.

Wpisy z tagiem: baśnie

poniedziałek, 18 czerwca 2018


 Dość dawno nie zabierałam się za domowe wypieki. Upały nie zachęcają do tego aby uruchamiać piekarnik i nagrzewać kuchnię - wystarczająco ciepło jest bez tego. Jednak ostatnio korzystając z jednego chłodnego dnia, postanowiłam coś upiec - z myślą o siostrzenicy.
 Tym sposobem z "pieca" wyszły wegańskie mini chałki z sezamem na zaczynie poolish. Przepis dość pracochłonny i jeszcze do dopracowania ale warto :)


  Książka o której dzisiaj opowiem nie powinna nikogo z Was zdziwić. Z pewnością już zdążyliście trochę poznać moje upodobania czytelnicze - to jaką lekturę cenię, lubię, szanuję i na jakie tytuły zwracam uwagę. Dodatkowo czasem będą pojawiać się również wpisy o nowościach książkowych lub innych książkach, które przeczytałam, jednak przede wszystkim będą to te książki, które lubię.

  Baśnie angielskie w jakimś sensie stanowią dla mnie nowość ale w trochę inny sposób. Od zawsze wiedziałam, że każdy kraj posiada swoją historię, kulturę, tradycję, historię i opowieści z nim związane, ale angielskie nigdy nie obiły mi się o uszy, co nie oznacza, że nie wiedziałam, że ich nie ma. Baśnie angielskie Josepha Jacobs to książka, która w czerwcu ukazała się nakładem wydawnictwa Dwie Siostry w ramach serii Mistrzowie Ilustracji - książek dla dzieci. Co ciekawe nie jest to pierwsze polskie wydanie tego zbioru. Niektórzy z Was mogą pamiętać ją z dzieciństwa, bowiem w Polsce po raz pierwszy pojawiła się w 1963 roku nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. W rodzimym kraju opublikowano ją w 1890 roku.

  Książka to zbiór  (podobno najciekawszych) opowieści ludowych Wielkiej Brytanii zebranych przez XIX-wiecznego australijskiego pisarza, folklorystę i historyka. Baśnie te są proste i krótkie często okraszane rymowankami - brak w nich długich opisów i złożoności akcji, przez co niektórzy prędzej nazwali by je bajkami lub opowiastkami snutymi wieczorami przy kominku. I właśnie właśnie w tym najprawdopodobniej tkwi ich "urok" i "magia". W tej prostocie, lekkości i swobodzie z jaką zostały spisane.
  Czytając je człowiek ma wrażenie, że słucha ludowych opowieści a wyobraźcie sobie co czuje dziecko (lub ktoś starszy), kiedy to ktoś jemu czyta. To takie bajanie.... jak w baśniach celtyckich i między to wyróżnia je spośród innych baśni świata. To charakterystyczna cecha dla mieszkańców tamtego regionu - widać, że cenili i lubili rodzinne spotkania i wspólne wieczory, rodzinne spotkania...wszystko to o czym wielu zapomina i czego nie docenia.

  Przeczytamy o sprytnych chłopach, kupcach, dzielnych rycerzach, pięknych księżniczkach a także wiedźminach, pięknych elfach, wróżkach, skrzatach i gadających zwierzętach oraz żywych przedmiotach. Przeżyjemy niesamowite przygody na końcu świata, znajdziemy ukryte skarby    i dowiemy się co zabrać ze sobą wyruszając na poszukiwanie szczęścia. Pierwsze moje skojarzenie to baśnie celtyckie, jednak nic dziwnego wszakże region ten sam, ale nie tylko.

  W trakcie lektury napotkałam wątki, które znałam z innych zbiorów baśni i to nie tylko celtyckich ale również polskich. Taka bajka "O ośle, stoliku i samobiju" od razu przywołała mi na myśl "Stoliczku nakryj się" braci Grimm. Była również jedna baśń o odgadywaniu czyjegoś imienia - w przypadku baśni angielskich diabła a w baśni, którą kiedyś czytałam chyba trolla.
  Takich skojarzeń jest tutaj więcej, jednak nie uważam tego za coś złego i wadę. To tylko udowadnia jak bardzo baśnie są cenione i popularne na całym świecie -  latami i pokoleniami wędrują po nim, wrastając w folklor różnych krajów z czasem zyskując miano "rodzimych".

  Baśnie angielskie charakteryzuje duża różnorodność treści i formy. Jednocześnie nie ma tutaj chaosu i bałaganu, człowiek nie czuje się zagubiony. Autor powoli dawkuje emocje i stopniowo przechodzi od żartobliwych opowiadań i bajek łańcuszkowych do baśni nasyconych elementami magicznymi a także podań nawiązujących do historii Anglii. Dzięki temu stanowią nie tylko dobrą rozrywkę ale również uczą o kulturze kraju z którego pochodzą.

  Ponadto jak to w baśniach i bajkach bywa skrywają w sobie ludową mądrość, która niezależnie od czasów, kraju, tradycji, upływu lat jest ceniona i pozostaje taka sama. Mimo przeróżnych perypetii i kolei losu ostatecznie triumfuje zdrowy rozsądek, spryt, odwaga i szlachetność. Cenione jest czyste serce, współczucie, dobre intencje i pomoc... Zło i niecne postępki zawsze zostają karane a głupota i tchórzostwo - wyśmiane. 

Autor: Joseph Jacobs | Tytuł: Bajki angielskie | Wydawnictwo: Dwie Siostry | Seria: Mistrzowie ilustracji | Ilustracje: Bogdan Zieleniec | Ilość stron: 312 | Okładka: twarda

wtorek, 12 czerwca 2018


Na wodzie unosiła się łódź. W łodzi płynął Perun. Perun był bogiem. Pod wodą zaś żył Weles. On także był bogiem. I płynął boski czas. Czas Peruna i czas Welesa. Aż Perun uczuł pustkę. Wtedy rozgorzała w nim wola tworzenia. Lecz choć był potężnym bogiem, nie mógł stworzyć świata sam.


  Mitologia grecka, rzymska. Kultura starożytnych Inków, Majów, Azteków, niekiedy Indianie. A gdzie Słowianie? Nasza rodzimość. Coś co było na naszej ziemi - kiedyś, dawno temu? Uczymy się o starożytnych Grekach, Majach, Inkach a o tym co nasze przelotnie zostanie wspomniane w szkołach.
  Nie orientuje się w tym temacie, ale na polskim rynku chyba nie ma zbyt wielu książek z tej dziedziny. Jest Bestiariusz słowiański, Drzewo Wierzbickiego, Mitologia słowiańska Bobrowskiego i Wrony a także Mitologia Słowian Aleksandra Gieys. W czerwcu pojawiło się coś jeszcze - zbiór dedykowany młodszym: Mitologia. Przygody słowiańskich bogów.

  Mimo iż dawno przekroczyłam docelowy wiek czytelnika (3-7 lat) do którego dedykowana jest ta publikacja, wzbudziła ona moje zainteresowanie. Mitologię uwielbiam od zawsze, jednak słowiańską zaczęłam poznawać dopiero w tym roku. Wcześniej nie było mi dane.
  Opisywana książka to zbiór najważniejszych słowiańskich mitów/tekstów, które przybliżają świat wierzeń naszych przodków. Przeczytamy w nich o Świętowicie, Perunie, Welesie a także innych bóstwach, które dbały o ład i porządek na świecie. Dowiemy się jak według naszych przodków powstał i wyglądał świat, skąd wziął się człowiek, czym według nich były zjawiska atmosferyczne jak np. pioruny, dlaczego dąb uważano za drzewo szczególne, czym jest pień drzewa kosmicznego a także idea axis mundi. A to i tak nie wszystko...

  Mimo iż książka liczy tylko 80 stron (przy czym większość miejsca zajmują ilustracje), autorce udało się umieścić w niej sporo (jak na taką objętość) treści. Oczywiście są to podstawowe i najważniejsze informacje, do tego w wersji skróconej, co osobom interesującym się tym zagadnieniem, może sprawić i najprawdopodobniej sprawi niedosyt. Jednak nie zapominajmy do kogo kierowana jest książka. To osoby młode. Przedszkolak bądź też dziecko w wieku szkolnym (I-IV klasa) z pewnością nie chciałoby czytać długich referatów a także notatek z encyklopedii. W ten sposób przedstawione informacje byłyby dla niego nudne i monotonne - taką książkę szybko odłożyłoby na półkę. A przecież chodzi o to aby zainteresować i przybliżyć ten temat a nie zniechęcić.

  Język jest bardzo prosty i przystępny na tyle że będzie zrozumiały już dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Zdania są krótkie, niektóre słowa a w szczególności imiona słowiańskich bogów często się powtarzają, co na dłuższą metę może nieco irytować dorosłego. Jednak nie zapominajmy, że to pozycja kierowana w szczególności do młodszego odbiorcy - to dla niego ma być zrozumiała.

  Czy spodoba się dzieciom? Wszystko zależy od dziecka i tego, czy lubi takie opowieści. Według mnie warto mu ją podsunąć pod nos do samodzielnego czytania lub czytać na głos - zobaczyć jak zareaguje.
  Dorośli również mogą miło spędzić przy tej książce czas i dowiedzieć się czegoś nowego - poznać chociaż skrawek historii naszych przodków. Z drugiej strony osoby trochę zaznajomione z tematem, być może nie znajdą w niej nic nowego.  Ale to przecież książka dla młodszych czytelników, chociaż mogą sięgnąć po nią również dorośli.

 Treść zdobią wyraziste, ciekawe i pełne kolorów ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło. Publikacja jest godna uwagi i zainteresowania. Dla jednych będzie czymś nowym, zachętą do dalszego poszukiwania informacji, z kolei dla drugich formą ich przypomnienia - tego co już znane.
 Zastanawia mnie tylko jedno. Skąd ta cena i 50zł?


Tytuł:
Mitologia. Przygody słowiańskich bogów | Autor: Melania Kapelusz | Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło |Wydawnictwo: Art-Egmont | Oprawa: twarda | Objętość: 80 stron | Cena: 49,99 | Grupa docelowa: 3-7 lat (według mnie mogą sięgnąć również starsi)

sobota, 09 czerwca 2018


  Nie wiedziałam czy dzisiejszy post pojawi się na blogu a jeśli tak w jakiej postaci. Jednak korzystając z tego, że udało mi się w miarę ładnie go napisać, postanowiłam jednak opublikować. Opowiem o trzech książkach.
  Pierwsza - nowość przeczytana między innymi na prośbę Pani bibliotekarki, której już w dzieciństwie wyświadczałam tego typu przysługi.
  Druga -  majowa zdobycz, której nie kupiłam w żadnej z księgarń (ani stacjonarnej ani internetowej) a także nie w cenie okładkowej. Mądra, magiczna, trochę tajemnicza... wyjątkowa i piękna. Ciężko nie zwrócić na nią uwagi.
  Trzecia - niezwykła nie tylko wizualnie ale również i treścią. 
 Jeśli jesteście ciekawi zapraszam do lektury

Czacha się buntuje - Joanna Jagiełło

 Książka, którą opisuję między innymi na prośbę Pani bibliotekarki i nie tylko. Już w dzieciństwie wyświadczałam takich przysług. Pani bibliotekarka kupowała jakąś nowość a następnie pytała czy mogłabym ją przeczytać i powiedzieć co o niej sądzę. Nie wiem z czego to wynikało, ponieważ nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło abym była ekspertem w tej dziedzinie, ale ciężko było mi odmówić.
 
 Bohaterką książki jest Amelia Parch (przeczytałam, że znana z "Pamiętnika Czachy") - zbuntowana uczennica czwartej klasy. Pewnego dnia dziewczynka postanawia reaktywować z koleżankami Klub Bunt, który staje do walki z dyrektorką szkoły, panującym w szkole zasadom i nie tylko... A poza szkołą?
 Poza szkołą Amelia wiedzie w miarę normalne życie, nabierając życiowych doświadczeń i wiedzy czerpanej z tego co ją spotyka. Uczy się odpowiedzialności a także akceptować zmiany, które następują w jej życiu jak nowy współlokator. Bowiem pewnego dnia do ich małego mieszkania w którym mieszkały dotąd z mamą i siostrą, wprowadza się chłopak mamy - Paco. A to dopiero początek zmian.
 To i wiele innych wspomnień, sytuacji i perypetii (głównie szkolnych) takich jak upieczenie 100 babeczek na szkolne wybory, nauka jogi pod okiem dziadka i próba zarobienia pieniędzy na świąteczne prezenty, która zakończyła się dla niej gorzką pokutą, zapisuje w swoim pamiętniku. Bo dziewczynka pisze w nim o wszystkim.

 Tak więc książka to pamiętnik głównej bohaterki. Jak przystało na publikacje kierowaną do młodszego czytelnika język jest bardzo lekki, prosty, niekiedy infantylny - typowo dziecięcy. Jednak nie uznałabym tego za wadę, czy cechę, która kwalifikuje powieść jaką złą i niewartą uwagi. Wszakże pisana jest z punktu widzenia dziewczynki - to oczami Amelii widzimy świat, poznajemy jej myśli, uczucia, doświadczamy tego co ona. Trochę dziwne byłoby gdyby mówiła, myślała i pisała jak dojrzała już kobieta.

  Amelia powoli dorasta i uczy się wielu rzeczy - niejednokrotnie na własnych błędach. Boi się zmian, nie zawsze do końca je akceptuje, buntuje się, chcąc przeciwstawić się temu co z dziecięcego punktu widzenia uważa za złe, nielogiczne, dziwne lub to co po prostu jej się nie podoba. Z jednej strony doskonale zdaje sobie sprawę z tego kiedy postępuje źle i że psoci, ale jednocześnie niektóre zachowania dorosłych są dla niej obce i nie zrozumiałe. Dlatego też próbuje wyjaśnić je na swój własny - dziecięcy sposób nie zawsze postępując właściwie. Choć tak jak wspomniałam wcześniej - niejednokrotnie świadomie broi i robi na przekór, ale kto z nas będąc dzieckiem od czasu do czasu tego nie robił? ;)

 W książce nie ma przydługich opisów - jest za to sporo dialogów. Bardzo dużo tutaj ilustracji. Niektóre z nich przypominają bazgroły naszej 10-cio latki i odzwierciedlają opisaną wcześniej treść. To typowy pamiętnik wesołej dziewczynki, która nie lubi się nudzić i ma milion pomysłów na minutę. Dziewczynki, która opisuje swoje normalne życie - nie te rodem gwiazd z Hollywood i powieści amerykańskich pisarek np. Pamiętnik księżniczki. Już dawno przekroczyłam wiek docelowy tej książki ale wydaje mi się, że nie jedna dziewczynka będzie mogła się z nią utożsamić.

Tytuł: Czacha się buntuje | Autor: Joanna Jagiełło | Ilustracje:  | Wydawnictwo: Literatura | Liczba stron: 216

Noc bez księżyca - Etgar Keret, Shira Gefen

  "Noc bez księżyca" Etgara Kereta (autora opowiadań) i Shiry Gefen (poetka) to książka, którą po raz pierwszy zobaczyłam w internecie jakieś pół roku temu. W pamięci miałam zapisaną jej okładkę, jednak po jakimś czasie tytuł zupełnie wyleciał z pamięci. Przypomniałam sobie o nim w połowie maja, kiedy robiąc zakupy w jednym z dyskontów w pudle z książkami zobaczyłam fragment jej okładki. Od razu ją rozpoznałam i z uśmiechem wzięłam do rąk. Nie znając treści wiedziałam, że to będzie coś dobrego. Mogłabym brać ją w ciemno w szczególności w takiej cenie - 4,99zł a 29,99zł (cena okładkowa) to znacząca różnica.

  Już sama okładka jest na tyle hipnotyzująca, że jeśli choć na chwilę zawiesicie na niej oko z pewnością zechcecie zajrzeć do środka.
A wewnątrz?
  Nie zawiodłam się.  A wewnątrz? Nie zawiodłam się. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to przepiękne ilustracje nagradzanego izraelskiego artysty Davida Polonsky’ego. Obrazy w barwach niebieskiego, błękitu, granatu i odcinającego się od nich srebra księżyca.... srebrnego i żółtego przechodzącego w biel, tak, że książka momentami świeci. Nasycone blaskiem księżyca i mrokiem nocy, świat gdzie realizm miesza się ze snem. Bo one właśnie takie są - nasycone orynizmem, niczym sen. Tutaj nawet samochody, drzewa i chmury mają twarze. Coś niesamowitego i niezwykłego.
Dostrzegacie twarze i to jak latarka świeci?
  Dość zachwytów nad ilustracjami, chociaż według mnie ciężko jest się nimi nie zachwycić. Każdy zgodzi się ze mną, że w książkach ważny jest również tekst. Za polski przekład odpowiada Agnieszka Maciejowska, natomiast rymowaną formę Michał Rusinek.
  Poznajemy historię małej Zohar, która nie mogąc zasnąć, postanawia wyruszyć na poszukiwania księżyca, który zniknął z nieba. Bez księżyca dziewczynka boi się zasnąć, ponieważ bardzo boi się ciemności. Najpierw myli go z kotem, który leżał zawinięty w kłębek w trawie, następnie prosi o pomoc pana policjanta, następnie z miasta przedostaje się do ciemnego i przerażającego lasu, w którym odkrywa samotny dom. Zamieszkuje go pewien gburowaty pan, który odpowiedziawszy na pytanie odnośnie zaginionego księżyca ("niemiłym głosem"), zatrzaskuje drzwi przed nosem dziewczynki. Jednak Zohar dostrzega coś jeszcze - wysoką drabinę. Wspinając się po niej myśli "Czyja ta drabina? Może strażaka? Może spawacza? A może raj dla włamywacza?". Po chwili wszystko staje się jasne...
Te drzewa miały twarze?
  Więcej Wam nie zdradzę, bo i tak opowiedziałam zbyt wiele. Książka posiada niezwykły klimat i to nie tylko ze względu na ilustracje ale samą treść, która nie jest tylko i wyłącznie przyjemną rymowanką. Pod tą nastrojową, melancholijną, może trochę niepokojącą otoczką kryje się walor edukacyjny. Nie tylko oswaja z tym co straszne (strach przed ciemnością) ale i obce oraz nieznane. Wyjaśnia również zjawisko pojawiania się i znikania księżyca, to jak księżyc wygląda. Dorosły zapytany o opisanie księżyca najprawdopodobniej albo zacząłby recytować notatkę z lekcji geografii albo opisał go jako świecącą kulę/sierp na niebie a w najgorszym wypadku nic by nie powiedział bo miałby z tym problem. Zothar będąc dzieckiem poradziła sobie z tym rewelacyjnie.

"- Czasem jest blisko, czasem daleko.
Żółty lub biały - całkiem jak mleko.
Choć jest dość duży - mały być może.
Czasem okrągły, czasem jak rożek.
Bywa staruszkiem lub młodym nowiem.
Taka jest prawda.
I co pan powie?"

  Opisała go po swojemu, na swoją dziecięcą logikę i to jak rozumie oraz postrzega świat. To siła jej wyobraźni, której nam dorosłym czasem a może nawet i bardzo często lub zawsze brakuje. Bo jak my opisalibyśmy księżyc dzięki, tak aby zrozumiało czym jest i jak wygląda? Niektórych rzeczy powinniśmy uczyć się od dzieci.

  Jest coś jeszcze... książka zwraca uwagę i uwrażliwia na samotność i smutek z nią związany - to, że każdy potrzebuje drugiego "kogoś" do towarzystwa, bo samotność boli. Mówi o tym, że rutyna jest nudna - oczywiście należy sumienne wykonywać swoje obowiązki ale każdy od czasu do czasu potrzebuje trochę wolnego i rozrywki. Udowadnia, że można pokonać swoje lęki, stawić im czoła (bohaterka potrafiła pokonać swój lęk przed ciemnością i wyruszyła na poszukiwania księżyca).

  Historia niby prosta i banalna (poszukiwanie księżyca), a jednak coś w niej przyciąga, niemal hipnotyzuje. Urzeka zarówno wizualnie jak i słowem i z pewnością spora w tym zasługa świetnego tłumaczenia Maciejowskiej i wyczucia rymu Michała Rusinka. Książka nie tylko dla dziecka ale również dorosłego - niejeden spoglądając na umieszczone w niej obrazy przepadnie. Sama przeczytałam ją kilka razy. Teraz zmieniła już właściciela.  Gdybym wtedy w dyskoncie zauważyła dwa egzemplarze, jeden wzięłabym dla siebie - może w przyszłości się uda :)

Więc pamiętaj: gdy w bezsenne, ciemne noce
będziesz wiercić się pod kołdrą lub kocem,
pomyśl sobie, że gdzieś obok, w leśnych włościach,
pewien człowiek ma miłego bardzo gościa....

ilustracje 

Tytuł: Noc bez księżyca | Autor: Shira Gefen, Etgar Keret | Ilustracje: David Polonsky | Wydawnictwo: W.A.B., Warszawa 2013 | Liczba stron: 48


  Wchodzę do pokoju. Podchodzę do regału z książkami, otwieram drzwiczki. Powoli gładzę grzbiety kolejnych książek. Po chwili zatrzymuje palec na tej jednej - delikatnie zdejmuję ją z półki, biorę w dłonie i siadam wygodnie na kanapie.
  Otwieram książkę, bardzo powoli przewracam kartkę po kartce - nie śpieszę się. Nie czytam - na to jest jeszcze za wcześnie. Najpierw podziwiam... podziwiam cudowne obrazy w niej umieszczone. Te wszystkie drzewa, krzewy, kwiaty.... żonkile, narcyzy, dzwoneczki, krokusy pierwiosnki, ostróżki, tulipany, irysy, mieczyki, krokusy, róże. Wrzosy, zioła, wiśnie, jabłonie ale i zamieszkujące to cudowne miejsce stworzenia: lisek - Kapitan, gawron - Sadza, wesołe wiewiórki - Orzeszek i Łupinka i on... mała ptaszyna o rudym brzuszku, która wskazuje drogę do tego magicznego miejsca - Rudzik...

  Podziwiam obrazy, mozaiki jak i delikatne szkice wyciągnięte niczym ze starego zeszytu babci lub zielarza, który od lat obserwuje rośliny a własne spostrzeżenia zapisuje w swoim zeszycie. Po raz kolejny razem z Mary trafiam do ponurej posiadłości pewnego wuja. Poznaje ich mieszkańców oraz samą Mary - zapatrzoną w siebie, i rozkapryszoną. Razem z dziewczynką powoli odkrywam sekrety starego dworu aż w końcu trafiam do wielkiego ogrodu otaczającego pałac a wkrótce do zamkniętej przed dziesięciu laty jego najpiękniejszej części. Powoli wsiąkam i odkrywam kolejne zagadki i tajemnice nie tylko ogrodu jak i samego dworu... Wsiąkam w świat Tajemniczego Ogrodu...

  Tajemniczy Ogród nie jest wytworem niczyjej wyobraźni. On istniał na prawdę - zarośnięty, otoczony kamiennym murem znajdował się w pobliżu posiadłości Frances Burnett. To on zainspirował pisarkę do stworzenia powieści od lat zdobywającej kolejne serca czytelników.
 Powieści nie tylko o chorym, zamkniętym w czterech ścianach chłopcu ale również dojrzewaniu, tym jak poszczególne wydarzenia i doświadczenia wpływają na to kim i jacy jesteśmy, że zmiana na lepsze jest możliwa.
  Powieść o przyjaźni, która potrafi przenosić góry oraz potrzebie miłości i uwagi, na jakie zasługuje każde dziecko.
  Powieść, która uwrażliwia człowieka na piękno otaczającej go przyrody i życia w bliskim związku z naturą.

  Pozwólcie aby rudzik poprowadził Was do Tajemniczego Ogrodu. Odkryjcie jego niepowtarzalne piękno i magię - wsiąknijcie w ten niezwykły, wyjątkowy świat. Kto wie? Może tak jak uleczył on duszę głównej bohaterki, tak i uleczy Wasze z jakiś powodów "chore" wnętrza?

*ilustracje pinteres


Autor:
Burnett Frances Hundson | Tytuł: Tajemniczy Ogród | Tłumacz: Jadwiga Włodarkiewiczowa | Ilustracje: Inga Moore Wydawnictwo: Zysk S-ka | Okładka: Twarda | Ilość stron: 320

To byłoby na tyle. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was nie zanudziłam i miło spędziliście czas. Znacie książki o których pisałam? Widzieliście je a może przeczytaliście? Co o nich sądzicie? Będzie mi miło jeśli podzielicie się swoimi refleksjami - napiszecie coś więcej niż "fajna", "ładne wydania", "nie czytałam", "czytałam/em i uwielbiam" itp. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


AWARIA!
Z PRZYCZYN TECHNICZNYCH WCZEŚNIEJSZYCH ZDJĘĆ Z BLOGA NIESTETY NIE DA SIĘ ODZYSKAĆ! PRZEPRASZAM :(

Jeśli jesteś zainteresowany współpracą z blogiem lub masz jakieś pytania pisz: szyszula@poczta.onet.pl

nazwa alternatywna
Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Top Blogi

Znajdź książkę tekst alternatywny