisana w latach 1863–1869, często uznawana za rosyjską epopeję narodową.
Jej tytuł związany jest z fabułą i podziałem na części pokojową (tomy I–II) i wojenną (tomy III–IV).
  O powieści pisałam już TUTAJ, dlatego nie chcę się powtarzać. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii zapraszam to wcześniejszego wpisu. Dzisiaj wspomnę tylko o perełce wydawniczej, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk S-ka.

  W lipcu swoją premierę miał drugi pięknie wydany tom tejże powieści, zawierający dwie ostatnie części dzieła Tołstoja: część III oraz IV, czyli tak zwaną część wojenną.
W tej części wojska Napoleona nieubłaganie zbliżają się do Moskwy. W końcu Francuzi wkraczają do Moskwy i dochodzi do starcia między armiami. Jaki będzie jej finisz?
  Już z samej nazwy można domyślić się, że te części obfitują w opisy walk oraz bitew np. pod Borodino. To również spiski, zdrady i zamachy a także .finały historii miłosnych..

  Książka od Zysk S-ka została utrzymana w takim samym stylu co poprzedni tom. Okładka jest twarda w czarnej obwolucie z ornamentem kwietnym. Kiedy ją ściągniemy zauważymy, że okładka przypomina półpłócienną niczym stare wolumina sprzed lat. Papier jest gruby a całość szyta co zapobiegnie rozpadnięciu się książki na części. Prawdziwa perełka kolekcjonerska.
Polecam. Tak pięknie wydaną klasykę warto mieć u siebie na półce ;) 

środa, 02 maja 2018

Dzień dobry
Witam się z Wami w majowy, słoneczny poranek. Z jednej strony radość, bo przecież wiosna a za oknem piękna pogoda a z drugiej zniesmaczenie - znikają zdjęcia z bloga. Chyba nie pozostaje nic innego jak pogodzić się z tym faktem :( Jednak mam nadzieję, ze stali czytelnicy bloga pozostaniecie i być może Ktoś nowy tutaj zajrzy.

  Zdjęcia okładki tej książki w wersji angielskiej widziałam już rok temu. Spodobała mi się ona na tyle, że sama książka wzbudziła moją ciekawość. Kiedy niedawno dowiedziałam się o jej polskim wydaniu, postanowiłam tę książkę przeczytać. W Polsce jest to nowość. A czy okaże się bestsellerem na skalę światową? Tego jeszcze nie wiem - czas pokaże.
  Niedźwiedź i słowik a w oryginale The Bear and the Nightingale to powieść Katherine Alen osadzona w czasach Słowian i ich wierzeń. Teraz już pewnie wiecie, dlaczego wzbudziła moje zainteresowanie - mitologia, to co było kiedyś, czyli mnie interesuje. 

  Fabuła nie jest skomplikowana. W Rusi na skrajach pustkowia, gdzie zima trwa większą część roku była sobie niegdyś wieś. Tam wraz z rodziną żyje Wasilisa - dziewczyna, która podczas długich siarczystych wieczorów siada z rodzeństwem przy piecu i słucha bajek, które opowiada im stara niania. Wasia uwielbia te historie a w szczególności bajkę o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Mądrzy Rosjanie boją się go, gdyż zabiera zbłąkane dusze, jednocześnie szanują duchy chroniące ich domostw przed złem. W każdą niedzielę chodzą do cerkwi i zapalają świece dla Jedynego Boga, w domach wieszają znaki mające chronić przez złem a wieczorami zostawiają okruszki chleba domowemu duszkowi, by mógł się nimi posilić i chronić mieszkańców przed nieprzyjacielem.
  Jednak tylko Wasilisa widzi te wszystkie słowiańskie duszki -  domowe i leśne. Rozmawia z nimi, a z niektórymi zaprzyjaźnia. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy do wioski przybywa ktoś kto, kto tylko nową wiarę uważa za "właściwą". Wszystko co jest związaną z lokalnymi przesłaniami i rodzimą tradycją kultywowaną od pokoleń uważa za "zło wcielone" - wytwór szatana, które trzeba zniszczyć. Wprowadzane zmiany mają swoje konsekwencje. Na wioskę zaczyna spadać coraz więcej nieszczęść. Z lasu wyłania się zło, które podkrada się coraz bliżej.......

"Na Mroza, demona zimy, mówiono czasem Morozko, jednak dawno temu ludzie nazywali go Karachun, bóg śmierci. Był królem najostrzejszej zimy, samego jej środka, przychodził po niegrzeczne dzieci i sprawiał, że zamarzały nocą. To było złowróżbne imię, nie należało wypowiadać go głośno, zwłaszcza gdy Mróz trzymał jeszcze ziemię w swym uścisku. Marina mocno przytulała synka, a on wiercił się i ciągnął ją za warkocz. – Dobrze – powiedziała Dunia po chwili wahania. – Opowiem wam o Morozce, o jego dobroci i okrucieństwie."

  Narracja jest trzecioosobowa. W każdym z rozdziałów śledzimy wydarzenia z życia wielu bohaterów a wprowadzenie do głównego wątku powieści jakim jest walka pomiędzy starymi a nowymi wierzeniami według mnie zbyt długie i rozciągnięte. Niejednokrotnie czułam lekkie znużenie i zmęczenie - chciałam aby coś w końcu się zadziało.
 Mimo tego autorka umiejętnie połączyła świat ludzi z pradawną wiarą i tajemniczymi istotami zamieszkującymi lasy, jeziora i domowe zakamarki. Można poczuć charakterystyczny słowiański klimat, mimo iż w książce nie znajdziecie opisów obrzędów.
 Jest rosyjska kultura, nawiązanie do lokalnych baśni i zetknięcie się ze sobą dwóch wiar - starej, rodzimej oraz nowej, która dopiero wkracza na tereny świata. Co więcej na Rosji po dzień dzisiejszy taka mieszanina wciąż jest obecna i spotykana (wystarczy obejrzeć Kossakowskiego), więc to nie jest tylko i wyłącznie fantazja.

"Krew to jedno. Dar widzenia drugie. Ale odwaga... Ta jest najrzadsza, Wasiliso Pietrowno."

  Podczas lektury oprócz pojawiającego się uczucia zmęczenia, pojawiły się również zastrzeżenia. Wiadomo, że proces nawracania nie był niczym łatwym i przyjemnym, jednak nie do końca podoba mi się w jaki sposób zostaje to tutaj ukazane. Zachowanie postaci, która miała nową wiarę wprowadzać chwilami wydawało mi "niepoprawne". Zastraszanie, wzbudzanie w ludziach lęku przed Bogiem, przedstawianie go nie jako miłościwego i kochającego Ojca a srogiego, surowego i wymierzającego kary, oddawanie czci ikonom nie Bogu, opinia, że można poświęcić czyjeś życie jeśli służy to wyższej sprawie... Taka ambicja, zaślepienie własną misją i wiarą, którą słyszał na co dzień i to za wszelką cenę, nawet jeśli nie pochodzi to od i nie wróży nic dobrego. Aż w końcu gdzieś zatraca siebie...
Ciężko nazwać to chrześcijańskim. A może to tylko moje odczucie?

"- Sam sobie wyznaczyłeś to zadanie, służy twojej własnej dumie. Dlaczego właśni ty miałbyś głosić, czego pragnie Bóg? Ludzie nigdy by cie tak nie czcili, gdybyś nie wzbudzał w nich strachu"

  A być może jest w tym ziarenko prawdy. Z historii wiemy, że okres ten burzliwy. Być może podejmowano się właśnie takich kroków - zastraszania. Poza tym jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje mocne i słabe strony, wzloty i upadki. Nie zawsze postępujemy właściwie i czasem zbaczamy z właściwej ścieżki - błądzimy. Najważniejsze aby w końcu to zrozumieć i starać się na prawić popełnione błędy, czyny.

     "Daj mi czarownicę i zabierz swoją. Daj mi czarownicę, a będziesz wolny."

  Powieść można określić jako baśń dla starszych czytelników. Nie trudno tutaj znaleźć echa baśni z dzieciństwa a sama fabuła opiera się na jednej z rosyjskich baśni – tej o Morozko, czyli Dziadku Mrozie. Bardzo często można spotkać rosyjskie słownictwo, co najprawdopodobniej miało podkreślić fakt, że akcja dzieje się na Rusi, jednak zupełnie to nie wyszło. Ich spolszczenie uważam za karygodne i tak na prawdę odbierające klimatu i tej "rosyjskości"

     "Strach odważnych... Ten jest najlepszy."

  Ogólnie jest baśniowo i słowiańsko (sporo tutaj słowiańskch istot, które poznałam z Bestiariusza słowiańskiego) ale jednocześnie trochę monotonnie i nudno. Na dobrą sprawę nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Nie ma niespodziewanych zwrotów akcji, szokujących wydarzeń, uczucia niepewności, grozy.... Autorka stopniowo dawkuje klimat. Snuje opowieść, swego rodzaju baśń, która może stanowić wstęp do "głębszej" historii i czegoś więcej... W moim odczuciu jako osobny tom powieść nie wygląda najlepiej - wybitna z pewnością nie jest, taki przeciętniak.
 Nie pozostaje nic innego jak czekać na drugi tom, by zobaczyć jak historia się rozkręci i czy w ogóle się rozkręci. W tej chwili poczułam niedosyt i lekkie rozczarowanie.

Fragment powieści do przeczytania TUTAJ

Przepis jeszcze z okresu zimowego, ale jedno się nie zmieniło. Staram się w aby w mojej lodówce zawsze znajdowały się zarówno surowe jak i ugotowane warzywa a w zamrażarce strączki. Dzisiejsza potrawka to wariacja tego, co znalazłam w lodówce. Nie wiem jak ją nazwać. Zupa gołąbkowa? Gulasz? To taki lodówkowy miszmasz z wykorzystaniem między innymi kapusty, która została z przygotowywania gołąbków (wcześniej ją ugotowałam) :)

Składniki
pietruszka, pokrojona w kostkę
marchew, pokrojona w kostkę
kawałek selera, pokrojony w kostkę
ugotowana biała fasola
trochę ugotowanej białej kapusty*
kawałek cebuli
wegański gołąbek (u mnie z kaszą jaglaną, pieczarkami i zielonym groszkiem)
szklanka wrzątku+1-2łyżeczki koncentratu pomidorowego
przyprawy (u mnie zioła prowansalskie i chili)

*może być pokrojona pekińska

W garnku z grubym dnem przesmażamy cebulę. Kiedy się zarumieni dodajemy wrzątek, pietruszkę, marchew oraz kawałek selera pokrojone w kostkę. Jeśli używacie kapusty pekińskiej dodajcie ją na tym etapie. Dusimy do czasu aż warzywa będą tak miękkie jak lubimy. Następnie dodajemy ugotowaną białą fasolę i białą kapustę jeśli nie dodaliście kapusty wcześniej.
Zmniejszamy ogień tak aby płyn lekko "bulgotał". Do bulionu delikatnie wkładamy pokrojonego gołąbka i podgrzewamy. Ugotowaną "zupę" delikatnie przekładamy do miseczki.
Smacznego

piątek, 20 kwietnia 2018

Dzień dobry
Tak na prawdę to nie wiem co mogłabym napisać. Mamy wiosnę. Czujecie? Cieszycie się? Już niedługo będzie można cieszyć się pierwszymi warzywami z własnego ogródka a za jakiś czas owocami z sadu. Nie mogę się doczekać a tym czasem zapraszam do lektury dzisiejszego wpisu. Jest coś dla głodomora i dla głodnego ale inaczej - pożeracza książek i poszukującego ciekawej literatury oraz niebanalnych książek :)

Kolejny przepis z serii szybkie, niewymagające i banalnie proste. Wegańska fasolka po bretońsku a może fasolowa z kaszą jaglaną? Zwał jak zwał - najważniejsze, że wyszło smacznie :)

Składniki
cebula
ugotowana biała fasola
koncentrat pomidorowy
woda lub bulion warzywny
majeranek lub zioła prowansalskie
ulubione przyprawy

* koncentrat i wodę/bulion można zastąpić pomidorami z puszki

Na głębokim patelni lub w garnku z grubym dnem przesmażamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zarumieni, wrzucamy ugotowaną białą fasolę a następnie wlewamy przegotowaną gorącą wodę (lub bulion) wymieszaną z koncentratem pomidorowym. Płynu wlewamy tyle aby uzyskać pożądaną przez nas konsystencję sosu. Dodajemy zioła prowansalskie/majeranek i dusimy przez kilka minut. Doprawiamy do smaku. Podajemy z ulubionymi dodatkami - u mnie ugotowana kasza jaglana.

Dwoje Ludzi Iwona Chmielewska

 Książka nietypowa. Wydawać by się mogło, że z obrazkami dla dzieci i dla dzieci, jednak nie jest to oczywiste. Tak na prawdę to ciężko włożyć ją do jednej szufladki z książkami dla dzieci lub dorosłych. Ciężko też dokładnie określić gatunek z wyjątkiem tego, że jest to picturebook, ale i to nie mówi wszystkiego. Książka obrazowa ale jednocześnie z tekstem. Nie byle jakim tekstem... takim z którego każdy może wyciągnąć całkiem inne wnioski.

"Gdy dwoje ludzi żyje razem,
to jest im łatwiej, bo są razem
i jest im trudniej, bo są razem."


 Książka opowiada o relacjach międzyludzkich i związkach, które mogą być słodkie, namiętne, chłodne, solidne, słabe... o stopniu ich skomplikowania, trudach, odmienności obu stron, konieczności akceptacji i troski o tę drugą osobę ale również nieporozumieniach i kłótniach. O byciu razem - ze sobą a nie osobno, czy obok siebie - daleko. O dzieleniu radości i smutków, wspólnych sukcesach ale i zmartwieniach oraz problemach. To relacje jak najbardziej prawdziwe - realne a nie będące wytworem naszej wyobraźni, fantazji, czy wyciągnięte internetu. Jest w nich miejsce na miłość, uśmiech, wspólne radości, troskę o siebie ale i nienawiść, kłótnie, samotność, łzy... czasem ludzie są blisko siebie i rozumieją się bez słów a czasem każde podąża własną drogą i nie potrafią ponownie się spotkać, czasem jedno wciąż daje a drugie bierze... Nie zawsze życie jest usłane różami a jeśli tak, to bywa, że te róże mają kolce, które pokaźnie ranią.

 Język nie jest skomplikowany, czasem wręcz poetycki pełen metafor. To jak go zrozumiemy w dużej mierze zależy od nas samych - tego co przeżyliśmy, co skrywamy w sobie, na jakim etapie życia jesteśmy.
 Ilustracje Chmielewskiej również są proste i bardzo symboliczne, lecz przemyślane. Osobiście nie szczególnie taki rysunek mi się podoba, jednak w połączeniu z tekstem nabiera całkiem innego znaczenia i wyrazu. Według mnie idealnie współgra ze słowami oddając ich ukryty sens oraz znaczenie.

„Ludzie mogą być też
mocno złączeni jak dwie
okładki o miłości,
bez których ta opowieść
by się rozsypała.”



 "Dwoje ludzi" to lektura uniwersalna a prawdy w nie zawarte nie da się podzielić na ważne, mniej ważne i nieistotne - na te dla dorosłych i dzieci. One wszystkie jeśli dotrą tam gdzie powinny, czyli do serca są równie istotne i mają takie same znaczenie.
 Książka może otworzyć serca i oczy na drugą osobę a uszy i usta na rozmowę o tym co ważne. Pokazuje, że zarówno związek jak i relacje miedzy ludźmi z jednej strony są piękne ale z drugiej skomplikowane i kruche. Aby przetrwały wymagają czasu, naszej uwagi, czasem poświęcenia, jednak są tego warte.
 Książka ciekawa i oryginalna - dla niektórych z pewnością również wzruszająca. Może stanowić dobry prezent np. na rocznicę ślubu a jej fragmenty wpis do ślubnej księgi gości lub dedykację dla bliskiej osoby.

"Gdy dwoje ludzi żyje razem,
bywa, że mogą zrobić wszystko.
Nawet trzeciego człowieka."


 
1 , 2 , 3


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny