.

Wpisy z tagiem: picturebook

wtorek, 12 lutego 2019

  Frida Kahlo a właściwie to właściwie Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón - meksykańska malarka o której chyba słyszał każdy. Ja również, ale nigdy nie zagłębiałam się w jej życiorys, do czasu, kiedy w internecie zauważyłam krótki filmik na którym pokazano wnętrze książki o tej kobiecie. Premiera książki miała miejsce stosunkowo niedawno - pod koniec ubiegłego roku, więc stosunkowo niedawno. Nadal jest to nowość.

  Frida była kobietą, którą najprawdopodobniej kojarzy każdy - jeśli nie z wyglądu, czy pasji to nazwiska. Chyba każdemu obiło się ono o uszy. Biografii o artystce powstało wiele - książek, filmów, artykułów w internecie. Wydawać by się mogło, że kolejna już niczym innym nie zaskoczy. A jednak. „Frida. Biografia” Marii Hesse, to biografia, która nie tylko może zaskoczyć ale również intrygować i zachwycić tym w jaki sposób została napisana i... namalowana, bo bardzo dużo w niej ilustracji - jednych łagodnych, innych nieco romantycznych jak również wstrząsających i dosłownych.



  Tekst został napisany w 1 osobie, jednak nie jest autobiografią. Autorka wcielając się postać Fridy opowiada historię swojego życia i najważniejszych dla niej kwestiach np. o dzieciństwie, miłości i to nie tylko tej do mężczyzny, o tym jak targają nią przeróżne wątpliwości i przeróżne uczucia. O bólu, cierpieniu (zawód miłosny) i wypadku, którego skutki odczuwała do końca swojego życia. O sztuce i tym jak bardzo jest dla niej ważna.

 Frida wszystkie swoje uczucia przelewała na płótno odzwierciedlając je w obrazach. Pełne emocji i osobliwej symboliki z widocznym wpływem rdzennej kultury meksykańskiej, ukazując wspomnienia i uczucia z życia. Sama mówiła o sobie i swojej pracy: „nigdy nie maluję fikcji, przedstawiam moje własne życie”.


  Nie jest to kolejna obszerna biografia, niczym encyklopedia. Tak na prawdę tekstu jest tu niewiele i przedstawia jedynie najistotniejsze informacje z życia artystki. Jednak nie powiedziałabym, że jest on infantylny. Sporo tutaj cytatów i wyznań Fridy jak również reinterpretacji jej dzieł istotnych dla zrozumienia całej historii. Bo w rzeczywistości ta książka to więcej niż słowna biografia. To swego rodzaju album - pamiętnik w którym słowa przeplatają się z obrazami, które dopowiadają całą resztę a niekiedy mówią znacznie więcej. W różnej formie i formacie, z innym wydźwiękiem. Pełne symboli i ukrytych znaczeń - wywołujące przeróżne emocje.

  Jednocześnie jestem świadoma, że dla wielbicieli artystki książka nie będzie niczym odkrywczym (jeśli już to tylko pod kątem graficznym) i pozostawi po sobie niedosyt. Natomiast dla tych, którzy nic nie wiedzą lub wiedzą mało, może stać się fantastyczną przygodą i podróżą przez życie Fridy. Ciekawym źródłem podstawowych informacji o malarce a w przyszłości być może również zachętą do dalszych poszukiwań w tym temacie. Informacji jest tyle by przyswoić podstawową wiedzę i zainteresować, ale nie znużyć i zirytować. Na prawdę można dowiedzieć się wielu ciekawostek.

  Książka wzbudziła moje zainteresowanie a jednocześnie (mimo iż nie znałam życiorysu Fridy) na koniec poczułam lekki niedosyt - dla mnie mogłaby być dłuższa, jednak to już kwestia indywidualna. Według mnie wyróżnia się na tle innych biografii - jest nietuzinkowa.
  I niech Was nie zmylą umieszczone w niej ilustracje - według mnie książka nie jest dla dzieci a młodzieży jak również dorosłych. Historia w niej opisana i namalowana porusza zbyt trudne tematy a obrazy pokazują znacznie więcej niż to co widoczne na pierwszy rzut oka (przynajmniej ja to dostrzegam). Młody czytelnik nie najprawdopodobniej nie dostrzeże przekazu i symboliki, które one skrywają - poza tym niektóre z nich są zbyt dosłowne a nawet wstrząsające



Tytuł: Frida Kahlo. Biografia | Autor: María Hesse | Wydawnictwo: Mlodybook | Okładka: twarda | Ilość stron: 152

poniedziałek, 15 października 2018

  Dzisiejsza recenzja będzie krótka nie dlatego, że nie mam o czym pisać. Po prostu pisanie nie miałoby sensu - to najlepiej zobaczyć. Pokażę Wam jedną z najpiękniej i najstaranniej wykonanej książce jaką miałam możliwość przeglądać - nowość jaką jest Giselle z ilustracjami autorstwa Charlotte Gastaut.

  Giselle to książka na podstawie spektaklu baletmistrza Opery Paryskiej Jeana Corrallego, którego inspiracją do powstania była legenda spisana przez Heinricha Heinego. Jeana Corralleg namówił znanego librecistę Jules’a-Henry’ego Vernoya de Saint-Georges’a do współpracy i wspólnie przekształcili legendę w scenariusz baletu. Światowa premiera odbyła się 28 czerwca 1841 w Paryżu, natomiast w Polsce 20 stycznia 1848 w Teatrze Wielkim w Warszawie.

  Giselle to balet romantyczny przedstawiony w dwóch kontrastowych aktach. Opowiada historię pięknej, wiejskiej dziewczyny Giselle, która zakochuje się w Księciu przebranym za wieśniaka. Niestety jest to nieszczęśliwa miłość, bowiem kiedy Giselle odkrywa prawdziwą tożsamość ukochanego oraz fakt, że został przyrzeczony innej pannie, serce pęka jej z rozpaczy. Jednak to dopiero początek...

  Nie będę skupiać się więcej na fabule, bo to co w tej książce zachwyca to jej wykonanie a w szczególności ilustracje. Nieco większy format, twarda okładka a w środku one... misterne, głównie w odcieniach zieleni, czerwieni, brązu, błękitu... niczym wycinanki z papieru, gry cieni, stare fotografie. Tajemnicze i niezwykłe.
 Jedna strona skrywa pod sobą kolejną. Kiedy nachodzą na siebie tworzą pewien obraz. W trakcie przewracania wyłania się kolejny - inny a po przewróceniu jeszcze jeden, i jeszcze....  Coś niezwykłego i magicznego.
  Nie trzeba dużo pisać - to najlepiej zobaczyć i poczuć. To jedna z najpiękniejszych książek na mojej półce.

Pierwsze dwie ilustracje oraz pinterest

Dzisiaj przygotowałam dla Was propozycję na drobną przekąskę - w 100% wegańską, RAW, bezglutenową, bezmleczną, bezcukrową i nie wiem jeszcze jakie "bez" (teraz jest to w modzie tak jak szampon bezglutenowy :P)

Składniki
1 średniej wielkości marchewka

 Pasta z groszku:
250g mrożonego groszku NIE Z PUSZKI
ew. 1 ząbek czosnku
ew. 1-2 łyżki zimnej wody
ew. odrobina soku z cytryny, przyprawy do smaku
tahni lub pasta słonecznikowa do smaku (u mnie Terra Sana)

Mrożony zielony groszek zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na kilka minut do czasu aż zmięknie. Odsączamy następnie miksujemy na gładko ewentualnie z drobno posiekanym ząbkiem czosnku oraz tahini/pastą słonecznikową. Gdyby pasta była zbyt gęsta dolewamy odrobinę wody. Jeśli chcemy możemy również dodać odrobinkę soku z cytryny. Na końcu doprawiamy do smaku i odkładamy do lodówki na ok. 30 minut.

UWAGI
Zielony groszek można też rozgnieść widelcem lub tłuczkiem/praską do ziemniaków.
Z tych proporcji pasty wyjdzie Wam więcej niż to co wykorzystacie w przepisie - to co zostanie możecie wykorzystać na kanapki, grzanki lub wafle.

Roladki:
Pestki słonecznika prażymy na suchej rozgrzanej patelni. Odkładamy na bok.
Marchew myjemy i obieramy. Przy pomocy szerokiego obieraka lub mandoliny kroimy ją w wzdłuż w cienkie długie plastry (o grubości ok. 2-3 mm). Staramy aby się nie przerwały.
Układamy je płasko na blacie lub desce. Każdy smarujemy pastą z zielonego groszku, zawijamy w roladkę a następnie spinamy wykałaczką.
Gotowe roladki układamy na talerzu i odstawiamy na ok. 15 minut do lodówki. Wyciągamy je ok. 15 min. przed podaniem i posypujemy prażonymi pestkami słonecznika.
Smacznego

środa, 01 sierpnia 2018

  Wyprowadźcie mnie z błędu jeśli się mylę. Zbytnio nie jestem obeznana w tym temacie ale odnoszę wrażenie, że wśród osób, które nie czytają i nie sięgają po komiksy i/lub picturebooks, panuje przekonanie, że komiks to "coś" głupiego, dziecinnego i nieciekawego.
  Zdecydowanie tak nie jest.
  Istnieją powieści i książki graficzne, które w formie komiksu np. przedstawiają historię lub poruszają istotne tematy jak rozwód, śmierć rodziców, choroba... Są też takie, które stanowią zapis wspomnień - tak zwany pamiętnik graficzny.

  Nie jest mi łatwo opowiadać o takiej książce. Nie było mi łatwo ją czytać,  coś napisać, bo ciężko czytać i mówić o tak trudnych tematach, ale mówić trzeba.... A przynajmniej powinno się.
  "Lżejsza od swojego cienia" to majowa nowość wydawnicza Timof i cisi wspólnicy. Komiks/powieść graficzna - taki graficzny pamiętnik tworzony przez autorkę blisko pięć lat. Spisany przez lata bólu, cierpienia, łez ale też walki - walki o uśmiech, prawdziwe szczęście, życie bez udręki. Walki o życie.

  Katie nie chce dorosnąć a rodzina na każdym kroku utrzymuje ją w przekonaniu, że jeszcze nie przyszedł na to czas.
  Kiedy dziewczynka po raz pierwszy chce ogolić nogi, słyszy że nie przyszedł na to czas - przecież jest dziewczynką, a dziewczynki w jej wieku nie muszą myśleć o takich sprawach.
  Kiedy w ramach żartu wykrzykuje na podwórku słowo "sex", otrzymuje reprymendę od mamy.
  Kiedy koleżanki myślą i mówią o chłopakach, kosmetykach i ubraniach, ona siedzi na łóżku i ucieka w naukę.
  Jednak czasu nie da się zatrzymać. Nie ma możliwości pominąć tego co nieuniknione. Katie dorasta, mimo iż jeszcze nie nie jest na to gotowa. Boi się tego co ją czeka. Chce to zatrzymać i chyba wie jak to zrobić. Stopniowo zaczyna wprowadzać w życie swój plan. To co na początku mogłoby wydawać się niewinną zabawą z czasem przerodziło się w coś złowrogiego i zabójczego.

  Komiks jest mocny. Osobisty i intymny tak jak tylko pamiętnik być może. Kiedy go czytałam i przeglądałam ściskało mnie w gardle a w oczach pojawiały się łzy. Łzy wzruszenia, smutku i współczucia. Bezsilności. Bo chciałam pomóc. Wyciągnąć rękę, mocno przytulić i powiedzieć "Wszystko będzie dobrze." Sprawić, że ta "droga przez mękę" znajdzie swój kres. Ale to tak nie działa. Trzeba czytać dalej. Patrzeć jak coraz bardziej bolesny się staje. Zagłębiać się w ten mrok, smutek, cierpienie. I tyko mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie.

  Autorka Katie Green na ponad 500 stronach odkrywa swoje najintymniejsze sekrety i tajemnice. Otwiera przed czytelnikiem serce, duszę i umysł..
  Opowiada o genezie swoich zaburzeń odżywiania (nie tylko anoreksji ale również bulimii), tego co wówczas czuła, myślała, jak postrzegała rzeczywistość i to co ją otacza. Mówi o swoim obsesyjnym dążeniu do bycia idealną córką, uczennicą, studentką, młodą kobietą a także o nadużyciach ze strony osób, które żerując na słabości chorego, wykorzystują ich zaufanie i dopuszczają się strasznych czynów.

  Opowiada o tym jak z każdym dniem było jej coraz mniej i mniej, tym jak nikła w oczach ale również chęci i pragnieniu życia - próbie powrotu do normalności.
  Opowiada o zamazanym obrazie postrzegania własnej osoby, lękach, obawach, nieśmiałości, kompleksach i problemach związanych z wchodzeniem w samodzielne życie.
  Tym jak uczyła się akceptować siebie, ufać sobie i innym. Jak uczyła się na nowo żyć.
  Ciężko jest takie wyznania czytać, bo to tak jakby wchodzić z butami w czyjeś życie...
  Czyjś umysł, serce i duszę....
  Ciężko czytać a jak ciężko musi być opowiadać - pisać. Pisać o tym co skrywamy głęboko w sercu i o czym chcielibyśmy zapomnieć, bo wspomnienia bolą i ranią...
  Ciężko jest otworzyć się przed kimś obcym, nieznanym. Zwierzyć się.

  Jednak "Lżejsza od swojego cienia” to nie tylko graficzny zapis choroby, walki z nią oraz powolnego i trudnego powrotu do zdrowia. To również zapis dojrzewania, zdobywania świadomości i próby zrozumienia własnego ciała - zmian jakich w nim zachodzą a także tych, które zachodzą w umyśle dorastającego człowieka. Próba zmagania się z własnymi słabościami, ograniczeniami, lękami, kompleksami i obawami. Zaakceptowania siebie, świata, odkrywania wewnętrznej siły. To zapis tego co głęboko skrywa serce, umysł i dusza - wycieczka do ich najgłębszych zakamarków.

  To mocna pozycja. Mocna, osobista i bardzo intymna. Taka, która w jakimś stopniu może pomóc chociaż trochę zrozumieć z jakimi problemami i rozterkami zmagają się dorastający nastolatkowie. Posiąść chociaż ogólny obraz tego czym są zaburzenia odżywiania, chociaż według mnie tak naprawdę nie rozumie tego ten kto tego sam nie doświadczył. Być może będzie stanowiła również impuls do walki z przeciwnościami losu a także własnymi demonami.
  Pewne jest, że zostanie w pamięci czytelnika na dłużej. O tej historii nie da się poprostu o tak sobie zapomnieć.
  Nie czytałam powieści w oryginale ale według mnie Kamila Kowerska świetnie poradziła sobie z przekładem tekstu na język polski. Słowa trafiają do czytelnika a w połączeniu z obrazami opowiedziana historia zostaje z nim na dłużej

Tytuł: Lżejsza od swojego cienia | Scenariusz i rysunki: Katie Green | Tłumaczenie: Kamila Kowerska | Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy | Oprawa: miękka ze skrzydełkami | Liczba stron: 512 | Druk/barwność: czarno-biały | Zalecane dla odbiorcy: Młodzież i dorośli

Ilustracje Aleja Komiksu jedna ilustracja stąd

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę
tekst alternatywny
tekst alternatywny

tekst alternatywny