.

Wpisy z tagiem: picturebook

piątek, 20 kwietnia 2018

Dzień dobry
Tak na prawdę to nie wiem co mogłabym napisać. Mamy wiosnę. Czujecie? Cieszycie się? Już niedługo będzie można cieszyć się pierwszymi warzywami z własnego ogródka a za jakiś czas owocami z sadu. Nie mogę się doczekać a tym czasem zapraszam do lektury dzisiejszego wpisu. Jest coś dla głodomora i dla głodnego ale inaczej - pożeracza książek i poszukującego ciekawej literatury oraz niebanalnych książek :)

Kolejny przepis z serii szybkie, niewymagające i banalnie proste. Wegańska fasolka po bretońsku a może fasolowa z kaszą jaglaną? Zwał jak zwał - najważniejsze, że wyszło smacznie :)

Składniki
cebula
ugotowana biała fasola
koncentrat pomidorowy
woda lub bulion warzywny
majeranek lub zioła prowansalskie
ulubione przyprawy

Na głębokim patelni lub w garnku z grubym dnem przesmażamy drobno posiekaną cebulę. Kiedy się zarumieni, wrzucamy ugotowaną białą fasolę a następnie wlewamy przegotowaną gorącą wodę (lub bulion) wymieszaną z koncentratem pomidorowym. Płynu wlewamy tyle aby uzyskać pożądaną przez nas konsystencję. Dodajemy zioła prowansalskie/majeranek i dusimy przez kilka minut. Doprawiamy do smaku. Podajemy z ulubionymi dodatkami - u mnie ugotowana kasza jaglana.

Dwoje Ludzi Iwona Chmielewska

 Książka nietypowa. Wydawać by się mogło, że z obrazkami dla dzieci i dla dzieci, jednak nie jest to oczywiste. Tak na prawdę to ciężko włożyć ją do jednej szufladki z książkami dla dzieci lub dorosłych. Ciężko też dokładnie określić gatunek z wyjątkiem tego, że jest to picturebook, ale i to nie mówi wszystkiego. Książka obrazowa ale jednocześnie z tekstem. Nie byle jakim tekstem... takim z którego każdy może wyciągnąć całkiem inne wnioski.

"Gdy dwoje ludzi żyje razem,
to jest im łatwiej, bo są razem
i jest im trudniej, bo są razem."


 Książka opowiada o relacjach międzyludzkich i związkach, które mogą być słodkie, namiętne, chłodne, solidne, słabe... o stopniu ich skomplikowania, trudach, odmienności obu stron, konieczności akceptacji i troski o tę drugą osobę ale również nieporozumieniach i kłótniach. O byciu razem - ze sobą a nie osobno, czy obok siebie - daleko. O dzieleniu radości i smutków, wspólnych sukcesach ale i zmartwieniach oraz problemach. To relacje jak najbardziej prawdziwe - realne a nie będące wytworem naszej wyobraźni, fantazji, czy wyciągnięte internetu. Jest w nich miejsce na miłość, uśmiech, wspólne radości, troskę o siebie ale i nienawiść, kłótnie, samotność, łzy... czasem ludzie są blisko siebie i rozumieją się bez słów a czasem każde podąża własną drogą i nie potrafią ponownie się spotkać, czasem jedno wciąż daje a drugie bierze... Nie zawsze życie jest usłane różami a jeśli tak, to bywa, że te róże mają kolce, które pokaźnie ranią.

 Język nie jest skomplikowany, czasem wręcz poetycki pełen metafor. To jak go zrozumiemy w dużej mierze zależy od nas samych - tego co przeżyliśmy, co skrywamy w sobie, na jakim etapie życia jesteśmy.
 Ilustracje Chmielewskiej również są proste i bardzo symboliczne, lecz przemyślane. Osobiście nie szczególnie taki rysunek mi się podoba, jednak w połączeniu z tekstem nabiera całkiem innego znaczenia i wyrazu. Według mnie idealnie współgra ze słowami oddając ich ukryty sens oraz znaczenie.

„Ludzie mogą być też
mocno złączeni jak dwie
okładki o miłości,
bez których ta opowieść
by się rozsypała.”



 "Dwoje ludzi" to lektura uniwersalna a prawdy w nie zawarte nie da się podzielić na ważne, mniej ważne i nieistotne - na te dla dorosłych i dzieci. One wszystkie jeśli dotrą tam gdzie powinny, czyli do serca są równie istotne i mają takie same znaczenie.
 Książka może otworzyć serca i oczy na drugą osobę a uszy i usta na rozmowę o tym co ważne. Pokazuje, że zarówno związek jak i relacje miedzy ludźmi z jednej strony są piękne ale z drugiej skomplikowane i kruche. Aby przetrwały wymagają czasu, naszej uwagi, czasem poświęcenia, jednak są tego warte.
 Książka ciekawa i oryginalna - dla niektórych z pewnością również wzruszająca. Może stanowić dobry prezent np. na rocznicę ślubu a jej fragmenty wpis do ślubnej księgi gości lub dedykację dla bliskiej osoby.

"Gdy dwoje ludzi żyje razem,
bywa, że mogą zrobić wszystko.
Nawet trzeciego człowieka."


środa, 18 kwietnia 2018

Dzień dobry
Dzisiaj tak jak całkiem niedawno będzie kulinarnie i książkowo. Właściwie to książkowo i kulinarnie, ponieważ część książkowa jest dłuższa, ale znalazło się miejsce i na coś do upichcenia i zjedzenia. Jeśli nie jesteście ciekawi tego jakie książki mam Wam do pokazania, przejdźcie do końca wpisu, gdzie znajdziecie przepis. Jednak zachęcam do zapoznania się z całym wpisem. Będzie mi miło :)



 "Papiernik, czyli skąd się biorą opowieści" wydawnictwa TADAM to książka niezwykła i wyjątkowa - rzekomo kierowana do najmłodszych czytelników, ale z wypiekami na twarzy przeczyta ją nie jeden dorosły. To swego rodzaju współczesna baśn, która zabiera czytelnika w podróż pełną przygód, niesamowitych historii i wydarzeń - podróż przez świat wyobraźni.
 Jesteście gotowi na taką wycieczkę? Jeśli tak usiądźcie wygodnie w fotelu, na kanapie bądź krześle i pozwólcie porwać - odpłynąć w najdalsze zakątki swojej wyobraźni.... zanurzyć w magiczny, baśniowy świat.

 Poznajcie Papiernika - specjalistę od łapania opowieści. Mężczyzna pracuje w opuszczonej wieży, gdzie opiekuje się papierem i historiami, które on skrywa. Jednak nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać, bowiem papier wymaga specjalnej uwagi i wyjątkowego traktowania. Każdego dnia Papiernik przygotowuje go do lotu, wczesnym rankiem wypuszcza i czeka... czeka aż do następnego dnia, by móc go złapać i wysłuchać opowieści, które ten ze sobą przyniósł. Z wielką uwagą przysłuchuje się wszystkim historiom a te najcenniejsze - jeszcze przez nikogo nie opowiedziane zachowuje i dołącza do swojej kolekcji. Tymi najciekawszymi postanawia się z nami podzielić....

 Każda z 14 opowieści jest osobną przygodą i porusza inny temat oraz inne wartości z nim związane: przyjaźni, marzeń, rodziny, zdrowia, walki o siebie i swoje cele. Jedne nawiązują do tradycyjnych i dobrze znanych baśni (np. o Rybaku i złotej rybce) a inne to całkiem "nowe" historie, które przenoszą nas za dalekie oceany, w chmury czy do świata Wikingów. Ich bohaterami są nie tylko ludzie (mężczyźni, kobiety, chłopcy i dziewczęta) ale również zwierzęta (psy, koty) i magiczne postacie - stwory żyjące tylko w wyobraźni. Opowieści mimo iż baśniowe nie zawsze kończą się szczęśliwie.
 
 Oprawa graficzna i ilustracje tej książki zasługują na oddzielny akapit. Prace Rocha Urbaniaka są niezwykłe i nie chodzi tylko i wyłącznie o pomysł, wykonanie czy mnogość barw. Krakowski artysta stworzył niezwykły świat - świat w którym czekają nas przygody, coś nowego i tajemniczego - taki, który uruchamia i pobudza wyobraźnię. Ta mnogość szczegółów, detali... one same w sobie opowiadają daną historię a tekst jest tylko uzupełnieniem. Spoglądając na nie można zapomnieć o wszystkim co nas otacza i co przyziemne.

 Jak to najczęściej ze zbiorami bywa umieszczone w nich opowiadania są bardziej lub mniej interesujące. Nie postawiłabym ich na tym samym poziomie - nie wszystkie były dla mnie tak samo ciekawe i nie wszystkie tak samo mnie wciągnęły, ale doceniam pomysł autora. W trakcie lektury można poczuć jego pasję do opowiadania historii. Jednocześnie niejednokrotnie bywa, że strona artysty bierze górę - pojawiają się drobne powtórzenia, niejasności a nawet błędy językowe w wyniku czego tekst staje się nieco toporny w odbiorze. Mimo tego całokształt i oprawa wizualna sprawiają, że z każdą przeczytaną opowieścią wsiąkamy w wykreowany świat - przyzwyczajamy się do stylu autora przymykając oczy na te drobne "potknięcia".
 To zbiór ciekawych i pięknie zilustrowanych współczesnych baśni, które spodobają się nie tylko nie jednemu młodemu czytelnikowi, ale również dorosłemu lubiącemu tego typu opowieści. Nie tylko pobudza wyobraźnię ale może stanowić również inspirację do tworzenia własnych historii i ilustracji


  "Lot Osvalda" francuskiego autora Thomasa Baas’a to książka,która tylko sprawia wrażenie kierowanej tylko i wyłącznie do dzieci - tal na prawdę może poruszyć również starszego i dorosłego czytelnika.
 Historia wydawać by się mogła banalna. Główny bohater - tytułowy Osvald to sympatyczny, elegancki i stateczny mężczyzna w cylindrze, który wiedzie spokojne życie. Mieszka w małym i przytulnym pokoiku na poddaszu kamienicy wraz ze swoim jednym przyjacielem - małym ptaszkiem Fiu-Fiu. Mimo iż poza ptaszyną nie posiada nikogo, nie odczuwa smutku i przygnębienia. Wręcz przeciwnie - niczego mu nie brakuje, żyje mu się dobrze i czuje się szczęśliwy. Każdego dnia jego mały towarzysz budzi go swoim porannym śpiewem a wieczorami wita, kiedy ten zmęczony wraca do domu. Jednak pewnego dnia mieszkaniec niewielkiej klatki zamilkł....

Fiu-Fiu przestał śpiewać.
Ani tego wieczoru, ani następnego nie podskakiwał.
Zamilkł.

"Pewnie tęskni za niebem", pomyślał Osvaldo.
Postawił klatkę tuż przy oknie,
ale ptaszek wciąż milczał.

 Osvaldo wpada w panikę. Wszelkimi sposobami próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie co dolega i jak pomóc małej ptaszynie. Pragnie ponownie usłyszeć jej głos. Próbuje kolejnych rzeczy, jednak na próżno - Fiu-Fiu nadal milczy. Pewnego dnia trafia do tajemniczego sklepu, gdzie namówiony przez sprzedawczynię, kupuje małą roślinkę. Podobna ma ona niesamowite właściwości – uszczęśliwi każdego, komu się ją podaruje...

„czy on kiedyś jeszcze zaśpiewa?”.

 Wątkiem, który od razu nasuwa się na myśl kiedy czytamy tę książkę jest ogromna więź jaka łączy głównego bohatera i jego pierzastego przyjaciela. Uczucie, którym mężczyzna darzy ulubieńca jest tak silne, że składnia go do "wielkich" czynów - pokonywania swoich obaw, tego czego się boi, słabości...
 Równolegle do tej historii toczy się druga, którą dostrzeże tylko uważny czytelnik. Osvaldo traci jedno, ale zyskuje coś innego - coś co jak mu się wydaje spada na niego dość niespodziewanie a jest równie ważne i piękne. Co to jest? Tego już Wam nie zdradzę - wiele dopowiada oprawa graficzna tej książki.
 Kolorystyka w jakiej została utrzymana to połączenie dwóch barw: zieleni i czerwieni. Zieleń - kolor nadziei, tej której ogromne pokłady miał w sobie nasz bohater. Czerwień - tutaj dopowiedzcie sobie sami.
 To ciepła i przyjemna opowieść, która może spodobać się lub nie, ale którą warto poznać.

    


Czas na część kulinarną i przepis na szybki w przygotowaniu wegański kapuśniak orkiszowy z białą fasolą . Przepis opiera się na podobnym, który już jakiś czas temu pojawił się na blogu. Różnica polega za zamianie niektórych składników

Składniki (1 porcja)
salaterka ugotowanej kapusty z marchewką i zieloną częścią pora
ugotowana biała fasola
kawałek cebuli
pieprz czarny, ziołowy, cayenne
zioła prowansalskie lub majeranek
ew. wędzona papryka
ew. 1-2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
ok 1 szklanki wrzątku

1/2 szklanki kaszy orkiszowej

Kaszę orkiszową gotujemy wedle własnych upodobań (ja gotuje al dante).
W garnku o grubym dnie lub na głębokiej patelni rozgrzewamy olej i przesmażamy na złoto drobno posiekaną cebulę. Dodajemy ugotowaną kapustę, przesmażamy przez chwilę. Następnie wlewamy wrzątek, ewentualnie dodajemy koncentrat pomidorowy oraz ugotowaną białą fasolę. Doprawiamy do smaku i dusimy przez krótką chwilę. Gdyby nasz gulasz/zupa był za gęsty dolewamy jeszcze odrobinę płynu.
Do miski przekładamy ugotowaną kasze jaglaną, zalewamy naszym gulaszem i podajemy najlepiej z natką pietruszki.
Smacznego

piątek, 13 kwietnia 2018

Na pewno zauważyliście, że ostatnio na blogu bardziej zrobiło się książkowo niż kulinarnie. Chyba należą się Wam słowa wyjaśnienia. Postanowiłam urozmaicić tematykę tego miejsca i pisać również o tym co od najmłodszych lat było i nadal jest moją pasją - książkach.
Na półkach księgarskich jest sporo pozycji na które warto zwrócić uwagę, które mogą zainteresować, spodobać się... postanowiłam o niektórych z nich opowiedzieć. Jednocześnie cały czas mam na uwadze, że jest to blog również kulinarny, dlatego postaram się aby tego typu wpisy zawierały część książkową i kulinarną.
 W poniedziałek najprawdopodobniej pojawi się tutaj recenzja, która została napisana mniej więcej w styczniu, może w lutym. A potem? Potem to czas pokaże :) Dzisiaj zapraszam Was do lektury recenzji "nietypowych" ale zarazem i "niezwykłych pozycji". Mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić ;)

  Nie mam doświadczenia ani z komiksami, ani z powieściami graficznymi. Kiedyś mój starszy brat kolekcjonował komiksy ("Tytus, Romek i Atomek, "Astelix i Obeliks") a młodsza siostra "szalała" za "Kaczorem Donaldem" (ciekawe na ile komiks a na ile gadżety do niego dołączane), jednak ja nie czułam do nich nawet nutki mięty - wolałam wersje pisane.
 Moje spojrzenie na tego typu publikacje zmieniło się, kiedy rok temu w moje ręce trafiła niezwykła opowieść graficzna będąca adaptacją pewnego opowiadania opisującego prawdziwą historię. Mowa o "Wilkach z Nowego Meksyku" Williama Grill'a. Książka zauroczyła mnie zarówno przepięknymi ilustracjami jak i słowami, chociaż te były tutaj zbędne, gdyż obrazy mówiły same za siebie (ale i tak było ich mało).
 Całkiem niedawno miałam możliwość przejrzeć/przeczytać kilka pozycji z tej kategorii i dzisiaj chciałabym Wam nieco o nich opowiedzieć
 Autorem pierwszych dwóch książek jest Shaun Taun, który już szkole dał się poznać jako dobry rysownik.


 "Regulamin na lato" to książka w której największe znacznie odgrywają ilustracje - tak zwany picturebook. Książka na swój sposób tajemnicza, magiczna , "niezwykła" i nieoczywista. Jej bohaterowie spędzają lato na wspólnej zabawie na przedmieściach nudnego, opustoszałego, przemysłowego miasta. Nie wiemy, czy chłopcy są braćmi, kolegami, przyjaciółmi, znajomymi, czy obcymi sobie dziećmi, jednak łączy ich jakaś więź. Starszy opiekuje się tym młodszym - chce uchronić go przed niebezpieczeństwami, które czyhają na nich każdego dnia. Udziela mu rad, jednak to ten młodszy jest tutaj narratorem o czym świadczą pierwsze słowa „Tego nauczyłem się ostatniego lata”

 Na kolejnych stronach pojawia się szesnaście punktów z letniego regulaminu, które przekazał mu starszy chłopiec. Jednak nie są to typowe przestrogi jakie może usłyszeć dziecko lub nastolatek od dorosłych. Jedne z nich są zupełnie jasne („Nigdy nie otwieraj paczek przy Mamie, czy "Nigdy nie dawaj kluczy nieznajomemu."), jednak najczęściej brzmią one bardzo dziwnie. Mało tego niektóre z nich mogą wydać się niejasne a nawet dziwne. Bo co może oznaczać „Nigdy nie zjadaj ostatniej oliwki na przyjęciu lub „Nigdy nie zostawiaj jednej czerwonej skarpetki na sznurze do suszenia prania.” Na co komu wskazówka: „Zawsze miej przy sobie nożyce do metalu.”? Dopiero w połączeniu z ilustracją i zastanowieniu lakoniczna treść zaczyna nabierać głębszego sensu.

 Nie będę analizować tekstu i rozkładać go na czynniki pierwsze. Nie ma to sensu. Tak na prawdę każdy z nas zrozumie i odbierze go inaczej, bo każdy z nas jest inny. Nosi w sobie inne wspomnienia, doświadczył czego innego i inaczej widzi świat. Chciałabym jednak jeszcze skupić się na ilustracjach. Śmiało można nazwać je obrazami - wykonane techniką olejną, całostronicowe, przesycone kolorami a także znaczącymi szczegółami. Z jednej ciepłe i beztroskie a z drugiej nieco niepokojące. Oprócz pięknych scenerii, złocistego pola i lazurowego nieba, mamy tutaj ciemne, surowe i dość przygnębiające opustoszałe przedmieścia, cudaczne postaci czy korowód niepokojących gości. Jednak i one mają tutaj swoje miejsce ostrzegają, że niebezpieczeństwa, które czyhają, choć nienazwane, są bardzo realne.

 Całość można określić jako "ucztę" dla wyobraźni. Tutaj nic nie jest białe lub czarne a odpowiedź nie zostaje podana na tacy. Wyobraźnia zderza się z realizmem. Wszystko jest niedopowiedziane i nieco pokręcone. My sami musimy rozwiązać tę zagadkę, znaleźć rozwiązanie - mamy dowolność interpretacji a i ta za każdym razem może być zupełnie inna. Wielka siła wyobraźni - dziecięcej wyobraźni

 Książka przypomniała mi moje dzieciństwo. To jak z dzieciakami godzinami bawiliśmy się na podwórku, śmiejąc, żartując, wygłupiając. Przypomniały się wakacje u dziadków na wsi, zabawy w sadku, sianie, chodzenie po polach, pomaganie przy zbieraniu fasoli (sama z siebie) i zbieranie jeżyn w rowie. Zapach rześkiego powietrza o poranku, świeżo skoszonej trawy, smak truskawek w ogródku, bieganie boso po trawie.... Świat kiedy wszystko wydawało się piękne i proste, mimo pojawiających się dziecięcych dramatów i problemów. Z czasem i one zaczęły wydawać się błahe.

Nigdy nie przestawaj marzyć, nie przestawaj dotykać świata wbrew schematom, bo stanie się – dorośniesz.

Pod tym linkiem znajdziecie prezentację książki:

 

Opowieści z najdalszych przedmieść

 "Opowieści z najdalszych przedmieść" to drugi picturebook australijskiego ilustratora, zdobywcy prestiżowej Astrid Lindgren Memorial Award oraz Oskara za krótkometrażowy film „The lost thing”. Składa się na nią piętnaście krótkich opowiadań w których autor zabiera nas w podróż do skąpanych w żółto-pomarańczowym słońcu najdalszych przedmieść. Krainy nieco magicznej wypełnionej wspomnieniami z dzieciństwa, niezwykłymi przygodami i w której działy się niewiarygodne rzeczy. Czasów kiedy wszystko wydawało się beztroskie, wesołe i o wiele prostsze. Gdzie królowała dobra zabawa, radość, wyobraźnia a świat widziany był oczami dziecka.

 Jednak fabuła wcale nie jest dziecinna, prosta i naiwna. Pełno tutaj symboli, kontekstów filozoficznych i ukrytych znaczeń, których prawdziwe znaczenie nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. Tutaj nie wszystko jest jasne i objaśnione za pomocą widocznych faktów i dowodów. Niejednokrotnie trzeba przeczytać je dwu-trzy krotnie, zatrzymać się przy nich, zastanowić, pomyśleć. One wszystkie skłaniają do refleksji i uruchomienia naszej wyobraźni, bo to właśnie ona - cudowna i praktycznie "zabita" przez dorosłość dziecięca wyobraźnia uzupełnia brakujące elementy układanki.
PRZECZYTAJCIE
 Weźmy dla przykładu pierwsze z brzegu opowiadanie „Bawół wodny” - historię o tym jak na opuszczonej i zarośniętej trawą działce na końcu ulicy mieszka sobie wielki bawół, który zawsze bezgłośnie wskazuje dzieciom kierunek do tego, czego akurat potrzebują. Absurdalne. Prawda? Jest opowiadanie "Eryk" o studencie z wymiany zagranicznej, który jest tak mały, że mieszka w spiżarce, a mieści się w filiżance, opowieść dziadka, który relacjonuje wnukom dzień swojego ślubu, opowieść o miasteczku kończącym się jak nożem uciął a także historia brawurowego odbicia żółwi z rąk nieznanych oprawców....
Czy poniższy fragment jednego z opowiadań nie jest prawdziwy i aktualny? '(...)to było tak, jakby wszystkie kamienie z tej pustyni przeszły nam przez gardła i osiadły w sercach. Chcieliśmy tylko zapaść się pod ziemię i zostać tam na zawsze.'.

 
Tak jak w każdym zbiorze jedne z nich są lepsze, inne nieco słabsze, takie w których ciężko znaleźć głębsze znaczenia ale także te piękne. Jednak wszystkie w jakimś stopniu zaskakują, są nieco nostalgiczne, niektóre zaś mocno nierzeczywiste ale i oriniczne - niczym sen.

 Całość uzupełniają ilustracje przesycone mnóstwem detali i rzadko spotykaną wyobraźnią. Do tego różnorodne - każde opowiadanie zostało zilustrowane jako odrębna całość i przedstawione w nieco inny sposób, co tylko bardziej rozbudza wyobraźnię. Tę pozycję można nazwać wędrówką do dziecięcego świata, w głąb dziecięcej wyobraźni i fantazji.


 To tyle z dzisiejszego stosiku. Mam nadzieję, że mimo iż niekulinarnie, nie było nudno a ciekawie lub chociaż trochę interesująco :)
Co sądzicie o tego typu książkach (picturebooks)?
Znacie te o których pisałam a może jakieś całkiem inne?
Jakie są Wasze wrażenia, przemyślenia, opinie?
Proszę podzielcie się nimi w komentarzu :)

 
1 , 2


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny