.

Wpisy z tagiem: masło orzechowe

czwartek, 20 września 2018


Skład: prażone orzechy ziemne
Opakowanie: pojemnik 900g

Białko 26g Błonnik: 7,3g Węglowodany 16g w tym cukier 4g Tłuszcz 49g kwasy nasycone 9,3g Sól 0,018g

  Opinia: Pasta/masło orzechowe Vivio zostało umieszczone w dużym 900g słoiku. Po jego otworzeniu zauważyłam, że na powierzchni wytrąciła się mała warstwa oleju co jest zjawiskiem naturalnym.
  Po wymieszaniu konsystencja z wierzchu okazała się być gęsta i spływająca z łyżeczki a im głębiej słoiczka gęściejsza - pod sam koniec była wręcz zbita ale to najprawdopodobniej "wina" złego wymieszania całości.

  W zapachu czuć przyjemny i naturalny aromat podprażonych fistaszków, bez nuty sztuczności bądź też zjełczałego oleju. Kolor jest brązowy z miejscami widocznymi ciemniejszymi kropeczkami, które są skórkami z fistaszków.

  Po wzięciu łyżeczki z pastą do ust podniebienie zalewa przyjemna aksamitność. W smaku czuć naturalne, podprażone arachidy z charakterystyczną dla nich słodyczą a także delikatną goryczką jakby od skórek. Ta goryczka jest bardzo delikatna i nie "wadzi" ogólnemu odbiorowi pasty. Konsystencja masła jest tak aksamitna, że po kilku łyżeczkach miałam wrażenie jakbym poczuła delikatną nutę nugatu - być może w trakcie jego produkcji na taśmie trafiło się kilka tych orzechów. Jednak muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak gładkiego masła z fistaszków.
  Nie odnotowałam "niepożądanych" nut takich jak zjełczały tłuszcz bądź tworzywo sztuczne (raz trafiło mi się takie masło w plastiku). Bardzo smaczny produkt w korzystnej cenie idealny do dań na słodko, wytrawnie jak i sam w sobie. Warto kupić :)

Wartość energetyczna w 100g - 609 kcal
Cena - sklepy ze zdrową żywnością i sklep firmowy ok 16,47zł/900g
Ocena - /6

poniedziałek, 17 września 2018


 Na niektóre nowości czeka się z większą bądź mniejszą niecierpliwością. Kiedy na przełomie lipca i sierpnia w zapowiedziach zobaczyłam książkę Parzyziółko, czekałam aż pojawi się w ksiegarniach - chciałam ją przejrzeć i przeczytać.

Dlaczego?

  Jest to książka, która idealnie wpasowuje się w zainteresowania mojej Mamy a w części również i mnie.
  Książka pięknie wydana, która sprawia, że czytelnik chce dłużej zawiesić na niej swoje oko.
  Książka, która wydawała mi się mądra i ciekawa.

O czym jest Parzyziółko?
A raczej kim jest Parzyziółko?

  To profesor, który zaprasza do tajemniczego świata ziół.
  Oto sekretny dziennik profesora w którym skrupulatnie przez lata zapisywał własne obserwacje odnośnie roślin i ziół.

  Książkę podzielono na 6 części: pożegnanie, powitanie a także rozdziały: ,,Zielnik”, ,,Zastosowanie ziół”, ,,Domowe mikstury” a także rozdział poświęcony wysiewowi roślin i pielęgnacji własnego ogrodu.
  W rozdziale "Zielnik" autorka opisała 20 różnych okazów roślin np. czosnek, bazylię, goździki a także mięte. Teksty są krótkie ale konkretne: poznajemy ich historię, niekiedy zakorzenienie w medycynie ludowej a także wierzeniach słowiańskich oraz zastosowanie w lecznictwie. Każdy został opatrzony rysunkiem (niczym malowanym odręcznie) a także nazwą rośliny jak i również jej łacińską nazwą.
  Dzięki specjalnemu oznaczeniu jakie stosuje autorka dowiemy się, gdzie możemy odnaleźć dane zioło (4 symbole oznaczające dom, las, ogród i łąkę).

  Zapiski profesora Parzyziółko to również przeróżne ciekawostki: z treści dowiadujemy się między innymi co wspólnego bazyliszek ma z bazylią, po co starożytni rzymianie nosili liście laurowe na głowie i czego najbardziej boją się komary (przydatne w szczególności latem). To również przeróżne sekrety zawodu lekarza i to co misie lubią najbardziej, czyli przepisy na słodkości np. cynamonki.
  To również krótkie ale konkretne rady jak założyć, pielęgnowac i prowadzić własny ogórdek.

  Nie da się nie zauważyć i nie poczuć, że książka powstała z pasji i miłości do roślin i ziół. Miłości, którą można zarazić każdego. Język jest bardzo prosty a informacje umieszczone w książce przedstawione w tak przystępny sposób, że swoją treścią powinna zainteresować dzieci już w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Zainteresuje ziołami i przyrodą, skłoni do obserwowania jej a przede wszystkim szacunku i docenienia tego co nam daje. A daje nam na prawdę wiele, tylko my ludzie tego nie dostrzegamy i nie doceniamy.

Tytuł: Parzyziółko | Autor: Dorota Wojciechowska-Danek | Wydawnictwo: TADAM | Okładka: Twarda | Ilość stron: 84

Przepis na podobny kalafior od dawna mam zapisany na kartce. Nie pamiętam z jakiej strony lub bloga go zaczerpnęłam ale pamiętam, że po moich "poprawkach" potrawa smakowała nie tylko mi ale również mojej rodzinie, która za kalafiorem nie przepada.
Ponownie postanowiłam go z modyfikować dodając nie tylko wędzoną słodką paprykę ale również masło orzechowe, które idealnie skomponowało się z domową passatą i przyprawami. Oczywiście jeśli boicie się takich połączeń, możecie je pominąć - bez jego dodatku danie również wyjdzie smaczne, ale inne :)

Składniki (na 2-3 porcje)
średniej wielkości kalafior
2 małe papryki (mogą być czerwone, żółte lub kolorowe)
szklanka ugotowanej ciecierzycy lub puszka
1-2 łyżki naturalnego masła orzechowego (polecam TerraSana)

1-2 cebule
ew. 2-3 ząbki czosnku
500ml passaty pomidorowej (u mnie domowa)
pieprz czarny
pieprz ziołowy
wędzona słodka papryka
pieprz cayenne
ewentualnie mieszanka curry (dodam następnym razem jeśli kupię taką bez dodtaku soli)
2-3 łyżki ziaren sezamu
natka pietruszki

Na patelni rozgrzewamy olej i przesmażamy na nim drobno posiekaną cebulę, paprykę pokrojoną w kostkę oraz ewentualnie czosnek. Kiedy cebula zeszkli się dodajemy przyprawy. Smażymy przez kilka sekund po czym wlewamy passatę pomidorową i mieszamy.
Kalafior dzielimy na małe różyczki i płuczemy. Wrzucamy na patelnię, przykrywamy i dusimy około 20 minut. Następnie dodajemy masło orzechowe, mieszamy po czym dorzucamy ugotowaną ciecierzycę ziarna sezamu oraz posiekaną natkę pietruszki.
Mieszamy i dusimy jeszcze przez chwilę aby wszystkie smaki przegryzły się ze sobą.
W tej wersji kalafior jest chrupiący, nie rozgotowany ale też nie surowy. Jeśli lubicie miękki kalafior to albo podgotujcie go wcześniej na parze albo duście w sosie nieco dłużej kontrolując ilość płynu (w razie potrzeby dolać). Jednak uważajcie aby nie rozgotować kalafiora, bo taki jest niesmaczny.
Potrawkę podajemy z ziemniakami, kaszą, ryżem, pieczywem lub jako samodzielne danie
Smacznego
.

wtorek, 11 września 2018


Skład: ekologiczne, prażone pestki słonecznika
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych, objęte certyfikatem kontroli EKO SKAL 001178.
Opakowanie: 250g

Wartość odżywcza w 100g:
Białko 27g Węglowodany 10,5g w tym cukry 0g Tłuszcz 53g nas. kw. tłuszczowe 5,5g Sól 0,01g Błonnik 4,5g

Ocena: Uwielbiam słonecznik. To niezastąpiony dodatek nie tylko do pieczywa ale również sałatek, kanapek, owsianek jak i smaczna oraz zdrowa przekąska do pochrupania i nie tylko... Z pestek słonecznika można zrobić również smarowidło typu masła orzechowego.

  Skład pasty/kremu TerraSana to tylko i wyłącznie ziarna słonecznika. Jeszcze przed odkręceniem słoiczka zauważyłam, że na powierzchni kremu wytrącił się olej, co jest charakterystyczne dla produktów bez dodatku tłuszczu utwardzonego. Po zdjęciu wieczka od razu poczułam bardzo przyjemny i typowy aromat prażonych ziaren słonecznika.
  Z początku konsystencja wydawała się być rzadka, jednak po dokładnym wymieszaniu nieco zyskała na gęstości, przypominając masło orzechowe. W lodówce pasta tylko odrobinkę gęstnieje i nadal pozostaje smarowna. Kolor podchodzi pod khaki kojarząc mi się z pestkami dyni

  Pierwsze co przyszło mi na myśl po wzięciu łyżeczki z kremem do ust to chałwa słonecznikowa... z tą różnicą, że nie słodka. Moja Mama próbując kremu w ciemno stwierdziła, że to sezam, otwierając oczy ze zdumienia, dowiedziawszy się, że to słonecznik. Jej skojarzenie było zbliżone do mojego - chałwa.
  Nigdy nie lubiłyśmy i nadal nie lubimy chałwy, gdyż dla nas jest to sam cukier - tutaj na szczęście cukru nie ma. Jednak ten krem/masło/pasta to coś zupełnie innego - dla mnie i mojej Mamy pysznego (pierwsze co po spróbowaniu powiedziała moja Mama to "Pycha!")

  Po drugiej łyżeczce rzeczywiście poczułam intensywny smak prażonego słonecznika z delikatną i specyficzną nutką goryczki (zdecydowanie nie były to przepalone ziarna) jednak skojarzenie z chałwą nadal pozostało.
  Podobnie jak masło orzechowe tak i ten krem przyjemnie rozpuszcza się pod wpływem ciepła a także rozpływa się w ustach, mogąc przykleić się do zębów.

  Krem bardzo mi posmakował, jednak w przeciwieństwie do masła orzechowego, które mogę wyjadać łyżkami, tego najprawdopodobniej nie byłabym w stanie jednorazowo zjeść w ogromnej ilości. Jest pyszny ale po dużej ilości słonecznika, zaczyna mnie lekko mdlić (nie chodzi o mdłości spowodowane zjedzeniem czegoś za słodkiego). I tutaj nie mam na myśli zjedzenia dwóch, czy trzech łyżeczek, tylko większą ilość takiego kremu.

  Jakby nie było zjadłam go z przyjemnością i to bardzo szybko. Po tygodniu - może niecałym słoiczek świecił pustkami i pozostał smutek, że to już koniec. Krem świetnie smakuje sam w sobie jak również z dodatkiem kakao (można dodać też wiśnie) oraz w połączeniu z warzywami. W wersji wytrawnej na prawdę sprawdził się genialnie, zastępując tahini, chociaż mi i tak najbardziej smakował sam w sobie - bez niczego.
  Dla lubiących słonecznik i tahini jak znalazł :)

Wartość energetyczna w 100g -  629 kcal
Ocena - 6/6
Cena - sklepy ekologiczne ok 12,50zł/250g lub u producenta

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny