.

Wpisy z tagiem: masło orzechowe

poniedziałek, 04 czerwca 2018

Od najmłodszych lat uwielbiam pestki dyni. Pamiętam jak czasem, kiedy dostałam je od brata ciotecznego mojego Taty, siedziałam z siostrą i bratem na wsi u dziadków i łuskaliśmy pestki. Ich smak uwielbiam do dziś. Kiedy usłyszałam o masłach/pastach orzechowym a także z pestek słonecznika, chciałam spróbować również tych z dyni. Niestety nie było mi dane.
Korzystając z faktu, że ostatnio uzupełniłam zapasy o kilogramowe opakowanie tych pestek a brat użyczył mi blender, postanowiłam sama je sobie przygotować. Według mnie wyszło bardzo smaczne i uniwersalne. Do o wszystkiego i takie jakie lubię najbardziej. Jednak jeśli lubicie możecie je dosolić lub posłodzić. To Wam ma smakować :)
fot.
Składniki
pestki dyni (Vivio)
ewentualnie sól

Pestki dyni możemy podprażyć na suchej patelni (co wydobędzie ich smak) lub nie - ja nie prażyłam. Kiedy ostygną przesypujemy je do pojemnika blendera i miksujemy pulsacyjnie do uzyskania kremowej konsystencji. Jeśli będzie taka potrzeba dodajemy kapkę neutralnego oleju.
WAŻNE ABY ROBIĆ PRZERWY PO TO BY NIE SPALIĆ BLENDERA!
Na końcu ewentualnie można dodać sól, cynamon, kakao lub coś słodkiego jeśli chcemy pastę w wersji na słodko, natomiast kawałki posiekanych pestek w wersji crunchy. Osobiście ja wolę bez żadnych dodatków.
Gotową pastę przekładamy do czystych słoiczków i przechowujemy w lodówce.
Smacznego.




 Jakiś czas temu na blogu opowiadałam Wam o pewnej książce, którą ze względu na treść i formę wydania, uznałam za niezwykłą. Dzisiaj chciałabym powiedzieć kilka słów o kolejnej z tej samej kategorii i napisanej przez tę samą autorkę, jednak opowiadającą o innej wybitnej postaci i wydanej przez inne wydawnictwo - Literaturę.

 Piórem czy mieczem. Opowieść o Henryku Sienkiewiczu to książka a właściwie ciekawie napisana opowieść, która przybliża postać pisarza-noblisty jakim był Sienkiewicz. To również książka oddający hołd twórcy Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza w Poznaniu, Ignacemu Mosiowi. Jednak nie jest to suchy referat z lekcji języka polskiego, wykład, nudny program dokumentalny, czy notatka z encyklopedii. To fascynująca przygoda, podróż, wycieczka w przeszłość, która nie tylko uczy ale również bawi, dostarczając rozrywki.
 
 Fabuła książki nie rozpoczyna się od narodzin małego Henia ale współcześnie. Poznajemy zadziorną Basię zwaną Hajduczkiem ze względu na swoją odwagę i pomoc w złapaniu złodzieja obrazu. Dziewczynka razem z klasą odwiedza muzeum noblisty, gdzie spotyka jego kustosza - starszego, pełnego energii i sympatycznego pana Mosia. Od teraz zaczyna się prawdziwa przygoda... To oni pałaszując ciastka oprowadzą nas po życiu pisarza.
 Pan Ignacy opowiada Basi różne szczegóły z życia swojego i Sienkiewicza. Najpierw dowiadujemy się o tym w jaki sposób Pan Ignacy pozyskiwał eksponaty do swojego muzeum a następnie życiorys pisarza w oparciu o dokumenty, wywiady i listy, które udało się mu uzbierać.

 Poznajemy dzieciństwo małego Henia, jego lata szkolne, sukcesy i trudności w nauce, to na jakie przedmioty lubił uczęszczać a na jakie nie. Czytamy o jego karierze pisarskiej, pracy w gazecie, podróżach w tym tej do Ameryki, rodzinie, nagrodach, trzech Mariach jego życia a także radościach i smutkach, wzlotach i upadkach oraz jamniku. To również ważne wydarzenia takie jak uhonorowanie Nagrodą Nobla, jubileusz dwudziestopięciolecia, czy prezent od narodu jakim był dworek w Oblęgorku do którego zjeżdżała liczna rodzina. I na tym koniec... to tu kończy się nasza wycieczka - historia o Sienkiewiczu. Uzupełnienie całości stanowi kalendarium z życia pisarza, informacje o ważnych zdarzeniach, które wówczas miały miejsce, najważniejsze utwory a także adresy muzeów Sienkiewicza.
 Smaczku z pewnością dodaje również wywiad z pisarzem, który powstał na podstawie rozmowy opublikowanej w magazynie „Świat” 13 czerwca 1913 roku a także fotografie z Jego życia.
 
 Język książki jest prosty a całość poprowadzona z taką lekkością i swobodą, że nie czujemy iż mamy do czytania z biografią/życiorysem a ciekawą książką przygodową, która jednocześnie uczy. Widać, że całość była pisana z pasją ale również przyjemnością, dzięki czemu tekst jest taki sam w odbiorze. Nie jest monotonny, nie nudzi, nie irytuje a ciekawi i fascynuje. Z każdą przeczytaną stroną miałam ochotę na kolejną, chciałam wiedzieć co będzie dalej mimo iż jakąś wiedzę o Sienkiewiczu posiadam.
 Autorka w przyjemny i ciekawy sposób przedstawia postać Henryka Sienkiewicza - niejednokrotnie wyciągając na światło dzienne przeróżne ciekawostki z życia noblisty - takich o których być może nie wie nie jeden dorosły. Wiedzieliście, że w roku narodzin pisarza (1846r.) odkryto planetę Neptun a data jego śmierci ( 1916r), to rok ogłoszenia teorii względności przez Alberta Einsteina? Ja nie wiedziałam.

 To kolejna z biografii Anny Czerwieńskiej Rydel kierowana do młodszego czytelnika, ale napisana w taki sposób, ze z wypiekami na twarzy przeczyta ją nie jeden dorosły. Przedstawia ona postać nie ukrywajmy przez wielu "znienawidzonego" pisarza w ciekawy i atrakcyjny sposób. Wierzę, że dzięki niej zarówno dzieci, młodzież jak i dorośli spojrzą na pisarza nieco przychylniejszym okiem i z większym entuzjazmem a może i chęcią sięgną po jego powieści.

 Autor: Anna Czerwińska-Rydel | Tytuł: Piórem czy mieczem. Opowieść o Henryku Sienkiewiczu | Ilustracje: Dorota Łoskot-Cichowska | Wydawnictwo: Literatura | Okładka: Twarda | Ilość stron: 112

czwartek, 17 maja 2018

Bardzo lubię masło orzechowe. Z tych, które dotychczas spróbowałam (nie ze wszystkich orzechów) moim ulubionym jest to z orzechów włoskich (masełko domowej roboty z dodatkiem serca i miłości), laskowych, sezamu oraz pestek słonecznika na tym samym miejscu. Masło z orzechów nerkowca nie należy do moich ulubionych. Śmiało mogę powiedzieć, że za nim nie przepadam, mimo iż spróbowałam te gorsze i lepsze (TerraSana).

 Masło z nerkowców robiłam kilka lat temu - dzisiejsze przygotowała dla mnie bliska Osoba. Znając moje preferencje smakowe nie dodała do niego soli, cukru ani innych dodatków. Wie, że lubię, kiedy jest naturalne i neutralne w smaku. Niestety nie trafiła z wyborem orzechów, ponieważ nerkowce nie należą do grup produktów, które lubię. Niemniej doceniam chęci oraz gest i masło zjadłam z przyjemnością. Takie naturalne masło według mnie jest najlepsze a poza tym pasuje zarówno do potraw wytrawnych jak i słodkich.


Składniki
orzechy nerkowca (wcześniej można je lekko podprażyć na suchej patelni)
 ew. sól, cynamon, kakao

Odkładamy garść orzechów i siekamy na grube kawałki.
Resztę siekamy nożem lub przepuszczamy przez maszynkę do bakalii (dzięki temu trochę odciążymy blender).
Orzechy partiami przekładamy do blendera i miksujemy pulsacyjnie na najwyższych obrotach przez kilka minut. Orzechy najpierw zamienią się w proszek, a potem zacznie powstawać z nich masło. Wymaga to czasu i cierpliwości.
 Co jakiś czas zatrzymujemy blender aby zebrać ze ścianek pojemnika orzechowy pyłek i przemieszać masło. Miksujemy do czasu aż masło uzyska gładką i kremową konsystencję.
PAMIĘTAMY aby co jakiś robić przerwy aby nie przegrzać blendera.
Na końcu dodajemy posiekane orzechy i mieszamy. Gotowe masło przekładamy do do czystego słoiczka.
Jeżeli chcecie, orzechy przed zblendowaniem możecie uprażyć na suchej patelni, aż się zarumienią. Masło będzie miało zupełnie inny smak.
Smacznego

 "Istnieje ciemność, która obleka wszystko. Wywołuje najbardziej przerażający z zachwytów..."

 Tom Hazard choć wygląda na 41-latka, tak na prawdę jest o wiele starszy... Liczy przeszło ponad czterysta lat, jednak nie jest nieśmiertelny. Starzeje się jak każdy inny i z pewnością kiedyś umrze, jednak to nie nadarzy się tak szybko. Gdzie tkwi sekret? Mężczyzna cierpi na anagerie - przypadłość, która sprawia, że starzeje się o wiele wolniej a jego organizm jest odporniejszy niż u zwykłego mężczyzny. Jeden rok życia normalnego człowieka to u niego około piętnastu lat.
 To co dla jednych byłoby wybawieniem, dla Toma jest przekleństwem. Faktycznie dzięki temu "darowi" mężczyzna mógł zobaczyć i poznać wiele ważnych i wybitnych postaci jak np. Szekspira. Mógł pływać po morzu razem z Cookiem i był świadkiem wielu historycznych wydarzeń, ale to nie sprawiało mu radości. Zawsze był szykanowany ze względu na swą przypadłość a on sam tułał się po świecie. Ponadto był zmuszony wyrzec się wielu ważnych rzeczy jak np. kochania. 

 "(...) Miłość jest tam, gdzie odnajdujesz znaczenie."

 Tom pokochał tylko raz ale odcisnęło to na nim bolesne piętno, dlatego podjął taką decyzję. Zakochujesz się, na początku jesteś szczęśliwy ale wraz z upływem czasu widzisz jak ukochana osoba starzeje się, choruje, powoli odchodzi a córka jest starsza od Ciebie. W końcu wszyscy odchodzą a Ty zostajesz sam - samotny, zraniony i z bolesnymi wspomnieniami. Ich ilość po takim czasie okazuje się  zbyt przytłaczająca co przywołuje na myśl przeróżne rzeczy... Jednak życie bez ludzi na których nam zależy i którym zależy na nas również nie jest kolorowe. Co zrobić? Jak znaleźć korzystne rozwiązanie?

  "Ludzie których kochasz, nigdy nie umierają.(...). Oni nie umierają. Przynajmniej nie całkowicie. Żyją w twoim umyśle, tak jak zawsze żyli w tobie. Utrzymujesz ich światło przy życiu. Jeśli pamiętasz ich wystarczająco dobrze, mogą cię prowadzić,
tak jak blask dawno zgasłych gwiazd może prowadzić statki na nieznanych wodach.
Jeśli przestaniesz ich opłakiwać, a zaczniesz słuchać, wciąż będą mieli moc, by zmienić twoje życie. Krótko mówiąc, mogą być dla ciebie zbawieniem."

 Kiedy zaczęłam czytać tę powieść na początku nie wiedziałam czego się spodziewać i czego od niej oczekiwać, jednocześnie nie miałam żadnych uprzedzeń. Narracja jest powolna i prowadzona w  pierwszej osobie z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu czytelnik ma możliwość lepiej wczuć się w jego postać, zobaczyć a także zrozumieć punkt widzenia. Widzimy jak zmienia się ona na przestrzeni lat i jak zmienia się bohater a także widzimy motywy, którymi się kierował i kieruje w życiu, to dlaczego podejmuje właśnie takie a nie inne decyzje.
 Wątki rodem z fantastyki naukowej łączą się z elementami powieści obyczajowej. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Przemierzamy przeróżne zakątki świata, spotykamy różnych ludzi i jesteśmy świadkiem przeróżnych wydarzeń. Jednocześnie w jakimś stopniu to również lekcja historii, gdyż mamy możliwość poznać czasy końca XVI wieku. Jednak przede wszystkim oddajemy się refleksjom nad tym jak świat i rzeczywistość ulegają zmianie na naszych oczach i to jakie zmiany zachodzą w głównej postaci.

 "O to właśnie chodzi z przyszłością. Nic o niej nie wiesz. W pewnym momencie musisz zaakceptować to, czego nie wiesz. Musisz przestać przerzucać kartki do przodu i po prostu skoncentrować się na stronie, na której jesteś."

 "Jak zatrzymać czas" nie tylko ukazuje zgubne skutki długowieczności. To przede wszystkim opowieść o przemijaniu, nieuchronności zmian, życiu i tym co w życiu człowieka jest najważniejsze. Wielu uważa, że długowieczność byłaby fajna a mając zdrowie i pieniądze, można wszystko i ma się wszystko. Z czasem rodzina, ludzie, przyjaciele, odchodzą na dalszy plan - liczą się kariera i życie. Ale czy takie trwanie w miałoby sens? Czym jest życie bez miłości i ludzi których kochamy? Przecież tak naprawdę każdy pragnie kochać i być kochanym, chociaż niekiedy ta miłość przynosi ze sobą i sprawia ból oraz rozczarowanie. Bo przecież jednocześnie ona uskrzydla i nadaje sens naszemu życiu. Dlatego to opowieść również o tym gdzie i jak odnaleźć prawdziwe szczęście oraz być szczęśliwym... Po prostu...

 "Czasami musisz popatrzeć na to, co, jak wiesz, znajduje się przed tobą,
a następnie na nowo to coś odkryć.
Tak jest z ludźmi, których kochasz."

 Słyszałam, że powieść przywołuje na myśl film "Wiek Adeline". Nie pamiętam tego filmu, ale rzeczywiście podejmuje ten sam temat - długowieczność, sens życia, miłość, prawdziwego  szczęścia. Okładka być może przywoła Wam na myśl naiwną i ckliwą powiastkę dla młodzieży, jednak jak mówią "Nie ocenia się książki po okładce". Nie każdy nastolatek dostrzeże i zrozumie przesłanie oraz sens tej powieści. Nie dostrzeże tego również nie jeden dorosły. Według mnie to pozycja dla ludzi dojrzałych, taka na którą musi przyjść odpowiedni czas, miejsce i pora i która wymaga czasu.
 Najprawdopodobniej nie przeczytamy jej w jeden wieczór, gdyż treść wymaga czasu, skupienia a nawet miejscami może nieco nużyć (sporo w niej refleksji). Wówczas najlepiej odłożyć ją na półkę, przeczekać i za jakiś czas czas wrócić.
 Wszystko jest niby pięknie i ładnie ale pojawia się jedno "ale". Doceniam mądrość i przesłanie powieści, ale jednocześnie nie poczułam żadnego zachwytu. Nie mam ochoty rozpamiętywać, czy też wracać do jej treści, co nie oznacza, że uważam ją za złą, bo tak nie jest.

"Zadziwiające, jak blisko jest przeszłość, nawet jeśli wyobrażasz sobie, że jest tak odległa.
Zadziwiające, jak potrafi wyskakiwać z pojedynczego zdania i cię trafiać.
Zadziwiające, jak każdy przedmiot bądź słowo potrafi przywołać ducha."

Autor: Matt Haig | Tytuł: Jak zatrzymać czas | Wydawnictwo: Zysk S-ka | Ilość stron: 426

wtorek, 03 kwietnia 2018

 Masło orzechowe to jeden z tych produktów, które najprawdopodobniej nigdy mi się nie znudzi. Uwielbiam je i tak jak orzechy gości w moim jadłospisie codziennie. Zdrowe masło orzechowe bez dodatków można przygotować samemu, jednak do tego potrzeba odpowiedniego sprzętu. Masło orzechowe można również kupić w sklepie, jednak tutaj należy zwrócić uwagę na skład i to czy nie ma w nim zbędnych dodatków. Zdrowe masło orzechowe to takie, które składa się tylko i wyłącznie z orzechów ziemnych oraz ewentualnie soli. Nie powinno zawierać cukru, błonnika, wypełniaczy i wzmacniaczy a także dodatkowego tłuszczu - orzechy same w sobie są wystarczająco tłuste i żaden dodatkowy nie jest potrzebny.
 Na szczęście coraz więcej producentów postanawia wprowadzić do swojej oferty produkty z "czystym" składem, takie bez zbędnych dodatków. Powstają też nowe, które takie masła oferują.


Skład: orzechy ziemne
Opakowanie: słoiczek 500g, słoiczek 200g

Opinia: Muszę to powiedzieć. Na pierwszy rzut oka masło fistaszkowe prezentuje się cudownie!
 Zostało ono umieszczone w szklanym słoiczku z białą etykietą na której umieszczono logo producenta, nazwę oraz skład i wartości odżywcze. Wieczko zostało przykryte szarym papierem, przywiązanym sznureczkiem z plakietką "HOME MADE", czyli "Domowy wyrób". I rzeczywiście sprawia takie wrażenie. Kiedy na nie spojrzałam przed oczami pojawiła mi się Babcia (nie wiem dlaczego akurat Babcia), która kręci domowy krem z fistaszków, przekłada go do słoiczków, które następnie umieszcza w domowej spiżarni. Wielkie brawa.

 Po otworzeniu wieczka zauważyłam, że na powierzchni wytrąciła się minimalna warstwa oleju. Jest to zjawisko naturalne, obecne w kremach orzechowych bez dodatku utwardzonego tłuszczu. Wystarczy zamieszać całość aby uzyskać jednolitą konsystencję.

 Masło wygląda identycznie jak te, które kiedyś zrobiłam u cioci w domu. Posiada beżowy kolor świeżych orzeszków ziemnych, które nie poddano procesowi prażenia. W trakcie mieszania wyraźnie widać malutkie drobinki orzeszków a miejscami ciemniejsze kropki w postaci skórek z orzeszków. Jego aromat również jest domowy i naturalny - intensywnie orzechowy bez uczucia spalenizny. Konsystencja - gęsta, lecz spływająca z łyżeczki. Idealna by polać nim warzywa, gulasz, owsianki, jaglanki czy też placuszki.

 Po wzięciu łyżeczki z masłem do ust na języku i podniebieniu od razu poczułam drobinki orzeszków ziemnych - całą masę nie do końca zmielonych fistaszków, które bardzo przyjemnie chrupały pod zębami, jednak po kilku łyżeczkach masło okazało się być gładkie, chociaż nie tak zupełnie do końca. Do tego gęste, przyjemne aksamitne i w aksamitny sposób rozpływające się w ustach. Poezja ♥

 A smak? Jeśli lubicie świeżo wyłuskane fistaszki bez jakichkolwiek dodatków, to masło z pewnością przypadnie Wam do gustu. To właśnie ten smak - świeże orzeszki ziemne bez soli, cukru, nuty zjełczenia i smalcu. Jedynie z miejscami pojawiającą delikatną goryczką od skórek, która nawet w najmniejszym stopniu nie zakłóca całości. Pod koniec minimalnie poczułam również sól, jednak jest to naturalna słoność, która występuje w orzechach. Niektórym być może zabraknie tutaj nuty prażenia lub soli (zawsze można dosolić), jednak mi tutaj niczego nie brakowało.

 Masło od Orzechowni to przykład prawdziwego, domowego kremu fistaszkowego przygotowanego nie tylko ze starannością o wybór składników dobrej jakości ale przede wszystkim miłością. Jego "domowy" wygląd nie kłamie - masło rzeczywiście smakuje jak domowe, takie przez nas ukręcone. Zarówno mi jak i mojej mamie smakiem przypominało te, które kiedyś sama zrobiłam a teraz nie mam takiej możliwości. Polecam samo - wyjadane łyżeczką prosto ze słoiczka jak i z dodatkiem kakao :)

Wartość energetyczna w 100g - 612 kcal
Ocena -
Cena - sklepy ekologiczne a także internetowy sklep producenta (500g - 22zł, 200g - 14zł)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny