.

Wpisy z tagiem: picturebook

poniedziałek, 15 października 2018

  Dzisiejsza recenzja będzie krótka nie dlatego, że nie mam o czym pisać. Po prostu pisanie nie miałoby sensu - to najlepiej zobaczyć. Pokażę Wam jedną z najpiękniej i najstaranniej wykonanej książce jaką miałam możliwość przeglądać - nowość jaką jest Giselle z ilustracjami autorstwa Charlotte Gastaut.

  Giselle to książka na podstawie spektaklu baletmistrza Opery Paryskiej Jeana Corrallego, którego inspiracją do powstania była legenda spisana przez Heinricha Heinego. Jeana Corralleg namówił znanego librecistę Jules’a-Henry’ego Vernoya de Saint-Georges’a do współpracy i wspólnie przekształcili legendę w scenariusz baletu. Światowa premiera odbyła się 28 czerwca 1841 w Paryżu, natomiast w Polsce 20 stycznia 1848 w Teatrze Wielkim w Warszawie.

  Giselle to balet romantyczny przedstawiony w dwóch kontrastowych aktach. Opowiada historię pięknej, wiejskiej dziewczyny Giselle, która zakochuje się w Księciu przebranym za wieśniaka. Niestety jest to nieszczęśliwa miłość, bowiem kiedy Giselle odkrywa prawdziwą tożsamość ukochanego oraz fakt, że został przyrzeczony innej pannie, serce pęka jej z rozpaczy. Jednak to dopiero początek...

  Nie będę skupiać się więcej na fabule, bo to co w tej książce zachwyca to jej wykonanie a w szczególności ilustracje. Nieco większy format, twarda okładka a w środku one... misterne, głównie w odcieniach zieleni, czerwieni, brązu, błękitu... niczym wycinanki z papieru, gry cieni, stare fotografie. Tajemnicze i niezwykłe.
 Jedna strona skrywa pod sobą kolejną. Kiedy nachodzą na siebie tworzą pewien obraz. W trakcie przewracania wyłania się kolejny - inny a po przewróceniu jeszcze jeden, i jeszcze....  Coś niezwykłego i magicznego.
  Nie trzeba dużo pisać - to najlepiej zobaczyć i poczuć. To jedna z najpiękniejszych książek na mojej półce.

Pierwsze dwie ilustracje oraz pinterest

Dzisiaj przygotowałam dla Was propozycję na drobną przekąskę - w 100% wegańską, RAW, bezglutenową, bezmleczną, bezcukrową i nie wiem jeszcze jakie "bez" (teraz jest to w modzie tak jak szampon bezglutenowy :P)

Składniki
1 średniej wielkości marchewka

 Pasta z groszku:
250g mrożonego groszku NIE Z PUSZKI
ew. 1 ząbek czosnku
ew. 1-2 łyżki zimnej wody
ew. odrobina soku z cytryny, przyprawy do smaku
tahni lub pasta słonecznikowa do smaku (u mnie Terra Sana)

Mrożony zielony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut do czasu aż zmięknie. Odsączamy następnie miksujemy na gładko ewentualnie z drobno posiekanym ząbkiem czosnku oraz tahini/pastą słonecznikową. Gdyby pasta była zbyt gęsta dolewamy odrobinę wody. Jeśli chcemy możemy również dodać odrobinkę soku z cytryny. Na końcu doprawiamy do smaku i odkładamy do lodówki na ok. 30 minut.

UWAGI
Zielony groszek można też rozgnieść widelcem lub tłuczkiem/praską do ziemniaków.
Z tych proporcji pasty wyjdzie Wam więcej niż to co wykorzystacie w przepisie - to co zostanie możecie wykorzystać na kanapki, grzanki lub wafle.

Roladki:
Pestki słonecznika prażymy na suchej rozgrzanej patelni. Odkładamy na bok.
Marchew myjemy i obieramy. Przy pomocy szerokiego obieraka lub mandoliny kroimy ją w wzdłuż w cienkie długie plastry (o grubości ok. 2-3 mm). Staramy aby się nie przerwały.
Układamy je płasko na blacie lub desce. Każdy smarujemy pastą z zielonego groszku, zawijamy w roladkę a następnie spinamy wykałaczką.
Gotowe roladki układamy na talerzu i odstawiamy na ok. 15 minut do lodówki. Wyciągamy je ok. 15 min. przed podaniem i posypujemy prażonymi pestkami słonecznika.
Smacznego

środa, 01 sierpnia 2018

  Wyprowadźcie mnie z błędu jeśli się mylę. Zbytnio nie jestem obeznana w tym temacie ale odnoszę wrażenie, że wśród osób, które nie czytają i nie sięgają po komiksy i/lub picturebooks, panuje przekonanie, że komiks to "coś" głupiego, dziecinnego i nieciekawego.
  Zdecydowanie tak nie jest.
  Istnieją powieści i książki graficzne, które w formie komiksu np. przedstawiają historię lub poruszają istotne tematy jak rozwód, śmierć rodziców, choroba... Są też takie, które stanowią zapis wspomnień - tak zwany pamiętnik graficzny.

  Nie jest mi łatwo opowiadać o takiej książce. Nie było mi łatwo ją czytać,  coś napisać, bo ciężko czytać i mówić o tak trudnych tematach, ale mówić trzeba.... A przynajmniej powinno się.
  "Lżejsza od swojego cienia" to majowa nowość wydawnicza Timof i cisi wspólnicy. Komiks/powieść graficzna - taki graficzny pamiętnik tworzony przez autorkę blisko pięć lat. Spisany przez lata bólu, cierpienia, łez ale też walki - walki o uśmiech, prawdziwe szczęście, życie bez udręki. Walki o życie.

  Katie nie chce dorosnąć a rodzina na każdym kroku utrzymuje ją w przekonaniu, że jeszcze nie przyszedł na to czas.
  Kiedy dziewczynka po raz pierwszy chce ogolić nogi, słyszy że nie przyszedł na to czas - przecież jest dziewczynką, a dziewczynki w jej wieku nie muszą myśleć o takich sprawach.
  Kiedy w ramach żartu wykrzykuje na podwórku słowo "sex", otrzymuje reprymendę od mamy.
  Kiedy koleżanki myślą i mówią o chłopakach, kosmetykach i ubraniach, ona siedzi na łóżku i ucieka w naukę.
  Jednak czasu nie da się zatrzymać. Nie ma możliwości pominąć tego co nieuniknione. Katie dorasta, mimo iż jeszcze nie nie jest na to gotowa. Boi się tego co ją czeka. Chce to zatrzymać i chyba wie jak to zrobić. Stopniowo zaczyna wprowadzać w życie swój plan. To co na początku mogłoby wydawać się niewinną zabawą z czasem przerodziło się w coś złowrogiego i zabójczego.

  Komiks jest mocny. Osobisty i intymny tak jak tylko pamiętnik być może. Kiedy go czytałam i przeglądałam ściskało mnie w gardle a w oczach pojawiały się łzy. Łzy wzruszenia, smutku i współczucia. Bezsilności. Bo chciałam pomóc. Wyciągnąć rękę, mocno przytulić i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze." Sprawić, że ta "droga przez mękę" znajdzie swój kres. Ale to tak nie działa. Trzeba czytać dalej. Patrzeć jak coraz bardziej bolesny się staje. Zagłębiać się w ten mrok, smutek, cierpienie. I tyko mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie.

  Autorka Katie Green na ponad 500 stronach odkrywa swoje najintymniejsze sekrety i tajemnice. Otwiera przed czytelnikiem serce, duszę i umysł..
  Opowiada o genezie swoich zaburzeń odżywiania (nie tylko anoreksji ale również bulimii), tego co wówczas czuła, myślała, jak postrzegała rzeczywistość i to co ją otacza. Mówi o swoim obsesyjnym dążeniu do bycia idealną córką, uczennicą, studentką, młodą kobietą a także o nadużyciach ze strony osób, które żerując na słabości chorego, wykorzystują ich zaufanie i dopuszczają się strasznych czynów.

  Opowiada o tym jak z każdym dniem było jej coraz mniej i mniej, tym jak nikła w oczach ale również chęci i pragnieniu życia - próbie powrotu do normalności.
  Opowiada o zamazanym obrazie postrzegania własnej osoby, lękach, obawach, nieśmiałości, kompleksach i problemach związanych z wchodzeniem w samodzielne życie.
  Tym jak uczyła się akceptować siebie, ufać sobie i innym. Jak uczyła się na nowo żyć.
  Ciężko jest takie wyznania czytać, bo to tak jakby wchodzić z butami w czyjeś życie...
  Czyjś umysł, serce i duszę....
  Ciężko czytać a jak ciężko musi być opowiadać - pisać. Pisać o tym co skrywamy głęboko w sercu i o czym chcielibyśmy zapomnieć, bo wspomnienia bolą i ranią...
  Ciężko jest otworzyć się przed kimś obcym, nieznanym. Zwierzyć się.

  Jednak "Lżejsza od swojego cienia” to nie tylko graficzny zapis choroby, walki z nią oraz powolnego i trudnego powrotu do zdrowia. To również zapis dojrzewania, zdobywania świadomości i próby zrozumienia własnego ciała - zmian jakich w nim zachodzą a także tych, które zachodzą w umyśle dorastającego człowieka. Próba zmagania się z własnymi słabościami, ograniczeniami, lękami, kompleksami i obawami. Zaakceptowania siebie, świata, odkrywania wewnętrznej siły. To zapis tego co głęboko skrywa serce, umysł i dusza - wycieczka do ich najgłębszych zakamarków.

  To mocna pozycja. Mocna, osobista i bardzo intymna. Taka, która w jakimś stopniu może pomóc chociaż trochę zrozumieć z jakimi problemami i rozterkami zmagają się dorastający nastolatkowie. Posiąść chociaż ogólny obraz tego czym są zaburzenia odżywiania, chociaż według mnie tak naprawdę nie rozumie tego ten kto tego sam nie doświadczył. Być może będzie stanowiła również impuls do walki z przeciwnościami losu a także własnymi demonami.
  Pewne jest, że zostanie w pamięci czytelnika na dłużej. O tej historii nie da się poprostu o tak sobie zapomnieć.
  Nie czytałam powieści w oryginale ale według mnie Kamila Kowerska świetnie poradziła sobie z przekładem tekstu na język polski. Słowa trafiają do czytelnika a w połączeniu z obrazami opowiedziana historia zostaje z nim na dłużej

Tytuł: Lżejsza od swojego cienia | Scenariusz i rysunki: Katie Green | Tłumaczenie: Kamila Kowerska | Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy | Oprawa: miękka ze skrzydełkami | Liczba stron: 512 | Druk/barwność: czarno-biały | Zalecane dla odbiorcy: Młodzież i dorośli

Ilustracje Aleja Komiksu jedna ilustracja stąd

niedziela, 22 lipca 2018

Słyszysz to?
Bzzz...
Blisko, co?
Coraz bliżej...
Podlatuje,
pomrukuje,
pobzykuje...



  Tworzą rodziny i mieszkają w domach.
  Bardzo ciężko pracują.
  Czują, myślą, rozumieją.
  Buczą, brzęczą, bzyczą, tańczą, sączą nektar i zbierają pyłek.
  To nie bezlitosne bestie, które czyhają na człowieka aby go użądlić.
  Fakt. Czasem użądlą, ale tylko ze strachu lub w swojej obronie.
  Pszczoły są potrzebne. Pszczoły są cudowne.
  To  nie tylko miodek, który ludzie chętnie zjadają z pszenną bułeczką i masełkiem na śniadanie.
  To nie tylko propolis, którym leczą przeróżne schorzenia.
  To nie tylko odżywczy pyłek pszczeli, który od jakiegoś czasu bije rekordy popularności.
   Pszczoły to coś o wiele, wiele więcej.

  Pszczoły zawsze były, są i będą ważną i nieodłączną częścią ekosystemu. Bez nich nie byłoby nasion, roślin, kwiatów i owoców. Nie moglibyśmy cieszyć się ich wyglądem, zapachem, smakiem. Bez roślin nie było by również wielu zwierząt, które są ściśle związanie z roślinami. Opustoszałby by łąki, lasy, polany... Świat stałby się nie tylko szary i monotonny, ale przede również trudny do zniesienia: dla ludzi i zwierząt.
  Chyba od zawsze nie doceniało się pszczół i nie mówiło o ich roli w życiu człowieka. Chyba do tej pory nie jesteśmy tego świadomi. Świadomi tego, że bez nich z czasem nie było by również człowieka.

„Kiedy pszczoły zbieraczki lądują w kwiatowym kielichu, na ich ciałach osadza się kwiatowy pyłek. Przenoszą go z rośliny na roślinę i w ten sposób doprowadzają do powstania nasion i owoców. A dzięki roślinom, które z tych nasion wyrastają, my mamy jedzenie bądź ubrania”

  Najnowszy picturebook od Kultury Gniewu powstał z miłości do a także w trosce o los pszczół. Jego autorka - Kristen Hall stworzyła go gdyż los tych niezwykłych owadów nie jest jej obojętny. Chciała pokazać nie tylko dzieciakom, jak ważne są pszczoły. Nauczyć, że ten owad to skarb. Poprosić abyśmy zrobili coś dobrego dla niego.

  Tekst, który towarzyszy ilustracjom autorstwa Isabelle Arsenadult to wierszyk - rymowanka, który prostymi słowami opisuje życie i jaką rolę odgrywa pszczoła. Jest mowa o tym jak pszczółka zwabiona słodkim zapachem, lata od jednego kwiatka do drugiego spijając z każdego nektar. Nie tylko się posila ale również zbiera nektar, który niesie do swojego ula. Tam zaczyna się proces żucia "Żujemy, żujemy - nektar przemieniamy: całkiem inny skład ma, gdy go wypluwamy". (....) Bo i plaster miodu dzisiaj wypełniamy. Aż nektarem szczelnie komórki się zlepią, a pszczele skrzydełka coraz szybciej trzepią...". A na końcu pszczółka zmęczona ciężką pracą zasypia, by obudzić się dopiero na wiosnę.

  Album był niespodzianką od wydawnictwa Kultura Gniewu. Kiedy tylko zobaczyłam okładkę od razu się uśmiechnęłam - według mnie jest urocza. Ilustracje Isabelle Arsenault są delikatne, słoneczne, ciepłe, wesołe. Takie miodne. Pszczółki bzykają, fikają, latają, machają szybko skrzydełkami i spijają nektar. Ciężko pracują w pocie czułka ale również idą na zasłużony odpoczynek. Czuć ciepło, słodycz i pszczelość..... To przyjemna książka. Żółta i słodka tak jak żółciutki i słodki jest miód. Chociaż dla mnie - osoby dorosłej trochę za słodka. Za dużo tutaj zdrobnień: te wszystkie słoneczka, gromadka, chmurki, zwierzątka, pszczółka w pocie czółka. A dla kontrastu odwłoki i plucie.

   A może właśnie taki był zamiar? 

  Przecież taka jest prawda (z tym przeżuwaniem i pluciem). Poza tym dzieci lubią chwytliwe rymowanki (niektórzy dorośli również). Czasem nieświadomie zostają one zakodowane w ich umysłach i potem dziecko zaczyna recytować je z pamięci. To taki pszczeli urok tego picturebook, który jednych chwyci za serce, drugim będzie obojętny a jeszcze innych być może zniechęci. Tak na prawdę wszystko zależy od indywidualnych upodobań i podejścia do tej książki. Dlatego dałabym jej szansę.

  Na ostatniej stronie autorka opisała jak cudowne są pszczoły oraz jak wyglądałby świat bez tych "bzyczących" owadów. Umieściła również kilka cennych wskazówek jak my - ludzie możemy im pomóc. Jestem świadoma tego, że ten album stanowi indoktrynację, jednak w moim odczuciu nie nachalną i w obecnych czasach potrzebną. Pszczoły giną każdego dnia. Z każdym dniem jest ich coraz mniej.

"Książkę dedykujemy wszystkim, którzy kochają te cudowne i zagrożone owady"

Autor: Kristen Hall | Ilustracje: Isabelle Arsendault | Tytuł: Pszczółka | Wydawnictwo: Kultura Gniewu | Okładka: Twarda | Seria: Krótkie Gatki

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny